PBF - Cedar Creek by Night

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 czerwca 2018, 17:50

Kryjówka Jacka Rippera, drugi dzień

Jack Ripper wysłuchał w skupieniu opowieści swego pacjenta, wpatrując się w niego z rosnącym zainteresowaniem i młynkując w powietrzu palcami złożonych ze sobą dłoni. Kiedy Gura skończył, radiowiec, chirurg i tropiciel obcych w jednej osobie kazał mu wstać z kucek, po czym obejrzał mutanta z przodu i od tyłu. Coś tam sobie przy okazji mruczał pod nosem, ale dość cicho, by Gura jego słów nie zrozumiał, chociaż bacznie nadstawiał uszu.

- Dobra, przez wzgląd na starą znajomość nie odmówię, chociaż narażacie mnie na ogromne ryzyko - oznajmił brodaty konspirator otwierając drzwi osadzone w jednej ze ścian zagraconego salonu. Próbując się o nic nie potknąć i niczego nie przewrócić w kiepskim świetle rzucanym przez kilka sodowych lamp, cargo przeszedł z ociąganiem do wskazanego mu ręką pomieszczenia. Zza otwartych drzwi bił charakterystyczny zapach środków odkażających oraz chemikaliów, który niezbyt Gurze przypadł do gustu.

Skąpo umeblowane i pozbawione okien pomieszczenie okazało się pokojem zabiegowym, wyposażonym w dwa metalowe stoły operacyjne oraz rząd stojaków i regałów zapchanych sprzętem, o którego zastosowaniu Gura nie miał najmniejszego pojęcia. Jack Ripper namacał na ścianie kontakt, włączył elektryczne światła, które zalały wnętrze pomieszczenia jaskrawym światłem ujawniając z miejsca nowe niepokojące elementy wystroju gabinetu.

- A w tych słoikach to co? - wyjąkał olbrzym spoglądając na szereg szklanych pojemników wypełnionych formaliną - Te dziwadła?

- Skażone radioaktywnością stwory z pustkowi - odparł Ripper wyciągając z szafki pobrzękujący metalicznie zestaw chirurgicznych instrumentów - Eksperymentuję trochę z sekcjami i wiwisekcjami, w wolnym czasie. Doszły mnie słuchy, że komuniści próbują wszczepiać ludzkie geny do insektów i małych ssaków, żeby im podnieść inteligencję i uczynić szpiegami. A obcy tworzą jeszcze gorsze krzyżówki i podobno nawet na nieświadomych tego ofiarach. Na przykład napromieniowują punktowo płód w łonie porządnej amerykańskiej kobiety, żeby urodziła zmutowane dziecko. Połóż się na wolnym stole, proszę.

- A co masz na drugim? - stojący obok Gury Slammer wbił spojrzenie w niepokojąco ludzki kształt rozciągnięty na jednym ze stołów, przykryty płachtą cienkiego, poplamionego starą krwią materiału.

- Bezdomnego, który umarł w mojej uliczce - Ripper ściszył konspiracyjnym tonem głosem, strzelając na wszystkie strony oczami - Chłop na schwał, a kipnął w jednej chwili, podobno na zawał serca. Akurat na zawał, niedoczekanie. Akurat w mojej uliczce. Zlikwidowali go, bo za dużo wiedział, tyle wam powiem. Sekcja nic nie wykazała, ale ja tam swoje wiem. No kładź się, kładź, nie mamy całego dnia. Slam, gdyby coś poszło nie tak... nigdy nic nie wiadomo, u takiego mutanta organy wewnętrzne mają nietypowy układ, żyły też... jakby coś poszło nie tak, mogę go zatrzymać?
No to hop na zabiegowe łóżko, może ta emocjonująca przygoda w blaszaku Rippera będzie warta kilku dodatkowych pedeków?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 czerwca 2018, 18:12

Posterunek strażniczy Ligi, drugi dzień

Śmierdziel był z natury nad wyraz pokojowym człowiekiem, próbującym wystrzegać się fizycznych popisów i przemocy wszędzie tam i wtedy, kiedy nie była ona niezbędna. Nie fascynował się również przesadnie heroicznymi opowieściami z frontu, pozostawiając glorię zwycięzców osobnikom pokroju Gury czy Osy. Jednakże nawet on znał paru prawdziwych amerykańskich bohaterów, takich jak major Winters z Normandii, kapitan Johnson z jakiegoś tam koreańskiego równoleżnika czy niesamowity Kapitan Ameryka z komiksów Marvela. Wszyscy oni w pewien sposób intrygowali toksyka, budząc w nim czasami niepewną tęsknotę za uczynieniem czegoś niezwykłego, czegoś bohaterskiego i mogącego wywołać podziw pospólstwa.

Wpadając nadludzko zwinnym saltem w czerń kanalizacyjnego odpływu, Śmierdziel wyobraził sobie, że jest jednocześnie majorem Wintersem skaczącym z Dakoty nad francuskim wybrzeżem, kapitanem Johnsonem szarżującym na próbujących zniewolić Koreę Chińczyków oraz Kapitanem Ameryką gromiącym wszystko, co tylko trafiało do jego komiksu.

Zaskoczeni tak spektakularnym i zupełnie niezapowiedzianym manewrem, żołnierze Ligi zdążyli wydać z siebie krótkie nieskładne okrzyki, zanim Śmierdziel nie zniknął im z oczu. Dwa uderzenia serca później do uszu zdumionych żołdaków dobiegł głośny łomot, łoskot walącego w twardy grunt wiaderka i jakiś przeciągły zwierzęcy jęk, kojarzący się z muczeniem przejechanej przez pancerny pociąg krowy.

- Człowieku, żyjesz?! - Rufus przypadł do krawędzi ziejącego smrodem otworu i poświecił w dół elektryczną latarką - Co ci kurwa odbiło? Żyjesz?!

- Tam jest! - krzyknął klęczący z drugiej strony włazu palacz - Poświeć na niego! Kurwa, nie rusza się. Skręcił kark?

- Jak skręcił, mamy przesrane - wrzasnął dźwięczącym frustracją głosem Rufus - Podajcie jakąś tyczkę, szybko. Spróbuję go trącić, może się ocknie, może tylko zemdlał. Ale popapraniec, co mu do łba strzeliło? Jakby myślał, że jest Kapitanem Ameryką!
Dwa metry poniżej otworu klapy znajduje się betonowa posadzka podziemi i na niej właśnie wylądował Śmierdziel. Na dodatek na dole jest smoliście ciemno, więc robota bez latarki będzie prawdziwą udręką, nawet w tak komfortowych dla toksyka warunkach!

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 16 czerwca 2018, 23:30

[center]Cysterna Ducha, drugi dzień[/center]

Rytuały chrześcijańskiego pastora, wydały się Indianinowi nieco dziwne. Co raz rozkładał swe małe krzesełko ilekroć chciał usiąść, jakby bał się kontaktu z manitu tej ziemi, mogły go równie dobrze męczyć jakieś bóle, które nie pozwalały mu normalnie usiąść. Zdaniem Ducha balansował na granicy uprzejmości celowo, pochwalił lokum, ale usiadł na swoim terenie, który przyniósł, odmówił poczęstunku i nie zaoferował braterskiej wody, mimo iż takim mianem nazwał albinosa.

Obiecal że wszystko wyjaśni i przejdzie do rzeczy, tymczasem zwyczajem białych, mówił wszystko dookoła, niezmiernie się przy tym ekscytując. Duch miał wrażenie że szczególnie wtedy, gdy mówił o swojej pracy, pomyślał że to dobrze, praca powinna być pasją. Dlatego właśnie on opuścił plemię. Podczas gdy pastor się zapalał, mechanik przypomniał sobie biegającego w cieniu chłopca. Zawsze gdy przegrał bójkę w dzień, powracał do niej w nocy i wygrywał. Pamięć przywołała znów polowania, skrapiane rozwodnionym jadem mięso świetnie zachowywało wodę, a nie zarażało owsikami. Ale zapał duchownego wyrwał dziecko z prerii, by wymachując pismem do czytania unieść się nad chwilę ponad siedzenie, Indianin przeniósł wzrok z księgi na czaszkę wilczycy, wzywając ją by obwąchała stopy pastora. Wiedział, że słucha niemej prośby.
Czy i czym pocą się jego ręce i nogi, dostaniesz dam Ci jadu grzechotnika.

Gdy duchowny naukowiec mówił dalej, mechanik zaczął się rozbierać, zdejmując płaszcz i podkoszulek. Popatrzył na swe blade ciało, które tak bardzo zdawało się interesować pastora i na jego różowe policzki, ni jak nie rozumiał dlaczego to on jest czerwonoskóry. Nigdy też żadnego czerwonoskórego Indianina nie poznał, a bardzo wielu tak zwanych białych. Zdaje się, że tak wpływa na nich słońce.

Z rozmyślań wyrwała go uwaga o Murzynach i Meksykanach.

-Czy nie ma dla nich miejsca w królestwie niebieskim? Ależ jest, zapewniam cię, że jest. Wszelako my śmiertelnicy musimy przejąć sprawy w swoje ręce i uczynić cokolwiek, aby również oni dostąpili wielkiej łaski albinizmu. I w tej wielkiej chwili palec Pana naszego, a także Jezusa Chrystusa i jego Matki spoczął na twej duszy, bracie. Ty jesteś kluczem do zagadki zbawienia setek tysięcy, jeśli nie milionów kolorowych Amerykanów!

Wadera pierzchła, Indianin czuł się nielicho zmieszany. Kompletnie nie rozumiał czy ten człowiek chce go złożyć w krwawej ofierze swemu bogu, czy nakarmić nim setki głodnych seksu i potomstwa kolorowych amerykanek. Biorąc pod uwagę obie wersje jako równie możliwe, postanowił prowadzić negocjacje. Szczególnie spodobała mu się uwaga o kluczu, w mgnieniu myśli wyobraził sobie siebie jako kluczyk do pojazdu pokonującego autostrady czasu.

Przez chwilę trwała pełna napięcia cisza, albinos wstał, ujął w rękę dziryt, wskazał na bak - Na motor zbieram. -rzekł.
Wskazał na książkę - Czy tam jest to wszystko napisane?

Odłożywszy dziryt mechanik kontynuował - Strasznie się dziś zmęczyłem, słońce daje mi w kość, wiesz Anthony, w nocy czuję się świetnie, albo jak jest pochmurnie, jak idzie deszcz, wtedy przestaje być Duchem, jestem wtedy śpiewający w deszczu. W moim plemieniu niewielu było takich jak ja. Musisz wiedzieć, że nie było łatwo, w mieście nie jest lepiej. Szczerze mówiąc pastorze, gorzej. Szukałem tu ducha postępu, a znalazłem podejrzliwość i cwaniactwo. Dobrze to wymawiam.

- Czy to Pan mówi przez głośniki w mieście, czy tylko ktoś pastora czyta? Watro o tym pomyśleć, krótko przez radio własnym głosem, ma pan miły głos, ale za bardzo się pan....podnieca. Taka darmowa uwaga.

- Na prawdę uważasz Anthony, że Murzyni powinni być biali? Czy Murzyni na starym lądzie też?- Przed oczami prostego mechanika z prerii powstawał obraz wytwornych dam z Europy. - A Meksykanie, wszyscy obywatele Meksyku? Muszę przyznać, że mnie pan zadziwił panie Goodwill.

- Chętnie poznam Pana bliżej pastorze Goodwill. Musi Pan jednak wiedzieć, że jestem mechanikiem, mój czas jest cenny. Oddaję się swej pasji z równym zapałem, co pan swojej. Dlatego cenię pana. Dał mi pan wiele do myślenia. Czy możemy się umówić na następne spotkanie przed świtem? Koniecznie musi mi pan wytłumaczyć, gdzie to jest napisane w księdze o albinosach. Jeszcze jej nie czytałem, może mi pan pomoże?
Duch świetnie wie, że ta osoba jest szanowana i ma pewne wpływy i nie może olać takiego kontrahenta, choć ten jest mocno ekscentrycznym gościem. Jeśli gość będzie uparcie nalegał to jeszcze chwilę go wysłucha, ale wolałby umówić się przed świtem.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 17 czerwca 2018, 19:06

Kryjówka Jacka Rippera, drugi dzień

Gura przyglądał się z uwagą, dziwnym popromiennym kreaturom zgromadzonym przez konowała w rozlicznych słoikach stojących nierównymi rzędami pośród pogrążonego w półmroku laboratorium.

- Ale brzydule... O! Ten wygląda jak... jak ten kolo, co to przychodzi do knajpy we czwartki. Na sikulce co to je wujo pędzi. Zawsze zamawia dwa browary i szumowinę smażono na zjełczałym tłuszczu, bo tylko taki ma wujo.

Ujął jeden w dłoń i by lepiej widzieć docisnął do niego swoje oko.

[center]Obrazek[/center]

- Nie nooo... zajebiaszczy okaz. - Odlepił czoło od słoika i podał Slammerowi - Obczajcie wujek...

Wzrok wuja spowodował jednak, że ruch ręki zatrzymał się w pół drogi, a następnie słoik szybko wrócił na miejsce.

- Jak byście chcieli to mogie wam więcej takich straszności poprzynosić do słoików. Wszystko za niewielką opłatom. Na prerii nie takie cuda siem kręco. Trza by siem tylko wyprawić. Jak byłem młodszy dużom się bujał po prerii samotnie. Znam takie miejsca... różne, gdzie można by.... Co wy na to? Byście sobie kolekcje powiększyli.

Gura żwawo się położył na leżance, choć coś mu podpowiadało, że nie najlepiej robi.

- Wujek mam nadzieję, że ten wasz znajomy to wie co robi. Bo pamiętacie jaka draka była jakem obił tego ostatniego co mnie badania robił. Braciaki siem już denerwują. Ale ja to jestem jednak optymista i dam ja szansę fachowcowi, co by siem wykazał talentem.

Leżąc Gura wyciągnął colta z kabury, odciągnął kurek i położył wzdłuż ciała gotowy do ewentualnego szybkiego użytku.

- Przecie nie ma co tak podchodzić z nieufnością do ludzi i od razu walić kolbo między oczy, no nie?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 czerwca 2018, 20:09

Cysterna Ducha, drugi dzień

Pastor Anthony Goodwill był ewidentnie zachwycony propozycją Indianina, bo odłożywszy Biblię na kolano przechylił się w stronę swego rozmówcy i pochwyciwszy go za dłoń jął potrząsać nią z robiącym wrażeniem entuzjazmem.

- Ogromnie się cieszę, ogromnie - zapewnił mechanika nie przestając ściskać mu ręki i jeszcze na dodatek poklepując ją swą drugą dłonią - Dzięki takiej współpracy moje badania zyskają na tempie. Będziemy potrzebowali całej serii spotkań, wielu rozmów. Z czego składa się twoja dieta, mój bracie, jakich używasz medykamentów, jakich ziół. Jak często i z kim utrzymujesz kontakty płciowe. W jakich warunkach sypiasz. I wiele, wiele innych kwestii. Wszystkie te czynniki mogą być składowymi niezwykłego efektu wspomagającego boską transformację w białą rasę.

Duchowny puścił w końcu rękę gospodarza zauważając być może jego nie do końca ukryty dyskomfort.

- Przepraszam za nadmierną poufałość - zmitygował się gość - Poniosły mnie emocje. Tak wiele nadziei pokładam w wielkim planie zbawienia kolorowych, że czasami zapominam o konwenansach. Oczywiście muszę też wspomnieć o zapłacie, albowiem byłoby grzechem zabierać ci czas bez wynagrodzenia. Rzeknij zatem, ile byś sobie życzył za kilka godzin konsultacji, w mnie w domu? Kościół Moona dysponuje odpowiednimi funduszami na cele badawcze, do mojej wyłącznej dyspozycji.
Na ile zatem wyceniasz swój czas, Duchu?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 czerwca 2018, 20:45

Kryjówka Jacka Rippera, drugi dzień

Obłąkany lekarz spojrzał na colta z przelotnym zainteresowaniem, ale wbrew cichym nadziejom Gury nie okazał przesadnego zaniepokojenia - co w opinii cargo dowodziło jego wyjątkowej tępoty, nawet Śmierdziel pojąłby bowiem w lot ukrytą w demonstracji mutanta groźbę.

- Na początek zajmiemy się raną w brzuchu - oznajmił Ripper zdejmując z brzucha pacjenta opatrunek - Pchnięcie nożem jak mniemam. Normalnemu człowiekowi powinno uszkodzić wątrobę, ale zakładam, że u ciebie nie musi się ona wcale znajdować w zwyczajowym miejscu. Masz w ogóle wątrobę?

Zaskoczony niezrozumiałym pytaniem, Gura wpierw zerknął z nadzieją na ratunek w stronę wuja Osy, potem zaś wzruszył niepewnie ramionami.

- Nieważne - kiwnął głową Jack Ripper - Poszerzę ranę i sprawdzę z ciekawości... naturalnie dla ciebie to też ważne, zawsze dobrze wiedzieć czy faktycznie ma się wątrobę. Nie wierć się tak, bo jeszcze za mocno ciachnę. Slam, możesz go potrzymać za rękę? To z reguły uspokaja.

- Gura, nie wierć się - powtórzył w ślad za chirurgiem wuj Osy, który stanął ze zmartwioną miną przy zabiegowym łóżku - Jack to świetny specjalista, na pewno ci pomoże.
Teraz utajniony rzut na umiejętności Jacka Rippera, a fabularyzowany rezultat tego testu już w następnym odcinku!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 czerwca 2018, 21:07

Knajpa wuja, drugi dzień

Wizyta zachowującej się co najmniej dziwacznie nieznajomej pozostawiła kolejne źródło fermentu w głowie rudowłosej tropicielki. Wcisnąwszy do kieszeni spodni zwitek żywnościowych kuponów, Osa wrzuciła na rozgrzaną patelnię skrawki lekko zestarzałej wołowiny i zaczęła je przysmażać zatopiona w głębokich myślach.

W lokalu jeszcze przez dłuższą chwilę panowała pustka, kiedy jednak zza ścian budowli dobiegł jękliwy zaśpiew fabrycznych syren sygnalizujących zmianę w elektrowni i oczyszczalni wody, dziewczyna odciągnęła na boki poszarzałe okienne zasłony i pościągała z blatów stołów krzesła.

Grupa zmęczonych robotników pojawiła się kilkanaście minut później, w drodze do domu zamierzając wypić jeszcze po szklance mocno sfermentowanej Juchy Mutanta. Rozsiedli się przy dwóch sąsiadujących ze sobą stolikach, obsłużeni przez Osę. Rudowłosa zdawała sobie sprawę z ich ukradkowych spojrzeń rzucanych w przeważającym stopniu na jej opięty dżinsami tyłek oraz zarysowany pod materiałem bluzki biust, ale wszyscy znali dostatecznie dobrze temperament siostrzenicy Slammera, by podarować sobie skazane z góry na porażkę próby flirtu.

Przy stolikach rozgorzała konwersacja poświęcona w głównej mierze pożarowi z minionej nocy, chociaż mężczyźni poruszyli też kilka plotek z linii frontu oraz opinii na temat swojego brygadzisty.

- Slammer jest? - zapytał ogorzały od słońca stary myśliwy, który przyszedł do lokalu chwilę później z niewielkim workiem na plecach - Mam dla niego trochę towaru.
W międzyczasie w lokalu wuja - scenka obyczajowa...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 czerwca 2018, 23:24

Posterunek strażniczy Ligi, drugi dzień

Śmierdziel nigdy nie interesował się astronomią, chociaż czasami spoglądał w nocne niebo, kiedy jacyś ludzie wskazywali palcami migoczące bardzo wysoko w górze światełka sprzeczając się zażarcie czy to przelatujące spodki obcych czy też orbitalne azyle korporacji Protect America. Lecz nawet posiadając tak nikły poziom wiedzy astronomicznej toksyk ocknął się z absolutnym przeświadczeniem o tym, że ujrzał przed chwilą wszystkie gwiazdy wszechświata.

Droga Mleczna jeszcze przez chwilę migotała mu przed oczami nic sobie nie robiąc z zaciśniętych przez Śmierdziela powiek. Pojękując boleśnie, specjalista od kanalizacji jął poruszać niemrawo rękami i nogami, macać po spękanym, ale suchym betonie w poszukiwaniu upuszczonego wiaderka. Iskierki Drogi Mlecznej przestały w końcu migać, ustąpiło też nieco przeraźliwe dzwonienie w uszach, dzięki czemu mutant usłyszał dobiegające gdzieś z góry niespokojne pokrzykiwania żołdaków.

- Patrzcie, rusza się! Ty, powiedz coś!

- Nic ci nie odpowie, bo to podobno kaleka, nie słyszałeś? Głuchy jest, dlatego nie odpowiada.

- Rufus, złazimy po niego?

- Pierdolę, jeszcze się ubrudzę. Poczekajmy chwilę, może wstanie na nogi.

Namacane w końcu wiaderko zazgrzytało w końcu po betonie. Śmierdziel oparł się na nim przez chwilę, a potem z pełnym boleści jękiem podniósł się z pozycji leżącej na klęczki. Do jego uszu dotarł żywiołowy aplauz żołnierzy Ligi.
Dobra wiadomość, toksyk chyba niczego sobie nie złamał! Jest w betonowym pomieszczeniu poniżej parteru posterunku, w całkowitej ciemności. Smród zajebiście paskudny, ale podłoże suche.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 czerwca 2018, 00:03

Kryjówka Jacka Rippera, drugi dzień

Tak dużo słów na raz. i to trudnych słów. Gura zaczął się gubić. Wszystko działo się tak gwałtownie. Tu ktoś coś mówił o jakiejś wątrobie, tam wujo Osy uspokajał i trzymał za rękę. Frustracja narastała w sercu olbrzyma. Za dużo bodźców na raz, umysł nie nadążał analizować i podpowiadać co zrobić. W takich chwilach najczęściej odruchy dyktowały jego dalsze akcje. Miał ochotę komuś przyłożyć. Jedyne co go trzymało to szacunek do starego Slammera. I była to więź wystarczająco mocna by utrzymać stu pięćdziesięcio kilkukilogramowego kolosa bez ruchu. Lecz nie bez strachu. Każdy pretekst byłby dobry by wyrwać się z tego miejsca.

- Czy... czy mam wątrobę? Nie.., nie wiem... Panie Slammer... czy... aby nie zostawiliśmy ją w barze... może bym siem wrócił i poszukał... no bo jak ktoś mi ukradnie, to co ja zrobię, jak ja wyzdrowieję... - zapytał patrząc błagalnie w oczy Slammera.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 18 czerwca 2018, 09:38

Knajpa wuja, drugi dzień

- Wuja nie ma. Musiał gdzieś na chwilę wyskoczyć - Osa przetarła blat baru średnio czystą ścieką - Co to za towar ? Chodźmy na zaplecze zobaczę czy coś się nam przyda.

Osa znała możliwości gastronomiczne zakładu jej wuja wiedziała więc również co może się przydać w kuchni a czego nie powinno się serwować. Rzuciwszy ścierkę pod blat dziewczyna skinęła na na myśliwego i ruszyła na zaplecze.

- Grzecznie mi się tu zachowywać !! - krzyknęła przez ramię w kierunku sączących trunki robotników - Bo jak nie to przyślę potem do was Gurę. Z rachunkiem !
No to zobaczmy co tam mamy w worku...
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 18 czerwca 2018, 22:17

[center]Cysterna Ducha, drugi dzień[/center]

Chrześcijański szaman wpadł po słowach mechanika w takie podniecenie, że w pierwszej chwili Indianin ocenił to jako napad padaczki. Goodwill trząsł się i wypluwał ze swych mięsistych ust słowa wraz z drobinkami śliny. Duch ocenił, że pastor jest dobrze nawodniony. Nawodnienie w jakiś sposób było odznaką prestiżu.

Świerzy znajomy zasypał jednak albinosa takimi pytaniami iż ten musiał się wyraźnie wykrzywić, okazując dezaprobatę. Niewiele to ostudziło zapał Goodwill'a, zaraz uznał sprawę za załatwioną, poprosił o cenę, jakby kupował krowę, ale uwagę mechanika przykuło zaproszenie na następne spotkanie do jego domu.

Nie chciał spotykać się na ziemi obcego, gdzie duchy będą wzmacniał pastora. Wielokrotnie wykonywał zlecenie u klientów, ale to było inne, miał oddać część swych wspomnień. Należało kupić za nie dobrą przyszłość.
Nad to słyszał o potężnej magii wschodnich kultów, według niektórych źródeł szaman mógł oblewając wodą i wypowiadając zaklęcia poświęcić duszę człowieka swemu bogu, według innych wystarczyło trzy razy wypowiedzieć magiczną formułę i stawało się czcicielem boga wschodu.

- Pastorze Goodwill, nie do końca się zrozumieliśmy. Pragnie pan bym powierzył mu swe osobiste tajemnice celom naukowym. Mi nie chodzi o talony za opowieści, o koraliki. Takie rzeczy mówi się braciom, jeśli tego pan chce mam pewną propozycję, która powinna się panu spodobać, ale wybaczy pastor jestem teraz bardzo zmęczony. Proszę wytłumaczyć mi gdzie mogę pana znaleźć, ale chciałbym gościć pana jutro przed świtem.
Decyzja o odroczeniu negocjacji podyktowana jest tym, że albinos jest już bardzo zmęczony. Jeśli naprawdę mu zależy to powinien wrócić.
Jeśli mechanik dogada się z gościem, użyje rzeczonej pasty nawadniającej, zamknie właz, sprawdzi basen i kanister. zdrzemnie się do wieczora, zje resztki węża, rozciągnie płachty do zbierania rosy.
Jeśli będą klienci popracuje, jeśli nie, to po północy pójdzie zapolować na żywego węża, celem pozyskania jadu. Ten podaruje czaszce wilczycy w której mieszka manitu. I czekał będzie na pastora. Może duch wadery coś powie o naturze pastora Goodwilla. Jeśli nadarzy się okazja, np. będzie klient, Duch delikatnie wypyta o pastora, chętnie poszedłby jeszcze w nocy do Slammera, zapytać o niego Osę, ale nie wiem czy starczy na to nocy. Proszę decyduj Mistrzu Gry.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 czerwca 2018, 22:43

Kryjówka Jacka Rippera, drugi dzień

- Gura, spojrzyj na mnie - powiedział pośpiesznie wuj Slammer - Popatrz mi w oczy.

Nieco roztrzęsiony cargo przekręcił w bok głowę, wbił spojrzenie w zatroskaną twarz kulawca.

- Już ci mówiłem, że Jack to wybitny specjalista. Widziałem na froncie jak opatrywał znacznie gorsze rany. On potrafi zdziałać cuda...

Nagłe ukłucie w biceps przeniosło uwagę Gury na Rippera. Uśmiechający się tryumfalnie brodacz odstąpił o krok od swego rozciągniętego na łóżku pacjenta, demonstracyjnie machając trzymaną między palcami strzykawkę.

Pustą strzykawkę.

- Oż ty kurwa... - wystękał cargo próbując się podnieść na łokciach, ale prężne muskularne ciało zawiodło go znienacka, jakby wyssane podstępnym ukłuciem z życiowej energii. Świat zawirował w oczach mutanta, rozmazał się, a potem zapadł w pozbawioną dźwięków ciemność.
Scenka przedstawiająca pakowanie do słoja już niebawem!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 czerwca 2018, 23:34

Knajpa wuja, drugi dzień

Osa znała starego trapera, nie tylko z tytułu jego wizyt w lokalu wuja - kilkakrotnie spotkali się też na szlaku, chociaż nigdy nie podróżowali razem. Rudowłosa nie przepadała za Chuckiem - tak bowiem zwał się podstarzały myśliwy - bo ten uporczywie ją kokietował szczerząc przy każdej okazji swe poplamione używkami nieliczne zęby.

- Mam trochę robali na grilla - mężczyzna potrząsnął z zadowoloną miną workiem - Przerośnięta szarańcza, jakieś chrząszcze. Jest sporo do ogryzienia, złociutka. Takimi ząbkami jak twoje można by skubać całą noc.

- Ile za nie chcesz? - spytała z cieniem niechęci na twarzy ruda, otwierając zabetonowaną w podłodze skrzynkę.

- Siedem kuponów? - zaproponował Chuck - Niska cena po znajomości, z takiej ładnej panny nie będę zdzierał. Znaczy się, nie zdzierałbym na cenie, co innego bardzo chętnie.

Osa zmarszczyła czoło przyjmując do wiadomości mało wyrafinowane komplementy, wysypała zawartość worka na podłogę studiując uważnie wzrokiem martwe owady, niektóre wielkości małych psów. Częściowo rozczłonkowane, wciąż skrywały pod warstwą chityny sporo odżywczego mięsa.

- Dobra, niech będzie - zdecydowała wiedząc, że cena faktycznie nie była wygórowana. Wyciągnąwszy z kieszeni siedem kartek Unii wcisnęła je Chuckowi do ręki i zesztywniała słysząc przeraźliwy gwizd alarmowych klaksonów.

- Zrzut gazów z elektrowni - podpowiedział niepotrzebnie myśliwy. Osa przecięła szybkim krokiem zaplecze lokalu i wyszła na podwórku spoglądając ponad dachem szopy Śmierdziela na rysujący się na horyzoncie zakład.


[center]Obrazek[/center]
Ciąg dalszy nastąpi...

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 19 czerwca 2018, 11:17

Potłuczony toksyk rozmasowywał obolałe ciało przeklinając w duchu podstępnych komuchów, którzy najwyraźniej sabotowali zawartość kanału. Właściwie zastanawiał się co w takiej sytuacji mogło być powodem braku drożności systemu, ale z drugiej strony pełen wiary we własny profesjonalizm nie narzekał. Im więcej czasu spędzi w kanale, im bardziej przesiąknie dowodami rzeczowymi, jak to zdaje się nazywali oficerowie, tym większej będzie mógł spodziewać się zapłaty. Właściwie prędzej, czy później każdy płacił, nawet jak nie chciał. Z reguły nawet mutant nie musiał się o nią dopominać. Wystarczało, że stał i "udowadniał rzeczowo" swoje zaangażowanie w zleconą pracę. Oczywiście hojność owych wynagrodzeń bywała różna, czasami sprowadzając się do uczciwego Wypierdalaj stąd, albo Ci gnaty poprzetrącam, co mimo wszystko i tak cieszyło wykonawcę, ponieważ powszechnie wiadomo, że nie ma nic cenniejszego od zdrowia. Tutaj jednak chodziło o instytucję publiczną, a w takiej z reguły nikt nie skąpił, ponieważ nie płacił z własnej kieszeni. Toksyk pozwalał sobie teraz na tę chwilę próżniactwa, oczekując aż jego zmysły przywykną do nowych warunków. Wzrok w kanale czasami się przydawał, czasami nie, był bowiem bardzo zwodniczy. Jednocześnie odpalanie jakiegokolwiek źródła światła groziło nieprzyjemnościami. Nagromadzone gazy mogły być łatwopalne, podstępny w swej naturze metan mógł Śmierdziela wybuchnąć. Taki wybuch zaś to coś zupełnie innego niż uduszenie się, czy śmiertelne zatrucie, albowiem w tych przypadkach toksyk nie tylko straciłby życie, ale co gorsza- reputację. A na to, żaden szanujący się gówniarz nie mógł sobie pozwolić. To, na co prawdziwy fachowiec mógł liczyć to smak i zapach. Dla pewności zmrużył więc oczy, by nie rozpraszały go żadne refleksy światła, czy czerwone ślepia łypiące nań z mroku. Przełożył wiaderko przez ramię i oparł na barku dociskając je nieco szyją dla lepszej stabilności. Zaciągnął się pełną piersią poszukując nie pasującej do folkloru aromatów nuty. Następnie w pozycji na czworaka ruszył w ciemność.
Wącham. Z którejś strony pewnie wali inaczej. I tam na czterech zasuwam z zamkniętymi oczami wymacując ręką grunt. Nic tu odpalał nie będę. Bo jak jest gdzieś metan to wybuchnę, a to nieelegancko.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 czerwca 2018, 17:02

Posterunek strażniczy Ligi, drugi dzień

Starając się nie zwracać uwagi na dobiegające z góry okrzyki strażników, Śmierdziel popełzł przed siebie węsząc intensywnie. Dla każdego innego człowieka wypełniające podziemia zapachy byłyby jednolicie odrażającym nokautem dla zmysłów, ale wyspecjalizowany nos toksyka bez trudu wyłapywał w tych okropnych woniach specyficzne nuty pozwalające mu orientować się w ciemnościach niczym zwierzęciu nocy.

Kończyny pełznącego na czworakach mężczyzny natrafiły po kilku metrach na znajomą kleistą maź, wypełniającą przestrzeń położoną o stopień niżej od podłogi pod klapą. Ukontentowany Śmierdziel roztarł w palcach brejowate ekskrementy, wciągnął w nozdrza ich upojną woń.

- Gdzieś wlazł, cielebuniu? - zakrzyknął ktoś z góry - Nie widzimy cię? Co tam znalazłeś?

Toksyk puścił niespokojne pytania żołdaków koło uszu, zwalniając tempo i starannie badając przestrzeń przed sobą. Nie obawiał się w najmniejszym stopniu wpadnięciu w ścieki, ale wolał uniknąć niepotrzebnego potłuczenia o krawędzie kanału. Jego poruszające się ustawicznie palce rozgarnęły gęstą cuchnącą papkę i oplotły się wokół czyjejś dłoni.

Czyjejś dłoni!

Szok sprawił, że Śmierdziel otworzył równie szeroko usta i oczy. Pogrążony w ciemności kanału, dostrzegał bijącą od tyłu ledwie zauważalną poświatę światła, sączącego się przez otwór po odsuniętej klapie; nie miał jednak pojęcia, co znajdowało się bezpośrednio przed nim. Liczne dłonie poruszyły się prawie bezgłośnie, schwyciły go za odzienie, włosy, nos i ramiona. Pociągnięty w toń kanału, toksyk wydał z siebie cichy wizg, który urwał się w chwili, kiedy płynne ekskrementy wdarły mu się do otwartych ust i nosa.

- Utopcie go - wyszeptał ledwie słyszalnie czyjś głos, pospołu ewidentnie przerażony i zdesperowany do granic możliwości - Utopcie skurwysyna, zanim tamci się zorientują.

Więcej Śmierdziel nie usłyszał, wciśnięty pod powierzchnię ukrytego w ciemnościach kanału przez wieloręką niewidoczną hydrę.
Koszalu, naprawdę nie chcę Cię martwić, ale nie mogę przed Tobą ukrywać przykrej prawdy - zgubiłeś gdzieś wiaderko!

ODPOWIEDZ