Osa przyjrzała się bacznie bijącym z kominów elektrowni kłębom dymu i pary, próbując określić z grubsza ich kolor. Władze Cedar Creek wielokrotnie podkreślały, że przemysłowe wyziewy wiszące czasami przez wiele godzin nad miastem nie stanowiły żadnego zagrożenia dla mieszkańców dzięki doskonałej jakości filtrom kominowym, ale tropicielka wolała dmuchać na zimne. Nie raz i nie dwa słyszała o zgonach tych nieszczęśników, którzy zbyt długo wdychali emitowane przez instalację opary, a wieść niosła, że najgorzej było wówczas, gdy z kominów buchały żółtawe chmury.
Te kłęby miały kolor kremowy, toteż nieco uspokojona dziewczyna zawróciła w miejscu i niemal wpadła na obserwującego kompleks Chucka.
- Kopci tak, że podobno czasami wiatr dowiewa ten syf nad Salt Lake City - skomentował traper - Gadałem niedawno z jednym takim, co się podobno zna na rzeczy, Karragan miał na imię. Gość z Uniwersytetu Idaho. Twierdzi, że coś jest nie tak z tą naszą elektrownią.
- Doprawdy? - Osa uprzejmie udała zainteresowanie tematem, przepychając się obok myśliwego z powrotem na zaplecze knajpy - A niby co?
- Gadał, że za dużo zużywa paliwa - wzruszył ramionami idący za nią mężczyzna - Że bardzo dużo spalamy materiału, a energii z tego mało. Bo ile my mamy tego prądu w mieście? Te parę latarni, reflektory na murze i elektryczność w domach reprezentantów. Ten Karragan mówił, że jak się przeliczy, ile ciężarówek z paliwem przejeżdża przez zakład, to całe Cedar Creek powinno się nocami świecić jak Strip w Vegas. A u nas żadnego efektu nie widać i że to dziwne.
- Po mojemu ten cały twój Karragan to jakiś wykształciuch, co się na niczym nie zna i tylko plecie trzy po trzy, żeby udawać szkolonego technika - prychnęła tropicielka wpychając martwe owady do skrzynki w podłodze za kontuarem - Wiesz, ilu specjalistów pracuje w elektrowni? Ile kosztuje ich utrzymanie? Radio Nadzieja ciągle trąbi, że to najnowocześniejszy obiekt w całym Idaho. A ten twój znajomek nie chciał się tam zatrudnić, żeby pokazać, co potrafi?
- Chciał, a jakże - kiwnął głową Chuck - I nie znajomek, przybłęda to był, co z nim raz gadałem. Poszedł do elektrowni powiedzieć, że mają problem z... jak on to powiedział? Z nieefektywną produkcją i że może pomóc coś z tym zrobić, ale nie zdążył. Następnego dnia go ciężarówka przejechała na śmierć tuż pod bramą zakładu jak czekał na spotkanie z kimś z dyrekcji.
- Morał z tego taki, że nie należy się pchać tam, gdzie się człowiek nie zna na rzeczy - skwitowała opowieść myśliwego Osa - Pogadałabym dłużej, ale mam kupę roboty, Chuck. Serdeczne dzięki za towar, wuj się na pewno ucieszy.