PBF - In thy blood - techniczny
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Jak skończymy Cedar - powiedzmy, za miesiąc (plan roboczy). Czekam na cynk od Kargana, co z wizytą Osy w szpitalu, dlatego wrzuciłem w międzyczasie prezentację Bastiena. To jedna ze scenek tła przygody, żeby lepiej zaprezentować postacie i przybliżyć niektóre ciekawostki ze świata Degenesis - z właściwą przygodą nie mają niczego wspólnego.
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Territorialregion I
Niewielki obóz pogrążony był jeszcze w porannym śnie, jeden tylko człowiek nie pozwalał sobie na wypoczynek w tej godzinie, gdy sen był jak czuła kochanka. Głowę przykrywał kaptur, brutalnie szarpany przez wiatr, który zerwawszy się przed chwilą,przybierał na sile. Człowiek w kapturze przerwał majsterkowanie przy szarym, martwym ekranie, ściągnął z twarzy skórzaną opaskę opatrzoną wystającym okularem na prawym oku, spojrzał na wyłaniającą się w świetle poranka Deltę Rhone. Na ledwo widoczne Montpellier, wracał tam tylko po to żeby przez trzy doby głaskać okrągły brzuch żony i znów wyjechać. Choć miasto było jego domem, to wciąż tułał się poza jego granicami, a tam w domu czekała dobra, rumiana, ciężarna żona. Powinni mu pozwolić pozostać do rozwiązania, ale głowa rodu zażądał żeby towarzyszył swemu ekscentrycznemu kuzynowi aż do Purgare.
Choć był szanowany w klanie, nie pozwolono wybrać mu żony samemu, a może właśnie dlatego. Nie mógł się wszak uskarżać, wybrano mu kobietę zdrową, płodną, dość ładną i dużo młodszą. Szkoda że tak rzadko mógł w pełni cieszyć się jej wdziękami. Liczył w myślach dni, obserwując drogę, rozważał czy nie spędziłby więcej nocy z rumianą i pulchną Lorettą, gdyby udali się na skróty.
-Mój Panie.
Zerwał się z miejsca jak rażony prądem, pudełeczko z szarym martwym ekranem wyleciało w powietrze, by finalnie schwycił ją właściciel, ratując od upadku. Przed nim stał wysoki umięśniony przewodnik. Za plecami tego, daleko, daleko na wschodzie zebrały się ciemne chmury, gęsto rozświetlane wyładowaniami, wyglądało to jakby czarne niebo przemocą całowało ziemię.
-Panie Leo. Burza na wschodzie, pozbierajmy się szybko. - rzeczowo zakomunikował tropiciel. Leonard skinął głową.
Leonard Sanglier, bo takie miano nosił i nosić będzie majsterkowicz, lubił swego tropiciela za ten oszczędny sposób wypowiedzi, sam nie był dobrym gawędziarzem, przez co często brano go za gbura, lub pyszałka. Nic bardziej mylnego, zawsze uczynny i skoncentrowany Leo, był przde wszystkim człowiekiem oddanym klanowi, wiedząc że niczym jest jeden człowiek, grupa zaś jest mocna.
Majsterkowicz wyjął z juków swego osła, długi metalowy, spłaszczony i nieco powyginany pręt, wbił w ziemię, na górze umieścił niewielkie pudełeczko, jakby cudem utrzymujące się na ostrej końcówce giętego płaskownika. Z głębokiej kieszeni wydobył wielofunkcyjny pomocnik, dar od helweckich przyjaciół, odnalazł właściwe narzędzie i pokręcił przy pudełku na szczycie płaskownika. Pudełko zawyło dziko, kolejne ruchy mechanika stłumiły dźwięk, on zaś pokiwał z uznaniem głową.
Tlko naturalne wyładowania, wzbudzały w nim większe podniecenie niż krągła żona. Ujarzmienie takiej mocy dźwignęłoby ludzkość ku świetnej przyszłości. Z ekscytacji wyrwał go osioł, rżąc głośno, Leo lubił zwierzęta, ale kompletnie nie umiał się z nimi dogadać.
-Beż śniadania Panie, szybko się zbliża.
-Bez śniadania-zgodził się Leonard, któremu to akurat kompletnie nie przeszkadzało. Stuknął w urządzenie na płaskowniku. - Będzie tu za trzy godziny. Tym razem tropiciel popatrzył na mechanika wzrokiem podejrzliwego niedźwiedzia. Wydawało mu się dziwne i niewyobrażalne że ten szaleniec z klanu wie takie rzeczy patrząc w pudełka, ale przekonał się że rzadko się mylił.
klucz 1 z edytorem :
DBA39FCB-E746-44B7-87E9-DB43B1C2B9F3
klucz 2 bez edycji:
1A59CDFE-D171-475C-A94F-E434FD234828
Niewielki obóz pogrążony był jeszcze w porannym śnie, jeden tylko człowiek nie pozwalał sobie na wypoczynek w tej godzinie, gdy sen był jak czuła kochanka. Głowę przykrywał kaptur, brutalnie szarpany przez wiatr, który zerwawszy się przed chwilą,przybierał na sile. Człowiek w kapturze przerwał majsterkowanie przy szarym, martwym ekranie, ściągnął z twarzy skórzaną opaskę opatrzoną wystającym okularem na prawym oku, spojrzał na wyłaniającą się w świetle poranka Deltę Rhone. Na ledwo widoczne Montpellier, wracał tam tylko po to żeby przez trzy doby głaskać okrągły brzuch żony i znów wyjechać. Choć miasto było jego domem, to wciąż tułał się poza jego granicami, a tam w domu czekała dobra, rumiana, ciężarna żona. Powinni mu pozwolić pozostać do rozwiązania, ale głowa rodu zażądał żeby towarzyszył swemu ekscentrycznemu kuzynowi aż do Purgare.
Choć był szanowany w klanie, nie pozwolono wybrać mu żony samemu, a może właśnie dlatego. Nie mógł się wszak uskarżać, wybrano mu kobietę zdrową, płodną, dość ładną i dużo młodszą. Szkoda że tak rzadko mógł w pełni cieszyć się jej wdziękami. Liczył w myślach dni, obserwując drogę, rozważał czy nie spędziłby więcej nocy z rumianą i pulchną Lorettą, gdyby udali się na skróty.
-Mój Panie.
Zerwał się z miejsca jak rażony prądem, pudełeczko z szarym martwym ekranem wyleciało w powietrze, by finalnie schwycił ją właściciel, ratując od upadku. Przed nim stał wysoki umięśniony przewodnik. Za plecami tego, daleko, daleko na wschodzie zebrały się ciemne chmury, gęsto rozświetlane wyładowaniami, wyglądało to jakby czarne niebo przemocą całowało ziemię.
-Panie Leo. Burza na wschodzie, pozbierajmy się szybko. - rzeczowo zakomunikował tropiciel. Leonard skinął głową.
Leonard Sanglier, bo takie miano nosił i nosić będzie majsterkowicz, lubił swego tropiciela za ten oszczędny sposób wypowiedzi, sam nie był dobrym gawędziarzem, przez co często brano go za gbura, lub pyszałka. Nic bardziej mylnego, zawsze uczynny i skoncentrowany Leo, był przde wszystkim człowiekiem oddanym klanowi, wiedząc że niczym jest jeden człowiek, grupa zaś jest mocna.
Majsterkowicz wyjął z juków swego osła, długi metalowy, spłaszczony i nieco powyginany pręt, wbił w ziemię, na górze umieścił niewielkie pudełeczko, jakby cudem utrzymujące się na ostrej końcówce giętego płaskownika. Z głębokiej kieszeni wydobył wielofunkcyjny pomocnik, dar od helweckich przyjaciół, odnalazł właściwe narzędzie i pokręcił przy pudełku na szczycie płaskownika. Pudełko zawyło dziko, kolejne ruchy mechanika stłumiły dźwięk, on zaś pokiwał z uznaniem głową.
Tlko naturalne wyładowania, wzbudzały w nim większe podniecenie niż krągła żona. Ujarzmienie takiej mocy dźwignęłoby ludzkość ku świetnej przyszłości. Z ekscytacji wyrwał go osioł, rżąc głośno, Leo lubił zwierzęta, ale kompletnie nie umiał się z nimi dogadać.
-Beż śniadania Panie, szybko się zbliża.
-Bez śniadania-zgodził się Leonard, któremu to akurat kompletnie nie przeszkadzało. Stuknął w urządzenie na płaskowniku. - Będzie tu za trzy godziny. Tym razem tropiciel popatrzył na mechanika wzrokiem podejrzliwego niedźwiedzia. Wydawało mu się dziwne i niewyobrażalne że ten szaleniec z klanu wie takie rzeczy patrząc w pudełka, ale przekonał się że rzadko się mylił.
klucz 1 z edytorem :
DBA39FCB-E746-44B7-87E9-DB43B1C2B9F3
klucz 2 bez edycji:
1A59CDFE-D171-475C-A94F-E434FD234828
Jeśli uznasz Keth że zdrowo będzie coś zmienić to proszę.
Skupiony, z natury introwertyk, łatwo ulegający pasji i marzeniu, wrażliwy, ale nie obdarzony artystycznym talentem, którego wciąż w sobie szuka, całe życie zmuszony do kompromisu miedzy eleganckim wyglądem, a funkcjonalnością swych tworów, gdzie brutalnie wygrywa funkcjonalność.
Naiwnie lojalny wobec klanu, który zapewnił mu pozycję i wykształcenie. Wiele podróżował i zawsze wykazywał się odwagą i zimną krwią.
Cel życia: Ujarzmić piorun jako źródło energii
Spłodzić przynajmniej pięciu zdrowych klanitów.
Powierzchownie nieco podobny do kuzyna Abdela, oczywiście nie jak bliźniak, a już na pewno nie w gestach i mowie.
Skupiony, z natury introwertyk, łatwo ulegający pasji i marzeniu, wrażliwy, ale nie obdarzony artystycznym talentem, którego wciąż w sobie szuka, całe życie zmuszony do kompromisu miedzy eleganckim wyglądem, a funkcjonalnością swych tworów, gdzie brutalnie wygrywa funkcjonalność.
Naiwnie lojalny wobec klanu, który zapewnił mu pozycję i wykształcenie. Wiele podróżował i zawsze wykazywał się odwagą i zimną krwią.
Cel życia: Ujarzmić piorun jako źródło energii
Spłodzić przynajmniej pięciu zdrowych klanitów.
Powierzchownie nieco podobny do kuzyna Abdela, oczywiście nie jak bliźniak, a już na pewno nie w gestach i mowie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Po pierwsze, bardzo dobry pomysł na życiową pasję dla domorosłego wynalazcy. Elektryczność w Montpellier (a także w Tulonie, Tuluzie czy w Perpignanie) wytwarzana jest przez spalinowe generatory diesla, a paliwo do nich trzeba kupować od Afrykanów i słono za nie płacić. Pozyskiwanie energii z naturalnych wyładowań byłoby w opinii Leona doskonałym sposobem na uniezależnienie się od chciwych czarnoskórych kupców (a także sposobem na strategiczne wzmocnienie wpływów klanu Sanguine).
Po drugie, nie obnosiłbym się zbyt otwarcie z helweckimi przyjaciółmi. Klany Montpellier są dość izolacjonistyczne, kontakty z obcymi pozostają pod ścisłym nadzorem. Konkurencja w dworskich kręgach może Cię wmanipulować w oskarżenia o zdradę dyplomatyczną albo szpiegostwo na rzecz alpejskiego mocarstwa - takie pudełko musi budzić podejrzliwe pytania.
Po trzecie, nie zapuszczaj się zbyt daleko w głąb Regionu Terytorialnego (żadnego z czterech) bez ważnej wizy! Lada chwila ktoś się zorientuje, że coś tam knujesz i pojawią się śmiertelni poważni panowie (i panie) w białych pancerzach, by odprowadzić Cię za granicę Franki
Generalnie bardzo mi się podoba pomysł na tę postać!
Po drugie, nie obnosiłbym się zbyt otwarcie z helweckimi przyjaciółmi. Klany Montpellier są dość izolacjonistyczne, kontakty z obcymi pozostają pod ścisłym nadzorem. Konkurencja w dworskich kręgach może Cię wmanipulować w oskarżenia o zdradę dyplomatyczną albo szpiegostwo na rzecz alpejskiego mocarstwa - takie pudełko musi budzić podejrzliwe pytania.
Po trzecie, nie zapuszczaj się zbyt daleko w głąb Regionu Terytorialnego (żadnego z czterech) bez ważnej wizy! Lada chwila ktoś się zorientuje, że coś tam knujesz i pojawią się śmiertelni poważni panowie (i panie) w białych pancerzach, by odprowadzić Cię za granicę Franki
Generalnie bardzo mi się podoba pomysł na tę postać!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]
[/center]
Lekcja geografii na szybko: Europa pół tysiąca lat po upadku asteroidów wygląda zupełnie inaczej niż zapamiętaliście to ze szkoły. Przed Wami wielka delta Rhone. Dwór Vertebre oczywiście już zajął się przygotowaniami do wyprawy młodego Abdela, a plan podróży wygląda następująco - najpierw łodzią do Tulonu, potem wozami wzdłuż wybrzeża do Morvantu, przeprawa przez terytorium Helwetów i za Ducalem wejście do Purgare. Najpierw pełna Neolibijczyków Genua, a za nią już samo Bergamo.
Wspaniała podróż, pełna egzotyki, pięknych widoków i ciekawych ludzi!
[/center]Lekcja geografii na szybko: Europa pół tysiąca lat po upadku asteroidów wygląda zupełnie inaczej niż zapamiętaliście to ze szkoły. Przed Wami wielka delta Rhone. Dwór Vertebre oczywiście już zajął się przygotowaniami do wyprawy młodego Abdela, a plan podróży wygląda następująco - najpierw łodzią do Tulonu, potem wozami wzdłuż wybrzeża do Morvantu, przeprawa przez terytorium Helwetów i za Ducalem wejście do Purgare. Najpierw pełna Neolibijczyków Genua, a za nią już samo Bergamo.
Wspaniała podróż, pełna egzotyki, pięknych widoków i ciekawych ludzi!
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Dzięki za te informacje, robiąc opis fabularny mocno improwizowałem, łatając dziury niewiedzy nie do końca dokładnymi opisami. Uznajmy że misja u Helvetów była legalna, wzięli dużo kasy i oczywiście nie udostępnili poszukiwanych przez majsterkowicza informacji. Obdarowali go za to wielofunkcyjnym narzędziem typu "leatherman". -nieco większym niż te używane współcześnie.
Pudełko mierzy siłę i kierunek wiatru, wilgotność powietrza, napięcie i podobne rzeczy do prognozowania pogody. ładuje się je ręcznie, jak dynamo, nie potrzebuje dużo energii.
Wygięty fantazyjnie płaskownik, to stalowy łuk kompozytowy, Leo posiada podwójną cięciwę i specjlany do niej naciąg. Do obrony bezpośredniej proponuję sztylet. Czym jest martwy ekran,jeszcze nie wie.

Może jeszcze jekiś karabin, lub co tam uznasz.
A baterie słoneczne? Może takie urządzenie o niedużej mocy?
Pudełko mierzy siłę i kierunek wiatru, wilgotność powietrza, napięcie i podobne rzeczy do prognozowania pogody. ładuje się je ręcznie, jak dynamo, nie potrzebuje dużo energii.
Wygięty fantazyjnie płaskownik, to stalowy łuk kompozytowy, Leo posiada podwójną cięciwę i specjlany do niej naciąg. Do obrony bezpośredniej proponuję sztylet. Czym jest martwy ekran,jeszcze nie wie.
Może jeszcze jekiś karabin, lub co tam uznasz.
A baterie słoneczne? Może takie urządzenie o niedużej mocy?
Ostatnio zmieniony 28 czerwca 2018, 22:37 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Siedziba rodu Sanguine, Montpellier
Emmanuel Geoffroy Sanguine, Ventricule Domu Sanguine od dwudziestu trzech lat, lubił przyjmować gości w zacienionej sali audiencyjnej na najwyższym piętrze okazałego rodowego gmachu. Złośliwe języki rozsiewały po Montpellier plotki, że bezwzględny przywódca rodu zapadł na przewlekłą chorobę, że jął żywić niezrozumiałą awersję do słonecznego światła i odwrócił się od tętniącego życiem świata dworskich intryg, ale członkowie rodziny nie dawali tym oszczerstwom wiary. Umysł patriarchy pozostawał ostry niczym brzytwa, zdolny do układania skomplikowanych planów i przewidywania wszystkich posunięć politycznych rywali, a drobne dziwactwa wynikające z podeszłego wieku w niczym nie umniejszały jego autorytetu.
Ci, którzy na salonach Montpellier pozwalali sobie żartować ze skalanej rzekomą chorobą krwi Sanguine, winni byli starannie baczyć na swe plecy, na cienie w bocznych alejkach i dziwne punkty zapisane drobnym druczkiem w kupieckich kontraktach. Emmanuel Geoffroy Sanguine przez wiele lat budował reputację niezwykle groźnego i pozbawionego skrupułów gracza w świecie Sanglier. Jako doświadczony oficer Sangów, patriarcha miał za sobą wiele lat spędzonych na wojnie przeciwko marionetkom feromanserów, a okrucieństwo tych zmagań tylko wyostrzyło jego wojownicze instynkty.
Leon Thibaut Sanguine bardzo rzadko bywał w sali audiencyjnej rodu, zazwyczaj jedynie podczas rodzinnych przyjęć dla najbliższych członków rodu. Od zawsze żywił wobec swego stryja trwożny lęk, mieszaninę podziwu dla legendarnego wojskowego stratega i zgrozy na samo wspomnienie jego surowości. Kiedy w '74 owładnięte szaleństwem hordy Murnakira utopiły w krwi i bagiennym błocie ekspedycję Wachsmanna i Lacroix, kiedy Szpitalnicy cofnęli się na obrzeża delty nie potrafiąc zatrzymać chmar ludzkich i owadzich symbiontów, a anabaptyści stracili serce do dalszej ofensywy na matecznik plagi Demiurga, to właśnie szaleńczo odważni generałowie Sanglierów uratowali wycofujące się z mokradeł Rhone niedobitki i ochronili uciekających do Aquitane Kronikarzy przed gniewem porzuconych na pastwę Murnakira Franków. Sam Leon był wówczas nie rozumiejącym niczego niemowlęciem, ale nauczyciele rodziny nie omieszkali mu w odpowiednim czasie wpoić poczucia wierności, podziwu i oddania wobec czcigodnego Ventricule.
- Wasza miłość - młody wynalazca skłonił się przed siedzącym na masywnym tronie patriarchą, po czym pocałował zdobiący prawicę Emmanuela rodowy sygnet - Stawiam się na wezwanie.
- Doceniam twą punktualność, drogi Leonie - starczy głos Ventricule wciąż skrywał w sobie zgrzytliwą nutę wysuwanego z pochwy ostrza - Jak się miewa twoja piękna żona? Ile pozostało do rozwiązania? Dwa miesiące?
- Dwa miesiące, wasza miłość - odpowiedział Leon wiedząc doskonale, że pytanie było retoryczne i stanowiło jedynie element powitalnej etykiety - Loretta czuje się bardzo dobrze, chociaż zaczynają jej dokuczać upały. Prawdę mówiąc, żałuję, że nie będę mógł towarzyszyć jej przy porodzie.
Ledwie wypowiedział te słowa, siostrzeniec patriarchy oblał się lodowatym potem uświadamiając sobie, że wyjawionym w taki sposób wyrzutem ośmielił się uskarżać na polecenie głowy rodu. Oczy Ventricule ukryte były w głębokim mroku zacienionej komnaty, ale Leon nie mógł się oprzeć wrażenie, że stryj dosłownie przeszywa go lodowatym wzrokiem.
- Ogromnie doceniam twe poświęcenie, Leonie - jeśli nawet Emmanuel Geoffroy Sanguine odczuwał irytację, w jego głosie pobrzmiewała jedynie wystudiowana uprzejmość - Gdyby to była misja pośledniejszej wagi, rozważyłbym kandydaturę kogoś innego. Zwróciłem się do ciebie, albowiem jako syna swej siostry darzę cię wielkim zaufaniem.
Niejeden członek rodu Sanguine gotów byłby zabić, by tylko usłyszeć podobną pochwałę z ust głowy rodziny, ale wynalazca poczuł jedynie lodowaty dreszcz strachu.
- Mój pierworodny syn obdarzony jest licznymi talentami - ciągnął dalej Ventricule, a w jego głosie pojawiła się nieco sardoniczna nuta stojąca w sprzeczności z komplementami pod adresem Abdela - Jednocześnie jego ekstrawagancje sprawiają, że podejmuje czasami nierozważne decyzje. Nieprzemyślane. Mogące w niezamierzony sposób komplikować interesy rodziny. Wyjeżdżając do Purgare będzie potrzebował zaufanego doradcy, człowieka obdarzonego trzeźwym ścisłym umysłem.
- Wasza miłość... ja dziękuję - wyjąkał zmieszany Leon - To zaszczyt.
- Ależ nie, Leonie, to ja ci dziękuję - Emmanuel Geoffroy Sanguine przechylił się w przód i migotliwe światło zawieszonych na ścianach świeczników padło w końcu na jego pomarszczoną szczupłą twarz, na drapieżnie zarysowany nos i wąskie bezkrwiste wargi - Twoja pomoc wiele dla mnie znaczy. Pragnę cię też zapewnić, że otoczę skrupulatną opieką twoją piękną żonę i jej nienarodzone dziecko. Będę ci to winien, wszak ty zatroszczysz się w tym czasie o mojego syna. Im mniej będę się musiał martwić o niego, tym więcej czasu będę mógł poświęcić dla Loretty.
- Dziękuję, wasza miłość - Leon starał się z całej siły, by jego głosu nie skaziła drżąca nuta, w czym nie pomagał targany niewidzialnymi szczypcami żołądek - To wręcz nadmiar troskliwości.
- Przysługa za przysługę, drogi siostrzeńcu - Ventricule powrócił do swej poprzedniej pozycji, skrywając oblicze w wypełniającym salę mroku - Twój czas jest cenny, nie chcę ci go zabierać. Idź do żony, spędź z nią jak najwięcej chwil. Wyruszysz w drogę za dwa dni.
- Dziękuję za łaskę i zaufanie, wasza miłość - Leon Thibaut Sanguine ucałował ponownie sygnet patriarchy, czując w duchu irracjonalne wrażenie, że dotyka zbielałymi ustami głowy jadowitego węża - Uczynię wszystko, co w mej mocy, by uchronić Abdela przed... głupstwami.
- Wiem, że uczynisz - w półmroku rozległ się zimny głos Ventricule - Jestem pewien, że uczynisz.
Emmanuel Geoffroy Sanguine, Ventricule Domu Sanguine od dwudziestu trzech lat, lubił przyjmować gości w zacienionej sali audiencyjnej na najwyższym piętrze okazałego rodowego gmachu. Złośliwe języki rozsiewały po Montpellier plotki, że bezwzględny przywódca rodu zapadł na przewlekłą chorobę, że jął żywić niezrozumiałą awersję do słonecznego światła i odwrócił się od tętniącego życiem świata dworskich intryg, ale członkowie rodziny nie dawali tym oszczerstwom wiary. Umysł patriarchy pozostawał ostry niczym brzytwa, zdolny do układania skomplikowanych planów i przewidywania wszystkich posunięć politycznych rywali, a drobne dziwactwa wynikające z podeszłego wieku w niczym nie umniejszały jego autorytetu.
Ci, którzy na salonach Montpellier pozwalali sobie żartować ze skalanej rzekomą chorobą krwi Sanguine, winni byli starannie baczyć na swe plecy, na cienie w bocznych alejkach i dziwne punkty zapisane drobnym druczkiem w kupieckich kontraktach. Emmanuel Geoffroy Sanguine przez wiele lat budował reputację niezwykle groźnego i pozbawionego skrupułów gracza w świecie Sanglier. Jako doświadczony oficer Sangów, patriarcha miał za sobą wiele lat spędzonych na wojnie przeciwko marionetkom feromanserów, a okrucieństwo tych zmagań tylko wyostrzyło jego wojownicze instynkty.
Leon Thibaut Sanguine bardzo rzadko bywał w sali audiencyjnej rodu, zazwyczaj jedynie podczas rodzinnych przyjęć dla najbliższych członków rodu. Od zawsze żywił wobec swego stryja trwożny lęk, mieszaninę podziwu dla legendarnego wojskowego stratega i zgrozy na samo wspomnienie jego surowości. Kiedy w '74 owładnięte szaleństwem hordy Murnakira utopiły w krwi i bagiennym błocie ekspedycję Wachsmanna i Lacroix, kiedy Szpitalnicy cofnęli się na obrzeża delty nie potrafiąc zatrzymać chmar ludzkich i owadzich symbiontów, a anabaptyści stracili serce do dalszej ofensywy na matecznik plagi Demiurga, to właśnie szaleńczo odważni generałowie Sanglierów uratowali wycofujące się z mokradeł Rhone niedobitki i ochronili uciekających do Aquitane Kronikarzy przed gniewem porzuconych na pastwę Murnakira Franków. Sam Leon był wówczas nie rozumiejącym niczego niemowlęciem, ale nauczyciele rodziny nie omieszkali mu w odpowiednim czasie wpoić poczucia wierności, podziwu i oddania wobec czcigodnego Ventricule.
- Wasza miłość - młody wynalazca skłonił się przed siedzącym na masywnym tronie patriarchą, po czym pocałował zdobiący prawicę Emmanuela rodowy sygnet - Stawiam się na wezwanie.
- Doceniam twą punktualność, drogi Leonie - starczy głos Ventricule wciąż skrywał w sobie zgrzytliwą nutę wysuwanego z pochwy ostrza - Jak się miewa twoja piękna żona? Ile pozostało do rozwiązania? Dwa miesiące?
- Dwa miesiące, wasza miłość - odpowiedział Leon wiedząc doskonale, że pytanie było retoryczne i stanowiło jedynie element powitalnej etykiety - Loretta czuje się bardzo dobrze, chociaż zaczynają jej dokuczać upały. Prawdę mówiąc, żałuję, że nie będę mógł towarzyszyć jej przy porodzie.
Ledwie wypowiedział te słowa, siostrzeniec patriarchy oblał się lodowatym potem uświadamiając sobie, że wyjawionym w taki sposób wyrzutem ośmielił się uskarżać na polecenie głowy rodu. Oczy Ventricule ukryte były w głębokim mroku zacienionej komnaty, ale Leon nie mógł się oprzeć wrażenie, że stryj dosłownie przeszywa go lodowatym wzrokiem.
- Ogromnie doceniam twe poświęcenie, Leonie - jeśli nawet Emmanuel Geoffroy Sanguine odczuwał irytację, w jego głosie pobrzmiewała jedynie wystudiowana uprzejmość - Gdyby to była misja pośledniejszej wagi, rozważyłbym kandydaturę kogoś innego. Zwróciłem się do ciebie, albowiem jako syna swej siostry darzę cię wielkim zaufaniem.
Niejeden członek rodu Sanguine gotów byłby zabić, by tylko usłyszeć podobną pochwałę z ust głowy rodziny, ale wynalazca poczuł jedynie lodowaty dreszcz strachu.
- Mój pierworodny syn obdarzony jest licznymi talentami - ciągnął dalej Ventricule, a w jego głosie pojawiła się nieco sardoniczna nuta stojąca w sprzeczności z komplementami pod adresem Abdela - Jednocześnie jego ekstrawagancje sprawiają, że podejmuje czasami nierozważne decyzje. Nieprzemyślane. Mogące w niezamierzony sposób komplikować interesy rodziny. Wyjeżdżając do Purgare będzie potrzebował zaufanego doradcy, człowieka obdarzonego trzeźwym ścisłym umysłem.
- Wasza miłość... ja dziękuję - wyjąkał zmieszany Leon - To zaszczyt.
- Ależ nie, Leonie, to ja ci dziękuję - Emmanuel Geoffroy Sanguine przechylił się w przód i migotliwe światło zawieszonych na ścianach świeczników padło w końcu na jego pomarszczoną szczupłą twarz, na drapieżnie zarysowany nos i wąskie bezkrwiste wargi - Twoja pomoc wiele dla mnie znaczy. Pragnę cię też zapewnić, że otoczę skrupulatną opieką twoją piękną żonę i jej nienarodzone dziecko. Będę ci to winien, wszak ty zatroszczysz się w tym czasie o mojego syna. Im mniej będę się musiał martwić o niego, tym więcej czasu będę mógł poświęcić dla Loretty.
- Dziękuję, wasza miłość - Leon starał się z całej siły, by jego głosu nie skaziła drżąca nuta, w czym nie pomagał targany niewidzialnymi szczypcami żołądek - To wręcz nadmiar troskliwości.
- Przysługa za przysługę, drogi siostrzeńcu - Ventricule powrócił do swej poprzedniej pozycji, skrywając oblicze w wypełniającym salę mroku - Twój czas jest cenny, nie chcę ci go zabierać. Idź do żony, spędź z nią jak najwięcej chwil. Wyruszysz w drogę za dwa dni.
- Dziękuję za łaskę i zaufanie, wasza miłość - Leon Thibaut Sanguine ucałował ponownie sygnet patriarchy, czując w duchu irracjonalne wrażenie, że dotyka zbielałymi ustami głowy jadowitego węża - Uczynię wszystko, co w mej mocy, by uchronić Abdela przed... głupstwami.
- Wiem, że uczynisz - w półmroku rozległ się zimny głos Ventricule - Jestem pewien, że uczynisz.
Scenka obyczajowa wprowadzająca Leona w realia szacownej rodziny Sanguine! Mam nadzieję, że Leon docenia uczyniony mu przez Emmanuela zaszczyt 
Im dłużej przygotowuję różne materiały do tej sesji, tym bardziej upewniam się w przeświadczeniu, że to będzie naprawdę fajna i niezapomniana przygoda!
Im dłużej przygotowuję różne materiały do tej sesji, tym bardziej upewniam się w przeświadczeniu, że to będzie naprawdę fajna i niezapomniana przygoda!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Spokojnie, od wczoraj pracuję nad fabularną scenką, w której Bastien będzie się domagał od Emmanuela Geoffroya Sanguine prezentu w postaci pistoletu. Będzie mnóstwo emocji, wyszukanych dialogów, nagłych zwrotów akcji, efektów pirotechnicznych, mrożących krew w żyłach scen gore; dodatkowo zaś przetestujemy opcję umożliwiającą zabicie postaci gracza jeszcze przed rozpoczęciem sesji! Dwie pierwsze scenki skasowałem, bo sam siebie przeraziłem brutalnym rozwojem akcji, teraz przygotowuję trzecią.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rybny targ w Port Lagagne, Tulon
Położony na wysokości drugiego piętra taras wychodził na centralną część wielkiego portu, oferując zapierającą dech w piersiach panoramę nadbrzeżnego Tulonu, w tym lśniącą w promieniach słońca twierdzę Hamzy Abubakara Trzeciego. Skąpo umeblowany, taras nie widywał zbyt często gości, a ci, którzy tutaj bywali, rzadko zawracali sobie głowy pięknymi widokami. Dobiegający z dołu gwar tętniącego życiem rybnego targu w niczym nie szkodził dyskretnemu charakterowi tego miejsca, przeciwnie - wręcz podkreślał go ostrym kontrastem zmieszanych ludzkich głosów.
Oparty o kamienną balustradę tarasu, niski mężczyzna o nijakiej twarzy i lekko siwiejących włosach obejrzał się w stronę Nathana, skinął mu leciutko głową. Barthez poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku rozpoznając tożsamość niezapowiedzianego przybysza, ale ukrył swe zaskoczenie pod maską uprzejmej obojętności.
Przeciął spokojnym krokiem pustą przestrzeń tarasu i stanął za założonymi za plecy rękami obok przybysza z Montpellier, przyglądając się holowanej w stronę wież rafineryjnych sylwecie afrykańskiego tankowca. Stada rozkrzyczanych mew kołowały w powietrzu, walcząc ze sobą zajadle o wyławiane z portowych basenów śmieci.
- Czytałem twoje raporty - powiedział po chwili milczenia niski mężczyzna - Dobry plan, słuszne decyzje. Ciekawe propozycje. Niemniej jednak sytuacja uległa zdecydowanej zmianie.
Barthez zesztywniał na dźwięk ostatnich słów gościa. Czy mężczyzna zamierzał go ostrzec przed ryzykiem zdemaskowania siatki? Przy tak daleko posuniętych środkach zapobiegawczych? Agenci Hamzy słynęli ze skuteczności, ale Nathan szczerze wątpił, by już zdążyli wpaść na jego trop. Zbyt ostrożnie budował siatkę znajomości, zbyt starannie dobierał informatorów.
- Twoją misję przejmie ktoś inny - tym razem mężczyzna nie zdołał już ukryć zdumienia, przemieszanego z głębokim niezadowoleniem.
- Nie ja podjąłem tę decyzję - przybysz z Montpellier odwrócił w bok głowę, posłał rozmówcy surowe spojrzenie - Rozkazy pochodzą od samego Ventriculi. Twoja misja w Tulonie wciąż uchodzi za priorytetową w opinii czcigodnego Emmanuela Geoffroya Sanguine, ale pojawiły się okoliczności, które wymagają zmiany twego przydziału.
Barthez oparł się o balustradę, zaczął błądzić wzrokiem po kolorowych dachach straganów rybnego targu. Przebywał w Tulonie od sześciu miesięcy i przygotowany był na to, że jego misja potrwa co najmniej półtora roku. Wciąż nie potrafiąc zwalczyć wrażenia kompletnego zaskoczenia, uniósł w niemym zapytaniu brwi.
- Abdel Sanguine wyjeżdża do Bergamo - wyjaśnił gość - Misja dyplomatyczna w Purgare, która potrwa co najmniej kilka miesięcy. Ventricule szczerze troska się o bezpieczeństwo swego pierworodnego, dlatego zażądał od nas dodatkowych zabezpieczeń. Chcę, abyś dołączył do świty dziedzica. Purgare to niebezpieczna kraina. Będziemy tam potrzebowali zaufanych ludzi. I dość bezwzględnych, by nie wahać się przed żadnym krokiem w obronie Abdela.
- To dla mnie zaszczyt - odpowiedział wymijająco Nathan próbując zapanować nad mętlikiem w głowie - W jakim charakterze mam dołączyć do dziedzica?
- Jako dowódca jego ochrony - wyjaśnił niski mężczyzna - Formalnie to on będzie sprawował komendę nad ekspedycją, ty masz mieć szeroko otwarte oczy i uszy. Poczynisz czym prędzej stosowne przygotowania. Młody Sanguine przybędzie do Tulonu łodzią, za trzy dni. Nie chcemy, by zatrzymywał się tutaj zbyt długo. Będzie mu towarzyszyć dwadzieścia osób. Wynajmij woźniców i tragarzy na Okopcony Szlak, aż po Bergamo. Ludzi z dobrą reputacją, sprawdzonych. Abdel Sanguine ma wysokie wymagania, chyba o tym wiesz?
- To tylko wizyta dyplomatyczna? - zapytał po dłuższej chwili milczenia Barthez - Czy mam się przygotować na coś więcej w Bergamo?
- Przebywając w otoczeniu Abdela trzeba być przygotowanym na wszystko - przez nijakie oblicze gościa przemknął cień sarkastycznego uśmieszku - Ale wierzę, że doskonale się spiszesz.
Na tarasie znów zapanowało milczenie.
- Nathanie, kiedy cztery lata temu przystałem na twoje usługi, byli w otoczeniu patriarchy krewniacy, którzy stanowczo się temu sprzeciwiali. Człowiek spoza Montpellier, nawet nie Frank, bez historii służby w szeregach Sangów albo choćby Rezyście. W ich oczach byłeś cudzoziemskim wyrzutkiem bez wartości dla rodziny, ale ja się na tobie poznałem. Przez te cztery lata nie zawiodłeś mnie ani razu, nie zawiodłeś Ventriculi. Zabijałeś, gdy trzeba, wykonałeś każdy rozkaz. Nie bez powodu uchodzę w rodzinie za twego mentora.
- Jeśli młody Abdel powróci z Bergamo cały i żywy, czcigodny Emmanuel doceni i wynagrodzi twe wysiłki. To ostatnia próba, Nathanie, a nagroda jest w zasięgu ręki. Masz szansę, by stać się jednym z nas, by związać się więzami krwi z Domem Sanguine. Na wsze czasy. Niewielu ludzi spoza Montpellier otrzymało tak zaszczytną propozycję.
- Łaskawość Ventriculi nie zna granic - odpowiedział Nathan Barthez przenosząc śmiertelnie poważne spojrzenie na wody portu - Czuję się zaszczycony.
Położony na wysokości drugiego piętra taras wychodził na centralną część wielkiego portu, oferując zapierającą dech w piersiach panoramę nadbrzeżnego Tulonu, w tym lśniącą w promieniach słońca twierdzę Hamzy Abubakara Trzeciego. Skąpo umeblowany, taras nie widywał zbyt często gości, a ci, którzy tutaj bywali, rzadko zawracali sobie głowy pięknymi widokami. Dobiegający z dołu gwar tętniącego życiem rybnego targu w niczym nie szkodził dyskretnemu charakterowi tego miejsca, przeciwnie - wręcz podkreślał go ostrym kontrastem zmieszanych ludzkich głosów.
Oparty o kamienną balustradę tarasu, niski mężczyzna o nijakiej twarzy i lekko siwiejących włosach obejrzał się w stronę Nathana, skinął mu leciutko głową. Barthez poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku rozpoznając tożsamość niezapowiedzianego przybysza, ale ukrył swe zaskoczenie pod maską uprzejmej obojętności.
Przeciął spokojnym krokiem pustą przestrzeń tarasu i stanął za założonymi za plecy rękami obok przybysza z Montpellier, przyglądając się holowanej w stronę wież rafineryjnych sylwecie afrykańskiego tankowca. Stada rozkrzyczanych mew kołowały w powietrzu, walcząc ze sobą zajadle o wyławiane z portowych basenów śmieci.
- Czytałem twoje raporty - powiedział po chwili milczenia niski mężczyzna - Dobry plan, słuszne decyzje. Ciekawe propozycje. Niemniej jednak sytuacja uległa zdecydowanej zmianie.
Barthez zesztywniał na dźwięk ostatnich słów gościa. Czy mężczyzna zamierzał go ostrzec przed ryzykiem zdemaskowania siatki? Przy tak daleko posuniętych środkach zapobiegawczych? Agenci Hamzy słynęli ze skuteczności, ale Nathan szczerze wątpił, by już zdążyli wpaść na jego trop. Zbyt ostrożnie budował siatkę znajomości, zbyt starannie dobierał informatorów.
- Twoją misję przejmie ktoś inny - tym razem mężczyzna nie zdołał już ukryć zdumienia, przemieszanego z głębokim niezadowoleniem.
- Nie ja podjąłem tę decyzję - przybysz z Montpellier odwrócił w bok głowę, posłał rozmówcy surowe spojrzenie - Rozkazy pochodzą od samego Ventriculi. Twoja misja w Tulonie wciąż uchodzi za priorytetową w opinii czcigodnego Emmanuela Geoffroya Sanguine, ale pojawiły się okoliczności, które wymagają zmiany twego przydziału.
Barthez oparł się o balustradę, zaczął błądzić wzrokiem po kolorowych dachach straganów rybnego targu. Przebywał w Tulonie od sześciu miesięcy i przygotowany był na to, że jego misja potrwa co najmniej półtora roku. Wciąż nie potrafiąc zwalczyć wrażenia kompletnego zaskoczenia, uniósł w niemym zapytaniu brwi.
- Abdel Sanguine wyjeżdża do Bergamo - wyjaśnił gość - Misja dyplomatyczna w Purgare, która potrwa co najmniej kilka miesięcy. Ventricule szczerze troska się o bezpieczeństwo swego pierworodnego, dlatego zażądał od nas dodatkowych zabezpieczeń. Chcę, abyś dołączył do świty dziedzica. Purgare to niebezpieczna kraina. Będziemy tam potrzebowali zaufanych ludzi. I dość bezwzględnych, by nie wahać się przed żadnym krokiem w obronie Abdela.
- To dla mnie zaszczyt - odpowiedział wymijająco Nathan próbując zapanować nad mętlikiem w głowie - W jakim charakterze mam dołączyć do dziedzica?
- Jako dowódca jego ochrony - wyjaśnił niski mężczyzna - Formalnie to on będzie sprawował komendę nad ekspedycją, ty masz mieć szeroko otwarte oczy i uszy. Poczynisz czym prędzej stosowne przygotowania. Młody Sanguine przybędzie do Tulonu łodzią, za trzy dni. Nie chcemy, by zatrzymywał się tutaj zbyt długo. Będzie mu towarzyszyć dwadzieścia osób. Wynajmij woźniców i tragarzy na Okopcony Szlak, aż po Bergamo. Ludzi z dobrą reputacją, sprawdzonych. Abdel Sanguine ma wysokie wymagania, chyba o tym wiesz?
- To tylko wizyta dyplomatyczna? - zapytał po dłuższej chwili milczenia Barthez - Czy mam się przygotować na coś więcej w Bergamo?
- Przebywając w otoczeniu Abdela trzeba być przygotowanym na wszystko - przez nijakie oblicze gościa przemknął cień sarkastycznego uśmieszku - Ale wierzę, że doskonale się spiszesz.
Na tarasie znów zapanowało milczenie.
- Nathanie, kiedy cztery lata temu przystałem na twoje usługi, byli w otoczeniu patriarchy krewniacy, którzy stanowczo się temu sprzeciwiali. Człowiek spoza Montpellier, nawet nie Frank, bez historii służby w szeregach Sangów albo choćby Rezyście. W ich oczach byłeś cudzoziemskim wyrzutkiem bez wartości dla rodziny, ale ja się na tobie poznałem. Przez te cztery lata nie zawiodłeś mnie ani razu, nie zawiodłeś Ventriculi. Zabijałeś, gdy trzeba, wykonałeś każdy rozkaz. Nie bez powodu uchodzę w rodzinie za twego mentora.
- Jeśli młody Abdel powróci z Bergamo cały i żywy, czcigodny Emmanuel doceni i wynagrodzi twe wysiłki. To ostatnia próba, Nathanie, a nagroda jest w zasięgu ręki. Masz szansę, by stać się jednym z nas, by związać się więzami krwi z Domem Sanguine. Na wsze czasy. Niewielu ludzi spoza Montpellier otrzymało tak zaszczytną propozycję.
- Łaskawość Ventriculi nie zna granic - odpowiedział Nathan Barthez przenosząc śmiertelnie poważne spojrzenie na wody portu - Czuję się zaszczycony.
Oto czwarty z grona naszych bohaterów, tajemniczy przybysz z wschodu zwący się Nathan Barthez (chociaż wielu Sanguine podejrzewa, że nie jest to jego prawdziwe imię i nazwisko). Od czterech lat służy swymi talentami rodzinie, wprowadzony do Domu Sanguine przez zaufanego doradcę patriarchy, Casimira Lavelle. Uważany za specjalistę od czarnej roboty, nie cieszy się popularnością, aczkolwiek członkowie rodu darzą go niechętnym respektem (i generalnie niewiele wiedzą o aktywnościach pojawiającego się i znikającego z siedziby rodu cudzoziemca).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kilka klaryfikacji na szybko. Bastien może zamiast kuszy wziąć rewolwer .44 i 18 sztuk amunicji. Leon myśliwski karabin i 50 sztuk amunicji. O tak prozaiczne potrzeby jak prowiant, transport czy zakwaterowanie zatroszczą się służący.
Jeśli o sesję idzie, widziałbym ją następująco. Najpierw prolog pt "Na wschód", stanowiący zbitkę różnych scenek z podróży (bez pełnej ciągłości, tylko przeskokami od jednego interesującego miejsca do drugiego). Scenki te - oraz ewentualnie powiązane z nimi miniquesty - mają pomóc wprowadzić Was w świat Degenesis, rozpisać lepiej wzajemne relacje i zorientować się w lokalnej topografii. Potem rozegramy akt I (oczywiście tylko wtedy, kiedy przeżyjecie wyzwania prologu) pt "Miasto Białego Wilka". Niepotrzebnie pobledliście, wiedźminów tam nie ma. Biały Wilk to przydomek władcy Bergamo. Tam rozegramy mój autorski wątek poświęcony musji dyplomatycznej (tak, tak, biedny Bastien najpewniej umrze z nudów), a potem się zacznie, znaczy się przeskoczymy do firmowego scenariusza Sixmorevodki. I od tego momentu non stop akcja, ogień z wszystkich luf, krew, łzy, seks i płynące przez palce złoto. Mam nadzieję, że właśnie podsyciłem Wasze zainteresowanie.
I jeśli ktoś ma bieżące pytania odnośnie świata gry, piszcie proszę tutaj w technicznym. Relacje wewnątrz rodu troszkę Wam już naświetliłem scenkami fabularnymi bohaterów, coś tam jeszcze od siebie dołożę.
Jeśli o sesję idzie, widziałbym ją następująco. Najpierw prolog pt "Na wschód", stanowiący zbitkę różnych scenek z podróży (bez pełnej ciągłości, tylko przeskokami od jednego interesującego miejsca do drugiego). Scenki te - oraz ewentualnie powiązane z nimi miniquesty - mają pomóc wprowadzić Was w świat Degenesis, rozpisać lepiej wzajemne relacje i zorientować się w lokalnej topografii. Potem rozegramy akt I (oczywiście tylko wtedy, kiedy przeżyjecie wyzwania prologu) pt "Miasto Białego Wilka". Niepotrzebnie pobledliście, wiedźminów tam nie ma. Biały Wilk to przydomek władcy Bergamo. Tam rozegramy mój autorski wątek poświęcony musji dyplomatycznej (tak, tak, biedny Bastien najpewniej umrze z nudów), a potem się zacznie, znaczy się przeskoczymy do firmowego scenariusza Sixmorevodki. I od tego momentu non stop akcja, ogień z wszystkich luf, krew, łzy, seks i płynące przez palce złoto. Mam nadzieję, że właśnie podsyciłem Wasze zainteresowanie.
I jeśli ktoś ma bieżące pytania odnośnie świata gry, piszcie proszę tutaj w technicznym. Relacje wewnątrz rodu troszkę Wam już naświetliłem scenkami fabularnymi bohaterów, coś tam jeszcze od siebie dołożę.
Mi pasuje. Tylko wolę, żeby Bastien umarł jakoś inaczej.
Miasto Białego Wilka do Wfrp mam nawet razem z mapą, ale obiecuję nie czytać.
I rewolwer biorę liżąc z zachwytem lufę. Dziękuję.
Miasto Białego Wilka do Wfrp mam nawet razem z mapą, ale obiecuję nie czytać.
I rewolwer biorę liżąc z zachwytem lufę. Dziękuję.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
To co robimy z postacią Kargana? Rozumiem że pomożemy mu ją zrobić. Ma być kobitka Sang? Tylko żeby mi błyszczyka nie podbierała, bo się strasznie zdenerwuje i za karę wstrzymam oddech, aż poczerwienieję. A jak się o tym papcio dowie to wszystkim da popalić.
Ps. Koszal jak ci nie pasuje śmierć z nudy, to proponuje zgon podczas lizania lufy. Czyli tzw. "wypadek podczas czyszczenia broni".
Bardzo osobliwego i dziwnego czyszczenia...
Ps. Koszal jak ci nie pasuje śmierć z nudy, to proponuje zgon podczas lizania lufy. Czyli tzw. "wypadek podczas czyszczenia broni".
Bardzo osobliwego i dziwnego czyszczenia...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Na początek trzeba jej znaleźć jakieś osobliwie kuszące miano, na przykład Lukrecja Vanilia Sanguine!
A tak na serio, łapy precz od tej BG, Wy niewyżyte perwersasy! Wszyscy wiemy, że zrobilibyście tę postać dokładnie pod swoich bohaterów, powołując do życia szaloną nimfomankę mającą hopla na punkcie sado-macho.
My ją sobie wykreujemy na spokojnie z Karganem!
A tak na serio, łapy precz od tej BG, Wy niewyżyte perwersasy! Wszyscy wiemy, że zrobilibyście tę postać dokładnie pod swoich bohaterów, powołując do życia szaloną nimfomankę mającą hopla na punkcie sado-macho.
My ją sobie wykreujemy na spokojnie z Karganem!
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
No wiesz co! Jak można, pod naszym adrsem wysnuwać w ogóle takie obelżywe insynuacje twierdzące, że chcemy jedynie: "szaloną nimfomankę mającą hopla na punkcie sado-macho."
Wypraszam sobie, to upokarzające i płytkie stwierdzenie. No bo jak można zapomnieć o biseksualizmie i skłonności do orgietek, które są przecież KLUCZOWE, dla tejże postaci.
Wypraszam sobie, to upokarzające i płytkie stwierdzenie. No bo jak można zapomnieć o biseksualizmie i skłonności do orgietek, które są przecież KLUCZOWE, dla tejże postaci.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein