Lokacja - Sorte Kirke

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 27 czerwca 2018, 22:07

[center]Wieża Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

No, wreszcie się nam księżniczka na coś przydała, pomyślał Claus z ironią, ale i uznaniem. Zawsze to kolejny element układanki.

Niestety niezależnie od tego, jak bardzo wytężał swój umysł i zakamarki pamięci, nic nie przychodziło do głowy w kontekście symbolu nakreślonego w kurzu. Już był nawet gotów podejrzewać Toreadorkę o zmyślanie, byle tylko wszyscy myśleli, że coś w ogóle robi, jednak odezwał się Algol. Rozwiało to wszelkie wątpliwości w tym temacie. W każdym razie przynajmniej chwilowo.

Mieli pieczęć, to odrobinę podnosiło na duchu medyka, nie tracił jednak głowy z powodu jednego małego sukcesu, skoro przed nimi było jeszcze wiele wyzwań. A noc jeszcze młoda i długa... Toteż na propozycję hrabiego skinął aprobująco głową i ruszył obok niego wracając do swej roli ochroniarza.
Jak zwykle - chronię Algola przed niebezpieczeństwami i uważnie obserwuję otoczenie w poszukiwaniu jakichś zagrożeń.
Wieżę opuszczają: Algol, Isabela, Morten, Claus
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 02 lipca 2018, 00:01

[center]Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
[center]Obrazek[/center]
Scypione i Oscar minęli stojącego przed drewnianymi pólkami Bradley'a, całkowicie ignorując jego obecność. Nosferatu przyglądał im się uważnie, będąc gotowym na ewentualny ruch z strony klanu Śmierci. Oscar powiedział coś po włosku do swojego kompana, który przytaknął mu kiwając znacząco głową. Dwójka Kainitów zmierzała w stronę spowitych przez ciemność schodów, za którymi znajdował się ołtarz oraz Kapitan Galaktyka, który był trakcie przeglądania różnych rupieci jakie tam znalazł. Nosferatu patrzył na dwójkę Spokrewnionych z zaciekawieniem, mając nadzieję że nie Giovanni nie wejdą w konflikt z Malkavianem.

Ci jednak niespodziewanie zatrzymali się przed schodami prowadzącymi do ołtarza. Scypione schował broń, a dłonie Oscara zabłysły jasnym światłem rozświetlając okolicę. Lider Giovannich przykucnął przy posadzce, uważnie przeglądając się jej wzorom. Gdy znalazł to czego szukał, wbił swe nadludzko silne palce w szczelinę jaką udało mu się dostrzec, a następnie wykonując ruch podobny do sztangistów podnoszących ciężary, poderwał kamienną klapę w podłodze. Zgrzyt ocierających się o siebie kamiennych elementów rozniósł się po nawie głównej, a po chwili z prostokątnego otworu pod posadzką zaczęło bić delikatne światło świec. Oscar powiedział coś po włosku, a Scypione z łatwością odrzucił na bok masywną część podłogi, wydając z siebie jęk świadczący o niemałym wysiłku jaki kosztowało go to zadanie.

[center]Obrazek[/center]
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować Giovanni wskoczyli w nowo powstały otwór, znikając całkowicie w ciemnościach pod Sorte Kirke. W tym czasie Michelle z zadowoleniem odebrała odpowiedź w postaci mapy i ruszyła razem z Karen w stronę Bradley'a.

[center]Obrazek[/center]
Co robi Kapitan Galaktyka i Bradley?
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Scipione, Oscar, Truposz, Gustav Giovanni.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 02 lipca 2018, 22:02

[center]Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Świr szukał artefaktu w najbardziej oczywistym dla niego miejscu. Nazbierał sporo krzyży. Kiedy znalazł modlitewnik przypomniała mu się scena, jak kiedyś Preacher wręczył mu biblie, a Zamaskowany Mściciel ją wyrzucił przez okno. Wszystkie przedmioty zbierał odruchowo w jednym miejscu na środku ołtarza niczym wiewiórka zbierająca swoje skarby do dziupli. Kiedy skończył miał lekkie wrażenie, że prace czyni na marne. Miał lekką nadzieje, że w modlitewniku ktoś zostawił dla niego jakaś wiadomość i już chciał ją otworzyć księge, kiedy usłyszał włoski język dwóch Grundy'ch gadających ze sobą w ich języku.

No i świetnie, idą tutaj, może widzą jednak coś o ołtarzu czego ja nie wiem.
... Mózg w końcu zaskoczył w jego nieubłaganym szaleństwie rozróżniając Grundych. Choć ciągle podobnych do siebie w swej karykaturze DC uniwersum. I Co ja teraz zrobię?

Chwycił pistolet na flary i szybko załadował kolejny nabój do broni. Latarkę podkręcił do poziomu miecza świetlnego z Gwiezdnych Wojen. Tak iż w oczach szaleńca miał w ręku dwie potężne bronie.

W sumie wiem co się stało z ich bratem, może uda mi się jakoś z nimi dogadać. Pomyślał.

Jednak zdziwiło Kapitana Galaktykę następna scena, która poruszyła martwe serce bohatera. Kiedy Oscar i Scipione to zatrzymali się przy schodach i rozpoczęli otwieranie tajemnej komory. Kiedy wskoczyli do środka dostrzegł, że wraz z nim widzi to tylko jeszcze Deadpool. Świr energicznie odłożył na ołtarzu swą broń, zdjął plecak, nie bacząc na to co ma w środku. Nie chciał by ten robił zbędny hałas, podczas jego wędrówki za klanem śmierci. Miał cichą nadzieje, że towarzysz z jego koterii zobaczy jego znak wskazujący kciukiem na siebie. Niewiele myśląc chwycił znów swoją broń i ruszył pościgiem za dwoma niezniszczalnymi antybohaterami DC. Starając się coraz mniej wydawać dźwięków, przygotowywał się do zniknięcia za pomocą swojej magicznej zdolności, niczym łódź podwodna przygotowująca się do zanurzenia. I Nim był w połowie od ołtarza do schodów zniknął.

Na chwile strach przed ciemnością niemal zniknął, ochraniany mocą dyscypliny i mieczem świetlnym wskoczył w paszcze szaleństwa, która została otworzona przez dwóch nieumarłych.

Aż strach pomyśleć czego oni tam będą szukać, muszę się tym zająć. Może znajdę dzięki nim wskazówkę jak zdjąć klątwę? A może szukają sposobu na pomoc bratu? Pożyjemy zobaczymy.
Dobra będę śledził Giovanni staram się nawet cicho wskoczyć do tej dziury. Używam Niewidoczności 4 i Nadwrażliwości 1. Staram się nie wydawać żadnych dźwięków nawet nie oddycham.
Dla MG
Spoiler!
Jak nic Zaleta: Śmiałek i Kocia Równowaga
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Truposz, Gustav Giovanni.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 lipca 2018, 12:34

[center]Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Koteria Algola wynurzyła się z przejścia, prowadzącego ku wieży, otoczona aurą zimnego, błękitnego ognia. Straszy zatrzymał się na chwilę, dając pozostałym znak, by uczynili podobnie. Z góry, cicho, niczym płat sadzy, spłynął niewielki nietoperz, przysiadając na ramieniu czarownika. Algol przez chwilę w skupieniu wysłuchiwał jego popiskiwania, po czym pogłaskał zwierzątko po główce, najwyraźniej nagradzając je za dobrze wykonaną robotę. Futrzak napuszył się, ukontentowany i ponownie wzbił się w powietrze, znikając w plątaninie cieni zalegających pod stropem wiekowego kościoła. Hrabia nie tracił czasu, by odprowadzać go wzrokiem. Z torby wyjął niewielkie zawiniątko i ostrożnie rozsupłał je.

- Przypilnujcie, by nikt mi teraz nie przeszkodził - rzucił półgłosem w kierunku towarzyszy - Ten drobiazg zaoszczędzi nam wiele czasu i daremnych poszukiwań. Jednak muszę pozostać skoncentrowany na nim całkowicie. Jeśli pojawi się jakiekolwiek zagrożenie, zlikwidujcie je - choć hrabia nie zmienił tonu, jasnym było iż to ostatnie polcenie traktuje niezwykle poważnie. - I nie chcę słyszeć o żadnych wyjątkach. Nasza umowa ich nie obejmuje.

Uśmiechnął się zimno. W jego dłoniach błysnął niewielki, złoty bursztyn, zawieszony na nitce, uplecionej z ciemnych włosów. Czarownik ujął końcówkę nietypowego sznura, zamykając ją między kciukiem, a palcem wskazującym, tak, iż miodowy kamyk znalazł się w powietrzu, zawieszony przed oczami Starszego.

[center]Duchu pszczoły, duchu złoty,
Zabieraj się do roboty!
Omiń świece i paschały,
Znajdź mi pieczęć dawnej chwały.[/center]

Szepnął, a wahadło w jego rękach drgnęło i poczęło poruszać się, zataczając delikatne kręgi. Nagle stanęło, po czym lekko wychyliło się w jedną stronę, powróciło i wychyliło się ponownie. A z każdym kolejnym, miarowym wahnięciem zdawało się nabierać zdecydowania. Nie spuszczając oczu z trzymanego w ręce przedmiotu, czarownik ruszył ostrożnie w kierunku, wskazywanym mu przez poruszenia bursztynu.
Spoiler!
Test o aktywację Talenu proszę.
Wydaję 1 PK i używam także Pieśni Astralnej (Wiązanie Duchów:2), by wydać duchowi w talenie odpowiednie polecenie. Ma on szukać pieczęci z wosku ignorując inne, woskowe przedmioty.
Obecni: Karen, Michelle, Bradley, Truposz, Gustav Giovanni, Algol, Isabela, Morten, Claus.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 lipca 2018, 23:44

Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996

Bradley dyskretnie przyglądał się Giovannim, udając pogrążonego w grzebaniu w półkach. Wrodzona ciekawość klanu ukrytych przeważyła. Gdy tylko kainici zniknęli w czeluściach lochu, cichcem podszedł do odwalonej płyty. W przeciwieństwie do Kapitana, nie skoczył jednak do środka, skupił wzrok na kamiennej części posadzki, jaką odrzucili Giovanni.

Po cholerę polazł za nimi. Scipione dorobi mu ósmą dziurę w głowie i tyle z tego będzie miał...

Nie miał zamiaru skakać na aferę w czarny otwór, pewnie niewiele mógłby pomóc proszącemu się o kłopoty Malkavowi, a miał już dość emocji jak na jeden wieczór. Postanowił zaczekąc na zbliżające się ku ołtarzowi dziewczyny. Nie wykluczał, że może i tak będzie musiał wejść do lochu, ale w towarzystwie zawsze raźniej.
Spoiler!
Jaki wzór jest na kamiennej płycie jaką odrzucili Giovanni? Kartkę jaką znalazłem sprawdzam Nadwrażliwością 3.
Spoiler!
Postać Kapitana Galaktyki nie zniknie całkowicie i będzie widoczny jako półprzezroczyste widmo.

Na kamiennej płycie jest symbol białego gołębia, znajdującego się w centrum linii tworzących labirynt.

Test Dotyku Astralnego ST:9 = 2 sukcesy. Przez większość czasu nic się nie stanie, ale po dłuższym zagłębieniu się w naturę przedmiotu nastąpi przełom. Ujrzysz bardzo wyraźnie twarz starszego mężczyzny o niepokojąco przenikliwym spojrzeniu. Pisał w pośpiechu. Po chwili zdasz sobie sprawę, że to poprzedni Regent Wiktor Manrosgof.
[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Postać Kapitana Galaktyki nie zniknie całkowicie i będzie widoczny jako półprzezroczyste widmo.
Spoiler!
Niewidoczność 4 = 2 sukcesy. Nie znikniesz całkowicie i będziesz widoczny jako półprzezroczyste widmo.
Test na Krycie się = 5 sukcesów.
Giovanni nie zauważyli jak bezszelestnie wskoczyłeś do katakumb za nimi. Znajdziesz się jakieś dwa metry po podłogą w miejscu z którego dalej prowadzą trzy rozwidlenia: prosto, w lewo i w prawo. Każdy z trzech korytarzy jest oświetlony przez świece. Giovanni skręcili w przejście po prawej. Kilkanaście metrów dalej widzisz ich ciemnie sylwetki znikające ci z pola widzenia. Co robisz dalej?
Obecni: Karen, Michelle, Bradley, Truposz, Gustav Giovanni, Algol, Isabela, Morten, Claus.
Ciekawe czego szukają? - spytał się w myślach Szczur, przyglądając charakterystycznej płaskorzeźbie na odrzuconej mocarnym ramieniem Giovanni płycie.

Bym się zesrał a tego go nie podniósł. Ma parę w łapie jebaniutki...

Odkryte wejście na nowo rozbudziło ciekawość Nosferatu, rozpalając wyobraźnie tak mocno, że w zasadzie zapomniał o tym, że się boi. Domyślał się kto może być złożony w krypci i że może tam być co najmniej kilka interesujących "rzeczy", a szkoda by było, aby wszystkie wpadły w łapska Giovanni.

Michelle i Osa zbliżały się tutaj i Bradley był coraz bardziej pewien, że zejdą do środka. Nie było więc sensu czekać, głupio byłoby wyjść na tchórzliwego kolesia.

Kto grymasi, ten nie rucha... - z tą myślą skoczył wgłąb krypty.
Spoiler!
Od razu przyjmuje Niewidzialność. staram się być cicho jak mysz kościelna. Odpalam Nadwrażliwość żeby widzieć cokolwiek. Jesli Bradley widział, wcześniej, że miejscówka jest kompletnie zalana ciemnościami, to zabieram jakąś świeczkę.
Ostatnio zmieniony 05 lipca 2018, 11:00 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 05 lipca 2018, 23:25

[center]Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Niespecjalnie podobał się Clausowi pomysł schodzenia do wszystkich w oświetleniu błędnych ogników. Po pierwsze, za bardzo rzucali się w oczy, a po drugie było to pokazywanie wszystkim swoich asów, co w dłuższej perspektywie mogło działać na niekorzyść grupy. Szedł jednak obok Boszorkany mimo wszystko, gotów odparować każde grożące mu niebezpieczeństwo. Gdy weszli z powrotem do głównej nawy i czarownik kazał wszystkim się zatrzymać, ręka Gangrela instynktownie powędrowała w zgodzie z ćwiczoną przez wiele lat pamięcią mięśniową. Jednocześnie wytężył wzrok rozglądając się po pomieszczeniu. Chłód metalu pod palcami uspokajał medyka i ułatwiał wyciszenie zbędnych myśli, co ten zresztą chętnie wykorzystywał w ten sposób jeszcze za życia.

Polecenie hrabiego natychmiast zajęło jego myśli i dzikus mentalnie przygotowywał się na niemal pewną konfrontację, nie był jeszcze tylko pewien, z kim najpierw. Na razie druga koteria nie stanowiła większego zagrożenia szukając sobie tylko znanych rzeczy, lecz jeśli gospodarze tego miejsca widzieli, co robił Algol, to każdy jego magiczny gest zwiększał ryzyko rychłej walki. O ile można będzie to nazwać walką, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się przy samych wrotach Sorte Kirke... podsumował gorzko w myślach.

Lubił krótkie komendy pozostawiające dowolność wybranych metod do osiągnięcia celu, toteż dłoń dalej głaskała przygotowany metal, gdy obserwował otoczenie podczas rzucania zaklęcia. I choć z każdym kolejnym co prawda coraz bardziej miał wrażenie, że nie ma pojęcia, co tu się właściwie dzieje, to nie chciał się zagłębiać w tę samonakręcającą się paranoję. Nie był przecież Świrem.
Dalej osłaniam Algola przygotowany do odparcia ataku.
Obecni:Karen, Michelle, Bradley, Truposz, Gustav Giovanni, Algol, Isabela, Morten, Claus
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 06 lipca 2018, 22:41

[center]Katakumby Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996
[/center]

[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=8aas1Qrksls&t=1888s[/center]

Kapitan Galaktyka bezszelestnie wylądował w podziemiach pradawnego kościoła, świec było dożo by oświetlały tutejsze jaskinie i bez trudu dojrzał cienie dwóch postaci które postanowił śledzić. Jego pierwszą myślą było wyłaczając miecz świetlny i chowając na jego miejscu przy pasku superbohatera.

Kto pozapalał te wszystkie świece? Czemu tamten ołtarz był tak zaciemniony? Po tym wszystkim będę musiał zajrzeć do tego modlitewnika. No jak przeżyje.


Świr szybko dostrzegł, że nie zniknął całkiem za pomocą swoich super zdolności. Dar krwi swojego ojca kosmity.

No nie jest dobrze, ale da się to jeszcze naprawić. Grundy idą w prawo. Cóż stara zasada z Mario Bros się sprawdza świat ratuje się idąc w prawo.

Rozpoczął rozpaczliwą wędrówkę, która mogła kosztować go życie, w stronę w którą zmierzali mordercy gwiezdnego misia. Mając nadzieje, że będzie na tyle cicho, że niezostanie zauważony. Jego czułe zmysły działały sprawnie w tej ciszy dostrzegając dźwięki niedostrzegalne dla zwykłych śmiertelnych. Połączone z jego wrodzonymi zdolnościami jego słuch działał niemalże niczym sonar, echo ruchów świec i kroków był dla niego nad wyraz wyraźny. Po jednak kilku krokach zrozumiał, że może się tu zgubić zwłaszcza, jak będzie musiał walczyć za którymi podąża, lub co gorsza coś ich w między czasie zje.

No jak się tu zgubie to nigdy nie odnajdę drogi powrotnej, chyba że zrobię to co Jaś i Małgosia w książce którą czytała mi matka. Dobrze, że to nie chleb tylko, które wybrać? Które będą mniej widoczne..?

Świr wyjął delikatnie z kieszeni małą szklaną kulkę i położył przy drodze prowadzony w nieznane przez klan Śmierci.

Obrazek

Będzie dobrze ścieżka którą tylko ja dostrzegę. Bez zbędnego hałasu bez zbędnych emocji, poczuj w sobie siłę i rób tak by cie nikt nie słyszał.
Śledzę ich dalej cicho, najpierw lekko wystawiam łeb a potem podążam za nimi i staram się zniknąć do końca wydając punkt siły woli. Nadwrażliwość i moje czułe zmysły pomagają mi w wędrówce. Nie zamierzam ich zgubić, ale nie zamierzam też zostać wykrytym. Co jakiś czas przy rozwidleniu zostawiam szklaną kulkę, bym mógł odnaleźć drogę powrotną. Jak zniknę do końca zbliżę się do nich bardziej, jednak dopiero kiedy wybiorą drogę zostawiam kulkę tak by nikt nie widział i przyśpieszam by mieć ich na oku.
Obecni: Kapitan Galaktyka, Bradley, Scipione, Oscar.

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 07 lipca 2018, 23:30

[center]Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Toreadorka czujnym okiem obserwowała otoczenie. Wiedziała, że nie mogą sobie pozwolić na błąd. Giovannich już nieszczęście spotkało, a to dopiero początek. Skoro tylu już próbowało to czemu nie widać po nich żadnych pozostałości. Chociaż jakiś ubrań albo czegokolwiek. Zastanawiała się, lecz nie chciała teraz o tym napomykać. Będzie trzeba to omówić później, jak już będziemy sami.

Rozglądała się dookoła w poszukiwaniu zmian w otoczeniu. Zastanawiała się, co zrobiła druga koteria, a jeszcze bardziej interesowało ją, co powzięli Giovanni. Mam nadzieję, że nikt nie zrobi niczego głupiego. Tylko tego nam brakuje. I jeszcze do tego ten biedny Cezar. Mam nadzieję, że wysłanie go tutaj to nie był jakiś żart w stylu Malkavian, chociaż jest to bardzo prawdopodobne. Jak oni mogli! Przecież on jest taki nieporadny!



Spoiler!
Isabela cały czas używa nadwrażliwości
Obecni:Karen, Michelle, Bradley, Truposz, Gustav Giovanni, Algol, Isabela, Morten, Claus
Sanity is for the weak!

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 08 lipca 2018, 22:02

[center]Zejście z Wieży / Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Schodząc z wieży sprawdził ekwipunek. I broń. Nim ruszyli, znalezisko umieścił bezpiecznie w plecaku owijając go kawałkiem materiału. Po krótkiej wycieczce z powrotem znaleźli się w głównej nawie, Morten zamykał pochód. Już chciał zaczepić Torreadorkę, ale jego plany pokrzyżował hrabia. No dobra, chwilę poczekam - stwierdził z przekąsem w myślach - może wreszcie coś się wydarzy? Ożywił się nieco.

Skupił uwagę i wytężył zmysły. Już sięgał po broń niesioną na plecach, ale zatrzymał rękę w połowie drogi. Dobra, bez przesady - nie będę od razu odstrzelał komuś głowy. Wykonał szybki ruch ręką sprawdzając jak się ma broń niesiona u pasa. Gitara.

Rozglądał się wokół, próbując przeszyć wyzierającą zewsząd ciemność swoim wzrokiem, ale jedyne co widział to widmowe kształty i fantasmagorie swojej wyobraźni. Zagrożenie nie nadchodziło, nawet żaden nieumarły szczur nie przemknął przez pomieszczenie ośmielając się popiskiwać. A w tym czasie hrabia czynił swoją magię.

Sekundy mijały, te sumowały się do minut. Ładny wierszyk - powiedział ledwie słyszalnym szeptem nie chcąc przerywać hrabiemu i narażać się na jego gniew. Po chwili Boszorkany ruszył przed siebie, idąc niepewnie przed siebie niczym lunatyk.

- Pst, panna - złapał Torreadorkę za ramię - mam tu dla ciebie robotę w wolniejszej chwili. Jak hrabia skończy swoje czary-mary... - puścił do niej oko.
"Kors i roven" - bo czemu by nie obrazi? kogo? jednocze?nie profanuj?c krzy?? - Morten Madsen

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 lipca 2018, 23:37

[center]Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Michelle zbliżała się razem z Karen w stronę ziejącej w posadzce dziury, w której zniknął przed chwilą Bradley. Skok z ponad dwumetrowej wysokości okazał się dla Bradley'a dość dużym wyzwaniem. Upadając nie narobił hałasu, ale zachwiał się na nogach po upadku i przewrócił się. Na dole zobaczył oświetlone świecami, trzy sporych rozmiarów podziemne przejścia. Korytarze prowadziły w prawo, w lewo i prosto. Rozejrzał się ostrożnie. Po Kapitanie oraz członkach Rodziny Giovannich nie było śladu. Delikatny ruch płomieni świec sprawiał, iż cienie tańczyły na ścianach, przyjmując niepokojące kształty. Czasami ich macki zdawały się wpełzać na sufit, lub rozciągać po podłodze i Nosferatu miał chwilami wrażenie, jakby żyły własnym życiem, pełnym złowieszczej inteligencji. Był prawie pewien, że starały się go otoczyć, odciąć... Potrząsnął głową, płosząc te nierozsądne myśli i wciągnął powietrze, zdając sobie sprawę że w miejscu tym jest cyrkulacja powietrza.

Michelle wraz z Karen podeszli spokojnym krokiem do otwartego przez Scypione przejścia. Tremerka przemówiła do Karen:

- Trzymaj się mnie blisko. Wiem gdzie iść.

Dzięki pomocy Karen, Michelle udało się w końcu zejść do podziemi. Gdy trójka Kainitów znalazła się razem Michelle wyjęła mapę i zaczęła ją studiować. Po chwili Tremerka przemówiła:

- Mamy iść prosto - gdy tylko ostatnie echo jej słów ucichło w podziemnym przejściu, wszyscy usłyszeli dochodzący z prawej strony przeraźliwy wrzask. Dopiero po chwili zdali sobie sprawę, że jest to głos Kapitana Galaktyki. Kilka sekund później przybył czarny wicher, a jego tchnienie pożarło płomyki świec, spowijając korytarz w nieprzeniknionych ciemnościach. Podmuch śmierci i stęchlizny wypełnił nozdrza Spokrewnionych, w ich uszach jeszcze było słychać echo wrzasku Malkaviana.
Spoiler!
Michelle weźmie palącą się świeczkę do ręki. Tylko korytarz po prawej stronie zgasł całkiem. Ten po lewej i przed wami jest oświetlony. Michelle powie krótko:

- Ja po niego nie idę. Mapa mówi by iść prosto.

Co robicie?
Lokację opuszczają: Michelle, Karen, Bradley
[center]***[/center]
Niecałą minutę wcześniej do nawy głównej zeszła koteria prowadzona przez Algola. Wahadło cały czas wskazywało drogę kierując stopu syna Lilith, do celu, którego poszukiwał. Claus wyglądał niczym najemny żołnierz, gotowy zrobić krzywdę każdemu, kto odważy się choćby pomyśleć o skrzywdzeniu czarownika. Isabell uważnie obserwowała okolice wyszukując ruchu lub innych podejrzanie wyglądających rzeczy. Morten podobnie jak Claus, również roztaczał wokół siebie aurę ukrytej groźby. Każdy ruch Brujaha emanował sugestią siły, która sprawiała, iż w porównaniu z Dzikusem, prezentował się niczym bóg wojny przemierzający pole przyszłej bitwy. Niszczycielska siła tych dwóch Spokrewnionych, którą miał pod kontrolą Algol była aż nadto wyraźnym argumentem, przemawiającym za tym, by mu nie przeszkadzać. Cała koteria Starszego zdawała się w tym momencie doskonale zorganizowana i jasno nakierowana na cel. W przeciwieństwie do koterii Michelle, gdzie Kapitan Galaktyka nieoczekiwanie oddzielił się od pozostałych, znikając w... Właściwie nikt nie wiedział gdzie...
Spoiler!
Wahadło powoli poprowadzi cie do środkowej części nawy głównej, a następnie zaczniesz kręcić się w kółko. Zrozumiesz, że to musi być pod posadzką lub nad głową. Dobrze że masz światło magicznego ognia, które działać będzie jeszcze przez 30 min. Gdy oświetlisz sufit i zaczniesz rozglądać się za pieczęcią.
Test Percepcji: ST9 - 2 za nadwrażliwość = 7. Wypadają 3 sukcesy. Po kilku minutach wytężonej obserwacji w końcu zobaczysz coś co może być tym, czego poszykujesz. Jest coś okrągłego, co jakimś sposobem zostało przymocowane do sufitu. Wahadło również wskazuje, że to powinno być to. Uznaję że stoisz dokładnie pod przedmiotem. Półki z ław dają możliwość wspięcia się na tą wysokość, ale będzie to dość ryzykowne zadanie o ST:8.
Obecni: Truposz, Gustav Giovanni, Algol, Isabela, Morten, Claus
[center]***[/center]
[center]Katakumby Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Świr szedł bezszelestnie za dwójka Giovannich, którzy podobnie jak on poruszali się bardzo ostrożnie. Światła świec pozwalały z łatwością śledzić Klan Śmierci. W pewnym momencie Kapitan zdał sobie sprawę, ze cienie na ścianach czasami zaczynają zmieniać się w upiorne kształty. Szczególnie te, które pojawiały się na krawędzi widzenia Malkavianina. Szedł jednak dalej, dodając sobie odwagi myślami o Mario Bross oraz zemście, za morderstwo z zimną krwią, jakiego dopuścił się Scypione na Misiu. Droga dłużyła się niemiłosiernie. W końcu Kapitan wyglądając ostrożnie zza załomu murów, ujrzał jak Giovanni zatrzymali się przed kamienną płytą. Na jej środku bystre oko superbohatera, dostrzegło ślad, po wykutym przed wiekami symbolu. Nie był w stanie go jednak rozpoznać, obecnie bowiem pozostało po nim zaledwie kilka zatartych linii. Nekromanci wymienili kilka zdań po włosku, a po chwili dłonie Oscara znów zalśniły jasnym blaskiem. Scyplione złapał za podstawę kamiennych wrót i nie kryjąc wysiłku, dźwignął je w górę. Za nimi panowała całkowita ciemność, z której tchnął przeszywający wicher. Gwałtowny podmuch niósł woń stęchlizny i kadzideł. W kilka sekund wszystkie świecie zgasły, sprawiając, że jedynym źródłem światła stały się dłonie Oscara. Świr odruchowo skupił swój wzrok na jedynym jasnym punkcie w okolicy, widząc jak Oscar przechodzi za krawędź drzwi. Za nim do środka wszedł Scypione pozwalając kamiennym wrotom opaść z hukiem na posadzkę.
Spoiler!
Nagle zrobiło się całkiem ciemno i kompletnie nic nie widzisz. Twój miecz świetlny nie działa tak jak powinien. Jego światło w ogóle nie rozświetla tych ciemności.

Jest kompletna cisza. Nie krzyczałeś i byłeś bardzo cicho. Co robisz?
Obecni: Kapitan Galaktyka
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 lipca 2018, 16:37

[center]Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Czarownik szedł powoli, krok za krokiem, nie spuszczając z oczu poruszającego się w jego rękach bursztynu. Wreszcie zatrzymał się na środku nawy głównej i spojrzał w górę. Błękitne płomienie wzleciały wzniosły się, posłuszne jego woli, oświetlając strop kościoła. Algol przyglądał mu się przez chwilę stojąc w absolutnym bezruchu. Jedynie wahadło, zawieszone na jego palcach wirowało, kreśląc szerokie koła. W końcu Starszy przemówił:

- To tutaj. Pieczęć jest na stropie, widzę ją teraz - wskazał ręką, aby pozostali także mogli ją zobaczyć. - Najzręczniejszy z nas powinien wesprzeć się po tych półkach a następnie po filarze. Wtedy zdoła ją dosięgnąć. Będzie to trudne, lecz nie niemożliwe. Pozostawię w górze światło, by mu dopomóc. Do dzieła więc - zakończył, opuszczając wzrok. Spojrzenie jego odmiennie zabarwionych oczu przesunęło się po pozostałych członkach koterii.

Hrabia uśmiechnął się lekko. Zastanawiał się, kto podejmie wyzwanie.
Obecni: Truposz, Gustav Giovanni, Algol, Isabela, Morten, Claus
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 10 lipca 2018, 12:46

[center]Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]


Wchodząc na nawy głównej Dzikus zauważył Karen i Michelle znikające w oddali pod ziemią. Był przekonany, że cała koteria to widziała, a jednak nikt nic nie powiedział. Atakowanie ich nie miało sensu, choć przez moment Claus zaczął obawiać się, że przegrywają wyścig po następną pieczęć. Na szczęście Boszorkany szybko go wyprowadził z błędu mówiąc o stropie, co nadało mu chęci do działania. Gdy ich wzrok się spotkał, powiedział:

- Biorę się do roboty. Gdyby w międzyczasie coś się działo, krzyczcie. Swoją drogą reszta chyba wpadła na trop trzeciej pieczęci, zniknęli przed chwilą gdzieś pod ziemią, powinniśmy się pospieszyć.

Rozejrzał się po sali w poszukiwaniu jakichś pozostałych osób bądź istot, po czym sprawdziwszy, czy pod ubraniami wszystko ma dobrze umocowane na swoim miejscu ruszył w stronę półek po pieczęć. Miał nadzieję, iż Brujah nie wpadnie na ten sam pomysł i to on zasłuży się w tej chwili.
Claus udaje się zgodnie ze wskazówkami hrabiego w górę po pożądany przedmiot. Poproszę o rzut na zręczność w tej kwestii.

OD MG: Isabel, Claus, Morten i Algol nie słyszeli wrzasku. Jesteście za daleko, aby móc to usłyszeć.
Obecni: Algol, Morten, Isabela, Claus
Spoiler!
Czy nasza koteria słyszy wrzask Kapitana?
Spoiler!
Test wysportowania ST:8 = 3 sukcesy. Pomimo wysokiego wyzwania, udaje ci się wejść wysoko. Najpierw po pólkach zrobionych z ław, a następnie po filarze, do sklepienia. Pełen sukces, więc zrobisz to naprawdę w dobrym stylu.

Test Percepcji ST:7 = 3 sukcesy. Zauważysz że na suficie jest symbol o którym cię ostrzegano, a amulet zacznie delikatnie drgać. Przypominasz sobie że powiedziano, ci o podłodze ale chyba pomylił z sufitem.
Ostatnio zmieniony 11 lipca 2018, 00:08 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Gohan
Reactions:
Posty: 81
Rejestracja: 29 listopada 2016, 15:24

Post autor: Gohan » 10 lipca 2018, 22:24

[center]Nawa główna, a potem katakumby Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Karen częściowo przyglądała się jak powstaje mapa dla Michelle starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów, ale jednocześnie co chwila odrywała wzrok by dokładnie obserwować otoczenie i nie przegapić żadnego niebezpieczeństwa. Spodziewała się, że gdy truposz skończy rysować, zawołają resztę koterii i ruszą wspólnie do schodów do katakumb, ale Świr jak zwykle udowodnił, że lepiej się po nim niczego nie spodziewać i wskoczył w dziurę w podłodze wcześniej. Już chciała pytać Tremerki czy mogą go po prostu olać, ale po chwili w dziurę wskoczył też Nosfer.

W trzymaniu się razem to jesteśmy mistrzami...

Wyglądało jednak na to, że Czarodziejce nie przeszkadza zejście do podziemi nie schodami, więc Osa pomogła jej dostać się na dół dziury. Po czym sama znalazła się obok, nie mając z tym żadnego problemu, mimo że nie użyła wcale postrzelonego wcześniej ramienia.

Bradley nadal tam był, ale po Kapitanie nie było śladu, a przynajmniej przez chwilę, bo potem jego wrzask wyraźnie wskazał gdzie się podziewał.
Karen przez krótki moment wpatrywała się w ciemność zionącą teraz z prawego tunelu czując się nieco rozdarta. Z jednej strony Świr wydawał jej się od początku najmniej przydatnym członkiem ich grupy, z drugiej czerń korytarza i wspomnienie krzyku było kuszącą emocjami opcją.

- Dajcie mi pięć minut - powiedziała do stojącej obok dwójki i podniosła palącą się świeczkę, ciesząc się niezmiernie z grubości swoich rękawic i trzymając ją w dość mocno wyciągniętej przed siebie ręce.

- Chyba już po gościu... - skrzywił się Nosferatu słysząc krzyk, którego nie dało się zidentyfikować inaczej niż wrzask Świra. Stał przez krótką chwilę nieruchomo, dziwiąc się samemu sobie, że wcale nie przejął się losem Kapitana. Może to miejsce tak wpływało na niego, a może bał się zbyt bardzo, aby mieć czas i siły przejmować się innymi. Spojrzał na Karen ściskającą kurczowo świece w dłoni:

- A ty co, chcesz podzielić los Świra? Może lepiej trzymajmy się kupy. Nie wiem jak wy, ale ja mam zamiar wyjść stąd żywy. Za dużo uciech czeka na zewnątrz: zakupy, imprezy, kutasy...

- Michelle, co powiedział Truposz?

- Uważam, że Bradley ma rację. Mieliśmy się nawzajem wspierać... Malkavian nas oszukał. Pomogłam mu, gdy nie potrafił o własnych siłach zejść z metalowego ogrodzenia, a ten postanowił się nam w taki sposób odwdzięczyć. Zostawił nas, a to oznacza, że nie możemy więcej na nim polegać. To czy bardziej interesują go Giovanni, czy kierują nim inne szalone motywacje, przestało mieć dla mnie znaczenie. Ten wrzask, najprawdopodobniej był jego ostatnim. Nie chcę sprawdzać jakie okropieństwo znalazł w tych przeklętych katakumbach - Tremerka nie kryła zdenerwowania i złości.

- Truposz namalował mi mapę, dzięki której ominiemy niebezpieczeństwa jakie czekają w katakumbach. Wiem gdzie iść. Karen, jak się odłączysz, możesz tego nie przetrwać... - urwała zdanie, dając do zrozumienia że mówi bardzo poważnie.

Osa zdążyła zapalić parę świeczek na początku prawego tunelu starając się słuchać co mówią, po czym wyprostowała się i obróciła w ich stronę.

Skreślili go po jednym krzyku. Ależ cykory.

- Jak na takiego fana kutasów to wskoczyłeś do tej dziury równie ochoczo i bez konsultacji co Kapitan, więc jak mamy trzymać się razem to może chociaż sprawdźmy co się z nim stało? Jak go tam coś dorwało to lepiej nie zostawiać sobie tego na plecach nie wiedząc kiedy przyjedzie i nas rozjechać.

Nie wiem na cholerę ich przekonuję, ale w sumie pchanie się w to gówno w trójkę może być nawet zabawniejsze.

- Po za tym jaką mamy gwarancję, że ten ziomek bez karoserii specjalnie nie narysował nam mapy prowadzącej wprost w pułapkę jakiegoś parkującego tu od stu lub kilkuset lat złomiarza? Ja tam nie wiem czy nie będzie najmądrzej pójść całkiem odwrotnie niż według jego wskazówek - wypowiadając ostatnie zdanie patrzyła wprost na Michelle jakby licząc, że zasieje w niej ziarenko wątpliwości.

Zachowanie i słowa Bradley'a wskazują na dbanie tylko o własny los. Pomimo kłopotliwej sytuacji w jakiej znalazła się koteria Michelle, Kapitan Galaktyka jest członkiem Camarilli. Nadal jest członkiem koterii... i do tego Świrem, a jak wiadomo oni zachowują się czasami irracjonalnie.

Jako MG zarządziłem test Sumienia ST:8

Wypadł 1 sukces.

Proszę Bradley'a, aby w następnym poście opisał, że jednak ruszy go sumienie. Jeden sukces wystarczy, aby nie stoczyć się niżej, wprost w objęcia Bestii. W przypadku braku opisu będę zmuszony odpisać kropkę z Człowieczeństwa. Do końca przygody Bradley, będzie miał wyrzuty Sumienia, które co jakiś czas powinny go męczyć.

Uwaga:Proszę nie zrozumieć tego w ten sposób, że należy iść dać się zabić. Można poddać się strachowi, można mieć inną naturę, niską wartość Odwagi itd. Ważna jest psychologia postaci i jak ona będzie radzić sobie z poczuciem winy.
Obecni: Michelle, Karen, Bradley
Ostatnio zmieniony 11 lipca 2018, 23:44 przez Gohan, łącznie zmieniany 1 raz.

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 10 lipca 2018, 23:20

[center]Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Wyczekała aż hrabia skończy. Zaczęła podziwiać architekturę nawy głównej. Alee tu jest pięknie ... och i te piękne ławy .... Na chwilę odpłynęła z samego zachwytu i faktu, że jest pierwszym Toreadorem w tym zamkniętym przez lata miejscu. Długo zachwyt późnoromańskim sklepieniem nie trwał, gdyż przypomniała sobie o Mortenie.

- Mamy teraz chwilę, więc słucham Pana - powiedziała - Mam tylko nadzieję, że nie jest to nic w stylu tępego topora - kontynuowała chłodniej - Poza tym jedynym przypadkiem chętnie wysłucham, zwłaszcza, że współpracujemy przecież.

Matko i córko, zaraz zacznie. Ale... aż jestem ciekawa, co tam wymyślił. W sumie w innych warunkach bym mu nie odmówiła ... eee ... Tfu! ... Co ja myślę! Skup się babo! Maślana się robisz!
Spoiler!
Pieczęć:
Test Dotyku Astralnego ST:9 = 2 sukcesy. Przez większość czasu nic się nie stanie, ale po dłuższym zagłębieniu się w naturę przedmiotu nastąpi przełom. Ujrzysz bardzo wyraźnie twarz starszego mężczyzny o niepokojąco przenikliwym spojrzeniu. Po chwili zdasz sobie sprawę, że to poprzedni Regent Wiktor Manrosgof.

[center]Obrazek[/center]

Butelka od Mortena:
Test Dotyku Astralnego ST:7 = 3 sukcesy. Najsilniejsza emocja jaka zapisała się na przedmiocie należy do Mortena, który podjarał się znaleziskiem tak mocno, że zatarł subtelny ślad z przeszłości. Jeżeli oczywiście był jakiś, bo tego tez nie możesz być pewien. Zobaczysz wizję, gdy Brujah znajduje butelkę, która ma w sobie jakiś płyn. Isabela była przy tym, tak więc wszystko się zgadza.
Obecni: Karen, Michelle, Bradley, Truposz, Gustav Giovanni, Algol, Isabela, Morten, Claus.
Ostatnio zmieniony 15 lipca 2018, 18:52 przez Ferre, łącznie zmieniany 1 raz.
Sanity is for the weak!

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 11 lipca 2018, 12:41

[center]Katakumby Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Świr śledził Nekromantów do samej kamiennej płyty. Po otworzeniu wrót przez Scypione, Kapitan Galaktyka ruszył w ich stronę. W jednej chwili powiew wiatru z otchłani do której wkroczyli Giovanni zgasił wszystkie świece.

Musze się śpieszyć.

Nim jednak Malkavianin dotarł do połowy drogi do włazu, ten opadł i pozostawił po sobie echo huku i przerażającą ciemność. W pierwszej kolejności Kapitan Galaktyka wyciągnął miecz świetlny, jednak z byt wielka zła siła otaczała bohatera i światło nie zapaliło się.

No co jest świeć blaskiem jasnej strony mocy, a może jest zbyt dużo ciemnych mocy?!



W drugiej kolejności, w pośpiechu superbohater wyciągnął swoją niezawodną zapalniczkę. Jedną ręką szybko i zwinnie odpalił ogień i odruchowo zaczął szukać świecy. Drugą ręką zaś schował bezużyteczną latarkę na swoje miejsce.
Niewielkie światło niewiele uspokajało mężczyznę z klanu Księżyca. Upiorne kształty tańczyły w ciemności, niemal dotykając naszego bohatera w tańcu szaleństwa. Po rozpaleniu świecy dalej czuł się jak w jakimś horrorze.

Dawaj skup się na pracy uda ci się.

Na skraju widzenia Malkavianin widział poruszające się upiorne kształty w tej ciemności. Czuł bardzo silnie, że coś go obserwuje. Podszedł z świeca przyjrzeć się dokładniej symbolowi, wyrytemu na kamiennym włazie. Czułe zmysły nie opuszczały Świra, próbującego dostrzec szczegóły pradawnego sigila. Szybko zaczął go ogarniać swoimi Oczami Chaosu.

Wizja ogarnęła umysł Malkavianina. Odpłynął do starych czasów. Stał wryty dobrą chwile majacząc.

- Średniowieczna grota... Inkwizycja... Krew...

W końcu przerwał trans, jego oczy były czerwone, a krew wrzała w jego wnętrzu. Czuł, że pradawny wróg mieszkający w jego ciele, próbował się wyrwać.

Nie pozwolę ci na to, nie wyrwiesz się. Nie! Nie stracę kontroli.

Nim Świr się uspokoił chcąc wykorzystać tą siłę i przekuć w coś dobrego odłożył świece i spróbował powtórzyć wyczyn Scipione. Jednak na próżno, jego mięśnie napięły się. Kamienne wrota dla Kapitana Galaktyki mimo największych starań pozostały zamknięte.

- Nosz... Rusz się, dawaj! Raaa! - W końcu poddał się i zaczął mówić sam do siebie, by jakoś zagłuszyć niepokojącą ciszę, która go otacza.

- Dobra takie wyczyny może tylko Grandy czy Supermen. Czas wracać, nie chce tu czekać na ich wielki powrót. Musze ostrzec moją drużynę Sprawiedliwości.

Podniósł świece, po czym dodał.

- Musze się pośpieszyć, nie jest to przyjemne, jak ta ciemność na mnie patrzy. No i chciałem spojrzałem w otchłań Arkham Azylum a on spogląda na mnie teraz.

Nie oddam skóry tak łatwo. po tych myślach wyjął swoją pukawkę i ruszył szybkim krokiem w stronę wyjścia.
Wracam jak najszybciej. Jak pamiętam drogę to nią idę. Jak nie, szukam kuleczek by się nie zgubić. Zmierzam do tego rozwidlenia do którego wpadłem do katakumb. Nadwrażliwość 1 włączona. Nasłuchuje i wytężam wzrok. Jak mnie coś zaatakuje to strzele.
Obecni: Kapitan Galaktyka

ODPOWIEDZ