[center]
Nawa główna, a potem katakumby Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Karen częściowo przyglądała się jak powstaje mapa dla Michelle starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów, ale jednocześnie co chwila odrywała wzrok by dokładnie obserwować otoczenie i nie przegapić żadnego niebezpieczeństwa. Spodziewała się, że gdy truposz skończy rysować, zawołają resztę koterii i ruszą wspólnie do schodów do katakumb, ale Świr jak zwykle udowodnił, że lepiej się po nim niczego nie spodziewać i wskoczył w dziurę w podłodze wcześniej. Już chciała pytać Tremerki czy mogą go po prostu olać, ale po chwili w dziurę wskoczył też Nosfer.
W trzymaniu się razem to jesteśmy mistrzami...
Wyglądało jednak na to, że Czarodziejce nie przeszkadza zejście do podziemi nie schodami, więc Osa pomogła jej dostać się na dół dziury. Po czym sama znalazła się obok, nie mając z tym żadnego problemu, mimo że nie użyła wcale postrzelonego wcześniej ramienia.
Bradley nadal tam był, ale po Kapitanie nie było śladu, a przynajmniej przez chwilę, bo potem jego wrzask wyraźnie wskazał gdzie się podziewał.
Karen przez krótki moment wpatrywała się w ciemność zionącą teraz z prawego tunelu czując się nieco rozdarta. Z jednej strony Świr wydawał jej się od początku najmniej przydatnym członkiem ich grupy, z drugiej czerń korytarza i wspomnienie krzyku było kuszącą emocjami opcją.
- Dajcie mi pięć minut - powiedziała do stojącej obok dwójki i podniosła palącą się świeczkę, ciesząc się niezmiernie z grubości swoich rękawic i trzymając ją w dość mocno wyciągniętej przed siebie ręce.
- Chyba już po gościu... - skrzywił się Nosferatu słysząc krzyk, którego nie dało się zidentyfikować inaczej niż wrzask Świra. Stał przez krótką chwilę nieruchomo, dziwiąc się samemu sobie, że wcale nie przejął się losem Kapitana. Może to miejsce tak wpływało na niego, a może bał się zbyt bardzo, aby mieć czas i siły przejmować się innymi. Spojrzał na Karen ściskającą kurczowo świece w dłoni:
- A ty co, chcesz podzielić los Świra? Może lepiej trzymajmy się kupy. Nie wiem jak wy, ale ja mam zamiar wyjść stąd żywy. Za dużo uciech czeka na zewnątrz: zakupy, imprezy, kutasy...
- Michelle, co powiedział Truposz?
- Uważam, że Bradley ma rację. Mieliśmy się nawzajem wspierać... Malkavian nas oszukał. Pomogłam mu, gdy nie potrafił o własnych siłach zejść z metalowego ogrodzenia, a ten postanowił się nam w taki sposób odwdzięczyć. Zostawił nas, a to oznacza, że nie możemy więcej na nim polegać. To czy bardziej interesują go Giovanni, czy kierują nim inne szalone motywacje, przestało mieć dla mnie znaczenie. Ten wrzask, najprawdopodobniej był jego ostatnim. Nie chcę sprawdzać jakie okropieństwo znalazł w tych przeklętych katakumbach - Tremerka nie kryła zdenerwowania i złości.
- Truposz namalował mi mapę, dzięki której ominiemy niebezpieczeństwa jakie czekają w katakumbach. Wiem gdzie iść. Karen, jak się odłączysz, możesz tego nie przetrwać... - urwała zdanie, dając do zrozumienia że mówi bardzo poważnie.
Osa zdążyła zapalić parę świeczek na początku prawego tunelu starając się słuchać co mówią, po czym wyprostowała się i obróciła w ich stronę.
Skreślili go po jednym krzyku. Ależ cykory.
- Jak na takiego fana kutasów to wskoczyłeś do tej dziury równie ochoczo i bez konsultacji co Kapitan, więc jak mamy trzymać się razem to może chociaż sprawdźmy co się z nim stało? Jak go tam coś dorwało to lepiej nie zostawiać sobie tego na plecach nie wiedząc kiedy przyjedzie i nas rozjechać.
Nie wiem na cholerę ich przekonuję, ale w sumie pchanie się w to gówno w trójkę może być nawet zabawniejsze.
- Po za tym jaką mamy gwarancję, że ten ziomek bez karoserii specjalnie nie narysował nam mapy prowadzącej wprost w pułapkę jakiegoś parkującego tu od stu lub kilkuset lat złomiarza? Ja tam nie wiem czy nie będzie najmądrzej pójść całkiem odwrotnie niż według jego wskazówek - wypowiadając ostatnie zdanie patrzyła wprost na Michelle jakby licząc, że zasieje w niej ziarenko wątpliwości.
Zachowanie i słowa Bradley'a wskazują na dbanie tylko o własny los. Pomimo kłopotliwej sytuacji w jakiej znalazła się koteria Michelle, Kapitan Galaktyka jest członkiem Camarilli. Nadal jest członkiem koterii... i do tego Świrem, a jak wiadomo oni zachowują się czasami irracjonalnie.
Jako MG zarządziłem test Sumienia ST:8
Wypadł 1 sukces.
Proszę Bradley'a, aby w następnym poście opisał, że jednak ruszy go sumienie. Jeden sukces wystarczy, aby nie stoczyć się niżej, wprost w objęcia Bestii. W przypadku braku opisu będę zmuszony odpisać kropkę z Człowieczeństwa. Do końca przygody Bradley, będzie miał wyrzuty Sumienia, które co jakiś czas powinny go męczyć.
Uwaga:Proszę nie zrozumieć tego w ten sposób, że należy iść dać się zabić. Można poddać się strachowi, można mieć inną naturę, niską wartość Odwagi itd. Ważna jest psychologia postaci i jak ona będzie radzić sobie z poczuciem winy.
Obecni: Michelle, Karen, Bradley