Lokacja - Sorte Kirke

Gohan
Reactions:
Posty: 81
Rejestracja: 29 listopada 2016, 15:24

Post autor: Gohan » 05 sierpnia 2018, 22:46

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Szklana kulka zainteresowała ją równie mocno co Bradleya, więc przykucnęła obok i ją podniosła.

- Ano znikąd się to nie wzięło - odpowiedziała również przyciszonym tonem. - Chodźmy.

Wyprostowała się, wsadziła kulkę do kieszeni i bez zwłoki ruszyła w korytarz, w którym wcześniej kuleczka leżała.
Spoiler!
Karen nadal używa Nadwrażliwości żeby szukać śladów i innych rzeczy oraz stara się zapamiętywać drogę i przy okazji przypomnieć sobie jak najwięcej z mapy, którą rysował Truposz.
Obecni: Bradley, Karen oraz zgubiony Kapitan Galaktyka

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 06 sierpnia 2018, 08:02

[center]Nawa Główna / Katakumby pod Sorte Kirke, Samotny Korytarz, przed północą, 14 maj 1996[/center]

CO?! - zaklął w myślach Morten. Wspaniała nowina nadeszła w tym perfekcyjnym momencie, kiedy zdążył już wypakować większość sprzętu. Omiótł wzrokiem rozłożony wokół ekwipunek, a następnie przeniósł spojrzenie na hrabiego. Jego twarz była na póły nieobecna, ale z pewnością nie wyglądała, jakby Starszy płatał właśnie wybornego psikusa. Ten zaś, nie czekając na reakcję pozostałych Kainitów, odwrócił się i zaczął zmierzać w sobie tylko znanym kierunku.

Sgu - wyszeptał pod nosem i w pośpiechu począł pakować sprzęt z powrotem. Morten uwijał się jak mógł, starał się jednak być dokładny - nie chciał przeoczyć chociaż najdrobniejszej spinki czy karabińczyka. Co chwila łypał wzrokiem gdzie oddala się hrabia wraz z przyczepioną podręczną, prawie już osobistą, mimozą. Na moment wziął do ręki latarkę i jeszcze raz spróbował ją włączyć - Pieprzona latarka, co z nią jest? Ah kurwa, później się nią zajmę.

Zebrawszy wszystkie graty, jeszcze raz upewnił się czy nie pozostawił żadnego sprzętu i truchtem dogonił resztę koterii. Zajął miejsce w szyku, po czym zaczął uważnie obserwować otoczenie. Mroczne korytarze kojarzyły mu się z ...no jak w mordę strzelił katakumbami. Te były niczym żywcem, tfu, truchłem wyjęte z definicji encyklopedycznej.

To teraz powinna wjechać armia truposzy z pordzewiałymi mieczami i zbutwiałymi tarczami kurwa - pomyślał w przekąsem Krzykacz. Dla pewności upewnił się, że broń jest tam gdzie być powinna. Rzeczywistość jak widać miała większe poczucie humoru niż hrabia i nim myśl zdążyła przebrzmieć w umyśle Brujaha, jego oczom ukazał się niecodzienny widok.

- Mówisz - masz - powiedział bardziej do siebie, dostrzegając rozczłonkowane szkielety leżące na załamaniu korytarza. - To chyba bardziej robota dla was - dodał, mając na myśli magicznie uwrażliwionych członków ekipy. Sam jednak zaczął uważnie rozglądać się wokół, starając dostrzec się coś nietypowego, jakąś wskazówkę w bladym świetle ogników.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
"Kors i roven" - bo czemu by nie obrazi? kogo? jednocze?nie profanuj?c krzy?? - Morten Madsen

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 06 sierpnia 2018, 14:40

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Kapitanowi Galaktyce odpowiedziała tylko niepokojąca cisza. Strach przed nieznanym był silny, ale silniejsza w bohaterze była wola przetrwania.

- Nic me zaklęcia nie zdziałały. Duchy w tym miejscu są zbyt pierwotne i potężne? Może nie rozumieją mego języka, może są zbyt potworne, by mój umysł chciał je zmaterializować? Pozostawmy te pytania bez odpowiedzi. Jedno wiem na pewno, nie podzielę losu Samuela. Póki krew we mnie płynie nie poddam się! - Ostatnie zdanie wręcz wykrzyczał wzmacniając w sobie wole działania.

Świr spojrzał w kierunku ściany. Podszedł do niej i zaczął kontemplować z pozoru jej powierzchnie.

Cóż może to się uda. Może dojrzę wzorce i odnajdę drogę. Działaj masz coraz mniej czasu. Moi towarzysze pewnie już niejedno załatwili, podczas gdy ja chodzę w labiryncie, z powodu swojej nieuwagi.

Zerknął na chwile na dogasający płomień. Wiedział, że będzie musiał niedługo odpalić zapalniczkę. Po czym spojrzał z powrotem na starą ścianę korytarza labiryntu.

- Ściano  ściano prowadź mnie
blask innych świec zobaczyć chce,
z labiryntu wyprowadź mnie.
Swoich przyjaciół ujrzeć chce!

Malkavianin skupiał się na ścianie, obserwując jej wzorce, niczym pająk dostrzegający swej pajęczyny w wyszukiwaniu ofiary. Niemalże dostrzegając ją jak pajęczynę powoli zaczął przemieszczać się w stronę drgań które jak sądził doprowadzi go do jego koterii.

[center]Obrazek[/center]

Z paska superbohatera wyciągnął pistolet będąc gotowym do walki. Podróżując przez labirynt, pełnym żywej ciemności gotowej pożreć superbohatera. Niczym samotna kometa przemierzająca tajemniczy wszechświat.

Idę gdzie mnie oczy chaosu zabiorą. Na test wydaje punkt siły woli. W ręce trzymam broń i świeczkę jak płomień zgaśnie odpalam broń w stronę w którą idę. A tak to jak znajdę jakąkolwiek świeczkę to zamieniam z starą. Jak znajdę jeszcze jakieś to je też odpalam żeby nie było tak ciemno. w końcu łatwiej będzie mi wtedy widzieć co się dzieje. Jak nie, to będe oświetlał drogę zapalniczką. Nadwrażliwość na 1 działa cały czas. Jestem czujny i gotowy do działania.
Obecni: Bradley, Karen oraz zgubiony Kapitan Galaktyka.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 06 sierpnia 2018, 16:01

[center]Katakumby, Samotny Korytarz, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Słysząc ostatnie pytanie Krzykacza hrabia podniósł jedną brew:

- Zadziwia mnie pan, panie Morten - odezwał się, przenosząc wzrok z wahadełka na Brujaha - Z tego co pamiętam sprawa fizycznych zabezpieczeń, do których z pewnością zaliczają się pułapki, należy chyba także do pana? Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę...

Czarownik nie starał się nawet ukryć sarkazmu, brzmiącego w ostatnich zdaniach.

- Na początek zacząłbym od spraw przyziemnych i to w dosłownym sensie - ruchem głowy wskazał walające się po posadzce szczątki. - Przyjrzyjcie się kościom. Obrażenia na nich mogą zdradzić, czego powinniśmy się spodziewać... I nie zbliżajcie się zanadto. Architekci średniowiecza byli niezwykle pomysłowi jeśli chodzi o konstruowanie różnego rodzaju przemyślnych mechanizmów, obfitujących w kolce, ostrza i haki... Niestety jednak egzystencja nie składa się tylko ze słodkich wrzasków agonii i upojnych cierni. Tak więc wolałbym, byście na razie unikali tego typu rozkoszy. Musimy zachować sprawność fizyczną - skrzywił się lekko, orientując się, iż tymi słowami napomina przede wszystkim sam siebie. Potomkowie Kaina byli zazwyczaj zbyt słabi by gustować w tego rodzaju przyjemnościach. Jedynie Klan Róży budził czasami jakieś nadzieje...

- Choć z drugiej strony - odezwał się po chwili, by zając umysł czymś innym, niż rozważanie w jaki sposób hipotetyczne ostrza średniowiecznego mechanizmu mogłyby zagłębić się w ciała obecnych... Co było oczywiście perspektywą całkiem przyjemną, której testowaniu z radością poświęciłby nawet kilka nocy. Jednakże w aktualnej sytuacji wyobraźnia okazywała się jak zwykle zbyt absorbująca. Co stanowiło pewną niedogodność, ponieważ, niestety, wciąż miał zadanie do wykonania. A właściwie nawet dwa...

- Zawsze istnieje szansa, że coś zacięło się ze starości - kontynuował. Ze starości? Do czarta! Ze starości zaciąć się mógłby tylko Andreas. A to mi się udał dowcip...

- Wszelako tylko głupiec liczy na łut szczęścia - dodał z lekkim roztargnieniem, spoglądając wymownie na bielejące pod nogami gnaty.
Dla MG: Zgodnie z tym co powiedziałem, przyglądam się kościom (Nadwrażliwość 1 na wzrok). Chcę zauważyć, czy są uszkodzone i ocenić w jaki sposób (jeśli są). Poza tym chciałbym określić, do ilu osób mogły należeć i czy byli to mężczyźni czy kobiety. Nie zbliżam się jednak poza tym i nadal trzymam w ręku wahadełko. Jak skończę przyglądać się kościom spojrzę na ściany, czy nie ma na nich żadnych glifów lub pułapek magicznych. Zagrożeń fizycznych może szukać reszta koterii.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 07 sierpnia 2018, 12:29

Spoiler!
Test na zapamiętanie mapy ST:9 = 1 sukces. Ledwo ją pamiętasz. Truposz narysował (zgodnie z pytaniem Michelle) drogę do pieczęci, a nie całych katakumb. Jesteście w korytarzu, który nie był uwzględniony na tej mapie.

Test śledztwa = pech. Jesteś pewna że kilka metrów dalej w korytarzu, który wskazał Baradley doszło do walki. Ślady wyraźnie na to wskazują.
Spoiler!
Test śledztwa = 3 sukcesy. Gdy przejdziesz kilka metrów dalej, korytarzem w którym leżała kulka, zauważasz wyraźnie ślady dwóch mężczyzn i jesteś pewien, że to Giovanni. Za nimi szedł Kapitan, który starał się nie stąpać po ich śladach i wywnioskujesz, że stawiał stopy tak, aby nie wydawać dźwięku. Przez jakiś czas będziesz wyraźnie widział trop.
Spoiler!
Test Oczu Chaosu ST:9 = 2 sukcesy. Zauważysz sposób w jaki woda przez dziesiątki lat skrapla się na ścianach, a potem, kropla do kropli łączy się i spływa na ziemię. To bardzo wolny proces, podniebnie jak tworzenie się stalaktytów w jaskiniach. Jest to o tyle fascynujące, że po tylu latach ścieżki którymi spływały maleńkie kropelki dalej pozostały takie same i nie zmieniły się.

Kończy Ci się świeca. Dalej nie wiesz gdzie iść.
Spoiler!
Test medycyny ST:6 = 2 sukcesy. Kości nie posiadają interesujących śladów. Może bliższa kilkugodzinna analiza coś by dała, ale na pierwszy rzut oka, wyglądają jakby leżały tutaj jeden wiek.

Nie widzisz niczego podejrzanego na ścianach i innych elementach otoczenia.
Spoiler!
Niczego podejrzanego nie zauważacie.
Na razie garść spoilerów. Później będzie krótki post.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 07 sierpnia 2018, 22:06

Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996

Przeszli kilka metrów i Nosferatu zwolniłł się, przyglądając się dokładnie wyraźnym tropom na podłodze katakumb. Pogładził się dłonią po podbródku.

Kurwa buciki Bruno Banani... Jak nic, dwóch Giovannich... A za nimi Świr. Na paluszkach cichociemny zapierdalał...

Szli dalej i Bradley uzyskiwał potwierdzenia swych spostrzeżeń. W końcu podzielił się tym co zauwałżył ze swą towarzyszką:

- Patrz. Szło tędy dwóch Giovannich i za nimi Kapitan. Chciał iść cicho za nimi. Szedł trop w trop. Dobra nasza.
Obecni: Bradley, Karen oraz zgubiony Kapitan Galaktyka.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 08 sierpnia 2018, 11:38

[center]Katakumby, Samotny Korytarz, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Tak głupią uwagę mógłby rzucić tylko Brujah, więc Claus wzruszył tylko ramionami i zaczął się przyglądać najpierw szczątkom, a potem wszystkim ścianom, sufitom i podłodze w poszukiwaniu pułapek. Nie było teraz miejsca na zgryźliwe docinki innym - te mogli z powodzeniem uskuteczniać na świeżym powietrzu poza murami kościoła. Teraz potrzebowali współpracy.

Medyk próbował przypomnieć sobie wszystkie metody tworzenia prymitywnych pułapek, jakie znał jeszcze ze szkoleń i dopasować do możliwości obecnego miejsca. Jeden plus w tej sytuacji był taki, iż przynajmniej był tylko jeden korytarz, a co za tym idzie - ograniczone pole do popisu dla konstruktorów średniowiecznych zabezpieczeń. A zatem nie było aż tak wiele do sprawdzenia. Dla pewności zrobił również miejsce Mortenowi - wszak jego prymitywny, dziki umysł mógł myśleć podobnie do gospodarzy... A nawet jeśli nie, to z pewnością lepiej sprawdzić dwa razy niż czegoś nie dopatrzeć. W każdym razie na wszelki wypadek poprawił również ekwipunek pod ubraniem...
Spoiler!
Sprawdzam, czy jest jakikolwiek przeciąg w tym korytarzu wilgotnym palcem.
Spoiler!
Tak jest przewiew świeżego powietrza. Wieje od wnętrza katakumb do schodów prowadzących do nawy głównej.
Test Medycyny ST:6 = 0 sukcesów. Aby im się przyjrzeć potrzebujesz około 5 minut oraz podejść bliżej. Z daleka nic nie zobaczysz. Kości są tak stare, ze trudno cokolwiek wywnioskować. Jedno jest pewne, było dwóch mężczyzn oraz jedna kobieta. Proszę opisać w poście jak oględziny zabierają czas.

Na razie nie widzisz pułapek, a poszukiwania zajmą Ci kolejne 5 minut, więc najpierw skup się n oględzinach kości.
Używam medycyny, by rozpoznać rodzaj obrażeń szczątków i liczbę (a jeśli rzut pozwoli, także domniemaną płeć). Poza tym sprawdzam całe okolice na możliwość pułapek.
Ostatnio zmieniony 12 sierpnia 2018, 15:06 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mau
Reactions:
Posty: 12
Rejestracja: 17 lipca 2018, 21:26

Post autor: Mau » 11 sierpnia 2018, 21:57

[center]Nawa Główna / Katakumby pod Sorte Kirke, Samotny Korytarz, przed północą, 14 maj 1996[/center]

I nastał ten moment, którego Isabela obawiała się równie mocno, jak samego wejścia do kościoła, po tym czego doświadczyła znajdując się jeszcze na dziedzińcu - zejście do podziemi wywoływało w niej silne emocje, czuła bowiem, że zło, które z takim rozmachem przywitało ich na wejściu, musi czaić się właśnie w katakumbach.

Wiedziała, że jej jedyną szansą na wyjście stamtąd w swej obecnej, jakże pięknej nieżywej formie, jest trzymać się wyjątkowo blisko swojej koterii i mieć oczy dookoła głowy. Przykleiła się więc do hrabiego - jedynego dżentelmena w okolicy, przy którym czuła się najpewniej.

Claus i Morten staną na głowie aby go ochronić - pomyślała.

Nie była jednak przekonana czy podobnie zachowają się wobec niej, prostaki nie darzyli jej bowiem sympatią.

Będę musiała nad tym popracować, w końcu warto inwestować w stosunki międzykainickie, nigdy nie wiadomo jakie znajomości mogą się kiedyś okazać przydatne.

- Zapraszam - powiedział czarownik wskazując pozostałym kierunek.

Ohh jak dobrze, że schodami jak cywilizowani Kainici - odetchnęła z ulgą Toreadorka, nie musiała przynajmniej skakać przez dziurę w posadzce - jeszcze bym sobie niefortunnie coś złamała.

Jednak jej radość nie trwała długo, z każdym stopniem w dół czuła narastające w niej napięcie. Do jej nozdrzy docierał zapach stęchlizny wymieszanej z kurzem i pyłem.

Gdy dotarli na dół poczuła się wyjątkowo nieswojo, w miejscu tym panowała przerażająca ciemność i niezwykle gęsta, mroczna atmosfera. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego jakie na górze miała komfortowe warunki, przebywając w pięknym wnętrzu w otoczeniu wiekowych dzieł sztuki, które dawały jej chwile wytchnienia.

Nie mogła jednak dać niczego po sobie poznać, nie chciała być przecież postrzegana jako kula u nogi, co nie było dla aktorki szczególnie trudnym zadaniem.

Ruszyli długim wąskim korytarzem prosto w mrok, w kierunku, który wskazywało magiczne wahadło Algola. To, że nie było przed nimi żadnych rozwidleń, sprawiało, że czuła się pozornie bezpieczniej - dawało to mniej możliwości do ataku na nich z wielu stron jednocześnie.

W końcu dotarli do zakrętu i jej oczom ukazały się leżące na ziemi trzy ludzkie czaszki oraz liczne kości poprzetykane strzępkami sparciałego materiału. Isabela wzdrygnęła się na ten widok jednak po chwili podeszła kilka kroków bliżej aby razem z innymi przyjrzeć się znalezisku. Nie odkryła jednak tajemnicy walających się szczątków. Rozejrzała się po twarzach towarzyszy próbując ocenić czy inni dostrzegli w tym miejscu coś niepokojącego.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 13 sierpnia 2018, 18:40

[center]Katakumby, Samotny Korytarz, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Wykorzystując chwilę Claus podszedł do skupiska kości i zaczął się im przyglądać, co wcale nie było takie łatwe jak się początkowo wydawało. Plątanina szczątków była bowiem zagmatwana niemal tak bardzo, jak słynny węzeł gordyjski, a nie zamierzał przecież ciąć resztek trupów. Wolał obejrzeć je z bliska, jednak bez dotykania.

Wzrok wędrował z jednego fragmentu na następny, gdy myślał do siebie:
Ok, ta kość jest udowa, ale co tutaj robi to żebro?! O, miednica... cholera, spojenie zasłonięte przez czyjeś ramię!. Walka o ustalenie szczegółów zajęła zatem dłuższą chwilę medykowi.

Po kilku minutach wstał, poślinił delikatnie palec wskazujący prawej dłoni i uniósł nad głowę zastanawiając się przez chwilę,po czym rzekł:

- Kości są dla mnie za stare na identyfikację sposobu śmierci. Jedyne, co jest pewne, to to, że leży tu dwóch mężczyzn i jedna kobieta. A tak poza tym to mamy tutaj lekki przeciąg z kierunku, w którym zmierzamy. Nie zauważyłem także niczego podejrzanego odnośnie pułapek, a Ty Morten? Myślę, że powinieneś teraz iść przodem, w razie czego Cię poskładam. Chyba, że znasz się na medycynie, ale tego bym akurat nie podejrzewał... To co, ruszamy?
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
Ostatnio zmieniony 13 sierpnia 2018, 18:58 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 14 sierpnia 2018, 00:31

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Koteria Algola zatrzymała się na dłużej przy jednym z pierwszych zakrętów jakie zafundowało im wejście do katakumb. Każdy uważnie przyglądał się otoczeniu w poszukiwaniu czegoś dziwnego, niepokojącego jak i również wszelkiego rodzaju zagrożeń. Ich oczy i uszy były szeroko otwarte i nie pozwalali sobie na odrobinę nieuwagi. Gdy trafili na leżące na ziemi szczątki, zaczęli badać miejsce. Czarownik musiał w międzyczasie znów podtrzymać magię latających płomieni, ponieważ przeszukiwanie zajęło im ponad kwadrans.
Spoiler!
Podchodząc bliżej zauważysz, że jeden z szkieletów trzyma w ręku identyczną butelkę którą znalazłeś na wieży.
Inni nie mogę tego zobaczyć, bo widać ją dopiero gdy podejdzie się bardzo blisko. Jest otwarta i podejrzewasz, że pusta.
[center]***[/center]
Druga koteria była w rozproszeniu. Bardley i Karen szli śladami jakie wskazywał Nosferatu, lecz Brujah nie była do końca przekonana co do jego słów i zdolności tropienia.

- Tu się lali, nie widzisz? - syknęła - Tam, dalej, w korytarzu... Nie, źle idziemy. Trzeba wrócić i to sprawdzić - narzekała.

Na szczęście Bradley nie przejmował się jej gadaniem i zdołał ją przekonać do tego, że wie co robi, a następnie udali się za tropem jaki wyraźnie widział Nosferatu. Po drodze napotykali kolejne szklane kulki, co ostatecznie przekonało Karen i dalej pewniej szli przed siebie. W pewnym momencie płonące tu i tam ogarki przestały oświetlać korytarze i dwójka Kainitów została zmuszona zapalić sobie po jednym i nieść przed sobą. W zalegającej krypty ciemności było coś osobliwego. Coś czego nie było wcześniej, co czuli oboje, ale nie potrafili tego nazwać. Ostatecznie dotarli do wielkich kamiennych wrót. Było to to samo przejście, przez które przeszli wcześniej Giovanii, jednak ani Bradley, ani Karen nie mogli o tym wiedzieć. Zaczęli przyglądać się masywnej, kamiennej płycie, oraz śladom pozostawionym na ziemi.
Spoiler!
Test śledztwa ST:6 + 2 (za ciemności oraz zadeptane w jednym miejscu ślady) = 8. Wypada 1 sukces. Wiesz, że cała trójka stała przed tymi wrotami, ale nic więcej nie jesteś w stanie wywnioskować.
Spoiler!
Test śledztwa Test śledztwa ST:6 + 2 (za ciemności oraz zadeptane w jednym miejscu ślady) + 2 za brak wiedzy śledztwo = 10. Wypada 0 sukcesów. Nic ciekawego nie zauważasz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 18 sierpnia 2018, 12:19

[center]Katakumby, Samotny Korytarz, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Morten nawet nie zamierzał reagować na kąśliwe uwagi rzucane przez członków koterii. Oględziny zaczął od sprawdzenia ścian, sufitu i podłogi, ale nie znalazł niczego co mogło wzbudzić jego podejrzenia. Następnie zbliżył się do bielejących w półmroku kości i począł się im przyglądać. Możliwości było wiele. Nigdy nie starczyło mu czasu na ukończenie korespondencyjnego kursu patologii, więc mógł się posługiwać co najwyżej swoją wyobraźnią.

Z głębokiej koncentracji wyrwały go słowa Clausa. Odparł jedynie zdawkowym - Ehe - i kiwnięciem głową.

A szkielety wcale nie wyglądały jakby ówcześni ich właściciele zginęli z powodu obrażeń mechanicznych. Zresztą to tylu latach... Ile oni tu leżą? 100? 200? Więcej? Nachylając się nad truchłami zauważył coś ciekawego. Rozejrzał się wokół i rzucił do zgromadzonych:

- Mam tu coś ciekawego. Może to rzuci nowe światło na kwestie tych sztywniaków tutaj? - Po czym delikatnym ruchem zaczął wydobywać ze szponów umarlaka niemal identyczną flaszkę, jaką odnalazł wcześniej.

Wydobywszy ją z rąk szkieletu podniósł do światła i ocenił kategorycznym wzrokiem. Mówi się, że proste rozwiązania są najlepsze, ale w tym miejscu niczemu bym nie ufał.

- Jakieś pomysły?
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
"Kors i roven" - bo czemu by nie obrazi? kogo? jednocze?nie profanuj?c krzy?? - Morten Madsen

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 sierpnia 2018, 12:45

[center]Katakumby, Samotny Korytarz, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Gdzieś na granicy świadomości hrabiego pojawiła się lekka nuta niepokoju. Dotknął jej delikatnie, jak dotyka się chorego zęba. Tak, zdecydowanie, tkwiła tam i zdawała się powoli rozprzestrzeniać, zarażając swymi pędami coraz to nowe terytoria. Nie chodziło tu bynajmniej o to miejsce, właściwie uważał je za całkiem malownicze. Nie przerażały go także kości, sam posiadał kolekcję rozleglejszą, niż ta, która walała się po posadzce. Bliskość średniowiecznych pułapek także uważał raczej za całkiem pasjonującą okoliczność. Nie, źródło dysonansu tkwiło gdzie indziej. Znacznie bliżej niestety... Przesunął wzrokiem po pozostałych członkach koterii... Niepokoiło go, że zaczynają go nudzić...

- Tak, nie należy otwierać tego rodzaju flasz, bo jak widać może to być niezdrowe - odpowiedział na pytanie Mortena. Nie starał się nawet ukryć ironii. Zresztą, dlaczego miałby? - A teraz, proponowałbym ruszyć się stąd wreszcie. Bo czuję, iż tracimy czas. A nie wywodząc się z Klanu Śmierci, nie znajduję upodobania w podobnych układankach logicznych. - uśmiechnął się cierpko, mierząc wzrokiem rozrzucone gnaty.

- A więc, panie Morten, czy zechce pan łaskawie...? - ruchem dłoni wskazał korytarz przed nimi.
Droga koterio, naprawdę nalegam, żebyśmy się ruszyli stąd wreszcie... Więc czy Morten mógłby sprawdzić, czy droga jest bezpieczna?
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 sierpnia 2018, 14:15

Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996

Przyglądanie się śladom na podłodze katakumb nie przynosiło żadnych decydyjących wniosków i nie miał żadnych lepszych pomysłów jak głupie żarty:

- Kurwa, dopadli go... Patrz kochana jak się ułożyły ślady. Jak nic ruchali tu Kapitana w kolejarza. Ale farciarz... Nawet widać jak balansowali w butach szyszkach... - stwierdził śmiertelnie poważnym tonem Nosferatu po dłuższej chwili ciszy.

- Jak na nich trafimy masz szczęście, że jesteś kobietą. Może ci odpuszczą. A ja? - zamilknął, po czym kręcąc filuternie dłonią i dodał jednym tchem: - No ja to nie pogardzę taką okazją kochana. Może nie są tacy przystojni jak hrabia, ale jak są tacy dobrzy w ruchaniu jak w strzelaniu to biore w ciemno...

W końcu Bradley zakasał rękawy szarej bluzy i spróbował podnieść kamienne wrota. Sapnął tylko, ale wszystko było cięższe niż się spodziewał. Usmiechnął się koślawo do Karen i steknął:

- Pomożesz mi kochana, czy zaczekasz aż się posram z wysiłku?
Odpalam Potencję.
Obecni: Bradley, Karen oraz zgwałcony Kapitan Galaktyka. I może jeszcze jego oprawcy z klanu Giovanni

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 21 sierpnia 2018, 19:07

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Nic się tu nie zmienia od setek lat, wszystko zatrzymane jest w tej jednej nocy kiedy dzieje się magia otwartych wrót. Powoli docierało to do Kapitana, podczas ogarniającej go ciemności. Jego czary tylko utwierdziły go w przekonaniu, że to potężne miejsce jest dosłownie przeklęte w każdym najmniejszym calu. Nie był wstanie wrócić do początku za pomocą magi. Gdy świeczka którą trzymał w ręku się skończyła odpalił szybko zapalniczkę.

- Ostatnia szansa w znalezieniu drogi przez swoje ślady. - Powiedział do siebie i zaczął rozglądać się po dolnych częściach katakumbów w poszukiwaniu śladów swej obecności. - Postarajmy się cofnąć, tak jak byśmy cofali czas. Tik tak tik tak cofamy wskazówki zegara i swoją obecność w tym labiryncie. - Uśmiechnął się sam do siebie i ruszył swoimi śladami mając nadzieje że jakoś wyjdzie z tej sytuacji.

- Nic to, najwyżej stoczę swój ostatni bój w najbardziej z przerażających miejsc w jakich byłem. - Dodał skupiając się na śladach.

Kapitan wyciągnął za paska swojego walkmana, po czym włączył utwór który go motywował o działania.
[center]Obrazek[/center]
https://www.youtube.com/watch?v=6272wyYwtR8&t=57s

Słuchawki zawiesił na szyi tak, by nic go jednak nie zaskoczyło w tej niepokojącej ciszy.
Ide po swoich śladach. A jak znajdę świeczkę jakąś to je odpalam. Jestem czujny. Nie wyłączam nadwrażliwości.
Obecni: Bradley, Karen oraz zgubiony Kapitan Galaktyka.
Ostatnio zmieniony 27 sierpnia 2018, 15:08 przez Fobetor, łącznie zmieniany 1 raz.

Gohan
Reactions:
Posty: 81
Rejestracja: 29 listopada 2016, 15:24

Post autor: Gohan » 29 sierpnia 2018, 13:22

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Początkowo ciągle nerwowo oglądała się do tyłu, bo niepokoiły ją ślady walki, które wcześniej dostrzegła. Jednak pewność Bradley'a, że idą dobrze i kulki, które nadal znajdowali powoli ją uspokoiły i zaczęła bardziej skupiać się na drodze przed sobą. Gdy doszli do miejsca gdzie kończyły się świeczki cofnęła się kawałek, zgasiła co którąś i zgarnęła je na zapas do kieszeni.
Dalsza droga zrobiła się dziwnie nieprzyjemna, aczkolwiek wcześniejsza wędrówka w parze ze Szczurem też nie była szczytem jej marzeń, więc starała się skupić na otoczeniu, a nie na atmosferze.

Zatrzymali się przed wrotami i po chwili oglądania wszystkiego wokół Bradleyowi zebrało się na żarty. Karen najpierw myślała, że mówi częściowo serio i Giovanni po prostu dorwali tu Kapitana, ale dalsza jego tyrada utwierdziła ją w przekonaniu, że pitoli głupoty.

- Bradgej, ja naprawdę rozumiem, że możesz mieć rozjechane zwieracze, ale do kurwy nędzy my nie sramy.

Muszę zapamiętać by trzymać go z dala od mojego motoru, bo jeszcze zacznie wydech sobie gdzieś wpychać.

- Jak jesteś tak niedoruchany, że marzy ci się nawet zabawa z tymi śmierdzącymi trupami makaronami to możesz sobie ulżyć tym - wyciągnęła jeden kołek i uśmiechnęła się nieco sadystycznie. - Wzięłam ich dużo, więc jeden mniej nas nie zbawi.

Przez sekundę czekała na jego reakcję po czym schowała kołek za pasek i podeszła mu pomóc w próbie podniesienia wrót.
Obecni: Bradley, Karen oraz gdzieś tam Kapitan Galaktyka

ODPOWIEDZ