PBF - Modre Dziedzictwo
Brodata Puszcza, 06 Trawien (Ignia), 360 rok Ery Silniri
Początkowy brak sukcesu zasmucił nieco kota, który miał nadzieję na bardziej pozytywny obrót spraw. Z ropuchy się wyliże, to nie było problemem. Ale wciąż byli tutaj sami niczym dwa palce prawej dłoni stolarza. Szczęśliwie pomysł Nętki wypalił jak rzadko kiedy i w przerwie między kolejnymi unikami przed drapieżnymi kroplami wody Amasis ujrzał Kallana, a po chwili kolejnych towarzyszy. Miauknął z radości i skoczył z rozpędu na głowę Vileny jednocześnie obwąchując ruszające się samoistnie włosy.
- Tak, to naprawdę on, nie żadna iluzja! - zakrzyknął szczęśliwy zeskakując w kierunku pozostałych, których obwąchał, a następnie poocierał się o nogi, by oznaczyć ich na przyszłość swym zapachem.
- A teraz, skoro wszyscy już się otrząsnęli, musimy wrócić do naszych ciał. Im szybciej, tym lepiej. Za mną!
To powiedziawszy stuha ruszył przodem w kierunku, z którego przybyli wraz z wiedźmą.
Początkowy brak sukcesu zasmucił nieco kota, który miał nadzieję na bardziej pozytywny obrót spraw. Z ropuchy się wyliże, to nie było problemem. Ale wciąż byli tutaj sami niczym dwa palce prawej dłoni stolarza. Szczęśliwie pomysł Nętki wypalił jak rzadko kiedy i w przerwie między kolejnymi unikami przed drapieżnymi kroplami wody Amasis ujrzał Kallana, a po chwili kolejnych towarzyszy. Miauknął z radości i skoczył z rozpędu na głowę Vileny jednocześnie obwąchując ruszające się samoistnie włosy.
- Tak, to naprawdę on, nie żadna iluzja! - zakrzyknął szczęśliwy zeskakując w kierunku pozostałych, których obwąchał, a następnie poocierał się o nogi, by oznaczyć ich na przyszłość swym zapachem.
- A teraz, skoro wszyscy już się otrząsnęli, musimy wrócić do naszych ciał. Im szybciej, tym lepiej. Za mną!
To powiedziawszy stuha ruszył przodem w kierunku, z którego przybyli wraz z wiedźmą.
Ostatnio zmieniony 17 września 2018, 12:58 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień[/center]
Krople chłodnej wody obmyły porowaty głaz, ściekły po jego wierzchu na porośnięty trawą grunt. Śpiew Matki Ziemi ucichł natychmiast, a bryła skały doznała nieoczekiwanego poruszenia, kiedy uniosła się ponad źdźbła sięgając coraz wyżej ku koronom drzew.
Zaskakująco człekokształtny głaz zamrugał ciemnymi oczami, a porastające jego głowę włosy jęły się splatać ze sobą w misterne warkocze. Wyzwolony z nienaturalnego stanu umysłu, Kallan Pieśniarz Astralu rozejrzał się wokół siebie chłonąc coraz większymi oczami intymne szczegóły wyglądu towarzyszy. Sam omal nie omdlał z ulgi wiedząc, że jego porowatą chropawą powierzchnię porasta dyskretny w swej naturze mech... chwilę później zaś nieledwie zemdlał ponownie uświadomiwszy sobie, że mech ów był jedynie nikłym wspomnieniem jakiegoś głębokiego snu.
Nienaturalne mgły opasające grupę wędrowców wydawały się pochodzić spoza zwyczajnego świata i szybko odzyskujący rezon Vilena pojął znienacka, gdzie się właśnie znalazł. I dlaczego poczucie zawstydzenia zmuszało go do odruchowego krycia pod dłońmi przyrodzenia.
- Astral! - wyrzucił z siebie rozedrganym z ekscytacji głosem - Jesteśmy w astralu!
Kot wylądował na głowie guślarza bez ostrzeżenia, zaczął szarpać łapkami za broniące się zaciekle sploty włosów. Zapominając się na chwilę Vilena odsłonił krocze, spędził porośniętego sierścią kompana ze swoich ramion.
- Amasis, ty masz futro! - zakrzyknął z niedowierzaniem Pieśniarz Astralu - Dlaczego masz futro? Nie powinieneś być... gładkoskóry?
Krople chłodnej wody obmyły porowaty głaz, ściekły po jego wierzchu na porośnięty trawą grunt. Śpiew Matki Ziemi ucichł natychmiast, a bryła skały doznała nieoczekiwanego poruszenia, kiedy uniosła się ponad źdźbła sięgając coraz wyżej ku koronom drzew.
Zaskakująco człekokształtny głaz zamrugał ciemnymi oczami, a porastające jego głowę włosy jęły się splatać ze sobą w misterne warkocze. Wyzwolony z nienaturalnego stanu umysłu, Kallan Pieśniarz Astralu rozejrzał się wokół siebie chłonąc coraz większymi oczami intymne szczegóły wyglądu towarzyszy. Sam omal nie omdlał z ulgi wiedząc, że jego porowatą chropawą powierzchnię porasta dyskretny w swej naturze mech... chwilę później zaś nieledwie zemdlał ponownie uświadomiwszy sobie, że mech ów był jedynie nikłym wspomnieniem jakiegoś głębokiego snu.
Nienaturalne mgły opasające grupę wędrowców wydawały się pochodzić spoza zwyczajnego świata i szybko odzyskujący rezon Vilena pojął znienacka, gdzie się właśnie znalazł. I dlaczego poczucie zawstydzenia zmuszało go do odruchowego krycia pod dłońmi przyrodzenia.
- Astral! - wyrzucił z siebie rozedrganym z ekscytacji głosem - Jesteśmy w astralu!
Kot wylądował na głowie guślarza bez ostrzeżenia, zaczął szarpać łapkami za broniące się zaciekle sploty włosów. Zapominając się na chwilę Vilena odsłonił krocze, spędził porośniętego sierścią kompana ze swoich ramion.
- Amasis, ty masz futro! - zakrzyknął z niedowierzaniem Pieśniarz Astralu - Dlaczego masz futro? Nie powinieneś być... gładkoskóry?
Zakładam, że wstrząs spowodowany wejściem w astral nieco Kallana skołował (wątpię, by guślarz miał za sobą liczne doświadczenia z bytowaniem w tym wymiarze).
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri
[/center]
Wyglądało na to, że jej przyjaciele dochodzili do siebie mimo szoku nagłej zmiany percepcji. Amasis przy tym bardzo skutecznie im pomagał. Wiedźma martwiła się co prawda o swych przyjaciół, którzy ze światem duchów mieli do czynienia jedynie poprzez własne sny, lecz dominowała w niej jak najszybsza chęć znalezienia się we własnym ciele i okrycie się czymkolwiek co by się do tego zdało. I, gdy Vagar wyrwał się spod wpływu magicznie sprowadzonego nań snu, wiedźma chciała wytłumaczyć mu realia świata duchów, które często potrafią chronić, lecz równie często rzucać uroki i płatać najróżniejsze żarty nawet jeśli służą Naji. Ugryzła się jednakoż w porę w niematerialny język, postanawiając skwapliwie nie zwracać na siebie większej uwagi i uspokoić rozgniewanego wojownika po powrocie do ciała. Młoda czarownica, takoż jak zamierzała, nie czekając dłużej, podeszła do swej porzuconej w nieładzie, fizycznej powłoki, starając się z nią złączyć. I nim jej ciało astralne i duch ponownie wszedł w ciało z krwi i kości, pomyślała z wdzięcznością o Amasisie, który dzięki swemu doświadczeniu, mógłby pomóc reszcie przyjaciół wrócić do swych ciał. Wiedźma poczuła charakterystyczne mrowienie, pulsującą energię na powrót wypełniającą każdą, najmniejszą cząstkę ciała.
[/center]
Wyglądało na to, że jej przyjaciele dochodzili do siebie mimo szoku nagłej zmiany percepcji. Amasis przy tym bardzo skutecznie im pomagał. Wiedźma martwiła się co prawda o swych przyjaciół, którzy ze światem duchów mieli do czynienia jedynie poprzez własne sny, lecz dominowała w niej jak najszybsza chęć znalezienia się we własnym ciele i okrycie się czymkolwiek co by się do tego zdało. I, gdy Vagar wyrwał się spod wpływu magicznie sprowadzonego nań snu, wiedźma chciała wytłumaczyć mu realia świata duchów, które często potrafią chronić, lecz równie często rzucać uroki i płatać najróżniejsze żarty nawet jeśli służą Naji. Ugryzła się jednakoż w porę w niematerialny język, postanawiając skwapliwie nie zwracać na siebie większej uwagi i uspokoić rozgniewanego wojownika po powrocie do ciała. Młoda czarownica, takoż jak zamierzała, nie czekając dłużej, podeszła do swej porzuconej w nieładzie, fizycznej powłoki, starając się z nią złączyć. I nim jej ciało astralne i duch ponownie wszedł w ciało z krwi i kości, pomyślała z wdzięcznością o Amasisie, który dzięki swemu doświadczeniu, mógłby pomóc reszcie przyjaciół wrócić do swych ciał. Wiedźma poczuła charakterystyczne mrowienie, pulsującą energię na powrót wypełniającą każdą, najmniejszą cząstkę ciała.
No to Netka wraca do swego ciała, jak najszybciej się czymś okryje. Ma nadzieję, że w razie czego Amasis dopilnuje skołowanych przyjaciół.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień[/center]
Astral, ojczysta kraina duszników!
Odgoniwszy od siebie rozbrykanego kota, Kallan zapomniał całkowicie o poczuciu wstydu z racji nagości. W zamian wodził roziskrzonym spojrzeniem wokół siebie próbując wyczytać coś ważnego w zmiennych kształtach całunów nadnaturalnej mgły. Choć urodzony pod znakiem żywiołu ducha i wychowywany w ogromnym poszanowaniu dla potęgi tego elementu, młody guślarz nigdy wcześniej nie miał okazji do przenosin na plan niematerialny. Wszystko, co o nim wiedział pochodziło z opowieści biegłej w wiedźmich arkanach babki. Raz w swoim życiu, wiedziony młodzieńczą głupotą, Vilena najadł się sprowadzających senne wizje grzybów, lecz chociaż miał wówczas wrażenie krótkiego przejścia do sąsiedniego wymiaru, doświadczenie to okazało się jedynie wytworem jego rozpalonej grzybami wyobraźni.
Mglista kraina otaczająca grupkę wieśniaków z Kamu wydawała się pulsować niewidzialnym rytmem magicznej mocy, wprawiając Kallana w podniecenie wystawiające na próbę jego zdrowe zmysły.
- Gdzie są tutejsze duchy? - spytał pośpiesznie - Chciałbym zobaczyć ducha ryby. Albo ślimaka! Widzieliście gdzieś ślimaka?
- Widzieliśmy ropuchę - prychnął w odpowiedzi Amasis. Słysząc jego słowa, Pieśniarz Astralu uniósł w ekscytacji swe włosy.
- Ropuchę? - powtórzył - Mogę ją zobaczyć?
Astral, ojczysta kraina duszników!
Odgoniwszy od siebie rozbrykanego kota, Kallan zapomniał całkowicie o poczuciu wstydu z racji nagości. W zamian wodził roziskrzonym spojrzeniem wokół siebie próbując wyczytać coś ważnego w zmiennych kształtach całunów nadnaturalnej mgły. Choć urodzony pod znakiem żywiołu ducha i wychowywany w ogromnym poszanowaniu dla potęgi tego elementu, młody guślarz nigdy wcześniej nie miał okazji do przenosin na plan niematerialny. Wszystko, co o nim wiedział pochodziło z opowieści biegłej w wiedźmich arkanach babki. Raz w swoim życiu, wiedziony młodzieńczą głupotą, Vilena najadł się sprowadzających senne wizje grzybów, lecz chociaż miał wówczas wrażenie krótkiego przejścia do sąsiedniego wymiaru, doświadczenie to okazało się jedynie wytworem jego rozpalonej grzybami wyobraźni.
Mglista kraina otaczająca grupkę wieśniaków z Kamu wydawała się pulsować niewidzialnym rytmem magicznej mocy, wprawiając Kallana w podniecenie wystawiające na próbę jego zdrowe zmysły.
- Gdzie są tutejsze duchy? - spytał pośpiesznie - Chciałbym zobaczyć ducha ryby. Albo ślimaka! Widzieliście gdzieś ślimaka?
- Widzieliśmy ropuchę - prychnął w odpowiedzi Amasis. Słysząc jego słowa, Pieśniarz Astralu uniósł w ekscytacji swe włosy.
- Ropuchę? - powtórzył - Mogę ją zobaczyć?
Młody Vilena jest zachwycony przeniesieniem w astralny wymiar. Niewiele rozumie z tego, co go otacza, ale uważa, że trafił do pełnej cudów i wspaniałości krainy!
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawien (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
- Nie, nie możesz zobaczyć ropuchy - wycedził przez zęby Amasis - ale możesz za to poczuć dokładnie to samo co ona, jeśli nie przestaniesz zadawać głupich pytań - to mówiąc kot wysunął pokazowo pazury z przednich łapek. Nie było mu wcale do śmiechu po spotkaniu z bagiennym stworem, a ekscytacja Vilena tylko dodatkowo drażniła stuha.
- Na chwilę obecną to na duchy właśnie patrzysz. Ja, ty i wszyscy tu obecni jesteśmy tylko duchem. Jestem zdziwiony, że nigdy nie byłeś w astralu. A myślisz, że skąd właściwie biorę swoją zbroję w czasie walki? No, ale mniejsza o to - zwrócił uwagę Cień Księżyca - musimy wracać do ciał. Jak widzę, to Nętce bardzo spieszno do świata materii - dodał widząc wiedźmę w oddali.
- Chodźcie za mną, to banalnie proste.
Upewniwszy się, iż wszyscy są gotowi do drogi zwiadowca ruszył w stronę leżących na ziemi cielesnych powłok. Gdy wszyscy dotarli już na miejsce, rzekł:
- No dobra, skoro wszyscy już są, to przedstawię wam krótki poradnik jak wrócić do świata fizycznego. Aravenie, pozwolisz, że użyję cię jako modela do prezentacji? - Wojownik podszedł bliżej kiwając niepewnie głową na zgodę.
- Świetnie - kontynuował kot - wyobraź sobie teraz to ciało jako coś w rodzaju ubrania zimowego, w które trzeba wejść. Nie bójcie się przyjaciele, w obecnej postaci bez problemu przenikniecie do środka. A, i w razie wątpliwości - to nie boli!
Amasis dawno nie czuł się tak dumny z siebie. Wszyscy go słuchali. Ba, był pewien, że podziwiają jego wiedzę i umiejętności!
- No dalej, połóż się. Świetnie! A teraz ułóż wszystkie swe członki w obrębie tego ciała. Tak, doskonale. A teraz zamknij oczy i spróbuj poczuć, jak ruszając całym sobą ruszasz również ciałem fizycznym. Skup się na tym przez chwilę i wszystko będzie w porządku.
Po czym stuha odwrócił się do pozostałych i zachęcił pozostałych słowami:
- Mówiłem, że proste, prawda? No to do dzieła, zaczekam i wrócę na końcu.
Po czym Amasis usiadł na ziemi przyglądając się pozostałym ze starannie ukrytym uśmiechem.
- Nie, nie możesz zobaczyć ropuchy - wycedził przez zęby Amasis - ale możesz za to poczuć dokładnie to samo co ona, jeśli nie przestaniesz zadawać głupich pytań - to mówiąc kot wysunął pokazowo pazury z przednich łapek. Nie było mu wcale do śmiechu po spotkaniu z bagiennym stworem, a ekscytacja Vilena tylko dodatkowo drażniła stuha.
- Na chwilę obecną to na duchy właśnie patrzysz. Ja, ty i wszyscy tu obecni jesteśmy tylko duchem. Jestem zdziwiony, że nigdy nie byłeś w astralu. A myślisz, że skąd właściwie biorę swoją zbroję w czasie walki? No, ale mniejsza o to - zwrócił uwagę Cień Księżyca - musimy wracać do ciał. Jak widzę, to Nętce bardzo spieszno do świata materii - dodał widząc wiedźmę w oddali.
- Chodźcie za mną, to banalnie proste.
Upewniwszy się, iż wszyscy są gotowi do drogi zwiadowca ruszył w stronę leżących na ziemi cielesnych powłok. Gdy wszyscy dotarli już na miejsce, rzekł:
- No dobra, skoro wszyscy już są, to przedstawię wam krótki poradnik jak wrócić do świata fizycznego. Aravenie, pozwolisz, że użyję cię jako modela do prezentacji? - Wojownik podszedł bliżej kiwając niepewnie głową na zgodę.
- Świetnie - kontynuował kot - wyobraź sobie teraz to ciało jako coś w rodzaju ubrania zimowego, w które trzeba wejść. Nie bójcie się przyjaciele, w obecnej postaci bez problemu przenikniecie do środka. A, i w razie wątpliwości - to nie boli!
Amasis dawno nie czuł się tak dumny z siebie. Wszyscy go słuchali. Ba, był pewien, że podziwiają jego wiedzę i umiejętności!
- No dalej, połóż się. Świetnie! A teraz ułóż wszystkie swe członki w obrębie tego ciała. Tak, doskonale. A teraz zamknij oczy i spróbuj poczuć, jak ruszając całym sobą ruszasz również ciałem fizycznym. Skup się na tym przez chwilę i wszystko będzie w porządku.
Po czym stuha odwrócił się do pozostałych i zachęcił pozostałych słowami:
- Mówiłem, że proste, prawda? No to do dzieła, zaczekam i wrócę na końcu.
Po czym Amasis usiadł na ziemi przyglądając się pozostałym ze starannie ukrytym uśmiechem.
Kot czeka, aż wszyscy wrócą do ciał fizycznych, w razie kłopotów daje dodatkowe wskazówki, po czym sam wraca i ma nadzieję, że Nętka zajęła się miejsce po drugiej stronie zasłony.
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Brodata Puszcza, 06 Trawien (Ignia), 360 rok Ery Silniri
Byłem drzewem ?!? - to i inne podobne pytania przez większość czasu zajmowały głowę Rodana, który jeszcze niedawno znajdował się w magicznym śnie. W przeciągu ostatniej doby wydarzyło się więcej przygód, niż Rodan miał okazję przeżyć przez ostatnie lata swojego skromnego życia. Próbował sobie wszystko poukładać, dojść do siebie jak po głębokim śnie z którego nagle został wybudzony. Nowe otoczenie nie pomagało w koncentracji, powodując delikatne zdezorientowanie. Na szczęście pozostali towarzysze wiedzieli więcej od barda i wiedzieli co należy robić.
W końcu Amasis wytłumaczył co się stało i jak należy wrócić do swojego ciała. Bard nie zastanawiał się nad złożonością sytuacji w jakiej się znaleźli. Chciał jak najszybciej wrócić do ciała i znów trzymać Gwiazdę Olfenu przy swoim boku. Gdzieś na krawędzi świadomości, przypominały mu się erotyczne sceny z poprzedniej nocy, powodując delikatny trudny do kontrolowania uśmiech na twarzy.
Podążając za wskazówkami jakie podał Amasis, Rodan uczynił dokładnie tak jak powiedział kot. Powrót do ciała był już tylko formalnością.
Byłem drzewem ?!? - to i inne podobne pytania przez większość czasu zajmowały głowę Rodana, który jeszcze niedawno znajdował się w magicznym śnie. W przeciągu ostatniej doby wydarzyło się więcej przygód, niż Rodan miał okazję przeżyć przez ostatnie lata swojego skromnego życia. Próbował sobie wszystko poukładać, dojść do siebie jak po głębokim śnie z którego nagle został wybudzony. Nowe otoczenie nie pomagało w koncentracji, powodując delikatne zdezorientowanie. Na szczęście pozostali towarzysze wiedzieli więcej od barda i wiedzieli co należy robić.
W końcu Amasis wytłumaczył co się stało i jak należy wrócić do swojego ciała. Bard nie zastanawiał się nad złożonością sytuacji w jakiej się znaleźli. Chciał jak najszybciej wrócić do ciała i znów trzymać Gwiazdę Olfenu przy swoim boku. Gdzieś na krawędzi świadomości, przypominały mu się erotyczne sceny z poprzedniej nocy, powodując delikatny trudny do kontrolowania uśmiech na twarzy.
Podążając za wskazówkami jakie podał Amasis, Rodan uczynił dokładnie tak jak powiedział kot. Powrót do ciała był już tylko formalnością.
Rodan wraca do ciała.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawien (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Nętka jako pierwsza otworzyła oczy w Królestwie Materii. Zaraz też zerwała się z ziemi w poszukiwaniu swego odzienia. Zadrżała, bowiem ranek był chłodny i czysty, niczym woda ze źródła. Śpiew ptaków drżał w przestrzeni nutą żywiołowej radości. I tym razem czarownica nie słyszała już w nim tajemnych nawoływań czy wskazówek. Ot, głosy ptaków były tym, czym były w istocie i niczym więcej, jak jeno entuzjastycznym hymnem, ku czci nowego dnia.
Pospiesznie poczęła naciągać spódnicę. Gruby materiał był mokry od rosy, Nętka jednak nie dbała o to. Wzrokiem odszukała pozostałe fragmenty swego odzienia. Tu leżał porzucony bucik, obok zaś chusta, nieco dalej zapaska i koszula... Także i ubrania pozostałych były rozrzucone po całej łące, tworząc wielobarwny nieład. Nie zwracała jednak na nie uwagi, wiedząc, że niewiele ma czasu, nim jej druhowie powrócą do ciała. Porwała z trawy mokrą koszulę i zapinając ją jedną ręką, poczęła krążyć wokoło, zbierając pozostałe elementy swego stroju.
Nie myliła się. Po chwili z ziemi podniósł się Vagar i mrugając w porannym słońcu, począł rozglądać się za swym przyodziewkiem. Czuł, że od ostatnich zdarzeń wiruje mu lekko w głowie. Zdecydowanie jednak czuł się lepiej po tej stronie rzeczywistości - w ciele z krwi i kości, a nie wśród wirujących, astralnych mgieł. Tuż po nim przebudził się Rodan, macając nerwowo trawę w poszukiwaniu torby z Gwiazdą Olfenu. Dłoń jego jednak natrafiła na nią rychło i młody bard zmówił w myślach bezgłośną modlitwę dziękczynną do wszystkich znanych sobie Bogów Światłości. Dopiero później ruszył szukać spodni.
Vagar dopinał właśnie pas, zdrętwiałymi jeszcze od snu palcami, gdy wzrok, błądzący wokoło w poszukiwaniu koszuli i butów, natrafił na zgliszcza, będące pozostałością po nocnym ognisku. Zmarszczył brwi, spoglądając uważniej. Pokryte pyłem kształty nie przypominały wcale niedopalonych polan... Przez chwilę wpatrywał się w nie, czując podchodzące do gardła mdłości...
[center]
[/center]
Wokół nich wstawał kolejny dzień, pełen obietnic, możliwości i... nowych niebezpieczeństw... Po zabawie driad nie pozostał ni jeden ślad - nie licząc dymiących zgliszczy sabatowego ogniska. Nawet trawa rosnąca wkoło wyglądała zielono i świeżo, jak gdyby nie tknęła jej niczyja stopa. A przecież, pamiętali to wszyscy, wczoraj w nocy wirował tu krąg tancerzy, zatracający się w rytmie czarodziejskich bębnów. Teraz, po spotkaniu driad nie pozostało wiele więcej nadrozpraszający się na wietrze dym ogniska, krąg niewielkich, czerwonych grzybków, oraz zastygłe w bursztynie pamięci, obrazy dziwnej nocnej zabawy, szalonej niczym cudowny sen...
Nętka jako pierwsza otworzyła oczy w Królestwie Materii. Zaraz też zerwała się z ziemi w poszukiwaniu swego odzienia. Zadrżała, bowiem ranek był chłodny i czysty, niczym woda ze źródła. Śpiew ptaków drżał w przestrzeni nutą żywiołowej radości. I tym razem czarownica nie słyszała już w nim tajemnych nawoływań czy wskazówek. Ot, głosy ptaków były tym, czym były w istocie i niczym więcej, jak jeno entuzjastycznym hymnem, ku czci nowego dnia.
Pospiesznie poczęła naciągać spódnicę. Gruby materiał był mokry od rosy, Nętka jednak nie dbała o to. Wzrokiem odszukała pozostałe fragmenty swego odzienia. Tu leżał porzucony bucik, obok zaś chusta, nieco dalej zapaska i koszula... Także i ubrania pozostałych były rozrzucone po całej łące, tworząc wielobarwny nieład. Nie zwracała jednak na nie uwagi, wiedząc, że niewiele ma czasu, nim jej druhowie powrócą do ciała. Porwała z trawy mokrą koszulę i zapinając ją jedną ręką, poczęła krążyć wokoło, zbierając pozostałe elementy swego stroju.
Nie myliła się. Po chwili z ziemi podniósł się Vagar i mrugając w porannym słońcu, począł rozglądać się za swym przyodziewkiem. Czuł, że od ostatnich zdarzeń wiruje mu lekko w głowie. Zdecydowanie jednak czuł się lepiej po tej stronie rzeczywistości - w ciele z krwi i kości, a nie wśród wirujących, astralnych mgieł. Tuż po nim przebudził się Rodan, macając nerwowo trawę w poszukiwaniu torby z Gwiazdą Olfenu. Dłoń jego jednak natrafiła na nią rychło i młody bard zmówił w myślach bezgłośną modlitwę dziękczynną do wszystkich znanych sobie Bogów Światłości. Dopiero później ruszył szukać spodni.
Vagar dopinał właśnie pas, zdrętwiałymi jeszcze od snu palcami, gdy wzrok, błądzący wokoło w poszukiwaniu koszuli i butów, natrafił na zgliszcza, będące pozostałością po nocnym ognisku. Zmarszczył brwi, spoglądając uważniej. Pokryte pyłem kształty nie przypominały wcale niedopalonych polan... Przez chwilę wpatrywał się w nie, czując podchodzące do gardła mdłości...
Spoiler!
Kallan z żalem opuszczał Astralne Królestwo, spojrzenie Amasisa nie pozostawiało jednak złudzeń, co do tego, iż kot jest zdecydowany nie pozwolić na żadną dodatkową eksplorację. Guślarz nie miał zaś ochoty sprawdzać ostrości pazurów Felidae na swoim nosie. Co gorsza otaczające ich mgły wprowadzały umysł Vilena w lekkie pomieszanie. Z pewną ulgą przywitał więc powrót do ciała. Ostatni ocknął się Stuha, zrywając się na łapy i otrząsając oszronione rosą futro.[center]
[/center]Wokół nich wstawał kolejny dzień, pełen obietnic, możliwości i... nowych niebezpieczeństw... Po zabawie driad nie pozostał ni jeden ślad - nie licząc dymiących zgliszczy sabatowego ogniska. Nawet trawa rosnąca wkoło wyglądała zielono i świeżo, jak gdyby nie tknęła jej niczyja stopa. A przecież, pamiętali to wszyscy, wczoraj w nocy wirował tu krąg tancerzy, zatracający się w rytmie czarodziejskich bębnów. Teraz, po spotkaniu driad nie pozostało wiele więcej nadrozpraszający się na wietrze dym ogniska, krąg niewielkich, czerwonych grzybków, oraz zastygłe w bursztynie pamięci, obrazy dziwnej nocnej zabawy, szalonej niczym cudowny sen...
Spoiler!
Wszyscy wracacie do ciał bez problemu. Wasze rzeczy i ubrania rozrzucone są na całej łące.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawien (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Vagar czuł ulgę. Wreszcie znowu był cielesny. Niedawne wydarzenia były jak jakiś mroczny sen. Nieco się zdziwił, że pozostali są również nadzy. Zbył to jednak wzruszeniem ramion i rozglądał się za swoimi porozrzucanymi w nieładzie rzeczami. Znalazł spodnie. To już było coś. Założył je i zapiął pasek. Rozglądał się za koszulą i resztą przyodziewku. Wtedy spojrzał na resztki ogniska. Jednego z tych przy których wczoraj wieczerzali.
Patrząc na resztki ogniska Vagar rzekł:
- O w mordę, toż to dziecięce kości i czaszka, a myśmy wczoraj pieczyste z ludzkiego alibo elfickiego dziecka jedli!!! Szlag by trafił te przeklęte driady!!! Chyba zwymiotuję.
- Ubierać się szybko!!! Czas Nam stąd odejść i zapomnieć, o tych okropieństwach jakie tu miejsce miały.
- Orgia dobra rzecz ale kanibalizm i mroczna magia, to o wiele za dużo. Świat na psy schodzi, przez Bogów opuszczony.
Vagar czuł ulgę. Wreszcie znowu był cielesny. Niedawne wydarzenia były jak jakiś mroczny sen. Nieco się zdziwił, że pozostali są również nadzy. Zbył to jednak wzruszeniem ramion i rozglądał się za swoimi porozrzucanymi w nieładzie rzeczami. Znalazł spodnie. To już było coś. Założył je i zapiął pasek. Rozglądał się za koszulą i resztą przyodziewku. Wtedy spojrzał na resztki ogniska. Jednego z tych przy których wczoraj wieczerzali.
Patrząc na resztki ogniska Vagar rzekł:
- O w mordę, toż to dziecięce kości i czaszka, a myśmy wczoraj pieczyste z ludzkiego alibo elfickiego dziecka jedli!!! Szlag by trafił te przeklęte driady!!! Chyba zwymiotuję.
- Ubierać się szybko!!! Czas Nam stąd odejść i zapomnieć, o tych okropieństwach jakie tu miejsce miały.
- Orgia dobra rzecz ale kanibalizm i mroczna magia, to o wiele za dużo. Świat na psy schodzi, przez Bogów opuszczony.
Wojownik ubiera się przypasując broń i zębami zgrzytając.
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawien (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Wiedźma szybkimi krokami przemierzała polanę, co chwila to zbierając którąś ze swoich sukien.
- Dziw nad dziwy... toć to ni śladu po harcach tej nocy! Ino nasze przedmioty porzucone i drwa się dymią! Zupełnie jak przebudzeni ze snu jesteśmy! - takeż mruczała do siebie czarownica, gdy szybko nakładała na siebie kolejną warstwę spódnic. A gdy tylko poczuła się całkowicie bezpieczna, a ślad wstydu odrobinę zelżał, przypomniała sobie o swym chowańcu, który, jeszcze na samym początku uroczystej hulanki, wyfrunął daleko nad płomienie ogniska i znikł w ciemnościach nocy. Czarownica skupiła swoją uwagę, szukając kontaktu z umysłem ducha zamkniętego w ciele widmowo białego nietoperza.
- Gdzie jesteś Iglicie? Co się działo z tobą po sabacie i cóż twe oczy widziały?
Nim jednak usłyszała telepatyczną odpowiedź, dotarły do niej słowa Vagara, a krew staneła w żyłąch zimna niczym lód podczas długotrwałej zimy.
- Mięso dzieci!? Toć cóżże mogły uczynić? Czymże zaszkodzić, że taki los je spotkał? Widziałam ja... jeszcze nim zaklęcia omamiły mój wzrok... widziałam ja duchy podobne ogarom, z którymi walczyliśmy. Ich oczy gorały ogniem zielonym. I one również z driadami pięknymi były przy ognisku. Chciałam ja was ostrzec, obudzić z czaru w porę, a jednak coś... coś sprawiło, może pył jakiś czarodziejski, żem magii uległa. Może li cudem ostaliśmy się przy swoim życiu... - wiedźma zwróciła wzrok na Rodana. Gdy tylko bowiem ujrzała służące ciemności duchy pośród tańczących przy ognisku, obawiała się najgorszego. Odetchnęła jednak z ulgą, gdy zobaczyła barda troskliwie pilnującego torby zawierającej Gwiazdę Olfenu.
- Tak jakeś powiedział. Trza nam stąd pójść, nim co gorszego się stanie. Nim jednak opuścimy to miejsce, a upewnimy się, że wszystek ze sobą mamy, muszę ja do Naji, Pani Cudownej się zwrócić. O opiekę dla dusz dzieci prosić... - gdy tylko to powiedziała, zwróciła się w stronę ogniska. Z drżącym sercem zbliżyła się, obawiając się widoku, którego żaden zdolny do miłości śmiertelnik nie powinien był oglądać. Głos jej drżał, a w ściśniętym lękiem gardle omal nie uwiązł, zdołała jedynie wyszeptać:
- Matko, opiekunko dzieci, cóż słyszysz nasze wołania i czujesz ból wszystkich swych stworzeń... otocz miłością swą i opieką dusze zmarłych tutaj dzieci. Nie wiem ja czemóż spotkał je taki los, lecz zwracam się z prośbą do ciebie Najo i Morsis, śmierci, siostro życia, o opiekę nad nimi. Spójrzcie łaskawie na dusze dzieci niewinnych, a niechaj zaznają spokoju kiego nie miały za życia.
Wiedźma szybkimi krokami przemierzała polanę, co chwila to zbierając którąś ze swoich sukien.
- Dziw nad dziwy... toć to ni śladu po harcach tej nocy! Ino nasze przedmioty porzucone i drwa się dymią! Zupełnie jak przebudzeni ze snu jesteśmy! - takeż mruczała do siebie czarownica, gdy szybko nakładała na siebie kolejną warstwę spódnic. A gdy tylko poczuła się całkowicie bezpieczna, a ślad wstydu odrobinę zelżał, przypomniała sobie o swym chowańcu, który, jeszcze na samym początku uroczystej hulanki, wyfrunął daleko nad płomienie ogniska i znikł w ciemnościach nocy. Czarownica skupiła swoją uwagę, szukając kontaktu z umysłem ducha zamkniętego w ciele widmowo białego nietoperza.
- Gdzie jesteś Iglicie? Co się działo z tobą po sabacie i cóż twe oczy widziały?
Nim jednak usłyszała telepatyczną odpowiedź, dotarły do niej słowa Vagara, a krew staneła w żyłąch zimna niczym lód podczas długotrwałej zimy.
- Mięso dzieci!? Toć cóżże mogły uczynić? Czymże zaszkodzić, że taki los je spotkał? Widziałam ja... jeszcze nim zaklęcia omamiły mój wzrok... widziałam ja duchy podobne ogarom, z którymi walczyliśmy. Ich oczy gorały ogniem zielonym. I one również z driadami pięknymi były przy ognisku. Chciałam ja was ostrzec, obudzić z czaru w porę, a jednak coś... coś sprawiło, może pył jakiś czarodziejski, żem magii uległa. Może li cudem ostaliśmy się przy swoim życiu... - wiedźma zwróciła wzrok na Rodana. Gdy tylko bowiem ujrzała służące ciemności duchy pośród tańczących przy ognisku, obawiała się najgorszego. Odetchnęła jednak z ulgą, gdy zobaczyła barda troskliwie pilnującego torby zawierającej Gwiazdę Olfenu.
- Tak jakeś powiedział. Trza nam stąd pójść, nim co gorszego się stanie. Nim jednak opuścimy to miejsce, a upewnimy się, że wszystek ze sobą mamy, muszę ja do Naji, Pani Cudownej się zwrócić. O opiekę dla dusz dzieci prosić... - gdy tylko to powiedziała, zwróciła się w stronę ogniska. Z drżącym sercem zbliżyła się, obawiając się widoku, którego żaden zdolny do miłości śmiertelnik nie powinien był oglądać. Głos jej drżał, a w ściśniętym lękiem gardle omal nie uwiązł, zdołała jedynie wyszeptać:
- Matko, opiekunko dzieci, cóż słyszysz nasze wołania i czujesz ból wszystkich swych stworzeń... otocz miłością swą i opieką dusze zmarłych tutaj dzieci. Nie wiem ja czemóż spotkał je taki los, lecz zwracam się z prośbą do ciebie Najo i Morsis, śmierci, siostro życia, o opiekę nad nimi. Spójrzcie łaskawie na dusze dzieci niewinnych, a niechaj zaznają spokoju kiego nie miały za życia.
Nętka próbuje się skontaktować z chowańcem i zapytać jego o wspomnienia z ostatniej nocy. Zapyta się go również czy wie, czemu taki los spotkał niewinne dzieci ludzi lub elfów.
Wiedźma zmówi też modlitwę do Naji o opiekę nad duszami zmarłych dzieci i spróbuje jakoś godnie, prowizorycznie (bo dużo bardzo czasu nie mamy) zakopać lub jak się da pochować szczątki, które zostały po zabitych dzieciach.
Wiedźma zmówi też modlitwę do Naji o opiekę nad duszami zmarłych dzieci i spróbuje jakoś godnie, prowizorycznie (bo dużo bardzo czasu nie mamy) zakopać lub jak się da pochować szczątki, które zostały po zabitych dzieciach.
Ostatnio zmieniony 27 września 2018, 15:17 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawien (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Upewniwszy się, że wszyscy wrócili do swych ciał (w szczególności po wymownym spojrzeniu na Kallana), kot powrócił do świata fizycznego. Wnet przejęło go uczucie wszechobecnej wilgoci, zatem niemal podskoczył i zaczął szybko pozbywać się nadmiaru wody z futerka. Po wszystkim zakładał na powrót swój płaszcz, gdy usłyszał słowa wojownika:
- O w mordę, toż to dziecięce kości i czaszka, a myśmy wczoraj pieczyste z ludzkiego alibo elfickiego dziecka jedli!!! Szlag by trafił te przeklęte driady!!! Chyba zwymiotuję.
Na tę wiadomość na moment znieruchomiał przetrawiając sens wypowiedzi. Co prawda ciekawiło go, co to było za mięso w trakcie biesiady z driadami, a jednak nie był sobie w stanie przypomnieć żadnych dzieci. Nie, żeby to go jakoś strasznie ubodło - wielokrotnie przecież polował na inne stworzenia, niekoniecznie dorosłe. Ot taka kolej rzeczy, pomyślał, zastanawiając się jednocześnie nad tym, jak bardzo musiało to jednak zaboleć pozostałych.
Gdy już stuha upewnił się, że ma wszystkie swoje rzeczy, przemówił do pozostałych:
- Słuchajcie, nawet nie wiemy, skąd tu te szczątki. Biorąc pod uwagę, jak bardzo magiczna była to noc, nie zdziwiłbym się, gdyby te kości były tu od dawien dawna i okazało się, iż tak naprawdę nie mamy z nimi nic wspólnego. Chyba, że ktoś z was uważa się za wybitnego znawcę duchów lasu? Nie? Tak też myślałem.
Skoro zatem wszyscy mamy swe tobołki, proponuję ruszać dalej. Rodanie, wskażesz nam dalszy kierunek wędrówki? Dobrze ci to do tej pory szło.
Upewniwszy się, że wszyscy wrócili do swych ciał (w szczególności po wymownym spojrzeniu na Kallana), kot powrócił do świata fizycznego. Wnet przejęło go uczucie wszechobecnej wilgoci, zatem niemal podskoczył i zaczął szybko pozbywać się nadmiaru wody z futerka. Po wszystkim zakładał na powrót swój płaszcz, gdy usłyszał słowa wojownika:
- O w mordę, toż to dziecięce kości i czaszka, a myśmy wczoraj pieczyste z ludzkiego alibo elfickiego dziecka jedli!!! Szlag by trafił te przeklęte driady!!! Chyba zwymiotuję.
Na tę wiadomość na moment znieruchomiał przetrawiając sens wypowiedzi. Co prawda ciekawiło go, co to było za mięso w trakcie biesiady z driadami, a jednak nie był sobie w stanie przypomnieć żadnych dzieci. Nie, żeby to go jakoś strasznie ubodło - wielokrotnie przecież polował na inne stworzenia, niekoniecznie dorosłe. Ot taka kolej rzeczy, pomyślał, zastanawiając się jednocześnie nad tym, jak bardzo musiało to jednak zaboleć pozostałych.
Gdy już stuha upewnił się, że ma wszystkie swoje rzeczy, przemówił do pozostałych:
- Słuchajcie, nawet nie wiemy, skąd tu te szczątki. Biorąc pod uwagę, jak bardzo magiczna była to noc, nie zdziwiłbym się, gdyby te kości były tu od dawien dawna i okazało się, iż tak naprawdę nie mamy z nimi nic wspólnego. Chyba, że ktoś z was uważa się za wybitnego znawcę duchów lasu? Nie? Tak też myślałem.
Skoro zatem wszyscy mamy swe tobołki, proponuję ruszać dalej. Rodanie, wskażesz nam dalszy kierunek wędrówki? Dobrze ci to do tej pory szło.
Amasis bardzo próbuje przekonać pozostałych do swoich słów zanim ktoś wpadnie w widoczną panikę i zaczną się kłopoty. Poproszę zatem o stosowny rzut (perswazja?)
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawien (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Kocie gadanie nie pomogło za wiele w tej sytuacji, gdyż nawet pobieżne spojrzenie na leżące w popiele kości pozwalało odgadnąć, iż są one pozostałością nocnej uczty. Na kilku z nich wciąż jeszcze widać było ślady zębów... Najwyraźniej jednak Amasis pragnął jak najszybciej pozostawić za sobą niemiłe wspomnienia i nie troszczył się o to, co pomyślą inni więcej, niż o wczorajszego rzepa na ogonie. Pozostali wszakże mieli więcej serca dla losu biednych dziatek. Nętka odmówiła krótką modlitwę, Rodan zaś wykopał mieczem płytki dół, w którym wspólnie z czarownicą złożył nieszczęsne szczątki. Przez chwilę stali wszyscy nad mogiłą, nie bardzo wiedząc, co rzec w takiej chwili. Żałowali tera, że nie ma wśród nich sędziwego Derenia, któren zawsze potrafił co mądrego, a krzepiącego powiedzieć. Czuli się nieco zakłopotani i trochę winni, choć przecie nie mogli wiedzieć o podstępie driad. Wszyscy słyszeli wszakże powiastki i ostrzeżenia, jakie matki i babki kładły im w uszy: "Nie chodź sam do puszczy, bo cie driady porwo!" tak gadali. I rację mieli, bez ochyby, o czym młodzi wędrowcy przekonali się tera na własne oczy.
Kocie gadanie nie pomogło za wiele w tej sytuacji, gdyż nawet pobieżne spojrzenie na leżące w popiele kości pozwalało odgadnąć, iż są one pozostałością nocnej uczty. Na kilku z nich wciąż jeszcze widać było ślady zębów... Najwyraźniej jednak Amasis pragnął jak najszybciej pozostawić za sobą niemiłe wspomnienia i nie troszczył się o to, co pomyślą inni więcej, niż o wczorajszego rzepa na ogonie. Pozostali wszakże mieli więcej serca dla losu biednych dziatek. Nętka odmówiła krótką modlitwę, Rodan zaś wykopał mieczem płytki dół, w którym wspólnie z czarownicą złożył nieszczęsne szczątki. Przez chwilę stali wszyscy nad mogiłą, nie bardzo wiedząc, co rzec w takiej chwili. Żałowali tera, że nie ma wśród nich sędziwego Derenia, któren zawsze potrafił co mądrego, a krzepiącego powiedzieć. Czuli się nieco zakłopotani i trochę winni, choć przecie nie mogli wiedzieć o podstępie driad. Wszyscy słyszeli wszakże powiastki i ostrzeżenia, jakie matki i babki kładły im w uszy: "Nie chodź sam do puszczy, bo cie driady porwo!" tak gadali. I rację mieli, bez ochyby, o czym młodzi wędrowcy przekonali się tera na własne oczy.
Wszyscy odnajdziecie wszystkie swoje rzeczy. Iglit śpi w torbie uzdrowicielskiej Nętki.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri [/center]
Cisza zapadła grobowa, gdy szczątki maleńkich pochowane zostały w miękkiej ziemi. Ino łza się w oku zakręciła, nad tym jakie wyroki losu padły na niewinne dzieci. I choć driady piękne, a z naturą związane, miały wszak i swe mroczne oblicze. Wtedy Nętka dziękowała w duchu za te wszystkie rady starszych, których nieraz nie rozumiała, lecz dalej w las i bagniska się nie zapuszczała. Wiedźma nie wiedziała cóżże mogą jeszcze uczynić, prócz pamięci wydarzeń ostatniej nocy i zachowania ostrożności mimo całego piękna, oraz niesamowitości mieszkańców Brodatej Puszczy. W milczeniu odeszła więc od świeżej mogiły i zaczęła zbierać porzucone przedmioty. Próbowała się skupić na przygotowaniu do opuszczenia polany, a jednak cały czas widziała przed oczami obgryzione z mięsa, oprószone popiołem kości. I trochę ubodły ją słowa kota, któremu brakło współczucia dla zmarłych dzieci. A przecież sam, jak był jeszcze malutki, został wyłowiony z rzeki, uratowany przed niechybnym końcem przez rodzinę Kallana.
Nie powiedziała jednak nic, licząc, że nadchodzące wydarzenia i pamięć o zmarłych Modrego Kamu, poruszy kocie serce. Wiedźma westchnęła tylko, dostrzegając z ulgą swego śpiącego w torbie chowańca. Pogładziła czule białe futerko, gdy chciała, aby nietoperz powiedział jej czemuż taki los musiał spotkać niewinne istoty.
Nim jeszcze ruszyli w dalszą podróż, czarownica rozejrzała się po polanie, skupiając swój wzrok na okalającej świat materialny, duchowej rzeczywistości. Sama nie była pewna co chciała zobaczyć, może coś, co upewniłoby ją, że ich starania mają sens, a dusze pozbawionych życia dzieci zaznały spokoju.
Cisza zapadła grobowa, gdy szczątki maleńkich pochowane zostały w miękkiej ziemi. Ino łza się w oku zakręciła, nad tym jakie wyroki losu padły na niewinne dzieci. I choć driady piękne, a z naturą związane, miały wszak i swe mroczne oblicze. Wtedy Nętka dziękowała w duchu za te wszystkie rady starszych, których nieraz nie rozumiała, lecz dalej w las i bagniska się nie zapuszczała. Wiedźma nie wiedziała cóżże mogą jeszcze uczynić, prócz pamięci wydarzeń ostatniej nocy i zachowania ostrożności mimo całego piękna, oraz niesamowitości mieszkańców Brodatej Puszczy. W milczeniu odeszła więc od świeżej mogiły i zaczęła zbierać porzucone przedmioty. Próbowała się skupić na przygotowaniu do opuszczenia polany, a jednak cały czas widziała przed oczami obgryzione z mięsa, oprószone popiołem kości. I trochę ubodły ją słowa kota, któremu brakło współczucia dla zmarłych dzieci. A przecież sam, jak był jeszcze malutki, został wyłowiony z rzeki, uratowany przed niechybnym końcem przez rodzinę Kallana.
Nie powiedziała jednak nic, licząc, że nadchodzące wydarzenia i pamięć o zmarłych Modrego Kamu, poruszy kocie serce. Wiedźma westchnęła tylko, dostrzegając z ulgą swego śpiącego w torbie chowańca. Pogładziła czule białe futerko, gdy chciała, aby nietoperz powiedział jej czemuż taki los musiał spotkać niewinne istoty.
Nim jeszcze ruszyli w dalszą podróż, czarownica rozejrzała się po polanie, skupiając swój wzrok na okalającej świat materialny, duchowej rzeczywistości. Sama nie była pewna co chciała zobaczyć, może coś, co upewniłoby ją, że ich starania mają sens, a dusze pozbawionych życia dzieci zaznały spokoju.
Skoro mamy ze sobą wszystko (łącznie z zostawionymi rzeczami, które porzuciliśmy jak zaczął na nas działać czar), to Nętka uważa, że można się zbierać. Nim pójdziemy dalej, sprawdzę po tym pochówku miejsce Widzeniem Duchów, a następnie odmedytuję sobie utraconą energię. Czy chowaniec, jako jest nietoperzem, nie obudzi się aby go zapytać o to, o co czarownica chciała? Jeśli nie da się go wybudzić i uzyskać odpowiedzi, to poczekam z tym pytaniem póki się nie ocknie.
Jak będziemy w drodze, to będę co pewien czas zerkać na otoczenie Widzeniem Duchów - ale tak, aby nie zużyć sobie za bardzo energii, jak będziemy gdzieś dalej; sprawdzę czy dalej jakiś kształt (który dostrzegaliśmy kątem oka z Kallanem) za nami podąża.
Prócz tego czasem rozejrzę się za ziołami, ale nie chcę się oddzielać od grupy. Wiedźma stara się być czujna i iść ostrożnie, aby w nic nie wpaść.
Jak będziemy w drodze, to będę co pewien czas zerkać na otoczenie Widzeniem Duchów - ale tak, aby nie zużyć sobie za bardzo energii, jak będziemy gdzieś dalej; sprawdzę czy dalej jakiś kształt (który dostrzegaliśmy kątem oka z Kallanem) za nami podąża.
Prócz tego czasem rozejrzę się za ziołami, ale nie chcę się oddzielać od grupy. Wiedźma stara się być czujna i iść ostrożnie, aby w nic nie wpaść.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień[/center]
Widok dziecięcych kości w ciepłych jeszcze popiołach ognisk wywołał u guślarza tak silne skręty kiszek, że młody Vilena musiał na chwilę ukucnąć, by przypadkiem nie upaść. W jego umyśle mgliste wspomnienia nocnych uciech pozostawały na tyle rozmyte i pozbawione szczegółów, że mimo największego wysiłku Kallan nie potrafił sobie przypomnieć, czy jadł wówczas mięso czy nie. Być może nie, ale ta iskra nadziei była zbyt nikła, aby przywrócić czarownikowi spokój ducha.
- Odejdźmy stąd jak najszybciej - wybąkał, kiedy skromny pochówek dobiegł końca - To uroczysko złym jest miejscem, przyprawia mnie o ciarki.
Nie mitrężąc czasu Pieśniarz Astralu zarzucił na plecy sakwy i torbę uzdrowiciela, pochwycił w prawicę swój sękaty kij i przeniósł spojrzenie na wiedźmę.
- Czy twój duchowy pobratymiec ma dość siły, by spróbować nas powieść na wschód? - spytał wskazując czubkiem kija na drzemiącego nietoperzowatego żywiołaka - Jeśli nie, będę prosił o pomoc ptaki.
Widok dziecięcych kości w ciepłych jeszcze popiołach ognisk wywołał u guślarza tak silne skręty kiszek, że młody Vilena musiał na chwilę ukucnąć, by przypadkiem nie upaść. W jego umyśle mgliste wspomnienia nocnych uciech pozostawały na tyle rozmyte i pozbawione szczegółów, że mimo największego wysiłku Kallan nie potrafił sobie przypomnieć, czy jadł wówczas mięso czy nie. Być może nie, ale ta iskra nadziei była zbyt nikła, aby przywrócić czarownikowi spokój ducha.
- Odejdźmy stąd jak najszybciej - wybąkał, kiedy skromny pochówek dobiegł końca - To uroczysko złym jest miejscem, przyprawia mnie o ciarki.
Nie mitrężąc czasu Pieśniarz Astralu zarzucił na plecy sakwy i torbę uzdrowiciela, pochwycił w prawicę swój sękaty kij i przeniósł spojrzenie na wiedźmę.
- Czy twój duchowy pobratymiec ma dość siły, by spróbować nas powieść na wschód? - spytał wskazując czubkiem kija na drzemiącego nietoperzowatego żywiołaka - Jeśli nie, będę prosił o pomoc ptaki.
Jeśli Iglit potrafi nas wspomóc w nawigacji lecąc ponad drzewami (wiem, że dla nietoperza to nienaturalna pora, ale to przecież już nie nietoperz), to chętnie zdam się na jego wsparcie. W przeciwnym razie Kallan będzie próbował nawiązać kontakt z ptakami.
I jeszcze pytanie do MG - ten krąg czerwonych grzybków wzbudza w guślarzu jakieś przeczucia? Jako gracz chętnie bym zerwał kilka, ale co mówi Kallanowi instynkt? Zna ten gatunek czy nie? Wie, czy może ich bezkarnie dotknąć?
I jeszcze pytanie do MG - ten krąg czerwonych grzybków wzbudza w guślarzu jakieś przeczucia? Jako gracz chętnie bym zerwał kilka, ale co mówi Kallanowi instynkt? Zna ten gatunek czy nie? Wie, czy może ich bezkarnie dotknąć?
Spoiler!
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień[/center]
Rodan mocno ściskał prawą dłonią torbę z magicznym klejnotem. Wewnętrznie był roztrzęsiony. Stał nieruchomo, wpatrzony w świeży grób osób które miał okazję "skosztować". Nie było mu do śmiechu, a wszelkie próby wytłumaczenia sobie tego to zrobił kończyły się porażką. Nie chciał o tym mówić - wolał stoczyć tą moralną batalię sam w swojej głowie. Dlatego przez większość czasu nie odzywał się, obdarzając towarzyszy ponurym spojrzeniem mówiącym "zostaw mnie w spokoju".
Ostatecznie rozum przejął inicjatywę, a skotłowane emocje uspokoiła logika. Przecież został oszukany, zwabiony na ucztę i wykorzystany - tłumaczył swoje naganne zachowanie. Musiał przyznać, że w lesie czai się wiele niebezpieczeństw, pułapek i podstępnych istot. Na szczęście teraz miał możliwość zareagować i naprawić błąd. Grób i skrucha była jedynym, co mógł zaoferować. Dlatego to on zabrał się w milczeniu za kopanie płytkiego grobu.
Przestał się obwiniać, gdyż ostatecznie winę za akt kanibalizmu ponosi zła magia, która poprzez melodię wpłynęła na umysł barda. Mimo wszystko przygoda ostatniej nocy nie nadawała się do repertuaru jakiejkolwiek bardziej przyśpiewki. I niestety erotyczne igraszki nie były w stanie tego zrekompensować. Pozostało jedynie niesmaczne doświadczenie z którym trzeba było dalej żyć.
- Ruszajmy dalej - odezwał się ponuro.
- Nie zapominajmy co jest celem naszej podróży - Rodan dodał na koniec.
Rodan mocno ściskał prawą dłonią torbę z magicznym klejnotem. Wewnętrznie był roztrzęsiony. Stał nieruchomo, wpatrzony w świeży grób osób które miał okazję "skosztować". Nie było mu do śmiechu, a wszelkie próby wytłumaczenia sobie tego to zrobił kończyły się porażką. Nie chciał o tym mówić - wolał stoczyć tą moralną batalię sam w swojej głowie. Dlatego przez większość czasu nie odzywał się, obdarzając towarzyszy ponurym spojrzeniem mówiącym "zostaw mnie w spokoju".
Ostatecznie rozum przejął inicjatywę, a skotłowane emocje uspokoiła logika. Przecież został oszukany, zwabiony na ucztę i wykorzystany - tłumaczył swoje naganne zachowanie. Musiał przyznać, że w lesie czai się wiele niebezpieczeństw, pułapek i podstępnych istot. Na szczęście teraz miał możliwość zareagować i naprawić błąd. Grób i skrucha była jedynym, co mógł zaoferować. Dlatego to on zabrał się w milczeniu za kopanie płytkiego grobu.
Przestał się obwiniać, gdyż ostatecznie winę za akt kanibalizmu ponosi zła magia, która poprzez melodię wpłynęła na umysł barda. Mimo wszystko przygoda ostatniej nocy nie nadawała się do repertuaru jakiejkolwiek bardziej przyśpiewki. I niestety erotyczne igraszki nie były w stanie tego zrekompensować. Pozostało jedynie niesmaczne doświadczenie z którym trzeba było dalej żyć.
- Ruszajmy dalej - odezwał się ponuro.
- Nie zapominajmy co jest celem naszej podróży - Rodan dodał na koniec.
Rodan jest wycofany i generalnie mało się odzywa. Widać, że gryzie go to co zaszło poprzedniej nocy. Mimo wszystko nie ma kłopotu z zebraniem swoich rzeczy i niezwłocznym ruszeniem w drogę.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Pytanie Kallana wyrwało Nętkę z myśli o zdarzeniach poprzedniej nocy. Spojrzała ponownie na biało umaszczonego nietoperza, śpiącego głębokim snem w głębi uzdrowicielskiej torby. Wiedźma chciała, aby rzeczywiście ze względu na magiczną naturę, chowaniec mógł im pomóc i prowadzić w kierunku gór, jednak wiedziała, że byłoby to niemożliwe, odpowiedziała przeto po chwili:
- Rację prawisz, że mój nietoperz to magiczna istota, jednak zamknięta w zwykłym, zwierzęcym ciele. Latopyrze wszak w dzień nie polecą, jeśli są w stanie w ogóle cosik widzieć. Będziemy musieli zdać się na nasze widzenie i ptasią pomoc, o której wspomniałeś. Jeśli każdy ma już wszystko, trza nam ruszać. Pomnijta na ostrzeżenia drzewic, że pościg był za nami.
Pytanie Kallana wyrwało Nętkę z myśli o zdarzeniach poprzedniej nocy. Spojrzała ponownie na biało umaszczonego nietoperza, śpiącego głębokim snem w głębi uzdrowicielskiej torby. Wiedźma chciała, aby rzeczywiście ze względu na magiczną naturę, chowaniec mógł im pomóc i prowadzić w kierunku gór, jednak wiedziała, że byłoby to niemożliwe, odpowiedziała przeto po chwili:
- Rację prawisz, że mój nietoperz to magiczna istota, jednak zamknięta w zwykłym, zwierzęcym ciele. Latopyrze wszak w dzień nie polecą, jeśli są w stanie w ogóle cosik widzieć. Będziemy musieli zdać się na nasze widzenie i ptasią pomoc, o której wspomniałeś. Jeśli każdy ma już wszystko, trza nam ruszać. Pomnijta na ostrzeżenia drzewic, że pościg był za nami.