Lokacja - Sorte Kirke

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 30 sierpnia 2018, 20:26

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Bradley i Karen zabrali się za podnoszenie kamiennych wrót. Połączony wysiłek ich mięśni okazał się skuteczny, przedsięwzięcie wymagało jednak także uwagi. Jeden błąd, ześlizgnięcie się dłoni z krawędzi mogłoby doprowadzić do zmiażdżenia palców, co niewątpliwie skomplikowałoby sytuację. Dlatego zabrali się za to nie tylko z energią, generowaną przez wcześniejszą dowcipną wymianę zdań, ale przede wszystkim i z uwagą Początkowo szło dość łatwo, później jednak należało podnieść wrota wyżej, dlatego Bradley podparł się barkiem, podtrzymując całość dał Karen możliwość zmiany uchwytu i przełożenie siły. Głuchy hurkot kamienia rozbrzmiał w starożytnym tunelu, gdy dwójka Spokrewnionych pokonywała przeszkodę.

Po drugiej stronie znajdował się ciemny korytarz, z którego bił przeraźliwy odór stęchlizny i rozkładu. Z pewnością nie było tu zbyt wiele tlenu, Nieumarli jednak nie potrzebowali go. Przejście było całkowicie spowite mrokiem, światło ustawionych na ziemi świec pozwalało jednak rozróżnić ślady prowadzące do wnętrza. Gdy tylko udało im się przejść na drugą stronę, podtrzymując nad sobą kamienne wrota, na umówiony znak opuścili je jednocześnie. Huk upadającej płyty rozbrzmiał potężnym echem. Później była już tylko cisza. Karen wyjęła z kieszeni zebrane wcześniej świece i zapaliła jedna dla siebie i druga dla Bradley'a. Szczur przykucnął, przypatrując się warstwie kurzu, pokrywającemu posadzkę. Szybko zorientował się, że dalej szły już tylko dwie osoby, a żaden ślad buta nie pasował do Kapitana Galaktyki. I wtedy usłyszeli znajomy dźwięk, którego nie można było pomylić. Dwa strzały z ciężkiego pistoletu rozniosły się echem po korytarzu, a potem znów nastała przerażająca cisza. Karen zrobiła kilka kroków do przodu oświetlając okolicę. Przed dwójką Kainitów rozpościerało się większe pomieszczenie z kamiennymi trumnami umieszczonymi w niszach, na ścianach bocznych.
Obecni: Bradley, Karen, Scypione i Oscar Giovanni
[center]***[/center]
Kapitan Galaktyka starał się opanować i naleźć wyjście z labiryntu. Muzyka grająca na uszach podnosiła go nieco na duchu, poza tym jednak nie była zbyt pomocna, odcinając go od dźwięków otoczenia. Płomień zapalniczki wyglądał dziwnie wątło, gdy Kapitan rzucił go w twarz wszechobecnej ciemności, poszukując własnych śladów. I wtedy stało się coś, czego absolutnie się nie spodziewał. Jego własny cień "ożył"i zaatakował zaskoczonego Malkaviana. Pierwszy cios uderzył w rękę trzymającą źródło światła. Zapalniczka wydała metaliczny dźwięk upadając na posadzkę. Wraz z nią zniknęło ostatnie źródło światła, Dwie sekundy później Kapitan odruchowo chciał odskoczyć na bok, ale w kompletnych ciemnościach nie było to łatwym zadaniem. Coś wyjątkowo zimnego, wręcz mrożącego tkankę oplatało się wokół jego prawej nogi, doprowadzając do bolesnego upadku. Zanim Świr zdążył się podnieść, poczuł chłodne koście dłonie na barkach, a następnie słodkie ukłucie i rozkosz płynącą z wampirzego Pocałunku. Fala przyjemności zalała jego ciało i umysł rozluźniając wszystkie mięśnie, poddając się całkowicie chwilowemu uniesieniu. Zaskoczenie zmieszane z ekstazą przytłoczyło go, sprawiając że kompletnie przestał się przejmować faktem, że kilkunastosekundowy orgazm kosztował go będzie dużo vitae. Jednak gdy otworzył oczy, zrozumiał że otacza go całkowity mrok, a prawą nogę mrozi niesamowity chłód, który zaciska się na udzie niczym stalowa obręcz. Coś pożywiało się na nim i musiało być bardzo głodne.
Spoiler!
Odpisz sobie 3 Punkty Krwi. Zostały Ci 4 Punkty Krwi. Coś pije z ciebie krew i nie zamierza przestać. W następnej rundzie, jeżeli nic nie zrobisz stracisz kolejne 3 PK.

Aby wyrwać się z Pocałunku, zarządzam test Samokontroli ST:8 = 1 sukces.
Masz 1 rundę, w której oprzesz się nieopisanej przyjemności jaką daje ukłucie przez innego Wampira. Co robisz?
Obecni: Kapitan Galaktyka i nieznany Spokrewniony
[center]***[/center]
Morten przeszedł za wyłom, widząc przed sobą poszerzający się korytarz. Magiczne światła kontrolowane przez Algola rozświetliły przejście ujawniając kolejny tunel. Po lewej stronie dojrzał w nim dwumetrowy krzyż z Chrystusem, po prawej zaś wisiało na ścianie sporych rozmiarów aspersorium. Brujah natychmiast zauważył dziwnie znajoma frazę K+M+D wyrytą w kamieniu. Wychylił się zza wyłomu i machnął ręką na pozostałych, aby podeszli bliżej. Ostatecznie wszyscy znaleźli się blisko kości leżących na zakręcie, które szczególnie działały na Isabell. Torreadorka czuła, że nie wróżą niczego dobrego. Gdy skręcili w prawo, ujrzeli, iż pięć metrów przed nimi, przejście poszerza się. Podobnie jak wcześniej zaczęli rozglądać się uważnie.
Na razie nic ciekawego nie widzicie. Oprócz kamiennego krzyża z Chrystusem i aspersorium nie ma tutaj nic więcej. Pomieszczenie kończy się ścianą, a wahadło jasno pokazuje aby iść dalej. W przypadku prośby o test percepcji, proszę o deklaracje czego dokładnie szukacie.

Co robicie?
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 31 sierpnia 2018, 14:43

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Utwór z słuchawek przebijał niepokojącą ciemność.Mimo to że pozostawały na szyi Świra słyszał utwór dobrze dzięki swoim nadludzkim zmysłom.
[center] https://www.youtube.com/watch?v=agVpq_XXRmU [/center]
[center]
Zabierzesz mnie w noc,
I jestem łatwym kochankiem,
weźmiesz mnie do walki,
i jestem łatwym kompanem,
I płonę*[/center]

Utwór dodawał odwagi Malkavianowi dając do zrozumienia, że sam jest niczym ogień oświetlający tą ciemność. Jednak walka światła z ciemnością miała się dopiero zacząć. Kapitan Galaktyka próbował cofnąć czas szukając wyjścia za pomocą swoich śladów. Utwór w ciąż grał ciąż tą radosną melodie.

[center]Ja idę, ty mi powiedz, czuję to, powiem to,
Zawracam do tunelu po moją płonącą duszę)
Płonę...
Ja idę, ty idziesz, bez urazów, moje uczucia,
Chcę zostawić to daleko za sobą, ta...
Whoo Whoo...
Whoo Whoo...*[/center]

Szedł skupiając się się na śladach, aż tu nagle jego cień ożył, niwecząc jego plan w tym jak, że niespokojnym miejscu.
[center]
Wkręć mnie drutem w maszynę
Będę twoim więźniem,
Dowiedziałem się i trudno mi w to uwierzyć,
Jesteś moim mordercą,
Płonę, stoję za tobą,
Z głową w spadającym niebie.*[/center]

Zapalniczka upadła, pozostawiając Świra w absolutnym mroku. Energicznie odskoczył myśląc.

Ciemność ożyła niemożliwe.

[center]Płonę...
Płonę..*[/center]

Nagle coś zimnego doprowadziło Kapitana do upadku.

[center]Rusz się, musisz się ruszyć,
Musisz klepnąć go w biodro
i zabierać się stąd*[/center]

Po w stanięciu w absolutnym mroku, poczuł wreszcie dłonie swego oprawcy i rozkoszny pocałunek na szyi, który zwiastował zagładę. Przyjemność na chwile zatrzymała Kapitana Galaktykę w błogiej nieświadomości. Melodia grała. Czuły słuch Świra i nadwrażliwe zmysły tylko wzmagały to magiczną chwile.

[center]Rusz się, musisz się ruszyć,
Musisz klepnąć go w biodro
i zabierać się stąd

Czuję to, chcę tego, nadchodzę, mówiłem ci,
Przyjmę kulę z nieba,
którą dla mnie przeznaczyłaś*[/center]

Malkavian się ocknął z rozkoszy. Walka dobra ze złem nigdy niebyła prosta. Ewokacja sił ciemności się ziściła. Teraz należy ją pokonać. Kapitan szybko wyciągnął pistolet który nosi przy pasku tak szybko jak zawsze to ćwiczył przed lustrem. Po czym zamknął oczy i wycelował za siebie próbując trafić głowę napastnika.

Płonę.Jestem Kapitan Galaktyka przemierzający wszechświat walczący z ciemnością. Rozjaśniam gwiezdne niebo, gdziekolwiek się nie pojawię, Światła ci dam!

Krzyknął w czasie wystrzału - Przyjmij kule którą dla ciebie przeznaczyłem! Jestem ogniem! Płonę!

[center]Odchodzę, uciekam,
daleko od największej miłości,
Chcę klepnąć cię w biodro

Płonę...
Rusz się, musisz się ruszyć,
Musisz klepnąć go w biodro
i zabierać się stąd
Płonę...*[/center]
Dobra strzelam z pistoletu na flary w typa wydaje punkt siły woli przy tym teście. Do tego Demecją z 4rki go jadę. Po wystrzale. Odpalam potencję i wóz albo przewóz.
Ps: Krwi wariata mu się zachciało szaleniec.
* Tłumaczony tekst z piosenki Kasabian Fire
Obecni: Kapitan Galaktyka i nieznany Spokrewniony

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 31 sierpnia 2018, 16:52

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
- Obyś spleśniał i w proch się rozsypał - odezwał się czarownik, najwyraźniej adresując swą wypowiedź ku wiszącemu na ścianie truchłu żydowskiego proroka. Musiał przyznać, że z uwagi na obrany styl nieżycia nadzwyczaj rzadko miał okazję znaleźć się w pobliżu kultowych obiektów chrześcijańskiego zabobonu. Jeśli jednak już spotykała go ta okoliczność, starał się nie tracić okazji do rzucenia kolejnej klątwy...

- Wahadło wskazuje by iść naprzód - poinformował pozostałych, przenosząc wzrok z poruszającego się bursztynu, na oplecioną pajęczynami ścianę. - A więc to co widzimy, to tajne przejście, iluzja, lub po prostu zamurowany korytarz - skonstatował spokojnie.

Nieznacznym ruchem dłoni nakazał widmowym światłom by poruszyły się naprzód. Jednocześnie zaś szepnął, do małego, puchatego stworzenia, wczepionego w fałd szaty, na jego ramieniu:

- Ciekaw jestem, co zauważysz... Sprawdź, czy wyczuwasz przejście przed nami.

Nietoperz nastroszył uszka i pisnął w odpowiedzi, po czym cicho, niczym duch, zerwał się do lotu...
Gapię się na ścianę, starając się wykryć iluzje. Następnie zaś przyglądam się wiszącym w pobliżu elementom wystroju, próbując znaleźć na nich jakieś wskazówki w oparciu o ich zdobienia i symbolikę (poproszę o test Zagadek).

Nietoperz sprawdza otoczenie echolokacją. Światła mają polecenie lecieć dalej drogą przed nami (dzielę je na trzy, dwa zostają z nami, jedno leci sprawdzić drogę). Jeśli ściana jest iluzją światło podleci do niej i zniknie.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 04 września 2018, 11:35

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Dalsza droga obyła się bez niespodzianek, przynajmniej chwilowo. Zdziwiło to Gangrela, który myślał, że kościół będzie naszpikowany niebezpieczeństwami liczonymi w dziesiątkach na metr kwadratowy. Szczęśliwie nic takiego się jeszcze nie stało, zaś jedyne trudności dotychczas wymagały akrobatyki i spostrzegawczości.

Po jakimś czasie koteria dotarła do pomieszczenia z Chrystusem. Osobiście Claus zawsze miał gdzieś religię i wyrażał się o niej dość pogardliwie, jako o narzędziu dla słabych. Więc i w piwnicy wisi ten pierdolony męczennik. Strach pomyśleć, co wyszywali sobie na gaciach w takim razie - złośliwie zauważył.

Uwaga Algola odnośnie kierunku wahadła dała do myślenia. Jeśli by się okazało, iż jest tam dalej przejście, może to oznaczać tajne przejście, pułapkę lub iluzję. Może nawet wszystko na raz, medyk jednak nie zamierzał tego doświadczać nieprzygotowany. Zaciekawiła go również kupka kości na podłodze i tam w pierwszej chwili ostrożnie skierował swe kroki. Skoro leżały akurat w tamtym miejscu, może być obok jakieś niebezpieczeństwo. Zaczął zatem studiować najbliższe otoczenie poczynając od kości, podłogę i przechodząc dookoła na sufit. Metodycznie, krok po kroku, fragment po fragmencie szukał wzrokiem i dotykiem ewentualnych nieprawidłowości wskazujących na możliwość nagłej i zapewne mało przyjemnej śmierci.

- Morten, zacznij szukać od drugiej strony, będzie szybciej - powiedział do Brujaha nie przerywając swych poszukiwań.
Uważnie szukam jakichkolwiek pułapek wszędzie - kości, podłoga, ściany i sufit oczekując na informacje zwrotną od Algola, co z tym przejściem.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mau
Reactions:
Posty: 12
Rejestracja: 17 lipca 2018, 21:26

Post autor: Mau » 04 września 2018, 22:42

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]


Ruszyła do przodu w ślad za koterią, ostrożnie omijając leżące na ziemi szkielety, które wyjątkowo silnie napawały ją niepokojem. Czuła, że nie wróżą one nic dobrego.

-Obyśmy nie skończyli jak oni... - rzuciła cichym, drżącym głosem po czym zwróciła się do Mortena - proszę podaj mi buteleczkę, którą znalazłeś, obejrzę ją, może tym razem uda mi się coś z niej wyciągnąć.

Wziąwszy zakurzoną flaszeczkę Isabela zaczęła badać pomieszczenie, szczególnie skupiając swoją uwagę na dewocjonaliach wiszących na ścianach, nie pomijając jednak nie dających jej spokoju szczątków.


Isabela bada butelkę za pomocą Astralnego Dotyku aby ustalić jej wpływ i pochodzenie oraz używa Widzenia Aury i rozgląda się po pomieszczeniu w celu wykrycia magicznych przedmiotów i śladów tajemnego przejścia.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 września 2018, 22:20

Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996

- Ja pierdolę, on tu nie wlazł... - zaklął cicho Nosferatu, zastanwiając się, gdzie też mógł się podziać Kapitan.

Kurwa albo wrócił po swoich śladach, albo jest jakimś pieprzonym gargulcem i poleciał w pizdu... - z tych dwóch hipotez Bradley wykluczył oczywiście tę niemożliwą. Mogliśmy coś przeoczyć i wariat polazł gdzieś indziej... albo się doigrał... nosił wilk razy kilka i... makaroniarze go ponieśli. Tylko po kiego chuja? Zresztą nie było żadnych śladów walki.

Rozmyślania przerwał huk znany szczególnie dobrze Karen. Westwoodowi serce podeszło do gardła, ale nie dał nic po sobie poznać.

Nie zesrałem się przy podnoszeniu wrót, ale jak tak dalej pójdzie to zafajdam gacie jak nic...

Strzał nie wróżył nic dobrego, no chyba że okazał się śmiertelny, to mogło oznaczać jedno niebezpieczeństwo mniej. Giovannich bał się mniej niż potencjalnych, wiekowych rezydentów trzewi kościoła. Karen wypuściła się nieco do przodu, a Westwood zaczął się czujnie rozglądać wokół. Skoro już tu weszli za Włochami, to warto było się tu rozejrzeć. Giovanni napewno nie przyszli tu dla hecy.

- Ej laska... - syknął cicho: - Rozejrzyjmy się dyskretnie. Jakby co, to gaś światło i walę na nas Niewidzialność. Kumasz? Ktokolwiek tu jest, nie mam zamiaru się z tym kimś trzaskać po buziach.
Odpalam Nadwrażliwość.
Spoiler!
Rozglądam się za szalikiem.
Obecni: Karen, Bradley, gdzieś tam w drugim planie Giovanni i jeszcze pewnie coś...

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 24 września 2018, 22:17

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Bradley okrył mocą Niewidoczności Karen. Powoli ruszyli przed siebie. Przechodząc do następnego pomieszczenia spostrzegli, iż niektóre trumny mieszczące się w ścianach zostały poważnie uszkodzone. Stare kości ludzkie leżały rozrzucone niedbale po całym pomieszczeniu tworząc chaotyczny i złowrogi wzór. Wewnętrzna Bestia dwójki Kainitów zaczęła się niepokoić, coś wisiało w powietrzu. Nosferatu, przyświecając sobie, ogarkiem trzymanym w dłoni, postąpił ostrożnie kilka kroków do przodu. Wyostrzył zmysły. W kurzu widniały ślady Giovanich, którzy najwyraźniej zmierzali w tym samym kierunku. Karen trzymała się tuż za Szczurem, uważnie obserwując okolicę. Kolejne trumny brutalnie rozerwane i jeszcze więcej kości. Potłuczone czaszki, wyszczerzone zęby, wystające żebra, porzucone piszczele... Cholernie uważali, by nie nadepnąć na żaden z tych gnatów. Po kilkunastu kolejnych krokach Bradley zatrzymał się i wlepił wzrok w mijaną właśnie wnękę. Brujah również stanęła jak wryta i zmrużyła oczy, jakby chciała upewnić się, że to jej się nie przewidziało.
Spoiler!
Test percepcji ST: 8 = 2 sukcesy. W wnęce widzisz niewielkie okrągłe pomieszczenie wyrytym w kamieniej posadzce gołębiem. Wewnątrz również leżą ludzkie kości.
Spoiler!
Na początku wydawało Ci się, że to przewidzenie. Teraz wyraźnie widzisz jak niektóre kończyny tych umarlaków chwilami poruszają się na krótką chwilę, a następnie znów zastygają w bezruchu.
Obecni: Bradley, Karen, Scypione i Oscar Giovanni
[center]***[/center]
Kapitan Galaktyka wypalił, nie widząc głowy przeciwnika. Celował na oślep, licząc na łut szczęścia. Nacisnął spust i nagle z ciemności rozkwitł ognisty kwiat flary. Przeciwnik ryknął, gdy jego głowa i barki stanęły w płomieniach. Świr poczuł, jak ogień ogarnia także prawą część jego twarzy. Czuł swąd palącej się skóry i płonącego mięsa, słyszał skwierczenie z jakim chrząstka jego prawego ucha poddawała się temperaturze... Zacisnął zęby, opanowując Bestię, która miotała się w jego głowie, domagając się natychmiastowej ucieczki. Mimo bólu odepchnął trzymającą go w uścisku postać. Moc Potencji zadziałała i ciało tamtego zniknęło z kręgu światła, jaki tworzyła leżąca na ziemi flara. Malkavian trzymał się za prawy policzek, obserwując uważnie ciemności dookoła. Bestia znów zaczęła skomleć, siejąc panikę w nieumarłym sercu syna Malkava. Czuł, jak zaciska szczęki niemal do bólu i wiedział, że musi jak najszybciej zdobyć krew. Jeszcze przez chwilę, kilkanaście metrów dalej, widział blask rzucany przez płonącą sylwetkę, która zataczając się znikała na schodach prowadzących w dół...
Spoiler!
Strzał z pistoletu flarą ST:9 = 0 sukcesów + 1 Wydana Siła Woli. Trafienie za 1.
Obrażenia jakie otrzymał Malkvaian:
Ogień zadaje 1 Prawdziwą Ranę.
Wróg nie unika i podpalony wycofuje się z walki. Cienista macka znika uwalniając nogę.
Obecni: Kapitan Galaktyka i nieznany Spokrewniony
[center]***[/center]
Światła Algola ruszyły w stronę ściany zatrzymując się na niej, uświadamiając hrabiemu, że przeszkoda musi mieć naturę fizyczną... Najprawdopodobniej było to ukryte przejście. Pieczęć mogła również być ukryta w samej ścianie. Czarownik w zadumie rozejrzał się dookoła. Szeroka na prawie pięć metrów i długa na sześć kroków sala wyglądała na mocno zniszczoną. Nawet kamienne ściany zdawały się dziwnie kruche i zwietrzałe, jak gdyby w tym miejscu minęły nie wieki, lecz tysiące lat... Morten i Claus zaczęli przyglądać się pomieszczeniu i jego elementom, które mogłyby wydać się podejrzane. Na posadzce leżało sporo pokruszonych kamiennych odłamków, o różnych kształtach i rozmiarach. Sufit był nierówny i poszarpany, jakby wiele bloków przez lata oderwało się od stropu i roztrzaskało na posadzce. Algol z oddali analizował pomieszczenie w poszukiwaniu wiedzy i zrozumienia. Isabel skupiła się na trzymanym przedmiocie zamykając oczy. Musiała poświecić dobrą chwilę, by uspokoić rozbiegane myśli i w pełni skoncentrować się na antycznej flaszy. To wszystko napawało ją niepokojem. Nie wiedziała jednak, czy nie jest to naturalna kolej rzeczy... W końcu nigdy wcześniej nie była w takim miejscu. Spojrzała na pozostałych spod przymrużonych powiek, zastanawiając się, czy zauważyli jej zdenerwowanie. Wszyscy zdawali się jednak bardziej skupieni na obmacywaniu ścian. Z ulgą wróciła do badania butelki. Nie mogła więc widzieć, jak kilka chwil później jeden z kamiennych bloków oderwał się od sufitu, uderzając w ziemię dwa metry za Mortenem i Clausem. Obaj Kainici odskoczyli niemal jednocześnie, tak jakby wykonywali przećwiczoną wcześniej figurę choreograficzną. Niespodziewanie jednak blok wybuchł w zetknięciu z posadzką, niczym balon pod ciśnieniem, rozrywany przez jakąś ukrytą siłę. Z wnętrza skały prysnęła gęsta ciecz, ochlapując okolicę. Obserwujący zdarzenie Algol ujrzał jak obu jego ochroniarzy w ułamku sekund zareagowało szybciej niż błyskawica. Padli na ziemię kompletnie unikając kontaktu z kwasem, który zaczął wżerać się w ściany. Instynkt i wyszkolenie poprowadziło ich bezbłędnie, pozwalając dokonać czynu prawie niemożliwego. Ostry zapach i gęsty dym pojawił się w miejscach o największym kontakcie z żrącą substancją.
Spoiler!
Test Astralnego Dotyku ST:9 = 2 sukcesy. Po dłuższym czasie i dużej koncentracji zobaczysz jak ktoś ubrany w podobnie odzienie do hrabiego Algola, wylewa przezroczystą ciecz z tej butelki do aspersorium które jest w tym pomieszczeniu. Wiesz, że ten mężczyzna to duchowny, który był zdenerwowany w chwili opróżniania butelki.
Spoiler!
Test Percepcji ST:8 = 4 Sukcesy (Morten) i 3 sukcesy (Claus).
Brujah i Gangrel zauważyli odrywający się za ich plecami blok. Odskoczyli, a następnie zaskoczeni wybuchem salwowali się unikiem.
Unik ST:10 = 2 sukcesy (Morten) i 2 sukcesy (Claus).
Kainci unikną obrażeń, jedynie kilka kropel wypali dziury w ich odzieniu.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 25 września 2018, 19:53

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
- Znakomity refleks, panowie! - pochwalił, starając się zamaskować rozczarowanie, jakie go ogarnęło. Zdecydowanie wolałby wrzask bólu. No i zapach palonego ciała, oczywiście. Nie sądził zresztą, by te kilka kropel kwasu mogło na poważnie uszkodzić któregoś z osiłków Camarilli. Obaj byli na to zbyt twardzi. Nie to, co wiotka, zlękniona Torreadorka, która niemal dreptała w jego cieniu bojąc się odejść choćby na krok. Ją mogłoby to nie tylko zranić, ale i oszpecić. A tego na razie nie chciał. Tym bardziej więc mogłoby trafić któregoś z chłopaków. Krótki wrzask, może trochę przekleństw, niewielka strata, a ile uciechy... Przynajmniej byłoby na czym zawiesić oko, a tak...

Z drugiej strony, dobrze było wiedzieć, że oba sukinsyny są nieźle wytrenowane. Wyszkoleni, twardzi i jak dotąd posłuszni. To dobrze. Tego rodzaju narzędzia przydadzą się. Mógł się założyć, że są w stanie połamać komuś kości gołymi rękami. Niemal słyszał dźwięk pękających gnatów. Uśmiechnął się lekko myśląc o możliwościach, jakie oferowała mu ta noc...

Na razie jednak trzeba się było skupić. Cała wesoła gromadka nieodmiennie potrzebowała kogoś, kto umiał myśleć. I kto powie im, co powinni robić...

- Przed nami jest zamaskowane przejście. Postarajcie się je znaleźć. Ale delikatnie, nie chcemy przecież, by ten przeklęty sufit spadł nam na głowę, prawda? Możliwe też, że pieczęć została tu zamurowana. Tak więc bądźcie uważni - trzymając w dwóch palcach poruszające się wahadło, podniósł głowę i spojrzał na strop.

Ciekawe - zastanowił się - czemu ten cholerny kwas znajduje się wewnątrz kamieni, skoro jest w stanie rozpuszczać skały? Próbował przywołać całą swoją wiedzę na temat geologii, ale musiał przyznać, że nie była zbyt imponująca. Zawsze bardziej interesowało go magiczne wykorzystanie minerałów, niż ich czysto fizyczne własności. Na razie więc ta zagadka musiała jeszcze poczekać. Liczyło się znalezienie pieczęci. I serca. Kiedy odprawi rytuał będzie miał mnóstwo czasu by zbadać tą kwestię bliżej. Złapał się na tym, iż zastanawia się, jak bolesny jest kontakt z kwasem. Ale to także mogło poczekać. Zawsze mógł tu wrócić i sprawdzić to później, gdy już przełamie klątwę... Trzeba umieć dozować sobie przyjemności, prawda?
Spoiler!
Używam Nadwrażliwości:2 i rozglądam się po pomieszczeniu starając się ujrzeć, czy jest tam coś magicznego. Przede wszystkim spoglądam na ścianę rpzed sobą, później sufit i resztę wyposażenia. Jeśli Pieczęć tkwi w ścianie powinna być widoczna aura.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 28 września 2018, 00:08

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]

Przeszukiwał metodycznie, kamień po kamieniu, krok po kroku swoją część pomieszczenia w skupieniu przez dłuższą chwilę. Ot, uroki bycia robolem, pomyślał przywołując na twarz uśmiech, który szybko schował z powrotem pod maską obojętności.
Szczęśliwie słysząc delikatne trzaski odwrócił się w porę, by zobaczyć luzujący się kamień w suficie, który to po chwili poleciał w stronę podłogi rozpryskując żrącą substancję dookoła. Pamięć mięśniowa zadziałała jednak bezbłędnie i jedynym skutkiem ubocznym był delikatny syk w kilku miejscach ubrania, który po chwili ustąpił miejsca małym dziurkom.
Co zdziwiło medyka bardziej to fakt, iż Brujah zareagował praktycznie w taki sam sposób.

Jest lepiej wyszkolony niż myślałem - powiedział w myślach do siebie - A to może oznaczać kłopoty w ewentualnym pojedynku. Muszę przestać umniejszać jego możliwości

Wiedząc, co może się za chwilę wydarzyć rzucił do reszty:

- Wszyscy do ściany, mniejsza szansa, że coś odpadnie obok nas! No chyba, że hrabia ma jakiś magiczny sposób na spadający sufit. Raczej nie chcemy tu zostać pogrzebani żywcem, byłaby to trochę niewygodna pozycja przez najbliższe 100 lat. I uważajcie, przejście również może mieć podobne niespodzianki...

Po czym Claus powrócił do poszukiwań czegoś, co mogłoby wskazywać na tajne przejście bądź kolejną pieczęć.
Staram się dalej szukać przejścia lub pieczęci, ale jednocześnie zwracam większą uwagę na sufit i możliwe pułapki w pomieszczeniu.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mau
Reactions:
Posty: 12
Rejestracja: 17 lipca 2018, 21:26

Post autor: Mau » 28 września 2018, 02:48

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]

Głośny huk raptownie wyrwał Isabel z wizji, jaka pojawiła jej się w trakcie badania butelki.

- Co to było?! - krzyknęła przerażona i spostrzegła Mortena i Clausa podnoszących się z ziemi, podbiegła do nich szybko - nic wam nie jest? - zapytała drżącym zatroskanym głosem strzepując kurz z ubrań towarzyszy.

Spojrzała na Hrabiego, który stał niewzruszony przed jedną ze ścian z wahadłem w dłoni.

- Przed nami jest zamaskowane przejście. Postarajcie się je znaleźć. Ale delikatnie, nie chcemy przecież, by ten przeklęty sufit spadł nam na głowę, prawda? Możliwe też, że pieczęć została tu zamurowana. Tak więc bądźcie uważni.

- Spadający sufit? - jęknęła cicho Isabela spoglądając w górę. Poczucie zagrożenia wprawiło ją w jeszcze większy dyskomfort, z wrażenia upuściła butelkę, którą trzymała cały czas w dłoni. Widok roztrzaskanego szkła sprawił, że oprzytomniała. Podeszła szybko do Algola i zaczęła badać ścianę, którą wskazywał.

Dla MG i koterii:
Spoiler!
W międzyczasie Isabela opowiedziała towarzyszom o wizji z butelki:
- ktoś ubrany w podobne odzienie do hrabiego Algola, wylał przezroczystą ciecz z tej butelki do aspersorium, które jest w tym pomieszczeniu. Mężczyzna ten to duchowny i był bardzo zdenerwowany w chwili opróżniania butelki.
Używam Widzenia Aury w celu wykrycia magicznych przedmiotów i śladów tajemnego przejścia i badam ściany w pomieszczeniu ze szczególnym uwzględnieniem miejsca wskazanego przez wahadło. Poruszam się przy tym ze szczególną ostrożnością mając oczy dookoła głowy.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 28 września 2018, 20:08

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]

Brujah niecierpliwie badał ścianę wokół ogromnego krucyfiksu. Starał się być skupiony na zadaniu, ale jego myśli co rusz skręcały w stronę zdemolowania tej bałwochwalczej figury - symbolu chrześcijańskiego ciemiężenia jego kraju. Miał ochotę ją rozpieprzyć, ale rozsądek brał górę. Twoje dni są policzone, żydowskie zombie - pomyślał mieląc w ustach srogie przekleństwo.

Wtem podszept intuicji skłonił go do spojrzenia przez ramię. Kątem oka dostrzegł ruch w miejscu, w którym ten nie miał prawa się pojawić.

Verfluchte! - zaklął Morten odskakując zręcznie niby kot od spadających kamiennych bloków i padając na posadzkę. Czujnym wzrokiem zlustrował otoczenie oraz sufit próbując ocenić jego stabilność. Syk wżerającego się kwasu pobudził jego zmysły. Ciągle nieufny wobec stanu sklepienia podniósł się na nogi i skontrolował swoje odzienie. Drobne uszkodzenia - pomyślał niedbale otrzepując pył z ubrań. Jeszcze raz omiótł wzrokiem otoczenie, ale żaden z członków koterii nie wyglądał na poszkodowanego.

Tuż obok niego wyrosła Isabel, troskliwie pytając się o jego stan.
- Wszystko dobrze, uspokój się - odparł nieco zniecierpliwiony nadopiekuńczym zachowaniem Torreadorki.

Ze spokojem też przyjął uwagi Clausa i hrabiego kiwając głową, i ze znudzoną miną powrócił do działania. Tym razem był jednak znacznie bardziej uważny, wiedząc, że jeden zły ruch może przysporzyć wszystkim niemałych kłopotów. Metodycznie badając mur, zastanawiał się nad słowami Isabel, próbując spleść chaotyczne wątki w jakiś wzór...
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
"Kors i roven" - bo czemu by nie obrazi? kogo? jednocze?nie profanuj?c krzy?? - Morten Madsen

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 30 września 2018, 07:46

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

https://www.youtube.com/watch?v=2SWrSGXMMrM

Światło rozjaśniło się w ponurej ciemności korytarzy. Szalony pomysł który powstał w niewielkim czasie ekstazy podziałał, Przeciwnik ustąpił. Puścił Kapitana Galaktykę. Bestia w jego gwałtownie zaczęła naciskać... chce wyjść. Szybko nasz bohater z uczucia rozkoszy przeskoczył na ból i głód. Bestia zaczęła wychodzić coraz mocniej. Stary wróg którego nie można nigdy lekceważyć daje o sobie znać w najmniej, a zarazem w najwłaściwszym momencie. Ogień na chwile ogarnął część twarzy Świra, to spowodowało wewnętrzny konflikt, który koniec końców wygrał. Kiedy się ogarnął zrozumiał, że głód w końcu wygra a jego przeciwnik, ciemność musi zostać pokonana przez jego światło. Odrzucił swą maskę pokazując prawdziwą nadpaloną twarz.

Głód powoli wygrywa trzeba odebrać krew i zakołkować drania by nikomu nie zagrażał.

Kapitan i jego nadwrażliwe zmysły odczuwały dokąd zmierzał przeciwnik. Dojrzał schody które prowadziły w dół.

Walka światła z ciemnością samotna kometa na skraju wszechświata kontra to co jest poza pojmowaniem w tych granicach. Ty i ja stoczymy bój. Musze być sprytny i go załatwić jakoś sprawnie.

Kapitan Galaktyka rozejrzał się po ziemi i podniósł zapaliczkę chowając ją do kieszeni. Szybko i energicznie przeładował pusty pistolet. Po czym zaczął kierować się w stronę schodów krzycząc.

- Nie uciekniesz przed moim światłem. Moja krew już w tobie płonie, spale cię słyszysz? Spłoniesz od ognia którym jestem!

Wyciągnął lewą ręką kołek.
Ostatnie słowa - Demencja 4 wzbudzam w nim koszmary.
W ręku trzymam pistolet na flary w drugiej kołek. Zmysły działają na największych obrotach Nadwrażliwość 1 nasłuchuje i wyłapuje wszystko co tylko się da niczmym pająk na sieci w poszukiwaniu ofiary. Schodząc włączam niewidoczność na 4. Schodzę bardzo ostrożnie. Dopiero jak usłyszę jakieś krzyki, dźwięki strzelam. Chyba, że zobaczę jeszcze dopalającego się typa to strzelam w niego.
Obecni: Kapitan Galaktyka i nieznany Spokrewniony
Ostatnio zmieniony 30 września 2018, 15:51 przez Fobetor, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 października 2018, 15:29

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Algol zdawał się zupełnie nie słyszeć ostrzeżeń Clausa. A jeśli nawet je słyszał, najwyraźniej nie zamierzał przejmować się opinią Gangrela. Stojąc pod przeżartym kwasem sufitem, wydawał się równie spokojny i pewny siebie jakby znajdował się na salonach zamku Andreasborg. A może nawet bardziej. Andreas zawsze działał mu nieco na nerwy...

- Wybaczy pani, ale habity benedyktyńskich kundli nie są ani trochę podobne do mojej szaty - odparł zdecydowanie, jakby sam pomysł porównywania go w jakimkolwiek aspekcie do duchownych chrześcijańskich napełniał go niesmakiem. - Osobiście dostrzegam dość sporą różnicę. Moja jest w lepszym guście.

Następnie, ignorując zupełnie świadomie i celowo wszelką dbałość o własne bezpieczeństwo, podszedł do aspersoriuim i zajrzał do środka. W pojemniku na święconą wodę zalegała jednak jedynie warstwa kurzu i kilka drobniejszych odłamków skalnych. Czarownik skrzywił się cierpko i stracił zainteresowanie, zupełnie jak kot, który zajrzał do pustej miski. Powracając do pozostałych szedł środkiem sali. Nie kłopotał się obserwowaniem sufitu, grzebiąc jednocześnie w przewieszonej przez ramię torbie. Poszukiwania zajęły mu dłuższą chwilę, gdyż mógł korzystać tylko z jednej ręki - między palcami drugiej wciąż trzymał kiwające się wahadło.

- A, no właśnie, tu się chowasz... - mruknął wreszcie, wyciągając niewielki płócienny woreczek. Pomyślał, że to dobry moment na zamanifestowanie odrobiny kreatywności. Chociażby tak po prostu, dla odmiany. Te wszystkie kości i popioły stawały się powoli nudne, i czuł, że nie da rady wykrzesać z siebie nawet odrobiny tego entuzjazmu, który zapewne cechował by kuzynów z Klanu Śmierci. Miał za to wrażenie, że sam zaczyna czuć się jak mumia. Choć oczywiście to, co zamierzał zrobić, miało przynieść także całkiem wymierne korzyści. Aczkolwiek bowiem przysypanie przez lawinę głazów wypełnionych kwasem wydawało się całkiem przyjemnym sposobem spędzenia pewnej ilości czasu, musiał przyznać, że uniemożliwiałoby mu jednocześnie działanie. A tej nocy miał inne priorytety... Niestety...

Otworzył woreczek, rozsupłując zębami związujący go rzemień i wysypał na prawą dłoń kilka nasion woskowej barwy. Gwiżdżąc jakąś dziwną melodyjkę począł rozrzucać je pod stopami pozostałych.

- Nie ruszajcie się na chwilę, nie chciałbym, byście je rozdeptali - powiedział spokojnie, po czym jednym ruchem przegryzł nadgarstek, spryskując leżące na ziemi nasiona ciemną i lepką czerwienią.

Trójka kainitów spojrzała niepewnie pod nogi, nie bardzo wiedząc, czego oczekiwać ze strony ekscentrycznego Starszego. Nie, żeby nie mieli czasem ochoty nazwać go nieco bardziej dosadnie - nikt jednak nie zamierzał ryzykować tego typu myśli stojąc tak blisko... Czerwone krople kapały powoli na posadzkę. Ich zapach osiadał lekką mgiełką na podniebieniu i języku... Nim jednak ktokolwiek zdołał coś przedsięwziąć, z nasion strzeliły zielone pędy. Tak właśnie - strzeliły. Nie wyrosły czy wykiełkowały, lecz wytrysnęły niczym strumienie wody pod ciśnieniem i w ciągu kilku chwil poczęły wspinać się na ściany dookoła miejsca, które obszukiwali. Zielone łodygi plątały się, tworząc gęstą sieć, sięgającą aż do stropu. W błyskawicznym tempie pojawiły się na nich pączki, eksplodujące z cichym "pyk!" - i oto cała struktura pokryła się ciemnozielonymi liśćmi nakrapianymi srebrem. Korzenie pełzały po posadzce, niczym robaki: blade, drżące i ślepe. Wijąc się starały się wcisnąć w każdy załom i pęknięcie kamienia. Główne pnie bluszczu przybierały w tym czasie w obwodzie, aż w końcu stały się grube niczym ludzkie przedramię. Wtedy znieruchomiały.

[center]Obrazek[/center]
Czarownik uśmiechnął się lekko, przyglądając się swemu dziełu. Magiczna roślina oplatała część ścian i sufitu, zabezpieczając ich niewielką grupkę przed żrącymi niespodziankami. W pokrytej kurzem, stęchłej przestrzeni zdawała się nierealna, surrealistyczna niczym "Groźna Pogoda" Rene Magritte: bezręki tors, krzesło i trąba zawieszone nad morską tonią. Skórzaste liście lśniły miękko odbijając blask krążących wkoło błędnych ogni. Algol zerwał jeden z nich i zmiął go w palcach. W powietrzu rozeszła się gorzko-słodka woń roślinnych soków, zmieszana w zapachem krwi, schnącej na palcach czarownika.

- Czy to panu wystarczy, panie Claus? - zapytał z lekkim rozbawieniem. - Poza tym, pozwoli pan, że sprostuję. Nawet mimo najszczerszych chęci nie moglibyśmy być tu pogrzebani żywcem. Trochę już na to za późno, prawda? A teraz, czy mógłby mi pan podać nasz zapas krwi? Chętnie go uszczuplę i odciążę wasze plecy. Im mniej będziecie dźwigać, tym lepiej.
Spoiler!
Palę 2 PK na aktywację obu mocy Yatukh Dinoih: Czaroziele, poziom 2 i 3.

Wyniki testów (zgodne z ustaleniami MG):
Przyśpieszenie Wzrostu - 4 sukcesy
Balet Powojów - 3 sukcesy.
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 02 października 2018, 13:30

Katakumby pod Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996

Westwood przyświecił sobie trzymaną w dłoni świecą, aby dokładnie obejrzeć namalowanego na posadzce gołebia. Malowidło zajmowało powierzchnię koła o promieniu około metra Bradley puknął kilkukrtonie tu i ówdzie w podłogę, aż w koncu uderzył w miejsce gdzie winno było znajdować się serce ptaka. Pięść szczura przebiła się przez kamienną płytę. Uśmiechnał się promiennie do stojącej obok niepewnie Karen i cicho rzekł:

- Ma się tę siłę w łaps... Kuuuurwaaa!!!

Wyszeptana przychwałka przeszła w wypiszczane przeraźliwie przekleństwo. Dostrzegł coś co spowodowało dość spory dysonans poznawczy.

Koścista dłoń uczepiła się nogi Nosferatu. Sama dłoń. Ruszała się zaciskając coraz mocniej martwe palce na kostce wampira. Podskoczył jak oparzony próbując rozpaczliwie strzepać poruszającą się dłoń . W końcu kopnął trupią rękę, która odleciała w ciemność

Rzucił się gorączkowo do rozłupywania posadzki, ni to pytając, ni to stwierdzając półgłosem:

- Ja pierdolę Karen. Co to kurwa było? To jest jakaś pierdolona rodzina Adamsów.

[center]Obrazek[/center]
Jeśli swieca zgaśnie podczas akcji Nosferatu, to najpierw ją zapali, a potem szybko będzie rozwalał posadzkę. Focia jest na planie kwadratu/prostokąta, ale ta w katakumbach jest na planie koła;)
Obecni: Posrany nie na żarty Nosferatu, boska jak zawsze Karen i nieobecni fizycznie Giovanni, tudzież Kapitan Galaktyka
Ostatnio zmieniony 02 października 2018, 23:15 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 02 października 2018, 23:25

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Północ 14 maj 1996[/center]
Poszukiwania przebiegały dość mozolnie, aż do chwili, w której Algol wyjął z woreczka nasiona i rozrzucił je po podłodze. W tym momencie wszyscy na sali zatrzymali sie w miejscu uważnie obserwując działania czarownika.

Zdecydowanie nie tego się spodziewał Claus widząc po krótkiej chwili, jak zielone pędy obejmują swym obszarem prawie całe pomieszczenie. I choć musiał przyznać, że musiało to wzmocnić nadszarpnięte już zębem czasu ściany, to kolejne uwagi hrabiego niespecjalnie przypadły mu do gustu. W dodatku suchy niczym trupy w Sorte Kirke żart pozostawił wymownie bez jakiejkolwiek odpowiedzi.

Podając woreczek z krwią spojrzał w kierunku aspersorium i zapytał:

- A właściwie dlaczego nie wykorzystamy wizji Isabeli i nie wylejemy zawartości butelki do kropielnicy? Może by to otworzyło przejście?
Obecni: Algol, Isabela, Morten, Claus
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

ODPOWIEDZ