Ubrany schludnie, aczkolwiek skromnie jak na typowego Sangliera, Guido Dumas siedział na ławie w narożniku jadalnego stołu i wyczekiwał niecierpliwie posiłku. Trzy noce spędzone w łóżku i miękkiej pościeli miast w pryzmie gryzących i śmierdzących koniem koców uczyniły prawdziwy cud, przywracając niespokojnemu skarbnikowi sporą cząstkę spokoju ducha. W komentarzach głoszonych przez Abdela Bergamo nie mogło się równać majestatem i pięknem z Montpellier, ale Guido nie podzielał do końca opinii swego suzerena. Dumas na każdym kroku dostrzegał nie tylko zamożność Lombardich, ale i zwykłych mieszkańców miasta. Frank nie żywił rzecz jasna iluzji, że w Bergamo nie było nędzarzy; wiedział, że przewodnicy oprowadzający po mieście gości tak dobierali drogę, by oczy przybyszów nie padły ani razu na jakiś ślad ciemniejszej strony Bergamo - lecz obfitość przeróżnych warsztatów, rzemieślniczych zakładów, składów żywności, skór i opału, sklepów wreszcie naocznie udowadniała, że populacja Bergamo nie przymierała głodem.
W mieście było wielu czarnoskórych zza morza, obrotnych ludzi o rzutkich umysłach i oblanych miodem językach. W trakcie długich spacerów Guido wielokrotnie natrafiał na kantorki oznakowane szyldami neolibijskiego Banku Handlowego, gdzie afrykańscy pośrednicy prowadzili sprzedaż płynnych paliw i orientalnej żywności albo wymieniali po wysokich kursach waluty. Dumas słyszał już wcześniej, że Purgaria nie należała do ulubionych przez Trypolis krain, ale jej północ była niejako przedsionkiem Alp i lukratywnych kontraktów z Helwetami. Ignorując wyjałowione, nękane suszami i zbrodniczymi poczynaniami Wynaturzonych południe, Afrykanie koncentrowali swe siły i zasoby właśnie pomiędzy Genuą i Bergamo, walcząc z absolutną bezwzględnością o monopol na alpejskim rynku.
Lecz Neolibijczycy nie byli jedyną napływową częścią populacji Bergamo wspierającą rozwój gospodarczy miasta Lombardich. Oprócz rdzennych mieszkańców tych ziem, szczupłych niskich ludzi o smagłej skórze i ciemnych włosach, Dumas często natrafiał na ulicach na brodaczy w powłóczystych szatach i charakterystycznych czapkach, otaczanych gromadami sług oraz pomniejszych członków rodzin. Ich kobiety, nad wyraz skromnie odziane i zasłaniające niemal całe swe ciało, uchodziły podobno za nietykalne, a wszelkie przejawy zainteresowania ich osobami budziły natychmiastowe niezadowolenie patriarchów. Jehammedyzm przybył do Bergamo kilkanaście lat temu, rzekomo nie bez aprobaty samego Białego Wilka, który rzucił w ten sposób rękawicę próbującym go nawrócić misjonarzom anabaptystów. Kilku przewodników dośc rozwlekle tłumaczyło Dumasowi historię Świątyni Pasterza w Bergamo, aczkolwiek z powodu kiepskiej znajomości języka skarbnik zrozumiał jedynie tyle, że pierwsi jehammedanie byli przybyszami z Bałkanów migrującymi do północno-zachodniej Purgarii poprzez Syrakuzy. W czasach owych na Nizinie Adriatyckiej gorzała przerażająca wojna na wyniszczenie pomiędzy kultami Pasterza i Rybaka, toteż religijne pieśni płynące ze świątynnych wieżyczek w Bergamo musiały doprowadzać wyznawców Katedralnego Miasta do istnej furii nie tylko w czasie wojny, ale i po zawarciu przez obie strony kruchego rozejmu.
Abstrahując od kwestii czysto religijnych, jehammedanie tworzyli grupę kulturową przykładającą ogromną wagę do majętności, zaradności i smykałki do robienia interesów. Ten właśnie element ich nauk stanowił wybitny wkład w życie gospodarcze Bergamo.
Siedząc w narożniku stołu i gasząc pragnienie szklanką zimnej wody, Guido Dumas przyznał w myślach przed samym sobą, że mógłby zamieszkać w Bergamo na dłużej, aczkolwiek nigdy nie wyjawiłby tego ani Abdelowi ani jego krewnym.