Abdel odsłonił firanę zasłaniającą okno powozu i wielkopańskim gestem białej szlacheiej dłoni przywołał idącego obok wyznawcę Złamanego Krzyża. Jan XIII bo tak mu było na imię, podbiegł truchtem do powozu. Był delikatnie mówiąc osobliwym człowiekiem, poczynając od imienia które jak wywiedział się Abdel nadano mu w związku z tym, że był trzynastym synem swojego ojca. Dziedzic zastanawiał się jak tez mogą nazywać się jego bracia. Jan wyglądał na styranego życiem czterdziestolatka, którego życie nie szczególnie oszczędzało. Odziany w łachmany, które wyglądały jakby uszył je sobie sam, o włosach sklejonych w kłącza za pomocą błota i trudno powiedzieć jakich jeszcze dodatków, przypominał dziedzicowi skrzyżowanie paranoicznej, wiecznie rozglądającej się neolibańskiej surykatki i postrzelonego religijnego fanatyka o niepokojącym wzroku. Szlachcic nie był pewien, czy człowiek ten nie jest aby przypadkiem obłąkany. Ale nawet jeśli było to prawdą, to i tak nie miało to znaczenia, póki obok była jego ochrona gotowa zastrzelić agnostyka jak tylko powziął by wyraźny zamiar skrzywdzenia dziedzica. Abdleowi nawet pasował ten szaleniec albowiem był szczery, a w dzisiejszych czasach była to wyjątkowa rzadkość.
- Powiedz mi drogi Janie, czy byłeś kiedykolwiek w Lucratore? Czy możesz coś nam powiedzieć więcej o tym miejscu? Czy są tam miejsca godne polecenia, głownie chodzi mi o takie, w których mogli byśmy się zatrzymać w godziwych dla nas warunkach?
Pozornie wyglądający na prostaczka z plebsu, pielgrzym władał całkiem nieźle czystą purgaryjską mową, a nie jednym z niezliczonych miejscowych dialektów. Abdel był losowi niezmiernie wdzięczny za ten przejaw łaskawości, inaczej pewnie popędziłby obdartusa precz - nie słynął bowiem z przesadnej cierpliwości do ludzi pośledniejszego sortu.
- Niechaj spłynie na ciebie boska Pneuma, Królu Franki! - Jan od chwili podniosłej introdukcji swego mecenasa upodobał sobie szczególnie ów tytuł nawiązujący do dziedzictwa Montpellier, a ponieważ traktując Abdela jak koronowanego monarchę sprawiał wrażenie uszczęśliwionego, dziedzic w przebłysku łaskawości postanowił nie wyprowadzać go z błędu - Lucatore to miejsce obdarowane wielkimi łaskami Boga. To tutaj czcigodni święci mężowie studiują święte księgi i nauczają prostaczków. A największym z nich był uświęcony Miecz Adriatyku, wielki i wspaniały Neognostyk! Zamordowany, ani chybi przez tych przeklętych na wieczne czasy kozojebców!
Poruszony wspomnieniem nieodżałowanego Altaira Benesato, anabaptysta jął okładać się pięściami po głowie jęcząc przy tym żałośnie i zalewając się łzami. Obserwując go z nieudawaną ciekawością z wysokości powozu, Abdel z perwersyjną przyjemnością zaczął fantazjować na temat swego własnego pochówku, oczami wyobraźni widząc już nieprzeliczone tłumy rozdzierających szaty i szlochających Sanglierów.
- Łączę się z tobą w tym nieopisanym cierpieniu - powiedział po chwili przerywając lamenty wędrowca - Wszelako nie odpowiedziałeś na pytanie, gdzie w tym świętym mieście może się zatrzymać dostojnik mego pokroju.
- Och, królu Franki, są w Lucatore gospody i domy pielgrzymów i nawet rolnicy czasami pozwalają swym braciom i siostrom w wierze spać w zagrodach, ale taki czcigodny i pobożny mąż jak wy, taki cnotliwy i mądry i niemożebnie wspaniały to jeno w klasztorze na górze. Są tam cele w kamieniu kute, do kontemplacji i postów i ustawiczne modlitwy, coby Bóg takiego modlacza natchnął swym duchem, a pokierował ku jeszcze większej wspaniałości.
- Ale oprócz klasztoru na pewno są inne miejsca do odpoczynku, tak? - upewnił się zdjęty lodowatym dreszczem dziedzic - Takie, gdzie mogliby przenocować moi słabej woli i grzeszni słudzy?
- Tak, królu Franki! - Jan złożył ręce niczym do modlitwy, co miało zapewne poświadczyć o prawdziwości jego słów - W Domu Olejów albo w Wypatroszonym Koźle albo w innych dormitoriach. A woda, co ją piją w Lucatore pobłogosławiona jest i cuda sprawia, chorych leczy, grzesznych oczyszcza. To może król napoi nią tych grzesznych poddanych?
Rozparty w okienku powozu Abdel nie omieszkał zauważyć, że wzrok wypowiadającego życzliwą radę Jana pobiegł od razu w kierunku jego moszczącej się na siedzeniu siostry.
- Zapewniam cię, że rozważę w myślach rozliczne pokuty oraz ścieżki nawrócenia dla tych w mej świcie, którzy nie są dość pobożni. A o owych wodach i ich cudownej mocy słyszałem nawet moich stronach - skłamał gładko Abdel - Podobno nawet parę łyków poprawia kobietom urodę. - Powiedział czując jak siostra mimowolnie nadstawia uszu - A kąpiel nawet cnotę przywrócić potrafi.
Garnitur białych zębów błysnął w szyderczym uśmiechu szlachcica. Na siostrę nie spojrzał.
Tak to oto decyzja o miejscu noclegu zapadła. Jedynym lokum godnym Abdela, nieoficjalnego króla wszystkich Franków, był oczywiście klasztor. oczywiście była to jego prywatna opinia, którą jak zwykle zamierzał za chwilę narzucić reszcie wyprawy.
[/center]