Lokacja - Sorte Kirke

Gohan
Reactions:
Posty: 81
Rejestracja: 29 listopada 2016, 15:24

Post autor: Gohan » 03 grudnia 2018, 19:11

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Po Północy 14 maj 1996[/center]
Od zadania Bradley'owi pytania, Karen praktycznie się nie odzywała. Ciemność za przebitą ścianą z kości sprawiła, że znów zaczęła się zastanawiać czy to nie jakieś zwidy jak przed wejściem do tego całego kościoła. Fakt, że to wszystko było takie dziwne ją irytował, to że Nosfer coś zabrał po czym zniknął im korytarz ją irytowało, jego głupie teksty też ją powoli irytowały. Idąc więc za nim po przezroczystym moście milczała czując jak jej irytacja pogłębia się. Nawet nie starała się go słuchać, co w jej przypadku było dość łatwe. A kiedy coś uderzyło ją w plecy, miała ochotę krzyknąć "no wreszcie" licząc, że będzie się na czym wyżyć. Ale nie, zobaczyli flarę i usłyszeli Kapitana.

Weszła po linie bez najmniejszego problemu, a gdy Bradley próbował ją naśladować pomogła Kapitanowi go wciągać by było szybciej.

Gdy cała trójka stała już chwilowo bezpiecznie na górze milczenie Osy i jej mina stały się aż nazbyt oczywiste. Szczur był niemal pewny, że Brujah zaraz wybuchnie. Spojrzenie jakim obdarzała jego i Świra mówiło mu, że zaraz ktoś oberwie i niechybnie tak by się stało, gdyby nie myśli Karen, które bynajmniej nie zmierzały w kierunku rozróby.

Rety jak ja mam ochotę połamać im nosy. Ale to gej i wariat, to tak jakbym biła upośledzonych... Gorzej chyba trafić nie mogłam.. W sumie nawet nie wiem czy brzydal ma nos...

Dzięki nim, zamiast poczuć jej pięść na swych twarzach, obaj usłyszeli tylko serię pytań.

- Bradley możesz wreszcie wyjaśnić co takiego zabrałeś spod tej podłogi, że aż nam korytarz zniknął?

- A w ogóle to spadamy stąd? Masz już chyba co chciałeś, a Michelle, Zatanna, czy jak tam na nią chcecie wołać, sama się zajmuje zdejmowaniem klątwy i nie sądzę byśmy ją znaleźli. Szczególnie, że korytarze tutaj to rzecz niezbyt trwała. A nawet gdyby jakimś cudem się udało, wyraźnie powiedziała, że zrywa umowę, więc raczej już nie ma po co jej szukać.

Ton jej głosu nie był zbyt miły, oczywistym było, że jest wnerwiona.


Uuuuu... Karen chyba się podkurwiła z lekka. Jakby żyła to bym powiedział że to PMS, ale przecież trupy nie mają okresu. Jeszcze trochę i nam wpierdoli jak ten pojeb Ray... - pomyślał Bradley, bo wspomnienie szalonego Brujaha z Nowego Orleanu, a szczególnie jego pięści mimo lat było wciąż żywe w Nosferatu. Należały się jednak Krzykaczce jakieś wyjaśnienia, nie żeby się musiał spowiadać, ale w końcu chyba rzeczywiście ściągnął na nich całe to gówno.

- Znalazłem przypadkiem jakieś zapiski na górze, olałem je początkowo ciepłym moczem, ale jak się okazało, że poszlaka była prawdziwa, to ciekawość była silniejsza ode mnie i musiałem sprawdzić. Nie jest to fant, którego szukam, ale wiecie co? Pierdolę to. Możemy stąd spadać, o ile nam się to w ogóle uda.


- I co było w tych zapiskach? Rozwal podłogę, a znajdziesz magiczną szmatę? - Karen obróciła się nieco bokiem do nich by na pewno wszystko usłyszeć.


- Dokładnie tak... z doprecyzowaniem gdzie rozwalić podłogę. A że skreśliła to ręka byłego primogena Tremerów, to grzechem byłoby nie sprawdzić. - Nosferatu miał zamiar dodać jeszcze, że Mansgroff napisał jeszcze że Brujah który tam z nimi był odszedł do krainy wiecznych łowów, ale uznał że mogłoby to obniżyć wysokie morale pozostałości koterii.


Widać takie wytłumaczenie jej wystarczyło, bo Osa dała spokój Nosferowi i zwróciła się do Malkavianina:

- Nic ci nie jest Kapitanie? Po ściągnięciu z płotu chyba wyglądałeś lepiej? Rzucałeś czymś w ciemność zanim wystrzeliłeś flarę?


- Lepiej skłam wiesz jak na ciebie będą spoglądać? Jak na mordercę. - Odpowiedział głos w głowie Świra.

- Słuchajcie muszę wam coś powiedzieć... - zwiesił się lekko by zebrać to w końcu w sobie. - Sporo się wydarzyło odkąd nie było mnie z wami. Dotarłem tutaj za Samuelami. Potem chciałem wrócić do was jednak się zgubiłem. Dziwne to bo rozłożyłem kulki by odnaleźć drogę. Niestety ciemność w labiryncie chciała inaczej. Długo się błąkałem, nie wiem jak z czasem który upłynął. Spotkałem zdaje mi się Venoma, chciał mnie zjeść, straciłem sporo krwi i... potem straciłem nad sobą kontrolę. Ocknąłem się tutaj...

Przez chwile głos halucynacji się odezwał:

- Nie rób tego, porzucą cię tutaj albo i tak zgnijesz w więzieniu jak podobni mi.

Jednak Kapitan kontynuował:

- Ocknąłem się trzymając ciało Lexa Lutora. Zabiłem go, więc będziecie musieli, po tym jak się wydostaniemy stąd, oddać mnie w ręce Thora. I tak jestem trup, więc ja tu mogę zostać i próbować dalej złamać klątwę. Tam nic mnie już nie czeka. Czy ta szata jest czymś co może przełamać klątwę w tym przeklętym miejscu?

To było trudne wyznanie i co teraz uczynią? - Głowił się wariat patrząc na swoją Koterię.


Karen przez chwilę przetrawiała jego słowa, próbując dopasować komiksowe postacie do rzeczywistych osób. Wreszcie jej wzrok powędrował do kupki popiołu i resztek kości leżących niedaleko.

- Dużo z Cezara nie zostało...

Skrzywiła się mimowolnie.

O w mordę. Tego się nie spodziewałam...
Obecni: Kapitan Galaktyka, Bradley, Karen
Pisane razem z 8artem i Fobetorem

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 04 grudnia 2018, 21:28

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Po Północy 14 maj 1996[/center]
Morten ruszył przodem, prowadząc resztę schodami w dół. Świetliste ognie pozwalały na bezpieczne stąpanie po nadgryzionych przez czas, śliskich, kamiennych stopniach. Całość zamykał Claus, który co jakiś czas zerkał za siebie krwistoczerwonymi ślepiami. Wiedział, że Bestia za nimi nie poszła. Pozostała w miejscu, zajmując się swoimi sprawami. Wyobraźnia Isabell zaczęła działać jeszcze silniej, gdy postawiła pierwsze kroki schodząc poniżej. Nagle odkryła, że to miejsce ma swoją tajemnicę. Algol patrzył na swoje wahadło, które co średnio pół minuty zaczęło zachowywać się dziwnie, wskazując kierunki w chaotyczny sposób. Mimo tego problemu dalej łatwo było znaleźć kierunek. Szli powoli co jakiś czas ostrzegając się nawzajem o podejrzanie wyglądających stopniach. W pewnym momencie usłyszeli dźwięk: znajomy szum wody. Chwilę później weszli do sporych rozmiarów jaskini. Ze stropu i z posadzki groty wyrastały ogromne, przedziwne stalaktyty z barwnych kryształów. Zdawały się lśnić niezliczonymi barwami, niczym jakiś legendarny, ukryty skarb pełen rubinów, szafirów, diamentów...

[center]Obrazek[/center]
Jaskinia szeroka na kilkanaście metrów i wysoka na cztery, wypełniona wspaniałymi klejnotami. Dokładnie przed nimi przepływała rzeka, która lśniła jasnym blaskiem, oświetlającym całą salę. Po drugiej stronie widać było wejście do małej kaplicy skalnej. Dwuskrzydłowe drzwi z drewna dębowego odpadły i leżały spróchniałe przed kapicą. Przed nimi malowało się niesamowite piękno jakie natura jest w stanie stworzyć bez udziału rąk człowieka, czy Wampira. Widok całkowicie pochłonął Isabell, która widziała subtelnie lśnienia niesamowitej ilości odcieni kolorystycznych i czegoś więcej. Blask światła bijącego od rzeki, który odbijał się w kryształach wyglądał niczym cudowna zorza, rozkwitająca głęboko, pod powierzchnią ziemi.

[center]Obrazek[/center]
Wahadło Algola zawirowało wokół osi kilka razy, a po chwili wskazało na kaplicę po drugiej stronie.
Spoiler!
Informacja dzięki wysokiej Nadwrażliwości:
Schodząc po schodach masz wrażenie jakbyś znała to miejsce. Chwilę później zrozumiesz, że zbyt często odwiedzały to miejsce nikczemne osoby. Intuicyjnie pojmiesz, że nikt o twojej wrażliwość i sercu dawno nie odwiedzał tego miejsca.
Wada klanowa Toreadorów zaczęła działać. Zarządziłem rzut na Samokontrolę na ST:6 = 4 sukcesy.
Poczytaj o wadzie klanu.
Odniesiesz sukces, więc jeśli chcesz możesz w każdej chwili przestać się skupiać na pięknie które cię otacza i reagować na otoczenie.
Co robicie? Wzeszliście do jaskini. Niecałe dziesięć metrów przed wami jest rzeka szeroka na sześć metrów, a za nią ścieżka prowadząca do kaplicy. Światło rzeki działa na was w nadnaturalny sposób, oślepiać was i drażniąc pozostałe zmysły. Niektóre testy mogą być zwiększone o 2, szczególnie gdy wymaga to aktywnej uwagi na konkretnym obszarze. Np. próba przeskoczenia rzeki.
Obecni: Morten, Algol, Claus, Isabell.
[center]***[/center]
Malkavian, Nosferatu i Brujah spotkali się i wymienili informacjami. Kilka istotnych spraw zostało poruszonych, a obeznanego w majestacie prawa byłego policjanta ruszyło to najmocniej. Wiedział jakie konsekwencje może wyciągnąć Książę. Natomiast Karen nieoczekiwanie znalazła się granicy szału. Starała sobie tłumaczyć, że nie będzie bić geja i wariata, ale gorąca krew przypomniała o sobie. Jeszcze tylko jedno słowo, jedna uwaga... Kapitan i Bradley wyczuli to szybko, zachowując spokój. Sorte Kirke zaczęło się udzielać każdemu. Szczęśliwie, przednimi nimi widać było oświetlony świecami korytarz prowadzący na powierzchnię...
Obecni: Kapitan Galaktyka, Bradley, Karen
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 06 grudnia 2018, 11:12

[center]Kryształowa Komnata pod Sorte Kirke, Po Północy 14 maj 1996[/center]
- Niczego nie chowamy po kieszeniach - ostrzegł natychmiast czarownik, spoglądając ostro na towarzyszy - A już zwłaszcza niczego nie odłamujemy, by chować po kieszeniach. Jasne?

Zmrużył oczy i przez chwilę wpatrywał się w nurt lśniącej rzek. Bijący od niej blask odbijał się w jego oczach nadając im dziwny, obcy wygląd.

- Nie wiemy, jakie siły władają tym miejscem - rozpoczął po chwili, ciszej - I nie chcemy zakłócić równowagi energii, ani zdenerwować duchów ziemi, które mogą tu mieszkać. Zresztą, po zdjęciu klątwy będzie odpowiednio dużo czasu, byście napchali sobie kiesy tym, czy owym. Tak więc teraz zacznijcie myśleć, jak mamy przebyć rzekę.

Wskazał na niewielką kaplicę, której otwór czerniał w skale po drugiej stronie rzeki, po czym robił kilka kroków w jej kierunku. Znów spojrzał w nurt. A więc to jest centrum labiryntu... Minęliśmy bestię. Teraz trzeba znaleźć sposób, by przejść przez próg. Zastanawiam się... Czy pająk był jedynym Strażnikiem, czy dopiero czeka nas spotkanie z nim? Jak dotąd to miejsce sprawdza głównie nasze charaktery i zdolność kontrolowania niższych emocji... Nic, z czym nie umiałbym sobie poradzić. Nie ciemność jednak niepokoi mnie, lecz światło... Jest przeciwne naszej naturze.
Poproszę MG o test okultyzmu, heart knowlage i zagadek, związany z tym, co widzę (czyli rzeką, komnatą i kaplicą).
Obecni: Morten, Algol, Claus, Isabell.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Gohan
Reactions:
Posty: 81
Rejestracja: 29 listopada 2016, 15:24

Post autor: Gohan » 06 grudnia 2018, 23:58

[center]Katakumby pod Sorte Kirke, Po Północy 14 maj 1996[/center]
Początkowy szok powoli mijał i to co oznajmił Świr o dziwo nieco uspokoiło Karen. Ciężko było się na niego wnerwiać w takim momencie.

- Słuchaj Kapitanie, ja nie mam zamiaru cię nikomu wydawać, bo nie widziałam jak robiłeś cokolwiek złego, a nie zamierzam tłumaczyć się Szeryfowi z czegoś co może być nieprawdą. Z tego co mówisz nie byłeś zbyt przytomny, więc twoje słowa nie są zbyt wiarygodne. W tym miejscu dzieją się bardzo dziwne rzeczy, znikają korytarze, pojawiają się zwidy i cholera wie co jeszcze. Dlatego jak już stąd wyjdziemy to zrobisz jak uważasz, ale póki tu jesteśmy nie skreślaj się.

To nie brzmiało jakby chciała go kryć. Po prostu widać było, że nie chce się mieszać w sprawę, której nawet nie była świadkiem.

- Bo widzisz, ja i Bradley porzuciliśmy Michelle żeby ciebie znaleźć, gdy radośnie postanowiłeś się oddalić bez ustalenia tego z nikim. Nie chcieliśmy żeby tych dwóch makaronów cię dorwało albo żeby coś innego przytrafiło ci się w tych posranych korytarzach. Więc nie ma opcji, że cię tu teraz zostawię po tym ile mnie to kosztowało. Rozumiesz? My w odróżnieniu od niej traktujemy umowy poważnie, więc mam nadz