[center]
Przełęcz, gdzieś w górach[/center]
Wzmianka na temat kanibalizmu przejęła czarownika dreszczem. Nie był to jednak bynajmniej dreszcz odrazy. Osobiście nie przejmował się bowiem większością moralnych zasad, pętających słabe, śmiertelne umysły. Mroczne ścieżki magicznego wtajemniczenia wymagały bowiem wyzwolenia się z tego rodzaju przesądów. W zasadzie nie miał nic przeciwko rytualnemu kanibalizmowi: z łatwością mógł na przykład wyobrazić sobie pieczone serce Menkary, które pożera, by przejąc jego moc... Tak, to byłoby nawet przyjemne... Nie, dreszcz, który go przeszedł spowodowany był raczej praktyczną konkluzją: oto znajdował się sam na pustkowiu z dzikusem przewyższającym go o głowę... A ów barbarzyńca, że wszystkich możliwych tematów świata, musiał wybrać akurat ten, który w obecnej chwili wydawał się Nehaherowi najmniej pociągający.
W końcu żaden drapieżnik nie lubi przebywać z kimś, kto ma większe kły i pazury. Dotyczy to także węży...
Odchrząknął więc, udając, że zbiera myśli, po czym rozpoczął:
- W istocie, przyjacielu, inaczej jest z duchami zwierząt, inaczej zaś z ludźmi. Duch zwierzęcia nie panuje nad duchem człowieka. Dlatego nawet jeśli pożarłeś bestię-kanibala, to nie przejąłeś tym samym duszy ludzkiej, która odeszła do krainy Przodków. I słusznie się stało, bo była to dusza złego człowieka, która mogłaby nachodzić cię w snach i wysysać twe siły - postanowił, że postraszy nieco wojownika. Może to odbierze mu ochotę do rozmyślań o jedzeniu ludzkiego mięsa? - Należy być zawsze ostrożnym w przypadku ludzi podłych... Tak jak i tych, co obdarzeni są mocą magiczną. Jeśli bowiem wrogowie zbezczeszczą ich ciało, wykorzystując je jako posiłek, dusze szamanów mogą opętać ich sprowadzając chorobę i szaleństwo -
I co ty na to, dzikusie? He he... - W tym wypadku także wszakże należałoby uważać, bowiem nie wiemy, z czym mamy do czynienia. A niedźwiedź, którego zabiliście mógł także być opętany przez...
Przerwał w pół słowa i zmarszczył brwi, skupiając się na przekazie mentalnym, który nagle rozdzwonił się we wnętrzu jego czaszki.
Daffyd! Nareszcie, na demony...- pomyślał z ulgą. Informacja od Bossończyka wybawiała go bowiem z konieczności kontynuowania nieprzyjemnego tematu. Skrzywił się lekko, rozmasowując skronie. przekaz był bardzo silny. Nawet za silny. Czarownik miał wrażenie, że echo każdego słowa rezonuje boleśnie w korzeniach jego zębów. Najwyraźniej łucznik powinien jeszcze sporo poćwiczyć jeśli szło o komunikację mentalną...
- Poczekaj - rzucił do Hrotha, zatrzymując się - Daffyd coś znalazł! Lepiej się ukryjmy.
Myśl czarnoksięznika wzbiła się niczym strzała, dosiadając zimowego wiatru. Pomknęła nad ośnieżonymi wzgórzami, dosięgając celu:
-
Daffydzie! Mamy czekać, czy dołączyć do ciebie? Powiedz mi, co widzisz! I jak daleko jest zagrożenie? Słucham z uwagą.
Przypominam tylko, że myśli nie kierowanych do drugiej osoby nie słychać - więc osobiste rozmyślania Nehahera pozostają tylko jego tajemnicą.

Wstawka od MG:
Zamyślony Hroth podczas wyjaśnień Morethila. Ma na sobie narzucona skórę niedźwiedzia, broń także masywniejszą, ale twarz i budowa ciała są u Hrotha tak jak poniżej.
