PBF - WARSAW 2055

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 19 grudnia 2018, 12:06

Chinatown, 27 lipca 2055

Berghar umył ręce , czy też właściwie zmoczył je w cieczy wydobywającej się z kranu. Przyzwyczajenie było drugą naturą człowieka, a fixer zbyt późno zorientował się, że tym razem lepiej było wytrzeć dłonie w portki.

Sprawdził machinalnie czy wszystko jest jak powinno i ruszył do wyjścia. Mała przygoda z azjatką poprawiła mu humor i obudziła instynkt drapieżnika. Po takim seksie, wydawało mu się że może wszystko.

Szedł powoli do stolika i powoli docierały do niego szczegóły sceny na którą patrzył - jakichś dwóch żółtych zaczepiało Lenu, roztańczony Wojski nic nie zmądrzał i coś do nich bełkotał. Czyżby ryżówka była aż tak mocna? Berghar szczerze wątpił znając historię solasa. Więc ściemniał przed tamtymi.

Fixer baczniej obserwował zajście - tamci ostatecznie odwrócili się i ruszyli przez rozstępujący się przed nimi tłum.

O.D. podszedł do swoich towarzyszy.
Ostatnio zmieniony 20 grudnia 2018, 15:45 przez Denver, łącznie zmieniany 1 raz.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 grudnia 2018, 22:23

Chinatown, 27 lipca 2055

- Bierzcie żarcie i za nimi! - polecił ściszonym głosem Ketarski, łapiąc do ręki jednorazowe opakowanie z jedzeniem i wciskając do kieszeni kurtki witaminizowaną wodę - Szybko i trzymamy się razem!

Wyślizgnąwszy się zza stolika manager podążył szybkim krokiem w ślad za Chińczykami, przeciskając się zwinnie przez ciżbę ludzkich ciał. W połowie drogi do wyjścia na ulicę zwolnił na tyle, by Lenu i Berghar zdążyli się do niego zbliżyć.

- Za progiem sprawdzamy, gdzie skręcą i spierdalamy w drugą stronę, ale tak na złamanie karku - polecił Krzysztof - To prawdopodobnie handlarze organami, czytałem o nich w Hyper Expresie. To podobno oni pocięli Elona Muska po tym jak się upalił na otwarciu drugiej linii Hyperloopa i pojechał do niewłaściwego hotelu. Tną na żywca i bez znieczulenia, wcale się nie pierdolą.

Coś w głosie managera kazało reszcie drużyny przyjąć, że istotnie lepiej się ze skośnookimi druhami za bardzo nie bratać.
Jak w fabularce, spadamy biegiem w drugą stronę!

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 23 grudnia 2018, 18:27

Chinatown, 27 lipca 2055

Nieoczekiwanie dla Lenu mongoloidalni nie złapali żartu i całkiem poważnie zaprosili do oglądania towaru, jakby tylko czekali na podobne zamówienie. To ubawiło biologa jeszcze bardziej, wiedział że bojaźliwie ustępujący przed dresiarzami tłum nie wróży niczego dobrego, a właściwie powinien być przestrogą. Szczerze chciałby pociągnąć jeszcze chwilę tą farsę i pośmiać się kosztem żółtych, ale Krzysiek i dwaj bohaterscy dupczyciele dziwek wyglądali na zbitych z tropu i nieco zaniepokojonych. Najpierw ruszyli za bandytami, ale zaraz Ketarski nakazał ucieczkę, strasząc Lenu pocięciem na części zamienne przez pryszczatych skośnych. To ostatecznie przekonało medyka, nu ciało było wyjątkowo zadbane i z pewnością osiągnołoby zawrotne ceny.

Ale kiedy sobie to uświadomił, koledzy byli już dobre kilka metrów i oddalali się spiesznym biegiem. Chwilę jeszcze zawahał się patrząc za chinolami i myśląc sobie, że to bardzo niekulturalnie odchodzić bez pożegnania, tym bardziej, że chwilę wcześniej sobie z nich żartował.

-Excuze! Mister! Mamy robotę, pilną! Call me LARWA! - zawołał za odchodzącymi bandziorami.

Następnie, na tyle spiesznie na ile pozwalały srebrne buciki na obcasikach, pobiegł za kolegami.

Zabawne, spierdalamy ile sił w nogach, ciekawe jak oni radziliby sobie na obcasach. - bawił się jeszcze myślą, sprawnie omijając w biegu gęstniejący popołudniem tłum. Nie trudno było domyślać się w którą stronę pobiegli partnerzy z grupy, na trasie ucieczki słychać było głośne przekleństwa, których Lenu nie rozumiał, ale domyślał się znaczenia, sprzedawcy podnosili stoliki i plastikowe krzesła. Wykonując piruet pomagający ominąć przeładowanego rowerzystę, Lenu spojrzał raz jeszcze w tył.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 grudnia 2018, 13:51

Chinatown, 27 lipca 2055

Głupia pinda. Mnie wciska jakieś łachy a sama się nie umie na akcje ubrać... - Wojski kiwnął bezradnie głową obserwując jak Lenu nieudolnie biegnie na szpilkach. Byłby już pewnie sporo dalej, ale musiał osłaniać odwrót. Wyszarpnął broń z kabury, ale trzymał ją jeszcze pod swetrem, tak aby nie budzić niepotrzebnej paniki w tłumie ludzi. Tłum działał na ich korzyść. Da im chwilę na rekację, jeśli skośnoocy zdecydują się strzelać za korporacyjną ekipą, Będą musieli mieć w miarę czystą linię strzału. Wiedział, że minie ułamek sekundy, nim ciżba ludzi po pierwszym wystrzale zacznie uciekać we wszystkie strony. Dla Bartkowskiego to było bardzo dużo czasu. Wystarczająco, żeby na ten przykład popchnąć Lenu za betonowy stand do datatermu, lub samemu złożyć się do strzału.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 25 grudnia 2018, 23:49

Chinatown, 27 lipca 2055

Kiedy uwaga obu członków Triady spoczęła na chwilę na osobie wędrownego specjalisty od chińskiej akupunktury, znany w Prepak Polska ze swych niestandardowych pomysłów HR-owiec Krzysztof Ketarski zafundował grupie bieg po zdrowie. Biegnącemu obok niemu fixerowi przeleciała przez myśl porównanie do ostatniej imprezy firmowej na której również działy się osobliwe rzeczy, związane z niestandardowym korporacyjnym coachingiem, połączonym z zabawami i grami zespołowymi mającymi uformować z grupy losowych współpracowników jeden zgrany team.

Biorąc pod uwagę wszelkie poprzednie gry i zabawy, ta dzisiejsza z dziwką na dwóch była jednak najlepszym pomysłem jaki dział Human Resources zafundował mu w ciągu wszystkich imprez firmowych jakie przeżył w Prepaku. A może nawet i dłużej.

Ucieczka przed Triadą na ich terytorium też była źródłem solidnego koktajlu najlepszego narkotyku jaki był na świecie - adrenaliny. Krew pulsowała w żyłach fixera w szybkim tempie kiedy zapadli w siec drobnych uliczek obwieszonych chińskimi lampionami, wypełnionymi rowerzystami i wielobarwnym tłumem spieszącym w sobie tylko znanych sprawach.

Obrazek

Nikt ich nie ścigał ani do nich nie strzelał, co było tego wieczora dosyć daleko idąca uprzejmością. Lecz mimo to w umyśle Berghara wciąż kołatała się myśl, iż taki sprint może w przyszłości źle wpłynąć na ewentualne interesy jakie mógłby tu kiedyś robić. Zapewne skośni wzięli ich za kolejną bandę zbakanych czymś punków, którzy są niezbyt rozgarnięci by podejmować racjonalne decyzje. A przynajmniej głęboko w tą wersję wierzył. Była dość wiarygodna. Tak czy inaczej był pewien, że ulica nie jest miejscem anonimowym w tej dzielnicy, a telefony na pewno poszył już w ruch.

Zatrzymali się nieco zmęczeni kiedy najsłabsze z nich ogniwo postanowiło zaczerpnąć nieco więcej tchu. Ciężkie oddechy mieszały się z ukradkowymi spojrzeniami rzucanymi na boki. Okolica sklepu z telefonami, wydawał się bezpieczna.

- Nie tśa siem było tak śpieszyć, promocja na nowy AjFon jet do środy - powiedział uprzejmie człowiek wchodzący do sklepu obok.
Wygląda na to że udało się wam zbiec. Co dalej?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 26 grudnia 2018, 20:38

Chinatown, 27 lipca 2055

Choć tempo biegu nie było zawrotne, to zwinność pozwalała Lenu omijać sprawnie tłoczących się na ulicy ludzi i pojazdy, swobodnie balansował kroki trzymanymi w rękach kuferkiem i torebką, co mogłoby przywodzić na myśl entuzjastyczny taniec szczęśliwej dziewczyny. Kiedy zobaczył czekającego w tłumie Wojskiego, nu oczarowało jego rycerskie zamknięcie tyłów. W zmęczonym Bartku dojrzał uśpionego bohatera. Na chwilę życie w śmierdzącym mieście zmieniło się w virualną bajkę.

Poszukiwania czarodzieja i jego artefaktu, Smok na Pradze, skromny Ser Bartek.

Wszystko prysło kiedy zatrzymali się przed punktem z telefonami i uznali, że nikt ich nie goni. Nie było goblinów. Lenu zdał sobie sprawę, że cały czas biegł w tym brudnym powietrzu bez maseczki. Pospiesznie zaciągnął ją na twarz i z trwogą sprawdził skład powietrza na monitorze w nadgarstku.

-Kurwa!- zaklął cicho.

- Nie tśa siem było tak śpieszyć, promocja na nowy AjFon jet do środy - padła odpowiedź, choć jej nie oczekiwał.

Ale widok wystawy reklamującej zdalne sterowanie z telefonu niemal każdą dziedziną życia, przypomniał nu o jeszcze jednej rzeczy. Wybrał w telefonie apkę swego mieszkadła i sprawdził czy ktoś próbował się dostać na miejscu.
Nie zawracając sobie głowy atrakcyjnością, Lenu narzucił na kostium przeciwdeszczową pelerynkę.

Albo na Pragę, albo do firmy, jeśli tam Krzysiek jest coś w stanie zdziałać. Trop urywa się na Pradze, jeśli nie wypłynie nic dodatkowego z profesorem Męczybułą, Elką, albo dodatkowym Mozambijczykiem, lub jeszcze czymś innym to tam powinniśmy się skierować.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 01 stycznia 2019, 15:35

Chinatown, 27 lipca 2055

Stali chwilę dysząc po biegu. Pierwsze krople deszczu powoli, nieśmiało pomknęły w dół niosąc wprost z ołowiano-burego nieba drobiny brudnego miejskiego pyłu. Do Ketraskiego podsunęła się z naturalną gracją młoda Azjatka. Pod ręka miała elektroniczny kapownik jaki HRowiec również zwykł używać w swojej codziennej biurowej pracy.

- Przepraszam serdecznie, ale czy zechcieli byście państwo podpisać tą skromną petycję... - powiedziała z uśmiechem i skłoniła się uprzejmie podając przy tym Ketarskiemu kapownik.

- To petycja do rządu polskiego, nazywa się "Polska jest najważniejsza". Chcemy w by rząd przestał przeinaczać fakty dotyczące Drugiej Wojny Światowej ponieważ my, mieszkający tu od pokoleń Polacy nie godzimy się na to by nas dalej okłamywano w tej materii. - Powiedziała Chinka, - Żądamy również natychmiastowej renowacji, obecnie zupełnie zaniedbanego przez miasto i rząd, pomnika marszałka Piłsudskiego.

-Ale o co w ogóle chozi? - zapytał Wojski podsuwając się z zainteresowaniem, bowiem jak każdy żołnierz darzył sporym szacunkiem osobę marszałka.

- Wystarczy podać swój pesel i się podpisać, to wszystko.

- A tu na dole co jest napisane? - zapytał z zainteresowaniem Ketarski przeglądając podsunięte mu do podpisu dokumenty.

- To co mówiłam. To, różne takie tam szczegóły naszego sprzeciwu przed fałszowaniem historii. Chcemy na przykład by polski rząd objął opieką finansową, rodziny byłych kombatantów chińskich żołnierzy walczących w armii polskiej obcym najeźdźcą. Między innymi w dywizjonie 303, pod Monte Casino, oraz podczas powstania warszawskiego...

- Ale... ja nawet nie wiedziałem, że tam byli jacyś... - rzucił Berghar spoglądając na dziewczynę.

- No właśnie, no właśnie... - Odpowiedziała z uprzejmym uśmiechem wskazując mu miejsce do złożenia podpisu.
Ostatnio zmieniony 01 stycznia 2019, 18:40 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 01 stycznia 2019, 19:59

Chinatown, 27 lipca 2055

Lenu zdążył wziąć trzy duszące wdechy, kiedy na narzuconą nylonową przeciwdeszczówkę, spadły pierwsze ciężkie krople, wpatrywał się w ekran smartfona, oczekując na raport z mieszkadła. Nagle, niczym szarańczak z konopi wyskoczyła młoda euro-azjatka, podskubując uwagę i czas Ketarskiego.

Petycje, wspominki, zaszłości z głębokiej przeszłości, wojenki, które ich kompletnie nie dotyczyły. Do tego niedorzeczne pomniki. A w tym wszystkim chodziło z pewnością o przekręt z kasą.

Różowowłosa dziewczyna oderwała wzrok z nad ekranu i wbiła gniewne błękitem oczy w nieznajomą.

- To było ponad sto lat temu, wtedy Twoja rodzina mogła pasać konie na mongolskich stepach! - spojrzała na Krzyśka, którego oblicze niebezpiecznie stężało, ale Lenu nie miał pojęcia o powodzie owego zafrasowania. Próbował więc ratować - Mój pradziadek walczył w tej wojnie, tu w Europie, porucznik Helmut Schmitt, nawet w tej powietrznej bitwie o wyspy. - widząc zdziwienie kolegów, dodał - Co? A kasę zamiast na pomnik powinno się wydać na pomoc ofiarom cybergwałtów, nawet nie wiecie jaka to plaga. - Wiedział, że palnął coś nie tak, ale nie miał pojęcia co dokładnie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 stycznia 2019, 23:02

Chinatown, 27 lipca 2055

Ketarski wysunął się przed Lenu, przysłonił swą nieco histeryzującą towarzyszkę skupiając na sobie uwagę Chinki.

- Jestem inspektor skarbowy Waś, Tomasz Waś - oznajmił wkładając w swój lodowaty ton całą powagę i charyzmę, na jaką zdołał się zdobyć - Proszę nie przeszkadzać nam w wykonywaniu obowiązków służbowych, prowadzimy wyrywkowe kontrole obwoźnych handlarzy organami.

Biznesmen mówił twardym zdecydowanym tonem, dosłownie cedząc słowa przez zęby i spoglądając na Azjatkę wyjątkowo nieprzychylnym wzrokiem.

- Posiada pani zgodę ratusza na rozprowadzanie publicznych deklaracji? Wniosła pani odpowiednie opłaty? Poproszę o okazanie poświadczenia zapłaty! Albo nie, nie mamy na to w tej chwili czasu. Proszę tu sobie usiąść i chwilkę zaczekać.

Manager pokazał Chince jedno z wolnych krzesełek wystawionych przed jedną z gwarnych i gorących jadłodajni.

- Skontaktuję się z drugim zespołem kontrolnym, jest ulicę stąd - mówił dalej Ketarski - I mają ze sobą oficerów z imigracyjnego, oni dokończą pani weryfikację. Proszę nigdzie się stąd nie oddalać.

Podnosząc dłoń do prawego ucha w geście symulującym manualną aktywację modułu łączności, Ketarski zaczął się oddalać od aktywistki ponaglając drugą ręką kompanów.
Chinatown to jednak za dużo emocji jak na mój gust, Mistrz Gry zdecydowanie chce nas w coś wkręcić. Gdzie jedziemy i co proponujecie jako kolejny krok?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 stycznia 2019, 17:20

Chinatown, 27 lipca 2055

Twarz Słowianki azjatyckiego pochodzenia pozostała podejrzanie spokojna na słowa o urzędzie skarbowym. Ketarski był jednak pewien, że wywołały w niej odpowiednie emocje, albowiem niemal od razu skłoniła się grzecznie i odeszła, w kierunku wskazanym przez jego prawicę nie wypowiadając przy tym ani słowa. Szybko stracili ją z oczu w kolorowym tłumie.

Odgłos żywej ulicy wypełniał umysły dźwiękami. Ryksze napędzane mocą serwomotorów elektronicznych dolnych cyberkończyn, nawoływania do zakupu i uliczny zgiełk małych motorków. Ponad odgłos gwarnej ulicy wypełnionej mieszanką polsko-mandaryńskiego wznosiły się przekrzykujące się na wzajem głosy miejscowych hologramów. Wyjątkowo barwne i wrzaskliwe w wydźwięku aranżacje zachęcały do nabywania kolejnych kolorowych produktów. W większości tanich podzespołów cybertechniki, które za niewielkie pieniądze można był nabyć w tej dzielnicy. Cyborgizacji chińskich produkcji typu Dai Lung czy Tanechi Oki, ale także podróbek znanych marek, czy też zwyczajnych no-name'ów o wątpliwej żywotności.

Tuż obok sprzedawcy kolorowych jaskrawych sukienek, plastikowych dodatków i przeciwdeszczowego asortymentu który podejrzanie szybko zaczęła pojawiać się na straganowej wystawie stała Lenu. Oglądała różową torebkę, w podejrzanie niskiej cenie. Na jej boku był jednak wytłoczony napis, jakże oryginalnej mark, "Dojcze Cabbana".

Obok niej stał Berghar. Klikał szybko po swoim fonie, odpisując na jakiś nie istotny wpis na jego wypielęgnowanym przez bota profilu. "Co porabiasz stary?" Wyświetlił mu monitor. Fixer przez chwilę zastanawiał się czy nie wkleić w ramach odpowiedzi krótkiego filmiku, z Chinką w roli głównej w ramach krótkiego ale intensywnego występu typu threesome który to chwilę temu nagrał swoim smartfonem. Jednakże po namyśle odpisał kumplowi: haruję ciężko.

Ketarski namyślał się, obserwując jak ktoś szybkim ruchem ostrego jak śmierć noża wprawnymi oszczędnymi ruchami nadgarstka przyrządzał danie z ośmiornicy. Nad tym wszystkim zaś huśtały się na wietrze papierowo lampiony, na których wymalowano czerwonawe podobizny karpi koi.

W tle leciał jakiś skośny przebój: https://www.youtube.com/watch?v=M8-vje-bq9c

Powietrze oprócz wilgoci narastającego z każda sekundy deszczu, ulicę wypełniał zapach przepalonych olejów z drugiego tłoczenia i trzeciej świeżości prepaku który na nim smażono. Dziwna woń wodorostów i smażonego zapachu ryb spajała się w jedno z deszczową pogodą, stając jednością jak w nadmorskiej chińskiej wsi. A przecież, tu niedaleko leniwie płynęła Wisełka, a nie jakaś tam Yangshuo.

Wojski tymczasem pukając paluchem w szybę akwarium straszył rybę rozdymkę, która do tej pory pływała bezstresowo w swoim akwarium. Rozpuchła się w jednej chwili strosząc kolcami kiedy dojrzała tylko niezwykły dla niej widok - paluch solosa. Właśnie w tej dzielni można ją było nabyć w ramach jednego z najniebezpieczniejszych posiłków na świecie. Za bezcen. I na własne ryzyko, rzecz jasna...

Nanatar w domu spokój i cisza. Czy jeszcze komuś wiszę jakieś info? To co, jedziemy dalej z sesją?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 stycznia 2019, 16:03

Chinatown, 27 lipca 2055

Paradoksalnie Bartkowski choć może wyglądał jakby w życiu Kindlea nie trzymał, to otrzymał w młodości staranne wykształcenie na Uniwersytecie Prezydenta Kaczynskiego w Warszawie. Gdy azjatycka aktywistka zaczęła opowiadać historię, Wojskiemu oczy niemal się obróciły o sto osmiedziesiąt stopni. Historia była jego szkolnym konikiem i wiedział, że żadni Chińczycy nie walczyli ani w szeregach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, ani w szeregach Ludowego Wojska Polskiego.

Ale sama idea pomysłowej Chinki wpadła mu do głowy. Pamiętał opowieści dziadka o prapradziadku, który jeszcze za cara walczył w Powstaniu Bokserów. Fakt był potwierdzony, bo dziadek pokazywał nawet bagnet, medal i spisane cyrylicą dokumenty wojskowe sprzed stu pięćdziesięciu laty. Mało tego, jako dociekliwy nastolatek Bartek sprawdził nawet ponad wszelką wątpliwość autentyczność artefaktów.

Wojski wyczekał na stosowną chwilę i gdy zbierająca podpisy dziewczyna zniknęła, podszedł do Ketarskiego:

- Ej Krzyś, dobrze, że się człowiek coś pouczył za młodu, bo takie smuty pierdoliła ta laska, że myślałem, że nie zdzierżę i jej wyjebię... No ale o czym to ja miałem... Pamiętasz jak dziadek Jurek opowiadał nam o swoim pradziadku co walczył w Chinach? - Ketarski pokręcił głową zdziwiony, nie rozumiejąc do czego zmierza przyrodni brat: - Wiesz tak se pomyślałem, żeby można było puscić maila do Pekinu z dokumentami. Może i nam się jakaś renta należy za to że dziadek zdławił Powstanie Bokserów, bo może i lał tam żółtków, ale jakby nie ta interwencja, to dalej by byli w epoce prochu dymnego. Więc jakby nie patrzeć przyczynił się do postępu tego kraju. To chyba jest podstawa do uzyskania jakiejś gratyfikacji finansowej od Ludowej Republiki Chińskiej... A przynajmniej jest w tym coś prawdy, a nie znalezione pewnie gdzieś na fejsie wypociny. Naczyta się głupot idiotka i potem naciąga ludzi na pieniądze jak jakiś menel.

Lenu spojrzała na Wojskiego. Solo zaczął sobie zdawać sprawę, że słowa takie jak bokser, proch dymny niekoniecznie znajdowały się w słowniku młodej hemafrodyty. Berghar też podrapał się po głowie z lekkim zażenowaniem, choć nie wywalił karpia jak Lenu. Ketarski przez chwilę analizował słowa brata, więc lekko zboczony z tropu Wojski zmienił nagle temat pytając:

- To gdzie taraz jedziemy? Może na tę twoją chacjendę Lenu?
Ostatnio zmieniony 16 stycznia 2019, 16:10 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 stycznia 2019, 21:52

Chinatown, 27 lipca 2055

Uwolniwszy się zarówno od skośnookich gangsterów jak i nachalnej oszustki, Ketarski potarł dłonią szczękę próbując zdefiniować następny krok w poszukiwaniach Adobe. Mozambijczyk mógł kryć się w kilku różnych miejscach, ale manager nie chciał dzielić swego zespołu na mniejsze sekcje, by jednocześnie sprawdzić wszystkie potencjalne skrytki. Spotkanie z konkurencyjnym zespołem rekruterów pozbawiło go w jednej chwili złudzeń co do siły perswazji - czy raczej siły ognia - swojej ekipy w razie ponownego spotkania. A podświadomie Krzysztof wyczuwał, że do spotkania mogło dość bardzo szybko.

Czarnoskóry ochroniarz porwany z hotelu na Pradze najpewniej został już zdemaskowany jako bezużyteczny sobowtór - a co gorsza, być może akurat wiedział, dokąd udał się uciekinier. Potraktowany taserem lub chemią zapewne puścił parę.

Kurwa mać, co teraz?

- Lenu, możemy zatrzymać się na parę godzin u ciebie? - spytał technika próbując jednocześnie nawet sobie nie wyobrażać Wojskiego naruszającego intymną prywatność gniazdka Lenu, pasującego do takiego wnętrza niczym cyberpięść do nosa.

Tym bardziej, że jego przyrodni brat zyskał znienacka na werwie i energii, poweselał i zrobił się niecodziennie rozmowny. Krzysztof podejrzewał, że był to efekt niedawnego grupowego stosunku w toalecie: tylko takie doświadczenie mogło dodać Wojskiemu skrzydeł, chociaż jednocześnie wyraźnie podcięło je Bergharowi. Spec od zaopatrzenia milczał jak zaklęty i wodził wokół siebie pustym wzrokiem, przypominając świeżo wybudzoną ofiarę zbyt długiego braindance'a.

Braciak musiał takie rzeczy wyrabiać z tą Azjatką, że O.D. kompletnie sflaczał z wrażenia! Albo w porywie namiętności zaślepiony hormonami Bartek dorwał się do tyłka Berghara? Jeśli włączył generator adrenaliny, a miał przy tym ciągle jeszcze sprawnego Sandevistana, mógł z rozpędu trafić w niewłaściwe miejsce!

Tak, to mogło w jakiś tam sposób tłumaczyć nagłą traumę zaopatrzeniowca, chociaż Ketarski nie miał najmniejszego pojęcia jak kolegę z niej wyciągnąć.
Nanatar - możemy schować się na razie u Ciebie?

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 19 stycznia 2019, 14:34

Chinatown, 27 lipca 2055

Lenu wpatrywał się w torebkę na wystawie, podróbkę znanej marki. czym naprawdę różniły się między sobą? Jedna litera więcej w nazwie i cena stukrotnie wyższa. Przecież obie wykonane były z takiej samej hodowlanej skóry, z tego co technik wiedział wszystkie skóry na galanterię hodowane były na tym samym patencie, mogły więc rosnąc obok siebie, później rozdzielono je i jedna stała się Gucci, druga zaś Guccio. Jak rozdzielone bliźniaki wychowane w dwu różnych domach, z innymi rodzicami, jak dwoje oczu przeszczepione różnym osobom. Rozczłonkowana jednorodność. Definiowanie etykietą, tak jak nu sam, postrzegany jako piękna kobieta, bo tak opakowany.

Wszyscy opakowujemy się, żeby lepiej się sprzedać, drożej, zabłysnąć. Czy ważne jest jeszcze, co kryje rdzeń?

Szczęściem koledzy nie pozwolili Lenu zagłębić się zbytnio w zagadkę bytu. Bartek popisywał się znajomością historii, trudno było ocenić Lenu prawdziwą, czy zmyśloną, ale co to znów miało do rzeczy w sprawie Mozambijczyka. Ze wstydem spostrzegł, że usta ma otworzone jak do przyjęcia penisa, ale jakoś nie chciały się zamknąć, zadrżały tylko jak w spazmie rozkoszy.

- To gdzie taraz jedziemy? Może na tę twoją chacjendę Lenu? - wtrącił Wojski, ale usta medyka wciąż tylko zadrżały.


- Lenu, możemy zatrzymać się na parę godzin u ciebie? - dodał Krzysiek.

Lenu kompletnie się tego nie spodziewał, zdołał jednak przełamać zdrętwienie i kiwnął głową. - Jasne, jedźmy, tutaj śmierdzi. Miejsca nie ma dużo, ale chętnie się przebiorę i napijemy się czystej wody, mam filtry. - zawahał się jeszcze chwilę. - Myślę, że będziemy musieli wrócić na Pragę, powinniśmy się dozbroić, tam nie będzie już bezpiecznie.
Myślę, że najszybciej w tych godzinach będzie się tam dostać kolejką nie powinno to zająć więcej niż pół godziny. Kolejka nie stoi w korkach.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 stycznia 2019, 17:17

Mokotów, 27 lipca 2055

Świst powietrza towarzyszył im kiedy drzwi Hyperloopa zamknęły się posyłając ich chwilę później z prędkością równą pociskowi na drugą stronę Wisły. O tej porze było w środku Loopa było dosyć tłoczno. Z trudem znalezione miejsca szybko zgęścił tłum śpieszących z pracy do domu. Zadrutowany tłok pogrążony w sprzęgowej zadumie. Zdążający do sowich małych codziennych spraw które wciągały ich jak co dzień kiedy kończył się codzienny kierat. I tak co dzień, z dnia na dzień aż do weekendu. Potem cykl zaczynał się od nowa i powtarzał bez końca jak w czasoprzestrzennym loopie albo w zaciętym braindancowym wirtualu powodującym szaleństwo i trwałe uszkodzenia mózgu.

Oprócz tego motłochu w Hyperze była jeszcze grupka krawędziarzy. Ekipa Ketarskiego. Żyjąca częściowo w ściśle sprecyzowanymi protokołem korpoświecie, a częściowo w pozbawionej wszelkich zasad punkowej ulicy. Ta zbieranina, tak naprawdę nie pasowała dobrze do żadnego z tych dwóch przeciwnych realów. Przemieszczała się swobodnie pomiędzy jednym światem gdzie biedota nie miała dostępu, a drugim gdzie bogaci brzydzili się zaglądać. Nie pasowała dobrze nigdzie. Nie bali się też ryzyka. I chyba to ostatnie właśnie czyniło z nich prawdziwych krawędziarzy, tancerzy balansujących na granicy tych dwóch światów niczym na ostrzu monokatany marki Tenchi Industries.

Hyper ze świstem przeciął Wisłę, i przemknął przez ciężkie od smogu Siekierki kreśląc za sobą jedynie wygiętą smugę wielobarwnego świata. To widzieli postronni obserwatorzy ruchu Loopa. Z jego wnętrza jedynym obserwowalnym elementem który się nie rozmywał była ogromna jarzeniowa tablica informacyjna. Należała do stołecznej atomowej elektrociepłowni i twierdziła, że wszystkie normy środowiskowe wkoło tego smrodzącego molocha są wprawdzie przy granicy, ale przekroczone nie są.
Każdy Warszawiak wiedział, że tablica kłamała.

Dotarli. Końcówka Mokotowa i początek Wilanowa. Dyskretne zderzenie dwóch dzielnic, sypialnia dla bogatszej ludności miasta. Nawet jak się wynajmowało jedynie skromną kawalerkę tak jak Nu, trzeba było mieć sporo hajsu by tu mieszkać.

Wysoki mrówkowiec do którego zmierzali wydawał się nie mieć końca. Jego wierzchołek ginął w ołowianych chmurach z których sączyły się leniwe ciągi deszczu. Hightower wyglądał podobnie jak reszta jego reszta bliżniaczych braci stojących obok ciasno jeden przy drugim. Na dole nowoczesnego molocha dostępu do wnętrza pilnował system bramek na czytniki siatkówki skryty za półpancernymi obrotowymi drzwiami z przezroczystego tworzywa. Nu pokonał je bez trudu by wpisać na recepcji swoich gości, przy obowiązkowym użyciu ich kart ID czyli po staremu dowodami osobistymi. House rules mrówkowca musiały być spełnione. Minęli wystawny kolisty hol, wokół którego znajdowała się sieć drobnych sklepików, oraz salonów masażu. Całość obsługiwała mieszkańców obiektu w większość potrzebnych rzeczy tak sprawnie, że nie nie trzeba było wychodzić na zewnątrz obiektu by załatwić drobie sprawy. W środku okrągłego holu rosło najprawdziwsze na świecie drzewo.
Mknęli szybkobieżna windą z jedną stroną krytą wyłącznie szkłem co mogło doprowadzać do lęków wysokości nawet jeśli się ich nie miało. Na co którymś piętrze mrówkowca znajdowały się kolorowo oznaczone sale do wynajęcia, gdzie można było za nie małą opłatą wynająć przestrzeń na dowolną imprezę okolicznościową. Bufet zamawiany był osobno.
Na ostatnim piętrze znajdował się basen, siłownia mająca największe natężenie ruchu paradoksalnie w godzinach od dwunastej w nocy do trzeciej, a także trasa do joggingu. Tą ostatnią stanowił kryty przezroczysty tunel upstrzony wewnątrz prawdziwą zielenią, który odcinał się od smrodu i smogu miasta grubym szkłem spiętym ciężkimi chromowanymi obręczami . Tunel dla biegaczy prowadził swą pokrętna trasę wokół dachu mrówkowca, w centrum bowiem znajdowało się lądowisko dla avek i kopterów.

Winida stanęła na dwudziestym trzecim piętrze. Ostatnie przeciągniecie kartą u drzwi lokalu i już byli w środku.

Witaj w domu. - Powiedziało głosem miękkim jak atłas mieszkanie. Cicha muzyka pojawiła się w tle. - Specjalnie dla ciebie przygotowałam miks ulubionych chillout'owych utworów. Jesteś zmęczona ale wiedz, że czeka na ciebie wyjątkowa kolacja, którą specjalnie na kazałam dostarczyć na dzisiejszy dzień. Czy mam wyświetlić dla twoich przyjaciół jakiś kanał rozrywkowy, kiedy będziesz zażywać gorącego relaksującego prysznica?

Rozejrzeli się. Jedynym minusem tego lokum był widok. Na sąsiednią ścianę bez okien, kolejnego mrówkowca, krytego jazgotliwymi neonami. Wydawały się być zaraz za oknem. Przytłaczały światłem które z trudem wytłumiały ciężkie wiecznie zasłonięte żaluzje. Dla Lenu w istocie to był plus. Ponieważ to znacznie potaniało wartość wynajmu, przez co było ją na nią w ogóle stać. Inaczej bez stałej pracy i konkretnej kasy z korpo, mogła by jedynie marzyć o takim gniazdku. I tak lokum przeżerało większość zarobionej kasy.

Obrazek
Czekam na opis lokum Nanatara.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 23 stycznia 2019, 23:24

Gniazdko Lenu, Mokotów 27 lipca 2055, piątek popołudniu

Cały kompleks pilnowany przez maszyny, dziesiątki tysięcy małych i większych ludzkich gniazd zarządzanych przez roboty. Roboty widoczne i niewidzialne, jedne na miejscu, inne fizycznie przebywające na dalekiej Syberii. Przechodząc przez galerię Lenu zabrał ze stoiska czteropak, system niezwłocznie doliczył do czynszu.

Technik był szczęśliwy, że miał choć chwilę prywatności w pędzie tamtego dnia. Zdumiewające, że pomyślał o prywatności w towarzystwie trzech spoconych facetów, z których dwóch znał ledwo, a jednego...niewiele. Musiał się przecież rozebrać, a rzadko zdarzało się to nu w obecności innych, poza intymnymi sytuacjami.

- Proszę trochę więcej energii w muzyce. - rzucił w przestrzeń - a niewielkie pomieszczenie wypełniły stare nuty.

https://www.youtube.com/watch?v=qeMFqkcPYcg

Z rozbawieniem zauważył, że wszyscy tłoczą się zaraz za progiem, nie wiedząc gdzie się podziać.

Intymność czterech osób na 2,3m2. Po prawej od drzwi matowe szkło skrywało miniaturową łazienkę, która wzywała Lenu, zdając się wierzchołkiem Olimpu. Na wprost przez zasłonięte okno sączyła się cała paleta malarza kochającego się w jaskrawych barwach. W rogach rozpaliło się dyskretnie skryte oświetlenie. Dziewczyna przepchnęła się miedzy kolegami. Postawiła czteropak na imitacji marmuru po prawej, będącego blatem kuchennym i labolatoryjnym zarazem. W blacie osadzona była płyta grzewcza. Resztę zaśmiecały resztki eko-zjadalnych misek, metalowe pudełeczka, mały mikroskop, podręczny spektrometr. Na końcu blatu pyszniła się lodówka w kolorze indygo, tak duża jak w lokalach gastronomicznych. Nad blatem przymocowano do ściany metalowe kejsy. Miejsca przed blatem było tyle jak wąski korytarz do pracy.
Na wprost wejścia przy ścianie stała stara, drewniana toaletka z lustrem i oszczędne krzesełko. W pomieszczeniu dominowało zaś wielkie szklane terrarium skrywające tropikalną dżunglę. Ograniczało przestrzeń do korytarza przy toaletce i blacie.

- Nie ma gdzie usiąść, sorry. -Popatrzył na kolegów - wiem nisko, na górze mam garderobę - Lenu pociągnął na jeden z efektownych lampionów zwisających z sufitu i zjechał mała szafka. Pospiesznie wyjął ubranie. - O.D. pociągnij ten różowy - na dół zjechał wieszak na mokre płaszcze, wyposażony w ociekacz, z odzyskiwaczem wilgoci na dole i suszarką. Dziewczyna uśmiechnęła się, pociągnęła kolejny i wzdłuż blatu zjechało łóżko z pościelą. Trzeba będzie je wyprać, kolejne koszty.

- Siadajcie, zostawcie mi jedno - wskazał na pivo - to zajmie pięć minut. - I zdawało się, że nim wybrzmiały ostatnie dźwięki Lenu zniknął na matowym szkłem łazienki.

Dotknięciem pobudził na panelu program intensywnego prysznica. Brudne ciuchy do zsypu, do czyszczenia. Zanurzył się w strumieniach wody jak netrannerzy w sieci. Czy to czują? Oczyszczenie. Odżywka, pilling z kokonów, syntetyczna farba spłynęła z włosów w milionach drobin. Odrobina atramenu z kałamarnic, rozwodniona nadawał ulubiony przez Lenu kolor włosów. Nu wyuczonymi ruchami pielęgnował swe piękne ciało dotykając męskich części, braku kobiecych, nie mogąc się zdecydować na dalszą rolę w kolejnej części dnia. Myśli wędrowały też do pomieszczenia 3X4 metry skrywającego nu tajemnice. Czy ktoś nie oparł się pokusie i otworzył stare drewniane szuflady toaletki, przecież zdjęcie jest prawie na wierzchu, przecież nikomu go nie pokazuje, przecież zawsze kiedy brału prysznic kochanek lub kochanka już czekali. Tylko wtedy.
Może ktoś coś napisze do jutra, bez względu na to juro piszę ciąg dalszy.
Ostatnio zmieniony 23 stycznia 2019, 23:31 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ