PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 26 lutego 2019, 21:03

- Dlaczego uważasz doktorze, że jutro wdowa usłyszy nieco trudnych pytań. Zamierzasz je zadać, czy też może wiesz kto może? Zechciał byś się podzielić tą wiedzą?

Abdel założył ręce z tyłu idąc za szpitalnikiem.
- Chcąc nie chcąc użyłeś słowa zaniedbanie. I choć możemy nazywać to jak ci się podoba, zaniedbaniem, pominięciem, niedbalstwem czy zwykłym przeoczeniem, to muszę dopytać co konkretnie miałeś na myśli.

- Co do tych basenów... kiedy do niego zamierzam zaczerpnąć z niej wody do badań, które mam nadzieję pomożesz nam wykonać w swoim laboratorium. Mam na myśli ów święty zbiornik. I nie zrozum mnie źle, nie zmierzam tego zrobić by je zbezcześcić ale dlatego, że ktoś mógł je zatruć. Mamy prawo to uczynić, jako powiernicy namiestnikowego pierścienia. Przynajmniej taką mam nadzieję, jednakże na wszelki wypadek... Zrobimy to w pełnej dyskrecji. Na wszelki wypadek. Mam dość ludzi by nas na chwilkę zasłoniono szczelnie. To znaczy... Jeśli się zgodzicie panie go przebadać, bowiem w innym przypadku, pobór próbek bez laboratorium zupełnie nie ma sensu.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 27 lutego 2019, 20:51

Ulice Lucatore, 1 lipca 2595

Barthez mimo przyzwolenia jakie dał mu Abdel, starał się odzywać jak najmniej. Uznał, że odezwie się tylko wtedy, jeśli Sanguinowie o czymś sami nie wspomną. Nie chciał wyjść na mądrzejszego od swoich pracodowców i to nie głupich, tego był pewien. Póki skupiał się na trawieniu tego co mówił Szpitalnik. Świadomie lub nie, Carro wyjawiał wiele ciekawych informacji i mozliwych tropów.

Barthez już wiedział, że będą musieli odnaleźć tajemniczych ascetów z targowiska i póki co zupełnie anonimowych mieszkańców Lucatore, którzy jako pierwsi widzieli ciało. Mogli być bardzo cennymi źródłami informacji. A może zostali zastraszeni lub przekupieni. Już sama wiedza o tym mogła dać bardzo wiele do myślenia.

Bartheza bardzo dziwił fakt, że wbrew zwyczajowi Anababtystów Altaira pochowano ukradkiem, miast wystawić ciało bohatera niczym świętą relikwie. Być może taka wola jaką kiedyś wyraził nieboszczyk, albo najbliższe otoczenie chciało coś ukryć.

No i jeszcze jedno trapiło najemnika. Neva. Zdawała się być z opisu medyka prawdziwą heterą i mogła być trudnym orzechem do zgryzienia. Nie obawiał się jej fizycznie rzecz jasna, bo trudno było Nathanowi wyobrazić sobie taką eskalację, że urazona Neva nakazałaby użycie przemocy wobec poselstwa. Bardziej chodziło mu o wspomniany temperament kobiety, który mógł być przeskodą w czymkolwiek. Abdel był wytrawnym mówcą, zręcznie władającym słowem, ale gdyby jego rodzeństwo palnęło coś głupiego, to utrudniłoby życie Sanguine'om.

Helweta nie mógł się doczekać, kiedy dotrą do zbiorników, gdzie będą mogli dokonąc hipotetycznej rekonstrukcji zdarzeń. Póki co dla Alpejczyka, cała sprawa śmierdziała mocno. Ciężko mu było uwierzyć, że zabójca mógł się podkraść do ALtaira niezauważony, chyba że był kimś komu nieboszczyk ufał... Ale z tymi komentarzami wolał się jednak powstrzymać, dopóki nie znajdą się na miejscu. Może otoczenie rzeczywiście było tam takie, że pozwoliło mordercy zbliżyć się bardzo blisko bez identyfikacji.
Jeśli Abdel spyta już o możliwość pobrania wody, to Barthez ewentualnie doradzi coś, jeśli np wie, że coś takiego mogłoby być odebrane jako karane ukrzyzowaniem świętokradztwo.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 lutego 2019, 20:56

Ulice Lucatore, 1 lipca 2595

Być może Carmino Ferro nie był całkowicie godny zaufania - w oczach Abdela jawił się wytrawnym graczem, który dla potrzeby chwili przyoblekł oblicze w maskę prawdomównego i otwartego doktora - niemniej jednak okazał się zupełnie nieoczekiwaną skarbnicą wiedzy na temat zaszlachtowanego władyki i jego rodziny.

- Dlaczego uważasz doktorze, że jutro wdowa usłyszy nieco trudnych pytań. Zamierzasz je zadać, czy też może wiesz kto może? - zapytał włączając się ponownie w potoczystą konwersację - Zechciał byś się podzielić tą wiedzą?

- Rzecz jasna sam zamierzam je zadać - Szpitalnik uniósł znacząco swe wygolone brwi - Pośpiech w pochówku jest tak niecodzienny, że wymaga bardzo przekonywującej odpowiedzi.

- Chcąc nie chcąc użyłeś słowa zaniedbanie - dziedzic założył ręce za plecy na podobieństwo doktora i uśmiechnął się w myśli zauważając, że poza ta z miejsca przydała mu wyglądu myśliciela - I choć możemy nazywać to jak ci się podoba, zaniedbaniem, pominięciem, niedbalstwem czy zwykłym przeoczeniem, to muszę dopytać co konkretnie miałeś na myśli.

- Wciąż to samo, czcigodny pośle - westchnął nieco chyba znużony dociekaniami Abdela Carmino - Nie pojmuję jak Neva mogła nakazać pochowanie męża bez zaczekania na wykonanie sekcji zwłok. Ślady pozostawione na ciele mogły nam wskazać zabójcę.

- Myślę, że w jednym temacie jesteśmy zgodni - pokiwał natychmiast głową dziedzic - Wszystkim nam zależy na odkryciu, kto był faktycznym mordercą. Dlatego nieco dziwi mnie ta podejrzliwość ludzi Furora, skoro jawnie widać, iż brat chce odkryć prawdę. Obojętnie gdzie ona nas zaprowadzi.

Tym razem to doktor pokiwał z aprobatą głową, lecz chociaż już otwierał usta, Abdel nie dał mu dojść do słowa kontynuując swój wywód.

- Jedna rzecz mnie martwi... Nie jesteśmy u siebie w Montpellier, więc nie mamy możliwości korzystania ze wszystkich dostępnych środków, których w Lucatore szczerze mówiąc nie staje. Brakuje nam ludzi i sprzętu do porządnych badań, które mogłyby rzucić nieco światła na morderstwo. Być może będziemy potrzebować pańskiego wsparcia w tej sprawie. Myślę bowiem, że należy wziąć pod uwagę jeszcze jedną możliwość, o której zapewne już panie pomyśleliście. Że Benesato zmierzał do was w konkretnej sprawie. Jesteście Szpitalnikami, macie laboratoria, znacie się na nauce. Czy to możliwe, że w związku z tym iż czcigodny Neognostyk niezwykle dobrze się trzymał życia, ktoś postanowił mu nieco pomóc.

Pierworodny Sanguine zatrzymał się w miejscu wstrzymując postęp całego orszaku, spojrzał prosto w oczy swego rozmówcy.

- Zapytam wprost, gdyby się okazało że zdobędziemy jakiś materialny fragment pochodzący z ciała, krew lub coś podobnego... Czy będzie pan uprzejmy przebadać je w pod kątem obecności substancji? Cykuta, strychnina i wiele innych mnie nie znanych. Na pewno ich obecność może być wykryta post mortem.

Tym razem Szpitalnik milczał naprawdę długo, nieco tym irytując dziedzica, a także przywołując wyraz bezsilnej rozpaczy na twarz przestępującego z nogi na nogę Leona Thibauta. Spojrzenie doktora wędrowało po tłumie mieszczan kłębiącym się w otwartej szeroko bramie rezerwuarów, potem omiotło dachy najbliższych budynków.

- Jeśli wolno mi coś doradzić - zaczął po chwili bardzo ściszonym głosem - Dywagacje tego rodzaju mogą sugerować, że za zbrodnią stoi ktoś żywotnie zainteresowany usunięciem Neognostyka z kręgów władzy kultu. Bo jak to inaczej interpretować? Kto chciałby go mordować, by odziedziczyć po nim ten klasztor i to miasteczko? Motywem może być tylko wolne miejsce w Radzie Katedralnego Miasta... a to bardzo niebezpieczna sugestia. I nie twierdzę, że to niemożliwe, ale gorąco doradzam, aby takie podejrzenia zachować w tajemnicy do samego końca, bo rzucone bez naprawdę mocnych dowodów, mogą oskarżycielowi bardzo zaszkodzić.

Abdel skwitował słowa Ferro cichym pomrukiem, doskonale zdając sobie sprawę z prawdziwości rady Szpitalnika.

- Co zaś do drugiego pytania, badania toksykologiczne byłyby znacząco utrudnione, gdybym miał je przeprowadzić tutaj w Lucatore. Przywiozłem jedynie podstawowe instrumenty, przede wszystkich chirurgiczne. Laboratorium w Vivaco byłoby znacznie lepszym miejscem do badania próbek, o ile zdołacie je w ogóle zdobyć.
Kolejna porcja konwersacji...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 marca 2019, 21:56

Ulice Lucatore, 1 lipca 2595

Abdel Sanguine chętnie pociągnąłby dalej interesującą konwersację - tym bardziej, że Carmino Ferro wydawał mu się obecnie jedynym człowiekiem o zbliżonym poziomie intelektualnym w całym mieście, jeśli nawet nie prowincji. Lecz przyjemność płynąca z rozmowy musiała zostać przynajmniej chwilowo odsunięta na bok, ponieważ uwagę cudzoziemców zaprzątnął pewien kłopot.

Wieże wodne oraz usytuowane pod nimi baseny z wodą otoczone były wysokim murem nie tylko od strony pól i lasów, ale również od reszty miasta, co czyniło je miniaturową warownią samą w sobie. Szeroka brama po wewnętrznej stronie rezerwuaru była otwarta na oścież, ale mimo to tłum trzymających rozliczne naczynia i pojemniki mieszczan korkował jej przestrzeń niczym zbyt duża barka wąski kanał w porcie Montpellier.

- Zbyt długo baseny z pitną wodą pozostawały zamknięte dla populacji miasta - Szpitalnik ściągnął w wyrazie dezaprobaty usta - Ludzie korzystali z zapasów deszczówki i kilku ujęć na farmach, ale to mocno ich rozdrażniło. Nic dziwnego, że ta frustracja i żądza zemsty na mordercy tak dalece wzburzyły całe Lucatore.

Uzbrojeni anabaptyści w czarnych skórzniach próbowali zapanować nad rozkrzyczanym i przepychającym się tłumem, ale w opinii Abdela nie wychodziło im to szczególnie dobrze. Dziedzic odniósł wręcz wrażenie, że niektórzy miejscowi ubliżali strażnikom wodnych wież, a przynajmniej nie okazywali im większego szacunku.

- Wasza miłość, tłum jest dość gęsty - wtrącił z ledwie wyczuwalną nutą zawodowego zatroskania Nathan Barthez - W takim ścisku trudno będzie zapewnić waszej miłości bezpieczeństwo. Może powinniśmy zaczekać, aż ten zator zelżeje?
Wepchnięcie się pod wieże wygląda na spore wyzwanie, bo natychmiast po powtórnym udostępnieniu mieszkańcom rezerwuaru zgromadził się tam ogromny tłum żądnych wody ludzi. Dziedzic ma kilka opcji do wyboru: wejść na teren basenów na mocy autorytetu posła (stosowne testy), poprosić o pomoc Szpitalnika bądź zaczekać na lepszą sposobność. Własne pomysły graczy mile widziane.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 marca 2019, 21:22

Ulice Lucatore, 1 lipca 2595

Abdel Snaguine był świadom tego jaki efekt na tej zbieraninie prostactwa pędzącego po wodę, mogą wywrzeć jego egzotyczne Szkarłatne Płaszcze uzbrojone dodatkowo w jakże niezwykłą broń w postaci karabinów, na prawdziwe naboje...

- Panie Barhez... może mógłby pan jakoś delikatnie przetłumaczyć temu pospólstwu, że zbliża się namiestnik pierścienia by doprowadzić jaśnie doktora, który ma zbadać czy woda, nie zatęchła, nie struła się i czy się nadal nadaje do picia dla dzieci. Chyba nikt nie chciałby potruć swych pociech prawda? Niech sobie czerpią kto się nie boi, lecz niech wpuszczą nas do środka byśmy mogli ocenić jakość zbiorników. Ot, zwykły przegląd kontrolny po tak długim nieużywaniu, obowiązkowy oczywiście i dla dobra wszystkich niezbędny w swej naturze... Jednakże wolałbym, żeby pan przy tym nie używał na razie broni palnej, choćby do ostrzegawczego wystrzału w powietrze. Nie chcemy zwracać aż takiej uwagi na siebie klasztorowi. Jeszcze nie teraz. Nie w żałobę...

Uśmiechnął się porozumiewawczo do szefa ochrony po czym rzucił do Leona.

- A ty, no dalejże kuzynie, idźże zaświecić w oczy chamstwu namiestnikowym złotem z pierścienia, żeby wiedziało że sprawa jest najwyższej wagi. Nie krępuj się...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 marca 2019, 12:05

Ulice Lucatore, 1 lipca 2595

Barthez patrzył na ciżbę ludzi, którą na krawędzi jawnej agresji trzymały tylko resztki nerwów, broń w rękach Anabatystów i fakt, że wciąż mogli wchodzić na teren zbiorników i pobierać wodę.

- Wasza miłość, tłum jest dość gęsty - wtrącił z ledwie wyczuwalną nutą zawodowego zatroskania Nathan Barthez - W takim ścisku trudno będzie zapewnić waszej miłości bezpieczeństwo. Może powinniśmy zaczekać, aż ten zator zelżeje?

Oczywiście tak jak się tego spodziewał Nathan, dziedzic zlekceważył jego uwagę i miał odmienne zdanie wyrażając to w swoim oderwanym od rzeczywistości stylu. Znając wagę jaką Anabatyści przywiązywali do wody, pewnym było, że ta sfera sacrum była sprawdzona po stokroć i nie podlegało to żadnym wątpliwościom. Helweta, gdyby miał tam wejść samemu, to po prostu by to zrobił, nie bał się, ale po co miał to robić, jeśli kręciło się tam dziesiątki ludzi. Uniemożliwiłoby to jakąkolwiek dedukcję na miejscu. Choć był zakontraktowany jako szef ochrony, to uznał wpraszanie się tam z oficjalną delagacją, podkopywanie opinii Anabatystów i denerwowanie nieprzewidywalnej tłuszczy za nienajlepszy pomysł, grożący w najlepszym wypadku obrzucaniem Abdela resztkami. Najemnik lekko uśmiechnął wyobrażając sobie minę Abdela z fryzurą przyozdobioną zepsutym pomidorem i szatach ze stylową broszką ze zbuka i zgniłej kapusty. To był scenariusz niewinny, ale najemnik wiedział, że reakcja mogła być trudna do przewidzenia. Przywiedziony desperacją tłum mógł zrobić gorsze rzeczy niż jedynie ograniczyć się lżenia i próby upokorzenia delegatów. Róznie też mógł zareagować też sam klasztor, na wieść o tym, że obcy kwestionują zdolności Anabtystów w temacie przydatności wody do spożycia.

Gdy Abdel skończył Helweta zatrzymał się, zastawił drogę Sanglierom i odpowiedział w wojskowy sposób:

- Negative wasza miłość, wejście tam teraz jest dla was zbyt niebezpieczne. Tłum jak sam jaśnie pan widzi jest na krawędzi wybuchu i może skierować agresję na obcych. Myślę, że jaśnie pani Lea zgodzi się ze mną, że lepiej będzie wrócić nieco później. W ten czas można poszukać świadków. - zasugerował Helweta, ale powstrzymał się od oczywistych wniosków, zostawiając je inteligencji Abdela. Nie byli tu po to aby wszczynać rozruchy, a po za tym w takiej ciżbie ludzi nie będą nawet w stanie rozejrzeć się spokojnie po terenie zbiorników.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 06 marca 2019, 21:20

Ulice Lucatore, 1 lipca 2595

- Z jednej strony świetnie rozumiem agresywną postawę tego prostego ludu ale z drugiej taki popis braku szacunku dla władz... mówi swoje na temat autorytetów. Takie zachowanie nigdy nie mogłoby mię miejsca w naszym Montpelliere, u nas ludzie ufają i wierzą we władze których jakże skromną częścią jesteśmy. - Abdel mówił z przekonaniem a pod koniec wypowiedzi położył rękę na sercu by dodatkowo podkreślić głębokie i szczere umiłowanie do swego ludu, który wydał mu się właśnie szczytem cywilizacji w stosunku do bydła jakie obserwował. Łza mimowolnie zakręciła mu się w oku na myśl swej poniewierki jaką musiał w swej opinii niezasłużenie znosić będąc na wygnaniu pośród t.ego barbarzyńskiego ludu.

Wziął się w garść. Zmarszczył brwi.

- Wprawdzie ten tłum i tak pewno już zadeptał większość ewentualnych dowodów jakie mogły pozostać. A poza tym w miejsce świętego basenu do którego idziemy tłumów nie ma, bo czerpać z niego nie wolno. Jakże nam pytania świadkom zadawać jak miejsca wprzódy nie zobaczmy? Pan żartujesz panie Barthez, że odpuszczę nie spróbowawszy. Za kogo pan mnie uważacie. Wszak jestem krew z krwi, Sanguine. Skoro nie potraficie przedrzeć się przez raptem kilkaset osób, to sam to zrobię. Za mną.

I ruszył w kierunku tłuszczy. Kiedy był już blisko, zaczął wołać przez tłum starając się przy tym powoli ale wytrwale przedrzeć przez tłum przepychając się delikatnie.

- Dobrzy Ludzie! Wody jest dosyć. Dla wszystkich starczy! Zróbcie miejsce dla przedstawiciela namiestnika, który przywiódł wam doktora by sprawdzić wodę. Sprawdzić czy woda do picia zdatna! Z drogi! Doktor szpitalników wodę idzie sprawdzić. Rozstąpcie się przez uszanowanie dla mądrości szpitala i fachowców z Frankori co wodę mają sprawdzić. Na święte rany Benesanto ludzie! Nie róbcie wstydu, dajcie uszanowanie złożyć w miejscu zgonu świętego. Miejsce! Miejsce doktorowi w imię Namiestnika i Klasztoru! Z drogi, kto dla Benesanto ma uszanowanie! Przejście dla posłańców co do świętego zbiornika zmierzają! - Darł się dziedzic najgłośniej jak potrafił, prosto w twarze siermiężne z wyglądu niczym Purgaryjski kartofel.
Poproszę o stosowny test. Abdel wykrzykuje wszelkie powyższe frazesy, losowo i w koło. Coś na ten lud musi podziałać do cholery. Każde niezdecydowanie i wahanie tłumu i noga dalej, naprzód, powoli i z mozołem, szpicą w tłum. Z jednej strony uspokaja, że wody nie zbraknie nikomu na pewno, a z drugiej argument. Na przemian i do przodu przez to zebrane tłumnie kartoflisko...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 06 marca 2019, 21:57

Ulice Lucatore, 1 lipca 2595

Pierwsze słowa Bartheza upewniły Leona Thibauta, że nie zajdzie potrzeba forsowania tłumu, żart kuzyna był śmiały, ale chyba wszyscy go właściwie odczytali. Czując już niemiły skurcz kiszek i łącząc go z wzmianką o świeceniu złotem prostemu ludowi, wynalazca niedostrzeżony przez nikogo, prawie nikogo, bo musiał powstrzymać ruchem dłoni czujnego najemnika, udał się pod drzwi pobliskiego domostwa. Wybrał takie nie opatrzone symbolami anababtystów, należące do starszej zabudowy, spodziewając się tam miejscowych oddanych rodowi Bensato.

Zastukał w drzwi, w okno, pokazując ciekawskiej buraczanej twarzy po drugiej stronie niewielką złotą monetę. Kiedy ciężkie drewniane drzwi uchyliły się, ukazując połowę zwalistej sylwetki gospodarza, szlachcic przemówił, jednocześnie dyskretnie świecąc złotem w oczy człowieka przekroczył próg.

- Bądź pozdrowiony gospodarzu i dom twój z rodzina - lekko łamał purgijski - czy pozwolisz podróżnemu wypić łyk wody, taki tłum na zewnątrz. - i ściszając głos do konfidencji, dodał - potrzebuję też wychodka, tego odmawiać nie można człekowi. - położył pieniążek na stole, między okruchami chleba, obierkami z cebuli, kapuścianym kłąbie, nieopodal tasaka.
Żadnych medykamentów Leon nie potrzebuje, tylko wychodka. Będzie walczył o swoje, może nawet użyć pierścienia namiestnika. Jeśli gospodarz wyda się choć odrobinę przystępny to pozwoli sobie na krótką konwersację. Ale najpierw kupa.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 07 marca 2019, 18:43

Ulice Lucatore, 1 lipca 2595

Widzą zachowanie swojego braciszka Lea teatralnie przewróciła oczami i westchnęła znacząco. Kątem oka ujrzała Leona biegnącego w stronę najbliższego domostwa z mocno zaciśniętymi pośladkami "Tak się wystraszył ? Bogowie... oby tylko nie upaprał sobie gaci" - przemknęło jej błyskawicznie przez myśl po czym zwróciła się w stronę zatroskanego najwyraźniej szefa ochrony.

- Panie Barthez ciasny kordon wokół naszych pleców i po bokach - rzuciła krótko - Mój brat zachowuje się czasem jak idiota, ale musimy zapewnić mu bezpieczeństwo. Utworzyć pólkole. Przód zostawimy odkryty dla jego "wysokości", ale bądźcie gotowi do szybkiej reakcji. Nikt nie może się dostać między was, ale bez brutalności. Stanowczość i lekki uśmiech na twarzach. Ruszamy.

Skończywszy wydawać polecenie Angeline w kilku szybkich krokach dogoniła brata zajmując pozycję po jego prawej stronie, niecałe pół kroku za nim. Podniósłszy dumnie głowę lecz nie spuszczając czujnego spojrzenia z otaczającego ich tłumu Lea starała się nie wsłuchiwać w durne pokrzykiwanie braciszka...
Mam nadzieję, że w razie czego Barthez nas obroni a braciszek... cóż :P
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 marca 2019, 17:06

Ulice Lucatore, 1 lipca 2595

Mina właściciela nie wróżyła prośbie Leona wiele dobrego, dopóki na widoku nie pojawił się złoty krążek. Monety Neolibijczyków rzadko gościły w sakiewkach mieszkańców tej częścu Europy, nie znaczyło to jednak, że nie były tutaj znane - ani też ich nie ceniono. Złapawszy za pieniążek zwalisty gospodarz porwał go ze stołu razem z cebulowymi obierkami, wsadził do kieszonki spodni kłaniając się cudzoziemcowi z wyważonym respektem i wskazując dłonią na jedne z wiodących do sąsiednich pomieszczeń drzwi.

Od strony ulicy dobiegały jakieś gromkie pokrzykiwania, w których rozkojarzony ponad wszelką miarę Leon Thibaut rozpoznawał głos swego szlachetniej urodzonego kuzyna, sens ich jednak zupełnie wynalazcy uciekał. Śledzony spojrzeniami całej zamieszkującej domostwo rodziny, resztkami sił walcząc o zachowanie dostojnej i dystyngowanej pozy, Sanglier otworzył drzwi ciasnej i cuchnącej stęchlizną toalety, po czym odgrodził się tymi drzwiami od pożerającej go wzrokiem publiczności stając w rozkroku nad oblepionym ciemną zaschłą materią cebrem.

- Święta krwi, błogosławione twe źródło - stęknął z rozpaczą, kiedy jak na złość guziki spodni stawiły mu opór nie chcąc ulec ruchom dygoczących palców - Nie pozwól mi pohańbić szlachetnego imienia rodu zasranymi portkami!
Przez chwilę chodziła mi nawet po głowie złośliwa i przewrotna myśl, by sięgnąć po kostki i rzucić na jakiś współczynnik, ale koniec końców górę wzięła znowu ma dobra strona natury. Zwieracze Leona wytrzymały do końca heroicznego wyzwania!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 marca 2019, 17:43

Wodne wieże Lucatore, 1 lipca 2595

Dziedzic potrzebował krótkiej chwili, aby przykuć swymi głośnymi wezwaniami uwagę tłuszczy, kiedy to jednak w końcu się stało i nawet ci stojący po drugiej stronie bramy prostacy usłyszeli jego dźwięczny szlachetny głos, w okolicy wodnych wież zapadła nieprzenikniona wręcz cisza. Pławiąc się w podziwie wyzierającym z oczu zapchlonego plebsu, pierworodny Sanguine kroczył poprzez rozstępujący się na jego widok tłum na podobieństwo parowca tnącego morskie wody. Scena ta z miejsca przypomniała Abdelowi słyszaną w dzieciństwie wielokrotnie opowieść datowaną na kraniec Dawnych Czasów, kiedy to wody delty Rhone rozstąpiły się przed prorokiem Mojżesosem ścigającym rydwany pierwszego Wynaturzonego, strasznego Farraona. Abdel zwykł się zaśmiewać do łez za każdym razem, gdy słyszał tę historię uznając ją za zrodzony z czystej ludzkiej ignorancji mit, teraz jednak czuł się tak jak mógłby się czuć ów rzekomo prawdziwy Mojżesos.

- Chwała wszystkiemu, w co wierzycie za to, że oświeciły was me słowa! - huknął podnosząc dla lepszego efektu ramiona - Wiedza, nauka i doświadczenie tych, którzy wyznają się na swym fachu zapewnią zdrowie i dostatek wam wszystkim! Dalej, dalej, rozstępujcie się żwawo, dajcie nam przejść na miejsce zbrodni! Sprawiedliwości musi stać się zadość, zbrodniarz musi zawisnąć ku uciesze praworządnych obywateli! Lub zostać poćwiartowany, wedle woli ludu! Czyje to dziecko, weźcie je, bo jeszcze ktoś się o nie potknie! Dziękuję, dziękuję z całego serca za zrozumienie i współpracę!

Widząc jak roziskrzone czcią spojrzenia miejscowych przeskakują z jego oblicza na sylwetkę idącego po prawicy Szpitalnika, po czym natychmiast wracają ku patrycjuszowskiemu z wyglądu Frankowi, Abdel przyjął wyrozumiale do wiadomości fakt, że posłuch tłumu był też w pewnym stopniu zależny od obecności mężczyzny w charakterystycznym neoprenowym kombinezonie. Wszak frankońskie baśnie dla dzieci wzmiankowały również o Allahosie, bracie Mojżesosa, który wspierał proroka w krucjacie przeciwko Farraonowi!

Pilnujący porządku w murach rezerwuaru anabaptyści skwapliwie skorzystali z okazji, by wyrównać kordon i wśliznąć się na przestrzeń uwolnioną znienacka od ludzkiego ścisku mocą autorytetu ambasadora. Ich spojrzenia również śledziły poczynania dziedzica i jego świty, a skonfundowane miny dobitnie świadczyły o tym, że żołnierze Krzyża nie wiedzieli za bardzo jak obejść się z charyzmatycznym i robiącym imponujące wrażenie cudzoziemcem.

Zachwycony efektem swych poczynań, Abdel Sanguine ujął się pod pachy i obrzucił uważnym wzrokiem wnętrze miejskiego składu wody. Cztery ogromne kule z metalu, całkowicie hermetyczne i ewidentnie stworzone rękami ludzi dalece lepiej wykształconych od purgaryjskiej tłuszczy, wznosiły się ku niebo na solidnych metalowych podporach, połączone ze sobą rurami biorącymi początek od szerokiej masywnej konstrukcji akweduktu. Kojarzył się on Abdelowi z wielką metalową rynną, którą ktoś ustawił na wysokości drugiego piętra na nogach równie solidnych, co te podpierające wieże i puścił hen daleko ku jednej z otaczających Lucatore gór.

To właśnie stamtąd, z górskiego źródła, płynęła szeroką strugą lodowata świeża woda, która następnie poprzez regulowane w jakiś sposób krany czy inne odpływy w kopułach wież spływała do wykopanych w ziemii i wyłożonych blokami kamienia basenów. Pamiętny wcześniejszych objaśnień, Abdel skojarzył natychmiast, że dwa zbiorniki otoczone czerpakami służyły za źródło wody dla plebsu, trzeci zaś - położony w głębi rezerwuaru i wyraźnie płytszy - musiał pełnić jakąś ważną sakralną rolę w barbarzyńskich obrzędach czcicieli boskiej Pneumy.
Tłum spacyfikowany, na razie wszyscy śledzą z niemą fascynacją poczynania Abdela i jego towarzyszy (ciekawe, na ile starczym im koniec końców cierpliwości). Działajcie!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 marca 2019, 19:44

Wodne wieże Lucatore, 1 lipca 2595

Wieki temu ród Sanguine przebijał się niesiony głosem zacnych protoplastów rodu przez podobną tłuszczę montpellierskiej biedoty. Czas pokazał, że owi krzykacze byli nie tylko przednimi mówcami zdolnymi skupić i pokierować tłumem lecz byli również zdolnymi manipulatorami. Ludźmi głodnymi władzy, którzy przekuli ten nagły i niepozorny romans z władzą nad dzikimi tłuszczami w trwały mariaż osnuty mgłą niedomówień wspieranych trucizną i skrytobójstwem, by ostatecznie utrwalić swe rządy już na długie lata. Abdel niósł dziedzictwo owej spuścizny po bezwzględnych poprzednikach noszących szczytne miano rodu Sanglier. Pamiętny swych korzeni dziedzic parł tak teraz przez purgaryjski plebs świadom, że ugrana karta łatwo może się od niego odwrócić.

Wprawdzie do tej pory dowodził jedynie grupą dekadenckiej szlachty, której nie obce były wszelakie używki i coraz dziksze zabawy jednakże zdobyte w ten sposób doświadczenie teraz procentowało, z nawiązką oddając każdy przehulany w oparach dekadencji dzień.

- Do diaska... - powiedział cicho, lekko zdartym od ciągłych pokrzykiwań głosem - ...nie sądziłem że władza nad ludem to taka ciężka praca. Teraz żwawo. Spieszmy się pod święty zbiornik, w miejsce zgonu. Nim ta tłuszcza się zatrzaśnie. Tam nie powinno być tak ciasno. Którędy do miejsca?

Zapytał doktora. Był nieco czerwony na twarzy od wysiłku jaki wkładał w głos. I miał szczerą ochotę przepłukać nieco swe gardło.

- Doktorze! Czyńmy swoją powinność ku czci zmarłego. Jego krew woła do nas o rychłą pomstę. Zadośćuczyńmy tedy woli tego świętego, niech jego zbrodniarz się przed nam nie skryje lecz zginie niechybnie! Gdzie zginął ów święty mąż, w którym to miejscu!

Dziedzic począł się przesuwać w miejsce domniemanego mordu, mając dyskretnie na uwadze ściągnięte na swój orszak oczy sporej części tłumu.
Staramy się zejść w miejsce mniej uciążliwe, które jak rozumiem nie znajduje się przy zbiornikach czerpnych lecz w bardziej ustronnym miejscu. Tam proszę o testy na spostrzegawczość przy dokładniejszych oględzinach. Liczę, że tłum zaraz wróci do napełniania swoich manierek i będziemy mogli zająć się swoimi sprawami. Spoglądam też co jakiś czas na ordynatora, co on tam knuje. Czy jest opcja by zaczerpnąć, dyskretnie, bardzo dyskretnie wody z tamtego miejsca? jakby co Abdel osusza komuś manierkę w tymże celu. Opróżniona świetnie się nada na próbkę, jeśli sposobność do tego się nadarzy.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 marca 2019, 22:09

Wodne wieże Lucatore, 1 lipca 2595

- Skurwysyn... - Barthez przeklął bezgłośnie widząc Abdela zaczynającego się drzeć niczym kupiec na targu. Cóż nie spodziewał się, że oponowanie dziedzicowi przyniesie jakikolwiek skutek, więc tylko niezauważalnie dał znak ochronie aby odpowiednio zadziałali. Najemnicy dobrze wiedzieli co robić dyskretnie ustawiając się strategicznie wokół Abdela. Jedynie wysoki Ludovic ruszył za Leonem, który chyba musiał za potrzebą, bo Barhtez widział jak otwiera drzwi do sławojki.

Lea wtrąciła swoje dwa grosze, a Barthez usmiechnął się tajemniczo, bo rozkaz szlacianki został wydany nim jeszcze otworzyła usta:

- Rozkaz Jaśnie Pani. - odpowiedział służbowo nie przestając się uśmiechać. Mógł de facto ziignorować polecenie, bo to on tu był odpowiedzialny za kwestie ochrony, ale chciał dać powód do zadowolenia młodej arystokratce. Nie mogło być innaczej, bo najemnicy niemal co do joty wykonywali, to czego sobie zażyczyła, a Helweta nie miał zamiaru jej wyprowadzać z błędu.

Złapał jeszcze za rękaw Ludo, gdy Frank mijał go, cicho przekazując informację:

- Przekaż jaśnie panu, żeby spróbował rozrysować mapę zbiorników jak już dołączy do delagacji. - Najemnik uznał, że mapa z naniesionymi odległościami, może się przydać w przyszłości, gdy będą konfrontować wszystko ze świadkami.

Skierował znów uwagę na ambasadora, popisującego się krasomówstwem. Musiał przyznać, że arystokrata miał gadaninę gładką jak ciało młodej apokaliptyczki. Oplótł sobie tłum mieszczan wokół palca z ogromną łatwością i Barthez już wiedział, że Abdel z pewnością wytknie mu wkrótce, że jest przewrażliwiony. Odpechnął te mysli i ruszył w ślad za resztą. W końcu sam był ciekaw jak wyglądało miejsce zbrodni.

Gdy tylko wszedł, zaczął dzielić uwagę pomiędzy sytuację na terenie zbiorników, a samą zabudowę, myśląc, jak on sam by się tu dostał, gdyby musiał.
Mapa mogła by się przydać. Coś czuje, że niektórzy świadkowie zaczną opowiadać niestworzone historie. Mapa może pomóc w zweryfikowaniu czy mówią z sensem czy też poniosła ich wyobraźnia. Barthez stara się zapamiętać pozornie nieistotne szczegóły, np kolor zbironika itp itd.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 08 marca 2019, 22:46

Domostwo i ulice Lucatore 1 lipca 2595

Kiedy zdradliwe troczki zostały spacyfikowane i szlachcic oddał naturze co jej się należało, a czego tak usilnie się domagała, z uznaniem potwierdził teorię kuzyna o przywiązaniu miejscowego robactwa do latryn, choć nie ograniczało się ono tylko do much, oraz do zabobonnej czci miejscowych ku defekacji szlachetnych Franków. W jego mniemaniu brak higieny w wychodkach mógł być ofiarą jaka płacili miejscowi za oswojenie owadów w kiblach, poza zasięgiem wynaturzonych, a ekskrementy szlachetnych Panów były pewnikiem pożywką w uznaniu miejscowych magiczną.

Otarł rów miedzy szlacheckimi pośladkami wiechciem słomy, który cisnął w czeluści smrodliwego otworu i z wahaniem, i obrzydzeniem zamaczał drugi w misce z wodą i przetarł ponownie frankińskiego anusa dla pozbycia się resztek, uczynił to z niezrozumiałych dla siebie przyczyn ręką lewą. naciągnął gacie, już opanowany i pełen animuszu, wyszedłwszy zwrócił się do gospodarza.

- Bóg ci tego nie zapomni dobry człowieku, ja również. A powiedz mi jeszcze nim wyjdę, lepsza woda ze zbiorników czy deszczówka?

...

- Tłumy dziś okrutne, czy już takie o brzasku są, czy zawsze?

Wiedząc, że wyczerpał co mógł z płytkiej studni gościnności, pobłogosławił dzieci ręką lewą od serca i wyszedł na zewnątrz i ku swej trwodze nie dostrzegł świty Franków, a jedynie Lodovica z ironicznym uśmiechem na twarzy.

Za to z za otępiałej niczym po makowym mleku tłuszczy dochodził słowiczy głos kuzyna, co oznaczał, że Abdel urzeczywistnił swój szalony pomysł. Nie chcąc pozostać poza nawiasem Leon Thibaut delikatnie i stanowczo, z pomocą najemnika przecisnął się do ciasnego już teraz kordonu strażników.

- Ceci est mon cousin, vous voyez probablement. - widząc zaś grube zmarszczki występujące na czoło miecznika dodał - To mój kuzyn, z pewnością to zauważyłeś bystry żołnierzu?
Próbując nie zostać w tyle Leon pchany nową lekkością spróbuje dołączyć do świty, w razie potrzeby dyskretnie ukaże sygnet Bensato.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 marca 2019, 13:05

Wodne wieże Lucatore, 1 lipca 2595

Uwolniona od uciążliwego tłoku - aczkolwiek nie ciekawskich spojrzeń tłuszczy - delegacja znamienitych gości oraz jej eskorta udała się pod przewodnictwem doktora Ferro we właściwe miejsce. Przywołani do porządku widokiem posłów, miejscowi jęli ponownie czerpać wodę z dwóch basenów pełniących rolę zbiorników miejskich, pilnowani przez uzbrojonych anabaptystów. Wokół trzeciego basenu nie kręcił się nikt prócz kilku podejrzliwych żołnierzy Krzyża, obserwujących z bezpiecznej odległości każdy ruch intruzów.

- Neognostyk zginął nad tym basenem - powiedział Carmino Ferro wskazując dłonią na betonową krawędź zbiornika - Ślady krwi zostały starannie wyczyszczone podczas obrzędów puryfikacyjnych, ale ze słów Furora wynika, że morderstwa dokonano właśnie w tym miejscu, kiedy Altair odprawiał modły ku pomyślności podróży do Vivaco. Zabójca podszedł go od tyłu i podciął z zaskoczenia gardło, a przytrzymawszy ofiarę przez krótką chwilę pchnął ją następnie do basenu.

Stojący obok Szpitalnika Nathan Barthez słuchał uważnie słów doktora, jednocześnie studiując wnikliwie konstrukcję wodnych wież. Masywne metalowe nogi zbiorników zbudowane zostały z perforowanych segmentów, po których bez przeszkód można się było wspinać i schodzić w dół; na dodatek zaś wszystkie cztery wieże wyposażone były w serwisowe drabinki. Alpejczyk kiwnął mimowolnie głową rozpoznając bez trudu pochodzenie tych konstrukcji: miały już swoje lata, ale bezsprzecznie zbudowane zostały rękami helweckich inżynierów, zapewne w ramach zacieśniania sąsiedzkiej współpracy między Helwetami i ich południowymi sąsiadami.

- Gdybym miał się postawić w miejscu zabójcy, nie miałbym żadnego kłopotu z wejściem na miejsce zbrodni - oznajmił szef ochrony przenosząc wzrok z najbliższej wieży na pierworodnego Sanguine - Wsporniki akweduktu na zewnątrz murów są takie same jak wewnątrz, ułatwiają wspinaczkę. Tych budowli nie wznoszono z myślą o walorach obronnych, tylko łatwości w użytkowaniu. Morderca mógł pod osłoną nocy przemknąć przez okoliczne pola, wspiąć się po najbliższym muru wsporniku do rynny akweduktu, przepełznąć nim do środka i zejść po wspornikach na dół.

Alpejczyk powiódł spojrzeniem po betonowych murkach otaczających baseny, po masywnych podstawach wież.

- Improwizowanych kryjówek jest tu mnóstwo i to dość blisko miejsca modlitwy, aby bez trudu podejść zajętego czymś innym człowieka. W mojej opinii o powodzeniu tego zamachu zadecydował tylko jeden czynnik: brak ochrony. Jak już słyszeliśmy z kilku źródeł, Altair był tutaj sam, ponieważ z jakiegoś powodu jego osobista ochrona wróciła do klasztoru. Powodu, którego nam nikt do tej pory nie wyjaśnił.

Szpitalnik skinął Barthezowi z aprobatą głową, nie sprawiał jednak wrażenia chcącego coś dodać, toteż Helweta mówił dalej.

- Jeśli morderca był sam i miał tylko broń biała, zastał warunki wymarzone do aktu zabójstwa. Gdyby z Altairem była jego ochrona, do zamachu być może by nie doszło. Albo sprawca użyłby innej metody, przy czym na myśl przychodzi mi tylko broń palna i to taka pozbawiona opcji wytłumienia. Dlaczego? Ponieważ zakładam, że ktoś posiadający broń z tłumikiem zastrzeliłby Neognostyka w łatwy i bezpieczny sposób, a nie ryzykował trudniejsze w realizacji poderżnięcie gardła. Chyba, że to nie wyrachowany zabójca, tylko lubujący się w odbieraniu życia psychopata. Tej opcji też nie możemy wykluczyć.

- Bardzo interesujące spostrzeżenia, panie Barthez - Abdel Sanguine pozwolił sobie na rzadki komplement, przywołał do siebie gestem ręki zagubionego gdzieś na chwilę kuzyna - Byłbym zobowiązany, gdyby ktoś z nas zdołał pobrać z tego basenu próbkę wody do ewentualnej analizy. Mam nawet małą manierkę, ale nie wiem, czy czerpiąc z tego zbiornika nie dopuścimy się jakiegoś aktu świętokradztwa.

- Proszę to pozostawić mnie, wasza eminencjo - Szpitalnik odebrał z rąk dziedzica pojemnik i odkorkowawszy go przyklęknął na krawędzi basenu napełniając manierkę krystalicznie czystą górską wodą.

- Odwołanie ochrony z tego miejsca pozostaje również dla mnie niezrozumiałe, aczkolwiek już wspominałem, że Lucatore to miasteczko dość bezpieczne, by nie trzeba się było tutaj niczego obawiać. Eskorta Neognostyka w obrębie miejskich murów pełniła raczej rolę ceremonialną, a nie troszczyła się o faktycznie bezpieczeństwo Altaira. Musi istnieć jakieś racjonalne wytłumaczenie dla tego posunięcia i o to też zamierzam jutro spytać czcigodną wdowę.
Jesteście nad basenem będącym miejscem kaźni Altaira. Woda nie sprawia podejrzanego wrażenia. Oględziny całego miejsca sugerują, że zabójcy bardzo łatwo było tutaj wniknąć i dokonać swego w dyskretny sposób.

ODPOWIEDZ