: 26 kwietnia 2016, 11:29
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Biblioteka, 11.08.1993
Mroczny Jedi opowiedział swoje wrażenia z wieczoru. Na koniec dodał od siebie uwagę o kąpieli, co sprawiło, że usta Malkaviana wygięły się w delikatnym uśmiechu. Który zniknął tak szybko jak się pojawił, bowiem słowa Łowcy niosły w sobie treść niechcianą. Z delikatnym akcentem sprzeczności.
Chciał się zapytać o tych kilka szczegółów, które wywołały jego niepokój. Otworzył usta by się odezwać, ale z jakiegoś powodu usłyszał głos nie swój, a Czarnej Victorii. W mdodatku ich treść podsunęła mu pomysł, by pomóc jej, podobnie jak wcześniej pomógł Lucjuszowi. Zrezygnował z tego pomysłu, kiedy zobaczył, że tak naprawdę próbuje ona przeprosić Mordercę.
Kiedy już mógł się odezwać, Horacy tym razem skorzystał z okazji i chwilowego milczenia. I przeprosił. Terry nie miał zamiaru rzucać mu się na szyję z okrzykiem "Nareszcie jesteś". Wolał poczekać i pozwolić by czyny Nosferatu przemówiły głośniej niż jego słowa. Niemniej ucieszył się z nich.
Nie za długo jednak, by tym razem nie dać wejść sobie w zdanie. Uśmiechnął się więc do Mrocznej Pani i zapewnił, że zajmie się jej podopiecznym, jak tylko wyjaśni pewną sprawę. Następnie zwrócił się do Dartha Namtara.
- Co masz na myśli, mówiąc że Schreck nie może wiedzieć, że cię spotkał? I jednocześnie, że ścigał cię, a nawet, że rozmawialiście. Dziwna to rzecz, którą rzeczesz. - powiedział, wyginając brwi w nadziei nadania swojej twarzy odpowiednio zdziwionego wyrazu.
- W dodatku to co mówisz, Black Hand, przegrana Camarilli... Może to było przyczyną... - spojrzał smutno w stronę Zegara Zagłady. Ale nawet jeśli nie, to sama informacja o udanej interwencji Sabatu wystarczyła, by jego ramiona opadły w rezygnacji. Westchnął głęboko, po czym dodał w stronę Horacego - Nie jest moją intencją być złośliwym, więc nie czytaj tak moich słów. Ale skoro obecność Łowcy na polu bitwy odciągnęła Karla Schrecka od walki, a zjawiły się tam osoby z Black Handu, to może się okazać, że ta akcja z zabójstwem Paina będzie Charleston kosztować naprawdę wiele...
Nie skwitował swoich słów uśmiechem. Minę miał poważną i smutną. Nie umiał sobie wyobrazić, co musiał czuć Horacy, nie zazdrościł mu jednak.
Ponownie spojrzał w twarz Dartha Namtara. A było to spojrzenie w kształcie znaku zapytania.
[center]***[/center]
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sala Muzyczna, po rozmowie w bibliotece, 11.08.1993
Zabrał Lucasa do pokoju muzycznego. Zamknął przy tym drzwi, tak by nikt nie mógł im przeszkodzić. Posadził roztrzęsionego sługę Czarnej Victorii na jednym z czerwono obitych foteli. Opierając dłoń na jego ramieniu, z cicha zaczął recytować słowa modlitwy.
Ghul nie spodziewał się chyba takiej kuracji, bowiem jego spojrzenie na twarz duchownego zawierało tyle samo zawodu co niezrozumienia. Zaczął więc go uspokajać, tłumacząc, że jedyne czego chce, to ulżyć jego zmartwionej głowie i że modlitwa jest niezawodnym remedium na stres. Wspomniał też o trzystu latach praktyki, które pozwalają mu być tak pewnym jej leczniczych właściwości. Nie pozwalał przy tym odzywać się swojemu pacjentowi, delikatnie uciszając go za każdym razem, kiedy ten chciał coś powiedzieć. Nie był to jego szczyt marzeń, wciąż jednak miał przed oczyma tarcze zegara zagłady. I ostatnią minutę, jaka dzieliła ich od Gehenny.
Wiedział też, że przyspieszając tę rozmowę, prawdopodobnie nie będzie w stanie pomóc Lucasowi. A szczerze chciał, bowiem sam wygląd twarzy ghula ściskał jego serce w imadle z napisem "współczucie".
Zmienił więc nieco taktykę, prosząc swego pacjenta by powtarzał za nim.
[center]Święci Anieli,
Boga ogrodnicy doskonali
wysłuchajcie modlitwy naszej,
wspomóżcie nas w udręce,
uciszcie nasz lęk,
pocieszcie w smutku.
Będziem stale wzywać imienia wasze,
prosząc, byście nieustannie wstawiali się za nami u Boga,
aby wybaczył,
aby ukoił,
aby strzegł,
aby zbawił.[/center]
Pozwolił, by "amen" nastąpiło po chwili ciszy. Następnie odczekał jeszcze chwilkę, nim zapytał.
- Jak się czujesz?
Mroczny Jedi opowiedział swoje wrażenia z wieczoru. Na koniec dodał od siebie uwagę o kąpieli, co sprawiło, że usta Malkaviana wygięły się w delikatnym uśmiechu. Który zniknął tak szybko jak się pojawił, bowiem słowa Łowcy niosły w sobie treść niechcianą. Z delikatnym akcentem sprzeczności.
Chciał się zapytać o tych kilka szczegółów, które wywołały jego niepokój. Otworzył usta by się odezwać, ale z jakiegoś powodu usłyszał głos nie swój, a Czarnej Victorii. W mdodatku ich treść podsunęła mu pomysł, by pomóc jej, podobnie jak wcześniej pomógł Lucjuszowi. Zrezygnował z tego pomysłu, kiedy zobaczył, że tak naprawdę próbuje ona przeprosić Mordercę.
Kiedy już mógł się odezwać, Horacy tym razem skorzystał z okazji i chwilowego milczenia. I przeprosił. Terry nie miał zamiaru rzucać mu się na szyję z okrzykiem "Nareszcie jesteś". Wolał poczekać i pozwolić by czyny Nosferatu przemówiły głośniej niż jego słowa. Niemniej ucieszył się z nich.
Nie za długo jednak, by tym razem nie dać wejść sobie w zdanie. Uśmiechnął się więc do Mrocznej Pani i zapewnił, że zajmie się jej podopiecznym, jak tylko wyjaśni pewną sprawę. Następnie zwrócił się do Dartha Namtara.
- Co masz na myśli, mówiąc że Schreck nie może wiedzieć, że cię spotkał? I jednocześnie, że ścigał cię, a nawet, że rozmawialiście. Dziwna to rzecz, którą rzeczesz. - powiedział, wyginając brwi w nadziei nadania swojej twarzy odpowiednio zdziwionego wyrazu.
- W dodatku to co mówisz, Black Hand, przegrana Camarilli... Może to było przyczyną... - spojrzał smutno w stronę Zegara Zagłady. Ale nawet jeśli nie, to sama informacja o udanej interwencji Sabatu wystarczyła, by jego ramiona opadły w rezygnacji. Westchnął głęboko, po czym dodał w stronę Horacego - Nie jest moją intencją być złośliwym, więc nie czytaj tak moich słów. Ale skoro obecność Łowcy na polu bitwy odciągnęła Karla Schrecka od walki, a zjawiły się tam osoby z Black Handu, to może się okazać, że ta akcja z zabójstwem Paina będzie Charleston kosztować naprawdę wiele...
Nie skwitował swoich słów uśmiechem. Minę miał poważną i smutną. Nie umiał sobie wyobrazić, co musiał czuć Horacy, nie zazdrościł mu jednak.
Ponownie spojrzał w twarz Dartha Namtara. A było to spojrzenie w kształcie znaku zapytania.
[center]***[/center]
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sala Muzyczna, po rozmowie w bibliotece, 11.08.1993
Zabrał Lucasa do pokoju muzycznego. Zamknął przy tym drzwi, tak by nikt nie mógł im przeszkodzić. Posadził roztrzęsionego sługę Czarnej Victorii na jednym z czerwono obitych foteli. Opierając dłoń na jego ramieniu, z cicha zaczął recytować słowa modlitwy.
Ghul nie spodziewał się chyba takiej kuracji, bowiem jego spojrzenie na twarz duchownego zawierało tyle samo zawodu co niezrozumienia. Zaczął więc go uspokajać, tłumacząc, że jedyne czego chce, to ulżyć jego zmartwionej głowie i że modlitwa jest niezawodnym remedium na stres. Wspomniał też o trzystu latach praktyki, które pozwalają mu być tak pewnym jej leczniczych właściwości. Nie pozwalał przy tym odzywać się swojemu pacjentowi, delikatnie uciszając go za każdym razem, kiedy ten chciał coś powiedzieć. Nie był to jego szczyt marzeń, wciąż jednak miał przed oczyma tarcze zegara zagłady. I ostatnią minutę, jaka dzieliła ich od Gehenny.
Wiedział też, że przyspieszając tę rozmowę, prawdopodobnie nie będzie w stanie pomóc Lucasowi. A szczerze chciał, bowiem sam wygląd twarzy ghula ściskał jego serce w imadle z napisem "współczucie".
Zmienił więc nieco taktykę, prosząc swego pacjenta by powtarzał za nim.
[center]Święci Anieli,
Boga ogrodnicy doskonali
wysłuchajcie modlitwy naszej,
wspomóżcie nas w udręce,
uciszcie nasz lęk,
pocieszcie w smutku.
Będziem stale wzywać imienia wasze,
prosząc, byście nieustannie wstawiali się za nami u Boga,
aby wybaczył,
aby ukoił,
aby strzegł,
aby zbawił.[/center]
Pozwolił, by "amen" nastąpiło po chwili ciszy. Następnie odczekał jeszcze chwilkę, nim zapytał.
- Jak się czujesz?
Pasja na Lucasa. Dwa razy. Terry chce pozbawić go stresu, który najwyraźniej miesza mu zmysły. Jak i pomóc mu pokochać bardziej Boga Najwyższego, by w przyszłości miał się do kogo zwrócić w ciężkich chwilach. (czyli wyciszam jego stres i upgrade'uję miłość do adonaia)
Spoiler!
Spoiler!
[/center]
[/center]