Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993
Victoria zagarnęła pozostałą część koterii na bok, aby w spokoju wymienić uwagi i ustalić dalszy plan działania. Wystąpienie Terrego było dla wszystkich nie lada zaskoczeniem, a jego nagłe zniknięcie pozostawiało jedynie więcej pytań. Co właściwie znaczyły jego słowa i w co pogrywał Malkawianin? Czy znał mężczyznę w masce kruka, z którym odszedł? Podobne myśli kłębiły się w głowie wybrańców Red'a. Jednak nim ktokolwiek zadał pytanie, czy sformułował jakaś hipotezę, podszedł do nich Namtar, trzymający się dotychczas nieco na uboczu i rzekł półgłosem:
- Terry powiedział, żebyście poszli za mną. Teraz. To ważne.
Pozostali w milczeniu ruszyli za Assamitą, mając nadzieję, iż sytuacja nieco się wyklaruje. Wspólnie weszli do niewielkiego pokoju, oświetlonego jedynie przez rozstawione tu i ówdzie, czerwone świece. Terry ukryty pod maską błazna, stał na środku pomieszczenia, najwyraźniej oczekując na resztę. Mężczyzna w przebraniu kruka siedział samotne w narożniku ciemnoczerwonej sofy. Jego szczupła, dystyngowana sylwetka zlewała się gładko z cieniami, zalegającymi pomieszczenie. Gdy pozostali podeszli bliżej odezwał się:
- Proszę, usiądźcie - powiedział spokojnie, po czym pociągnął delikatnie złoty sznur zwisający przy ścianie po jego prawej stronie.
Każdy znalazł jakieś wygodne miejsce dla siebie. Oprócz sofy, znajdowały się tutaj dwa wygodne krzesła oraz trzy miękkie, wyściełane fotele. Jedynie Namtar stanął z tyłu, za siedzącymi, przyjmując pozę profesjonalnego ochroniarza. Na stoliku stały wypełnione świeża krwią kielichy oraz naczynie służące głownie do podawania ponczu. Wtem ku zaskoczeniu wszystkich z sufitu zaczęła rozwijać się karmazynowa ciężka zasłona, która przy dotknięciu z podłogą odseparowała siedzących od pozostałej części Elizjum. Materiał wisiał zawieszony w powietrzu i musiał być wspomagany przez jakieś zaklęcie natury telekinetycznej. Wszyscy wyczuli coś jeszcze. Mianowicie wszystkie dźwięki docierające z pozostałej części Elizjum zamieniły się w kompletną ciszę.
[center]

[/center]
- Teraz jesteśmy sami - odezwał się tajemniczy mężczyzna. - Na prośbę ostatniego żyjącego członka poprzedniej koterii Red'a postanowiłem pomóc wam w śledztwie. Nazywam się Paul Cordwood i przynależę do klanu Tremere.
Stary Czarodziej powoli zdjął maskę ukazując prawdziwą twarz.
[center]

[/center]
- Niech to będzie dla was dowodem, że jestem po waszej stronie - westchnął. - Skupię się na danych najbardziej istotnych z mojego punktu widzenia. Więc zacznijmy od początku.
- Redondo nie do końca kontroluje to co dzieje się w jego Elizjum. Moim zdaniem nie jest to celowe zagranie, gdyż za bardzo zależy mu na sławie jaką zyskał dzięki temu miejscu. Oczywiście jest świadom zagrożenia jakie spowodowała obecna gra, ale jeżeli zdecyduje się na ingerencję oznaczałoby to utratę prestiżu. To samolubny i zapatrzony w siebie artysta, dlatego nie można liczyć na to, że eskalacja konfliktów zmniejszy się. Opiekunowi na tym nie zależy.
- Przez te przeklęte maski nie wiem z jakim przeciwnikiem mamy do czynienia. Wiem, że obecni tutaj mają swoje sługi na wysokich pozycjach w Camarilli, Sabacie a także wśród Anarchistów. Słyszałem, że Regent Sabatu zgodził się na przysłanie do Charleston oddziału Czarnej Ręki, a to oznacza że w grze bierze udział ktoś kto ma duże poparcie najwyższej władzy w Sabacie.
- Do miasta przybyli także Archonci z Justycjariuszem Karlem Schrecktem na czele. Karl jeszcze nie wie co dokładnie dzieje się w Charleston, ale moim zdaniem jest to tylko kwestią czasu. Trzy noce temu Justycjariusz przybył do Elizjum, ale Redondo ostatecznie nie wpuścił go. Schreckt chciał przesłuchać uczestników gry, nie biorąc w niej udziału, co było wbrew zasadom jakie panowały w tym miejscu od setek lat. Toreador powołał się na dokument, który otrzymał od Wewnętrznego Kręgu Camarilli, który pozwala mu na swobodną działalność związaną z projektem Elizjum. Możecie sobie wyobrazić jak wyglądają obecnie relacje między tą dwójką. Karl także pojawił się tutaj z powodu machinacji któregoś z graczy.
- Największą niespodzianką są Anarchiści, którzy zaczęli demolować miasto. Christian Pain był pionkiem w ten grze, a teraz jego pas leży na stoliku trofeów, ale to oddzielny temat. Ważne jest to, że Brujah nie powiedzieli ostatniego słowa. Gdy wszyscy mordowali się pod uniwersytetem, Alasotor Izotz znajdował się dokładnie pod ulicą w kanałach. Tam odprawił jeden z tajemnych rytuałów, który pozwolił mu zerwać więzy krwi jakie otrzymał od członków Wewnętrznego Kręgu Camarilli. Rytuał mógł odprawić tylko podczas przelewania krwi nieumarłych i śmierci dużej liczby Kainitów. Wykorzystał gniew i wyzwoloną Bestię swoich pobratymców walczących nad jego głową i z tego co wiem, to udało mu się osiągnąć cel. Izotz to jeden z liderów klanu Brujah, który rozpętał Rewoltę Anarchistów w Hiszpanii. Po przegranej wojnie został zmuszony siłą do wypicia krwi i pracy jako Archont, a potem Alastor dla władz Camarilli. Mam poważne powody przypuszczać, że Izotz zacznie mścić się za niewolniczą służbę przez ponad pięćset lat. To nie jest przeciwnik pokroju Christiana Paina. Podczas Rewolucji Anarchistów otrzymał imię Izotz, które oznacza lód. Daleko mu do obecnych Krzykaczy, to chłodno kalkulujący, opanowany wojownik. Nie wiem jakie są jego plany. Wątpię by od razu pokazał światu, że jest wolny. Dalej będzie udawał, że służy Camarilli czekając na odpowiedni moment by uderzyć.
- W mieście pojawili się członkowie klanu Giovannich, a to oznacza że przynajmniej jeden gracz należy do ich linii. Niestety niewiele wiem o ich działalności, ale jestem pewien, że coś knują.
- Na pewno jest tutaj przedstawiciel Księcia Waszyngtonu Marcusa Vitela, który także jest zainteresowany sprawami, które mają miejsce w Charleston. Vitel wie, że Belle Boyd została tutaj przysłana przez Ventrów z Londynu, a dokładnie przez Mithrasa w 1866 roku. Nie wiem dokładnie dlaczego Mithras umieścił w Martinsburgu swojego szpiega, ale może mieć to związek z bliskością Waszyngtonu. Democritus wykończył pozostałych Ventrów, nie mógł jednak poradzić sobie z politycznym zapleczem Mithrasa, dlatego Belle przetrwała. Ostatnie wtargnięcie wojska przysłanego z Waszyngtonu do Martinsburga wskazuje na istniejący konflikt między Londynem, a Waszyngtonem. Obecnie Mithras uznany jest za martwego od czasu bombardowania Londynu podczas II wojny światowej. Nie wiem komu służy Belle, ale chyba żonie Matuzalema, obecnej Księżnej Londynu.
- Wiele mówi się o Łzie Malkava, która znajduje się w rękach Świrów. Cóż, goście Elizjum chcieliby widzieć ten artefakt tuż obok pozostałych trofeów jakie leżą na stole.
- Zorientowałem się, że nic tutaj nie dzieje się przypadkowo. Pewne elementy rozgrywki zostały przygotowane już dawno temu. Masowe wykradanie krwi jest tego doskonałym przykładem. Moje śledztwo pozwoliło mi ustalić, że przygotowania zaczęły się mniej więcej trzydzieści lat temu.
- Długa noc jest efektem użycia mocy przez jednego z graczy. Zaskoczył tym wszystkich, będąc przygotowanym na działania w dzień. Jego słudzy zaskoczyli kładących się do snu wielu Spokrewnionych, którzy byli w posiadaniu potrzebnej do wygrania wiedzy. Podejrzewam, że to on posiada obecnie najwięcej wskazówek na temat miejsca, gdzie znajduje się ciało.
- Redondo pozwolił także, by do gry wszedł przedstawiciel Baali. Ich działalność w mieście przekracza wszystkie normy, na jakie pozwalają zasady Camarilli. Są jak czarna plaga, która wypacza i pożera wszystko na swej drodze - Stary Czarodziej skrzywił się z odrazą. - Podejrzewam, że współpracują z kimś jeszcze. Gra weszła w nową fazę, gdyż gracze zrozumieli, że sami nie są w stanie wygrać. Pojawiły się sojusze między tymi, którzy spotykają się w Elizjum.
Przerwał na chwilę i obrzucił zebranych zamyślonym spojrzeniem. Przez moment najwyraźniej zastanawiał się nad czymś, ważąc w myślach swe dalsze słowa:
- Zanim zacznę dalej mówić muszę o coś zapytać - zwrócił się wreszcie w stronę Terrego - Belshatzzarze, czy to ty stałeś za stworzeniem legendy o powrocie koterii Mędrca w Czerwieni?