Strażnica w Chłopskim Kroczu; 26 orakt-ran
Pogodne niebo nad Ostrogarem miało tego poranka bawę tak czystą i szlachetną, że ani chybi maczali w tym palce odpowiedzialni za kontrolę aury nad wyspą druidzi. Oddychający pełną piersią Eco sunął cuchnącymi wonią odpadków uliczkami Chłopskiego Krocza, pozdrawiając wygrzewających się w porannym słońcu staruszków i gromiąc palcem niesforną dzieciarnię. Wydarzenia poprzedniej nocy natchnęły gwardzistę doskonałym humorem, zwłaszcza pół setki w złocie i kilka szlachetnych kamieni będących jego udziałem w niezwykłym łupie. Łaska Sureliona ewidentnie kultowi wyznawcom sprzyjała, a nowy dzień zapowiadał się na równie emocjonujący.
Pilnujący budynku zbrojni zwykli na co dzień siedzieć na drewnianych zydlach opodal wejścia, kiedy jednak Eco dotarł do posterunku, zastał swych towarzyszy na nogach i pod bronią, dzierżących z poważnymi minami halabardy.
- Fleituh ma paskudny humor - rzucił tonem przestrogi jeden z wartowników, mieszaniec krwi imieniem Bolg - I pytał o ciebie już dwa razy.
Wyśmienity humor sureliana natychmiast się zwarzył, chociaż Eco zadbał o to, by jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. Dociągając skórzane paski zbroi i wygładzając rękawy uniformu wszedł do zatęchłego wnętrza strażnicy, od razu kierując swe kroki ku kamiennych schodom podziemi, gdzie stróże prawa zwykli trzymać zbierane po dzielnicy trupy.
Sierżant Fleituh przebywał właśnie tam, w chłodnym loszku służącym za przejściową kostnicę. Stał u szczytu żelaznego stołu, na którym spoczywało rozebrane do naga ciało elfki i nie był bynajmniej sam. Dowódcy zmiany towarzyszył gnom-skryba, którego imienia Eco jakoś nie potrafił zapamiętać, oraz przeraźliwie chuda postać w czarnym płaszczu z kapturem. Jej widok zdjął gwardzistę dziwnym dreszczem zaniepokojenia, chociaż marsowa mina sierżanta też nie wieściła niczego dobrego.
- Strażnik Eco - odezwał się Fleituh zakładając ręce za plecy - Nareszcie się doczekaliśmy. To zwłoki z wczorajszego morderstwa. Z pewnym niezadowoleniem stwierdzam, że w pierwszej rozmowie nie zostałem poinformowany o wszystkich ważnych sprawach.
Eco uniósł nieco brwi dając w ten sposób do zrozumienia, że nie wie, o co sierżantowi chodzi, nie pozwolił sobie jednak na żadną ripostę. Po pierwsze, powstrzymywał go przed tym oczywisty zły humor Fleituha, po drugie zaś, nie miał nadal pojęcia, kim był zakapturzony gość strażnicy.
- Mam na myśli oczy - wyjaśnił Fleituh łapiąc martwą kobietę za włosy i unosząc jej głowę w górę tak, by stojący w progu kostnicy Eco mógł dojrzeć oba ziejące czarną pustką oczodoły trupa - Ona nie ma oczu. Jak to wyjaśnisz, Eco?
W związku z wieloznaczną ciszą w topiku, przeniosłem akcję bez dalszej zwłoki na następny dzień. Łup podzielony został w taki sposób, że każdy z Was przejął 50 złt oraz trzy klejnoty, a Otlaf dodatkowo czwarty jako ten, kto dostał sakwę do rąk (że niby mu się należało, tak twierdził). Napisałem wstawkę dla Eco, bo wiem, co postać Dretcha zamierza tego dnia robić. Na deklarację reszty BG wciąż czekam.