Tariq natychmiast zauważył sekretny gest Namtara, po czym mentalnie przemówił w umyśle Mordercy:
- Musiało wydarzyć się coś ogromnej wagi, skoro prosisz o rozmowę. Musimy być bardzo ostrożni w tej chwili. Pozostali na nas patrzą, ale nie będą w stanie usłyszeć. Niebawem przeleję krew jednego z nich i chciałbym, abyś nie był obecny przy zabójstwie. Wiem, co o tobie szepczą i jeśli tu zostaniesz, na pewno oskarżą cię o to, co zamierzam uczynić. To najlepszy moment jaki dotąd miałem i zapewne lepszego już nie będzie. Możesz przekazać swoim podopiecznym, że Elizjum w twojej ocenie przestało być bezpiecznym miejscem. Chyba możesz to dla mnie zrobić, synu Haqima?
- Dziękuję za ostrzeżenie Tariq, dżazaka'haqim chajran. Oczywiście uczynię to, co rzekłeś - odparł pospiesznie Morderca. - Prosiłem o rozmowę, gdyż mam udało mi się zdobyć odpowiedzi, których poszukujesz...
- Haqqan?** Tak szybko? - zdziwił się starszy Zabójca. - Mów zatem, mestaneya.***
Namtar zdusił ekscytację, w jaką wprawiały go zdobyte informacje, a także fakt, że udało mu się je uzyskać w tak krótkim czasie. Mógł to zawdzięczać jedynie łasce Haqima i wiedział, iż stanowi to kolejny dowód tego, iż został wybrany by doprowadzić do końca zemstę Linii Skorpiona. Cieszył się także, iż może pomóc komuś takiemu jak Tariq. Mimo, że tamten nie przyznałby tego, Morderca był pewien, że separacja od reszty Klanu musiała być dla niego gorzkim doświadczeniem. I szanował go tym bardziej, gdyż sam nie byłby w stanie udźwignąć podobnego brzemienia. Tak więc każda możliwość pomocy, którą dawał mu Los, poprzez Wolę Haqima, napełniała radością ciemność jego serca. Nie tracąc czasu przystąpił do dzielenia się nowo zdobytą wiedzą.
- Szakal, który sprawia ci kłopot, to Izotz (niech go śmierć spotka), jeden z liderów klanu Brujah, który rozpętał rewoltę Anarchistów w Hiszpanii. Z tego co wiem, został związany krwią po przeklętym Pakcie Cierni. Przez pół wieku służył Camarilli jako Archont a później Alastor. Teraz udało mu się zrzucić Więzy Krwi, dzięki rytuałowi jaki wykonał tej nocy. W czasie bitwy pod Uniwersytetem padło wielu wojowników, a ja wyrwałem serce Christiana Paina. Astwihad**** zebrał swe żniwo, a czerwień wsiąkła głęboko w ziemię. Ten Niewierny wykorzystał to. W kanałach, pod polem bitwy, wykonał rytuał, który zerwał więzy. Teraz zechce zemścić się na Camarilli za lata niewolniczej służby. Z tego co wiem, nie jest podobny innym ze swego domu. Jest zimnym i opanowanym wald qahbat qureesh.***** Poczeka na odpowiedni moment by uderzyć.
- Ma sza' Haqim!****** Zaiste, twoje umiejętności muszą być niezwykłe, skoro udało ci się poznać tożsamość tego Bękarta Khayyina, gdy ja tego uczynić nie mogłem. Wzbudziłeś moje zainteresowanie, Skorpionie i cieszę się, że Los skrzyżował nasze ścieżki. Barakhaqimu fik,******* a twe zdolności bojowe idą w parze z wiedzą o Niewiernych. A więc to Izotz mnie śledzi...
Tariq zamyślił się na chwilę, Morderca czekał jednak cierpliwie na dalszą część przekazu. W końcu tamten odezwał się ponownie:
- Jeden z obecnych tu Bękartów Khayyina wspomaga anarchię w mieście. To ten pies z maską podobną do mojej. Pozostali obawiają się go, wiedząc że posiada ogromne zaplecze i może korzystać z przywilejów wojny jaka rozpętała się na ulicach. Christian Pain był tutaj po to, by przelać swoją krew i skupić na sobie uwagę Starszych. Do teraz nie wiedziałem jaki był w tym prawdziwy cel. Musisz mieć się na baczności, gdyż z moich obserwacji wynika, że klan Brujah zamierza walczyć tym razem pod jednym sztandarem. To do nich nie pasuje. Ponownie zjednoczą się, ponad podziałami, by uderzyć w ten sam sposób, w jaki rozpętali Pierwszą Rewoltę Anarchistów. Ich obecny atak to prowokacja, za którą w mojej ocenie stoi kafir o którym rozmawiamy. Siedzi tuż obok mnie. On i Izotz przejęli inicjatywę, dając słabej krwi powody do gniewu, wskazując bezpośrednio Starszych odpowiedzialnych za narzuconą przez Camarillę kontrolę i niewolnictwo.
Namtar nie zamierzał przyglądać się osobie, o której mowa, skupiając się tylko na rozmowie. Jeden mały błąd, mógłby zaważyć o całej misji. Tariq mówił dalej:
- Teraz Izotz jest wolny i nie sądzę by dalej na mnie polował. Wolny o więzów zapoluje na tego, który po przegranej wojnie dał mu swojej krwi i uczynił go niewolnikiem. Za zasługi dla Camarilli, Izotz został "podarowany w prezencie" przez członków Wewnętrznego Kręgu, gdzie jak sam zauważyłeś, służył przez ponad pół wieku jako Archont. Jego jedynym zadaniem było ochraniać swojego nowego pana i pilnować porządku w jego domenie. Tak się składa, że ten Niewierny to nasz gospodarz Redondo, a tą domeną było jego Elizjum.
- Bismhaqim,******** to dobra wiadomość - odezwał się Morderca. - Cieszę się, że mogłem ją ci przekazać. Jest jeszcze jedna istotna rzecz, o której muszę ci powiedzieć. Skontaktował się ze mną Silsila Akramath (alajhi assalam*********), który jest mym panem i mistrzem z woli Kalifa Jamala (salla Haqimu alajhi wa salam**********). Własnymi ustami przekazał mi wolę Klanu i kazał rzec, iż znam prawdziwy cel twej szlachetnej misji. Starszyzna zadecydowała, iż jestem godny zarówno tego, by wspomóc cię w tym zadaniu, jak i tego, by doprowadzić zemstę mej Linii do końca. Choć Kontrakt nadal pozostaje dla mnie priorytetem. Mam jednak wspierać cię na tyle, na ile będę w stanie. Z uwagi na magiczną zasłonę wokół stanu, Wezyrowie są w stanie kontaktować się tylko ze mną. Mam więc być łącznikiem. W związku z tym powiedziano mi, iż powinieneś przekazać mi informacje, które posiadasz. Takie polecenia otrzymałem hadha min fadli Rabbi.***********
Przerwał, czekając w milczeniu na reakcję Tariqa. Pamiętał bowiem o tym, iż starszy Zabójca jeszcze przed kilkoma kwadransami odrzucał jego ofertę pomocy. Tym bardziej więc uważał, by przekazując myśli ustrzec się od zgubnego poczucia dumy, które mogłoby natychmiast przekreślić jego osobę w oczach rozmówcy. Wiedział, że tamten uważnie go obserwuje i ocenia. Był także całkowicie świadomy, iż wszystko, co otrzymał, zawdzięcza Akramathowi. Jak zawsze. Tariq był wszakże jednym ze Starszych i wypełniał wolę Wielkiego Mistrza, co podkreślał nad wyraz chętnie i przy każdej okazji. Ostateczna decyzja należała więc do niego. Morderca mógł mieć jedynie nadzieję, że w tej sytuacji zechce zaakceptować decyzję Duat, dopuszczając do gry Shadowslayera...
- W takim wypadku będziesz przekazywał ode mnie informacje do Alamut - odezwał się tamten po chwili namysłu - Od początku... Będąc w Strasburgu ustaliłem, iż Marconius faktycznie był w posiadaniu przedstawiciela zapomnianej linii krwi. Ten którego wszyscy teraz poszukują okazał się być przebudzony. Zakradłem się do domeny Marconiusa, nie napotkałem żadnych problemów w znalezieniu Kiasyda. Gdy byłem na tyle blisko by zadać śmiertelny, cios do pokoju wszedł "on". Był ciemnej karnacji, a w jego oczach czaił się mrok. Jakimś sposobem wyczuł moją obecność i zanim zdążyłem cokolwiek zrobić obaj zniknęli mi z oczu. Znam bardzo stare i potężne moce Akceleracji, ale"on" był szybszy. Nie wiem jak tego dokonał, ale oszukał mnie. W kieszeni swoich spodni znalazłem małą fiolkę z krwią, która zaczęła mnie uwierać chwilę później. Wiedziałem, że uciekli przez wyrwę w rzeczywistości, którą stworzył Marconius, a która to utrzymywała się przez kilka sekund po ich zniknięciu. Nie ryzykowałem pościgu w Otchłań. Skupiłem się na fiolce. Mam ją ze sobą, Wezyrowie nie mieli jeszcze okazji jej zbadać. W tamtej chwili poczułem, że "on" zapłacił mi swoją krwią bym za nim nie podążał. Ruszyłem za tropem i teraz jestem tutaj. Moim zdaniem "on" nie jest nagrodą. Pozostali szukają zakołkowanego ciała, gdy ten cały czas jest aktywny i ciągle unika schwytania. Kilku graczy zdążyło to już zauważyć, dlatego sytuacja zaczęła robić się nerwowa w Charleston. Krążą plotki o tym, że "on" kontroluje Marconiusa i prowadzi swoją własną wojnę, tylko nikt z obecnych tutaj nie wie kto jest jego prawdziwym wrogiem.
Zdawało się, że skończył, lecz po chwili dodał:
- Z jakiegoś powodu nikt nie może opuścić stanu Zachodnia Wirginia, a Starsi polują na starożytną krew. Gdyby Krzyżowcy nie odcięli mi języka gdy jeszcze żyłem, zapytałbym ich, kto tutaj naprawdę jest łowcą, a kto zwierzyną. Teraz została mi tylko Telepatia... A co do krwi... Będziesz w stanie powiedzieć coś o zawartości fiolki jaką otrzymałem w Strasburgu?
- Na'am, oczywiście - odparł natychmiast Morderca. - Myślę, że nawet całkiem sporo... A co do tego, którego szukamy. Jeśli jest przebudzony i działa aktywnie, nie podążając Ścieżką Krwi... Neik, ay'ye'a.************ Ciemność jest potężną siłą. Bez oparcia w Prawdzie nikt nie zdoła się jej przeciwstawić. Musimy coś z tym zrobić i to jak najszybciej. On wciąż ma w żyłach świętą krew Haqima, oby jej moc poprowadziła go we właściwym kierunku...
- Jestem świadomy tego co powiedziałeś, dlatego teraz musimy działać wspólnie. Musimy zakończyć rozmowę, trwa ona zbyt długo. Ktoś z nich może nas namierzyć. Otrzymasz krew jak tylko będzie do tego dobry moment. Wstępnie umawiamy się za kwadrans w pokoju po twojej lewej. Powodzenia - Tariq zakończył połączenie telepatyczne.
* arab. oby Haqim wynagrodził cię dobrem
** arab. Doprawdy?
*** arab. Czekam.
**** pers. Demon śmierci
***** arab. Skurwysynem
****** arab. Dobrodziejstwo Haqima (fraza oznaczająca, że coś się nam podoba)
******* arab. Haqim Cię pobłogosławił (uznanie zasług innego Assamity)
******** arab. W imię Haqima
********* arab. Pokój z nim
********** arab. Pokój i błogosławieństwo Haqima niech będzie z nim
*********** arab. Przez łaskę mego Pana
************ arab. Kurwa, niedobrze.