Strona 72 z 84

: 29 listopada 2012, 07:30
autor: deliad
-Pod opieką ludzi którzy go pokiereszowali.... - mruknął Ebenezer.

- Chcemy go zobaczyć i przetransportować do naszego obozu. Bez zbędnej zwłoki. Sam widzisz, że baron nie należy do cierpliwych- Radeford skinął głową w stronę mrugającej lampki.

- Najwyższy nie obdarzył go także nadmierną łagodnością, jednak lojalność wobec swoich ludzi łagodzi ten niedobór charakteru - Radeford wypowiedział zakamuflowaną groźbę, mając nadzieję, że przywódca bandy ją zrozumie, a zwykli szeregowcy się nie połapią i nie będą zbytnio ekscytować.

Kaznodzieja zahaczył spojrzeniem o Salta, dając mu znać, żeby czym prędzej, najlepiej dyskretnie, sprawdził kto się do niech dobija przez krótkofalówkę.

: 29 listopada 2012, 21:48
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Kapelusznik przestał przyglądać się Saltowi i jego radiu, przeniósł wzrok z powrotem na Radeforda cmokając znacząco.

- Wam się chyba wydaje, że wystarczy palcami strzelić, żebyśmy was wpuścili w każdy kąt i to jeszcze w podskokach - powiedział szorstko, rzucając pod nogi niedopalonego papierosa. Tisdale zesztywniał natychmiast widząc ten gest, bo niewielu znał ludzi, którzy bez wahania odrzuciliby skręta nie dopaliwszy go wpierw do samego końca.

Jak każdy inny pożądany wszędzie towar, papierosy były zazdrośnie strzeżone i starannie konsumowane, przynajmniej w przeważającej większości przypadków. Skoro mężczyzna w kapeluszu cisnął precz skręta, albo skrywał pod maską pozornej obojętności złość albo chciał mieć wolne obie dłonie.

Każda z tych alternatyw nie wróżyła w opinii Asha zbyt dobrze.

- Jesteście na naszej ziemi i nie będziecie się tutaj panoszyć - ciągnął dalej kapelusznik, gładząc czubkami palców skórzany pas, przy którym wisiał ciężki automatyczny pistolet - Na dodatek zadawaliście się z ludźmi Gregory'ego, a to paskudna sprawa. Chcecie przejść dalej, wyskakujcie z wszystkich gnatów i ostrzy, a szybko!
Nie przesłyszeliście się, właśnie polecono Wam dokonać samorozbrojenia!

: 30 listopada 2012, 07:12
autor: deliad
- Widzieliśmy w życiu więcej ludzi niż ty zobaczysz kiedykolwiek, jeżeli tak łatwo stwarzasz konflikty. My nie chcemy rozlewu krwi. Chcemy jedynie swojego człowieka - powiedział Ebenezer kątem oka szukając dobrego schronienia z dogodną pozycją strzelecka. Pod pachą czuł ciężar obrzyna, który w najbliższych chwilach mógł być użyteczny.

- Co jest nie tak z ludźmi Gregora - starał się zmienić temat kaznodzieja.

Źle to widzę, może się nie obyć bez krwawej rozróby. Przydał by się dokładniejszy opis taktyczny.

: 30 listopada 2012, 08:32
autor: 8art
Ash nie rozstawal sie z bronia. Nigdy. Nawet na strone chodzil obwieszony jak noworczna, czy tam bozonarodzeniowa choinka. Moze w innych okolicznosciach zgodzilby sie na taki uklad, ale nie na wrogim terenie, w dodatku w sytuacji, gdy nie mial kompletnie zaufania do ludzi po drugiej stronie ulicy.

Medyk bardzo spokojnie, mozna powiedziec emanujac pewnoscia siebie i spokojem, odpowiedzial kowbojowi, bacznie obserwujac grupe:

- Spokojnie przyjacielu. Jak sam widzisz z ludzmi po drugiej stronie rzeki nie jestesmy w zadnych przyjacielskich stosunkach. Wiesz, ze strzelali do nas i odgryzlem sie im. Dogadamy sie. Nie przyszlismy sie tu panoszyc tylko odnalezc naszego czlowieka i psa.
Zakladam, ze Ash ma juz taktyczna wizje gdzie sie zbunkrowac, jesliby zaczela sie jatka. Strzelanina to najgorsze mozliwe rozwiazanie. Jestesmy przycisnieci do rzeki i nie wiadomo jak moglibysmy wrocic. Na rzece z tej .50 wystrzelali by nas jak kaczki (o ile maja amunicje), ale nawet z byle karabinka zrobiliby z nas ser szwajcarski. Trzeba by uciekac w druga strone a potem sprobowac sie przeprawiac gdzies dalej od miasta.

Musimy sie z nimi dogadac ale nie mozemy lykac kazdych warunkow. Wymienmy sie zakladnikami.

: 30 listopada 2012, 09:27
autor: Araven
Dokładnie, jak rzekł Ash, ja bez broni czuję się jak bez ręki, jakby to powiedzieć, za krótko was znam by złożyć broń. Negocjujmy, nie jesteśmy stroną w waszym konflikcie z Gregorym i jego wiernymi. Jak nas zaatakujecie, nasz baron i szef Sutherland, może wesprzeć Gregorego. A ma ponad 100 ludzi i ciężki sprzęt. Tego chcecie? Przyszliśmy tu ratować kumpla, nie na przeszpiegi, ani nie po to by walczyć z wami. Ale jak nas zmusicie będziemy się bronić.

: 30 listopada 2012, 20:38
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Mężczyzna w kapeluszu zerknął na boki wymieniając spojrzenia ze swoimi towarzyszami, a potem rozluźnił się wbrew wszystkiemu wyciągając z kieszeni następnego papierosa, albo nie potrafiąc się w żadnych okolicznościach oprzeć nałogowi albo próbując załagodzić nagły skok napięcia.

- Widać, że paskudne z was zakapiory - oznajmił tonem nie tyle obraźliwym, co oznajmiającym - Pewnie macie wielu biedaków na koncie, co? Nie chcecie oddać broni, wasza sprawa, ale wtedy nie pójdziecie nawet kroku dalej. Frank, skocz do naszych, każ sprowadzić tu tego gościa i jego psa.

Kapelusznik zaciągnął się mocno papierosem, machnął lekko dłonią dając swoim towarzyszom znak, by odsunęli nieco ręce od swej broni.

- Skąd mogę wiedzieć, że wasz szef już się nie ułożył z Kościołem? - powiedział miłośnik tytoniu - Gregory potrafi się układać, stary wredny chytrus. Może już kupił tego waszego barona, co? Że odstrzeliliście snajpera, nic jeszcze nie znaczy, bo może to tylko zwykła pomyłka.
Jeden z tamtych zniknął za ruinami udając się najpewniej po Szarego, reszta znowu się rozluźniła...

: 30 listopada 2012, 20:44
autor: Araven
Powiedz nam o co tu biega. Znamy tylko punkt widzenia Gregorego. Powiemy baronowi jakie jest wasze stanowisko i odwiedziemy go od planów ewentualnej współpracy z Gregorym. My mamy inne sprawy, jesteśmy tu przejazdem. Gregory twierdzi, że podobno porywacie im dzieci, jakoś trudno mi w to uwierzyć. Co ty nam powiesz o tych dzieciach?

: 01 grudnia 2012, 17:40
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Chociaż względnie neutralny gest kapelusznika chwilę wcześniej odprężył jego towarzyszy, wzmianka o dzieciach sprawiła, że twarze wszystkich obcych dosłownie skamieniały, a w oczach dwóch kobiet pojawił się dziwny błysk.

- Nie dziwię się, że ten stary pierdziel tak to przedstawia - sarknął przywódca grupy - Na jego miejscu sam pewnie tak bym mówił. Prawda jest taka, że my ich nie porywamy... my je ratujemy.

- Ratujecie? - powtórzył nieco drwiącym tonem Wilson - Ale odbieracie rodzicom, tak? Wbrew ich woli, tak?

- Wali mnie to, jakich jeszcze użyjesz określeń! - wycedził przez zęby kapelusznik - Te dzieci nie miały tam normalnego życia! Zabierając je z Huntington zrobiliśmy dobry uczynek!

- Jak mamy to rozumieć? - wtrącił Tisdale, przestępując w napięciu z nogi na nogę - Co chcecie zarzucić ludziom z Kościoła?

- Są obłąkani, chorzy z nienawiści ukrytej pod dobrotliwymi kazaniami Gregory'ego. Gdyby tylko mogli, wyrżnęliby nas wszystkich, a potem spalili trupy. I w taki sam sposób wychowują swoje dzieci. Widzieliście na przedmieściach ponabijane na paliki zwłoki?

Niektórzy Aniołowie kiwnęli nieznacznie głowami przypominając sobie okaleczonego trupa znalezionego na południowych rubieżach terytorium Kościoła, okaleczonego, pozbawionego odrąbanych ostrym narzędziem rąk.

- Łapią samotnych przyjezdnych i proponują im przyłączenie do wspólnoty - wtrąciła jedna z kobiet, dołączając w końcu do rozmowy wiedzionej między Aniołami i kapelusznikiem - A jeśli ktoś im się nie podoba, zabijają go od ręki.
Konwersacja mimo wzajemnej podejrzliwości posuwa się powoli do przodu...

: 01 grudnia 2012, 19:41
autor: 8art
Tisdale zachnal sie. Zabijanie obcych nie bylo niczym nadzwyczajnym w zamknietych, malych i odizolowanych od siebie spolecznosciach. Cos jednak mowilo Ashowi, ba, byl nawet pewien, ze sekta Gregorego nie byla taka za jaka sie podawala. Mimo, ze nie byl w miescie z Ebem i Paulem, to miasto smierdzialo czyms zlym nawet jak na standardy zasranych stanow, a Gregory jawil sie medykowi jako nawiedzony zboczeniec, gotowy do najgorszych plugastw pod oslona wiary. Wciaz jednak nie wiedzial, co robia z dziecmi:

- A co maja do tego dzieci? Ten Gregory chce stworzyc od podstaw spoleczenstwo? Tak jak to zaplanowal ten... Jak mu tam... Filozof Pluton?
Mamy jakies wiesci z radia? Moze trzeba jednak ostrzec Sutherlanda, zeby darowal sobie wypad do miasta. Mam przeczucie, ze aniolki Gregorego wbija barona na pal:)

: 01 grudnia 2012, 20:39
autor: Keth
Klaryfikacja na szybko - Sutherland i jego oficerowie są już od kilku godzin w gościnie u Gregory'ego. Prawdopodobnie to oni wywołują Was przez radio, ale dopóki ktoś nie zabierze Saltowi radia i nie pogada, niczego się nie dowiecie ;)

: 02 grudnia 2012, 01:09
autor: 8art
W związku z tym, że Salt stoi, głupawo patrzy się i ślini się tylko;) nie pozostaje mi nic innego jak wyrwać mu radio i odpowiedzieć na wezwanie:)

: 02 grudnia 2012, 09:14
autor: deliad
Ebenezer zmarszczył brwi.

- Z ratowania na siłę jeszcze nigdy nie wyszło nic dobrego. Dzieci w końcu dorosną ze żmiją nienawiści ukrytą głęboko w sercu. Zemszczą się okrutnie za wyrwanie z ramion matki i ojca - powiedział kaznodzieja.

- Ponadto nienawiść zawsze rodzi nienawiść - zakończył myśl i pomiarkował, że krytykowanie kapelusznika i jego ludzi, nie przyniesie niczego dobrego.

- Widziałem kawałek świata i wiele rzeczy, które na nim się działy - rozpoczął zniewalającym głosem kazanie.

- Byłem w dziczy gdzie żyją mutanty, byłem nad Missisipi gdzie mogą przeżyć tylko najtwardsi i odporni na chemikalia ludzie. Walczyłem z robotami molocha. Ramię w ramię stawałem z ludźmi z Bluewell, aby odeprzeć ataki mutantów. Byłem też w New Yorku gdzie ludzie z jasnymi umysłami i zakasanymi rękawami stawiają podwaliny pod nowy świat.
Byłem, widziałem i przeżyłem wiele. W końcu zrozumiałem jedną rzecz. Jedną jedyną rzecz, która kazała mi jechać od osady do osady, z miasta do miasta, do kolejnych siedzib ludzkich. Wam też powiem co to było.
" Zgoda buduje, niezgoda rujnuje".
Świat jest pełen zła, samotny człowiek mu nie sprosta. Jedyna nadzieja w współpracy i współdziałaniu.
Pozwólcie, że opowiem wam historię o Bluewell. Była to mała miejscowość leżąca daleko stąd. W górzystej krainie, na samym krańcu baroni. Tamtejsi ludzie mięli sąsiadów, tak jak i wy. Tak jak i was dzieliła ich rzeka. Rzeka w której połowę wody stanowiły szczyny szopów. Tak jak i u was nie było mostów po których można przejechać samochodem. Tym, którzy pokonywali rzekę i zanurzyli się w niej, gniły genitalia
- kaznodzieja nieświadomie podrapał się po udzie.

- Jednak tamtejsi ludzie nie żyli ze sobą jak wilk z wilkiem. Utrzymywali kontakty, handlowali, brani kobiety na żony. Planując nawet połączyć się linią telefoniczną - mocno zaakcentował ostatnie zdanie Radeford.

- Pewnego dnia zawitał do miasta zły demon, istny wilk w owczej skórze. Zakamuflowany mutant, podający się za wielkiego Jeremisza Holtza. Bohatera tamtejszych ziem. Jego kłamliwe słowa wywiodły większość mężczyzn z osady w pułapkę mutantów kanibali. Cała osada byłaby zgubiona, gdyby nie samotny jeździec na harleyu, przywiedziony promieniami porannego słońca. On to ryzykując życie, przedarł się przez zastępy wroga do sąsiadów Bluewell, niosąc straszne nowiny. Sąsiedzi nie zawiedli, ruszyli na odsiecz, nie zwlekając ani chwili. Gdy dotarli w miejsce zasadzki, rozgorzał bój śmiertelny. Sąsiedzi walczyli i ginęli razem, ramię przy ramieniu. Ciężka to była bitwa, po której Wilson jeszcze nosi rany - Radefors wskazał na Wilsona.

- Tak, byliśmy tam i walczyliśmy wraz z nimi, mimo, że byli dla nas obcy. Nie szczędziliśmy amunicji i krwi własnej. Taka już nasza misja- dodał kaznodzieja.

- Gdy opadł bitewny kurz okazało się, że straty Bluewell były tak wielkie, że ich osada nie ma racji bytu. Wieie co zrobili ich sąsiedzi? Nie ruszyli rabować osłabionej mieściny. Co to, to nie. Zrobili jedyną w takiej sytuacji słuszną rzecz. Przygarnęli pozostałych mieszkańców Bluewell, aby stworzyć większą, mocniejszą i silniejszą w doświadczenia społeczność - zakończył kazanie Ebenezer.

- Takich sąsiadów i ja wam życzę. Bo i wasze okolice ani, bezpieczniejsze, ani na bliższych rubieżach leżące niż Bluewell. Wam zgody trzeba szukać ze społecznością Gregora. Jeżeli to dla was za wiele to zawieszenia broni. Nie osłabiajcie się nawzajem. Pakt o nieagresji. Nie porywajcie sobie dzieci. Wyrozumiałość, zrozumienie, tolerancja - szanujcie podejście do życia innych. Drugim krokiem była by sojusz i walka z wspólnym wrogiem. Przecież w waszym mieście roi się od techmorw. Razem moglibyście je wybić i zjeść ich mięso. W waszych okolicach krążą machiny molocha. Takich w pojedynkę nie pokonacie. A jeżeli szykują się do najazdu? W Hurricane spotkaliśmy stalowego pająka zwiadowcę. Zbierał informacje wywiadowcze. Ash się zna na robotach, zapytajcie jego. Jeżeli moloch najedzie, jedynie wspólnymi siłami z Gregoram dacie radę ich odeprzeć.Gregorczycy mają niezłą wiedzę medyczną, sprzęt i świetnych snajperów. W jesteście wytrwali, obeznani w walkach z zasadzki i znacie każdą dziurę, każdy kanał i ruinę w mieści. Bo jak inaczej wykradalibyście im dzieci?

- Nie rzucajcie na siebie oszczerstw. Takich jak "pomiot Molocha", czy "kanibal". Jedynie zacznijcie poszukiwać nici porozumienia - zakończył Ebenezer. Liczył, że ostatnie zdanie może spowodować jakąś reakcje, która zdradzi ludzi z zarzecza o spółkowanie z Molochem.

Wątek techniczny:
Mam nadzieję, że zbytnio nie przeinaczyłem faktów z "Podstępnej rubieży" :). Eb prawi kazanie. Nie mam karty, ale "przekonywanie" miałem wysoko rozwinięte. I talent zmniejszający stopień trudności testów charyzmy.
W czasie kazania niech ktoś "odbierze" krótkofalówkę.

: 03 grudnia 2012, 21:23
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Nie ważąc się odwrócić do obcych plecami, Ashley wycofał się rakiem aż do skamieniałego w niezrozumiałej zadumie Salta, wyciągnął kurierowi z ręki radio i przyłożył urządzenie do ucha.

- Tu Anioł Miłosierdzia - rzucił w eter paramedyk, nie mogąc się mimo powagi sytuacji powstrzymać przed niewinnym w istocie żartem, przypisującym jego kryptonim do pełnionej w drużynie funkcji - Co się stało?

- Co się kurwa stało?! - w eterze eksplodował dźwięczący dziką furią głos barona Sutherlanda, toteż Tisdale natychmiast podziękował w duchu za tryb dyskretnej pracy urządzenia, dzięki któremu stojący kilkadziesiąt kroków dalej nieznajomi nie słyszeli wrzasków federalistycznego szlachetki - Co wy kurwa wyrabiacie?!

- Prowadzimy rekonesans w strefie peryferyjnej - odpowiedział Ash żargonem dobranym rozmyślnie w taki sposób, by właściwie nic konkretnego nie przekazać - Przeprawiliśmy się...

- Miejscowi twierdzą, że zabiliście jednego z ich ludzi! - przerwał Aniołowi - Strażnika na moście! I uciekliście na drugi brzeg! Co wy kurwa robicie?!
Słowa barona słyszy tylko Ash, bo radio działa teraz w trybie telefonu, a nie głośnomówiącym. Sutherland już coś tam wie o strzelaninie, najpewniej Gregory mu poskarżył - i jest wściekły, bez dwóch zdań!

: 03 grudnia 2012, 21:42
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Głoszone podniosłym tonem słowa Ebenezera Radeforda zdawały się wywierać na nowych słuchaczach coraz większe wrażenie, bo spojrzenia wszystkich były wręcz przykute do natchnionego oblicza wędrownego kaznodziei.

Noszący kapelusz przywódca miejscowych zapomniał o swoim tkwiącym w kąciku ust papierosie, gapiąc się na wielebnego dziwnym wzrokiem.

- Bardzo... wzniosła przemowa - odpowiedział po chwili milczenia - Bardzo... natchniona. Pewnie trzeba będzie niektóre jej kawałki wziąć sobie do serca. Za ostrzeżenie o Molochu podziękować, nie wiedzieliśmy, że to zadrutowane skurwysyństwo kręci się po okolicy. Na pewno ostrzeżemy wszystkie patrole...

Mężczyzna podniósł palcem w górę rondo kapelusza, odsłaniając skryte dotąd w półmroku inteligentne oczy, błyszczące mieszaniną różnych nie do końca czytelnych dla Radeforda emocji.

- Co do tej opowieści z dalekich krain, coś mnie zaciekawiło - dodał kapelusznik przechylając w bok głowę - Wspominałeś o zdegenerowanych mutantach, kanibalach pożerających normalnych ludzi. Odrażające praktyki, słowo daję.

W głosie mężczyzny pojawiła się nowa nuta, której żaden z Aniołów nie potrafił do końca rozpoznać, ale która po części kojarzyła się z kpiną, a po części z autentyczną ciekawością.

- Wydajecie się zaprawionymi w bojach eksterminatorami mutantów. Polujecie na nich zawodowo czy tylko dla zabawy?
W tej chwili trudno jeszcze orzec jaki efekt wywarło na miejscowych kazanie Ebenezera...

: 04 grudnia 2012, 17:35
autor: deliad
- Synu..... nie wiele zrozumiałeś - westchnął Ebenezer.
- My nie kierujemy się zawiścią i płochą radością mordowania, charakterystyczną tylko dla zwyrodnialców. Zabijamy gdy musimy. Wtedy gdy nie ma innego wyjścia.
- Mutanci .... ci jednak naznaczeni są piętnem szatana. Wszyscy jakich spotkałem to krwiożerczy kanibale lub przewrotni oszuści. Najczęściej bezmyślni i zezwierzęceni. Łaska Pańska jest wielka. Nikogo nie skazuje na straty. Jednak mutany... Gdyby choć jeden z nich okazał się inny... To byłby cud. Jednak moje nadzieje nie sięgają tak odległych horyzontów.

Ebenezera zaświerzbiło pod czaszką. Jego dodatkowy zmysł zadziałał. Przez jego ciało przeszły ciarki. Wydawałoby się niewinne pytanie kapelusznika, wzbudziły w nim złowróżbny podejrzenia. Czyżby ludzi zza rzeki byli obarczeni skazą szatan...