W czasie gdy Balin błogosławił swój topór oraz broń Bazokokha i Frakiego, orki ze straży miejskiej przygotowywały miejsce walki. Ustalono, że mając przewagę liczebną wypuszczą martwiaki i zniszczą atakując od niemal każdej strony. Stanowiska bojowe miały mieścić się między regałami. Dodatkowo aby zabezpieczyć się przed walką w bezpośrednim zwarciu w którym zdechlaki będą mogły sięgnąć walczących łapskami, wzniesiono niewielkie barykady.
Gdy wszyscy ustawili się na swoich pozycjach, dano znać dziesiętnikowi, który zatrzasną właz do piwnicy. Ponad klapą rozległo się szuranie.
Drayaharusa przeszedł dreszcz, słysząc szuranie, które niechybnie zwiastowało ich odcięcie od wsparcia i drogi ucieczki, odczuł to jakby ktoś zasuwał wieko trumny nad jego złożonym na marach ciałem.
Barthur nie mógł opanować podniecenia. Zaraz weźmie udział w niezłej rozpierdusze. Brakowało mu tego. Zawsze cieszyły go wyprawy łupieskie goblinów i możliwość wyżycia się podczas walki. Jednak teraz wydawało się jakby to było w innym życiu. Po raz niemal setny poprawił dwie stojące koło niego na szafkach latarnie tak aby promienie światła dokładnie oświetlały wyjście tajnego przejścia.
Dla rozładowania napięcia jeden z orków zagadnął.
- Wiecie czemu orkom udało się tak łatwo rozwalić reptilionów? Bo, ich kowale tak chlali, że zapominali czy kują miecz czy topór. Błee hee hee - wybuchł nerwowym śmiechem.
Balin po raz kolejny ocenił ustawienie Nieulękłych. Nie podobało mu się, że Bazookh nie posiada żadnego opancerzenia, ale zmilczał. Walczył już ramię w ramię w parowie z martwiakami i Bazookh walczył dziarsko i skutecznie.
- Wszyscy gotowi to poczynajmy w imię Gotam-gora. Barthurze, dźwignia - powiedział kapłan Gotam-goraz powagą i zmrużył oczy.
Nasmarowana oliwą dźwignia przesunęła się znacznie łatwiej niż za pierwszym razem, ale mimo to drzwi otworzyły się jedynie tworząc cienką szparę.
W tejże szparze niemal od razu pojawiły się kościste pokryte zmatowiałą łuska palce i targnęły tajemne drzwi to tyłu i rozwarły je na pełna szerokość.
W polu oświetlonym przez latarnie ukazały się opancerzone zaschnięte truchła. Miały zamknięte oczy i obkurczona skórę na pyskach, przez co ich pożółkłe zęby szczerzyły się złowrogo. Za życia musieli być wojownikami, bo na ich ciała spoczywały półzbroje. Jako broń dzierżyły dziwaczne przedmioty przypominające miecz, ale taki, który pośrodku klinga rozszerzała się tworząc coś na kształt cienkiego styliska topora. Część z nich trzymali metalowe tarcze.
Blin zawarczał złowrogo gdy martwiaki natarły w mgnieniu oka. Chyba nikt nie podejrzewał zdechlaków o taką zajadłość i szybkość.
- Rąbać ich. Bez ilości i z zastanowienia - wrzasnął widząc narastający strach w oczach żyjących.
Po tych słowach zapanował zgiełk i chaos. W powietrzu rozlegało się trzaski broni o pancerz, jęki, sapnięcia, a wkrótce także zapach krwi.

Bazookh zagryzł mocno zęby, gdy jeden ze zdechlaków ruszył prosto na niego. Reptilion wyprowadził pchnięcie, które krasnolud zbiła na bok. Jednak, jak widać, takie też było zamierzenie nie do końca martwego jaszczura, bo od razu targnął ostrzem w bok, a stylisko topora zaryło się w ciało rżnąć pierś i bark i chrzęszcząc na żebrach. Bazook stracił równowagę i upadł ze zdziwieniem wpatrując się w tryskającą z piersi krew. Po chwili zmroczyło mu się przed oczyma i pogrążył się w ciemności.
Do Barthura ruszył niższy o dwie głowy zdechlak dzierżący swoją broń oburącz. Cios był szybki i precyzyjny, a ogromny goblin jedynie przypadkiem zasłonił się swym niewielkim puklerzem.
Wróżbita wkurzył się nie na żarty widząc jak stojący obok Bazookh pada na ziemię, a jego przeciwnik zwraca się ku niemu. Wziął krótki zamach i z impetem trzasnął przeciwnika w pierś, zmuszając jaszczura do cofnięcie się o krok. Jednak chrzest łamanych kości był jedynym objawem, że martwiak został uszkodzony, bo na jego martwym pysku nie odmalowały się żadne emocje.
Powietrze koło Barthura przecięło syknięcie, a bełt stukną w hełm na głowie jaszczura i przekręcił go niemal o połowę, zasłaniając oczy zdechlaka.
Barthur zapałała nadzieją, jednak szybko zrzedła mu mina przypominając sobie, że truposz nie postrzegają zwykłymi zmysłami.
Na Balina ruszył młociarz i zaatakował szerokim zamachem. Impet ciosu był tak duży, że ramię krasnoluda nie trzymało i młot ześlizną się z tarczy prosto na bark. Jednak tarcza zdążył wyhamować cios na tyle, że nie spowodował on żadnych obrażeń.
Balin uderzył swoim młotem rewanżując się ciosem w bark przeciwnika. Jego cios był o wiele skuteczniejszy niż przeciwnika i wydatnie wygięło pancerz.
Balin rzuca 3x błogosławieństwo. 3x udane. Broń jest pobłogosławiona.
Rzut na strach, wszystkie udane.
Atak na Bazookha trafienie za 178 tn - 35 pancerza = 143 obrażeń. 6 ponad żywotność, Bzookh jest w agonii.
Atak Barthura. Rzut na TR 52 i trafienie w sumie za 199 ob.
Balin obrywa za 165vob, ale zbroja wszystko wyparowuje.
Balin atakuje (rzut na TR 33) i trafia w sumie za 193 ob.