Strona 76 z 84

: 16 grudnia 2012, 20:29
autor: 8art
- Eb lepiej zostań. Przyszliśmy tu po Szarego i wypełnilismy zadanie. Zwiną Cie miejscowi i znó trzeba będzie ryzykować skórą w kolejnym zwiadzie na nieprzyjaznym terenie. Weź pod uwagę, że kapelusznicy nie muszą być tym razem tak wyrozumiali i mili i to co udało nam się teraz bez rozlewu krwi, może zamienić się w krwawą jatkę. Zostawmy tych ludzi z ich problemami.

: 16 grudnia 2012, 20:40
autor: deliad
- Nie mogę tak tego zostawić. Ten konflikt jątrzy zdrową tkankę części ludzkości, trzeba go jakoś rozwiązać. Odciągnijcie uwagę obserwatorów jak się będę wymykał. Bóg z wami.

: 16 grudnia 2012, 20:50
autor: Araven
Kuźwa, ale nasz kaznodzieja uparty, nie wiemy kto tu jest zły po cholerę się narażać na śmierć. Szlag by to trafił, Może ktoś by go ubezpieczał, czekaj Eb. Skocz no z nim który, pleców mu pilnować.
To ew. zadanie dla NPC-ów jakimi się niestety Gracze niektórzy stali.

: 17 grudnia 2012, 19:59
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Radeford poprawił swój pas, naciągnął bardziej na czoło rondo kapelusza, a potem obejrzał się w stronę towarzyszy ujmując palcami dłoni przywiązany do lufy obrzyna różańca.

- Nie wystawiajcie nosa z kryjówki - polecił kaznodzieja wstając jednocześnie z kucek i rozglądając się uważnie po usianym ruinami betonowych budynków wybrzeżu - Gdyby ktoś was zaskoczył, nie sięgajcie od razu po broń, nie dajcie się sprowokować.

- Weź ze sobą Jacka - zaproponował znienacka Wilson, spoglądając jednocześnie z dezaprobatą na mamroczącego coś pod nosem Szarego - My przypilnujemy tego biedaka, a wy ogarnijcie szybko okolicę, tylko nie dajcie się złapać.
Jeśli Deliad chce, może zabrać jako ubezpieczenie zwiadu Salta.

: 18 grudnia 2012, 07:49
autor: deliad
Wątek techniczny:
Zwiadowca zawsze się przyda.

: 20 grudnia 2012, 19:30
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Zabierając ze sobą milczącego Salta, Radeford wyślizgnął się z kryjówki opodal północnego brzegu, skradając się pomiędzy ruinami pobliskich budynków w kierunku wschodu. Obaj mężczyźni trzymali broń w rękach, co chwilę przyczajając się w bezruchu i obserwując uważnie swe otoczenie. Lekki, ale chłodny wiatr niósł ze sobą zapach wilgoci, będący zapewne pozostałością po apokaliptycznej nocnej burzy, nie przyniósł w zamian żadnych niepokojących dźwięków.

- Idziemy z powrotem do ciężarówki tego gościa w kapeluszu? - odezwał się szeptem Salt, spoglądając uważnie na kaznodzieję - Czy obejdziemy ich bokiem i pójdziemy dalej na wschód? I czego dokładnie chcesz szukać, Ebe?
Właśnie, jaki właściwie plan ma nasz wielebny? Czego szuka i gdzie?

: 20 grudnia 2012, 22:03
autor: 8art
Rozstawiam czujki wedle prawideł sztuki wojennej i ustalam kto idzie pierwszy kimać. Najpierw ci, którzy spali najmniej. Szacuje czas do zmroku i jak minie połowa to odpoczywający zmienią wartowników.

Ja coś tam kimałem, więc pewnie sam obejmę pierwszą wartę, ale wcześniej obejrzę Szarego, w poszukiwaniu nakłuć, ran itp.

: 21 grudnia 2012, 16:30
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Ash klepnął w ramię Wilsona dając mu tym samym znak, by kurier choć trochę się przespał. Gladiator rozejrzał się wpierw podejrzliwie wokół siebie, wciąż nie ufając przekonaniu, że ludzie Kapelusznika pozostawili Aniołów w spokoju.

- Przypilnujesz i okolicy i Szarego? - zapytał z powątpiewaniem paramedyka, zerkając jednocześnie znacząco na leżącego na kocu zbieracza, wpatrzonego tępym wzrokiem w zaciągnięte ciemnymi chmurami przestworza.

- Nie myślisz chyba, że będzie chciał uciekać? - uśmiechnął się z przekąsem Tisdale - Śpij, póki możesz, bo nie wiem, co dobrego wyniknie z tego nieszczęsnego zwiadu.

- Ebe jest czasami uparty jak muł - prychnął Wilson - A jak się uprze, nawet młotem nie wybijesz mu pomysłu z łba. Mam nadzieję, że ten jego Pan będzie nad nim czuwał, bo tutejsi chyba naprawdę się nie pierdolą z intruzami. Ciarki mi po plecach chodzą jak sobie pomyślę, że może to oni zjadają przejezdnych, a nie cali ci gregorianie.

- Wszyscy jesteśmy zajechani - stwierdził oczywistą rzecz Ashley - Śpij, póki możesz, ja popilnuję parę godzin, a potem się zmienimy. Martwi mnie przeprawa przez tę rzekę po zmroku, musimy przed nią odpocząć. Spij już, do cholery!
Pierwszą wartę bierze Ash, drugą Wilson. Szary nie sprawia żadnych kłopotów, chyba drzemie, pies trzyma się przy nim.

: 21 grudnia 2012, 19:34
autor: deliad
Kaznodzieja przepuścił przez palce ostatnie paciorki różańca i spojrzał na czekającego, od kilku minut, na odpowiedź Jacka.

- Pójdziemy na północ unikając głównych dróg i placów, gdy dotrzemy do peryferii zakręcimy na wschód, aby nie wejść na przyczółki na granicy miasta. Gdzie jest ich siedziba oszacujemy po miejscu posterunku z jeepem i czasu jaki potrzebowali na przyprowadzeniu szarego
- Eb postukał palcem wskazując na mapie w okolicę, która wydała mu się najbardziej prawdopodobna na siedzibę ludzi z za rzeki.

- Później wejdziemy na wysoki budynek nieopodal i przyjrzymy się tubylcom. Pytasz czego będziemy szukać? Odpowiedzi, Jack. Będziemy szukać odpowiedzi na nurtujące minie pytania - Eb złożył mapę, sięgnął po remingtona i ruszył ostrożnie na północ.

: 28 grudnia 2012, 15:20
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Gdzieś wysoko w górze pojawiło się kilka ptaków, stanowiących zaledwie czarne punkciki unoszące się w przestworzach. Podejrzliwy Ash przyglądał im się przez dłuższą chwilę, nigdy nie było bowiem wiadomo, do czego posunął się znowu Moloch konstruując swe szpiegujące ludzi maszyny.

Lecz wszystko wskazywało, że naprawdę były to padlinożerne ptaki, wypatrujące z góry okazji do żeru. Paramedyk obrzucił wzrokiem otoczenie kryjówki, ponownie nie dostrzegając między starymi ruinami nadrzecznych domostw śladu życia innego niż sporadycznie pojawiające się w szczelinach asfaltu owady.

Szary i Wilson spali, skuleni na rozłożonych wprost na ziemi kocach. Tisdale przyjrzał się z troską wychudłej twarzy zbieracza z Mississipi, wciąż nie potrafiąc osądzić z całą stanowczością pochodzenia i efektów farmaceutyków podanych mężczyźnie przez ludzi Kapelusznika. Mogły to być jedynie silne środku znieczulające, ale paramedyk podejrzewał raczej użycie leków halucynogennych.

Najbardziej frustrujące było to, że dopóki środki nie przestały działać, niemożliwym było oddzielenie w opowieściach Szarego prawdy od urojonych wytworów jego otępionej chemią wyobraźni.

Krótkofalówka Asha pisnęła cicho, więc mężczyzna natychmiast po nią sięgnął, przykładając urządzenie do ust.

- Tu Anioł Miłosierdzia - powiedział ściszonym głosem, mimowolnie podnosząc się z koca i przyklękając z karabinem opartym kolbą o ziemię obok posłania - Odbiór.

- To ja, Tyson. Wszystko u was gra?

Przyboczny ochroniarz Sutherlanda sprawiał wrażenie spokojnego, ale w jego niknącym pośród radiowych szumów głosie dźwięczała pewna nerwowa nuta, której źródła Ashley nie potrafił odgadnąć.

- Radeford i Salt poszli na przeszpiegi, czekamy na nich na brzegu - objaśnił Tisdale - Po zmierzchu przeprawimy się na drugą stronę.

- Nie traćcie czasu - polecił Tyson - Coś się kroi, chociaż nie mogę wam teraz nic powiedzieć. Baron was potrzebuje, jak najszybciej. Leon już jest w obozie.

Ash odetchnął w duchu słysząc, że Kennedy wrócił bez szwanku do obozowiska, kiwnął z aprobatą głową.

- Zrobimy, co w naszej mocy. Bez odbioru.
Czy po zmierzchu zamierzacie poszukać łodzi czy też zadowolicie się każdym kawałkiem drewna mogącym utrzymać Was na powierzchni wody?

: 28 grudnia 2012, 15:32
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Ustalając swój kierunek marszu za pomocą koryta płynącej na zachód rzeki Radeford ruszył w stronę północy, ostrożnie pokonując usłaną śmieciami Market Street i zagłębiając się pomiędzy rzędy częściowo zdewastowanych jednorodzinnych domów. Po zaledwie dziesięciu minutach przemykania się od budowli do budowli kaznodzieja przykucnął w cieniu jednego z domów, opierając się plecami o pozostawiony na betonowym podjeździe samochód.

- Tu nie ma żadnych wysokich budynków - sarknął wielebny łapiąc mimowolnie za różaniec i wodząc wokół siebie wzrokiem - Cała dzielnica jest taka sama, domki, garaże i baseny.

- To Proctorville - oświadczył spoglądający na wyciągniętą z kieszeni mapę Salt - Ciągnie się od rzeki po drogę numer siedem.
Na północ od brzegu rozciąga się rozległe osiedle Proctorville, typowo podmiejska dzielnica domków jednorodzinnych, z których wiele oparło się jeszcze niszczycielskiemu oddziaływaniu aury. . Rzut oka na mapę sugeruje, że najlepiej byłoby pokonać je na wprost, przedostać się przez drogę nr 7 i wejść na niskie wzgórza po jej północnej stronie.

Swoją drogą, na takim osiedlu musi się kryć niewyobrażalna kopalnia skarbów!

: 28 grudnia 2012, 20:39
autor: Araven
Jak da radę rozejrzymy się za jakąś łodzią, cholera pomyślał gladiator, trzeba wracać a Wielebny sobie spacery urządza, oby nie doszło do jakiejś jatki z tymi świętoszkami Gregorego lub mutantami...

: 28 grudnia 2012, 21:46
autor: deliad
- Hmm, dobrze Jack. Ty tu jesteś zwiadowcą. Ruszajmy - kaznodzieja zaakceptował plan Salta.

: 29 grudnia 2012, 15:45
autor: Keth
Osiedle Proctorville, 8 maja 2055

Proctorville okazało się zupełnie opustoszałe, dźwięczące przeraźliwą ciszą, wśród której czujne uszy zwiadowców wychwytywały odgłosy kołysanych wiatrem huśtawek i szelest poruszanych nim papierowych śmieci. Jakiś bezpański pies, niewiarygodnie wychudzony i tracący całymi płatami sierść, wyszczerzył kły na widok przechodzących środkiem uliczki ludzi, po czym podwinął ogon i umknął ze spuszczonymi uszami pomiędzy rozsypujące się drewniane opłotki.

- Tam jest droga - oznajmił przyciszonym tonem Salt, wsuwając palec w osłonę spustu Uzi i rozglądając się bacznie wokół siebie - Nikogo nie widać, ale przez chwilę będziemy na odsłoniętej przestrzeni.

- Przeskoczymy szybko na drugą stronę - zdecydował Radeford - Pan nad nami czuwa, nie mamy się o co martwić.

- Chciałbym mieć tyle pewności, co ty, padre - odmruknął Jack, wciąż strzelający na wszystkie strony oczami - Ale skoro taki jesteś pewien swego, idź przodem.
Zwiad pokonał Proctorville i dotarł do drogi numer siedem, tu i ówdzie naznaczonej wrakami porzuconych całe lata temu samochodów. Po jej przeciwnej stronie wznosi się kilka skalistych wzgórz, niezbyt wysokich, ale i tak oferujących niezłe pole widzenia na północną część Huntington. Kontynuujecie marsz?

: 29 grudnia 2012, 17:01
autor: deliad
Radeford ocenił odległość jaką należało przejść bez osłon. Kawał drogi... Tym bardziej, że ta okolica prawdopodobnie była obserwowana. Skierował oczy ku niebu szukając wsparcia u najwyższego, wszechmocarnego Boga.

Gdzieś za tym sinym kłębowiskiem toksycznych wyziewów, zwanych umownie chmurami, Pan spojrzał pobłażliwie na starania swego sługi. A, przy najmniej Ebenezer chciał w to wierzyć.

- Nie pójdziemy razem Jack. Ty tu zostaniesz i sprawdzisz czy nikt nas nie śledzi. Ja przeczołgam się na drugą stronę. Jak będzie spokój, to za jakieś dwadzieścia minut podczołgaj się do mnie. Będę za tym różowym cadillakiem na poboczu po drugiej stronie.

Z tych spacerków środkami ulic to rezygnujemy. Przemykamy przy płotach lub ścianach budynków. Jak trzeba to przełazimy przez ogrodzenia. To tak na zaś. Obecnie Ebenezer przeczołguje się na drugą stronę. Sprawdzamy czy nie mamy ogona. I ostrożnie podążamy na najwyższe wzgórze. Byle nie dalekie.