Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055
Gdzieś wysoko w górze pojawiło się kilka ptaków, stanowiących zaledwie czarne punkciki unoszące się w przestworzach. Podejrzliwy Ash przyglądał im się przez dłuższą chwilę, nigdy nie było bowiem wiadomo, do czego posunął się znowu Moloch konstruując swe szpiegujące ludzi maszyny.
Lecz wszystko wskazywało, że naprawdę były to padlinożerne ptaki, wypatrujące z góry okazji do żeru. Paramedyk obrzucił wzrokiem otoczenie kryjówki, ponownie nie dostrzegając między starymi ruinami nadrzecznych domostw śladu życia innego niż sporadycznie pojawiające się w szczelinach asfaltu owady.
Szary i Wilson spali, skuleni na rozłożonych wprost na ziemi kocach. Tisdale przyjrzał się z troską wychudłej twarzy zbieracza z Mississipi, wciąż nie potrafiąc osądzić z całą stanowczością pochodzenia i efektów farmaceutyków podanych mężczyźnie przez ludzi Kapelusznika. Mogły to być jedynie silne środku znieczulające, ale paramedyk podejrzewał raczej użycie leków halucynogennych.
Najbardziej frustrujące było to, że dopóki środki nie przestały działać, niemożliwym było oddzielenie w opowieściach Szarego prawdy od urojonych wytworów jego otępionej chemią wyobraźni.
Krótkofalówka Asha pisnęła cicho, więc mężczyzna natychmiast po nią sięgnął, przykładając urządzenie do ust.
- Tu Anioł Miłosierdzia - powiedział ściszonym głosem, mimowolnie podnosząc się z koca i przyklękając z karabinem opartym kolbą o ziemię obok posłania - Odbiór.
- To ja, Tyson. Wszystko u was gra?
Przyboczny ochroniarz Sutherlanda sprawiał wrażenie spokojnego, ale w jego niknącym pośród radiowych szumów głosie dźwięczała pewna nerwowa nuta, której źródła Ashley nie potrafił odgadnąć.
- Radeford i Salt poszli na przeszpiegi, czekamy na nich na brzegu - objaśnił Tisdale - Po zmierzchu przeprawimy się na drugą stronę.
- Nie traćcie czasu - polecił Tyson - Coś się kroi, chociaż nie mogę wam teraz nic powiedzieć. Baron was potrzebuje, jak najszybciej. Leon już jest w obozie.
Ash odetchnął w duchu słysząc, że Kennedy wrócił bez szwanku do obozowiska, kiwnął z aprobatą głową.
- Zrobimy, co w naszej mocy. Bez odbioru.
Czy po zmierzchu zamierzacie poszukać łodzi czy też zadowolicie się każdym kawałkiem drewna mogącym utrzymać Was na powierzchni wody?