Strona 78 z 84

: 10 stycznia 2013, 19:26
autor: Araven
Pzrygotowuję się do strzelania. Klnę w myślach, ot tak się cholera kończą spacery samowolne.

: 14 stycznia 2013, 22:23
autor: Keth
Droga numer 7, 8 maja 2055

Człowiek z obrzynem odłożył swą broń na dach cadillaca, najwyraźniej przekonany niezbicie o swym bezpieczeństwie i zupełnie nieświadomy istnienia drugiego szpiega. Radeford uśmiechnął się mściwie, posępnie i bezlitośnie, odsłaniając bezwolnie swoje zęby.

Obcy podniósł z ziemi upuszczone Uzi Salta, potrząsnął nim w kierunku głębi drogi pokazując zdobyczną broń komuś, kogo Ebenezer jeszcze nie dostrzegł.

Drugi mężczyzna pojawił się chwilę potem, wyrastając zza cadillaca z przewieszonym przez ramię myśliwskim karabinem i przysiadając na masce wozu. Do uszu Radeforda dobiegły dźwięczące śmiechem głosy, rodzące w sercu kaznodziei coraz silniejszą wściekłość.

- Panie mój, poprowadź mą rękę, by nie zadrżała w chwili próby - wyszeptał Radeford obserwując zabójców Salta w tylnym lusterku furgonetki.
Dwóch obcych szabruje zwłoki Salta, nie zwracając większej uwagi na okolicę - są wyraźnie przekonani, że Jack był sam. Radeford może poczekać, aż odejdą albo wysiąść cichutko z furgonu i podkraść się do zabójców z gotowym do wymierzenia kary Remingtonem...

: 14 stycznia 2013, 23:43
autor: deliad
Niema mowy o darowaniu takiej winy. Radeford wychodzi na pozycję strzelecką i wali w nich śrutem

: 15 stycznia 2013, 09:48
autor: Araven
Jak daleko jesteśmy?,
Ash dasz rade zdjąć jednego z zabójców Salta strzałem snajperskim?

: 15 stycznia 2013, 14:25
autor: 8art
Z tego co się orientuję to nie mamy kontaktu wzrokowego z Ebem. Zresztą sami tu mamy kilku koleżków na muszce:)

: 20 stycznia 2013, 19:25
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Skulony i nieruchomy niczym kamień Tisdale najbardziej martwił się o Szarego, ponieważ nafaszerowany farmaceutykami zbieracz był zupełnie nieobliczalny i w każdej chwili mógł zerwać się na równe nogi z wrzaskiem alarmującym wszystkich niepożądanych przechodniów w promieniu ćwierć mili.

Naturalnie paramedyk martwił się też o psa, ale nie sądził, że to jednak Szarik zdemaskuje swych panów.

Pies już wcześniej wyczuł wiszące w powietrzu zagrożenie, bo widząc kryjących się pod osłoną zagłebienia terenu ludzi przywarł brzuchem do ziemi i tylko powarkiwał cichutko obnażając swe zęby, w pewnej jednak chwili wiatr zmienił raptownie kierunek dmąc od północy. Zwierzę w jednej chwili pochwyciło we wrażliwe nozdrza jakiś sobie tylko znany zapach i zareagowało w sposób, którego Ash tak bardzo się obawiał.

Wyskoczywszy z kryjówki pies zaczął ujadać wściekle, trzymając się na dystans od uzbrojonego człowieka, ale bynajmniej nie przejawiając najmniejszej ochoty do ustąpiania mu pola. Posiadacz wielkokalibrowego pistoletu podskoczył przestraszony nagłym pojawieniem się zwierzęcia, wbił w niego spojrzenie unosząc jednocześnie lufę broni.

Jego skoncentrowane na postaci psa spojrzenie omiotło w jednej chwili również kryjówkę Asha i oczy człowieka rozszerzyły się raptownie rozpoznając znienacka znaczenie kształtu, który nie był niczym innym jak fragmentem wystającego zza osłony ludzkiego kształtu.
Nie ma wyjścia, pies zawalił sprawę, ale nie ma go o co winić, w końcu to tylko zwierzę! Szczekaniem postawił na nogi wszystkich trzech intruzów (co najmniej trzech, rzecz jasna), więc przyjmuję, że chcecie jak najlepiej wykorzystać przewagę inicjatywy i strzelacie, zanim tamci kropną Szarika!

: 20 stycznia 2013, 19:40
autor: Keth
Droga numer 7, 8 maja 2055

Ebenezer otworzył ostrożnie drzwi furgonetki i wyślizgnął się bezgłośnie z kabiny wozu, ściskając w rękach Remingtona i poruszając ustami w bezgłośnej modlitwie. Dwaj przeglądający rzeczy Salta mężczyźni śmiali się z niezaprzeczalną nutą zadowolenia w głosach, z każdą sekundą podsycając zimną furię kipiącą w sercu Radeforda.

Kaznodzieja mógł wycofać się chyłkiem korzystając z odwróconej uwagi zabójców przyjaciela, ale nieugięty charakter nie pozwolił mu i tym razem na pozostawienie winy bez kary.

Mordercy Jacka Salta musieli zapłacić za swój zdradziecki czyn.

Od strony Proctorville dobiegły znienacka odgłosy wystrzałów z broni palnej, stłumione co prawda zabudowaniami osiedla, ale wciąż doskonale rozpoznawalne. Ktoś strzelał tam z broni automatycznej i najpewniej nie tylko z jednej. Dwaj obcy poderwali się raptownie na nogi łapiąc za broń i spoglądając w stronę rzeki, ale dzięki przechylonej burcie furgonetki żaden z nich nie spostrzegł kątem oka poruszającego się coraz szybciej Ebenezera.

Wielebny wiedział doskonale, że odgłos strzałów wieścił kłopoty reszty jego grupy, zdawał sobie z tego w pełni sprawę. Rekonesans na północnym brzegu rzeki Ohio przeistoczył się w krótkiej chwili w krwawą jatkę, która bynajmniej nie dobiegła jeszcze końca.

Podnosząc strzelbę do ramienia i napinając mięśnie w oczekiwaniu na nieunikniony odrzut broni Radeford przeszedł w niczym już nieskrępowany trucht, mierząc lufą Remingtona w bok mężczyzny ściskającego zabrane Jackowi Uzi.

Pod butami wielebnego zazgrzytały kawałki starego szkła i obaj mężczyźni natychmiast spojrzeli w stronę niepokojącego odgłosu. Na ich nieogolonych twarzach pojawił się grymas przerażenia i niezrozumienia.

Remington wypalił z hukiem, który wydał się Radefordowi ogłuszający, plastikowa tuleja śrutowego pocisku wypadła z komory strzelby zataczając w powietrze ostry łuk.
Według zasad strzelba na dystansie do dwóch metrów zadaje automatycznie jedną ranę krytyczną oraz pewną ilość draśnięć. Przyjąłem, że strzał Radeforda dosłownie zmiótł gościa z Uzi, ale zasłonięty jego ciałem kumpel nie odniósł żadnych obrażeń! Ebe może teraz spróbować oddać drugi strzał licząc się z tym, że snajper go wyprzedzi albo idąc za ciosem skoczyć i zewrzeć się z facetem wręcz!

: 20 stycznia 2013, 19:42
autor: Araven
Tak strzelam krótkimi seriami (trzypociskowymi) w obronie Szarika.

: 20 stycznia 2013, 19:48
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Człowiek z Magnum poderwał do góry uzbrojoną w pistolet dłoń, ale Tisdale był na to przygotowany, trzymając palec na spuście swego karabinu w oczekiwaniu na najbardziej dogodny moment do strzału. M4A1 wyrzucił z siebie trzy pociski 5.56mm, mknące z szybkością ośmiuset osiemdziesięciu metrów na sekundę. Wykonana w przydomowym warsztacie blaszana zbroja mogła z powodzeniem chronić człowieka przed ciosami pałek i prętów bądź ostrzem noża, ale nie miała najmniejszych szans w konfrontacji z amunicją wystrzeliwaną z wojskowej broni.

Wszystkie trzy pociski trafiły obcego w ułamku chwili, przebijając z dźwięcznym klangiem metalowy napierśnik i przeszywając klatkę piersiową posiadacza Magnum, gdy jego dłoń wciąż jeszcze miała do pokonania połowę zamierzonego dystansu do pozycji strzeleckiej.

Nieszczęśnik zwalił się na betonowy podjazd garażu z łoskotem swego metalowego pancerza, ginąc na miejscu.
Trójpociskowa seria wystrzelona z minimalnej odległości, mierzona i wspomagana celownikiem optycznym, na dodatek z zaskoczenia. Efekt oczywisty do przewodzenia!

: 20 stycznia 2013, 21:51
autor: 8art
Ash nawet nie sprawdzał, czy jego cel zginął. Wiedział to widząc jak kule wbijają się w tors biedaka.

- Serce, płuco, płuco... Trup. - Przeszło mu tylko przez myśl, gdy kierował wylot wciąż dymiącej jeszcze lufy M4A1 na trzeciego z raiderów. Widział trzech gości i ufał na tyle Wilsonowi, że ten zdoła sprzątnąć swój cel. Pozostawał ten trzeci i Ash nie chciał mu dać czasu do namysłu tyko uciszyć zanim tamten sam zdąży strzelać i jakaś przypadkowa, zbłakana kula dorobi im jeszcze większych problemów.

: 21 stycznia 2013, 08:36
autor: deliad
Odrzut Remindtona szarpnął za ramię Wiernego Sługi Pana i Rękę Jego Sprawiedliwości. Ebenezer odnotował, że zdradziecki Sługa Mutantów zwalił się na ziemię, z której to jego dusza powędruję prosto do Tartaru.

Tymczasem osoba, która musiała być zabójcą Salta stała z rozszerzonym źrenicami. Radeford warknął i rzucił się na przeciwnika, Remington uderzył o ziemię, a jego miejsce zastąpił myśliwski nóż. Doskoczył do przeciwnika skracając odległość niezbędną do oddania strzału. Cięcia mierzyły w rękę w której wróg trzymał broń, szyję i serce.

: 28 stycznia 2013, 15:27
autor: Keth
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Wilson był jednym kłębkiem nerwów przyczepionym do spustu M16A2, toteż gdy Tisdale wystrzelił ze swego karabinu, gladiator niemal natychmiast otworzył ogień z własnej broni, starannie wymierzonej wcześniej w jednego z dwóch nadchodzących z głębi ulicy obcych. Byli to dwaj mężczyźni i przynajmniej jeden z nich przypominał Paulowi z widzenia towarzysza Kapelusznika, uczestniczącego dużo wcześniej w rozmowie Aniołów z przywódcą miejscowej bojówki. Obaj trzymali w rękach broń długą, kojarzącą się gladiatorowi ze starymi kałasznikowami, więc Wilson nie okazał żadnych skrupułów naciskając na spust karabinu.

Tak uzbrojony przeciwnik stanowił śmiertelne zagrożenie.

M16A2 wypluł z lufy krótką serię i idący po prawej stronie środka drogi człowiek poleciał do tyłu wyrzucając bezwiednie w górę swe ręce. Wypuszczona z dłoni broń spadła z metalicznym szczękiem na popękany asfalt, odbiła się od niej hałaśliwie.

Drugi mężczyzna skoczył niczym fryga w bok w stronę zardzewiałego kontenera na śmieci, podrywając jednocześnie w górę lufę swego karabinu. Terkot wystrzałów przeciął powietrze, o asfalt zastukały dymiące łuski.

Przyciśnięty do ziemi Wilson bardziej wyczuł uderzenie pocisków w ludzkie ciało niż je dosłyszał. Targnięty przemożnie złym przeczuciem, gladiator nie zdejmując palca ze spustu obejrzał się ponad ramieniem, ruchem szybkim niczym myśl.

Wyrwany z farmakologicznego letargu szczekaniem psa, Szary poderwał się sekundę wcześniej z koca tocząc wokół niczego nie rozumiejącym wzrokiem. Pierwszy wystrzelony z AK-47 pocisk trafił zbieracza w środek klatki piersiowej, drugi zaś w serce. Już upadając, z odrzuconą do tyłu głową i czerwieniejącym na przedzie ubraniem, niski mikry mężczyzna ugodzony został trzecią kulą, tym razem w podbródek.

- Kurwa! - z zaciśniętych ust Wilsona wydarł się przeraźliwy wizg wściekłości i żalu.
Pozostał jeszcze jeden przeciwnik, ale ostro się ostrzeliwuje!

: 28 stycznia 2013, 16:35
autor: Araven
Próbuję go skosić kolejną krótką trzypociskową serią. Ale Eb będzie miał pogrzebów do odprawienia, pomyślał Paul.

: 28 stycznia 2013, 16:38
autor: 8art
Ash spojrzał tylko kątem oka na Szarego i od razu wiedział, że nie ma już kogo ratować. Ziggnorował pierwszy impuls nakazujący sanitariuszowi rzucić wszystko i biec do Szarego. Już nie było po co. Tisdale wolał pozostać skupiony na gościu strzelającym jak opętany z Kałasznikowa.

- Ile ten kolo ma amunicji? - Pomyslał sam do siebie i obejrzał okolicę. Trzeba było go przyskrzydlić i załatawić.
Jest możliwość, żebym podszedł gościa z boku, pozostając niewidocznym dla niego?

: 01 lutego 2013, 15:39
autor: Keth
Droga numer 7, 8 maja 2055

Człowiek z myśliwskim karabinem okazał się całkowicie zaskoczony losem swego towarzysza oraz nagłym pojawieniem się drugiego intruza. Nóż o długim i ostrym jak brzytwa ostrzu pojawił się w dłoni duchownego w ułamku chwili, dobyty z szybkością podsycaną dzikim gniewem. Ebenezer dopadł strzelca zderzając się z nim wśród głuchego stukotu i zduszonego jęku, dźgając jak oszalały. Zabójca Salta próbował się nieporadnie bronić wyszarpując rękaw kurtki z morderczego uścisku napastnika, ale zbyt kurczowo trzymał się swej broni zwiedziony nadzieją, że zdoła w jakiś sposób zwiększyć dystans do przeciwnika i wymierzyć lufę Winchestera w pierś kaznodziei.

Radeford nie dał mu ku temu najmniejszej szansy. Pchnięty najpierw w szyję, później zaś w serce człowiek wyprężył się spazmatycznie, zesztywniał odpychając się nieporadnie od swego prześladowcy i wpadając na maskę ubrudzonego krwią Cadillaca.

Ebenezer odciągnął uzbrojoną w nóż dłoń do kolejnego ciosu, ale następne uderzenie okazało się zbędne. Wciąż ściskający w jednej ręce sztucer mężczyzna już nie żył, zabity ciosem zadanym wprost w serce.

Wielebny znieruchomiał nad zwłokami dysząc ciężko i potrząsając głową.
Radeford ma ZR 18 oraz Broń białą +4. Rzuciłem 3k20 uzyskując wyniki 16, 3, 10, czyli trzy sukcesy. Ebe miał też wyższą Inicjatywę, reszta zaś została przedstawiona w fabularce! Pytanie, co dalej?