Zniecierpliwiony głos pani Regent w głośniku w sposób nie budzący wątpliwości zakończył próbę kontaktu. Rozległ się sygnał zerwanego połączenia. W tej samej chwili, Terry usłyszał dobrze sobie znajomy głos Mentora. Nie zapomniał wczorajszych wydarzeń, ni zwątpienia jakie w nim wywołały. Nie zapomniał też obietnicy, jaką złożył Łowcy. Był szczerze zły na Belshatzzara za wydarzenia w Elizjum poprzedniej nocy, za zniszczone relacje z członkami koterii, za swoją niemą agonię na trawniku przed domem...
Jednak kiedy wewnątrz jego umysłu rozebrzmiał głos, który towarzyszył mu od tak dawna, poczuł swego rodzaju ulgę. Szybko jednak spoważniał i wyszedł z pomieszczenia. Potrzebował chwili spokoju. Miał wiele pytań i mało czasu.
Dlaczego zostawiłeś mnie wczoraj? Wszystko się rozsypało. Paul opowiedział nam wiele ciekawostek na twój temat. Wiele rzeczy, które przedemną ukrywałeś. Musisz mi sporo wyjaśnić.
Przechodząc do sali z Zegarem Zagłady zrelacjonował swojemu Mentorowi wydarzenia w Elizjum dla Starszych z poprzedniej nocy. Był szczerze ciekawy jego odpowiedzi. Starał się nie myśleć także o obietnicy danej Mrocznemu Jedi. Przelotnie spojrzał na złowieszczy Zegar, ale jego wskazówki nie zmieniły położenia od ostatniego razu. Kiedy skończył wewnętrzny monolog, Belshatzzar zaczął swój.
- Oh nie przejmuj się Paulem. To nic. On nigdy nie był problemem i nigdy nim nie będzie. Nie miałem wyjścia Terry. Zostałem do tego zmuszony siłą. To się zwie Łańcuchem Rozkazów, potęgą Dominacji dostępną dla Matuzalemów. Jesteśmy tylko marionetkami Terry. Ty i ja, jak dwie ryby płynące pod prąd w rzece chaosu. Kto wie, kto wie... gdzie jest jedyne i prawdziwe wyjście?!? Koteria wiecznie ucieka...
Nie rozumiem. Co masz na myśli?
- Nie udało mi się ukryć przed potęgą krwi. Ona mówi co mamy robić, gdy raz zobaczysz oczy prawnuków Kaina. Nawet Madness Network mnie pozwolił mi w pełni uciec. Teraz odtwarzam się na nowo. Siła krwi Malkava pozwoli mi zerwać sidła. Idź po nią. Musze poczuć jej moc... Muszę się odtworzyć swoje nowe ja... Muszę być wolny...
Terry odruchowo spojrzał w stronę schodów prowadzących na górę. Nie poszedł jednak jeszcze w ich stronę.
- Nie martw się, albowiem widzę światło w tunelu. Koniec jest bliski. Ciemność zostanie rozproszona, a światło pożre nas wszystkich. Oj tak! Opowiem Ci o nich... O tych, którzy nie mieli wyjścia. Śmierć lub szaleństwo. Krwawa entropiczna pięść uderzyła każdego wrzucając do dołu bez pamięci.
- Atrahasis... Mądry Głupiec, Święty Rozpustnik i Nieobecny Żywy Trup. Wraz z nim odnaleźliśmy w Charleston coś co leżało w Pierwszym Mieście. Ściągnął nas na tą ziemię, byśmy pomogli mu. Nikt teraz nie pamięta... Spirala czasu zacisnęła swoją pętlę na szyi króla dusząc go każdej nocy, doprowadzając do końca. Król sprzeciwił się woli Bógów i został ukarany za swą zuchwałość.
Skrzywił się, słysząc o woli Bogów. Nie przerywał jednak, chociaż musiał się przymusić, by nie zacząć wykładu na temat tylko jednego Boga, Stworzyciela Nieba i Ziemi, wszystkich... Skarcił się, i skupił na słowach Mentora.
- Strannvad, najwrażliwszy z nas uciekł pierwszy. Zmienił się w ducha bez formy odzierając wcześniej swoją skórę od mięśni, następnie mięso od ścięgien i kości, a potem jako makabryczny szkielet pożarł swoje serce na naszych oczach. Było to chwilę po tym jak tylko zobaczył to co ukrywa przeklęte Charleston. Ja nie miałem z tym nic wspólnego. Później Król związał go z Sanktuarium, aby ukryć prawdę. Pulhu Imel nic nie pamięta i nie ma żadnych emocji. To trup. Magia Red Wisdoma trzyma go w tym świecie.
- Następny był Caleb, który został zmuszony wrócić do grobu, bez możliwości powrotu do tego świata. Stał się Czarnym Widmem, niespokojnym duchem żądnym zemsty na tajemnym kulcie, który doprowadził do śmierci jego ukochaną. Kultystów widział w każdym, kto miał w sobie krew Kaina. Tak, Caleb dawno temu był Upiorem, który wrócił do swojego ciała, wykopał się sam z swojego grobu. Dzięki Atrahasisowi opanował w pełni swój Cień... To pozwoliło mu chodzić znów po ziemi. Jednak to co spotkało go w Charleston sprawiło, że stracił kontrolę nad swoją mroczną stroną. Stał się Czarnym Widmem... Caleb nie pamięta, tego co widziały jego oczy, ale ja teraz pamiętam. Gnił, a wraz z nim wszystko wokół. Od tamtej nocy ma czerwone oczy.
- Mallus Nomitar jako jedyny stawił czoła potędze z jaką mieliśmy do czynienia. Powstrzymał morderczego Caleba, a nawet nie pozwolił pożreć się całkiem Strannvadowi. Jednak po walce oślepł, a to doprowadziło go do wewnętrznej rozpaczy i zgryzoty. Dzięki wysoce rozwiniętej Nadwrażliwości i umiejętności walki w ciemności potrafił doskonale ukryć swoją wadę, jednak... Pewnej nocy zasnął i więcej się nie obudził. Istotne jest to, że zabijał w mgnieniu oka każdego kto zapytał go o wydarzenia z tej przeklętej nocy.
- Król padł na kolana i płakał. Płakał łzami przeszłości i błagał Bogów o przebaczenie. Wymawiał prastare imiona, lecz to nie pomagało. Salubri pożerał swoje serce, Ventrue szarpał się z Wygrzebańcem, a ja pierwszy raz popadłem w Czarny Obłęd. Od tamtej nocy lustro, które nosisz pokazuje każdemu kto spróbuje zajrzeć w duszę posiadacza, dokładnie to co zobaczyliśmy tamtej nocy. Przed Paulem nie ma przyszłości.
Przypomniał sobie wczorajszy kres rozmowy z Paulem. Wzdrygnął się na to wspomnienie. Głos w jego głowie kontynuował.
- Wszyscy uciekamy przed przeszłością. Strannvad próbował ukryć się i był przekonany, że jak zje siebie to to coś go nie znajdzie. Caleb obudził swój Cień wierząc, że to pozwoli mu schować się w zaistniałej sytuacji. Mallus oślepł, zasypiając jako Ventrue bez możliwości Dominowania, także później uciekł przed przeszłością. Ja uciekłem w Sieć Szaleństwa niosąc wiadomość i ostrzeżenie pozostałym Malkavianom.
- Paula zmanipulował Rusty, który przez ostatnie noce udawał Red Wisdoma i jako mędrzec rozpowiadał różne głupoty. Wiem to od Sidonni z którą miałem chwilowy kontakt. Rusty dezinformował kainitów z miasta na kilka nocy przed śmiercią Red'a, nie tylko na temat tego co wydarzyło się naprawdę tej przeklętej nocy. Musi być pod kontrolą tego, co siedzi pod ziemią. To tłumaczyłoby jego działanie na swój klan. Dowiedziałem się także, że w mieście jest tylko linia Rustego. Nie ma żadnych innych Nosferatu. To bardzo podejrzane i niebezpieczne i wygląda na zaplanowane, bo Rusty jest tutaj dłużej niż Democritus.
Malkavian w myślach powiedział co w ostatnich nocach dane było usłyszeć mu na temat primogena Nosferatu.
- Z tego co mówisz wynika, że Rusty wykonuje polecenia tej samej osoby, która mi rozkazała działać przez ostatnie stulecia.
No a Paul? Od tego zaczęliśmy rozmowę. Wprowadził sporo zamieszania i podkopał zaufanie koterii względem mojej osoby. Ciężko mi będzie to odwrócić.
- Poznałem Paula w laboratorium Lasombrytów. Z tego co wiem, był tam tylko raz, ale wtedy się spotkaliśmy. Był przerażony faktem, że nakryłem go na współpracy z Sabatem. Pomagał im w eksperymentach z krwią, ale tylko w teorii. Sprzedał swoją wiedzę, za jakieś profity. Wiedziałem, że mam go namówić na dodanie mojej krwi i tak się też stało. Później Paul przekonał Darkleak'a, aby dodać mojej krwi. Przypominam, że w mojej krwi cały czas krążyła moc Czarnego Obłędu. Umówiliśmy się, że nie wyjawię jego sekretu, a on będzie mi dłużny. W Elizjum rozkazano mi skorzystać z tej przysługi, jaką miałem u Paula.
- Nie ja, tylko Vasantasena pierwsza zaczęła rozpowiadać o powrocie koterii Red'a. Ja nie miałem nic z tym wspólnego. Dzięki niej udało mi się uciec w Madness Network. Naiwny Paul widział jak się rozpadam, ale to było ukartowane. Po tym jak dowiedziałem się, że Assamici zabijają każdego kto miał związek z tym eksperymentem musiałem zniknąć na zawsze. Przykro mi to mówić, ale po ucieczce w Madness Network kolejnym rozkazem było zostać Mentorem jednego z nowych pupili Red'a. Pomimo tego, nawet jak złamię ostatecznie rozkazy będę nim dalej. Jeżeli chcesz tego oczywiście...
Nie odpowiedział. Nie chciał odrzucać ofiarowanej mu pomocy, ale nie był do końca pewien czy wciąż jej chce. Zapadła niezręczna cisza, chwila bez myśli, którą po dobrej minucie przerwał Belshatzzar.
- Potrzebuję oka Terry. Nie wiem jaki kolejny rozkaz mam wykonać, ale lepiej będzie jak się nie dowiemy. Musiałem odłączyć się od Ciebie po wykonanym rozkazie w Elizjum, bo to było jedyne wyjście abym mógł teraz opowiedzieć to co pamiętam. Ten który rozsiewa Czarny Obłęd nie przewidział, że będę w zasięgu krwi Malkava. Potrzebuję jej!
A ja potrzebuję twojej pomocy. Obiecałem wczoraj Darth Namtarowi, że pomogę mu cię odnaleźć. Jeśli mówisz prawdę i jeśli dobrze cię zrozumiałem, nie jestem w stanie spełnić tej obietnicy. I szczerze wątpię, by same słowa go przekonały. Czy umiesz mi pomóc przekazać mu te informacje tak by nie zabił mnie natychmiast? Pomóż mi, udowodnij mu, że w istocie uciekłeś w śmierć a ja pomogę tobie
- Pojawię się jako zjawa, ale będzie mnie to kosztować bardzo dużo siły. Bez oka przepadnę na zawsze, pamiętaj o tym...
Terry pokiwał głową. Ruszył w kierunku schodów na które zerkał wcześniej. W jego głowie się kotłowało. Ich przeciwnik okazał się potężniejszy niż Czerwony Mędrzec czy Belshatzzar. Ze współczuciem pomyślał o losie biednego Strannvada. A także rozpaczy jaką musiał odczuwać Mallus. Cokolwiek leży pod Charleston, było silniejsze od nich wszystkich. Jakie więc oni mieli szanse w konfrontacji z tego kalibru przeciwnikiem?
W myślach ważył swoje za i przeciw. Oparł się lekko o balustradę schodów, zatrzymując się na pierwszym stopniu. Właściwie to od momentu w którym Mentor zaoferował mu dalszą pomoc, sprawa była przesądzona. Terry dobrze wiedział, że nie może odrzucić pomocy kogoś, kto posiada większe niż on zrozumienie.
Nie martw się i miej wiarę. Bóg Ojciec postawił cię na mojej ścieżce na pewno nie po to, bym zostawił cię w potrzebie. Pomogę ci się uwolnić. A wtedy chcę żebyś ze mną został. Wierzę, że możesz mnie jeszcze wiele nauczyć.
Z podjętą już decyzją Malkavian wbiegł po schodach i pospiesznym krokiem dotarł do wrót sanktuarium. Wszedł w krąg, zniknął na krótką chwilę po czym pojawił się z powrotem i krokiem równie dziarskim pomaszerował z powrotem na dół. Tam udał się do kuchni, gdzie zostawił resztę towarzystwa.
[/center]
[/center]
[/center]