ZC - Tajemnica Domu Westonów
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Biuro Williama Hutchinsona; Późny ranek, Arkham 24 listopada 1920
Biuro detektywa stawało się powoli swojego rodzaju kwaterą główną przyjaciół. To tutaj najczęściej spotykali się każdego dnia i ustalali plan działania. Wcześniej jedynie Will, sprzątaczka i sporadycznie jakiś klient nawiedzał biuro. Już dawno miejsce to nie było tak ożywione. Nie innaczej było i tego ranka. William zjawił się naturalnie pierwszy, aby otworzyć biuro, ale nim jeszcze detektyw zdążył zaparzyć kawę w drzwiach stanął Paul. W ciągu kilkunastu minut zooganizowali elektryka, sprzątaczkę i stolarza.
Gdy do biura wszedł Alex, nie bardzo wiedział, co się tutaj dzieje. Paul tłumaczył coś jakiemuś wąsatemu mężczyźnie, a William wręczał klucze do domu Westona kobiecie, która bez wątpienia musiała być sprzątaczką. Nieznajomi minęli w drzwiach Brendi'ego i wyszli na korytarz.
- Co się tu dzieje? Dajcie mi kawy. Niewyspałem się.
- A dzień dobry. To my tu harujemy od rana a Pan się byczy. - Rzucił ironicznie Paul. - Będziesz musiał załatwić z wujem żeby nam zapłacił za koszta sprzątaczki, elektryka i stolarza. Wszystko usługi ekspresowe, płatne podwójnie. Ale na jutro dom będzie galanta. - Pstryknął z dumą palcami i uśmiechnął się promiennie.
Dzbanek mocnej jak diabli czarnej postawił bibliotekarza na nogi. Ziewnął jednak przeciągle, zgasił papierosa w przepełnionej popielniczce i spytał:
- Wygląda zatem, że dziś mamy wolne od domu Wuja. To co robimy?
Wątek techniczny
Dom Westona będzie dziś nawiedzony przez sprzątaczkę. Biada temu biednemu duchowi, który będzie musiał z nią wytrzymać jeden dzień... Stolarz sprawdzi schody do piwnicy, gdy tylko elektryk upora się ze światłem.
A wy co robicie, chcecie asystować rzemieślnikom przy pracy? Czy chcecie zająć się czymś innym, choćby Kościołem i jego pastorem?
Biuro detektywa stawało się powoli swojego rodzaju kwaterą główną przyjaciół. To tutaj najczęściej spotykali się każdego dnia i ustalali plan działania. Wcześniej jedynie Will, sprzątaczka i sporadycznie jakiś klient nawiedzał biuro. Już dawno miejsce to nie było tak ożywione. Nie innaczej było i tego ranka. William zjawił się naturalnie pierwszy, aby otworzyć biuro, ale nim jeszcze detektyw zdążył zaparzyć kawę w drzwiach stanął Paul. W ciągu kilkunastu minut zooganizowali elektryka, sprzątaczkę i stolarza.
Gdy do biura wszedł Alex, nie bardzo wiedział, co się tutaj dzieje. Paul tłumaczył coś jakiemuś wąsatemu mężczyźnie, a William wręczał klucze do domu Westona kobiecie, która bez wątpienia musiała być sprzątaczką. Nieznajomi minęli w drzwiach Brendi'ego i wyszli na korytarz.
- Co się tu dzieje? Dajcie mi kawy. Niewyspałem się.
- A dzień dobry. To my tu harujemy od rana a Pan się byczy. - Rzucił ironicznie Paul. - Będziesz musiał załatwić z wujem żeby nam zapłacił za koszta sprzątaczki, elektryka i stolarza. Wszystko usługi ekspresowe, płatne podwójnie. Ale na jutro dom będzie galanta. - Pstryknął z dumą palcami i uśmiechnął się promiennie.
Dzbanek mocnej jak diabli czarnej postawił bibliotekarza na nogi. Ziewnął jednak przeciągle, zgasił papierosa w przepełnionej popielniczce i spytał:
- Wygląda zatem, że dziś mamy wolne od domu Wuja. To co robimy?
Wątek techniczny
Dom Westona będzie dziś nawiedzony przez sprzątaczkę. Biada temu biednemu duchowi, który będzie musiał z nią wytrzymać jeden dzień... Stolarz sprawdzi schody do piwnicy, gdy tylko elektryk upora się ze światłem.
A wy co robicie, chcecie asystować rzemieślnikom przy pracy? Czy chcecie zająć się czymś innym, choćby Kościołem i jego pastorem?
Ostatnio zmieniony 29 kwietnia 2012, 14:58 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wątek techniczny:
Oddaje dokumenty znajomemu policjantowi. Chcę pojechać na zgliszcza kościoła kultystów. Jeżeli zdążyłem zapisać numery merca, który ścigaliśmy, to bym przy okazji poprosił znajomka o sprawdzenie tych numerów. Kupuję jeszcze 2 latarki i narzędzia tj. łom, łopatę, siekierę. W tajemnicy szukam w mieście spirytualistów, a w kościele wypytuję o egzorcyzmy i oczyszczanie "przeklętych" miejsc. Jeżeli do rezerwatu indian nie jest za daleko chciałbym podjechać i wypytać szamana o duch i ich przepędzanie.
Oddaje dokumenty znajomemu policjantowi. Chcę pojechać na zgliszcza kościoła kultystów. Jeżeli zdążyłem zapisać numery merca, który ścigaliśmy, to bym przy okazji poprosił znajomka o sprawdzenie tych numerów. Kupuję jeszcze 2 latarki i narzędzia tj. łom, łopatę, siekierę. W tajemnicy szukam w mieście spirytualistów, a w kościele wypytuję o egzorcyzmy i oczyszczanie "przeklętych" miejsc. Jeżeli do rezerwatu indian nie jest za daleko chciałbym podjechać i wypytać szamana o duch i ich przepędzanie.
Paul będzie chciał odwiedzić biuro swojej gazety, musi porozmawiać z naczelnym. Interesuje go dlaczego poprzedni artykuł nie został wydany, zapyta się czy nie będzie problemu z wydaniem go teraz, będzie chciał wykorzystać materiały zebrane poprzednio i na pewno spyta o kontakt z autorem. Na początku delikatny w rozmowie zamierza stanowczo stanąć za wydaniem artykułu, jako młody dziennikarz zaprze się etyka dziennikarza, jest gotów nawet zaszantażować naczelnego odejściem do innej gazety.
W ogóle Paul zachowa się jak gentleman i kupi kwiaty i czekoladki dla koleżanki za to ze mu pomogła z informacjami. Może nie jest atrakcyjna, ale Paul tez nie jest z pierwszej ligi, a o przyjaciół trzeba dbać.
Jeśli może to załatwi jakąś flaszkę dla naczelnego, może się przydać jako łapówka...
W ogóle Paul zachowa się jak gentleman i kupi kwiaty i czekoladki dla koleżanki za to ze mu pomogła z informacjami. Może nie jest atrakcyjna, ale Paul tez nie jest z pierwszej ligi, a o przyjaciół trzeba dbać.
Jeśli może to załatwi jakąś flaszkę dla naczelnego, może się przydać jako łapówka...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Park Miejski, Ranek, Arkham 24 listopada 1920
Chris bez słowa odebrał teczkę z dokumentami, po czym schował ją pod płaszcz. William rozejrzał się, podał rękę policjantowi. W dłoni trzymał kartkę z notesu i dziesięciodolarowy banknot:
- Chris, weź mi to sprawdź.
- Nie ma sprawy. Zadzwonie. - Pomfret uśmiechnął się i odszedł w stronę komendy.
Wątek techniczny
Mała retrospekcja z dzisiejszego ranka.
Chris bez słowa odebrał teczkę z dokumentami, po czym schował ją pod płaszcz. William rozejrzał się, podał rękę policjantowi. W dłoni trzymał kartkę z notesu i dziesięciodolarowy banknot:
- Chris, weź mi to sprawdź.
- Nie ma sprawy. Zadzwonie. - Pomfret uśmiechnął się i odszedł w stronę komendy.
Wątek techniczny
Mała retrospekcja z dzisiejszego ranka.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Redakcja Enigma Magazine, Ranek, Arkham 24 listopada 1920
Claire uśmiechnęła się promiennie, a na policzki wychynął purpurowy rumieniec, gdy dziennikarz wręczył researcher'ce bukiet kwiatów i bombonierkę. Paul krytycznie stwierdził, że młoda kobieta żadną miarą nie może uchodzić za ładną. Figurę miała niczego sobie, to twarz niszczyła całe wrażenie, choć z drugiej strony gdy się uśmiechała... Cały sekret Miss Hayword tkwił w czymś innym niż wygląd. Była szalenie sympatyczna, pomocna i ogólnie lubiana w redakcji. Gillingham dziwił się, że jeszcze nikt nie zainteresował się poważnie młodą pracownicą Enigma Magazine. Dziś jednak Paul nie przyszedł do redakcji aby smalić cholewki. Porozmawiał chwilę z Claire i spytał czy jest Naczelny w biurze. Kobieta przytaknęła. Dziennikarz pożegnał się grzecznie i ruszył w stronę drzwi z napisem:
David English
Enigma Magazine Editor.
Claire jeszcze chwilę odprowadzała Paula wzrokiem z uśmiechem, jakby ktoś świat rzucił jej u stóp.
- To nie możliwe Paul – English ściągnął okulary, odmawiając prośbie młodego dziennikarza. - Były naciski właściciela. Nie mogę przystać na coś takiego.
- Ale gdzie rzetelność dziennikarska? Gdzie nasze konstytucyjne prawo do wolności słowa? - obruszył się Paul.
- Usiądź - Naczelny zapalił papierosa, nalał dwie szklanki whiskey przyniesionej przez Gillinghama. Podał jedną Paulowi, westchnął i zaczął:
- Pamiętam dokładnie tę sprawę. Marsh przeprowadził rzetelne dziennikarskie śledztwo. Miał tonę materiałów i ten artykuł. I wtedy do akcji wszedł właściciel gazety. Dobrze wiesz, że niektóre artykuły piszesz do szuflady. Niektóre dlatego, że są mierne, inne dlatego, że nie odpowiadają profilowi wydawnictwa, a czasem rzadko, bo ktoś nade mną z takich, czy innych powodów nie lubi jakiegoś materiału. Tak też stało się w tym przypadku. Artykuł i sprawa została dla periodyku zamknięta z polecenia właściciela Pana Ryana Gregory Seniora i koniec. Jest dziennikarstwo ale jest też i polityka. Czasem my zamykamy japy politykom, czasem odwrotnie. Próbowałem, coś zrobić, ale to wszystko sięgało zbyt wysoko. Jesteś młody Gillingham i rozumiem Twoją frustrację, ale nie drąż tego, bo nic dobrego Ci z tego nie przyjdzie. Ja nie mogę dopuścic do druku niczego w tej sprawie. Byłaby to ostatnia moja decyzja w tej firmie i zapewne Twój ostatni materiał dla Enigma Magazine. Odeszlibyśmy oboje z wilczym biletem i bez szans w zawodzie.
Wątek techniczny
Kolejna retrospekcja
Claire uśmiechnęła się promiennie, a na policzki wychynął purpurowy rumieniec, gdy dziennikarz wręczył researcher'ce bukiet kwiatów i bombonierkę. Paul krytycznie stwierdził, że młoda kobieta żadną miarą nie może uchodzić za ładną. Figurę miała niczego sobie, to twarz niszczyła całe wrażenie, choć z drugiej strony gdy się uśmiechała... Cały sekret Miss Hayword tkwił w czymś innym niż wygląd. Była szalenie sympatyczna, pomocna i ogólnie lubiana w redakcji. Gillingham dziwił się, że jeszcze nikt nie zainteresował się poważnie młodą pracownicą Enigma Magazine. Dziś jednak Paul nie przyszedł do redakcji aby smalić cholewki. Porozmawiał chwilę z Claire i spytał czy jest Naczelny w biurze. Kobieta przytaknęła. Dziennikarz pożegnał się grzecznie i ruszył w stronę drzwi z napisem:
David English
Enigma Magazine Editor.
Claire jeszcze chwilę odprowadzała Paula wzrokiem z uśmiechem, jakby ktoś świat rzucił jej u stóp.
- To nie możliwe Paul – English ściągnął okulary, odmawiając prośbie młodego dziennikarza. - Były naciski właściciela. Nie mogę przystać na coś takiego.
- Ale gdzie rzetelność dziennikarska? Gdzie nasze konstytucyjne prawo do wolności słowa? - obruszył się Paul.
- Usiądź - Naczelny zapalił papierosa, nalał dwie szklanki whiskey przyniesionej przez Gillinghama. Podał jedną Paulowi, westchnął i zaczął:
- Pamiętam dokładnie tę sprawę. Marsh przeprowadził rzetelne dziennikarskie śledztwo. Miał tonę materiałów i ten artykuł. I wtedy do akcji wszedł właściciel gazety. Dobrze wiesz, że niektóre artykuły piszesz do szuflady. Niektóre dlatego, że są mierne, inne dlatego, że nie odpowiadają profilowi wydawnictwa, a czasem rzadko, bo ktoś nade mną z takich, czy innych powodów nie lubi jakiegoś materiału. Tak też stało się w tym przypadku. Artykuł i sprawa została dla periodyku zamknięta z polecenia właściciela Pana Ryana Gregory Seniora i koniec. Jest dziennikarstwo ale jest też i polityka. Czasem my zamykamy japy politykom, czasem odwrotnie. Próbowałem, coś zrobić, ale to wszystko sięgało zbyt wysoko. Jesteś młody Gillingham i rozumiem Twoją frustrację, ale nie drąż tego, bo nic dobrego Ci z tego nie przyjdzie. Ja nie mogę dopuścic do druku niczego w tej sprawie. Byłaby to ostatnia moja decyzja w tej firmie i zapewne Twój ostatni materiał dla Enigma Magazine. Odeszlibyśmy oboje z wilczym biletem i bez szans w zawodzie.
Wątek techniczny
Kolejna retrospekcja
Ostatnio zmieniony 29 kwietnia 2012, 18:19 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kaplica Kontemplacji, lunch time, Arkham 24 listopada 1920
Pozostałości Kaplicy Kontemplacji znajdowały się na końcu Main Street w pobliżu rzecznych doków. Nie była to miła okolica, szczególnie po zmroku. Ulic nie rozświetlały tu nocą latarnie, a wąskie kręte uliczki pełne były rozmaitego rodzaju mętów, pijanych dokerów. W dzień natomiast okolica kwitła życiem i pracą. Z magazynów wynoszono i wnoszono towary. Pracownicy najróżniejszych małych zakładów uwijali się przy swoich zajęciach. Jednak nie to interesowało trzech mężczyzn, minęli magazyny, sklepy, mechanika i w końcu uliczki stanęli przy tym co niegdyś było Kościołem Pana Naszego Dawcy Sekretów. Pozostałości były tak zwietrzałe i obrośnięte roślinnością, iż sprawiały wrażenie naturalnych kamieni, a nie dawnych ścian i fundamentów. William odgarnął ścianę chwastów i pnączy. Ich oczom nie mógł umknąć dziwny symbol świeżo nakreślony na kamieniu. Wyglądał jak połączenie trzech igreków w trójkąt, tak że widełki każdego z nich stykały się z końcami dwóch pozostałych. W środku tak powstałego trójkąta wymalowane było koślawe oko.
William i Paul, gdy spojrzeli na wymalowany białą farbą rysunek poczuli dziwny zawrót głowy. Alex przypatrywał się beznamiętnie starając się sobie przypomnieć czy gdzieś już widział taki symbol. Nic nie przychodziło mu do głowy. Przypominało to trochę "oko opatrzności" ale to z pewnością było coś innego.
- Szkoda, że Dr Armitage jest na Alasce. - Pomyślał. W istocie, wspomniany Kustosz Bilblioteki Uniwersyteckiej był uznanym specjalistą nauk pomocniczych, a symbolika była jego konikiem. Niestety, póki co Brendi był skazany na własną wiedzę.
Przeszli w coś co niegdyś zapewne było nawą kościoła. Ruiny w posiadanie wzięły rośliny. Tylko gdzieniegdzie byli w stanie dostrzec przebłyskującą podłogę. Wszystko pokrywała warstewka ziemi, zapewne zapadniętego podczas pożaru, drewnianego dachu i kożucha z roślin. W kilku miejscach widać już było rosnące rachityczne brzózki.
William rozglądał się dookoła uważnie. Obudzona w nim dusza indiańskiego łowcy szukała jakichkolwiek śladów bytności człowiewka. Widać jednak było, że nie było tu nikogo ostatnio. Detektyw przyklęknął, przyglądając się połamanej mozaice stanowiącej niegdyś podłogę, gdy w pewnym momencie dosłownie stracił grunt pod nogami.
Podłoże, gwałtownie zaskrzypiało i runęło w dół. Paulowi udało się uskoczyć w porę w bok. Zaskoczony Alex i odwrócił się i dojrzał jeszcze tylko Williama znikającego z powierzchni ziemi...
Wątek techniczny
Zgodnie z deklaracją Deliada, zdecydowałem, że Wasza grupa zechce odwiedzić kościół. Chyba podłoga trochę spróchniała...
O dziwo tylko William nie zaliczył testu ZR x 4 z wynikiem 94, choć miał ku temu największe szanse. Lepiej poszło Alexowi i Paulowi z rzutami 28 i 13. Tym samym nie udało się postaci Deliada uskoczyć ze zmurszałej podłogi w bardziej bezpieczne miejsce. W ziemi powstała dziura o powierzchni około trzech metrów na trzy metry w której zniknął z krzykiem detektyw.
Na zdjęciu poniżej okolice odwiedzane przez graczy.
Pozostałości Kaplicy Kontemplacji znajdowały się na końcu Main Street w pobliżu rzecznych doków. Nie była to miła okolica, szczególnie po zmroku. Ulic nie rozświetlały tu nocą latarnie, a wąskie kręte uliczki pełne były rozmaitego rodzaju mętów, pijanych dokerów. W dzień natomiast okolica kwitła życiem i pracą. Z magazynów wynoszono i wnoszono towary. Pracownicy najróżniejszych małych zakładów uwijali się przy swoich zajęciach. Jednak nie to interesowało trzech mężczyzn, minęli magazyny, sklepy, mechanika i w końcu uliczki stanęli przy tym co niegdyś było Kościołem Pana Naszego Dawcy Sekretów. Pozostałości były tak zwietrzałe i obrośnięte roślinnością, iż sprawiały wrażenie naturalnych kamieni, a nie dawnych ścian i fundamentów. William odgarnął ścianę chwastów i pnączy. Ich oczom nie mógł umknąć dziwny symbol świeżo nakreślony na kamieniu. Wyglądał jak połączenie trzech igreków w trójkąt, tak że widełki każdego z nich stykały się z końcami dwóch pozostałych. W środku tak powstałego trójkąta wymalowane było koślawe oko.
William i Paul, gdy spojrzeli na wymalowany białą farbą rysunek poczuli dziwny zawrót głowy. Alex przypatrywał się beznamiętnie starając się sobie przypomnieć czy gdzieś już widział taki symbol. Nic nie przychodziło mu do głowy. Przypominało to trochę "oko opatrzności" ale to z pewnością było coś innego.
- Szkoda, że Dr Armitage jest na Alasce. - Pomyślał. W istocie, wspomniany Kustosz Bilblioteki Uniwersyteckiej był uznanym specjalistą nauk pomocniczych, a symbolika była jego konikiem. Niestety, póki co Brendi był skazany na własną wiedzę.
Przeszli w coś co niegdyś zapewne było nawą kościoła. Ruiny w posiadanie wzięły rośliny. Tylko gdzieniegdzie byli w stanie dostrzec przebłyskującą podłogę. Wszystko pokrywała warstewka ziemi, zapewne zapadniętego podczas pożaru, drewnianego dachu i kożucha z roślin. W kilku miejscach widać już było rosnące rachityczne brzózki.
William rozglądał się dookoła uważnie. Obudzona w nim dusza indiańskiego łowcy szukała jakichkolwiek śladów bytności człowiewka. Widać jednak było, że nie było tu nikogo ostatnio. Detektyw przyklęknął, przyglądając się połamanej mozaice stanowiącej niegdyś podłogę, gdy w pewnym momencie dosłownie stracił grunt pod nogami.
Podłoże, gwałtownie zaskrzypiało i runęło w dół. Paulowi udało się uskoczyć w porę w bok. Zaskoczony Alex i odwrócił się i dojrzał jeszcze tylko Williama znikającego z powierzchni ziemi...
Wątek techniczny
Zgodnie z deklaracją Deliada, zdecydowałem, że Wasza grupa zechce odwiedzić kościół. Chyba podłoga trochę spróchniała...
O dziwo tylko William nie zaliczył testu ZR x 4 z wynikiem 94, choć miał ku temu największe szanse. Lepiej poszło Alexowi i Paulowi z rzutami 28 i 13. Tym samym nie udało się postaci Deliada uskoczyć ze zmurszałej podłogi w bardziej bezpieczne miejsce. W ziemi powstała dziura o powierzchni około trzech metrów na trzy metry w której zniknął z krzykiem detektyw.
Na zdjęciu poniżej okolice odwiedzane przez graczy.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kaplica Kontemplacji, lunch time, Arkham 24 listopada 1920
Alex i Paul podbiegli do otworu z którego uniosła się chmura szarego kurzu. Obaj wrzasnęli imię detektywa w nadzieji, że nic mu się nie stało.
William uderzył o podłogę. Nie zdążył nawet o niczym pomyśleć, gdy podróż dobiegła gwałtownie końca. Zderzenie nie okazało się nawet specjalnie bolesne. Uniosła się chmuru wdzierającego się wszędzie kurzu. Detektyw zaczął spazamtycznie kaszleć i łapczywie próbować zaczerpnąć haust powietrza. W końcu płuca wciągnęły życiodajnego tlenu i Hutchinson zaklął głośno:
- For fuck's sake! Co to było do cholery?
- Żyje! - krzyknał uradowany Paul. - Nic mu nie jest!
William podniósł się z ziemi, oróbując dostrzec cokolwiek w chmurze pyłu. Potknął się, najprawdopodobniej o jakąś wystającą deskę i padł na coś dziwnie miękkiego, co ugięło się pod ciężarem mężczyzny z dziwnym chrupnięciem. Z bliska dostrzegł co to było i zerwał się z dzikim wrzaskiem i odrazą.
Upadł na zmumifikowane ludzkie ciało, które pustymi oczodołami zdawało się patrzeć na detektywa...
Wątek techniczny
Will zarobił kilka siniaków, które odzwierciedli 1 pkt obrażeń. Wynik 05 w teście poczytalności ratuje detektywa od utraty poczytalności za niespodziewanie przytulenie się do martwego ciała, jednak nadal jest zszokowany. Nie każdemu zdarzają się takie spotkania trzeciego stopnia. Standardowo grozi za to utrata k4 punktów w przypadku nieudanego testu poczytalności.
I co teraz? Bawicie się w koronera? Od razu wzywacie policję, czy najpierw WIll ma się rozejrzeć? Poza tym jakoś może trzeba by pomóc wyjść z tej dziury detektywowi. Sam raczej nie da rady. Jest w podziemiach kościoła, jakieś trzy metry poniżej. Bez liny, tudzież drabiny się nie obędzie.
A poniżej rzut na od strony rzeki na okolicę w której się znajdujecie
Alex i Paul podbiegli do otworu z którego uniosła się chmura szarego kurzu. Obaj wrzasnęli imię detektywa w nadzieji, że nic mu się nie stało.
William uderzył o podłogę. Nie zdążył nawet o niczym pomyśleć, gdy podróż dobiegła gwałtownie końca. Zderzenie nie okazało się nawet specjalnie bolesne. Uniosła się chmuru wdzierającego się wszędzie kurzu. Detektyw zaczął spazamtycznie kaszleć i łapczywie próbować zaczerpnąć haust powietrza. W końcu płuca wciągnęły życiodajnego tlenu i Hutchinson zaklął głośno:
- For fuck's sake! Co to było do cholery?
- Żyje! - krzyknał uradowany Paul. - Nic mu nie jest!
William podniósł się z ziemi, oróbując dostrzec cokolwiek w chmurze pyłu. Potknął się, najprawdopodobniej o jakąś wystającą deskę i padł na coś dziwnie miękkiego, co ugięło się pod ciężarem mężczyzny z dziwnym chrupnięciem. Z bliska dostrzegł co to było i zerwał się z dzikim wrzaskiem i odrazą.
Upadł na zmumifikowane ludzkie ciało, które pustymi oczodołami zdawało się patrzeć na detektywa...
Wątek techniczny
Will zarobił kilka siniaków, które odzwierciedli 1 pkt obrażeń. Wynik 05 w teście poczytalności ratuje detektywa od utraty poczytalności za niespodziewanie przytulenie się do martwego ciała, jednak nadal jest zszokowany. Nie każdemu zdarzają się takie spotkania trzeciego stopnia. Standardowo grozi za to utrata k4 punktów w przypadku nieudanego testu poczytalności.
I co teraz? Bawicie się w koronera? Od razu wzywacie policję, czy najpierw WIll ma się rozejrzeć? Poza tym jakoś może trzeba by pomóc wyjść z tej dziury detektywowi. Sam raczej nie da rady. Jest w podziemiach kościoła, jakieś trzy metry poniżej. Bez liny, tudzież drabiny się nie obędzie.
A poniżej rzut na od strony rzeki na okolicę w której się znajdujecie
Ostatnio zmieniony 29 kwietnia 2012, 23:19 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Boże przenajświętszy tu jest trup - krzyknął detektyw, zrywając się z ziemi i otrzepując się nerwowo.
Sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza w którym nadal spoczywał latarka. Na szczęście z samego rana wymienił baterie. Latarkę zdobiło małe wgniecenie co nie wpłynęło na jej działanie.
Snop jasnego światła przeszył ciemność jak kołek przeszywający serce wampira. Drobiny kurzu tańczyły w świetle latarki gdy
Wiliam z wolna przepatrywał całe pomieszczenie, do którego tak gwałtownie wtargnął. Na koniec nieco niechętnie skierował światło na trupa.
Zwłoki musiały leżeć tu bardzo długo a suche powietrze spowodował, że tkanki zamiast zgnić, wyschły na wiór.
- Schodzicie? - zakrzyknął do towarzyszy.
Wątek techniczny:
Przerysowuje symbol oka do notatnika.
Dokładnie przeszukuje pomieszczenie, notując istotne spostrzeżenia w notatniku. Przyglądam się ciału. Mężczyzna czy kobieta. Przyczyna zgonu? Usunięto narządy wewnętrzne? Jakieś znaki. Ma coś przy sobie np. dowód osobisty? Staram się nie zostawić zbyt wiele śladów żeby policja mnie nie zwymyślała, za zatarcie śladów na miejscu zbrodni.
Sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza w którym nadal spoczywał latarka. Na szczęście z samego rana wymienił baterie. Latarkę zdobiło małe wgniecenie co nie wpłynęło na jej działanie.
Snop jasnego światła przeszył ciemność jak kołek przeszywający serce wampira. Drobiny kurzu tańczyły w świetle latarki gdy
Wiliam z wolna przepatrywał całe pomieszczenie, do którego tak gwałtownie wtargnął. Na koniec nieco niechętnie skierował światło na trupa.
Zwłoki musiały leżeć tu bardzo długo a suche powietrze spowodował, że tkanki zamiast zgnić, wyschły na wiór.
- Schodzicie? - zakrzyknął do towarzyszy.
Wątek techniczny:
Przerysowuje symbol oka do notatnika.
Dokładnie przeszukuje pomieszczenie, notując istotne spostrzeżenia w notatniku. Przyglądam się ciału. Mężczyzna czy kobieta. Przyczyna zgonu? Usunięto narządy wewnętrzne? Jakieś znaki. Ma coś przy sobie np. dowód osobisty? Staram się nie zostawić zbyt wiele śladów żeby policja mnie nie zwymyślała, za zatarcie śladów na miejscu zbrodni.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Piwnica Kaplicy Kontemplacji, lunchtime, Arkham 24 listopada 1920
Kurz opadł ukazując piwnicę, jej rozmiar i jej makabryczną zawartośc. W pomieszczeniu hektagonalnym kształcie, na granitowej podłodze, pokrytej teraz grubą warstwą kurzu, gruzu i pozostałością stropu leżało, nie jedno, lecz trzy zmumifikowane ciała. Taki widok ukazał się jednak tylko detektywowi w świetle latarki i serce podeszło mu do gardła. Nigdy nie lubił wizyt u koronera, celem rozpoznania zwłok, ale tam wiedział co go czeka. Tu groteskowo poskręcane ciała trzymające się kurczowo za gardła objawiły mu się niespodziewanie. Dreszcz wstrząsnał ciałem Hutchinsona. Cicho powiedział w kierunku dziury w suficie i ciekawskich przyjaciół próbujących stamtąd cokolwiek dostrzec w półmroku piwnicy:
- Boże przenajświętszy, tu są trupy...
Alex i Paul cofnęli się odruchowo. Paul spytał nieśmiało, czy mozę się stamtąd jakoś wydostać. Will omiótł powoli pomieszczenie snopem światła. Na jednej ze ścian wyraźnie rysowała się framuga wyjścia na schody prowadzące niegdyś na poziom gruntu, lecz przejście było doszczętnie zasypane gruzem, być może w skutek pożaru. Wyglądało, że z katakumb było tylko jedno wyjście przez dopiero co powstałą dziurę w stropie.
- Skoczę po linę albo jakąś drabinę - oświadczył dziennikarz i wybiegł z ruin kościoła w stronę pobliskich warsztatów.
Will tymczasem rozpoczął przeszukiwanie pomieszczenia, szukając tajemnych znaków i czegokolwiek co mogłoby wyjaśnić co się tu stało.Coś przykuło od razu uwagę Alexa, choć nadal nie był pewien czy dobrze widzi z tej odległości.
-Poświeć tam. - Niemal rozkazał Willowi z góry i skierował palec w stronę niewielkiego stolika. Snop światła padł blat, na którym stało kilka świec ze zjełczałego tłuszczu oraz oprawiona księga. Nos bibliotekarza nie zawiódł. To była jednak książka.
- Alex, jest tu coś dla Ciebie. Jakaś literatura... - William potwierdził spostrzeżenie kolegi, po czym delikatnie ujął w dłonie wolumin. Zjawił się Paul z drabiną. William wyszedł na górę i oddał księgę. Detektyw sam wyglądał teraz jak trup. Pokryty szarym kurzem niczym nie przypominał nikogo żywego. Z pomocą Paula próbował doprowadzić się do jako takiego stanu.
Brendi tymczasem przyjrzał się okładkom szukając bezskutecznie tytułu. Oczyścił ledwo trzymającą się w kupie księgę i chuchnał by zdmuchnąć resztki brudu. I wtedy niemal nie wypuścił woluminu z rąk. Był już pewien, choć w najczarniejszych snach nie spodziewał się czegoś takiego.
Wolumin był oprawiony ludzką skórą...
Wątek techniczny
Kilka udanych rzutów na spostrzegawczość dla Willa. Deliad zyskuje krzyżyk przy tej umiejęstności. Truchła ubrane są w cośco może niegdyś było habitami, lub dziwnego rodzaju szatami. W głowie detektywa rysuję się okropna śmierć duszących się w katakumbie kilku osób, gdy na górze szaleje pożar. Co jednak próbowali zrobić?
Alex zalicza dwa udane rzuty. Jeden na spostrzegawczość i drugi z wynikiem 05 na Medycynę (także krzyżyk), co pozwala mu dokonąc makabrycznego odkrycia, że tomiszcze jest oprawione w ludzką skórę. No zaliczył też test poczytalności, dzięki czemu nie stracił kolejnego punktu.
I co teraz? Czy chcecie to zgłosić policji? Pewnie zaraz się tu zlecą jacyś gapiowie zwabieni hukiem i gościem z drabiną. Alex woli zachować wolumin do badań czy odda go policji?
Kurz opadł ukazując piwnicę, jej rozmiar i jej makabryczną zawartośc. W pomieszczeniu hektagonalnym kształcie, na granitowej podłodze, pokrytej teraz grubą warstwą kurzu, gruzu i pozostałością stropu leżało, nie jedno, lecz trzy zmumifikowane ciała. Taki widok ukazał się jednak tylko detektywowi w świetle latarki i serce podeszło mu do gardła. Nigdy nie lubił wizyt u koronera, celem rozpoznania zwłok, ale tam wiedział co go czeka. Tu groteskowo poskręcane ciała trzymające się kurczowo za gardła objawiły mu się niespodziewanie. Dreszcz wstrząsnał ciałem Hutchinsona. Cicho powiedział w kierunku dziury w suficie i ciekawskich przyjaciół próbujących stamtąd cokolwiek dostrzec w półmroku piwnicy:
- Boże przenajświętszy, tu są trupy...
Alex i Paul cofnęli się odruchowo. Paul spytał nieśmiało, czy mozę się stamtąd jakoś wydostać. Will omiótł powoli pomieszczenie snopem światła. Na jednej ze ścian wyraźnie rysowała się framuga wyjścia na schody prowadzące niegdyś na poziom gruntu, lecz przejście było doszczętnie zasypane gruzem, być może w skutek pożaru. Wyglądało, że z katakumb było tylko jedno wyjście przez dopiero co powstałą dziurę w stropie.
- Skoczę po linę albo jakąś drabinę - oświadczył dziennikarz i wybiegł z ruin kościoła w stronę pobliskich warsztatów.
Will tymczasem rozpoczął przeszukiwanie pomieszczenia, szukając tajemnych znaków i czegokolwiek co mogłoby wyjaśnić co się tu stało.Coś przykuło od razu uwagę Alexa, choć nadal nie był pewien czy dobrze widzi z tej odległości.
-Poświeć tam. - Niemal rozkazał Willowi z góry i skierował palec w stronę niewielkiego stolika. Snop światła padł blat, na którym stało kilka świec ze zjełczałego tłuszczu oraz oprawiona księga. Nos bibliotekarza nie zawiódł. To była jednak książka.
- Alex, jest tu coś dla Ciebie. Jakaś literatura... - William potwierdził spostrzeżenie kolegi, po czym delikatnie ujął w dłonie wolumin. Zjawił się Paul z drabiną. William wyszedł na górę i oddał księgę. Detektyw sam wyglądał teraz jak trup. Pokryty szarym kurzem niczym nie przypominał nikogo żywego. Z pomocą Paula próbował doprowadzić się do jako takiego stanu.
Brendi tymczasem przyjrzał się okładkom szukając bezskutecznie tytułu. Oczyścił ledwo trzymającą się w kupie księgę i chuchnał by zdmuchnąć resztki brudu. I wtedy niemal nie wypuścił woluminu z rąk. Był już pewien, choć w najczarniejszych snach nie spodziewał się czegoś takiego.
Wolumin był oprawiony ludzką skórą...
Wątek techniczny
Kilka udanych rzutów na spostrzegawczość dla Willa. Deliad zyskuje krzyżyk przy tej umiejęstności. Truchła ubrane są w cośco może niegdyś było habitami, lub dziwnego rodzaju szatami. W głowie detektywa rysuję się okropna śmierć duszących się w katakumbie kilku osób, gdy na górze szaleje pożar. Co jednak próbowali zrobić?
Alex zalicza dwa udane rzuty. Jeden na spostrzegawczość i drugi z wynikiem 05 na Medycynę (także krzyżyk), co pozwala mu dokonąc makabrycznego odkrycia, że tomiszcze jest oprawione w ludzką skórę. No zaliczył też test poczytalności, dzięki czemu nie stracił kolejnego punktu.
I co teraz? Czy chcecie to zgłosić policji? Pewnie zaraz się tu zlecą jacyś gapiowie zwabieni hukiem i gościem z drabiną. Alex woli zachować wolumin do badań czy odda go policji?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
Walczy we mnie ciekawość z obrzydzeniem i odpowiedzialnością. Z chęcią księgę bym przywłaszczył, żeby postudiować w wolnych chwilach. Zapytam chyba o radę pozostałych.
- Panowie co ja z tym cholerstwem mam zrobić? Ciekawość zżera niesamowicie, ale ta książka oprawiona jest w ludzką skórę.
Wpatruję się w pozostałą dwójkę licząc, że ktoś podejmie za mnie tę decyzję.
- Panowie co ja z tym cholerstwem mam zrobić? Ciekawość zżera niesamowicie, ale ta książka oprawiona jest w ludzką skórę.
Wpatruję się w pozostałą dwójkę licząc, że ktoś podejmie za mnie tę decyzję.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Już mówiłem, że nic nie znaleźliśmy. Żadnych ksiąg i tym podobnych rzeczy - uciął rozmowę Wiliam.
- Idę wezwać policję. Jakby co to mówimy prawdę, że staramy się dowiedzieć więcej o byłym właścicielu domu Corbitta. Nie wdawajcie się w szczegóły. Tym bardziej o naszych podejrzeniach.
- Idę wezwać policję. Jakby co to mówimy prawdę, że staramy się dowiedzieć więcej o byłym właścicielu domu Corbitta. Nie wdawajcie się w szczegóły. Tym bardziej o naszych podejrzeniach.
Ostatnio zmieniony 01 maja 2012, 16:27 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kaplica Kontemplacji, lunchtime, Arkham 24 listopada 1920
Alex zdążył jedynie dobrze schować księgę, gdy ktoś z miejscowych pracowników warsztatu samochodowego przyprowadził dwóch stójkowych, głośno komentując, że kręcił się tu ostatnio jakiś włóczęga. Will spojrzał na funkcjonariuszy. Policjanci wyglądali znajomo, choć nie znał ich personaliów. Oni sami oczywiście nie mogli rozpoznać detektywa, który gdyby się położył to wyglądałby jak świeżutki nieboszczyk. Obaj stłumili uśmiechy, gdy popatrzyli na Willa, zachowali jednak pozory powagi:
- Posterunkowy Barry Ludlam - odchrząknął aby ukryć uśmiech. - Co tu się dzieje Panowie?
"Prawie nieboszczyk"William wygrzebał pro forma legitymację i okazał policjantom.
- Aaaa, to Ty Hutchinson. Nieboszyka na halloween udajesz? - Wesoło zapytał Barry. Nie strzymali. Wybuchnęłi śmiechem, gdy tylko detektyw rozpoczął tłumaczyć co tu robią. W istocie nawet Alex i Paul roześmiali się, nie wiedzić czy to z Willa czy ze stójkowych. Policjanci przez śmiech przeprosili, lecz gdy Hutchinson wspomniał, iż na dole są ciała, uśmiechy zniknęły w jednym momencie:
- Cholera, trzeba Koronera wezwać... Będziemy musieli Was zatrzymać, dopóki nie przyjedzie koroner i zdecyduje co dalej. - Wyjaśnił Ludlam. - Jim, rozgoń gapiów i dzwon na komendę!
Młodszy z pary policjantów wziął się za przeganianie robotników z terenu kościoła. Barry zebrał dokumenty przyjaciół, zadał kilka pytań i wynotował wszystko w swoim notesie.
Wkrótce na miejsce przyjechał policyjny patolog i po krótkich oględzinach zwłok zdecydował, że można mężczyzn zwolnić. Zastrzegł jednak, że mogą zostać wezwani celem złożenia zeznań.
Przyjaciele oddalili się z terenu kościoła. Paul wyręczył Willa i szybko pobiegł do warszatu samochodowego znaleźć faceta, który gadał coś o włóczędze.
- Dzień dobry. Dosłyszałem, że podobno po terenie ruin kręcił się jakiś czas temu bezdomny. Nie był aby przypadkiem czarny?
- Eeee jaki tam murzyn. Białas, siwy włóczęga. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu pare razy go widziałem, jak tam po krzakach buszował. Jakby czegoś szukał. Ale potem go już nie zauważyłem.
Wątek techniczny
Zakładam, że Wasze zeznania były spójne i trzymały się kupy. Dla Ludlama były w każdym razie wystarczjące.
Will chyba musi się przebrać, bo mógłby jakaś starą babcię o zawał przyprawić. Księga ciąży Alexowi pod płaszczem jakby miał tam cegłę (w sumie tyle waży tom, jest tylko gabarytowo większy). Możnaby spokojnie zrobić wstępne oględziny, choćby nawet w biurze detektywa, lecz dokładne przestudiowanie całej księgi zajmie pewnie kilka tygodni. Niedługo też, powinna zjawić się tam po swoją dniówkę ekipa remontowo-sprzątająca.
Alex zdążył jedynie dobrze schować księgę, gdy ktoś z miejscowych pracowników warsztatu samochodowego przyprowadził dwóch stójkowych, głośno komentując, że kręcił się tu ostatnio jakiś włóczęga. Will spojrzał na funkcjonariuszy. Policjanci wyglądali znajomo, choć nie znał ich personaliów. Oni sami oczywiście nie mogli rozpoznać detektywa, który gdyby się położył to wyglądałby jak świeżutki nieboszczyk. Obaj stłumili uśmiechy, gdy popatrzyli na Willa, zachowali jednak pozory powagi:
- Posterunkowy Barry Ludlam - odchrząknął aby ukryć uśmiech. - Co tu się dzieje Panowie?
"Prawie nieboszczyk"William wygrzebał pro forma legitymację i okazał policjantom.
- Aaaa, to Ty Hutchinson. Nieboszyka na halloween udajesz? - Wesoło zapytał Barry. Nie strzymali. Wybuchnęłi śmiechem, gdy tylko detektyw rozpoczął tłumaczyć co tu robią. W istocie nawet Alex i Paul roześmiali się, nie wiedzić czy to z Willa czy ze stójkowych. Policjanci przez śmiech przeprosili, lecz gdy Hutchinson wspomniał, iż na dole są ciała, uśmiechy zniknęły w jednym momencie:
- Cholera, trzeba Koronera wezwać... Będziemy musieli Was zatrzymać, dopóki nie przyjedzie koroner i zdecyduje co dalej. - Wyjaśnił Ludlam. - Jim, rozgoń gapiów i dzwon na komendę!
Młodszy z pary policjantów wziął się za przeganianie robotników z terenu kościoła. Barry zebrał dokumenty przyjaciół, zadał kilka pytań i wynotował wszystko w swoim notesie.
Wkrótce na miejsce przyjechał policyjny patolog i po krótkich oględzinach zwłok zdecydował, że można mężczyzn zwolnić. Zastrzegł jednak, że mogą zostać wezwani celem złożenia zeznań.
Przyjaciele oddalili się z terenu kościoła. Paul wyręczył Willa i szybko pobiegł do warszatu samochodowego znaleźć faceta, który gadał coś o włóczędze.
- Dzień dobry. Dosłyszałem, że podobno po terenie ruin kręcił się jakiś czas temu bezdomny. Nie był aby przypadkiem czarny?
- Eeee jaki tam murzyn. Białas, siwy włóczęga. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu pare razy go widziałem, jak tam po krzakach buszował. Jakby czegoś szukał. Ale potem go już nie zauważyłem.
Wątek techniczny
Zakładam, że Wasze zeznania były spójne i trzymały się kupy. Dla Ludlama były w każdym razie wystarczjące.
Will chyba musi się przebrać, bo mógłby jakaś starą babcię o zawał przyprawić. Księga ciąży Alexowi pod płaszczem jakby miał tam cegłę (w sumie tyle waży tom, jest tylko gabarytowo większy). Możnaby spokojnie zrobić wstępne oględziny, choćby nawet w biurze detektywa, lecz dokładne przestudiowanie całej księgi zajmie pewnie kilka tygodni. Niedługo też, powinna zjawić się tam po swoją dniówkę ekipa remontowo-sprzątająca.