ZC - Tajemnica Domu Westonów

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 marca 2012, 20:20

Witam w poście przedwstępnym do PBF osadzonego świecie gry Zew Cthulhu. Akcja umiejscowiona jest w fikcyjnym mieście Arkham w stanie Massachusetts pod koniec roku 1920. Tak więc prohibicja, gangsterzy, przekupna policja i piękna listopadowa aura. Ale to nie będzie kanwą historii, w którą mam nadzieje po uszy wpadną:

Czegoj, vel Alexander "Alex" Brendi - prawie kustosz uniwersyteckiej biblioteki Miscatonic
Deliad, alias William Hutchinson - taki młody detektyw Rutkowski z lat dwudziestych
Meduzzzz, vel Paul Gillingham -obiecujący dziennikarz periodyku o enigmatycznym tytule "Enigma Magazine".

Ostatnią postać powinien dostać dziś (czyli pt 22/03/2012). Ze względu na zoobowiązania natury pracowniczej mam nadzieję ruszyć po weekendzie.

W załaczeniu bardzo prosta mapka Arkham.
Ostatnio zmieniony 27 marca 2012, 13:19 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 27 marca 2012, 12:56

Arkham, 20 listopada 1920

Alex Brendi nie potrafił ukryć swego zaskoczenia, kiedy podający się za lokaja wuja Corbitta mężczyzna zjawił się bez słowa uprzedzenia w bibliotece miejskiej Arkham, przynosząc ze sobą zapach deszczowej wilgoci i powiew rodzinnej tajemnicy. Zdumiony tożsamością przybysza Alex zapomniał z miejsca o bibliotecznej kwerendzie, nad którą pracował na prośbę profesora Coffina, porażony wieścią o nieoczekiwanym pojawieniu się w mieście mieszkającego w odległym Dallas krewnego. Odprowadzając posłańca do drzwi budynku Brendi zachodził uporczywie w głowę zastanawiając się, kiedy wuj ostatni raz wizytował Massachusetts, niezmiennie jednak dochodził do wniosku, że było to około roku 1899. Lecz wówczas wuj Corbitt był jeszcze mężczyzną w sile wieku, nieobarczonym ciężarem kalectwa i wspomnieniami tragicznego wypadku, w którym zginęła ciotka Mary oraz dwóch bratanków Alexa: Brian i James. To po owym wypadku, dziesięć lat temu, Alex Brendi widział wuja po raz ostatni, w trakcie kurtuazyjnej wizyty w Dallas mającej miejsce kilka dni po pogrzebie tragicznie zmarłej rodziny, pogrążonego w odbierającej rozum bezkresnej rozpaczy.

Walter Corbitt zawsze uchodził za barwną postać. Był zamożnym człowiekiem czerpiącym wielkie zyski z teksańskiej hodowli koni, mogącym sięgnąć przy odrobinie chęci po status milionera. Kupione za bezcen wiele lat wcześniej jałowe połacie ziemi okazały się roponośne. Corbitt mógł te działki sprzedać z ogromnym zyskiem lub samemu rozpocząć wydobycie, wolał jednak nadal hodować konie dając do zrozumienia wszem i wobec, że nie zamierza u schyłku życia zmieniać zainteresowań i przyzwyczajeń. Z biegiem czasu stało się jasne, że prorokowany przez wuja kres żywota bynajmniej się nie zbliżał. W roku 1916 Corbitt ożenił się po raz drugi, z zaledwie trzydziestopięcioletnią wdową. Zbliżając się do osiemdziesiątki wciąż zadziwiał krzepą i witalnością, chociaż był już pradziadkiem. Alexowi przeszło przez myśl pytanie, czy dorosłe wnuki zdążyły już podzielić się za plecami ciągle żyjącego przodka schedą po nim. Utrzymujący się ze skromnej pensji bibliotekarz gotów był pójść w zakład - nie bez pewnej dozy zazdrości - że spadkobiercy zdecydowani byli sprzedać swe cenne parcele zaraz po zgonie właściciela, szykując się do szczęśliwego życia dostatnich nafciarzy.

Lokaj wuja Corbitta - czy też raczej aspirujący do tego tytułu nieokrzesany osobnik o nieprzyjemnym południowym akcencie - przekazał Alexowi zdumiewającą wiadomość o chęci wuja do spotkania się z kuzynem następnego dnia w wynajętym apartamencie w hotelu Miscatonic, zaś powodem tego spotkania miała być rozmowa o "wspólnym interesie". Nie posiadający się ze zdziwienia Brendi nie mógł dojść w myślach do odpowiedzi na pytanie jakiż to wspólny interes mógłby łączyć ze sobą zwykłego bibliotekarza z Arkham oraz majętnego hodowcę koni z Teksasu.

Wuj zażyczył sobie wizyty dalekiego krewniaka o osiemnastej następnego dnia. Pora ta doskonale Alexowi odpowiadała, toteż skończywszy punktualnie pracę uporządkował czym prędzej swe biurko, po czym ubrawszy wierzchnie odzienie pokonał żwawym krokiem ruchliwą West College Street zmierzając do położonego niedaleko miejskiej biblioteki okazałego gmachu pięciogwiazdkowego hotelu. Na zewnątrz mżyło, a zimny wiatr doskwierał dokuczliwie, toteż Brendi odetchnął z ulgą docierając do hotelowego lobby.

Walter Corbitt musiał wzbudzić swą wizytą w Miscatonicu spore wrażenie, świadczyło o tym dobitnie ożywienie, z jakim angielski concierge w liberii hotelu powiódł gościa wprost do drzwi prezydenckiego apartamentu...


Wątek techniczny

Wuj oczekuje już w swoim apartamencie, zamierzasz zapukać czy chciałbyś się wpierw czegoś jeszcze dowiedzieć o nim w trybie technicznym?

W załączniku widok na West College Street. Po lewej wejście do hotelu Miscatonic. Po prawej za drzewami są budynki campusu uiniwersyteckiego. Gdzieś tam stoi biblioteka Alexa.

Ostatnio zmieniony 27 marca 2012, 13:02 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 27 marca 2012, 13:18

Arkham, 20 listopada 1920

Przekręciwszy klucz w drzwiach swego biura William odwrócił się plecami do progu, zapalił tkwiący w ustach papieros, po czym ruszył w półmrok listopadowego wieczora z wsuniętymi w kieszenie płaszcza rękami. Lekka mżawka połączona ze spadającą temperaturą powietrza - wybitnie w opinii mężczyzny "londyńska" - z miejsca popsuła mu humor sprawiając, że nie myślał o niczym innym jak tylko rychłym dotarciu do celu swego spaceru.

Jeśli w nocy chwyci przymrozek, pomyślał z przekąsem, jutro będę człapał do biura na piechotę. Albo pojadę na łyżwach. Postawił wyżej kołnierz płaszcza, naciągnął na głowę kapelusz i pomaszerował chodnikiem do miejsca, w którym ledwie dzień wcześniej zaproponowano mu intrygujące spotkanie. Rzut oka na wysłużony, wymagający zdecydowanie konserwacji zegarek uspokoił mężczyznę dowodząc tego, że ma on jeszcze dobry kwadrans na dotarcie do hotelu goszczącego Waltera Corbitta. Aż nadto, by dojść na College Street, spotkać się z Paulem i dopalić papierosa.

List szczerze go zaintrygował, chociaż pozornie nie było w nim niczego ekscytującego. Omijając pojawiające się tu i ówdzie kałuże deszczowej wody detektyw przywołał wspomnienie starannie kaligrafowanych liter stawianych zdecydowanym charakterem pisma na ozdobnym papierze korespondencyjnym kojarzącym się nieodparcie z minionym wiekiem.

"Arkham, 19 listopada 1920.

Szanowny Panie Hutchinson,

Proszę nie poczuć się zdumionym formą, w jakiej podjąłem z Panem kontakt. Człowiek w moim wieku, nierozerwalnie związany z piórem i inkaustem, zwykł przejawiać irracjonalną może, ale trudną do przełamania niechęć wobec tak nowoczesnych i ekstrawaganckich wynalazków jak telefon. Co więcej, ze względów zdrowotnych nie mogę się pojawić w Pańskim biurze. Tym samym mam przyjemność zaprosić Pana na imbryk przedniej indyjskiej herbaty z dodatkiem krzepiącego trunku, w moim apartamencie w hotelu West College Street, jutro o dziewiętnastej. Żywię nadzieję, że odwiedzi mnie również zamieszkały w Arkham krewniak. Nie miałbym niczego przeciwko, gdyby zechciał Pan zabrać również kogoś z Pańskich znajomych obracających się w kręgach branży dziennikarskiej. Mam w zanadrzu interesującą historię oraz intratną ofertę.

Z wyrazami uszanowania,

Walter Corbitt"


Ojciec Williama najpewniej nie okazałby najmniejszego zainteresowania takim listem, zajęty śledzeniem niewiernych małżonków lub szukaniem rzekomo uprowadzonych, a w rzeczywistości najczęściej błąkających się gdzieś domowych zwierzaków, resztki swego wolnego czasu poświęcający zaś na psychiczne dręczenie swego syna, zbyt dużego, by nadal móc się bezkarnie na nim wyżywać pięściami.

Odkąd stary Jim Hutchinson wypłynął z żoną w feralny rejs, interesy nie szły już równie dobrze. Młodemu Williamowi borykającemu się z przejętą znienacka schedą po ojcu brakował wielu lat doświadczenia: specyficznego profesjonalizmu oraz talentu polegających na zdumiewającej umiejętności podnoszenia rangi swych dokonań w oczach innych. Klienci znikali z biura młodego detektywa na podobieństwo Jima i Tary, którzy odpłynęli liniowcem nie mającym już nigdy powrócić do portu.

Obijając się od kilku dni w daremnym oczekiwaniu na nowe zlecenie, zdecydowany przyjąć intrygującą propozycję Bill zadzwonił wcześniej do Paula, zaprzyjaźnionego dziennikarza pracującego dla miejscowego brukowca Enigma Magazine. Skoro Walter Corbitt zaznaczył, że widziałby mile towarzystwo kogoś z dziennikarskiej branży, Paul doskonale wpasowywał się w treść zagadkowego zaproszenia.

William i Paul świadczyli sobie wzajemnie usługi od dłuższego czasu, czerpiąc z tej znajomości obopólne korzyści. Pracujący dla skandalizującego brukowca dziennikarz nagłaśniał i wyolbrzymiał prowadzone przez detektywa sprawy, dając mu tym samym sposobność zdumiewania zleceniodawców opowieściami o mękach, jakie przeszła ich uprowadzona zbrodniczo kotka i jakich niewiarygodnych czynów musiał dokonać prywatny śledczy, by wyrwać nieszczęsne zwierzę z rąk koreańskich kultystów-kotożerców. Budując w oparciu o tę zawodową zależność autentyczną przyjaźń, obaj mężczyźni często upijali się w którejś z nielegalnych knajp serwujących przemycanego do Massachusetts kanadyjskiego bourbona czy whiskey - co nie było specjalnie trudnym wyzwaniem zważywszy na przekupność miejscowych stróżów prawa oraz ich gotowość do przymykania oka na przypadki łamania ustawy o prohibicji.


Wątek techniczny

Masz zamiar jakoś specjalnie przygotować się do spotkania z potencjalnym zleceniodawcą?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 27 marca 2012, 13:21

Arkham, 20 listopada 1920

Paul Gillingham bez wahania przyjął zaproszenie Williama Hutchinsona. Od kilku dni nie mógł narzekać na przepracowanie, chociaż starał się stwarzać pozory nader zajętego pisaniem cyklu artykułów na temat Halloween. Nie mając w planach niczego szczególnego na dzisiejszy wieczór dał się bez trudu złapać na haczyk "interesującej historii". Niczego na wizycie w hotelu nie mógł stracić, w zamian zaś zyskiwał szansę na kilka dolców wierszówki ekstra oraz niemałej satysfakcji z utarcia nosa narzekającego ustawicznie naczelnego.

Umówił się z Billem na rogu Walnut i East Church Street, toteż zaparkował swojego czarnego Forda T kilka minut przed ustalonym czasem spotkania w umówionym miejscu, nie gasząc silnika i gapiąc się przez mokrą szybę na pogrążony w mżawce ponury jesienny wieczór.

Klamka po stronie pasażera szczęknęła metalicznie wieszcząc obecność kogoś zamierzającego dostać się do środka pojazdu. William otworzył drzwiczki i wsiadł czym prędzej do środka, ściągając z głowy mokry kapelusz.

- Hi, Paul - powiedział prywatny detektyw siląc się na uśmiech.

- Hi, Bill. Jak poczucie tęsknoty za Starym Światem? Pogoda iście dzisiaj wyspiarska - kierowca skrzywił ironicznie usta, rad z okazji do koleżeńskiego docinku pod adresem pochodzącego z Anglii znajomka.

- Nie myśl sobie, że naciągniesz mnie sentymentalną gadką na drinka, to nielegalne! - odparował William kładąc szczególny nacisk na słowo "nielegalne", sztucznością pompatycznego tonu jeszcze bardziej dziennikarza rozśmieszając - Dostałem wczoraj pewien list. Masz, przeczytaj.


Wątek techniczny

Lord nakreślony ręką Waltera Corbitta powędrował do dłoni Paula. Pytanie jak dziennikarz zamierza się zachowywać w hotelu? Rzecz idzie w głównej mierze o status jego gazety. Enigma Magazine to prawdziwy brukowiec, poważni dżentelmeni nie mają o nim wysokiego mniemania. Trudno przewidzieć jak zachowa się teksański hodowca koni słysząc nazwę wydawnictwa, chociaż z drugiej strony najpewniej w Dallas nigdy o Enigma Magazine nie słyszeli.

Jak zatem Paul zamierza się przedstawić?

Poniżej fotka Forda T należącego do Gillinghama

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 27 marca 2012, 13:38

Wydaje mi się zupełnie zbędne dowiadywanie się czegokolwiek o wuju. W sumie to prawie obcy facet. Przed wyjściem jeszcze starałem się spojrzeć czy aby na pewno wysłałem kolejną ratę oraz ile jeszcze zostało mi do spłacenie (oczywiście według moich prywatnych wyliczeń). Według mnie wuj pewnie dopatrzył się jakieś luki we wpłatach, albo będzie chciał żebym wcześniej go spłacił. Tak obrzydliwie bogaci ludzie nie prowadzą interesów z klasą średnią.:D

Chcąc mieć jak najszybciej to spotkanie za sobą idę wprost do pokoju i oczywiście pukam przed wejściem. Jesli nikt się przez dłuższą chwilę nie pojawi to zwyczajnie łapię za klamkę i wchodzę.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 27 marca 2012, 20:00

Dzisiejszego dnia ubieram się w najlepszy garnitur jaki posiadam. Na głowę zakładam modny melonik. Zostawiam na twarzy kilkudniowy zarost, może dzięki temu będę wyglądał na starszego niż jestem w rzeczywistości.
Po chwili zastanowienia zabieram także rewolwer, który noszę w kaburze pod lewą pachą. Biorę też licencję prywatnego detektywa jakby trzeba było się wylegitymować.
W wolnej chwili staram się jak najwięcej dowiedzieć o autorze listy. Myślę, że Paul powinien coś o nim wiedzieć.

meduzzzz
Reactions:
Posty: 38
Rejestracja: 17 marca 2012, 19:53

Post autor: meduzzzz » 27 marca 2012, 21:36

Podczas czytania listu uśmiech z mojej twarzy znika na chwile, dokańczam w skupieniu by na koniec szyderczo wyszczerzyć się do Billa, czytam na glos ostatnie zdanie z listu:
- "Mam w zanadrzu interesującą historie i intratna ofertę". Wygląda na to Bill, ze mamy grubsza rybę na haczyku, a nie jakiegoś kultystę kotożerce.

Spodziewając się wizyty u prawdziwego gentlemana oczywiście nie przyznam się, ze piszę dla jakiegoś tam brukowca. Zamierzam się przedstawić jako redaktor niezależny piszący pod pseudonimami dla wielu gazet, na wszelki wypadek wymyślam sobie kilka nazwisk(pseudonimów) i przynajmniej dwa poważniejsze wydawnictwa, żeby w trakcie rozmowy wypaść autentycznie.
Ostatnio zmieniony 27 marca 2012, 21:42 przez meduzzzz, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 marca 2012, 13:08

Arkham, 20 listopada 1920

Pyrkający cicho Ford T podjechał pod główne wejście Miscatonicu, powitany natychmiast przez odźwiernego w ogromnym cylindrze ze skóry bobra, jak na gust Williama zdecydowanie zbyt ekstrawaganckim. Mężczyzna rozpostarł nad głowami gości wielki parasol, czekając usłużnie, aż młodziutki car jockey wskoczy za kierownicę wozu z otrzymanymi od Paula kluczykami odprowadzając Forda na znajdujący się za rogiem budowli parking.

Wystarczyło tylko napomknienie o osobie Waltera Corbitta, by odźwierny zaprowadził gości do dębowego biurka recepcjonisty. Elegancki, mówiący z wyraźnym angielskim akcentem concierge wskazał parze mężczyzn wygodną sofę i sięgnął po telefon.

- Corbitt musi mieć zasobny portfel, skoro zatrzymał się w Miscatonicu - zauważył półgłosem Paul, rozglądając się z uznaniem po urządzonym zbytkowo hotelowym lobby.

Concierge wrócił po krótkiej chwili, jeszcze bardziej uprzejmy niż przed chwilą.

- Pan Corbitt czeka na panów w apartamencie prezydenckim. George, ten oto boy, zaprowadzi panów na miejsce. Czy mogę czymś jeszcze służyć?

Podekscytowany rychłym już spotkaniem Hutchinson zbył recepcjonistę wymijającym ruchem ręki, ruszając w ślad za młodym przewodnikiem w stronę hotelowej windy. Chwilę później mężczyźni znaleźli się pod drzwiami ekskluzywnego apartamentu prezydenckiego. Boy zapukał z szacunkiem zapowiadając przybycie gości, po czym wyciągnął znacząco dłoń domagając się zwyczajowego napiwku. Paul zbył go kilkoma wygrzebanymi z kieszeni płaszcza centami, odwracając się czym prędzej w stronę otwieranych właśnie drzwi...


Wątek techniczny

No to jak panowie eleganci? Jakieś ostatnie przygotowania, deklaracje nim wejdziecie do Apartamentu prezydenckiego? Aha Panowie. Mogę prosić o Wasze adresy mailowe na PW? Chciałbym podesłać Wam Wasze karty postaci. Przez PW chyba nie ma opcji żeby załączyć jpg.
Ostatnio zmieniony 28 marca 2012, 16:44 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 marca 2012, 21:12

Apartament Prezydencki hotelu Miscatonic, Arham, 20 listopada 1920

W drzwiach stał kilkudziesięcioletni mężczyzna podpierający się laską.

-Witam Panów. Jestem Walter Corbitt. Pan William Hutchinson jak mniemam i pan ...- zawahał się Walter.

- Paul, Paul Gillingham. pośpiesznie przedstawił się dziennikarz. Corbitt pewnie i mocno uścisnął dłonie obu gości.

- Zapraszam Panowie. Nadawca tajemniczego listu gestem pokazał aby przybysze rozgościli się w pokoju. Paul i William weszli do przepysznie urządzonego salonu. Corbitt zasiadł w ogromnym fotelu. Czujnemu oku detektywa nie umknęło, że jegomość chodzi na protezie prawej nogi. Teksańczyk chrząknął aby zwrócić na siebie uwagę obu rozglądających się ciekawie po salonie mężczyzn:

- Zechciejcie poznać mojego krewniaka Aleksandra Brendi'ego... - zaczął Corbitt. Przerwał mu jednak kuzyn

- Znamy się wuju dość dobrze - uśmiechnął się i uściskał dłonie przybyszy. Od razu poznał dwie charakterystyczne postaci, często nawiedzające uniwersytecką bibliotekę oraz archiwum. Will często korzystał z pomocy Alexa szukając w starych papierach testamentów, dowodów i różnego rodzaju ewidencji. Paul z kolei przekopywał archiwa i roczniki gazet w poszukiwaniu sensacji. Obaj byli całkiem sympatyczni i bystrzy. Razem wyskoczyli nawet kilka razy do kasyna przy High Street. - Co za spotkanie, nie spodziewałem się was obu tutaj.
Do pokoju wszedł lokaj z wielkim imbrykiem herbaty. Rozłożył zastawę na stole i szybko oddalił się z pokoju. Corbitt spytał:

- Więc jest pan dziennikarzem panie Gillingham?

- Tak panie Corbitt. Jestem korespondentem Boston Evening Herald oraz reporterem Massachusetts Weekly. Pisuję jeszcze sporadycznie do kilku innych periodyków - Enigmatycznie dodał Paul.

- Musi być pan zatem dość zabiegany. Tym bardziej doceniam, że znalazł pan czas na herbate ze mną i moimi gośćmi, jak się okazuje z przyjaciółmi.

- Cała przyjemność po mojej stronie - oficjalnie stwierdził dziennikarz. Pokorna krowa dwie matki ssie pomyślał jeszcze uśmiechając się w duszy.

- Napijecie się panowie czegoś mocniejszego? Mam butelkę wyśmienitej, ponad pięćdziesięcioletniej szkockiej, którą już napoczęliśmy z Alexandrem - Corbitt puścił oko. Młodych mężczyzn nie trzeba było dwa razy pytać. Bursztynowy płyn spłynął do ciężkich szklanek. Cała czwórka przez chwilę delektowała się smakiem wybornego alkoholu, przywiezionego z dalekiej Szkocji. Jakże niesamowity smak miał trunek w porównaniu do wyrobu nazywanego na wyrost bourbonem czy whiskey przemycanym zza kanadyjskiej granicy.
Walter podkręcił wąsa, zapalił cygaro. Do tego samego zachęcił swoich gości. Rozmowa toczyła się wokół neutralnych tematów: koni, wyścigów konnych, baseballa czy pogody. W końcu Corbitt zatarł dłonie i przeszedł do sedna sprawy, tak wyczekiwanej przez Willa i Paula:

- Panowie, przejdźmy do interesów. Otóż mam dla Was małe zlecenie. Jestem właścicielem domu, tutaj w Arkham. Od dziesięciu lat dom jest wynajmowany, ale przewinęło się już przezeń jedenaście rodzin. Wyprowadzają się bez słowa, a to nie jacyś biedni emigranci z Europy Wschodzniej, tylko porządne rodziny z referencjami, takie, którym można zaufać. Dom jest w dobrej dzielnicy, w pobliżu świetnej szkoły, położony blisko centrum. Słowem wspaniała lokalizacja. Nie wiem, czy po prostu mamy pecha do najemców, czy to może ten dom. Może coś z nim jest nie tak. Może ktoś tam bruździ z zewnatrz, chcąc celowo obniżyć wartość działki. Nie wiem. Nic nie insynuuje. Sami jak widzicie nie bardzo mogę się tym zająć. Cóż, mój zaawansowany wiek i jeszcze to: - Walter popukał dłonią w drewnianą nogę - Rozumiecie. Chciałbym abyście się dowiedzieli co się dzieje i zlikwidowali problem. Chcę mieć pewność, że będę mógł dom bezpiecznie wynajmować przyszłym najemcom. Oczywiście skoro oferuję Wam pracę to wynagrodzę was: oferuję $15 za dzień każdemu z was i pokrycie ewentualnych kosztów, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. No i jeżeli wam się wszystko powiedzie to zoobowiązuję się do wypłacenia studolarowej premii. Czy przystajecie na takie warunki?


Wątek techniczny

Oferta wydaje się Wam całkiem sensowna i hojna, ale zawsze można spróbować coś utargować, choć teksański koniarz wydaje się być frantem kutym na cztery łapy. Jakieś pytania do Corbitta? Zakładam, że Walter przekazał wam w trakcie swobodnej konwersacji wszystko co mogliście wyczytać z postu nr 2 - wstępu dla Alexa.

Jeszcze tytułem mechaniki: Will zaliczył procentowy test Spostrzegawczości z wynikiem 14, tym samym zauważył od razu, że Corbitt nie ma nogi.

Na zdjęciu wnętrze apartamentu waszego zleceniodawcy. Prawda, że imponujące. Ciekawi jesteście ile płaci za pokój? Możecie spytać na recepcji;)


EDIT: widok pokoju dam pozniej. Zjakis powodow nie moge zalaczyc obrazka:(

Załączyłem ale jakość fatalna
Ostatnio zmieniony 29 marca 2012, 01:12 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 28 marca 2012, 21:15

Dwa głębokie wdechy dla odzyskania pewności siebie, mina profesjonalisty i wkraczam, po pierwszych słowach zaproszenia, pewnym krokiem na salony.

meduzzzz
Reactions:
Posty: 38
Rejestracja: 17 marca 2012, 19:53

Post autor: meduzzzz » 28 marca 2012, 22:09

Paul poczuł drobny zawód, szczerze liczył na cos poważniejszego niż sprawdzenie jakiegoś tam domu pod wynajem. Mimo to nie stracił jednak nadziei, nawet zaczęło mu się to podobać, a może stary cos ukrywa...

Chciał cos powiedzieć ale w ostatniej chwili ugryzł się w język, spojrzał na detektywa zwlekając ze swoim pytaniem na trochę później...

Techniczny
Nie zostałem tutaj zaproszony osobiście wiec zgodnie z dobrym wychowaniem poczekam na odpowiedni moment na zadanie swojego pytania.
Ostatnio zmieniony 28 marca 2012, 22:18 przez meduzzzz, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 29 marca 2012, 08:55

William wygodniej rozsiadł się w fotelu, wyciągnął papierosy i poczęstował pozostałych. Odpalił zapalniczką zippo i głęboko zaciągnął się dymem.

- Panie Corbitt - zaczął z namysłem - Zaciekawił mnie pan swoją propozycją. Mogę podjąć tą sprawę. Potrzebuję więcej szczegółów. Po pierwsze adresu a po drugie nazwisk przynajmniej dwóch ostatnich lokatorów.
Sprawa wydaje się być tajemnicza, szczególnie to, że ciągnie się od tak dawna. Trudno mi uwierzyć, że dopiero po dziesięciu latach podjął pan próbę rozwiązania tego problemu. Czy może był ktoś już badał tą sprawę?
Mogę przystać na Pana warunki, jednak jeżeli pojawią się poważne komplikacje to chciałbym pozostawić sobie możliwość ich renegocjacji.
Ostatnio zmieniony 29 marca 2012, 16:45 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 29 marca 2012, 14:36

Czekam jeszcze na pytanie Paula, ewentualne deklaracje Alexa i możemy jechać dalej z tym koksem;)

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 29 marca 2012, 14:48

Alex nie ma nic do dodania. Rozumiem, że zna adres, zna współpracowników. Poproszę tylko o klucze do domu i możemy się udać pod wskazany adres. Wcześniej uzgadniam tylko z pozostałą dwójką w jaki sposób udamy się tam i jeśli np. uznamy za oficjalną wersję, że wynajmujemy dom jako 3 znajomych dżentelmenów, to będzie potrzebna jeszcze fikcyjna umowa wynajęcia nieruchomości.

meduzzzz
Reactions:
Posty: 38
Rejestracja: 17 marca 2012, 19:53

Post autor: meduzzzz » 29 marca 2012, 17:37

Paul poczekał na swoja kolej

- Proszę pana, czy wynajmem domu zajmował się pan osobiście czy zrobił pan to przez specjalna agencje, lub wyznaczonego człowieka? Chodzi mi o osoby odpowiedzialne za remonty, rachunki, skargi na sąsiadów…

ODPOWIEDZ