: 13 lutego 2013, 19:35
Radeford pokrótce opowiedział co się stało. Nie mógł zdobyć się na bogatszy opis, bo dławił go niewypowiedziany żal po stracie przyjaciela.
Przyznał rację kompanom, że ciała nie ma jak zabrać na drugą stronę.
Nie zwlekając wykopali w spękanej ziemi przydomowego ogródka płytki grób. Badyle wyschniętych słoneczników rzucały cień na zbolałą twarz kaznodziei gdy ten po zakopaniu ciał staną przy grobie.
Ebenezer ściągnął wysłużony i spłowiały kapelusz i położył go na piersi.
- Nie takiego pogrzebu dla ciebie chciałem stary przyjacielu i nie takiej śmierci jaka Cię spotkała. Jednak nie nam oceniać boże wyroki. Jeżeli Wielki Manitu potrzebował wytrawnego zwiadowcy, to dobrze trafił biorąc Ciebie.
Jacku Salt gdy następnym razem padnie rozkaz do ataku, ty się nie zerwiesz na równe nogi. Gdy następnym razem przyjcie stawić nam czoła wrogom, za uzi nie chwycisz. Odszedłeś do lepszej krainy, do której wyruszymy i my. Mimo, że twoje ciało spoczęło w grobie, Twoje czyny pozostaną nieśmiertelne. Pozostaną ponieważ kroczyłeś Prawą Ścieżką Pana, a każdy twój czyn wrył się w serc ludziom, którym pomogłeś. Oby Twój duch został przewodnikiem i patronem naszej wyprawy krzyżowej, abyś mógł wspomóc nas natchnieniem w ciężkich chwilach. Jacku Salt! Śmierć to jedynie początek.
Kaznodzieja pochylił głowę, przełykając ślinę i tłumiąc łzy. Po kilku sekundach odzyskał spokój i zaintonował pieśń.
"Nim świt obudzi noc dotykiem ciepłych mgieł,
Nim dzień ożywi świat, Panie, przyjdź.
wołam, przyjdź, Uciesz mój wzrok
spokojem jasnych barw
Nim mnie zachwyci kwiat, Ty przyjdź.
Choć chcę wciąż dalej iść, niewiele mogę sam,
Więc znów podnoszę głos, Panie, przyjdź, wołam, przyjdź i otrzyj mą
oblaną lękiem twarz,
Nim znów postawię krok, Ty przyjdź.
I tak poprowadź mnie przez piętra
trudnych lat,
Bądź w dzień radością dnia, w nocy snem,
pomóż mi, o Panie mój, rysować życia kształt,
Bym mógł wciąż naprzód iść, bym trwał. "
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=W3YJl9Yem60[/youtube]
Przyznał rację kompanom, że ciała nie ma jak zabrać na drugą stronę.
Nie zwlekając wykopali w spękanej ziemi przydomowego ogródka płytki grób. Badyle wyschniętych słoneczników rzucały cień na zbolałą twarz kaznodziei gdy ten po zakopaniu ciał staną przy grobie.
Ebenezer ściągnął wysłużony i spłowiały kapelusz i położył go na piersi.
- Nie takiego pogrzebu dla ciebie chciałem stary przyjacielu i nie takiej śmierci jaka Cię spotkała. Jednak nie nam oceniać boże wyroki. Jeżeli Wielki Manitu potrzebował wytrawnego zwiadowcy, to dobrze trafił biorąc Ciebie.
Jacku Salt gdy następnym razem padnie rozkaz do ataku, ty się nie zerwiesz na równe nogi. Gdy następnym razem przyjcie stawić nam czoła wrogom, za uzi nie chwycisz. Odszedłeś do lepszej krainy, do której wyruszymy i my. Mimo, że twoje ciało spoczęło w grobie, Twoje czyny pozostaną nieśmiertelne. Pozostaną ponieważ kroczyłeś Prawą Ścieżką Pana, a każdy twój czyn wrył się w serc ludziom, którym pomogłeś. Oby Twój duch został przewodnikiem i patronem naszej wyprawy krzyżowej, abyś mógł wspomóc nas natchnieniem w ciężkich chwilach. Jacku Salt! Śmierć to jedynie początek.
Kaznodzieja pochylił głowę, przełykając ślinę i tłumiąc łzy. Po kilku sekundach odzyskał spokój i zaintonował pieśń.
"Nim świt obudzi noc dotykiem ciepłych mgieł,
Nim dzień ożywi świat, Panie, przyjdź.
wołam, przyjdź, Uciesz mój wzrok
spokojem jasnych barw
Nim mnie zachwyci kwiat, Ty przyjdź.
Choć chcę wciąż dalej iść, niewiele mogę sam,
Więc znów podnoszę głos, Panie, przyjdź, wołam, przyjdź i otrzyj mą
oblaną lękiem twarz,
Nim znów postawię krok, Ty przyjdź.
I tak poprowadź mnie przez piętra
trudnych lat,
Bądź w dzień radością dnia, w nocy snem,
pomóż mi, o Panie mój, rysować życia kształt,
Bym mógł wciąż naprzód iść, bym trwał. "
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=W3YJl9Yem60[/youtube]