Strona 82 z 88

: 07 kwietnia 2017, 11:04
autor: Sigil
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium; 12.08.1993.

- Nie jesteś na moim miejscu, Kafir - odezwał się zimno Morderca, zwracając się bezpośrednio do Szczura. Tym razem w jego głosie brzmiało coś, co sugerowało granicę, której nie należy przekraczać. Ostrość stali i obietnicę cierpienia, która zdawała się narastać, z każdym kolejnym słowem Assamity.

- Nic nie pojąłeś. Nie obchodzą mnie wspomnienia trupa. Ja nigdy nie byłem człowiekiem. Jestem jednym z Sabitu,* wichrem zrodzonym z tchnienia Otchłani, Cieniem Nar Mattaru. Dlatego i tylko dlatego nie boję się bólu. Ona ukazała mi to, co jest za nim. - roześmiał się w sposób, który sugerował, że doskonale wie, o czym mówi. I który był tak odległy od normalności jak światło dnia potrafi być odległe od ciemności między gwiazdami.

- Cokolwiek powiedział i czegokolwiek chciał śmiertelnik, który kiedyś żył w tym ciele, nie dbam o to. To jest Ana Harrani Sa Alaktasa La Tarat.** I jeśli wciąż tego nie rozumiesz, wiedz, że nie chodzi tu tylko o moją zemstę. Ale o Klan. Darklake znieważył naszą Krew. Krew jest święta. Dlatego każdy Niewierny ibyn ballait el ere,*** który miał w tym udział musi zginąć. Ja jestem ostrzem zemsty narodzonym z mroku. Wypełniam starożytne Prawo, o którym nie masz pojęcia. Nie odzywaj się więc więcej na ten temat. I nie mów o moich Mistrzach, abyś nie obraził ich swą ignorancją. Bo wtedy wyrwę ci serce.

Ostatnie zdanie zabrzmiało, niczym zgrzyt stali wyciąganej z pochwy. Kły Mordercy błysnęły w mroku. I mimo, iż nie wykonał żadnego ruchu, jasnym było, że nie trzeba mu wiele, by wcielić swe słowa w życie.

- Co do Paula - odezwał się po chwili obojętnie, tak, jakby mówił o czymś co nie ma większego znaczenia, niż parszywy kundel. - O jego śmierci zdecydował Klan. Nie ja. Ja jedynie wypełniam wolę. Poza tym, nie musicie się martwić, że ten miloud weld habiba**** gdzieś ucieknie, wallah. Jest nieprzytomny. I nie obudzi się szybko, czego cholernie żałuję, neik. Ale dla was to dobrze. Spędzę z nim dużo mniej czasu, niż chciałbym. A miałem naprawdę wiele ciekawych pomysłów...

Oblizał kły, myśląc o krwi i wrzaskach. To jednak nie było właściwe miejsce i czas. Przeklęty Belshatzzar odebrał mu tak wiele możliwości... Potrząsnął głową, starając się rozproszyć obrazy, które pojawiały się przed jego oczyma i przeniósł uwagę na Victorię i Terrego, a jego głos powrócił do zwykłego trybu telegramu:

- Rozumiem, macie prawo być zaniepokojeni. Ale chciałbym was zapewnić, wciąż honorujemy Kontrakt. W ciągu półwiecza mojej pracy, pierwszy raz zdarza mi się, że zmieniają się priorytety. Nie sądzę, by miało się szybko powtórzyć. Nie dążę do tego.

- Nie potrzebuję też pomocy - dodał, zwracając się również do Bernarda. - Shukran, ale to sprawa honoru. Muszę to zrobić sam. Goratrix wie, gdzie jest sharmoot***** Paul. Nie sądzę, by chciał go chronić. Jeśli naprawdę chcecie pomóc, nie utrudniajcie mi działania. Myślcie o zadaniu, jakie macie wykonać dla mojego Klienta. I trzymajcie się moich zaleceń odnośnie bezpieczeństwa. Ja uczynię to, co muszę szybko. I wrócę do moich obowiązków.

- I nie, nie uważam, by była to manipulacja naszych wrogów - dodał po chwili, uśmiechając się lekko, jakby tłumaczył coś oczywistego niezbyt rozgarniętym dzieciom. - Jest to raczej znak łaski i objawienie Prawdy, które ja widzę, a którego wy, Niewierni, dostrzec nie potraficie. Ale nie oczekiwałem tego. Mówię to tylko dlatego, byście pozbyli się strachu, który osłabia ducha. Każda przelana kropla krwi prowadzi nas dalej., min fadli Rabbi.****** Mektub.

W ostatnich słowach Mordercy zadźwięczał ton żarliwej wiary, która w jednej chwili zmieniała nawet najbardziej racjonalne argumenty Niewiernych w stek nieistotnych bredni.
Do MG - używam Zastraszania na tyle, by dać odczuć Horacemu, żeby się nie mieszał do nie swoich spraw. Mam tu na myśli przede wszystkim moją przeszłość i kwestie związane z Klanem.

* sumer. Siedem Wichrów, Synów Tiamat
** sumer. Droga z której się nie wraca.
*** arab. syn obciągacza
**** arab. określenie kogoś, kto jest przegrany
***** arab. męska dziwka
****** arab. Poprzez łaskę mego Pana (oczywiście chodzi o Haqima)

: 12 kwietnia 2017, 21:39
autor: lightstorm
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.

Po wypowiedzi Namtara w rozmowę wtrącił się Pulhu-Imel mówiąc:

- Do domu wszedł Gotratrix i zaczyna was szukać. Lepiej będzie jak wyjdziecie jak najszybciej mu na powitanie. Nierozsądnie dawać mu możliwości odkrycia Sanktuarium.

Victoria dała znak, aby wszyscy bez wyjątku spotkali się w Czarodziejem. Namtar w tej kwestii nie potrzebował niczego więcej. Sprawy zaczęły układać się w dobrym kierunku. Pozostali nie mieli innego wyjścia jak posłuchać swojego lidera.

Gdy wrócili do świata materialnego, Namtar wyszedł przed nich i zdecydowanym krokiem ruszył w stronę schodów. Przekraczając próg hallu Morderca zauważył postać Gavina, jednak doskonale wiedział, że to ten któremu chce zadać kilka pytań. Pozostali dołączyli do ochroniarza patrząc na swojego gościa. Wtem postać exTremera całkowicie zniknęła na oczach zebranych. Mięśnie Namtara odruchowo spięły się gotowe do błyskawicznej reakcji. Nim zdążyli coś powiedzieć, drzwi za ich plecami otworzyły się ukazując siedzące na miękkim skórzanym fotelu ciało Gavina. Z prywatnego gabinetu Red'a, Mistrz Goratrix przemówił przyciągającym i magicznym głosem:

- Zapraszam do środka!

Weszli do pomieszczenia zajmując najbardziej wygodne i odpowiednie dla siebie miejsce. Niespodziewanie drzwi zamknęły się same. Już sam ten fakt, był dość niepokojący. Chrzęst zamka który rozległ się chwilę później, dał wszystkim do zrozumienia, że Goratrix jest w kiepskim nastroju.

- Nie widzę z wami Darshana, a to szkoda. Będę musiał się zadowolić tylko tobą Horacy - Czarodziej spojrzał na Nosferatu, a po chwili jego oczy przybrały kolor błyskawicy.

- Powiedz mi Horacy, dlaczego nie powiedzieliście że Democritus rozkazał opuścić Gavinowi to miasto? Liczyliście na to, że dopadnie mnie ten były Łowca Demonów? - pytania były wypowiedziane niskim pełnym mocy głosem, a każde z nich było niczym trafienie piorunem.

- Obecnie Książę bardzo nie lubi Gavina. Zostały na niego zwołane Krwawe Łowy. Szeryf dodatkowo wyznaczyła nagrodę w postaci miliona dolarów na jego głowę w całych Stanach. Jak mniemam członkowie Camarilli, powinni dążyć do schwytania go. Nie będę już wspominał o karze jaka spotyka tych, którzy pomagają osobie na której ciążą Krwawe Łowy. Co zrobisz mały Szczurku? Będziesz lojalny i pobiegniesz do Democtritusa, czy zdradzisz prawa Camarilli? Pokaż prawdziwą twarz ukryty za maską Nosferatu! - Oczy Goratrixa zajaśniały jeszcze bardziej tworząc oślepiające światło. Wokół Czarodzieja zaczęły pojawiać niewielkie wyładowania elektryczne, a z jego wnętrza zaczęła bić ogromna potęga. Namtar natychmiast odwrócił wzrok, aby nie zostać oślepionym i po oparł rękę na rękojeści sztyletu, wychodząc krok przed członków koterii.'
OG MG: Goratrix używa Zastraszania na Horacym i wypada 5 sukcesów.
Spoiler!
Zrobisz wszystko, żeby odpowiedzieć na ostatnie pytanie Goratrixa, tak że by go nie wkurwić ostatecznie. Będziesz walczył o przetrwanie w chwili takiego zagrożenia i porażającej mocy Czarodzieja. Wiesz, że Mistrz jest w stanie was zabić w jednej chwili.
Oczy Goratrixa zajaśniały jeszcze bardziej tworząc oślepiające światło. Wokół Czarodzieja zaczęły pojawiać niewielkie wyładowania elektryczne, a z jego wnętrza zaczęła bić ogromna potęga. Namtar natychmiast odwrócił wzrok, aby nie zostać oślepionym i po oparł rękę na rękojeści sztyletu, wychodząc krok przed członków koterii.

Wszystkie plany, jakie miał odnośnie spotkania z Goratrixem wzięły w łeb. A miejsce pomiędzy nim a Nosferatu było ostatnim, które Łowca chciał zajmować. Nie lubił Szczura. Jeszcze pięć minut temu był bliski tego, by zatopić nóż w jego sercu. Wszystkie te jego nędzne manipulacje, kłamstwa i plugawe insynuacje sprawiały, że sam miał ochotę rozerwać mu gardło. Ale nie mógł tego zrobić. Musiał go chronić stając tu, między tym psem, a sojusznikiem Klanu...

Mimo wszystko jednak wiedział, że nie ma wyboru. Wypełniał swój obowiązek. Osłaniając Nosfertu z ręką wspartą na rękojeści Khanjar, zmrużył oczy zastanawiając się, czy będzie potrafił być szybszy niż błyskawica...

- Jeśli go ruszysz, będziesz miał do czynienia ze mną, Effendi - powiedział tylko.

Wiekowy Czarodziej spojrzał w kierunku Assamity, po czym odezwał się:

- Nie przerwiesz mi tej konwersacji. To bardzo bohaterskie Namtarze, ale wydaje mi się że twoje priorytety są nieco inne. Chcesz znaleźć Paula, a ja wiem jak to uczynić. Ten pędrak, który chowa się za twym ostrzem zbłaźnił się i jak rozumiem nie zrobił tego pierwszy raz. W tej chwili Kontrakt to sprawa drugorzędna... Odsuń się więc bym mógł widzieć wyraźnie tego parszywego karaczana, a dam ci Paula na talerzu. Czyż nie jest tak, że Horacy kolejny raz naraził na szwank powodzenie waszej misji?

Assamita wyraźnie zawahał się. Przez chwilę milczał nie wiedząc, co odpowiedzieć.

- Nie jestem od tego by to oceniać. Mam obowiązek go chronić - odezwał się w końcu. I chyba po raz pierwszy w jego głosie poza zwyczajowym brzmieniem stali pojawił się ton niepewności.

- Zgadza się, ale wypełniasz polecania Silsila Akramatha. A obaj wiemy jakie otrzymałeś rozkazy. Zemsta jest najważniejsza i nie wierzę aby ochranianie tego śmiecia mogło być istotniejsze niż Wola Klanu. Wybieraj... Zemsta lub protekcja kogoś kto nie jest wart tej ceny - Goratrix mistrzowsko rozgrywał swoją partię, nie mogąc doczekać się widoku przerażonego Nosferatu.

- Na'am.* Zemsta jest Prawem - przyznał Morderca. Przez chwilę najwyraźniej zastanawiał się, co powinien zrobić w tej sytuacji. Spojrzał na Horacego, a później ponownie na Goratrixa.

- Mashy.** Wydaj mi Paula - powiedział w końcu.

- Doskonale, zrobię to. A teraz stań z boku. To niegrzeczne z naszej strony, aby Horacy musiał przez nas czekać z odpowiedzią - powiedział nie kryjąc sarkazmu.

Morderca skinął głową i cofnął się, zdejmując dłoń z rękojeści sztyletu.

- Jako twój ochroniarz sugeruję, byś powiedział coś mądrego - odezwał się chłodno do Horacego - Bo on naprawdę chce cię zabić.

* arab. Tak.
** arab. OK

To że Goratrix odezwał się najpierw do Szczura było niemal dla niego oczywiste. Wszak każde powitanie i konwersację należało zacząć od najważniejszej osoby z przeciwnej strony. Tak mówiła etykieta. Pierwszym zgrzytem, że coś jest nie tak był wzmianka o Darshanie. Potem już było już tylko gorzej i gorzej. Zgroza rosła w sercu Nosferatu z każdym słowem, czarodzieja.

Krótka scenka z Namtarem dała Szczurowi kilka bezcennych chwil by opanować szok i przerażenie. Rzecz szła wszak o jego skórę.

- Zanim pochopnie zapadnie wyrok i nastąpi weredyk i wyrok, proszę wysłuchaj mnie aż do końca. Nie. Odpowiedź brzmi nie, nie liczyliśmy na to, że ktoś zaledwie formatu Shreckta byłby w stanie powstrzymać samego mistrza Goratrixa. Sami uchodziliśmy przed nim z elizjum, więc jak widać nie mamy z nim najlepszych relacji. - Mówił powoli i ostrożnie ważąc każde słowo. Starał się przy tym unikać piorunujących gniewem oczu czarownika.

- Liczy się dla mnie to co ustaliliśmy, moje słowo dane tobie wczoraj jest jakby... czymś na czym opieram się w dalszych działaniach, jest prawdą. Nie działam, też przeciwko sojusznikom, choć... choć muszę przyznać, że ta niefortunna sprawa z Gavinem wraz z faktem iż ciało nie posiadało dyscypliny Odporności, wygląda... trochę jakby koteria celowo planowała... - przełkną ślinę, czując dziwną suchość w ustach kiedy uświadomił sobie że nie jest w stanie wypowiedzieć do końca tego zdania. - ...jakby wygląda, ehh... słabo, delikatnie rzecz ujmując. Nie wiedzieliśmy , że na Gavina zostały wydane Krwawe Łowy. A gdybym wiedział o tym milionie to pewnie sam bym niegodziwca pierwszy sprzedał bo zachował się wyjątkowo nisko jeśli chodzi o sprawę Reda i z galerią słabo mi ostatnio idzie... Przysięgam, że nie wiedziałem o wszystkich faktach. Dlatego teraz niejako jedziemy na jednym wózku, bo wychodząc i wchodząc do tego domu jako Gavin, wychodzi na to że pomagamy.... Democritus właśnie jednym ruchem ugotował nam koterię, krótko mówiąc. Stary lis. A przecież jak weszliśmy do niego z Darshanem dostał szachy od klanu Ravnos i wyglądało jakby przeprosiny za coś co zrobił Gavin zostały przyjęte. Nie wyglądało to tak dramatycznie, pewnie dlatego obaj nie pomyśleliśmy o tym fakcie przekazując ciało. No bo wątpię, żeby takie zaćmienie umysłu było wynikiem działania dyscyplin... - podniósł palce wskazujący w górę - choć nie jestem w stanie tego wykluczyć. Może Oszust mógłby rzucić więcej światła na tę sprawę, wstrzymaj zatem osąd jeśli łaska do czasu aż się pojawi, ja nigdzie się nie wybieram, każdy w mieście wie gdzie mnie można znaleźć. Elizjum Starszych, spotkanie Gratrixa, ucieczka przed Łowcą Demonów, to cholerna mózgojebna pieśń no i pojedynek z Namtarem, dość niefortunnie i boleśnie przegrany, plus widok tego... rytuału... To trochę jakby zbyt dużo jak na jedną noc, dla prowincjonalnego rzeźbiarza. Jeśli mi przez to coś uciekło, to chociaż nie wiń i nie każ za koterii. I to chyba wszystko co chciałem powiedzieć, skończyłem.

Stojący z tyłu Brujah słuchał bardzo uważnie słów Goratrixa, mieląc każde zdanie i analizując na każdy możliwy sposób, jakby nie zauważając czarnych chmur jakie zawisły nad Horacym, a może nawet i nad całą koterią. Po prostu zdawał sobie sprawę, że strach nic nie pomoże. Oceniał, że stary Tremere mógłby ich wszystkich pokonać, niezależnie od tego czy by mu się przeciwstawili czy nie. Dlatego nie zamierzał się skupiać na na takiej mozliwości, oddalił ukłucie strachu i skoncentrował się na słowach Goratrixa.

Uznał już wcześniej, że Goratrix musiał być kimś inteligentnym i przebiegłym, ale konfrontacja z Namtarem uzmysłowiła mu, że nawet jego samego, kogoś, kogo śmiertelni uznaliby za geniusza dzieli od Czarodzieja istna przepaść:

Każdą grę logiczną przegrałbym z Goratrixem z niemal stuprocentową pewnością. Cieżko uznać kogoś o takiej estymie za kogoś nie niebezpiecznego

Niemniej jednak Czarodziej zdradził kilka drobnych szczegółów, które zapewne dla niego były tajemnicą poliszynela.

Łowcy demonów... A zatem parał się takim zajęciem - potwierdził przypuszczenia Wellingtona. Jeszcze bardziej interesujące były informacje.

...wypełniasz polecania Silsila Akramatha. A obaj wiemy jakie otrzymałeś rozkazy... - te słowa, z jednej strony były istotnym puzzlem w niemożliwie skomplikowanej układance, ale z drugiej kawałek można było dopasować na obrazu na wiele sposobów.

Czyżby działali z polecenia tego samego mocodawcy? Nie, na to jest jedynie promilowa szansa. Nie zaprzątaj sobie głowy takimi teoriami. A jeśli nie tak, to oznacza, że Silsila i Goratrix się znają, lub Czarodziej "podsłuchał" Assamitów, lub i jedno i drugie. Mógł być medium... - BJ rozważał różne teorie.

Potem odezwał się przywołany Horacy. BJ wysłuchał i jego przepraszającej, ale też pokrętnej wypowiedzi. Nawet on wyczuł w głosie Szczura ogromny strach i niepewność.

Teraz wszystko w rękach Czarodzieja. Przekuje te przeprosiny na własną korzyść z siedemdziesięcioprocentowym prawdopodobieństwem. Raczej nie zabije Horacego.

Gdy Horacy zakończył długą wypowiedź, Goratrix podniósł w milczeniu leżącą na oparciu prawą dłoń, a następnie pstryknął palcami. W tej samej chwili krzesło na którym siedział Nosferatu odsunęło się gwałtownie pod ścianę. Nim Horacy zdążył upaść na dywan, jakaś niewidzialna siła uderzyła go w plecy sprawiając, że Szczur padł na kolana niecałe dwa metry przed Czarodziejem.

- Jesteś skazą tego świata, które powinno się wyciąć niczym jątrzący ciało nowotwór. Jest dla mnie niepojętą zagadką dlaczego Red ci tak ufał... Jesteś najgorszym sortem Rodziny, produktem propagandy Camarilli i impotentem intelektualnym. Gdzie Rusty miał oczy dając ci swoją krew? - zadał pytanie jakby oczekiwał odpowiedzi, ale wszyscy wiedzieli że nikt w tej chwili się nie odezwie.

- Camarilla pielęgnuje słabość w sercach swoich członków, a ty jesteś tego doskonałym przykładem. Pokazałeś swoją prawdziwą twarz, która napawa mnie obrzydzeniem. Sprzedałeś mnie Camarilli... Oszacowałem cenę, a teraz mi za to zapłacisz - oczy Goratrixa otworzyły się szeroko płonąc świetlistym blaskiem.

Czarodziej powoli wstał z fotela, po czym podszedł do klęczącego przed nim Horacego. Następnie złapał go za głowę prawą dłonią, na której zaczęły pojawiać się magiczne symbole. Oczy Nosferatu otworzyły się szeroko ukazując pełnię przerażenia, podczas gdy wyładowania elektryczne wokół czarodzieja zaczęły przybierać na sile. Twarz Goratrixa wyrażałą zdecydowanie i pełne skupienie na tym, co zamierzał uczynić.

[center]Obrazek[/center]

- Amma chiis sobca madrid zchis, ooanoan chis aviny drilpi caosgin od butmoni parm zumvi cnila. Co należało do ciebie, teraz należy do mnie - powiedział z głęboką wibracją w głosie, a następnie rzucił ciałem Horacego pod biurko, które stało pod ścianą.

- Paul jest w rękach Karla Schreckta, który próbuje dostać się do jego wspomnień. Znajdziesz go w Brookdale Charleston Gardens. Radzę wybrać moment w którym nie będzie tam Justycjariusza - skierował swe słowa do stojącego obok Namtara.

- Dziwnym zbiegiem okoliczności zaraz po przebudzeniu trafiłem na ludzi Democritusa, którzy jak tylko mnie zobaczyli natychmiast się na mnie rzucili. Musiałem zareagować... Później sprawy nabrały szybszego tępa, a Democritus ostatecznie zwołał Krwawe Łowy. Trochę mi zajęło zanim dowiedziałem się dlaczego, a gdy poznałem prawdę... - przerwał spoglądając na podnoszącego się z podłogi Horacego.

- Opuszczam was, gdyż za pięć minut odwiedzą was ludzie Democritusa i zapewne będą wypytywać o Gavina, Horacego i Darshana. A i jeszcze jedno... Gdzie znajdę Darshana?
Spoiler!
Test Okultyzmu ST:9 = 3 sukcesy. Nigdy czegoś takiego nie widziałaś, a stare legendy w księgach mówiły o takiej potędze. Zdajesz sobie sprawę, że Goratrix wchłonął część Horacego, która zasiliła moc Czarodzieja. Nie jest to krew ani wiedza. Horacy stracił część swojej świadomości, która napędza jego mentalne cechy.
Spoiler!
Test Percepcji (plus wysoka Nadwrażliwość) ST: 7 = 6 sukcesów. Widzisz jak Goratrix skradł część duszy Horacego. Jesteś tym faktem zdruzgotany. Zdajesz sobie sprawę, że Czarodziej zasilił w ten sposób swoją moc. Widziałeś dokładnie moment, w którym energia z czakry trzeciego oka przepłynęła przez rękę Goratrixa.
Spoiler!
Test Okultyzmu ST:9 = 0 sukcesów. Nie rozumiesz jak działa klątwa jaką rzucił Goratrix.
Spoiler!
Test Okultyzmu ST:9 = 3 sukcesy. Nigdy czegoś takiego nie widziałeś, a stare legendy w księgach mówiły o takiej potędze. Zdajesz sobie sprawę, że Goratrix wchłonął część Horacego, która zasiliła moc Czarodzieja. Nie jest to krew ani wiedza. Horacy stracił część swojej świadomości, która napędza jego mentalne cechy.
Spoiler!
Goratrix postanowił nie zabijać Horacego. Jako karę zabrał ci część sił mentalnych. Tracisz na stałe po 1 kropce w wszystkich atrybutach mentalnych, czyli: Percepcji, Inteligencji i Sprycie. To powinno odbić się na psychice Horacego, który dodatkowo wie, że Goratrix zasilił w ten sposób siebie.

Dodatkowo masz założony rozkaz (Dominacja), by nigdy więcej nie zdradzić Goratrixa.
Od teraz piszemy normalnie. Co robicie?

: 14 kwietnia 2017, 13:41
autor: Sigil
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.

Blask bijący od Czarodzieja zmusił Mordercę do zaciśnięcia powiek i odwrócenia głowy. Nie widział co tamten robi, słyszał jednak wyraźnie uderzenie krzesła o ścianę, upadek ciała na podłogę i słowa, wibrujące starożytną potęgą. Czuł strach Horacego tak wyraźnie, jak rekin wyczuwa w wodzie świeża krew. Instynktownie oblizał kły. Wściekłość Goratrixa była jak błyskawica, kreślona w mroku czerwienią ognia i światłem czystej mocy. Chwilami czuł też ból, przebijający jego gałki oczne, niczym dziesiątki rozjarzonych igieł, w miejscach, w których światło przesączało się przez zamknięte powieki.

A później światło zgasło. Pozostało tylko pochlipywanie leżącego na podłodze Nosferatu, milczenie pozostałych członków Koterii i zawieszone w powietrzu pytanie.

- Darshan zniknął - odpowiedział krótko, nie czekając, aż inni otrząsną się z szoku. - Użył tej księgi. Przypadkiem. Nie wiemy gdzie jest.

Z wewnętrznej kieszeni kurtki wyciągnął niewielkie zawiniątko. Rozpakował ostrożnie je, ukazując cienki i nieco pogięty wolumin. Wyprostował go nieco, uważając jednocześnie by nie dotknąć okładki bezpośrednio.

- To umożliwia przeniesienie się poza barierę - powiedział. - Ana la ożteeha laka, Efendi. Sayadaa Akramah... Yajeb an ożteeha laho. Hal tafhamiin?*

Podał książeczkę Goratrixowi. Mógł się założyć, że wiekowy Czarodziej wie, jak posługiwać się tego rodzaju artefaktami, nie fundując sobie przy tym wycieczki na drugą stronę globu.

- Powinieneś też wiedzieć, Efendi, że Gavin okazał się zdrajcą - kontynuował beznamiętnie. - Na mocy Kontraktu jego krew należy do mnie. Mektub. Oczywiście szanuję sojusznika mego Domu. Nie widzę więc problemu w tym, byś używał tego ciała, tak długo jak jest to konieczne. Chciałbym tylko później dostać je z powrotem. Chyba, że zechcesz odkupić je już teraz. Jestem otwarty na propozycje. - błysnął zębami w uśmiechu. W zasadzie, jeśli chodziło o krew, to każda okazja była dobra do ubicia interesu.

- I ostatnia sprawa - dodał spoglądając na skuloną na dywanie postać Szczura i przekrzywiając lekko głowę - Horacy będzie się nadawał do czegokolwiek? Bo jeśli ma mu tak zostać, to lepiej skrócę jego męczarnie - palce Mordercy musnęły rękojeść khanjar.
Spoiler!
* Nie daję ci tego, Efendi. Mój mistrz Akramah... Muszę dać to jemu. Rozumiesz?

: 14 kwietnia 2017, 13:44
autor: Frater_Terry
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993, po radosnych występach Goratrixa.

Wszystko stało się tak nagle, Terry początkowo bez zrozumienia śledził rozwój wypadków, lecz kiedy czarodziej położył dłoń na głowie Nosferatu, dokładnie widział co się stało. Nie spodziewał się takiego okrucieństwa ze strony Goratrixa, nie wiedzieć czemu przez chwilę pomyślał nawet, że czarodziej im sprzyja... Bieżące wydarzenia jednak szybko przypomniały mu z kim mają do czynienia, a potwór znany mu dotąd tylko z legend, wszedł między nich i bez pohamowania zaatakował jednego z nich. Na oczach ich ochroniarza, którego przestawił na bok niczym piona na szachownicy.

Kiedy czarodziej wymierzył swą karę i odstąpił od swej ofiary, Terry natychmiast znalazł się przy Horacym. Zanim jednak zanim podbiegł do rzuconego niczym szmaciana kukła Nosferatu, Łowca zdążył zadać swoje pytanie. Malkavian spojrzał tylko na niego, ale pamiętając z kim tak właściwie rozmawia, nie wdawał się w zbędne dyskusje i skwitował sprawę, krótkim acz stanowczym:

- NIE!

Z troską pomógł Horacemu przyjąć pozycję siedzącą, przez cały czas bacznie obserwując towarzysza. Próbował nawiązać z nim kontakt wzrokowy, jednak spojrzenie Nosferatu pozostawało nieobecne. Nie bardzo wiedząc co robić, zaczął mamrotać pod nosem, trochę do siebie, a trochę do Horacego.

- Nie martw się, Horacy. Już po wszystkim. Nie musisz się już bać. Ten potwór wyrwał ci fragment duszy. Zeżarł ją, by swą moc odnowić. Możesz teraz czuć się jakby świat ci się zawalił, ale to przejdzie. Najważniejsze, żebyś nie poddał się rozpaczy. Jestem tu i mogę ci pomóc. Kapłanem jestem, pamiętasz? Specjalistą od spraw duszy, że tak powiem. Pomogę ci zagoić twoje rany i staniesz wtedy silniejszy i odrodzony. Nie przejmuj się, Horacy. Jestem tu. Nie wiem czy wiesz, nigdy ci tego nie powiedziałem, ale zależy mi na tobie. Nam wszystkim, na swój sposób. Nie poddawaj się. Musimy jeszcze znaleźć mordercę Czerwonego Mędrca. Jeszcze wszystko przed nami. Wiesz, mam taką modlitwę, dobra na ranną duszę, chcesz, to cię nauczę...

- Zostaw mnie proszę Terry - powiedział lezący bez ruchu Horacy. - Już za późno, ten sukinsyn zabrał mi cały musk (sic). Jedyne co możesz zrobić to jak kiedyś go spotkasz możesz go w moim imieniu zapytać go, czy mi go kiedyś odda.Czy to w ogóle możliwe. No bo... jak bez mózgu robić mam rzeźby? Teraz będą na żenującym poziomie, jak te Toreadorów. Chlip, chlip... A teraz pozwól mi tu poleżeć.

Terry'ego zaskoczyła nieco ta odpowiedź. Nosferatu, ten konkretny Nosferatu, kojarzył mu się z karaluchem, a te umiały przetrwać wszystko. Tylko dlaczego akurat ich karaluchowi zabrakło woli do walki?

- Nie, mój drogi. To nie jest czas, żeby się poddawać. No dalej, podnieś się. - mamrotał Terry, nie zwracając szczególnej uwagi na opór Horacego. - Wiem, że jest ci ciężko, ale nie trać wiary. Ja dopiero co straciłem mistrza i przyjaciela, ale wiem, że nie mogę się poddać rozpaczy. Ty też nie powinieneś. Z pewnością udało ci się nieraz przetrwać gorsze opały. Spójrz na to jak na próbę na swojej ścieżce. Możesz leżeć tu aż zapadniesz w letarg, albo możesz wstać i doprowadzić tę sprawę do końca. Możesz paść, tak jak chciałby tego Goratrix, albo podnieść się i pokazać mu, że jest w tobie więcej siły niż się temu potworowi wydaje. Horacy, proszę...
Terry nie ma w planach zostawić Horacego w spokoju. Nie będzie nim szarpał, ale nie przestanie go podnosić.
Spoiler!
MG, a Goratrix chuj dalej tam stoi? Bo w sumie coś tam na niego zacząłem bluzgać nieśmiało... Plus poproszę o testa odpowiedniego, bo chcę dotrzeć do Horacego a on się stawia.
OD MG:
Terry wyrzuca 3 sukcesy (ST:8) na zebranie do kupy Nosferatu. Powstać Horacego powinna opanować czarne emocje w przeciągu następnych pięciu minut. Zakładam, że przez ten czas Terry rozmawia z Horacym.
Horacy powoli podniósł się do pozycji pionowej, smarknął. Najpierw przez palce potem otarł nos jakimś kawałkiem zmiętej i mocno sklejonej jedwabnej chusteczki, która wpierw wyprostował z trudem. Powoli zbierał się do kupy.

: 18 kwietnia 2017, 09:55
autor: Zin-Carla
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993

Lasombra obserwowała Goratrixa z mieszanką przerażenia i zafascynowania. Z jej zamiłowaniem do tajemnych sztuk i dawnych sekretów to, co miała przed swoimi oczami choć było nieludzkie do granic, nie mogła powstrzymać drżenia ekscytacji. Czytała w starych księgach o podobnych zdolnościach lecz były one przypisywane niemal mitycznym istotą. Choć gdyby o tym pomyśleć, Goratrix był jedną z nich. Wiedziała, że Horacy nie stracił ani krwi, nie został zmanipulowany dominacja, to było coś innego.. coś bardziej esencjonalnego, jakby... cześć świadomości Szczura została wchłonięta przez tego niewątpliwego Mistrza w swej sztuce, potwora poza granicami jej pojęcia... Zapatrzona, w transie, z podziwem i ze strachem w ciszy obserwowała błyskające magiczne symbole. Dopiero gdy Nosferatu padł na ziemie otrząsnęła się jakby ze snu.

Teraz już wiedziała.. Goratrix nie był ich przyjacielem nawet w najmniejszym tego słowa znaczeniu. Może łudziła się wcześniej, że ma do nich sympatie z jakiegoś powodu... ale teraz była pewna, że przywiodły go do nich tylko jego własne, egoistyczne pobudki. Wiedziała też, że nie mają żadnych środków by się mu przeciwstawić, jednak nie mogła pozwolić by robił z nimi to co chciał.

Podeszła do Szczura sprawdzając jak się czuje, gdy Terry w tym czasie próbował go wyrwać z mentalnego letargu. Nic nie mogła dla niego zrobić, oprócz wsparcia, które ojczulek dawał mu z takim zaangażowaniem. Ścisnęła go tylko za ramię i pomogła wstać odwracając się do Goratrixa:

- Rozumiem twój gniew za sytuację z Gawinem, Mistrzu pradawnych sztuk, także twój stosunek do Camarilli i jej metod... - próbowała opanować swój głos by brzmieć spokojnie i dostojnie po mimo niebezpieczeństwa i delikatności sytuacji - Wiem, że masz nad nami przewagę we wszystkim i choć nie mam środków by ci się przeciwstawić... nie pochwalam ani nie życzę sobie traktowania członków koterii w taki sposób... szczególnie w domu Reda. Mam nadzieje, że uszanujesz w przyszłości jego wolę i wybór jego spadkobierców... i nie będę musiała oglądać czegoś takiego... ponownie z żadnej perspektywy... - mówiąc to spojrzała się jeszcze raz badawczo na Horacego, sprawdzając jak się czuje. Z każdym kolejnym zdaniem było słychać w jej głosie coraz więcej gniewu.

- Horacy i jego postawa nie zawsze jest tym, co sama bym podziwiała... wierz mi. Wybrał by być, kim jest. Ale szanuje go jako część koterii.

Po tych słowach podeszła do Assamity i cicho, z nadzieją, że ich już nie tak chciany gość nie będzie się zbytnio interesował tym co mówi, zaczęła

- Namtarze, nie wnikam w sprawy twoje ani twojego klanu i tego czemu Goratrix jest w to zamieszany tak długo, jak nie wpływa to na naszą misję. Ale muszę o coś cię prosić ... chciałabym abyś oddalił się gdzieś, gdy wejdą tu ludzie Democritusa lub pozostał za zasięgiem ich wzroku i wyczucia. Nie chodzi o to, że ci nie ufam. Lub też nie chce żebyś słuchał naszej rozmowy z nimi. Chodzi o to... że ... prawdopodobnie będziemy musieli czasami nagiąć prawdę... która dla ciebie jest wartością. Wiem, że ty nie okłamiesz nikogo, zapytany, nie będziesz mógł odpowiedzieć lub postawi cię to w ... trudnej sytuacji. I może nas to pogrążyć... mimo wszystko, szczerość twych słów, jak wiesz w naszym świecie... to nie zawsze jest najlepsza opcja. Będzie lepiej jeśli tylko my będziemy... aktywnymi uczestnikami tego spotkania. Mam nadzieje, że mnie rozumiesz...?

Spojrzała się na ochroniarza, szukając zrozumienia...

- Przyjąłem - skinął głową Assamita - Ma fi mushkila.* Lepiej bym nie gadał z Niewiernymi. Będę w cieniach. Blisko.



* arab. Nie ma problemu.

: 18 kwietnia 2017, 21:51
autor: 8art
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.

Brujah wiedział co Goratrix zrobił Nosferatu. Był w stanie dokładnie sprecyzować wymiar szkód jakie poniosło ego Horacego. I domyślał się też, co powinien z tym zrobić. Nie myślał jednak teraz o tym. Nie w obecności Tremere, który, jeśli wziąść pod uwagę brane już wczesniej przez Wellingotna opcje, z wielkim prawdopodobieństwem mógł czytać myśli innych. Dlatego też skupił myśli na innych sprawach, kryjąc swój pomysł w medytacyjnej kontemplacji i analizie.

Zdziwiła go początkowo reakcja Goratrixa. Myślał, że Czarodziej wymusi na Szczurze przysługę, ale szybko uznał, że Sabatnik o tak wielkiej potędze nie potrzebuje niczego od Horacego, szczególnie jeśli potrafi sondować umysły. W istocie mordując Nosferatu, lub ordynarny sposób czyniąc z nie go swego poddanego wmieszałby się w testament Artahasisa. Bernard wiedział jaką estymą był darzony jego Pradziad, zarówno w kręgach Camarilli jak i Sabatu. Wyglądało, że nawet sam Goratrix musiał, lub chciał się liczyć ze spuścizną po Czerwonym Mędrcu. Mógłby stracić społecznie, jeśli okazałoby się, że nie odbarzył szacunkiem ostatniej woli Prawdziwego Brujaha.

Z drugiej strony nie dało się zauważyć jak Tremere rozstawia swoje szachy. Mógł wcześniej wymusić ciało Gavina, ale poprosił o drobną przysługę. Przesunął Namtara tylko dlatego, że zasłaniał mu Horacego. To był gracz dużego formatu. Jeden z tych, którzy grają pierwsze skrzypce w skomplikowanej grze w Charleston.

Użycie ciała Gavina też stanowiło dla Brujaha zagadkę, o której chciał porozmawiać z Horacym, który zdaje się miał pełen wgląd w sytuację z Ravnosem. Czarodziej bardzo lakonicznie w porównaniu z innymi jego opisami przedstawił spotkanie z ludźmi księcia. Szybko też zanotował w pamięci, że będzie musiał wypytać Nosferatu o pewne szczegóły, bo miał zbyt mało danych do analizy. Wszystko jednak wskazywało, że Gavin nie przypadkiem znalazł się w rękach starego lisa.

Bernard rozważał równocześnie inny aspekt. Goratrix wiedział napewno sporo o Artahasisie i mogło to rzutować na samego Wellingtona. Podjął szybko skalkulowaną decyzję, że musi przy najbliższej okazji porozmawiać z Lasombrą i Malkavianem.

Na razie oczekiwał, że uwaga Tremere za chwilę skupi się na progeniturze Red Wisdoma. Nie wypadało mu jednak uchybiać etykiecie i odzywać nie pytanym.

Wrodzony lekarski dryg podpowiadał aby zająć się Horacym, logika jednak doradzała, żeby lepiej jeszcze przez chwilę nie skupiać się na Szczurze, tym bardziej że empiryczna diagnoza nie wskazywała na fizyczne obrażenia. Bernard nie chciał zdradzać się ze swoimi intencjami co do Horacego. Zadanie ułatwili nieco Terry i Victoria szybko zbliżając się do Nosferatu. BJ ograniczył się jedynie do wymownego stanięcia za Victorią, które miało być czytelnym sygnałem, że Brujah w pełni zgadza się z jej słowami skierowanymi do Goratrixa

Za chwilę mieli się tu pojawić przedstawiciele Democtritusa, co mogło postawić Wellingotna w nieco niezręcznej sytuacji, gdyż planował samemu przedstwić się księciu, zamiast zostać tu odnaleziony. Sytuację mógł utrudnić fakt, że nowi goście prawdopodobnie przybyli tu w pogoni za Gavinem. Dodatkowy wampir w domenie, który choć zjawił się tu zaledwie pięćdziesiąt dwie minuty wcześniej, zważywszy na okoliczności mół znaleźć się w niezręcznej sytuacji.

: 22 kwietnia 2017, 21:02
autor: lightstorm
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.

Goratrix przyjrzał się księdze, którą podał mu Namtar, po czym zamknął na chwilę oczy. Jego twarz drgnęła, jakby Tremere poczuł coś niezwykłego. Gdy podniósł powieki, powiedział:

- Księga jest bezużyteczna. Jej moc została wyczerpana przez tego głupca i nieuka wychowanego w dziczy. To Ravnoskie nasienie nie miało pojęcia jak wykorzystać jej możliwości - rzekł z pogardą.

Oddał księgę Assamicie słuchając wywodu na temat Gavina i obecnej sytuacji w jakiej się znalazł. Tym razem Goratrix nie wyglądał już na miłego, pomocnego Czarodzieja. Namtar zauważył, że słowa jakie wypowiedział, nie były tymi, jakie stary Tremere chciał usłyszeć.

- A więc mam ciało złodziejskiego zdrajcy... Jak rozumiem Darshan, który jest teraz w Indiach też jest zdrajcą, gdyż porzucił swoje zadanie, jakie zlecił mu Tabah Mufazzal. Widzisz Namtarze, mam nieodparte wrażenie, że podobnie jak każdy Ravnoski złodziejski śmieć, sługus Tabaha sprzeda wrogom Red'a informacje, które zebrał przez ostatnie dni...

Wtem wtrąciła się Victoria, przerywając wypowiedź Czarodzieja. Goratrix odwrócił głowę, słuchając co ma do powiedzenia liderka koterii.

- O cóż te próżne żale? - odpowiedział nie kryjąc drwiny - Nie zabiłem tego karalucha, a mogłem. Sprawiłoby mi to nawet pewną przyjemność. Tak więc moja droga, racz docenić to, iż zdołałem się powstrzymać. - uśmiechnął się, po czym podniósł palec wskazujący w powietrze.

- Żałośnie miało wiecie o złodziejaszkach wysłanych przez Tabaha, ale powinna was zaniepokoić informacja, że w przeszłości Tremerzy odprawili na Gavinie jeden bardziej paskudniejszych rytuałów. Od tamtej chwili Ravnos był bardzo podatny na moce Taumaturgii... To tłumaczyło tą dziwną reakcję jego ciała na odprawioną przeze mnie ceremonię... Zresztą to nieistotne... - przerwał wywód wiedząc, że czasu było coraz mniej.

- Wasza niewiedza zabiła Gavina. To ciało nie wytrzyma, gdy je opuszczę. Możecie pogratulować sobie i Tremerom. Gavin jest trupem. Za krew rozliczymy się później, Namtarze. Teraz wychodzę, nie chcę tracić waszego cennego czasu. Radzę wykorzystać go jednak i zastanowić się dlaczego Tabah Mufazzal nie zjawił się tutaj osobiście, tylko wysyłał swoich chłoptasiów.

Zamek w drzwiach od pokoju zazgrzytał otwierając wyjście na główny hall.

- Jeżeli komukolwiek zdradzicie, że jestem w Charleston... - w tym momencie Goratrix pierwszy raz spojrzał na Bernarda, jakby przez cały ten czas ignorował jego obecność. Na sekundę przerwał wypowiedź, jakby zastanawiając się nad dalszym doborem słów.

- ...wszyscy jesteście martwi. Zrobią to moi wrogowie. Żegnam - rzekł wychodząc z pomieszczenia.
Spoiler!
Pamiętacie dokładnie ostanie słowa Gavina:
"To mnie zabija..."

Powoli dociera do was fakt, że Gavin wiedział że to go zabije.
Goratrix opuści posiadłość w trybie pilnym.

: 23 kwietnia 2017, 18:50
autor: Frater_Terry
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993, szok poGoratrixowy.

- Wspaniale! - wrzasnął niespodzianie Terry, wyrzucając przy tym ramiona ku górze. - Co jeszcze może uświetnić nam ten bajeczny wieczór?

Zawarczał. Rzadko sobie na to pozwalał, jednak nadmiar wrażeń mocno zaczynał mu się dawać we znaki. Nie trzeba było na niego patrzeć, by zauważyć jego zdenerwowanie. Nie mógł ustać w miejscu ni rozluźnić dłoni. Był oburzony do granic możliwości zachowaniem starego czarodzieja i pogardą, z jaką ich wszystkich okłamał. Jeszcze bardziej był wściekły na swoją niemoc, w obliczy prastarego Sabbatnika. I strach który wiązał ostre słowa prawdy przed wydostaniem się z jego gardła.

Czuł się jakby za chwilę miał się popłakać. Ponownie tego jakże wciąż młodego wieczoru. Nadmiar emocji nie pozwalał mu myśleć. Potrzebował wyrzucić to z siebie i potrzebował zrobić to teraz. Jego spojrzenie splotło się ze spojrzeniem Czarnej Victorii i cała jego agresja wylała się wprost na nią.

- Nie chcę być jednym z tych, co to mówią "a nie mówiłem", ale z wami nie można inaczej. Za każdym razem jak próbuję was przed czymś przestrzec, ignorujecie mnie. Mówiłem, że Goratrixowi nie można ufać i że tak to się skończy. Byliście mądrzejsi i teraz mamy Horacego, który został tak strasznie raniony, martwego Gavina i zmierzających tu gości na głowie. Kiedy do was dotrze, że w rozgrywkach starszych zawsze będziecie pionkami, które można poświęcić? I że zawsze będziecie poświęceni, jak tylko przestaniecie być użyteczni?

Malkavian nie przerywał kontaktu wzrokowego z LaSombra, zrobił jednak krótką pauzę. Jego dłonie rytmicznie zaciskały się w pieści. Kiedy odezwał się ponownie, jego ton był równie ostry co słowa.

- Knujecie sobie w tych zdjętych żądzą mocy główkach, jak wykorzystać ich do własnych celów. Jak uszczypnąć swoją dolę z ich posunięć. Jesteście dalece bardziej szaleni niż ja. A oto efekty waszego minijyhadu, wariaci. Nie wiem co daje wam prawo takich decyzji, ale Gavin zdecydowanie na to nie zasługiwał. Chcieliście się układać z Goratrixem Zdrajcą. Macie swoje profity...

Słowa się skończyły, pozostawiając za sobą milczenie, którego niezręczność rosła z każdą kolejną sekundą, gdy Terry patrzył w ciemne oczy Mrocznej Pani. To właśnie ta cisza pozwoliła mu dostrzec co właśnie zrobił. Owszem, czuł się znacznie lepiej, a całe napięcie miażdżące jeszcze chwilę temu jego pierś gdzieś znikło. Ale to, w jaki sposób to osiągnął, sprawiło, że pełen winy spuścił spojrzenie.

Bez słowa odwrócił się i odszedł w kąt, gdzie skulił się i pogrążył w cicho szeleszczącej modlitwie.

: 25 kwietnia 2017, 16:59
autor: 8art
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.

Spojrzenie Goratrixa na Brujaha zdawało się wielce wymowne. BJ był przekonany, że Tremere chciał powiedzieć coś innego, dopóki nie przeanalizował konotacji wiążących się z pojawieniem nowego dodatku w koterii Artahasisa. A jeśli wziąść pod uwagę, że ten nabytek był progenitury samego Czerwonego Mędrca, to musiało dla starego wampira zmieniać wiele. Wellington nie wiedzia jak dużo i pewnie nie dane mu będzie się w tym zorientować. Szansa na przejrzenie planów kogoś tak chytrego była bardzo nikła. Tak samo nikła, jak infatylna wiara koterii, że uda się wykorzystać Goratrixa dla swoich celów.

Nie sposób było się Bernardowi nie zgodzić z mądrością płynącą z ust Szaleńca. Terry wyłożył kawę na ławę, ale Brujah oceniał, że nie uda się teraz łatwo zbyć Tremere. Mógł teraz łatwo manipulować koterią, po tym jak sprowadził do domeny Artahasisa pogoń Camarilli, tym bardziej, po szantażu jakiego się dopuścił. Cięzko będzie się wytłumaczyć z zaistniałej sytuacji. Będzie można tylko brnąć w kłamstwa, bo prawda nie mogła wyjść na jaw.

Upłynęło ponad sześćdziesiąt sekund od momentu gdy zniknął Goratrix i Bernard uznał, że już będzie bezpiecznie wprowadzić swój plan w życie. Zdumiewająco szybko, tak jakby miał czasu, doskoczył do Nosferatu. Delikatnie ujął i podniósł jego podbródek. Spojrzał Horacemu głęboko w oczy aby przekonąc się, czy ma rację. Po chwili rzekł pewny siebie:

- Horacy, chodź ze mną do Sanktuarium. W tej chwili mogę z sześćdziesięcio ośmio procentową szansą naprawić szkody jakie wyrządził Tremere, niemniej jednak czas działa na naszą niekorzyść. Po za tym, zważywszy na okoliczności w jakich zjawiają się tu poplecznicy Demotricusa, wolałbym nie dolewać oliwy do ognia swoją niezapowiedzianą obecnością. Jeszcze nie miałem okazji przedstawić się Księciu. - zrobił kórtką pauże, po czym dodał jakby usprawiedliwijąc się: - Jestem w Charleston od zaledwie pięćdziesiąt trzech minut.
Jeśli to mozliwe, to chciałbym sprawdzić, co z Gavinem, czy już odszedł na dobre, czy da się jeszcze uratować Ravnosa. Oczywiście w w związku z sytuacją jaka zaszła ochrona Ravnosa jest raczej niemożliwa, ale tak to BJ miałby materiał do teoretycznych rozważań.

: 25 kwietnia 2017, 23:30
autor: Suriel
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.

Na Horacego słowa BJa zadziałały piorunująco.

- Naprawić szkody? - wyprostował się w jednej chwili i szybkim krokiem ruszył do sanktuarium. Nie bardzo się wprawdzie łudził mocą krwi Red Wisodoma, które w porównaniu do mocy taumaturgi Goratrixa były jak pomyje do solidnej zupy ale uznał, że skoro jest cień szansy albo chociaż cień cienia należy ją wykorzystać.

Bo w sumie to co mi zostało, będę tak chodził z jedną półkula mózgu? Przecie to niedorzeczność.

Nie oglądając się na modlącego Terrego i zamyśloną Victorię ruszył pędem do sanktuarium trajkocząc przy tym najlepsze jakby BJ był odo wieków jego najlepszym znajomym. Wyprzedzał czasem Brujaha by otworzyć mu każde napotkane drzwi, na wypadek gdyby BJ zapomniał drogi we własnym domu.

- No o i tak, też myślę że w sanktuarium będzie mi teraz lepiej, Podkuruję się, odpocznę, przemyślę temat czy dwa. Najlepiej spokoju i w ciszy gdy nikt nic nie mówi... - trajkotał bezustannie - albowiem jak to mówią, umysł żywi się ciszą nocy. No to niechże sobie opierdoli co nieco, niech się podkuruje. A jakże. A ten G. to mnie przeraził strasznie, ci powiem, jeszcze cały dygocę . W środku znaczy się. No i po co to było, po co te całe nerwowe ruchy z jego strony się pytam? Może faktycznie troszkę i niechcący go przechujaliśmy z Ravnosem ale żeby tak od razu zabierać połowę mózgu? Przecież to był przypadek, przysięgam na matkę. - to zdanie jednak nawet jemu wydało się mało wiarygodne - Na matkę... Goratrixa przysięgam.

: 26 kwietnia 2017, 12:10
autor: Sigil
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.

- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że jeśli uszkodzisz go w jakiś sposób, będę musiał cię zabić? - rzucił Morderca do Bernarda w swym profesjonalnym, beznamiętnym stylu.

Wydawało się zresztą, iż potraktował tą wypowiedź jedynie jako obowiązek, związany z przekazaniem informacji. Zwyczajową groźbę wynikającą z pełnionej funkcji - nic więcej, gdyż wypowiedzi brakowało błysku zębów i tego szczególnego tonu obietnicy, którego Łowca zwykle sobie nie odmawiał.

Poczekał, aż Horacy wraz z Brujahem znikną w głębi domu po czy odezwał się, kierując swe słowa do pozostałej dwójki, całkowicie ignorując przy tym wzburzenie ojczulka:

- Dobrze, żeby Horacy też nie rozmawiał z ludźmi Amira. On nie szanuje słów i gada zbyt wiele. Mógłby sprowadzić na was kłopoty, zwłaszcza po tym co zrobił mu Goratrix.

Zamilkł na chwilę, zastanawiając się czy coś dodać:

- Myślę, że tamci będą pytać gdzie jest Szczur i Darshan - rzekł po chwili. - Lepiej pomyślcie, co im odpowiedzieć. Jakby były problemy, wykończę ich, ale to utrudni nam działanie w tym mieście. Jest tu zbyt wielu potężnych Kuffrów. Źle, że nie dogadaliśmy się z Goratrixem, wallah. Musimy jechać na ziemię Sabatu. Mógł nam pomóc. Ale widocznie tak miało być. Mektub - wzruszył ramionami.

- Poza tym nie ma sensu przejmować się Gavinem. I tak bym go zabił - dodał spokojnie, spoglądając na Terrego - Oszust zyskał na tym. Ominie go diabolizacja.

Wyszczerzył zęby, najwyraźniej uznając tą uwagę za dość zabawną, po czym odwrócił się, dając tym samym znak, że uważa swą wypowiedź za zakończoną. Spokojnym krokiem podszedł do zamocowanej przy wejściu lampy i wykręcił z niej żarówkę.
Wykręcam kilka żarówek na piętrze - przede neutralizując wszystkim główne źródła światła. Zostawiam kilka lamp bocznych, tak, by inni mogli sobie radzić. Podobnie robię na parterze - przede wszystkim na korytarzu ii w głównych pokojach.
Żarówki zostają oczywiście na miejscach, wykręcam je tylko na tyle, by nie działały.

: 04 maja 2017, 00:40
autor: Zin-Carla
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.

Viktoria z nadzieją przyjęła oświadczenie Brujaha o pomocy Szczurowi. Nie miała zupełnie pojęcia, jak BJ zamierza odbudować zdolności intelektualne Horacego, ale już nie zadawała pytań.

- Namtar ma rację - powiedziała na głos, patrząc się na rozmodlonego Terrego. Postanowiła nie reagować na jego wystąpienie... wiedziała, że nadmiar wydarzeń nie służy duchownemu. Potrafiła to zrozumieć. Nie była jednak w bardzo współczującym nastroju. Teraz potrzebowali szybko wymyślić jak zareagować w obecności ludzi księcia.

- Najlepiej będzie jeżeli my porozmawiamy z komitetem powitalnym księcia. Nie wiem w prawdzie jak wytłumaczyć nieobecność Darshana. Jeśli powiemy im, że nie wiemy... nasza pozycja w ich oczach będzie marnie wyglądać.. Mamy koterię i nie wiemy co robi połowa jej członków... Można zawsze powiedzieć, że rozdzieliliśmy się i reszta pojechała zrobić coś gdzieś indziej w sprawie śledztwa.. nie wiem w prawdzie czy ktoś nam uwierzy... Myślę, że książę nie przyśle tu byle kogo.. Myślę, że musimy być ostrożni z używaniem dyscyplin.. może to być przyjęte również za zniewagę lub znak, że mamy coś do ukrycia. Najlepiej byłoby wymyślić jakąś prostą i wiarygodną historyjkę... w taki sposób by wciąż była prawdą gdy ktoś radośnie zechce nam przetrzepać umysł. Musimy ich przyjąć, jakbyśmy nic nie mieli do ukrycia... jedynie martwi mnie powód - Gavin - jak wyjaśnimy jego ponowne pojawienie się? Możemy przyjąć, że jest poza koterią bo został zastąpiony przez Darshana. Dlaczego więc był w naszym domu? Sprawy klanowe? Nie zastał jednak swojego pobratymca i poszedł.. to brzmi trywialnie ale cóż innego można wymyślić, jak nie zasłaniać się sprawami ich klanu, o których nam nie wiadomo? Może musimy poudawać idiotów większych niż jesteśmy? Uśpić czujność... - Viktoria dywagowała tak przez chwilę, próbując znaleźć jakiś punkt zaczepienia i włączyć do niego Terrego, który wydawał się tera być jej jedynym kompanem w nadchodzącej... "rozmowie"...

: 06 maja 2017, 11:59
autor: Frater_Terry
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993, przed wizytą niechcianych gości.

Terry powoli przeżegnał się, sygnalizując tym koniec swej krótkiej i niestety niespokojnej modlitwy. Wstał i odwrócił się w kierunku Czarnej Victorii. Równie powoli.

W pierwszej chwili chciał na nią nakrzyczeć. Jednak teraz, kiedy patrzył w jej oczy, chęć ta przeminęła. Nie zawsze traktował ją z należytym szacunkiem, a mimo wszystko, Mroczna Pani potrafiła im w odpowiedniej chwili przypomnieć, że to ona tu wydaje polecenia. Tak jakby. Ostatnio zrobiła to kilka razy, co w tej akurat chwili oszczędziło jej oglądania rozgoryczonego, podskakującego w nerwach Malkaviana.

To i treść jej rozmyślań. Tym razem bowiem jej słowa zmartwiły go, bardziej niż zdenerwowały. Odezwał się, ważąc słowa tak, by nie były zbyt ciężkie, ale żeby mimo wszystko miały swoją wagę.

- Nie słuchałaś niczego z tego co powiedziałem. Dalej chcesz prowadzić z nimi tę grę pozorów, która nie przynosi niczego poza ich zyskiem a naszą stratą. Ale niech tak będzie. Stanę u twego boku, bo tak jak wspomniałaś jesteśmy obecnie jedynymi osobami które mogą lub powinny to zrobić. Wiedz jednak, że nie będę kłamał, więc proponuję w te kilka chwil które nam pozostały ustalić wersję, która nie będzie tego kłamstwa nieść. - powiedział poważnie, po czym dodał: - A co do udawania idiotów, wcale nie jestem taki pewien, czy musimy udawać.

Uśmiechnął się obłąkańczo na koniec swojej wypowiedzi i do LaSombra. Był wciąż zły i wciąż ta noc niosła wraz z sobą zbyt wiele emocji.

Nie było jednak czasu i wiedział o tym. Szybko zniknął z twarzy uśmiech i zastąpił go słowami.

- Gavin był poza miastem, nie wiemy jakie cele przywiodły go z powrotem. Darshan udał się w jakąś odległą lokację i na razie nie mamy od niego znaku życia. My zaś jesteśmy zobowiązani ostatnią wolą AtraHasisa by wyśledzić jego zabójcę i nie mamy czasu na wizyty u księcia. Wiem, że to zakrawa o kłamstwo, ale jeśli posiada się te elementy układanki którymi my dysponujemy, wszystko to jest prawdą. Sanktuarium nie leży w Charleston, nie mamy pojęcia jakie są cele Goratrixa, Darshan jest daleko i się nie odezwał póki co. Trochę mnie martwi sprawa ukrywania Bernarda, ale na ten problem jeszcze przyjdzie czas. Co pominąłem?

- Terry - Viktoria spojrzała się ze skupieniem i spokojem w oczach w stronę wciąż rozdrażnionego Malkavianina, - Wiem co mówiłeś. Tak, plan pomocy Goratrixowi w zamian być może pomoc w przedostaniu się na tereny Sabbatu nie zadziałał. Idę wierze była dobra, ale Goratrix jest kim jest. Teraz to wiemy. Może za bardzo miałam nadzieje, że nie jest aż tak zepsuty w środku... Myliłam się. Miałeś rację.

Terry zachował spokój, sporym jednak kosztem. Chciał jej wykrzyczeć w twarz, że oczywiście, że się myliła. Ugryzł się w porę w język. Mimo wszystko, byli w tej samej sytuacji na skutek pojawienia się Czarodzieja. No i wciąż Czarna Victorria była Liderem Koterii Reda. Słuchał więc dalej jej słów, nie pozwalając by złość zmąciła jego uwagę. Mroczna Pani kontynuowała.

- Zgadzam się na jak najmniejsze szkody wyrządzone prawdzie w nadchodzącej rozmowie. Jeśli ktoś będzie nam w miedzy czasie skanował myśli, im bliżej będziemy prawdy tym lepiej. Prawdą jest, że Darshan udał się w daleka nieznaną lokację i nie mamy z nim kontaktu. Udał się tam w celach własnych. Gavin był w Sanktuarium poza miastem, jak rzekłeś. O Bernardzie wydaje się nikt nie wie, bo i jak? Na razie był tylko w domu Reda i nie wychodził z niego. Miejmy nadzieje... - urwała, jakby zastanawiając się nad czymś jeszcze.

- Co z Horacym? Jest poza miastem w osobistej sprawie, o której za dużo nie wiemy? Jest w Sanktuarium i nie wiemy jak ma zamiar odzyskać swoje władze mentalne... - dodała po chwili.

Terry pokręcił głową na jej słowa. Wyglądał, jakby miał zbesztać wszystko co właśnie zostało powiedziane. Na szczęście, tylko tak wyglądał.

- Nie zapominaj, że ten dom to twoja Domena i twoje zasady. Jeśli zaznaczysz od wejścia ze używanie tu dyscyplin potraktujemy jak atak na nas i szkodzenie naszemu dochodzeniu, to powinno załatwić sprawę. - powiedział z pełnym przekonaniem. - Co do Horacego, jest poza Charleston, w sprawach związanych z dochodzeniem. Bo z tego nie musimy się tłumaczyć, a poprawa jego stanu jest jak najbardziej w interesie naszego śledztwa. Możemy też dodać, że wiemy na pewno, że wywiązał się z obietnicy usunięcia Gavina z miasta. Bo wiemy to. Na pewno.
Terry jest wyraźnie niezadowolony i poddenerwowany. Sprawiać może trochę wrażenie, że przestaje nad sobą w pełni panować.
Zin-Carla cooperation.

: 10 maja 2017, 21:39
autor: 8art
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.

BJ wyraźnie widział efekt rytuału Goratrixa. Zachowanie Szczura zmieniło się bardzo, a pamięć Bernarda podsuwała mu obrazy sielskiej, wiktoriańskiej wsi i jej mieszkańców czapkujących lordom.

Zachowuje się teraz jak ktoś z biednego plebsu, kto usłużnie oczekuje pensa za służbę. Ciekaw jestem w jakim stopniu jest to efekt rytuału, a w jakim stresu pourazowego. Czas pokazałby. Taka brutalna ingerencja mogła wywołać szok. To wysoce prawdopodobne. Już nawet klnie się na Czarodzieja.

Myśli Wellingtona przeszły na inny tor. Wampira nurtowały dość mgliste, w świetle tego co wiedział, wypowiedzi Goratrixa. Tylko Horacy mógł rzucić na to trochę światła:

- Przypadek powiadasz Horacy. Byłbyś tak życzliwy i przypomniał sobie, co też dokładnie powiedział o Gavinie Książę, gdy odwiedziliście go z Darshanem, bo Victoria przekazała mi tylko, że byliście u Demotricusa, natomiast nie znam szczegółów. To może być dość istotne.

Horacy nie przepadał za tym dziwnym uczuciem przenoszenia się do Sanktuarium. Zawsze wywoływało w nim jakieś dziwne uczucie niepokoju tak było i tym razem. Rozejrzał się po pomieszczeniu spoglądając na przedmioty i sarkofagi, od jakiegoś czasu coraz więcej osób ich nawiedzało i już nie był pewien czy i tu ktoś się nie pojawi lada moment.

- Jasne, że mogę ale czy nie mówiłeś że musimy się z czymś spieszyć? Jak tylko naprawisz mi głowę, opowiem ci wszystko ze szczegółami. Z pustą łepetyną, zawsze coś może uciec, no nie?

Bernard uznał, że warto zgodzić się z opinią Horacego. Bardziej dlatego, że wolał skupić się na trudnym zadaniu operowania niż zaprzątaniem sobie myśli Goratrixem i jego manipulacjami. Wiedział, że będzie go czekać niełatwe zadanie, toteż rozpraszanie się niepriorytetowymi kwestiami było przejawem nierozsądku.

- Niechaj tak będzie Horacy. Proszę cię, połóż się na katafalku, rozbierz się i zdejmij Maskę Tysiąca Twarzy. Nie sposób dokonać wstępnej obdukcji, jeśli nie będę widział twego prawdziwego oblicza. Potem zdecyduję o wyborze terapii.

Rozebrać się? Nosz kurw...

Konieczność znów pchała go do wykonania czegoś czego szczerze nienawidził. Wykonywał polecenie bez zwłoki jednak robił to wyraźnie niechętnie. Robił to tylko dlatego, że chciał odzyskać przynajmniej część swoich władz umysłowych choć szczerze wątpił w możliwości doktora.
Horacy zaczął się szamotać z ubraniem.

[center]Obrazek[/center]

Ułożył się na sarkofagu wygodnie i na koniec zrzucił Maskę Tysiąca Twarzy. Teraz dopiero poczuł się naprawdę nagi, ale Brujah nie zwracał na niego uwagi, bo skupiony był na rytuale otwierania dużej walizki wypełnionej medycznymi utensyliami. Brytyjczyk jeszcze nie wiedział jaką terapie zastosuje i póki co nastawiał się na zabieg chirurgiczny. Wyjął śnieżnobiały, wykonany z krwiofobicznego materiału fartuch i założył chirurgiczne rękawiczki. Kiedy lekarz zbliżył się wyciągając rękę do badania, Horacy szybkim ruchem złapał go za nadgarstek.

- Widziałem jak patrzyłeś na mnie doktorku. - Powiedział chłodno, stalowy zacisk dłoni oplótł nadgarstek w uścisku. - Uprzedzam, jak zaczniesz mnie gdzieś dotykać... gdzieś gdzie nie powinieneś, to urwiem ci tą witkę przy samym barku. Chrupnie jak sucha gałązka, wierz mi. - Nosferatu mówił tonem chłodnym, jakby już nie raz pozbawił kogoś w ten sposób ramienia.

Reakcja na Szczura nie zdziwiła go. Niejeden pacjent odczuwał dyskomfort na widok narzędzi chirurgicznych, który znajdywał swe ujście w różnych formach: strachu, agresji, czasem nawet ataku szału.

- Spokojnie Horacy. Nie mam czasu zajmować się teraz twoją cielesną przypadłością, która dotyka około sześć dziesiątych procenta Spokrewnionych. Zapewniam cię, że jest uleczalna, miałem już kilka podobnych przypadków, choć w twoim przypadku czas zabiegu i rekonwalescencji wahałby się w przedziale od stusześćdziesięciu do pięćciuset godzin.

Brujah w ciszy przyjrzał się dokładnie głowie Nosferatu, odszedł po chwili do walizki i odchrząknął:

- Chciałem początkowo usunąć efekt rytuału za pomocą zabiegu chirurgicznego, ale stracilibyśmy około stosiedemdziesiąt godzin, czyli wziąwszy pod uwagę efekt Sanktuarium - siedemnaście godzin czasu realnego. Domena mego pradziada daje mi jednak unikatowe możliwości, z których ze względu na brak czasu chętnie skorzystam. Przywrócę twoje ciało do stanu z przeszłości. Muszę jednak zadać ci Horacy jedno bardzo istotne pytanie, bo nie chce pogorszyć twojego stanu: Czy w przeciągu ostatniej dekady ktoś stabilizował lub leczył twój syndrom Post Mortem Putridus - po czym, dodał po chwili, nie będąc pewien czy łacińska nazwa będzie zrozumiała dla pacjenta: - Mam na myśli stan powodujący postępujące procesy gnilne twego ciała.

- Nie, nie... przynajmniej nie celowo. Był takie jedno zajście sprzed dwóch nocy ale czy to takie ważne? A dlaczego w ogóle o to pytasz? I co masz na myśli mówiąc, że pogorszył byś stan. Ten zabieg to niby jak ma wyglądać?

Ten konował mnie wykończy. Mówi gładko o usunięciu mojej choroby jakby to było w ogóle możliwe dla kogoś o jego umiejętnościach. Bardzo chciałbym w to wierzyć ale uważaj Horacy, nie daj się tak łatwo złapać w sieć słów kogoś spoza koterii.

Nosferatu starał się nie patrzeć na otwartą torbę gdzie widoczne były ostrza skalpeli, strzykawki i inne elementy niekoniecznie dobrze kojarzące się Horacemu. Skupił więc wzrok na rękach doktora czujnie śledząc każdy ruch.

- Wiesz, myślę, że jakby zobaczył nas tu teraz Namtar... cóż te opowieści o szalonych naukowcach robiących eksperymenty... krótko mówiąc, cokolwiek planujesz zrobić, zrób szybko, jak wejdzie nie wiadomo czy mu... nie odjebie. Czy myślisz jak inni? To znaczy, że naprawdę da się go w jakiś sposób kontrolować? Bo myślę, że nawet jakbyśmy pomogli mu pozabijać sługi samego justycjariusza Camarilli to nic to nie zmieni. No, przynajmniej nie dla niego, dla nas smrodek zostanie, przeszkadza ci to?

Brujah nie przejmował się złowieszczą wizją Nosferatu. Bardziej ciekawił go dość dziwny punkt widzenia Szczura w stosunku do Namtara.

Kontrolować Syna Tiamat? To zbyt proste. Tak proste, że jest to bronią obusieczną, póki co wykorzystywaną częściej przez tych którzy nie sprzyjają koterii niż przez wybrańców Artahasisa. Bernardzie skup się lepiej na Pocałunku Lachesis, niż próżnych rozważaniach... - Szybko poprawił się. Starał się skupić na czynności jaką zaraz miał wykonać, choć gadanie Szczura w tym nie pomagało. Grzecznie zwrócił do pacjenta:

- Pozwól Horacy, że odpowiem wyczerpująco na twoje pytania po zabiegu. Wszystko potrwa nie długo i nie powinieneś czuć podczas zabiegu żadnego dyskomfortu. Jeśli dwie noce temu doszło do ingerencji w twój syndrom PST, to nie widzę sensu w zbędne ryzykowanie i próbę cofnięcia ciała do stanu sprzed lat. Proszę cię teraz o chwilę ciszy.

Brujah zamknął oczy i sekundę później przesunął szybko otwartą dłonią kilka centymetrów od twarzy Nosferatu. Horacy dostrzegł, gdy tylko dłoń lekarza odsłoniła mu widok, że z małżowin Brujaha ciekną dwie stróżki krwi spływając po białym fartuchu na posadzkę Sanktuarium, a na skroniach Bernarda wykwitły dwa ogromne krwiaki, tak że białko lewego oka zaszło całe szkarłatem, nadając wampirowi nieco makabrycznego wyglądu.

- Możesz się ubrać Horacy. Udało się. - Oznajmił spokojnie ku zdziwieniu Nosferatu. Horacy nie poczuł się bowiem w jakiś szczególny sposób lepszy niż był. Jednak... jednak jakieś drobiny wewnątrz jego istoty kooperowały ze sobą i działały sprawniej, sprytniej. Szczur czuł to i mimo zadziwiających zdarzeń ostatnich nocy był zaskoczony i zastanawiał się jak to jest możliwe.
Tym czasem Brujah przetarł uszy i zdejmując rękawiczki zaczął wyjaśniać:

- Wracając do twych rozważań. Rozumiem traumę Namtara, ale nie sądzę aby Assamita uczyniłby coś złego, gdyby tu teraz był. Jest profesjonalistą, a ja działam dla dobra twojego i koterii. A odnośnie twojego pytania, to uważam, że Namtar, kierujący się ślepo kodeksem honorowym Assamitów jest najłatwiejszy do kontrolowania Horacy. Czyż nie widziałeś, w jak prosty sposób Goratrix przesunął go tak, aby mógł cię widzieć. Wystarczy jedynie uderzyć w czułą strunę Syna Tiamat, by osiągnąć zamierzony cel. Szkoda, bo to bardzo cenny asset dla koterii, a póki co Assamita tańczy pod czyjąś muzykę, jak na ten przykład przywołanego Goratrixa, a nie koterii. A skoro już jesteśmy przy Goratrixie, to nadmieniam, że zobowiązałeś się po zabiegu do szczegółowego opisania spotkania z Księciem.

Horacy z niepokojem przyglądał się drobinkom krwi płynącym z uszu. Już miał się zapytać Anglika czy przy ratowaniu Nosferatowego mózgu, nie wypłynął BJ-jowi jego własny. Ale powracająca mądrość zepchnęła w mrok to rodzące się w przegniłej głowie pytanie, uznając je za głupie.

- Dobrze opowiem ci teraz... - Szczur mówił dość długo, ze szczegółami opowiadając tamto zdarzenie tak jak je zapamiętał. - ...a na koniec weszła Tremerka z pilną informacją i Książę był łaskawy nas wypierdolić ze swego sioła.
To tyle. Myślę, że zniknięcie Gavina Dwa i moja niepamięć w tym temacie jest jakoś połączona. Myślę, że mi coś zrobił i dlatego zwiał. Dlatego, jak go spotkam następnym razem to sobie z nim solidnie, po męsku pogadam. Ale wpierw stuknę go z placka w czoło, żeby wiedział, rozmowa będzie poważna. - Powiedział zamyślony jakby do siebie. - Nie odpowiedziałeś mi jednak na pytanie co zrobisz. Pomożesz Namtarowi? Bo wiesz, o ile ryzyko ślizgania się po starszych jest do przyjęcia i nawet przypadek z Goratrixem się jakoś tam boleśnie ale jednak się upiekł... - Horacy zadrżał na samo wyobrażenie sabatnika - ...to jawne wystąpienie przeciw śledczym Camarlilli... no to bardzo gruba sprawa jest. To już nie przypadkowe potknięcie ani nie skucha, to jawne pójście na zwarcie. Takie rzeczy się nie rozejdą po kościach.

Nie poznałem Ravnosa ale wiem, że Artahasis starannie dobrał członków koterii. Czyżby Darshan miał inne priorytety? - zastanowił się Brytyjczyk, jakoś nie mogąc dopuścić myśli, że jego pradziad mógłby popełnić błąd w doborze składu koterii. Nie mając żadnych przesłanek potwierdzających przypuszczenia Horacego nie skomentował tego. Dziwił go jednak dość krótkowzroczny sposób patrzenia na świat przez Nosferatu:

- Myślę Horacy, że nic nie upiekło się koterii. Goratrix jeszcze nie zaczął z koterią na dobre. Jedynie przynęta została połknięta. Uważam, że Tremere od samego początku wiedział wszystko o Gavinie i użył ciała Ravnosa aby wpędzić wampiry Artahsisa w kłopoty. Wedle twoich słów Gavin dostał dwanaście godzin na opuszczenie domeny, które zresztą jak sam to powiedziałeś Księciu jest niemożliwe z powodu bariery nad stanem. Samo przekroczenie nie spowodowałoby automatycznego wyroku Krwawych Łowów. Słyszałeś, jak Goratrix zdawkowo opisał wydarzenia spotkania z sługami Demotricusa, podczas gdy tak dokładnie opisywał inne kwestie? Z niemal całkowitą pewnością stwierdzam, że starszy powiedział nam tylko sprzyjające mu fakty, a w rzeczywistości sam pod postacią Ravnosa sprowokował wyrok. Wykorzysta ten fakt aby dalej manipulować koterią, zaoferuje pomoc, a wszystko po to aby realizować rękoma koterii własne cele. Niemal niemożliwym będzie się uwolnić od gracza takiego formatu na własnych warunkach. Pamiętaj, że zdołał zdradzić swój klan, przejść na stronę Sabatu i przetrwać kilkaset lat w dobrym zdrowiu. Nie lekceważyłbym tego. Przeanalizowałem inteligencję Goratrixa pod kątem gier logicznych i jestem przekonany, że niemal każdą znaną mi formę przegrałbym z Sabatnikiem z niemal stuprocentową pewnością.

- Wracając natomiast do kwestii Namtara, to moja odpowiedź brzmi tak. Pomogę Synowi Tiamat. To kwestia honorowa i byłbym prostakiem gdybym pozostał bierny. Myślę, że Namtar jest pod ścianą i nie ma wyjścia. Jedynie sprawa wyższego priorytetu lub rozkaz Silsila Akramatha mógłby odwieść Syna Tiamat od wykonania zadania. Chyba, że ktoś uprzedzi Assamitę, ale brzydzę się na myśl, że mielibyśmy spiskować za plecami Namtara, zresztą wcale nie oznaczałoby to wyjścia z kłopotów. To czy mu pomożemy, czy nie, nie ma znaczenia, bo Namtar dokonując wyroku, będzie nadal członkiem koterii i przez taki paradygmat zostanie oceniony jego czyn. Pragnę nadmienić, że może to też być element gry Goratrixa, bo przecież z dużym prawdopodobieństwem pośredniczył lub podsłuchiwał kontakty Namtara z Silsilem. Nie potrafię ustalić na tę chwilę jakie znaczenie mogłoby mieć odciągnięcie koterii od Camarilli i zbliżenie z Sabatem, ale możliwe, że taki może być cel Goratrixa.
Wadę Horacego nazwałem roboczo syndromem Post Mortem Putridus, ale jeśli językowym puryści dostrzegają błędy, lub mają lepsze pomysły, to jestem otwarty na wszelkie sugestie. Stwierdziłem, że BJ jako lekarz musi mieć na to fachowe określenie, inne niż niż "no wiesz gnijesz koleś".
Leczę rany "pozabiegowe", a potem w zależności od możliwości uzupełniłbym płyny ustrojowe;)
Suriel Cooperation

: 17 maja 2017, 11:58
autor: lightstorm
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.

Pukanie do drzwi wejściowych poderwało Terrego i Victorię czekających na parterze. Namtar zmienił formę, przeistaczając się w cień i znikając gdzieś w półmroku, zalegającym dom. Victoria jako pani domeny postanowiła przywitać gości i otworzyła drzwi. Na werandzie stała Furia ubrana w ciemnofioletowa suknię, która luźno okrywała ciało wampirzycy. Po krótkiej wymianie uprzejmości obie kobiety znalazły się w bibliotece wraz z ojcem Terrym, który zasiadł w fotelu. Furia usiadła na wskazanym przez Victorię miejscu i rozpoczęła:

- Jestem tutaj z polecenia Democritusa, który zwołał Krwawe Łowy na Gavina, byłego członka waszej koterii. Mam nadzieję, że nie ukrywacie go i będziecie współpracować. Nie chcę, by wasze śledztwo zakończyło się z powodu wybryków złodziejaszka... Ukrywanie go lub jakakolwiek udzielona mu pomoc ściągnie na was gniew Księcia. Najlepiej będzie jak od razu powiecie mi, gdzie mogę go znaleźć.

Przerwała na chwilę, spoglądając na swych rozmówców, jakby zastanawiała się nad czymś.

- Sprawy wymknęły się spod kontroli... mojej kontroli - Dodała po chwili, ściszając głos i przechylając się lekko się w stronę pozostałej dwójki. - Dlatego jestem tutaj sama. Nie chce by ktoś słyszał nasza rozmowę. Miasto ma większe problemy niż głupi Ravnos, a ja nie zamierzam tu umrzeć. Śmierć Red'a i to co widziałam przez ostatnie noce uświadomiło mi, że Książę będzie chciał się mnie pozbyć, gdy będzie już po wszystkim. Victorio... - zwróciła się z pewnym wahaniem do Lasombry.

- Richard Nercid nie posiada odbicia... Lupini tak go urządzili, że ledwo go rozpoznałam... Przysięgam, widziałam na własne oczy jak jego dziwny tatuaż na plecach powoli znikał, a wraz z nim jego odbicie w lustrze, które stało obok. Udałam, że nic nie zauważyłam i szybko wyszłam z jego domu. Później zjawili się tam Tremerzy by zabrać jego ciało. I niech mnie cholera, coś tu jest mocno nie tak... Czuję to... Nie szukam problemów, ale... Ale może... - kobieta zawahała się, by po chwili kontynuować:

- Czy zapewnisz mi opiekę, gdybym nie miała gdzie uciec? Nie można się wydostać z całego pieprzonego stanu...