: 07 kwietnia 2017, 11:04
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium; 12.08.1993.
- Nie jesteś na moim miejscu, Kafir - odezwał się zimno Morderca, zwracając się bezpośrednio do Szczura. Tym razem w jego głosie brzmiało coś, co sugerowało granicę, której nie należy przekraczać. Ostrość stali i obietnicę cierpienia, która zdawała się narastać, z każdym kolejnym słowem Assamity.
- Nic nie pojąłeś. Nie obchodzą mnie wspomnienia trupa. Ja nigdy nie byłem człowiekiem. Jestem jednym z Sabitu,* wichrem zrodzonym z tchnienia Otchłani, Cieniem Nar Mattaru. Dlatego i tylko dlatego nie boję się bólu. Ona ukazała mi to, co jest za nim. - roześmiał się w sposób, który sugerował, że doskonale wie, o czym mówi. I który był tak odległy od normalności jak światło dnia potrafi być odległe od ciemności między gwiazdami.
- Cokolwiek powiedział i czegokolwiek chciał śmiertelnik, który kiedyś żył w tym ciele, nie dbam o to. To jest Ana Harrani Sa Alaktasa La Tarat.** I jeśli wciąż tego nie rozumiesz, wiedz, że nie chodzi tu tylko o moją zemstę. Ale o Klan. Darklake znieważył naszą Krew. Krew jest święta. Dlatego każdy Niewierny ibyn ballait el ere,*** który miał w tym udział musi zginąć. Ja jestem ostrzem zemsty narodzonym z mroku. Wypełniam starożytne Prawo, o którym nie masz pojęcia. Nie odzywaj się więc więcej na ten temat. I nie mów o moich Mistrzach, abyś nie obraził ich swą ignorancją. Bo wtedy wyrwę ci serce.
Ostatnie zdanie zabrzmiało, niczym zgrzyt stali wyciąganej z pochwy. Kły Mordercy błysnęły w mroku. I mimo, iż nie wykonał żadnego ruchu, jasnym było, że nie trzeba mu wiele, by wcielić swe słowa w życie.
- Co do Paula - odezwał się po chwili obojętnie, tak, jakby mówił o czymś co nie ma większego znaczenia, niż parszywy kundel. - O jego śmierci zdecydował Klan. Nie ja. Ja jedynie wypełniam wolę. Poza tym, nie musicie się martwić, że ten miloud weld habiba**** gdzieś ucieknie, wallah. Jest nieprzytomny. I nie obudzi się szybko, czego cholernie żałuję, neik. Ale dla was to dobrze. Spędzę z nim dużo mniej czasu, niż chciałbym. A miałem naprawdę wiele ciekawych pomysłów...
Oblizał kły, myśląc o krwi i wrzaskach. To jednak nie było właściwe miejsce i czas. Przeklęty Belshatzzar odebrał mu tak wiele możliwości... Potrząsnął głową, starając się rozproszyć obrazy, które pojawiały się przed jego oczyma i przeniósł uwagę na Victorię i Terrego, a jego głos powrócił do zwykłego trybu telegramu:
- Rozumiem, macie prawo być zaniepokojeni. Ale chciałbym was zapewnić, wciąż honorujemy Kontrakt. W ciągu półwiecza mojej pracy, pierwszy raz zdarza mi się, że zmieniają się priorytety. Nie sądzę, by miało się szybko powtórzyć. Nie dążę do tego.
- Nie potrzebuję też pomocy - dodał, zwracając się również do Bernarda. - Shukran, ale to sprawa honoru. Muszę to zrobić sam. Goratrix wie, gdzie jest sharmoot***** Paul. Nie sądzę, by chciał go chronić. Jeśli naprawdę chcecie pomóc, nie utrudniajcie mi działania. Myślcie o zadaniu, jakie macie wykonać dla mojego Klienta. I trzymajcie się moich zaleceń odnośnie bezpieczeństwa. Ja uczynię to, co muszę szybko. I wrócę do moich obowiązków.
- I nie, nie uważam, by była to manipulacja naszych wrogów - dodał po chwili, uśmiechając się lekko, jakby tłumaczył coś oczywistego niezbyt rozgarniętym dzieciom. - Jest to raczej znak łaski i objawienie Prawdy, które ja widzę, a którego wy, Niewierni, dostrzec nie potraficie. Ale nie oczekiwałem tego. Mówię to tylko dlatego, byście pozbyli się strachu, który osłabia ducha. Każda przelana kropla krwi prowadzi nas dalej., min fadli Rabbi.****** Mektub.
W ostatnich słowach Mordercy zadźwięczał ton żarliwej wiary, która w jednej chwili zmieniała nawet najbardziej racjonalne argumenty Niewiernych w stek nieistotnych bredni.
* sumer. Siedem Wichrów, Synów Tiamat
** sumer. Droga z której się nie wraca.
*** arab. syn obciągacza
**** arab. określenie kogoś, kto jest przegrany
***** arab. męska dziwka
****** arab. Poprzez łaskę mego Pana (oczywiście chodzi o Haqima)
- Nie jesteś na moim miejscu, Kafir - odezwał się zimno Morderca, zwracając się bezpośrednio do Szczura. Tym razem w jego głosie brzmiało coś, co sugerowało granicę, której nie należy przekraczać. Ostrość stali i obietnicę cierpienia, która zdawała się narastać, z każdym kolejnym słowem Assamity.
- Nic nie pojąłeś. Nie obchodzą mnie wspomnienia trupa. Ja nigdy nie byłem człowiekiem. Jestem jednym z Sabitu,* wichrem zrodzonym z tchnienia Otchłani, Cieniem Nar Mattaru. Dlatego i tylko dlatego nie boję się bólu. Ona ukazała mi to, co jest za nim. - roześmiał się w sposób, który sugerował, że doskonale wie, o czym mówi. I który był tak odległy od normalności jak światło dnia potrafi być odległe od ciemności między gwiazdami.
- Cokolwiek powiedział i czegokolwiek chciał śmiertelnik, który kiedyś żył w tym ciele, nie dbam o to. To jest Ana Harrani Sa Alaktasa La Tarat.** I jeśli wciąż tego nie rozumiesz, wiedz, że nie chodzi tu tylko o moją zemstę. Ale o Klan. Darklake znieważył naszą Krew. Krew jest święta. Dlatego każdy Niewierny ibyn ballait el ere,*** który miał w tym udział musi zginąć. Ja jestem ostrzem zemsty narodzonym z mroku. Wypełniam starożytne Prawo, o którym nie masz pojęcia. Nie odzywaj się więc więcej na ten temat. I nie mów o moich Mistrzach, abyś nie obraził ich swą ignorancją. Bo wtedy wyrwę ci serce.
Ostatnie zdanie zabrzmiało, niczym zgrzyt stali wyciąganej z pochwy. Kły Mordercy błysnęły w mroku. I mimo, iż nie wykonał żadnego ruchu, jasnym było, że nie trzeba mu wiele, by wcielić swe słowa w życie.
- Co do Paula - odezwał się po chwili obojętnie, tak, jakby mówił o czymś co nie ma większego znaczenia, niż parszywy kundel. - O jego śmierci zdecydował Klan. Nie ja. Ja jedynie wypełniam wolę. Poza tym, nie musicie się martwić, że ten miloud weld habiba**** gdzieś ucieknie, wallah. Jest nieprzytomny. I nie obudzi się szybko, czego cholernie żałuję, neik. Ale dla was to dobrze. Spędzę z nim dużo mniej czasu, niż chciałbym. A miałem naprawdę wiele ciekawych pomysłów...
Oblizał kły, myśląc o krwi i wrzaskach. To jednak nie było właściwe miejsce i czas. Przeklęty Belshatzzar odebrał mu tak wiele możliwości... Potrząsnął głową, starając się rozproszyć obrazy, które pojawiały się przed jego oczyma i przeniósł uwagę na Victorię i Terrego, a jego głos powrócił do zwykłego trybu telegramu:
- Rozumiem, macie prawo być zaniepokojeni. Ale chciałbym was zapewnić, wciąż honorujemy Kontrakt. W ciągu półwiecza mojej pracy, pierwszy raz zdarza mi się, że zmieniają się priorytety. Nie sądzę, by miało się szybko powtórzyć. Nie dążę do tego.
- Nie potrzebuję też pomocy - dodał, zwracając się również do Bernarda. - Shukran, ale to sprawa honoru. Muszę to zrobić sam. Goratrix wie, gdzie jest sharmoot***** Paul. Nie sądzę, by chciał go chronić. Jeśli naprawdę chcecie pomóc, nie utrudniajcie mi działania. Myślcie o zadaniu, jakie macie wykonać dla mojego Klienta. I trzymajcie się moich zaleceń odnośnie bezpieczeństwa. Ja uczynię to, co muszę szybko. I wrócę do moich obowiązków.
- I nie, nie uważam, by była to manipulacja naszych wrogów - dodał po chwili, uśmiechając się lekko, jakby tłumaczył coś oczywistego niezbyt rozgarniętym dzieciom. - Jest to raczej znak łaski i objawienie Prawdy, które ja widzę, a którego wy, Niewierni, dostrzec nie potraficie. Ale nie oczekiwałem tego. Mówię to tylko dlatego, byście pozbyli się strachu, który osłabia ducha. Każda przelana kropla krwi prowadzi nas dalej., min fadli Rabbi.****** Mektub.
W ostatnich słowach Mordercy zadźwięczał ton żarliwej wiary, która w jednej chwili zmieniała nawet najbardziej racjonalne argumenty Niewiernych w stek nieistotnych bredni.
Do MG - używam Zastraszania na tyle, by dać odczuć Horacemu, żeby się nie mieszał do nie swoich spraw. Mam tu na myśli przede wszystkim moją przeszłość i kwestie związane z Klanem.
* sumer. Siedem Wichrów, Synów Tiamat
** sumer. Droga z której się nie wraca.
*** arab. syn obciągacza
**** arab. określenie kogoś, kto jest przegrany
***** arab. męska dziwka
****** arab. Poprzez łaskę mego Pana (oczywiście chodzi o Haqima)
[/center]
[/center]