: 22 maja 2017, 00:26
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 12.08.1993.
Gdy otwierała drzwi nie czuła strachu ani zdenerwowania. Po ostatnim wystąpieniu Goratrixa czuła się w pewien sposób... zdrętwiała. Emocję odpłynęły z niej.. zarówno te dobre jak i te złe. W środku była tylko cisza. Cokolwiek by się miało wydarzyć, działała automatycznie jak dobrze zaprogramowana przez samą siebie latami bywania w środowisku i na salonach. Lekko zdziwiona obecnością samej tylko Furii, bez całej paczki warczących psów Pani szeryf. Nie pokazała jednak tego po sobie nawet najmniejszym drgnięciem powieki. Zaprosiła gościa do środka z pełną wymianą uprzejmości, stosownej do tej okazji. Ciemnofioletowa suknia wampirzycy nie umknęła uwadze Lasombry. Nawet dość zaskoczona musiała sama sobie przyznać, że Furia miała cień gustu w kwestii ubioru. Szybkim spojrzeniem oceniła krój i użyty materiał. Nie było to może coś co sama Viktoria by założyła... ale pasowało do Szeryf.
Wysłuchała spokojnie wypowiedzi gościa... Syn księcia, primogen Ventrue, nie ma odbicia, coś podobnego... fascynujące - pomyślała sama do siebie, próbując ukryć ironiczny uśmiech. Tatuaż, a więc tak to rozwiązali! Ciekawe jakiej techniki użyli. Nie mogła uciec cieniowi próżnej myśli o odzyskaniu swojego odbicia... chociaż na chwilę. Zniknał. Tremerzy... Obraz wykrzywionej w gniewie twarzy Goratrixa mimowolnie stanął jej przed oczami. Wzdrygnęła się.
- Furio, na początku naszej rozmowy, chciałbym zaznaczyć, że jako iż jesteśmy w mojej domenie proszę o nie używanie dyscyplin, szczególnie na członkach koterii. Co do Gavina ... odpowiem krótko. Był poza miastem i nie wiemy jakie cele przywiodły go tu z powrotem. Ani gdzie jest teraz. Co do Richarda i księcia... - westchnęła - Czy mogę Ci zaproponować kieliszek krwi? Jesteś w moim domu, a ja nie chce zaniedbywać moich gości!
Wstała i podeszła do antycznego barku gdzie trzymała fiolki z krwią dla gości. Nie czekając na odpowiedź Szeryf, podała jej kieliszek.
Furia wydawała się wystraszona i przytłumiona. Viktoria wiedziała, że to co zobaczyła, zachwiało jej wizją świata. Miała teraz pewność, że Democritus zaprzągł wiele sił by ukryć swoją prawdziwą tożsamość. Szeryf mogła być cennym źródłem informacji. Trzeba było ją jednak dobrze.. wykorzystać.
- Śmiem twierdzić, że rzeczywiście .. jeśli jest tak jak mówisz, możesz potrzebować schronienia... Za nim przejdziemy do tego etapu... muszę wiedzieć, że książę nie wysłał cię by zdobyć nasze zaufanie i wyciągnąć informację, grając na naszych... emocjach. Czy możesz mi przedstawić jakiś dowód szczerości swoich intencji? Nie mam powodu żeby ci nie wierzyć - rozłożyła ręce w przyjacielskim geście - ale zbyt wielu próbuje nas ostatnio ... zniszczyć... w ten czy inny sposób. Wciąż jednak stoimy - obdarzyła gościa szczerym uśmiechem. Wierzyła w głębi serca Furii. Widziała wyraźnie jej strach. Musiała być jednak pewna.
Gdy otwierała drzwi nie czuła strachu ani zdenerwowania. Po ostatnim wystąpieniu Goratrixa czuła się w pewien sposób... zdrętwiała. Emocję odpłynęły z niej.. zarówno te dobre jak i te złe. W środku była tylko cisza. Cokolwiek by się miało wydarzyć, działała automatycznie jak dobrze zaprogramowana przez samą siebie latami bywania w środowisku i na salonach. Lekko zdziwiona obecnością samej tylko Furii, bez całej paczki warczących psów Pani szeryf. Nie pokazała jednak tego po sobie nawet najmniejszym drgnięciem powieki. Zaprosiła gościa do środka z pełną wymianą uprzejmości, stosownej do tej okazji. Ciemnofioletowa suknia wampirzycy nie umknęła uwadze Lasombry. Nawet dość zaskoczona musiała sama sobie przyznać, że Furia miała cień gustu w kwestii ubioru. Szybkim spojrzeniem oceniła krój i użyty materiał. Nie było to może coś co sama Viktoria by założyła... ale pasowało do Szeryf.
Wysłuchała spokojnie wypowiedzi gościa... Syn księcia, primogen Ventrue, nie ma odbicia, coś podobnego... fascynujące - pomyślała sama do siebie, próbując ukryć ironiczny uśmiech. Tatuaż, a więc tak to rozwiązali! Ciekawe jakiej techniki użyli. Nie mogła uciec cieniowi próżnej myśli o odzyskaniu swojego odbicia... chociaż na chwilę. Zniknał. Tremerzy... Obraz wykrzywionej w gniewie twarzy Goratrixa mimowolnie stanął jej przed oczami. Wzdrygnęła się.
- Furio, na początku naszej rozmowy, chciałbym zaznaczyć, że jako iż jesteśmy w mojej domenie proszę o nie używanie dyscyplin, szczególnie na członkach koterii. Co do Gavina ... odpowiem krótko. Był poza miastem i nie wiemy jakie cele przywiodły go tu z powrotem. Ani gdzie jest teraz. Co do Richarda i księcia... - westchnęła - Czy mogę Ci zaproponować kieliszek krwi? Jesteś w moim domu, a ja nie chce zaniedbywać moich gości!
Wstała i podeszła do antycznego barku gdzie trzymała fiolki z krwią dla gości. Nie czekając na odpowiedź Szeryf, podała jej kieliszek.
Furia wydawała się wystraszona i przytłumiona. Viktoria wiedziała, że to co zobaczyła, zachwiało jej wizją świata. Miała teraz pewność, że Democritus zaprzągł wiele sił by ukryć swoją prawdziwą tożsamość. Szeryf mogła być cennym źródłem informacji. Trzeba było ją jednak dobrze.. wykorzystać.
- Śmiem twierdzić, że rzeczywiście .. jeśli jest tak jak mówisz, możesz potrzebować schronienia... Za nim przejdziemy do tego etapu... muszę wiedzieć, że książę nie wysłał cię by zdobyć nasze zaufanie i wyciągnąć informację, grając na naszych... emocjach. Czy możesz mi przedstawić jakiś dowód szczerości swoich intencji? Nie mam powodu żeby ci nie wierzyć - rozłożyła ręce w przyjacielskim geście - ale zbyt wielu próbuje nas ostatnio ... zniszczyć... w ten czy inny sposób. Wciąż jednak stoimy - obdarzyła gościa szczerym uśmiechem. Wierzyła w głębi serca Furii. Widziała wyraźnie jej strach. Musiała być jednak pewna.
[/center]
[/center]
[/center]