: 25 listopada 2017, 13:32
Beckely WV, Okolice starej kopalni, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993
Dopiero po chwili zorientowali się, że warknięcie Mordercy, które przerwało wywody Bernarda było w istocie cichym śmiechem.
- Mówiłem, nie zrozumiecie... Ma fish Kahraba.* Głupcy strzegą pyłu i umarłych świątyń... - jego wzrok przeniósł się z członków koterii na ciemną ścianę lasu, wznoszącą się w milczeniu po lewej.
- Lilitu? Fashkh hara...** - roześmiał się znowu. - Laa***, lilitu jest tylko narzędziem... Kima Parsi Labiruti****
Spojrzenie Mordercy poszybowało w stronę ciemnego nieba. Zamilkł na chwilę, jakby zapominając o obecności pozostałych Nieumarłych. A kiedy znów się odezwał, zdawało się, że nie zwraca się do nikogo konkretnego. Tak, jakby mówił jedynie do siebie, ubierając w słowa kolejne fale przepływającego przez jego umysł szaleństwa.
- Ale teraz już wiem, powinienem się domyślić kim on jest... Urbat, utug-hul-ik, a-ni-za-dub...***** I Ciemność powstaje, aby pożreć twarz czasu... Mumu Tiamatu,****** ujrzałem i zrozumiałem. Daj mi siłę, bym mógł uczynić to, co muszę... - głos Mordercy przeszedł po chwili w chrapliwy, porwany szept, będący najpewniej dalszym ciągiem tej dziwnej modlitwy. Pozostali wychwytywali jedynie strzępki słów w nieznanym, starożytnym języku. Byli także świadomi, że oto w Assamicie dokonuje się jakaś niepokojąca przemiana, której nie potrafili jeszcze określić. I jeśli poprzednio już ich ochroniarz odległy był od wszelkich cnót ludzkich, teraz zdawało się, iż żegna się nawet z wyobrażeniem o tym, czym powinno być człowieczeństwo. Tak jakby coś... Jakaś przeraźliwa siła, pożerała na ich oczach resztki osoby, którą znali, pozostawiając jedynie ciemność. I pustkę, przywodzącą na myśl chłód przestrzeni, pomiędzy gwiazdami...
* arab. idiom oznaczający, że słuchacz nic nie zrozumiał i jest mało bystry.
** arab. Sukkub? Pieprzona bzdura...
*** arab. Nie
**** akkad. Potraktowano ją zgodnie ze starożytnym rytuałem.
***** sumer. Ogar śmierci, złowieszczy duch, który porusza swymi skrzydłami...
***** akkad. Matko Tiamat
Dopiero po chwili zorientowali się, że warknięcie Mordercy, które przerwało wywody Bernarda było w istocie cichym śmiechem.
- Mówiłem, nie zrozumiecie... Ma fish Kahraba.* Głupcy strzegą pyłu i umarłych świątyń... - jego wzrok przeniósł się z członków koterii na ciemną ścianę lasu, wznoszącą się w milczeniu po lewej.
- Lilitu? Fashkh hara...** - roześmiał się znowu. - Laa***, lilitu jest tylko narzędziem... Kima Parsi Labiruti****
Spojrzenie Mordercy poszybowało w stronę ciemnego nieba. Zamilkł na chwilę, jakby zapominając o obecności pozostałych Nieumarłych. A kiedy znów się odezwał, zdawało się, że nie zwraca się do nikogo konkretnego. Tak, jakby mówił jedynie do siebie, ubierając w słowa kolejne fale przepływającego przez jego umysł szaleństwa.
- Ale teraz już wiem, powinienem się domyślić kim on jest... Urbat, utug-hul-ik, a-ni-za-dub...***** I Ciemność powstaje, aby pożreć twarz czasu... Mumu Tiamatu,****** ujrzałem i zrozumiałem. Daj mi siłę, bym mógł uczynić to, co muszę... - głos Mordercy przeszedł po chwili w chrapliwy, porwany szept, będący najpewniej dalszym ciągiem tej dziwnej modlitwy. Pozostali wychwytywali jedynie strzępki słów w nieznanym, starożytnym języku. Byli także świadomi, że oto w Assamicie dokonuje się jakaś niepokojąca przemiana, której nie potrafili jeszcze określić. I jeśli poprzednio już ich ochroniarz odległy był od wszelkich cnót ludzkich, teraz zdawało się, iż żegna się nawet z wyobrażeniem o tym, czym powinno być człowieczeństwo. Tak jakby coś... Jakaś przeraźliwa siła, pożerała na ich oczach resztki osoby, którą znali, pozostawiając jedynie ciemność. I pustkę, przywodzącą na myśl chłód przestrzeni, pomiędzy gwiazdami...
* arab. idiom oznaczający, że słuchacz nic nie zrozumiał i jest mało bystry.
** arab. Sukkub? Pieprzona bzdura...
*** arab. Nie
**** akkad. Potraktowano ją zgodnie ze starożytnym rytuałem.
***** sumer. Ogar śmierci, złowieszczy duch, który porusza swymi skrzydłami...
***** akkad. Matko Tiamat
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]