: 14 grudnia 2017, 22:48
Beckely WV, Okolice starej kopalni, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993
- Nic nie trwa wiecznie oprócz nas. Najlepszych z nas... - kontynuował jakby się nad czymś zamyślił.
- Zapewne chcecie wiedzieć, co dokładnie znajdowało się w Indiach. Cóż... Na początku myślałem, że był to artefakt, ale później okazało się że nie. Wieża była jednym z bastionów, lub jak powiadają niektórzy, twierdz, zbudowanych na polecenie Progenitora Arystokratów. To on w czasach przed Potopem, ukrył przed pozostałą częścią Dzieci Kaina przedmioty o wielkiej potędze. Umieszczając je w silnie strzeżonych miejscach, pozbawił innych tego, co do nich należy. Wiele z tych bastionów przetrwało do dziś i niejeden poszukiwacz chciałby je odnaleźć. Democritusowi się udało, a ja dzięki jego pomocy mogłem dokonać mojego wielkiego dzieła... Ale zaraz... Po co ja wam to właściwie mówię?... - przerwał swój monolog, a na jego twarzy odmalował się wyraz skrajnego zdziwienia.
Przez chwilę trwała całkowita cisza. Nawet Terry przestał się modlić, aby w skupieniu lepiej przyjrzeć się Kiasydowi. W pewnym momencie brosza Victorii sama odpięła się, po czym ześlizgnęła się i upadła na ziemię. Gdy tylko biżuteria dotknęła ziemi, przez całą okolicę przetoczył dużej siły wstrząs sejsmiczny. Jego moc powaliła Victorię oraz Bernarda, którzy stojąc najbliżej nie mieli szans, by utrzymać równowagę. Nosferatu i Terry mieli więcej szczęścia i w ostatnim momencie udało im się utrzymać balans, by stanąć twardo na ziemi. Namtar wykonał skok z saltem w powietrzu unikając całkowicie trzęsienia ziemi. Marconius natomiast zdążył otoczyć się niesamowitą tarczą utworzonej ciemności, która skutecznie ochroniła Matuzalema.
- Przeklęta wiedźmo! Nawet nie wiesz jaką potęgę uwolniłaś! - krzyknął, otrząsając się z szoku.
Nagle z miejsca gdzie znajdowały się krzyże, dobiegł ryk Księcia Charleston:
- Marconiusie! Zniszczę cię!
Spojrzenia wszystkich skierowały się w stronę wiszących postaci. Każdemu z powieszonych wysunął się kołek z serca, upadając na świeżo rozkopaną ziemię. Ich ciała drgnęły, a na twarzach pojawił się grymas ogromnego cierpienia. Ból nie powstrzymał jednak fałszywych Ventrue i Democritus ujawnił swoją potęgę, przyzywając moc Otchłani, a macki z ciemności rozerwały na strzępy belki do których był przybity. Podobnie uczynili jego potomkowie.
- Nic nie trwa wiecznie oprócz nas. Najlepszych z nas... - kontynuował jakby się nad czymś zamyślił.
- Zapewne chcecie wiedzieć, co dokładnie znajdowało się w Indiach. Cóż... Na początku myślałem, że był to artefakt, ale później okazało się że nie. Wieża była jednym z bastionów, lub jak powiadają niektórzy, twierdz, zbudowanych na polecenie Progenitora Arystokratów. To on w czasach przed Potopem, ukrył przed pozostałą częścią Dzieci Kaina przedmioty o wielkiej potędze. Umieszczając je w silnie strzeżonych miejscach, pozbawił innych tego, co do nich należy. Wiele z tych bastionów przetrwało do dziś i niejeden poszukiwacz chciałby je odnaleźć. Democritusowi się udało, a ja dzięki jego pomocy mogłem dokonać mojego wielkiego dzieła... Ale zaraz... Po co ja wam to właściwie mówię?... - przerwał swój monolog, a na jego twarzy odmalował się wyraz skrajnego zdziwienia.
Przez chwilę trwała całkowita cisza. Nawet Terry przestał się modlić, aby w skupieniu lepiej przyjrzeć się Kiasydowi. W pewnym momencie brosza Victorii sama odpięła się, po czym ześlizgnęła się i upadła na ziemię. Gdy tylko biżuteria dotknęła ziemi, przez całą okolicę przetoczył dużej siły wstrząs sejsmiczny. Jego moc powaliła Victorię oraz Bernarda, którzy stojąc najbliżej nie mieli szans, by utrzymać równowagę. Nosferatu i Terry mieli więcej szczęścia i w ostatnim momencie udało im się utrzymać balans, by stanąć twardo na ziemi. Namtar wykonał skok z saltem w powietrzu unikając całkowicie trzęsienia ziemi. Marconius natomiast zdążył otoczyć się niesamowitą tarczą utworzonej ciemności, która skutecznie ochroniła Matuzalema.
- Przeklęta wiedźmo! Nawet nie wiesz jaką potęgę uwolniłaś! - krzyknął, otrząsając się z szoku.
Nagle z miejsca gdzie znajdowały się krzyże, dobiegł ryk Księcia Charleston:
- Marconiusie! Zniszczę cię!
Spojrzenia wszystkich skierowały się w stronę wiszących postaci. Każdemu z powieszonych wysunął się kołek z serca, upadając na świeżo rozkopaną ziemię. Ich ciała drgnęły, a na twarzach pojawił się grymas ogromnego cierpienia. Ból nie powstrzymał jednak fałszywych Ventrue i Democritus ujawnił swoją potęgę, przyzywając moc Otchłani, a macki z ciemności rozerwały na strzępy belki do których był przybity. Podobnie uczynili jego potomkowie.
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Co robicie? Deklaracje proszę.
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]