Wątek techniczny:
Nie będziemy wchodzić do samej Twierdzy, chyba ze nadarza się ku temu jakieś nadzwyczaj sprzyjające okoliczności- aha, wiedziałam!!! A potem będzie: Zajrzyjmy tam tylko, tak na chwile, nikt nas nie zauważy na pewno, tylko zerkniemy... - i BACH! kłopoty gotowe.
Elfka sprawdza strzały i upewnia się że kołczan jest pełny. Jeśli brakuje strzał to prosi elfy o pożyczenie - potem robi małe hokus pokus żeby strzały miały granatowe lotki i elfi napis na promieniu. W sumie, to może zapasowy kołczan by się przydał. Plus jakaś lina... i chwilowo nie mam pomysłów co jeszcze.
Szaraka zostawiam w osadzie tłumacząc mu, że ma teraz czas na odpoczynek i że wrócę niedługo (a niech to, nawet sobie rzucę czar i z nim pogadam i wyjaśnię mu co planujemy robić). Daję mu jakiś owoc do zjedzenia, żeby się nie czuł opuszczony i zapomniany. Caratris traktuje Szaraka jak przyjaciela.
PBF - Los Najemnika
Arus jest gotów na wyruszenie w podróż. W duchu myśli sobie że trudno jak nikt nie chce znać sztuczek nekromanckich to ich sprawa, może nie docenia drużyny i są w niej sami łowcy martwiaków/czarnoksiężników i wszystko wiedzą na temat mrocznych mocy, po drżeniu ziemi są w stanie określić czy zmierza w ich kierunku horda zombi czy kościotrupów? A może nie są gotowi psychicznie na poznanie prawdy o nieumartych i dowódca boi się że ktoś stchórzy ?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Nie mozemy wyjsc ot rak sobie, bo w koncu zostaja tu nasze wierzchowce i sluzba. Mysle ze najlepszym wyjsciem bedzie poinformowanie tylko wodza o naszych zamiarach i poproszenie o dogladanie naszych ludzi i sprzetu, no i o zeby dal jakas wymowke swoim ludziom. Im mniej osob wie o naszej misji tym lepiej. Nie twierdze, ze sa tu krety, ale strzezonego Katan strzeze.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Noc, lato osada Elfów Thiltarr. Wyprawa księcia Waluzji i jego towarzyszy ku Czarnej Twierdzy.
Puszcza była cicha i ciemna, a jednak pełna życia i niebezpieczeństw, czających się w mroku nocy. Tylko śpiew nocnych ptaków, okrzyki zwierząt, szum drzew oraz bzyczenie, cykanie i trele owadów docierały do uszu grupki najemników, którzy przemierzali leśne ostępy, prowadzeni przez Caratris ze swym nieodłącznym łukiem. Wkrótce wasz czujny słuch wyłowił coś jeszcze: wrzaski zwierzęce, a jednak ludzkie zarazem, mrożące krew w żyłach swą dzikością. Gdzieś zza zielono-granatowej kurtyny zarośli dochodził blask ognia. Zaczyna się świt, ale nadal pali się tam ognisko.
Puszcza była cicha i ciemna, a jednak pełna życia i niebezpieczeństw, czających się w mroku nocy. Tylko śpiew nocnych ptaków, okrzyki zwierząt, szum drzew oraz bzyczenie, cykanie i trele owadów docierały do uszu grupki najemników, którzy przemierzali leśne ostępy, prowadzeni przez Caratris ze swym nieodłącznym łukiem. Wkrótce wasz czujny słuch wyłowił coś jeszcze: wrzaski zwierzęce, a jednak ludzkie zarazem, mrożące krew w żyłach swą dzikością. Gdzieś zza zielono-granatowej kurtyny zarośli dochodził blask ognia. Zaczyna się świt, ale nadal pali się tam ognisko.
Co robicie?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Druid wsłuchiwał się w pieśń lasu. Kochał tego rodzaju muzykę. Skoczna i wpadająca w ucho melodia nieokiełznanego życia.
Jednak w tej muzyce pojawiał się fałszywe nuty. Jakiś nieznany, nienaturalny, złowróżbny drapieżnik wyruszył na nocne łowy.
- Ciiii słyszycie. To coś nietypowego. Animalne, a jednak z nutą traconego człowieczeństwa. Sprawdźmy to - szepnął do towarzysz.
W jego kieszeni imp kręcił się gwałtownie i starał wychylić łepek, aby nasłuchiwać.
Gdy półork dostrzegł łunę ogniska, nie odezwał się. Natomiast jego ręce zatańczyły wykonując dość proste gesty.
Jednak w tej muzyce pojawiał się fałszywe nuty. Jakiś nieznany, nienaturalny, złowróżbny drapieżnik wyruszył na nocne łowy.
- Ciiii słyszycie. To coś nietypowego. Animalne, a jednak z nutą traconego człowieczeństwa. Sprawdźmy to - szepnął do towarzysz.
W jego kieszeni imp kręcił się gwałtownie i starał wychylić łepek, aby nasłuchiwać.
Gdy półork dostrzegł łunę ogniska, nie odezwał się. Natomiast jego ręce zatańczyły wykonując dość proste gesty.
Językiem migowym sugeruję otoczyć ognisko.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ruszyliście cicho w stronę ogniska. Przed Wami znajduje się polana leśna, szeroka może na osiem metrów, nie więcej, po środku której tliło się niewielkie ognisko. Dookoła niego siedziało w kucki kilkunastu czarnoskórych wojowników. Byli niemal nadzy, a ich hebanowe ciała lśniły w blasku płomieni i wschodzącego słońca. Wyglądali niczym diabły, a to za sprawą dziwnych koafiur z błota, patyków i pozlepianych, kręconych włosów. Za ozdoby służyły im kości, zęby, pokurczone główki małych dzieci. W blasku ognia dostrzegliście zęby spiłowane na ostro i pojęliście, że oto widzicie przed sobą wyznawców Yoga, Nietoperza-Wampira, pana Pustych Przestrzeni, odprawiających jakąś mroczną ceremonię. Pomiędzy kanibalami dostrzegliście też ich ofiarę, białego człowieka, który wył i zawodził, wijąc się w potwornych konwulsjach.
Co robicie?