Wisząca w powietrzu sprzeczka pomiędzy chudzielcem i kobietą w kapeluszu została odsunięta w czasie, chociaż bynajmniej nie zażegnana. Kalifornijski sierżant przepchnął się pomiędzy ustępującymi mu niechętnie miejsca klientami baru i docisnął się do kontuaru kiwając na powitanie głową dziewczynie w kowbojce.
- Major Knight kazał wam przekazać, że patrol wyjedzie jutro o świcie - oznajmił podoficer, przywołując jednocześnie do siebie Lacey - Daj nam po piwie, na mój koszt.
- Mistrzu złoty, od samego początku wiedziałem, że ci dobrze z oczu patrzy - rozanielił się natychmiast Bart - Będę o tym pamiętał, kiedy mnie już awansują. Dobry oficer byłby niczym bez dobrego adiutanta.
- Aż się pocę na myśl o tym zaszczycie - odparł ze śmiertelnie poważną miną sierżant - A tak na serio, opowiedzcie jak poszło w obozie Legionu. Clark przekazał to i owo, ale nie zdążył wszystkiego, Knight go zagonił do papierkowej roboty.