Strona 10 z 26

: 07 czerwca 2015, 14:46
autor: Keth
Na Mitrę, wykrakałem! Mistrzu Gry, czy możemy ustalić swą wersję od razu teraz w trybie technicznym czy już na to za późno i będziemy musieli teraz improwizować? :o

: 07 czerwca 2015, 14:54
autor: Dobro
Oczywiście :) uznam, że to były wasze pogawędki w drodze na miasto. Tylko proszę o zaznaczenie, że tryb techniczny! :)

: 07 czerwca 2015, 15:01
autor: adamwl
Ja bym go zrugał co go to obchodzi

: 08 czerwca 2015, 13:13
autor: Araven
A kto pyta?
Rozglądam się dyskretnie staram się być zdecydowany i wyluzowany. Może powiedzieć prawdę, ze jesteśmy rozbitkami?

: 08 czerwca 2015, 13:41
autor: Dobro
- Magmus, kapitan "Łupieżcy z Kush" - odpowiedział natychmiast murzyn, wypinając dumnie klatkę piersiową. - Łupimy, grabimy, gwałcimy na zlecenie. I bez zlecenia też - dodał po chwili pauzy, szczerząc dotknięte szkorbutem zęby. - Więc, na jakim statku wy służycie? - zapytał już łagodniejszym tonem, patrząc wyczekująco na Sigurda.

: 08 czerwca 2015, 14:20
autor: Araven
Miło mi Cię poznać Magmusie, obecnie ja szukam zajęcia, nie wiem jak moi kompanii.

: 08 czerwca 2015, 14:39
autor: adamwl
Adoth

No właśnie jako mój kompan rzecze szukamy zajęcia w ramach jak to nazwałeś Łupimy, grabimy, gwałcimy na zlecenie. I bez zlecenia też bo sakiewki niedługo dno pokarzą a żyć jakoś trzeba

: 08 czerwca 2015, 16:25
autor: Dobro
- A-ha! - niemal wykrzyczał Magmus, chwytając się za boki. - Tak jak myślałem! Od razu widać, że nie śmierdzicie groszem. Nie wiem, gdzie służyliście wcześniej, ale u mnie nie ma opierdalania się! - powiedział groźnym tonem, patrząc niby z góry na Sigurda i Adotha. - W takim razie przyjdźcie dziś przed północą do mojej kwatery w tawernie "Sztorm", na południowej alei portowej. Tam omówimy szczegóły naszego kontraktu. O ile nie narobicie w gacie i nie przyjdziecie, ha, ha! - Zaśmiał się suchym kaszlem, po czym jeszcze raz zlustrował całą drużynę z góry na dół i raźnym krokiem trzymając się za pas ruszył w stronę portu.

Tłumy korsarzy, piratów, kupców, rzemieślników i zwykłych dziwek powoli znikały we wnętrzach budynków lub rozsiadali się na tarasach karczm i tawern i wydawać by się mogło, że port szykuje się do snu.

Nagle ktoś z trzaskiem pękającego szkła wyleciał z pierwszego piętra "Trzech czaszek", uderzając z hukiem o bruk, tuż przed nogami Garro. Niewielki mężczyzna - prawdopodobnie argossańczyk - leżał na brzuchu jęcząc głośno. Z rękawów powypadały mu podrabiane karty i rżnięte kości. Z wnętrza budynku, z którego wyleciał, słychać było wrzawę i okrzyki po argossańsku, zaś ton ich i wściekłość niechybnie wskazywały, że nie były to przyjacielskie słowa.

Galvat mógłby przysiąc, że matka owego leżącego kanciarza jest właśnie obrażana na 100 różnych sposobów.

: 08 czerwca 2015, 17:23
autor: adamwl
Adoth

Nehaherze nie ma jakiegoś omenu związanego z latającymi karłami hehe?
zapytał prze łzy rozbawienia

: 08 czerwca 2015, 18:15
autor: Keth
Wyspy Baracha, pirackie miasteczko

Pamiętny tego, gdzie się znajduje, Garro powstrzymał naturalną dla siebie chęć rzucenia się biedakowi z pomocą, w zamian zaś stanął nad nieszczęśnikiem w rozkroku przyglądając mu się z groźną miną.

- Mogłeś komuś zrobić krzywdę rzucając się z okna - oznajmił surowym tonem uzdrowiciel - Jak chcesz odebrać sobie życie, idź się utopić, w wodzie mniej narobisz szkody.

Obolały Argossańczyk nie ustawał w wydawaniu pełnych boleści jęków, toteż Garro trącił go lekko nogą chcąc zwrócić uwagę na swoją osobę.

- Masz kulasy połamane? Masz czym zapłacić za nastawienie wybitych kończyn?
Może to jakaś okazja, żeby coś zarobić?

: 08 czerwca 2015, 20:27
autor: Dobro
Mężczyzna coś wyjąkał, ale nikt z zebranych wokół niego awanturników nie zrozumiał nic. Dosłownie parę sekund później wypadło z "Trzy Czaszki" dwóch piratów i dopadłszy leżącego, zaczęli go kopać i krzyczeć po argossańsku, ku uciesze licznych gapiów, napływających z okolicy. Nim jednak ktokolwiek zdołał zareagować, z tłumu wysunął się posępny mężczyzna w nieco bogatszym - choć dalej na modłę piracką - stroju i krótką komendą przerwał walkę. Podszedł do obitego i prawdopodobnie nieprzytomnego oszusta i sprawdził jego stan. Warknął coś jeszcze do jego oprawców, a ci czmychnęli z powrotem do karczmy. Tłum równie szybko wrócił do swoich poprzednich zajęć.

Mężczyzna o ciemnej cerze i kręconych, również ciemnych włosach z kolorowymi ozdobami weń wplecionymi wstał znad pobitego pirata i rzucił coś pytającym tonem w stronę stojących obok awanturników.

: 09 czerwca 2015, 20:36
autor: Keth
Wyspy Baracha, pirackie miasteczko

Żaden z towarzyszących uzdrowicielowi rosłych awanturników nie odezwał się ani słowem. Garro zyskał znienacka przeświadczenie, że wszyscy przelękli się ciemnoskórego oprycha. Pchnięty nie do końca zrozumiałym impulsem, Garro położył prawą dłoń na rękojeści miecza i wysunął się o krok do przodu unosząc głowę.

- Jeśli sądzisz, że to nasz kompan, w wielkim jesteś błędzie, przyjacielu - oznajmił medyk przemawiając w zingariańskiej mowie - Ten oszust do nas nie należy i możesz sobie z nim zrobić, co tylko zechcesz. Osobiście zalecam oszczędzenie mu życia, żywy może się bardziej przydać, choćby do noszenia wachlarza z palmowych liści.
Jeśli obcy zawiąże konwersację w którymś ze znanych mi języków, Garro będzie kontynuował rozmowę...

: 09 czerwca 2015, 21:44
autor: Dobro
- Oczywiście, że to nie wasz kompan, bo to mój bosman, kretynie - warknął do niego wściekle mężczyzna, zmieniając płynnie język na zingarski. - Pytałem, czy któryś z was nie jest czasem medykiem. I lepiej nie chwytaj za miecz, bo jeszcze się przypadkiem skaleczysz - dodał chłodno, cały czas jednak kucając nad nieprzytomnym oszustem.
Kolejny mój wpis po deklaracjach Galvata i Sigila.

: 09 czerwca 2015, 21:53
autor: Keth
Wyspy Baracha, pirackie miasteczko

Garro uniósł wyżej głowę, ale zdjął dłoń z głowni miecza.

- Nie wiem, jakich bogów czcisz, ale winnyś im podziękę, bo przywiedli cię przed oblicze wytrawnego uzdrowiciela... nie, nie jego, to Galvat, on się na leczeniu nie zna. Miałem na myśli siebie!
Złoto, złoto! Czuję zapach złota!

: 10 czerwca 2015, 20:36
autor: Sigil
Wyspy Baracha, pirackie miasteczko

Od momentu wejścia do miasta Stygijczyk rozglądał się dyskretnie, starając się zlokalizować potencjalne schronienie konkurencyjnego czarownika. Myśl o znalezionej w ruinach bransolecie nie dawała mu bowiem spokoju. Zerkał przeto ukradkiem na budynki, mając nadzieję, iż los i tym razem okaże się pomocny, ukazując mu jakiś znak. Chwila, w której poszkodowany pirat wyleciał przez okno umknęła więc początkowo jego uwadze, albowiem właśnie przyglądał się szczytowi sąsiedniego budynku, rozważając, czy widoczne na nim symbole nie są w istocie hermetycznymi znakami ochronnymi. Niestety, po chwili dotarło do niego, iż były to jedynie pęknięcia w murze. Oderwał się wiec od ich kontemplacji z pewnym niesmakiem i wrócił do spraw bardziej bieżących:

- Na trzy tysiące morskich demonów, zaświadczam iż ten tu jest wytrawnym uzdrowicielem! Choć po prawdzie jego usługi nie są tanie - poparł natychmiast Garro.

- Cóż jednak znaczy złoto, gdy chodzi o życie przyjaciela! - zakończył, szczerząc zęby w rozbrajająco szczerym uśmiechu.

Przez chwilę spojrzał w twarz rozmówcy, za czym rozejrzał się wkoło, niby przypadkowo, w istocie jednak bacznie lustrując otoczenie. Obuwie znikającego za zakrętem Magnusa zdecydowanie zwracało uwagę i czarownik przelotnie zastanowił się, czy jego własne nie jest równie widoczne? Wszakże jednak mógł je zawsze przedstawić jako ostatni łup. Przybrał więc odpowiednio w swym mniemaniu piracki wyraz twarzy i postanowił poczekać na rozwój wypadków.
Obserwuję mowę ciała i sposób mówienia piratów, tak aby móc się jak najlepiej wtopić w tłum.