PBF - Klątwa Burzy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 kwietnia 2016, 16:52

Plaża opodal Dźwirzyna, niedziela 28 lutego 2016

Atak paniki ścisnął gardło dziewczyny lodowatymi cęgami, zaczął szarpać za wnętrzności rosnąc z każdym uderzeniem serca. Było coś takiego w wyrazie twarzy nastolatka, co utrwalało Natalię w przeświadczeniu, że właśnie ociera się o śmierć.

Okręciła się w miejscu i zaczęła uciekać w górę wydmy. Buty grzęzły jej w sypkim piasku, a zza pleców dobiegał odgłos narastającego posapywania prześladowcy.

- Pomocy! - krzyknęła na całe gardło, chociaż rozum podpowiadał jej, że plaża była opustoszała. Idąc na spacer minęła zaledwie kilka osób, na dodatek zmierzających w zupełnie innym kierunku. Złośliwe przeznaczenie sprawiło, że znalazła się w złym czasie w złym miejscu...

Ubrana w tenisówkę stopa ześlizgnęła się po fragmencie wystających z gruntu korzeni, tuż pod szczytem zbocza. Wydawszy z siebie zduszony okrzyk grozy, dziewczyna straciła równowagę i machając bezwładnie rękami stoczyła się w dół w przeciwnym do drogi ucieczki kierunku.

Mamroczący coś Falenty wyrósł nad głową Natalii, stojąc w rozkroku z dzierżonym silnie nożem. Długie na dwie dłonie ostrze miało matową barwę i dziwnie stożkowaną klingę, nie przypominającą pani weterynarz żadnego wcześniej widzianego noża. Panika zawładnęła całym jej umysłem, bo w oczach Maćka nie ujrzała żadnej iskry świadomości, żadnego dowodu na to, że w ogóle ją rozpoznał. Były szkliste i pozbawione emocji - skojarzyły się dziewczynie w irracjonalny sposób z oczami ryby albo gada.

- Pomocy! - krzyknęła ponownie, gdy nastolatek opuścił w dół lewą rękę zamierzając złapać ją za włosy. Drugą odciągnął w złowieszczy sposób w tył i do góry, jakby gotowił się do zadania swej ofierze morderczego ciosu.
Walka o życie! Co zrobi Natalia? Dopuszczalne jest wszystko, kopanie, gryzienie, błaganie o litość, co tam jeszcze na myśl przyjdzie! Czekam niecierpliwie na deklarację!
Ostatnio zmieniony 23 kwietnia 2016, 16:54 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 kwietnia 2016, 16:54

Lecznica dla zwierząt, niedziela 28 lutego 2016

Wiktor Kruk opuścił dom proboszcza targany wątpliwościami, których nie ważył się otwarcie wygłosić. Próbując poskładać w myślach elementy groteskowej zagadki śmierci Bukowskiego nieustannie dochodził do wniosku, że balansuje na krawędzi pomiędzy zdrowym rozsądkiem i szaleństwem. Jego ścisły precyzyjny umysł nie chciał akceptować pewnych absurdalnych wniosków, chociaż wiele wskazywało na to, że w domostwie Grega zaszlachtowano dziesiątki ryb, a on sam uległ co najmniej tygodniowemu rozkładowi ciała w noc swego zaginięcia.

Bijąc się z myślami lekarz pojechał do lecznicy Natalii Serman. Posterunkowy Mazur nalegał na sekcję padłych w budynku zwierzątek i chociaż Wiktor nie widział w tym zabiegu większego sensu, nie chciał policjantowi odmówić.

Brama lecznicy była otwarta, toteż wjechał na podjazd, pozostawił tam samochód i posługując się otrzymanym od Mazura kluczem wszedł do środka budynku.
Lecznica sprawiała dziwnie wymarłe wrażenie. Kruk zrzucił je na karb przeżyć odniesionych w trakcie wcześniejszej wizyty, kiedy odkrycie martwych zwierząt poruszyło w pewnym stopniu również jego introwertyczną naturę. Martwe ciała wciąż leżały w klatkach, wpatrując się w przestrzeń pozbawionymi życia oczami. Wiktor obejrzał je wpierw uważnie nie dotykając żadnego truchła, próbując raz jeszcze zdiagnozować przyczynę nagłego zgonu wszystkich osobników.

Ponownie uznał, że zabił je atak panicznego strachu, chociaż w żaden sposób nie potrafił sobie wyobrazić źródła tak ogromnego lęku dla zwierząt ukrytych w nocy w pozornie całkowicie bezpiecznym budynku. Natalia nie zauważyła żadnych śladów włamania, żadnych uszkodzeń drzwi czy okien. Czy to możliwe, by zwierzątka wyczuły coś na zewnątrz lecznicy? Stojąc w bezruchu nad klatkami Wiktor znowu pomyślał, że zaczyna ulegać podszeptom oczywistego szaleństwa.

I wtedy odniósł inne irracjonalne wrażenie.

Wydało mu się, że nie jest w budynku sam.
W ramach sesyjnej edukacji dla nowych graczy zdradzę Wam kolejną tajemnicę Mistrzów Gry PBF. Specyfika tego rodzaju sesji sprawia, że rozciągają się one w czasie: raz mają opóźnienie gracze, innym razem MG. Jest to zrozumiałe, ale oczywiście są też pewne limity lagów. Wtedy właśnie wielu MG korzysta z tzw. "dramatycznego skoku napięcia" - dokonuje się go poprzez spektakularne uśmiercenie najrzadziej udzielającego się w sesji gracza. Musicie mi na razie uwierzyć na słowo, ale to zazwyczaj mocno dopinguje pozostałych do reaktywacji swych postaci!

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 23 kwietnia 2016, 18:01

Dziewczyna próbuje uniknąć złapania za włosy, jeśli w tym czasie uda jej się podciąć mu nogi tak żeby się przewrócił to to robi. Jeśli jej się to uda zrywa się na równe nogi i co sił pędzi wydzierając się w wniebogłosy wołając o pomoc. Jeśli nie będzie takiej możliwości to kopie go w przyrodzenie ( ot instynkt...) jeśli go to obezwładni wybija mu sztylet z rąk oile nie dojdzie do wniosku że jest na to zbyt słaba, wówczas rzuci się do ponownej ucieczki wrzeszcząc wniebogłosy o pomoc. Jeśli jednak to zrobi to zaraz po tym też rzuca się do ucieczki. Jeśli znajduje się w pozycji zupełnie uniemożliwiającej operowanie nogami jako bronią wówczas unika turlając się w bok i zrywa się nogi i dalej wydzierając się ucieka. W każdym razie nie odda skóry bez walki!

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 24 kwietnia 2016, 16:47

Trzebiatów, niedziela 28 lutego 2016

Tomasz uśmiechnął się i odrzekł nieco ściszonym głosem:
- Tak. Miał to być bulwersujący reportaż o wandalach. Planowałem pogrzmieć na młodzież, liczyłem na jakiś element społecznego konfliktu... Wie Pan, sekta kontra parafia albo nacjonaliści kontra mniejszość niemiecka, ale sprawy się skomplikowały.

Zerknął na rozmówcę, a widząc zainteresowanie, postanowił kontynuować, ważąc słowa i uważając, by nie powiedzieć zbyt wiele.
- Widzi Pan, moim zdaniem wybór mogił nie był przypadkowy. To nie był zwyczajny wandalizm. Do tego te symbole... Wrodzona ciekawość nie daje mi spokoju. Chyba utknąłem tu aż do czasu wyjaśnienia zagadki.

- Dodatkowo uważam, że było to tylko preludium tragicznych wydarzeń w regionie. Nie chcę być czarnowidzem, ale wspomni Pan moje słowa...

- A że tak jeszcze powrócę do tematu symboli. Wspomniał Pan jakiegoś szweda. Pamięta Pan może nazwisko tego badacza?
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 kwietnia 2016, 18:57

Trzebiatów, niedziela 28 lutego 2016

- Wyleciało mi z pamięci - Zalewski rozłożył przepraszającym gestem ramiona - Był tutaj z wizytą dobre dwadzieścia lat temu, bodajże w dziewięćdziesiątym piątym. Pewnie z racji wieku nie pamięta pan specyfiki tamtych czasów. Kłopoty językowe, szczątkowa komunikacja, ustawiczne trudności z pozwoleniami na wgląd w archiwa. Zniechęcił się i wyjechał. Coś tam słyszałem, że wydał później książkę, w bardzo niskim nakładzie, na własny koszt. Wątpię, by ktokolwiek trudził się przełożeniem jej na nasz język.

- Może jakoś uda mi się wpaść na jej trop - odparł Ordycz - Naprawdę panu dziękuję za spotkanie w tak szybkim terminie. Proszę księdza, pora na nas, odwiozę księdza do Dźwirzyna.

Poklepany po ramieniu proboszcz otworzył oczy, obrzucił obu mężczyzn nieco nieprzytomnym spojrzeniem, wymamrotał jakieś nieskładne przeprosiny.
Myślę, że przerobiliśmy już wszystkie punkty do omówienia z Zalewskim, trzeba wracać do Dźwirzyna!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 kwietnia 2016, 19:04

Plaża opodal Dźwirzyna, niedziela 28 lutego 2016

Czując podchodzący do gardła żołądek, zdesperowana do granic możliwości Natalia wyrzuciła przed siebie lewą nogę mierząc piętą prosto w kolano szaleńca. Do jej uszu dobiegł suchy trzask mogący wieścić złamanie rzepki, ale dźwięk ten utonął natychmiast w chrapliwym wrzasku bólu wydartym z ust napastnika. Przekręcając się w biodrach dziewczyna kopnęła ponownie, tym razem drugą nogą w krocze nastolatka.

I tym razem dosięgła celu, a wrzask Falentego jeszcze przybrał na intensywności. Łamiąc się wpół mężczyzna wypuścił z dłoni swój nóż, zaczął ściskać w zamian obolałe przyrodzenie. Broń spadła na piasek tuż obok ręki Natalii, wbiła się w sypki grunt do połowy ostrza.
Na razie idzie dobrze! Lecimy według wcześniejszych deklaracji czy może jakieś zmiany?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 kwietnia 2016, 11:33

Krucze Wzgórze, niedziela 28 lutego 2016

Posiadłość Grega Bukowskiego okazała się pusta. Śledczy z kołobrzeskiej prokuratury i towarzyszący im policjanci musieli wciąż jeszcze zabezpieczać wyrzucone na plażę zwłoki właściciela, to zaś sprzyjało nie do końca legalnym planom posterunkowego Mazura. Naciągnąwszy na dłonie wyciągnięte z kieszeni kurtki rękawiczki, mężczyzna wszedł dyskretnie do środka domostwa i zaczął sukcesywnie przeszukiwać kolejne pomieszczenia.

Prokuratorzy pozostawili mieszkanie ekstrawaganckiego emigranta w stanie pierwotnego bałaganu, nie ruszyli nawet podziurawionego kulami niedźwiedzia. Na widok leżącego na podłodze trofeum Marcin skrzywił się przelotnie, szybko puścił jednak w niepamięć swą ewidentną wpadkę. Do jego nozdrzy dotarł charakterystyczny odór starej krwi, niemal już całkiem zakrzepłej. Ciemnobrązowa kałuża opodal kominka wciąż niepokoiła rozmiarami.
Przeszukanie mieszkania nie pozwoliło na odkrycie żadnych oczywistych motywów zbrodni. Z ciekawostek nadmienię amerykański paszport Bukowskiego oraz znalezioną w sypialni na piętrze pamiątkę militarną w postaci umieszczonego w przeszklonym pudełku lugera. Żadnych skrytek ani sejfów, żadnych pentagramów i dowodów przynależności do masonerii.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 kwietnia 2016, 11:37

Moi drodzy, trochę mnie niepokoi spadające tempo biegu fabuły. Część graczy ewidentnie wyłączyła się z zabawy i nie znam tego powodów. Jeśli to krótkotrwały brak czasu, poproszę o informację na PW. Jeśli wygasło zainteresowanie sesją, tym bardziej poproszę o PW. Rzecz w tym, że nieaktywni gracze blokują pewne wątki, które mogę rozwinąć przejmując ich postacie jako proksy, koniec końców zapewne je uśmiercając.

Jeśli zatem zamierzacie dalej grać, potwierdźcie to proszę, by nie spowalniać tempa zabawy aktywnym graczom.

Napomknę też, że na obecnym etapie śledztwa istnieją trzy bardzo istotne wątki mogące zbliżyć Was do jej rozwiązania. Dwa z nich zgłębiacie, ale trzeci został całkowicie jak dotąd pominięty.

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 26 kwietnia 2016, 12:47

Krucze Wzgórze, niedziela 28 lutego 2016

Marcin przejrzał dokumenty Bukowskiego analizując je dokładnie. Mazur czuł, że traci coraz więcej swojego czasu. Chciał dotrzeć do jakiegoś punktu odniesienia, który mógł by przybliżyć go do rozwiązania zagadkowej sprawy.
Posterunkowy zamarł przez chwilę patrząc na kałużę i starając się wymyślić choćby nieprawdopodobną wersję tego co mogło się tutaj wydarzyć.

Myśl, co mogło by się tutaj wydarzyć? Nie ma tutaj śladów ryb ani ich pozostałości. Spojrzał na biblioteczkę z porozwalanymi na półkach książkami.Bukowski zdaje się był silnym mężczyzną, jeśli nie użył broni palnej i tak mógł zadać sprawcy jakieś obrażenia ale i samemu zostać rannym. Nie ma jednak śladów krwi ludzkiej. Musiał więc zostać wyciągnięty. Spojrzał w stronę drzwi balkonowych, które tej pamiętnej nocy zastali otwarte.

Przyznaj się chociaż przed samym sobą, nic tu nie pasuję. Może on był po prostu przypadkową ofiarą czegoś co chciało się pożywić w jakiś sposób? Ale tak we własnym domu?

Marcinowi znów przypomniały się sesje RPG, oraz część rozmów na temat samego systemu wilkołaka apokalipsa. Przygody, w których miały miejsce takie dziwne przypadki zniknięć stanowiły normę. Podobieństwo jeśli chodzi o irracjonalność w przypadku, który badał obecnie i jako gracz, sprawiło że jego tok myślenia wszedł na mniej racjonalną ścieżkę.

Dobra nie mam wytłumaczenia na to co się tu stało, spróbujmy to zrobić tak jak to robiłem jako postać z wilkołaka. Mamy ofiarę, która zniknęła i odnalazła się na brzegu kawał stąd. W stanie zaawansowanego rozkładu. Jak topielec... Rybia krew może być krwią napastnika. W oceanie żyje wiele istot, może to jakiś mutant? Na użytek analizy, załóżmy więc, że napastnik był kimś na kształt rekinołaka. Dobrze, że nikt nie słyszy jak główkuję bo by mnie wywalili z tej roboty. Heh nawet pasuje duża ilość krwi. Ale w tedy musiałbym założyć że Bukowski był uzbrojony...

Błądząc w myślach spojrzał na porozrzucane bezładnie po podłodze książki. Podszedł do tej najbliżej kałuży, po czym zaczął ją przeglądać . Przejrzał jeszcze parę książek ale język niemiecki usilnie odstraszał bohatera.

To niema sensu. Pójdźmy więc dalej, Bukowski mógł być przypadkową ofiarą jakiejś napaści. Załóżmy rekinołaka, którego zranił. Ten w zamian zemścił się na Bukowskim popychając go na biblioteczkę... mężczyzna osuwa się nieprzytomny, a napastnik pomimo rany zarzuca sobie go niczym zdobycz na ramię i ucieka. Może był w lecznicy po jakieś medykamenty? Z tego co zauważyłem nie było tam śladów włamania, ale wypadało by się dogłębniej temu przyjrzeć. Może rekinołaki umieją zmieniać się w wodę i potrafią wchodzić przez dziurkę od klucza? Ale po co i jak? Nie zostawia śladów chyba, że ktoś to zrani albo gdy kogoś transportuje. Mam nadzieje, że jeśli to potwór to moje kule dadzą rade to ubić. Choć wolał bym żeby to była banda gnojków, która rozlała z kanistrów tą krew dla zmyłki. Wiem jednak, że gdyby tak było, śledczy już dawno by o tym wiedzieli. Czy jestem w stanie spróbować znaleźć trop tej istoty? Podczas deszczu w nocy miałem i tak marne szanse, ale teraz jest widno, ślady pewnie jakie by niebyły po płynęły z nurtem, albo leżą w jakiejś kałuży. Cóż, nie szkodzi spróbować. Może śledczy też chwycili jakiś trop? Zadzwonię do nich i dowiem się może czegoś ciekawego.

Posterunkowy podszedł do drzwi prowadzących na tył posiadłości, poczuł lęk związany ze wspomnieniem wczorajszego wieczora. Pomyślał że zamiast zostać w środku mógł wówczas zdecydować aby przejść przez te drzwi i spróbować odnaleźć ofiarę.

Może gdybym wtedy poszedł w pościg za nimi, Bukowski by żył? A może odwrotnie, nikt by nie przeżył. Poszukam śladów.

Po wyjściu z budynku posterunkowy poczuł ulgę, ze może odetchnąć spokojnie nie czując tego odoru krwi. Wziął kilka głębszych oddechów by nacieszyć się powietrzem po czym wykręcił numer do śledczych. Przykładając telefon do ucha zaczął rozglądać się za tropem.

Mogę robić jedno i drugie przynajmniej na początku. Może naprowadzą mnie na jakiś ślad. Tymczasem mogę sam go szukać.
Ostatnio zmieniony 27 kwietnia 2016, 02:12 przez Fobetor, łącznie zmieniany 1 raz.

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 27 kwietnia 2016, 00:31

Plaża opodal Dźwirzyna, niedziela 28 lutego 2016

Gdyby ktoś jej powiedział, że w tak krótkim czasie zostanie mistrzynią sztuk walki, nigdy by w to nie uwierzyła...Kiedy dziwny przedmiot został upuszczony przez Maćka i wylądował tuż obok ręki Natalii, ta instynktownie go chwyciła po czym rzuciła się w stronę wyjścia z plaży. Odbiegłszy na bezpieczną odległość zatrzymała się chcąc sprawdzić czy jest w stanie dojrzeć niedoszłego napastnika, jednocześnie sięgnęła do kieszeni chcąc zadzwonić do Mazura, a następnie po doktora Kruka. Zdaje się że właśnie zrobiła trwałą krzywdę istocie którą już wcześniej ktoś skrzywdził... Wciąż nie mogła uwierzyć w to co się przed chwilą wydarzyło, obraz Maćka Falentego, który zawsze budził jej współczucie mieszał się w jej umyśle z obrazem pochylającego się nad nią mordercy. Kotłował się w niej strach i gniew z domieszką współczucia, serce łomotało jej jak szalone kiedy wykręcała numer do Marcina.

- Marcin, musisz przyjechać jak najszybciej na plażę! Falenty... chciał mnie zamordować... obezwładniłam go...Proszę przyjedź jak najszybciej! - po tych słowach rozłączyła się i nie zwlekając odszukała numer do miejscowego lekarza.

- Doktorze, potrzebna pana pomoc na plaży, proszę pojawić się jak najszybciej, chyba złamałam nogę Maćkowi Falentemu... - po krótkiej rozmowie z lekarzem rozłączyła się i przestępując z nogi na nogę otuliła się bardziej kurtką wciąż wpatrując się w miejsce gdzie porzuciła swoją "ofiarę".
Jeśli napastnik będzie ją gonić pomimo ran które mu zadała, oczywiście będzie uciekać.
Jeśli nie, zatrzyma się w bezpiecznej odległości, tak aby mieć go na oku i będzie chciała zadzwonić do Mazura a potem po Kruka. W czasie rozmowy cały czas ma na oku Maćka
Dziewczyna wie że ma wystarczające kompetencje aby samodzielnie udzielić pomocy chłopakowi ale nie jest w stanie przełamać się aby cokolwiek zrobić w tym kierunku.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 kwietnia 2016, 16:47

Plaża opodal Dźwirzyna, niedziela 28 lutego 2016

Ściskający przyrodzenie napastnik ustał na nogach jedynie krótką chwilę, potem upadł na kolana zgięty wpół, by koniec końców przewrócić się na bok w piasek. Silny kopniak Natalii skutecznie pozbawił go dalszych przejawów agresji, ale dziewczyna nie zamierzała tracić czujności. Oddaliwszy się na kilkanaście kroków zadzwoniła do doktora Kruka, ten jednak nie odebrał połączenia . Natalia uznała pośpiesznie, ze najpewniej zajęty był oględzinami jej martwych podopiecznych, dlatego nagrała się na skrzynkę, a potem zaczęła wybierać z pamięci aparatu numer Marcina.

Jej oczy skakały ustawicznie z wyświetlacza komórki na jęczącą głośno postać i z powrotem. Falenty wciąż pozostawał całkowicie niezdolny do zmiany pozycji, zaczął też histerycznie zawodzić i szlochać. Nie wiedzieć czemu wydawane przez niego odgłosy rozpaczy wzbudziły w dziewczynie większy przestrach niż wcześniejszy widok ostrza w dłoni nastolatka.

Wzrok Natalii zatrzymał się bezwiednie na ułożonym w zgięciu łokcia nożu. Wcześniej nie miała okazji przyjrzeć się narzędziu niedoszłej zbrodni, gnana adrenaliną i grozą. Teraz otworzyła mimowolnie usta uświadamiając sobie, że w jej ręce trafił przedmiot nie mający nic wspólnego z kuchenną zastawą bądź sprężynowcem stadionowego zadymiarza.

Długie na pięćdziesiąt centymetrów ostrze wykonane było z powleczonego zielonkawą patyną metalu i zwracało na siebie uwagę nieregularnie rozmieszczonymi stożkowatymi ząbkami. Jeszcze bardziej zadziwiała jednak rękojeść. Po pierwsze, wydawała się nieproporcjonalnie duża w porównaniu z rozmiarami ludzkiej dłoni; po drugie, chociaż Natalii trudno było w to uwierzyć, wykonano ją z bursztynu.

Wprawnie obsłużony długimi wąskimi palcami, telefon zaczął w końcu otwierać połączenie z posterunkowym Mazurem.
Pozwoliłem sobie na małą manipulację deklaracji BG. Z wrażenia dziewczyna zadzowniła najpierw do lekarza, a nie swego kuzyna (pomyłka wywołana nadmiarem emocji). Ponieważ doktor Kruk nie odebrał telefonu Natalii, pani weterynarz mogła mu się tylko nagrać na pocztę głosową. Niedoszły napastnik leży i dość pociesznie kwiczy, nie sprawiając na razie groźnego wrażenia. Czy Natalia będzie chciała ściągnąć Marcina jak najszybciej na plażę jako odsiecz czy poprosi go o pomoc w zawiadomieniu o napaści policji?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 kwietnia 2016, 16:48

Krucze Wzgórze, niedziela 28 lutego 2016

Marcin opuścił domostwo na Kruczym Wzgórzu tarasowym wyjściem, dokonując pobieżnych oględzin zaniedbanego ogrodu na tyłach domu. Musiał je ograniczyć wbrew swej woli do minimum, ponieważ grząska ziemia nie wciągnęła jeszcze deszczowej wody po nocnej ulewie i przechadzając się po całym terenie zostawiłby w błocie odciski butów alarmując tym samym śledczych o czyjejś obecności na zamkniętej do odwołania posesji.

Posterunkowy nie wątpił, że dochodzenie prokuratury nabierało pędu. W Dźwirzynie doszło do zagadkowej zbrodni i chociaż opinia publiczna nie znała jeszcze żadnych szczegółów, lada chwila w mediach mogła eksplodować bomba. Najgorsze było jednak to, że sprawca bądź sprawcy napaści na Bukowskiego wciąż mogli znajdować się w pobliżu, być może już wybierając następne ofiary. Na myśl o takim obrocie spraw policjant poczuł lodowaty dreszcz na plecach, nie mający wiele wspólnego z porywistym zimnym wiatrem.

Jego służbowa broń spoczywała w pancernej szafie na komisariacie i brak znajomego ciężaru na biodrze wywołał w mężczyźnie poczucie bezbronności. Zastanawiając się w duchu nad zabraniem pistoletu z posterunku skręcił wzdłuż krawędzi wzniesienia, potem przystanął na chwilę pochłonięty innymi myślami. Nie wiedział, czy policjanci z pionu śledczego pracujący na plaży zechcą powiedzieć mu cokolwiek, ale zawsze mógł spróbować pociągnąć ich za języki. Przymusowy urlop urlopem, ale każdy prawdziwy gliniarz zrozumiałby kumpla po fachu postawionego w sytuacji Marcina.

Nim podjął ostateczną decyzję, jego telefon ożył grając żywą melodię. Dzwoniła Natalia.
Służbowa broń jest na komisariacie, ale Marcin zna kod do szafy i może zabrać pistolet niepostrzeżenie, jeśli nie chce chodzić po mieście bezbronny. Dzwonienie do śledczych może być trudne, bo Mazur nie ma żadnego bezpośredniego numeru, musiałby wpierw zadzwonić do Kołobrzegu i poprosić o odpowiednie namiary, a istnieje wówczas prawdopodobieństwo, że zostanie zignorowany. Teoretycznie dużo prościej byłoby wrócić na plażę, by spróbować zagadać detektywów przy papierosku. No, ale w międzyczasie zadzwoniła Natalia. Ciekawe, czego chce?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 kwietnia 2016, 16:49

Dźwirzyno, niedziela 28 lutego 2016

Powrót do Dźwirzyna przebiegł w milczeniu, żaden z jadących autem mężczyzn nie podjął się próby zawiązania konwersacji. Z włączonego radia płynęła rozmowa komentatorów dyskutujących na temat pata konstytucyjnego oraz Światowych Dni Młodzieży. Zastydzony widać swą sennością proboszcz wyglądał przez boczne okienko samochodu pozostawiajac Ordycza samego sobie z plątaniną myśli w głowie.

Wizyta u Henryka Zalewskiego przyniosła garść odpowiedzi, ale zaowocowała mnóstwem następnych pytań. Niewyjaśniona pozostawała symbolika na pamiątkowych płytach, która z jakiegoś powodu nie dawała dziennikarzowi spokoju. Anonimowy szwedzki historyk i jego wydrukowana niewielkim nakładem książka, którą zdobyć można było zapewne tylko w oryginalnej wersji. Potencjalnie wymarła niemiecka rodzina o złej reputacji, odtrącona przez władze Trzeciej Rzeszy pomimo swego bogactwa i lokalnych wpływów. Zagadkowa śmierć amerykańskiego emigranta, który powrócił po latach w Stanach do Starego Świata i który zmarł w zaskakujących okolicznościach w morzu.

Samochód podjechał pod kościół w Dźwirzynie, zatrzymał się tuż pod kutą z żelaza bramą. Ksiądz pożegnał się zdawkowo z kierowcą, trzasnął drzwiami auta przechodząc za bramę. Tomasz odprowadził go wzrokiem: zgarbioną męską sylwetkę maszerującą po żwirze dziedzińca w kierunku wejścia na plebanię. Przez ułamek chwili dziennikarz padł ofiarą złowieszczegoprzeczucia, że z jakiegoś powodu widzi proboszcza Marka po raz ostatni, co oczywiście nie było w żaden sposób uzasadnione i co Ordycz natychmiast w duchu wyśmiał. Jego pobudzona kumulacją dziwnych wydarzeń wyobraźnia zaczynała powoli wariować.
Reporter odwiózł księdza na plebanię i siedzi teraz w samochodzie obok kościoła. Jest późne popołudnie, chociaż robi się trochę ciemniej z powodu wiszących nad Dźwirzynem burzowych chmur. Dalsze plany? Co Ordycz zamierza teraz zrobić? Zadzwonić do redakcji, pójść na spóźniony obiad? Coś innego?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 kwietnia 2016, 16:50

Lecznica dla zwierząt, niedziela 28 lutego 2016

Tajemniczy chrobot wydawał się dobiegać z poddasza. Zaintrygowany odgłosami drapania lekarz wspiął się dyskretnie po wiodących na piętro lecznicy schodach, stanął pośrodku wąskiego korytarza zadzierając w górę głowę. Przez chwilę w budynku panowała przenikliwa cisza, kiedy jednak Wiktor gotów już był uznać swe podejrzenia za urojenie, cichy szelest zakończony odgłosem drapania spłynął z poddasza pomiędzy pomalowane na beżowo ściany korytarza.

Wzrok lekarza spoczął na sufitowej klapie zamykającej wejście na stryszek. Przez chwilę złe przeczucia trzymały go w miejscu niczym magnes, koniec końców jednak zwyciężyła ciekawość. Starając się nie robić hałasu, Kruk wyciągnął z najbliższego pokoju wysokie metalowe krzesło i ustawił je dokładnie pod klapą strychu. Z dołu dobiegł znienacka dźwięk grającego telefonu. Ktoś dzwonił na komórkę lekarza, ale Wiktor nie zamierzał przerywać teraz swego dochodzenia. Postanowił oddzwonić po zajrzeniu na poddasze, skąd ponownie dobiegł dziwny chrobot.

Mężczyzna wspiął się bezszelestnie na krzesło, stanął na nim wspinając się na czubki palców w niewygodnej i nieco chybotliwej pozycji. Oparł na chwilę dłonie na krawędziach klapy, potem zaczął ją unosić w górę tworząc coraz większą szparę pomiędzy klapą i futryną otworu wejściowego.

Na poddaszu panował lekki półmrok, skutecznie trzymany w ryzach słonecznym światłem wpadającym na stryszek przez niewielkie przeszklone lufciki. Kruk westchnął w duchu z ulgą, ponieważ wyobraźnia zdążyła mu już podsunąć wyobrażenie pogrążonego w ciemności poddasza, a lekarz nie zabrał ze sobą latarki.

Wstrzymując oddech uniósł się jeszcze wyżej wystawiając głowę ponad krawędź otworu, rozglądając się uważnie we wszystkich kierunkach. Jego wzrok natrafił na jakieś zakurzone pudła, jakieś zrolowane płachty materiały i drewniane skrzynki.

Poruszenie było tak błyskawiczne, że umysł lekarza w pierwszej chwili nawet nie zrozumiał natury zarejestrowanego kątem oka ruchu. Podświadomość wysłała mu pierwszy sygnał ostrzegawczy, kiedy było już za późno na obronną reakcję.

Wysoki rozedrgany syk i bezwolny ludzki okrzyk zlały się ze sobą w jeden budzący zgrozę dźwięk.
:o

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 27 kwietnia 2016, 21:13

Pod plebanią, niedziela 28 lutego 2016

Ordycz odprowadził wzrokiem proboszcza. Nie mógł oprzeć się dziwnemu wrażeniu, że widzi duchownego po raz ostatni. Było ono na tyle absurdalne, iż pomyślał, że traci zmysły. Może to coś w powietrzu?
- Ta, tylko patrzeć jak pierdyknę samobója jak te zwierzaki - mruknął. Wyciągnął ze schowka prepaid i wymienił karty sim w telefonie.
- Że też do tej pory nie sprawiłem sobie dual sim na takie okazje... - wybrał numer do naczelnego.

- Dobrydzień szefie. Tu Ordycz. Dzwonię z nowego numeru, bo stary jest już pewnie na nasłuchu.
- Tak, wiem, że jest niedziela - uśmiechnął się złośliwie z nieskrywaną satysfakcją.
- To jest głębokie bagno. Wczorajszy zaginiony, to już dzisiejszy denat. Najlepsze jest to, że to ma związek z naszym wandalizmem.
- Nie. Niech Pan nie dzwoni. Ja będę dzwonił.
- Wszystkie foto wrzucam na serwer. Gdyby coś się stało... no to admin da Wam wszystko.
- Nie wygłupiam się, ale sprawa wygląda niebezpiecznie, a wciąż niewiele wiemy.
- Jadę zbadać jedno miejsce. Odezwę się jak będę miał coś więcej.

Rozłączył się i wziął laptopa. Zgrał zdjęcia na dysk i wyczyścił karty aparatu. Następnie wysłał pliki na serwer. Szybko napisał maila do prof. Kłoska z zapytaniem o badaczy kultur nadbałtyckich wraz z tytułem szwedzkiej książki znalezionej w domu na wzgórzu.

Zerknął na zegarek. Pora obiadowa już minęła, był jednak zbyt podniecony by zajmować się tak przyziemnymi sprawami jak posiłki.
Odnalazł informacje o zabytkowym kościółku. Wprowadził współrzędne do GPSa i uruchomił silnik.
Jarl przed zapadnięciem zmroku chciałby zbadać zrujnowany zabytek, o którym wspomniał historyk.
Potem chce wrócić na plebanię, bo spodziewa się wieczornego spotkania całej grupy zaangażowanych w ostatnie wydarzenia.
Jeśli będzie miał możliwość to wracając na plebanię wciągnie jakiegoś kebaba ;)
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

ODPOWIEDZ