Bradley i Karen zabrali się za podnoszenie kamiennych wrót. Połączony wysiłek ich mięśni okazał się skuteczny, przedsięwzięcie wymagało jednak także uwagi. Jeden błąd, ześlizgnięcie się dłoni z krawędzi mogłoby doprowadzić do zmiażdżenia palców, co niewątpliwie skomplikowałoby sytuację. Dlatego zabrali się za to nie tylko z energią, generowaną przez wcześniejszą dowcipną wymianę zdań, ale przede wszystkim i z uwagą Początkowo szło dość łatwo, później jednak należało podnieść wrota wyżej, dlatego Bradley podparł się barkiem, podtrzymując całość dał Karen możliwość zmiany uchwytu i przełożenie siły. Głuchy hurkot kamienia rozbrzmiał w starożytnym tunelu, gdy dwójka Spokrewnionych pokonywała przeszkodę.
Po drugiej stronie znajdował się ciemny korytarz, z którego bił przeraźliwy odór stęchlizny i rozkładu. Z pewnością nie było tu zbyt wiele tlenu, Nieumarli jednak nie potrzebowali go. Przejście było całkowicie spowite mrokiem, światło ustawionych na ziemi świec pozwalało jednak rozróżnić ślady prowadzące do wnętrza. Gdy tylko udało im się przejść na drugą stronę, podtrzymując nad sobą kamienne wrota, na umówiony znak opuścili je jednocześnie. Huk upadającej płyty rozbrzmiał potężnym echem. Później była już tylko cisza. Karen wyjęła z kieszeni zebrane wcześniej świece i zapaliła jedna dla siebie i druga dla Bradley'a. Szczur przykucnął, przypatrując się warstwie kurzu, pokrywającemu posadzkę. Szybko zorientował się, że dalej szły już tylko dwie osoby, a żaden ślad buta nie pasował do Kapitana Galaktyki. I wtedy usłyszeli znajomy dźwięk, którego nie można było pomylić. Dwa strzały z ciężkiego pistoletu rozniosły się echem po korytarzu, a potem znów nastała przerażająca cisza. Karen zrobiła kilka kroków do przodu oświetlając okolicę. Przed dwójką Kainitów rozpościerało się większe pomieszczenie z kamiennymi trumnami umieszczonymi w niszach, na ścianach bocznych.
Kapitan Galaktyka starał się opanować i naleźć wyjście z labiryntu. Muzyka grająca na uszach podnosiła go nieco na duchu, poza tym jednak nie była zbyt pomocna, odcinając go od dźwięków otoczenia. Płomień zapalniczki wyglądał dziwnie wątło, gdy Kapitan rzucił go w twarz wszechobecnej ciemności, poszukując własnych śladów. I wtedy stało się coś, czego absolutnie się nie spodziewał. Jego własny cień "ożył"i zaatakował zaskoczonego Malkaviana. Pierwszy cios uderzył w rękę trzymającą źródło światła. Zapalniczka wydała metaliczny dźwięk upadając na posadzkę. Wraz z nią zniknęło ostatnie źródło światła, Dwie sekundy później Kapitan odruchowo chciał odskoczyć na bok, ale w kompletnych ciemnościach nie było to łatwym zadaniem. Coś wyjątkowo zimnego, wręcz mrożącego tkankę oplatało się wokół jego prawej nogi, doprowadzając do bolesnego upadku. Zanim Świr zdążył się podnieść, poczuł chłodne koście dłonie na barkach, a następnie słodkie ukłucie i rozkosz płynącą z wampirzego Pocałunku. Fala przyjemności zalała jego ciało i umysł rozluźniając wszystkie mięśnie, poddając się całkowicie chwilowemu uniesieniu. Zaskoczenie zmieszane z ekstazą przytłoczyło go, sprawiając że kompletnie przestał się przejmować faktem, że kilkunastosekundowy orgazm kosztował go będzie dużo vitae. Jednak gdy otworzył oczy, zrozumiał że otacza go całkowity mrok, a prawą nogę mrozi niesamowity chłód, który zaciska się na udzie niczym stalowa obręcz. Coś pożywiało się na nim i musiało być bardzo głodne.
Morten przeszedł za wyłom, widząc przed sobą poszerzający się korytarz. Magiczne światła kontrolowane przez Algola rozświetliły przejście ujawniając kolejny tunel. Po lewej stronie dojrzał w nim dwumetrowy krzyż z Chrystusem, po prawej zaś wisiało na ścianie sporych rozmiarów aspersorium. Brujah natychmiast zauważył dziwnie znajoma frazę K+M+D wyrytą w kamieniu. Wychylił się zza wyłomu i machnął ręką na pozostałych, aby podeszli bliżej. Ostatecznie wszyscy znaleźli się blisko kości leżących na zakręcie, które szczególnie działały na Isabell. Torreadorka czuła, że nie wróżą niczego dobrego. Gdy skręcili w prawo, ujrzeli, iż pięć metrów przed nimi, przejście poszerza się. Podobnie jak wcześniej zaczęli rozglądać się uważnie.
Co robicie?
[/center]
[/center]