Drzwi szybkobieżnej windy rozsunęły się bezszelestnie, ukazując oczom pracującego przy terminalu Ricka postacie jego siostry i detektywa Aniolkowskiego. Przywołany machnięciem ręki, Carroway wylogował się czym prędzej z sieci i dołączył do partnerów przed drzwiami gabinetu szefa wydziału.
- Jest sam? - zapytał Angel dostrzegając zmatowione szklane ściany pomieszczenia, uniemożliwiające zajrzenie do środka królestwa de Soto.
- Nie, tłoczno tam - zaprzeczył szybko Rick - Paru gości i wyglądają na wysoko postawionych.
- O tej godzinie to kiepski znak - odparł Angel, po czym ugryzł się w język, bo drzwi gabinetu otworzyły się samoczynnie wyczuwając obecność zbliżających się gości.
- Wejdźcie proszę do środka - powiedział podniesionym głosem Andrew de Soto, siedzący za swoim wykonanym z drewnopodobnego tworzywa biurkiem. Towarzyszący mu czterej mężczyźni powitali przybyszów kiwnięciami głowy. Rozglądający się bacznie Angel rozpoznał z miejsca jednego z rozmówców de Soto, rzecznika prasowego NCPD kapitana Richarda Merciera. Pozostali trzej mężczyźni nie byli mu znani.
- Panowie pozwolą, że przedstawię - rzekł de Soto wstając ze swojego fotela - Detektyw Lynn Carroway, detektywi Rick Carroway i Thomas Aniolkowsky. To asystent burmistrza, pan Dale Foster, asystent komendanta naczelnego kapitan Samuel Rickson, agent specjalny FBI Alex Stone i kapitan Richard Mercier z naszej sekcji prasowej.
Słysząc nazwiska gości i stając się znienacka świadomym piastowanych przez nich funkcji, Angel spiął się podświadomie pamiętny awantury z udziałem Merciera i kapitana Johnsona z sekcji antynarkotykowej sprzed niecałego miesiąca.
Lecz tym razem nikt z obecnych w gabinecie szefa wydziału gości nie wybuchnął zdenerwowaniem ani nie zaczął wysuwać pod adresem detektywów oskarżeń, wręcz przeciwnie, wszyscy wymienili ze śledczymi uprzejme uściski dłoni, zachowując profesjonalne opanowanie i wieszcząc tym zachowaniem bardzo poważną rozmowę.