Prowadzony pewną ręką Angela samochód sunął Piętnastą Aleją w kierunku nabrzeża Del Coronado, przemieszczając się w ospałym tempie wymuszonym zwyczajowymi o tej porze dnia korkami. Ulicą niosły się ustawiczne dźwięki klaksonów, zmieszane ze zgiełkiem gigantycznych cyfrowych billboardów emitujących dwadzieścia cztery godziny na dobę bloki reklamowe.
Wnętrze nieoznakowanego policyjnego wozu było częściowo ekranowane przed hałasem z zewnątrz, ale natarczywe dźwięki i tak wdzierały się do kabiny ciemnoniebieskiego Chevroleta Humbera, wywołując u detektywa Aniolowskiego narastający ból głowy.
Mężczyzna najchętniej ulżyłby sobie dosadnym przekleństwem, ale powstrzymywała go przed tym obecność dwóch pasażerów, wpatrzonych w panoramę metropolii wzrokiem nie potrafiącym ukryć zdumienia i oczarowania. Thomas znał ten rodzaj spojrzenia, sam wciąż pamiętał oszołomienie sprzed zaledwie dwóch miesięcy, kiedy sam trafił na zacienione bryłami szklanych drapaczy chmur ulice Night City. To miasto potrafiło rzucić na kolana przyjezdnych... dopóki nie odsłaniało swej drugiej, posępnej twarzy.
Dziewczyna siedziała w przednim fotelu, jej towarzysz z tyłu Humbera. Oboje dzielili swą uwagę pomiędzy widok rozpościerający się za przyciemnionymi szybami wozu i nieustannie płynące z radia komunikaty policyjnych dyspozytorów.
- Ile czasu służyliście w Tahoe? - zapytał Angel próbując nawiązać konwersację, chociaż jego podopieczni przejawiali dotąd daleko posuniętą powściągliwość w rozmowie.
- Ja cztery lata, Rick pięć - odpowiedziała dziewczyna nie odrywając spojrzenia od pełnej przechodniów ulicy - Najpierw sekcja patrolowa, po egzaminach na śledczych kilka miesięcy w wydziale zabójstw. Potem przenieśli nas tutaj. A ty już długo w NC?
Lynn Carrowey odwróciła głowę w stronę kierowcy spoglądając na niego ciemnoszarymi oczami znad oprawek klasycznych metalowych okularów.