PBF - Narodziny legendy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 12 dzień Ostatnich Siewów
Jeźdźcy zatrzymali się przed chatą Gerdur, zeskakując z siodeł i przywiązując zgrzane zwierzęta do drewnianych palików na skraju drogi. Jeden z nich podszedł szybkim krokiem do drzwi domostwa naczelniczki, nim jednak wszedł do środka, Gerdur i Hroth stanęli w progu wywabieni panującym na zewnątrz hałasem.
- Nieźle się tu urządziliście, Hroth! - zakrzyknął nowo przybyły hersir, ściągając z głowy hełm i wsadzając go pod pachę - Cisza, spokój, domowe żarcie i krągłe dziewki! A musimy cierpieć humory Irileth.
- Sam żeś sobie winien, Ismund - roześmiał się drużynnik - Kiedy przyszło szukać chętnego do pilnowania tej wioski, małoś pod stół nie wlazł, byle się tylko jarl nie wypatrzył. Nie trza było gaciami trząść na myśl o wyjściu za mury, to byś teraz siedział tu za mnie. Ale gadaj, co tu robisz! Stało się coś w Grani?
- Nic niezwykłego - Ismund potrząsnął jasnowłosą grzywą, ozdobioną wplecionymi we włosy niebieskimi wstążkami - Jedziemy na dwór jarla Falkretu, z listami pana Balgruufa. Trza się wspólnie naradzić co do zniszczenia Helgen i widma tego parszywego smoka.
- Ktoś go gdzieś widział? - zapytała mocno zaniepokojona Gerdur, bezwiednie zerkając na pogodne przestworza.
- Zniknął bez śladu, ale ludzie wciąż mocno są zalęknieni - odparł Ismund skłaniając głowę ku naczelniczce - Jarl sądzi, że bestia może powrócić, kiedy poczuje głód.
- Niechby się nażarł mamutami na wyżynie, kurwi chwost - warknął Hroth, zaciskając dłonie w pięści - Przynajmniej oszczędzi nam kłopotów ze strony gigantów, ich też mógłby zeżreć.
- Chcecie po drodze nadjechać do Helgen? - spytała Gerdur kładąc dłoń na ramieniu Ismunda - Od czasu, kiedy ocaleli przynieśli straszne wieści, nikt więcej z tamtej strony nie przybył.
- Mamy jechać prosto do Falkretu, naczelniczko - potrząsnął głową jeździec - Nie lza nam czasu mitrężyć nadkładając drogi do Helgen, ale może zajedziemy tam w powrotnej drodze.
Jeźdźcy zatrzymali się przed chatą Gerdur, zeskakując z siodeł i przywiązując zgrzane zwierzęta do drewnianych palików na skraju drogi. Jeden z nich podszedł szybkim krokiem do drzwi domostwa naczelniczki, nim jednak wszedł do środka, Gerdur i Hroth stanęli w progu wywabieni panującym na zewnątrz hałasem.
- Nieźle się tu urządziliście, Hroth! - zakrzyknął nowo przybyły hersir, ściągając z głowy hełm i wsadzając go pod pachę - Cisza, spokój, domowe żarcie i krągłe dziewki! A musimy cierpieć humory Irileth.
- Sam żeś sobie winien, Ismund - roześmiał się drużynnik - Kiedy przyszło szukać chętnego do pilnowania tej wioski, małoś pod stół nie wlazł, byle się tylko jarl nie wypatrzył. Nie trza było gaciami trząść na myśl o wyjściu za mury, to byś teraz siedział tu za mnie. Ale gadaj, co tu robisz! Stało się coś w Grani?
- Nic niezwykłego - Ismund potrząsnął jasnowłosą grzywą, ozdobioną wplecionymi we włosy niebieskimi wstążkami - Jedziemy na dwór jarla Falkretu, z listami pana Balgruufa. Trza się wspólnie naradzić co do zniszczenia Helgen i widma tego parszywego smoka.
- Ktoś go gdzieś widział? - zapytała mocno zaniepokojona Gerdur, bezwiednie zerkając na pogodne przestworza.
- Zniknął bez śladu, ale ludzie wciąż mocno są zalęknieni - odparł Ismund skłaniając głowę ku naczelniczce - Jarl sądzi, że bestia może powrócić, kiedy poczuje głód.
- Niechby się nażarł mamutami na wyżynie, kurwi chwost - warknął Hroth, zaciskając dłonie w pięści - Przynajmniej oszczędzi nam kłopotów ze strony gigantów, ich też mógłby zeżreć.
- Chcecie po drodze nadjechać do Helgen? - spytała Gerdur kładąc dłoń na ramieniu Ismunda - Od czasu, kiedy ocaleli przynieśli straszne wieści, nikt więcej z tamtej strony nie przybył.
- Mamy jechać prosto do Falkretu, naczelniczko - potrząsnął głową jeździec - Nie lza nam czasu mitrężyć nadkładając drogi do Helgen, ale może zajedziemy tam w powrotnej drodze.
To poselstwo na dwór jarla Siddgeira, wiozące tam listy Balgruufa. Zabawią w Rzecznej Puszczy bardzo krótko...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 12 dzień Ostatnich Siewów
Oprowadzany po wiosce przez dumnego z siebie Hrotha, Ismund obejrzał uważnie pryzmy starożytnego oręża wydobytego z kurhanu, później zaś stał przez dłuższą chwilę pomiędzy dwoma pozostawionymi na pobliskiej łączce wozami pełnymi zesztywniałych zwłok.
Oderwawszy spojrzenie od zasieczonego przez Hastura orsimera wojownik odwrócił się w końcu w stronę Hrotha, założył ręce za plecy ściągając w zadumie usta.
- Sam nie wiem, czy to dobry pomysł - oznajmił - Jarl może się z tych trupów ucieszy, a może nie. Nie wiadomo, z kim miała ta banda dobre relacje, Hroth, nie wiadomo.
- Chędożę tych, z kim się oni sprzymierzali, Ismund - sarknął drużynnik - Styka mi wiedzieć, że to górskie zbóje i że nikogo na szlaku nie napadną. A jak jarl stwierdzi, że do niczego mu się nie przydarzą, wrzucimy ciała do rzeki pod miastem i po sprawie, nurt je poniesie aż do morza.
- Czyń jak uznasz za zasadne - wzruszył ramionami drugi hersir - Nie moja to troska. Wszelako chętnie wychynę po powrocie kufel z tymi zuchami, co ich ubili. To ci sami, którzy byli gośćmi na przedwczorajszej biesiadzie u jarla?
- Ci sami - kiwnął głową Hroth - Człek, kotołak, dwa elf i jaszczur. Cudaczna kompania, ale ponoć niebywale biegła w mieczu. I jeszcze jeden taki Breton się z nimi skumał.
Oprowadzany po wiosce przez dumnego z siebie Hrotha, Ismund obejrzał uważnie pryzmy starożytnego oręża wydobytego z kurhanu, później zaś stał przez dłuższą chwilę pomiędzy dwoma pozostawionymi na pobliskiej łączce wozami pełnymi zesztywniałych zwłok.
Oderwawszy spojrzenie od zasieczonego przez Hastura orsimera wojownik odwrócił się w końcu w stronę Hrotha, założył ręce za plecy ściągając w zadumie usta.
- Sam nie wiem, czy to dobry pomysł - oznajmił - Jarl może się z tych trupów ucieszy, a może nie. Nie wiadomo, z kim miała ta banda dobre relacje, Hroth, nie wiadomo.
- Chędożę tych, z kim się oni sprzymierzali, Ismund - sarknął drużynnik - Styka mi wiedzieć, że to górskie zbóje i że nikogo na szlaku nie napadną. A jak jarl stwierdzi, że do niczego mu się nie przydarzą, wrzucimy ciała do rzeki pod miastem i po sprawie, nurt je poniesie aż do morza.
- Czyń jak uznasz za zasadne - wzruszył ramionami drugi hersir - Nie moja to troska. Wszelako chętnie wychynę po powrocie kufel z tymi zuchami, co ich ubili. To ci sami, którzy byli gośćmi na przedwczorajszej biesiadzie u jarla?
- Ci sami - kiwnął głową Hroth - Człek, kotołak, dwa elf i jaszczur. Cudaczna kompania, ale ponoć niebywale biegła w mieczu. I jeszcze jeden taki Breton się z nimi skumał.
Hersirowie rozmawiają ze sobą na łączce za zachodnią bramą Rzecznej Puszczy. Jeśli chcecie podejść i zagadać, jest okazja poznać kogoś nowego.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Llorvas idąc już słyszał rozmowę dwóch drużynników jarla. podchodząc rzekł:
-Witaj Hroth i witajcie i Wy, jestem Llorvas a Was jak zwią? - lekko skinął głową w stronę dwóch wojów dunmer - A coście tak gnali na łeb i na szyję a na dodatek na zamęczenie koni? A i widzę, że podziwiacie Naszą robotę co? Nie powiem, nie było łatwo ale...Nieźle się spisaliśmy prawda?
Llorvas uśmiechnął się w stronę hersirów.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 12 dzień Ostatnich Siewów
Siedzący na ławce przy wejściu do karczmy Sivariael sięgnął łyżką do ciepłego jeszcze garnczka i nabrawszy na niego odrobinę kleistego pajęczego wywaru rozprowadził cuchnącą substancję po ostrzu swego miecza.
- Orgnar mi powiedział, że się parasz alchemią - powiedziała Delphine, która wychynęła bezszelestnie zza progu domostwa. Kobieta oderwała spojrzenie od altmera przyglądając się rozmawiającym ze swoimi przyjaciółmi jeźdźcom, ale nie zeszła na drogę.
- Prosty wywar z pajęczych jaj - skwitował jej stwierdzenie Sivariael, wskazując łyżką na garnczek - Trucizna na ostrza broni.
- Sama w sobie niezbyt mocna w takiej konsystencji - odparła Cyrodiilka przysiadając na ławie obok elfa. Sivariael poczuł na swym ciele dotyk jej ciepłego biodra, a do jego nozdrzy dobiegł delikatny zapach pachnidła, ale nic w zachowaniu Delphine nie pozwalało sądzić, że ludzka kobieta próbuje go uwodzić.
- Następnym razem powinieneś zmieszać z nią żółtko z jaja skałoświerga albo sproszkowany wiszący mech, a wzmocnisz dalece siłę jadu - poradziła właścicielka karczmy pociągając nosem nad garnczkiem.
Siedzący na ławce przy wejściu do karczmy Sivariael sięgnął łyżką do ciepłego jeszcze garnczka i nabrawszy na niego odrobinę kleistego pajęczego wywaru rozprowadził cuchnącą substancję po ostrzu swego miecza.
- Orgnar mi powiedział, że się parasz alchemią - powiedziała Delphine, która wychynęła bezszelestnie zza progu domostwa. Kobieta oderwała spojrzenie od altmera przyglądając się rozmawiającym ze swoimi przyjaciółmi jeźdźcom, ale nie zeszła na drogę.
- Prosty wywar z pajęczych jaj - skwitował jej stwierdzenie Sivariael, wskazując łyżką na garnczek - Trucizna na ostrza broni.
- Sama w sobie niezbyt mocna w takiej konsystencji - odparła Cyrodiilka przysiadając na ławie obok elfa. Sivariael poczuł na swym ciele dotyk jej ciepłego biodra, a do jego nozdrzy dobiegł delikatny zapach pachnidła, ale nic w zachowaniu Delphine nie pozwalało sądzić, że ludzka kobieta próbuje go uwodzić.
- Następnym razem powinieneś zmieszać z nią żółtko z jaja skałoświerga albo sproszkowany wiszący mech, a wzmocnisz dalece siłę jadu - poradziła właścicielka karczmy pociągając nosem nad garnczkiem.
Jeśli Sivariael chce skorzystać z okazji do pogłębienia swej wiedzy alchemicznej, chyba natrafił na dobrą osobę do konwersacji, ale ewentualna premia uzależniona jest od "ładnego" wpisu fabularnego! (czyt. obszerniejszego niż jedno czy dwuzdaniowy).