PBF - Narodziny legendy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 12 dzień Ostatnich Siewów
Jeźdźcy zatrzymali się przed chatą Gerdur, zeskakując z siodeł i przywiązując zgrzane zwierzęta do drewnianych palików na skraju drogi. Jeden z nich podszedł szybkim krokiem do drzwi domostwa naczelniczki, nim jednak wszedł do środka, Gerdur i Hroth stanęli w progu wywabieni panującym na zewnątrz hałasem.
- Nieźle się tu urządziliście, Hroth! - zakrzyknął nowo przybyły hersir, ściągając z głowy hełm i wsadzając go pod pachę - Cisza, spokój, domowe żarcie i krągłe dziewki! A musimy cierpieć humory Irileth.
- Sam żeś sobie winien, Ismund - roześmiał się drużynnik - Kiedy przyszło szukać chętnego do pilnowania tej wioski, małoś pod stół nie wlazł, byle się tylko jarl nie wypatrzył. Nie trza było gaciami trząść na myśl o wyjściu za mury, to byś teraz siedział tu za mnie. Ale gadaj, co tu robisz! Stało się coś w Grani?
- Nic niezwykłego - Ismund potrząsnął jasnowłosą grzywą, ozdobioną wplecionymi we włosy niebieskimi wstążkami - Jedziemy na dwór jarla Falkretu, z listami pana Balgruufa. Trza się wspólnie naradzić co do zniszczenia Helgen i widma tego parszywego smoka.
- Ktoś go gdzieś widział? - zapytała mocno zaniepokojona Gerdur, bezwiednie zerkając na pogodne przestworza.
- Zniknął bez śladu, ale ludzie wciąż mocno są zalęknieni - odparł Ismund skłaniając głowę ku naczelniczce - Jarl sądzi, że bestia może powrócić, kiedy poczuje głód.
- Niechby się nażarł mamutami na wyżynie, kurwi chwost - warknął Hroth, zaciskając dłonie w pięści - Przynajmniej oszczędzi nam kłopotów ze strony gigantów, ich też mógłby zeżreć.
- Chcecie po drodze nadjechać do Helgen? - spytała Gerdur kładąc dłoń na ramieniu Ismunda - Od czasu, kiedy ocaleli przynieśli straszne wieści, nikt więcej z tamtej strony nie przybył.
- Mamy jechać prosto do Falkretu, naczelniczko - potrząsnął głową jeździec - Nie lza nam czasu mitrężyć nadkładając drogi do Helgen, ale może zajedziemy tam w powrotnej drodze.
Jeźdźcy zatrzymali się przed chatą Gerdur, zeskakując z siodeł i przywiązując zgrzane zwierzęta do drewnianych palików na skraju drogi. Jeden z nich podszedł szybkim krokiem do drzwi domostwa naczelniczki, nim jednak wszedł do środka, Gerdur i Hroth stanęli w progu wywabieni panującym na zewnątrz hałasem.
- Nieźle się tu urządziliście, Hroth! - zakrzyknął nowo przybyły hersir, ściągając z głowy hełm i wsadzając go pod pachę - Cisza, spokój, domowe żarcie i krągłe dziewki! A musimy cierpieć humory Irileth.
- Sam żeś sobie winien, Ismund - roześmiał się drużynnik - Kiedy przyszło szukać chętnego do pilnowania tej wioski, małoś pod stół nie wlazł, byle się tylko jarl nie wypatrzył. Nie trza było gaciami trząść na myśl o wyjściu za mury, to byś teraz siedział tu za mnie. Ale gadaj, co tu robisz! Stało się coś w Grani?
- Nic niezwykłego - Ismund potrząsnął jasnowłosą grzywą, ozdobioną wplecionymi we włosy niebieskimi wstążkami - Jedziemy na dwór jarla Falkretu, z listami pana Balgruufa. Trza się wspólnie naradzić co do zniszczenia Helgen i widma tego parszywego smoka.
- Ktoś go gdzieś widział? - zapytała mocno zaniepokojona Gerdur, bezwiednie zerkając na pogodne przestworza.
- Zniknął bez śladu, ale ludzie wciąż mocno są zalęknieni - odparł Ismund skłaniając głowę ku naczelniczce - Jarl sądzi, że bestia może powrócić, kiedy poczuje głód.
- Niechby się nażarł mamutami na wyżynie, kurwi chwost - warknął Hroth, zaciskając dłonie w pięści - Przynajmniej oszczędzi nam kłopotów ze strony gigantów, ich też mógłby zeżreć.
- Chcecie po drodze nadjechać do Helgen? - spytała Gerdur kładąc dłoń na ramieniu Ismunda - Od czasu, kiedy ocaleli przynieśli straszne wieści, nikt więcej z tamtej strony nie przybył.
- Mamy jechać prosto do Falkretu, naczelniczko - potrząsnął głową jeździec - Nie lza nam czasu mitrężyć nadkładając drogi do Helgen, ale może zajedziemy tam w powrotnej drodze.
To poselstwo na dwór jarla Siddgeira, wiozące tam listy Balgruufa. Zabawią w Rzecznej Puszczy bardzo krótko...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 12 dzień Ostatnich Siewów
Oprowadzany po wiosce przez dumnego z siebie Hrotha, Ismund obejrzał uważnie pryzmy starożytnego oręża wydobytego z kurhanu, później zaś stał przez dłuższą chwilę pomiędzy dwoma pozostawionymi na pobliskiej łączce wozami pełnymi zesztywniałych zwłok.
Oderwawszy spojrzenie od zasieczonego przez Hastura orsimera wojownik odwrócił się w końcu w stronę Hrotha, założył ręce za plecy ściągając w zadumie usta.
- Sam nie wiem, czy to dobry pomysł - oznajmił - Jarl może się z tych trupów ucieszy, a może nie. Nie wiadomo, z kim miała ta banda dobre relacje, Hroth, nie wiadomo.
- Chędożę tych, z kim się oni sprzymierzali, Ismund - sarknął drużynnik - Styka mi wiedzieć, że to górskie zbóje i że nikogo na szlaku nie napadną. A jak jarl stwierdzi, że do niczego mu się nie przydarzą, wrzucimy ciała do rzeki pod miastem i po sprawie, nurt je poniesie aż do morza.
- Czyń jak uznasz za zasadne - wzruszył ramionami drugi hersir - Nie moja to troska. Wszelako chętnie wychynę po powrocie kufel z tymi zuchami, co ich ubili. To ci sami, którzy byli gośćmi na przedwczorajszej biesiadzie u jarla?
- Ci sami - kiwnął głową Hroth - Człek, kotołak, dwa elf i jaszczur. Cudaczna kompania, ale ponoć niebywale biegła w mieczu. I jeszcze jeden taki Breton się z nimi skumał.
Oprowadzany po wiosce przez dumnego z siebie Hrotha, Ismund obejrzał uważnie pryzmy starożytnego oręża wydobytego z kurhanu, później zaś stał przez dłuższą chwilę pomiędzy dwoma pozostawionymi na pobliskiej łączce wozami pełnymi zesztywniałych zwłok.
Oderwawszy spojrzenie od zasieczonego przez Hastura orsimera wojownik odwrócił się w końcu w stronę Hrotha, założył ręce za plecy ściągając w zadumie usta.
- Sam nie wiem, czy to dobry pomysł - oznajmił - Jarl może się z tych trupów ucieszy, a może nie. Nie wiadomo, z kim miała ta banda dobre relacje, Hroth, nie wiadomo.
- Chędożę tych, z kim się oni sprzymierzali, Ismund - sarknął drużynnik - Styka mi wiedzieć, że to górskie zbóje i że nikogo na szlaku nie napadną. A jak jarl stwierdzi, że do niczego mu się nie przydarzą, wrzucimy ciała do rzeki pod miastem i po sprawie, nurt je poniesie aż do morza.
- Czyń jak uznasz za zasadne - wzruszył ramionami drugi hersir - Nie moja to troska. Wszelako chętnie wychynę po powrocie kufel z tymi zuchami, co ich ubili. To ci sami, którzy byli gośćmi na przedwczorajszej biesiadzie u jarla?
- Ci sami - kiwnął głową Hroth - Człek, kotołak, dwa elf i jaszczur. Cudaczna kompania, ale ponoć niebywale biegła w mieczu. I jeszcze jeden taki Breton się z nimi skumał.
Hersirowie rozmawiają ze sobą na łączce za zachodnią bramą Rzecznej Puszczy. Jeśli chcecie podejść i zagadać, jest okazja poznać kogoś nowego.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Llorvas idąc już słyszał rozmowę dwóch drużynników jarla. podchodząc rzekł:
-Witaj Hroth i witajcie i Wy, jestem Llorvas a Was jak zwią? - lekko skinął głową w stronę dwóch wojów dunmer - A coście tak gnali na łeb i na szyję a na dodatek na zamęczenie koni? A i widzę, że podziwiacie Naszą robotę co? Nie powiem, nie było łatwo ale...Nieźle się spisaliśmy prawda?
Llorvas uśmiechnął się w stronę hersirów.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 12 dzień Ostatnich Siewów
Siedzący na ławce przy wejściu do karczmy Sivariael sięgnął łyżką do ciepłego jeszcze garnczka i nabrawszy na niego odrobinę kleistego pajęczego wywaru rozprowadził cuchnącą substancję po ostrzu swego miecza.
- Orgnar mi powiedział, że się parasz alchemią - powiedziała Delphine, która wychynęła bezszelestnie zza progu domostwa. Kobieta oderwała spojrzenie od altmera przyglądając się rozmawiającym ze swoimi przyjaciółmi jeźdźcom, ale nie zeszła na drogę.
- Prosty wywar z pajęczych jaj - skwitował jej stwierdzenie Sivariael, wskazując łyżką na garnczek - Trucizna na ostrza broni.
- Sama w sobie niezbyt mocna w takiej konsystencji - odparła Cyrodiilka przysiadając na ławie obok elfa. Sivariael poczuł na swym ciele dotyk jej ciepłego biodra, a do jego nozdrzy dobiegł delikatny zapach pachnidła, ale nic w zachowaniu Delphine nie pozwalało sądzić, że ludzka kobieta próbuje go uwodzić.
- Następnym razem powinieneś zmieszać z nią żółtko z jaja skałoświerga albo sproszkowany wiszący mech, a wzmocnisz dalece siłę jadu - poradziła właścicielka karczmy pociągając nosem nad garnczkiem.
Siedzący na ławce przy wejściu do karczmy Sivariael sięgnął łyżką do ciepłego jeszcze garnczka i nabrawszy na niego odrobinę kleistego pajęczego wywaru rozprowadził cuchnącą substancję po ostrzu swego miecza.
- Orgnar mi powiedział, że się parasz alchemią - powiedziała Delphine, która wychynęła bezszelestnie zza progu domostwa. Kobieta oderwała spojrzenie od altmera przyglądając się rozmawiającym ze swoimi przyjaciółmi jeźdźcom, ale nie zeszła na drogę.
- Prosty wywar z pajęczych jaj - skwitował jej stwierdzenie Sivariael, wskazując łyżką na garnczek - Trucizna na ostrza broni.
- Sama w sobie niezbyt mocna w takiej konsystencji - odparła Cyrodiilka przysiadając na ławie obok elfa. Sivariael poczuł na swym ciele dotyk jej ciepłego biodra, a do jego nozdrzy dobiegł delikatny zapach pachnidła, ale nic w zachowaniu Delphine nie pozwalało sądzić, że ludzka kobieta próbuje go uwodzić.
- Następnym razem powinieneś zmieszać z nią żółtko z jaja skałoświerga albo sproszkowany wiszący mech, a wzmocnisz dalece siłę jadu - poradziła właścicielka karczmy pociągając nosem nad garnczkiem.
Jeśli Sivariael chce skorzystać z okazji do pogłębienia swej wiedzy alchemicznej, chyba natrafił na dobrą osobę do konwersacji, ale ewentualna premia uzależniona jest od "ładnego" wpisu fabularnego! (czyt. obszerniejszego niż jedno czy dwuzdaniowy).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 12 dzień Ostatnich Siewów
Ismund zlustrował dunmera bacznym spojrzeniem, od stóp po głowę, kiedy jednak Llorvas zaczął już podejrzewać, że Nord go zignoruje, hersir wyciągnął w stronę rozmówcy schowaną w skórzanej rękawicy prawicę.
- Wielce podobny do Irileth, prawda Hroth? - powiedział wojownik ściskając dłoń dunmera - Wypisz wymaluj. Gdybyś miał jeszcze takie sterczące cycki jak ona, mógłbym się w tobie zakochać tak samo jak w niej.
Słyszący słowa przyjaciela Hroth zarechotał rubasznie, klepnął Ismunda w plecy otwartą dłonią.
- Nie unoś się na te słowa, Llorvasie - powiedział - Ismund często tak sobie żartuje, kiedy Irileth go nie słyszy. Boi się jej jak ognia, by zaś swe tchórzostwo ukryć, woli w oczach innych uchodzić za wielkiego wielbiciela jej piersi.
- I miecza - dodał uśmiechający się kącikami ust Ismund - Mieczem robi prawdziwie wybornie, a te stosy trupów pozwalają mniemać, żeś wcale od niej nie gorszy. Hroth mi powiadał, że chce was namówić na wstąpienie do służby u jarla. Jeśli to prawda, z dziką chęcią przekonam się na własne oczy jak robisz żelazem. Bandytów ci pod dostatkiem na okolicznych szlakach, aż się proszą o to, by im głowy z karków ściąć.
- Wyjeżdżają do Grani jutro o brzasku - uprzedził Llorvasa Hroth - A wy kiedy wracacie?
- Najpewniej wyjedziemy z Falkretu jutro o świcie - odpowiedział Ismund - Jarl kazał wracać jak najszybciej, więc dogonimy was pewnie na szlaku przed miastem.
Ismund zlustrował dunmera bacznym spojrzeniem, od stóp po głowę, kiedy jednak Llorvas zaczął już podejrzewać, że Nord go zignoruje, hersir wyciągnął w stronę rozmówcy schowaną w skórzanej rękawicy prawicę.
- Wielce podobny do Irileth, prawda Hroth? - powiedział wojownik ściskając dłoń dunmera - Wypisz wymaluj. Gdybyś miał jeszcze takie sterczące cycki jak ona, mógłbym się w tobie zakochać tak samo jak w niej.
Słyszący słowa przyjaciela Hroth zarechotał rubasznie, klepnął Ismunda w plecy otwartą dłonią.
- Nie unoś się na te słowa, Llorvasie - powiedział - Ismund często tak sobie żartuje, kiedy Irileth go nie słyszy. Boi się jej jak ognia, by zaś swe tchórzostwo ukryć, woli w oczach innych uchodzić za wielkiego wielbiciela jej piersi.
- I miecza - dodał uśmiechający się kącikami ust Ismund - Mieczem robi prawdziwie wybornie, a te stosy trupów pozwalają mniemać, żeś wcale od niej nie gorszy. Hroth mi powiadał, że chce was namówić na wstąpienie do służby u jarla. Jeśli to prawda, z dziką chęcią przekonam się na własne oczy jak robisz żelazem. Bandytów ci pod dostatkiem na okolicznych szlakach, aż się proszą o to, by im głowy z karków ściąć.
- Wyjeżdżają do Grani jutro o brzasku - uprzedził Llorvasa Hroth - A wy kiedy wracacie?
- Najpewniej wyjedziemy z Falkretu jutro o świcie - odpowiedział Ismund - Jarl kazał wracać jak najszybciej, więc dogonimy was pewnie na szlaku przed miastem.
Znajomość zawarta i raczej w pozytywnym świetle - jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Llorvas ma ogromne trudności w pozyskiwaniu przyjaciół, to znamienny dla dunmera dzień! 
- Jestem oczarowany nie tylko pani urodą ale też wiedzą. Co tak uczoną kobietę sprowadziło do małej wioski w górach, jeśli wolno spytać? - elf obrócił się lekko w stronę kobiety.
- Ja na przykład poszukuję pozostałości po Dwemerach, pradawnej rasie geniuszów technicznych. Ponoć pod koniec swego istnienia na świecie we wszystkim wysługiwali się maszynami, aż w końcu rozleniwili się na śmierć. - smagłe oblicze Sivariaela przebiegł uśmiech.
- Chociaż szczerze wątpię w tego typu hipotezy, wiadome jest, że na pewno posiadali wystarczające środki by okazało się to prawdą. - przez chwilę powrócił do smarowania broni maścią.
- A wracając do tematu, co jeszcze może mi szanowna pani doradzić w kwestii produkcji wywarów alchemicznych? Czym na przykład może być ta ciecz?
- Ja na przykład poszukuję pozostałości po Dwemerach, pradawnej rasie geniuszów technicznych. Ponoć pod koniec swego istnienia na świecie we wszystkim wysługiwali się maszynami, aż w końcu rozleniwili się na śmierć. - smagłe oblicze Sivariaela przebiegł uśmiech.
- Chociaż szczerze wątpię w tego typu hipotezy, wiadome jest, że na pewno posiadali wystarczające środki by okazało się to prawdą. - przez chwilę powrócił do smarowania broni maścią.
- A wracając do tematu, co jeszcze może mi szanowna pani doradzić w kwestii produkcji wywarów alchemicznych? Czym na przykład może być ta ciecz?
Pokazuję jej fiolkę wyniesioną z kurhanu. MG, proszę o teścik na Konwersację: czy ta pani nam coś powie? Poza tym, nie przeszkadzałoby trochę popchnąć rozmowę w inną stronę...
Ostatnio zmieniony 27 marca 2013, 22:02 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kotołak nadszedł niespodziewanie dla gadających z Llorvasem Nordów jarla. Choc nie skradał się, to nawet normalny chód khajita był jak skradanie dla niewyczulonych zmysłów ludzi. Przypadkiem nieco spłoszył konie, co Ismund skwitował złością, starannie przykrywając fakt, że wystraszył się lekko:
- Do kroćset! A cóż robisz?
- Barr'teh nałapał pstrągów z rzeki. - Szybko odpowiedział kotołak, któremu rekacja Norda wydała się nieco na wyrost, tym bardziej, że khajit nie miał żadnych złych zamiarów: - Żeby człowieki miały dużo pysznego jedzonka. A jeździowaci przywieźli jakieś wieści?
- Do kroćset! A cóż robisz?
- Barr'teh nałapał pstrągów z rzeki. - Szybko odpowiedział kotołak, któremu rekacja Norda wydała się nieco na wyrost, tym bardziej, że khajit nie miał żadnych złych zamiarów: - Żeby człowieki miały dużo pysznego jedzonka. A jeździowaci przywieźli jakieś wieści?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 12 dzień Ostatnich Siewów
Słysząc wytworny ton elfa Delphine roześmiała się w niewymuszony sposób, odgarnęła na bok spadające jej na oczy jasne włosy.
- Kobieta odwyka w tych górach od tak szarmanckiej mowy - oznajmiła spoglądając na altmera przyjaźnie i Sivariael po raz kolejny odniósł wrażenie, że prócz niektórych przybyszów z Brumy była ona jedyną osobą w Rzecznej Puszczy przejawiającą wobec rzekomego Thalmorczyka szczerą sympatię - Zaiste, trzeba się kiedyś wybrać z wizytą w południowe strony, by móc się ponownie dać traktować w taki sposób.
- Tutejsi górale to prostolinijni ludzie - stwierdził dyplomatycznie elf, podkreślając w dyskretny sposób brak manier wielu miejscowych, ale jednocześnie nie obrażając ich wprost - Wracając do tematu, co jeszcze może mi szanowna pani doradzić w kwestii produkcji wywarów alchemicznych? Czym na przykład może być ta ciecz?
Sivariael wyciągnął z podróżnej sakwy jeden ze znalezionych w starej strażnicy flakonów, wypełniony gęstą zieloną cieczą o dziwnym, aczkolwiek wcale nie odstręczającym zapachu.
Delphine powąchała ostrożnie korek flakonu, przymknęła lekko oczy.
- Ciekawa ziołowa nuta - stwierdziła spoglądając z ukosa na elfa - Nie rozpoznaję wszystkich składników, ale to chyba jakaś mieszanka lecznicza...
Słysząc wytworny ton elfa Delphine roześmiała się w niewymuszony sposób, odgarnęła na bok spadające jej na oczy jasne włosy.
- Kobieta odwyka w tych górach od tak szarmanckiej mowy - oznajmiła spoglądając na altmera przyjaźnie i Sivariael po raz kolejny odniósł wrażenie, że prócz niektórych przybyszów z Brumy była ona jedyną osobą w Rzecznej Puszczy przejawiającą wobec rzekomego Thalmorczyka szczerą sympatię - Zaiste, trzeba się kiedyś wybrać z wizytą w południowe strony, by móc się ponownie dać traktować w taki sposób.
- Tutejsi górale to prostolinijni ludzie - stwierdził dyplomatycznie elf, podkreślając w dyskretny sposób brak manier wielu miejscowych, ale jednocześnie nie obrażając ich wprost - Wracając do tematu, co jeszcze może mi szanowna pani doradzić w kwestii produkcji wywarów alchemicznych? Czym na przykład może być ta ciecz?
Sivariael wyciągnął z podróżnej sakwy jeden ze znalezionych w starej strażnicy flakonów, wypełniony gęstą zieloną cieczą o dziwnym, aczkolwiek wcale nie odstręczającym zapachu.
Delphine powąchała ostrożnie korek flakonu, przymknęła lekko oczy.
- Ciekawa ziołowa nuta - stwierdziła spoglądając z ukosa na elfa - Nie rozpoznaję wszystkich składników, ale to chyba jakaś mieszanka lecznicza...
Delphine okazała się całkiem dobra w alchemii, a konwersacja z nią pozwoliła podnieść poziom Alchemii Sivariaela do 8.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 12 dzień Ostatnich Siewów
Ismund przyjrzał się Barr'tehowi z ostrożną nieufnością, okazując wobec khajiita podejrzliwość charakterystyczną dla wielu nie mających doświadczenia w obcowaniu z kotołakami Nordów.
- Prawdziwy khajiit, a gada - oznajmił w końcu, wprawiając kocura swą wypowiedzią w zdziwienie - Prawdziwie cudacznych kompanów żeś sobie dobrał, Hroth.
- Barr'teh nie jeno gada, łowi też ryby - chcąc podkreślić swą dobrą wolę kotołak podstawił pod nos hersira drewniany kubełek pełen podskakujących jeszcze srebrzystych kształtów, mokrych i miotających ogonami - Człowiek chce jedną zjeść?
- Niech ci bogowie odpłacą za tę łaskawość, ale nie - odparł Ismund z lekkim dreszczem wywołanym najpewniej wizją pożarcia pstrąga na surowo - Mus nam w drogę ruszać, nie stanęliśmy tutaj na popas. Bywaj, Hroth i uważaj na siebie... i wy też, zuchy.
Ismund przyjrzał się Barr'tehowi z ostrożną nieufnością, okazując wobec khajiita podejrzliwość charakterystyczną dla wielu nie mających doświadczenia w obcowaniu z kotołakami Nordów.
- Prawdziwy khajiit, a gada - oznajmił w końcu, wprawiając kocura swą wypowiedzią w zdziwienie - Prawdziwie cudacznych kompanów żeś sobie dobrał, Hroth.
- Barr'teh nie jeno gada, łowi też ryby - chcąc podkreślić swą dobrą wolę kotołak podstawił pod nos hersira drewniany kubełek pełen podskakujących jeszcze srebrzystych kształtów, mokrych i miotających ogonami - Człowiek chce jedną zjeść?
- Niech ci bogowie odpłacą za tę łaskawość, ale nie - odparł Ismund z lekkim dreszczem wywołanym najpewniej wizją pożarcia pstrąga na surowo - Mus nam w drogę ruszać, nie stanęliśmy tutaj na popas. Bywaj, Hroth i uważaj na siebie... i wy też, zuchy.
Poselstwo do Falkretu wskakuje na konie ruszając w dalszą drogę, a Rzeczna Puszcza ponownie pogrąża się w nieco sennym trybie codziennego życia. Jeśli nie macie nic przeciwko, zasadniczo moglibyśmy przeskoczyć do następnego punktu zwrotnego przygody!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dla ułatwienia ogarnięcia myślą biegu dotychczasowych wydarzeń przygotowałem pewne zestawienie chronologiczne!
9 dzień Ostatnich SiewówNajemnicy przekraczają cesarską granicę w Górach Jerallu. Wpadają w zasadzkę rzezimieszków opodal starego fortu Neugrad, ale wychodzą z niej cało. Późnym popołudniem drużyna dociera do Helgen, gdzie staje się świadkiem nieoczekiwanego i niszczycielskiego w skutkach ataku smoka! Uciekając z ogarniętego pożogą miasteczka najemnicy przedzierają się przez lesiste góry do Rzecznej Puszczy, gdzie docierają grubo po zapadnięciu nocnych ciemności i gdzie znajdują nocleg w karczmie "Pod Śpiącym Gigantem".
10 dzień Ostatnich Siewów
Uproszeni przez Gerdur, najemnicy udają się w towarzystwie Sivariaela do Białej Grani z misją zaniesienia tam ostrzeżenia przed smokiem, podążając śladem Neviersa. Po drodze natrafiają na ślady zasadzki, której ofiarą miał paść Breton, a w której zginęło kilku zbirów Havara. W trakcie podróży spotykają również parę Redgardów poszukujących pewnej zaginionej rodaczki. Wezwani przed oblicze jarla Balgruufa, BG poznają władykę Białej Grani i członków jego świty, dostępując zaszczytu udziału w wieczornej biesiadzie. W efekcie ich wizyty jarl wysyła do Rzecznej Puszczy dwa tuziny hersirów jako tymczasowy garnizon.
11 dzień Ostatnich Siewów
Wyruszający do Rzecznej Puszczy po zapłatę BG podejmują się zadania zleconego przez Farendala, nadwornego maga jarla. Rzecz idzie o odnalezienie pewnego runicznego kamienia ukrytego w sąsiadującym z Rzeczną Puszczą starożytnym kurhanie Czarnygłaz. Ahraveen odkrywa tajemnicę Redgardki Sadii, ukrywającej się w Białej Grani przed swymi rodakami, zgadza się powęszyć w Siole Rorika z zamiarem sprawdzenia, ilu zabójców kręci się w pobliżu miasta. Wróciwszy do Rzecznej Puszczy BG inkasują nagrodę i wyruszają śladem Bretona do Czarnygłazu, prowadzeni przez miejscowego przewodnika Tronda. W kurhanie czeka ich niebezpieczna i wyczerpująca przeprawa z licznymi rabusiami, nieumarłymi i drapieżnym ogromnym pająkiem, ale wszyscy wychodzą z opresji z życiem, mniej lub bardziej poturbowani. Wracają do wioski późną nocą.
12 dzień Ostatnich Siewów
Skoro świt drużyna wyrusza do Czarnygłazu, by zabrać z kurhanu łupy oraz zwłoki zabitych rozbójników. Wyprawa oraz sortowanie zdobyczy zajmują większość dnia. Późnym popołudniem do Rzecznej Puszczy docierają konni hersirowie wiozący pocztę dla jarla Siddgeira z Falkretu. BG nie zamierzają wyruszać tego dnia do Grani, wyjadą następnego poranka.
Chyba niczego nie pominąłem...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 13 dzień Ostatnich Siewów
Słońce skryte jeszcze było za górami i w rzecznej dolinie panował głęboki półmrok, ale większość otaczających wioskę szczytów już jaśniała w blasku promieni. Wyrwani ze snu grubo przed brzaskiem, cudzoziemscy najemnicy zjedli pośpiesznie śniadanie, pochłaniając łapczywie kawałki odgrzanej kiełbasy i jęczmienne placki. Jedli niemal w milczeniu i ze zbolałymi minami, poprzedni wieczór był bowiem okazją ku temu, by ponownie wychylić rogi miodu z hersirami i wieśniakami, kolejny raz opowiadając mrożące krew w żyłach wspomnienia z czeluści Czarnygłazu.
Tego poranka nie dane im było długo spać. Nie mogąca widać ścierpieć obecności stert trupów naczelniczka obudziła najmitów jeszcze przed brzaskiem, nakazując jednocześnie góralom gotowić do drogi załadowane makabrycznym ładunkiem zaprzęgi. Popędzane ustawicznie woły okazywały entuzjazm nie większy od ziewających szeroko cudzoziemców, porykując co chwila.
- Im prędzej wyjedziecie, tym rychlej znajdziecie się w Białej Grani - oznajmiła stojąca u szczytu stołu Gerdur - Na miejscu wyśpicie się za wsze czasy, jestem tego pewna.
- Dam wam trzech moich - dodał Hroth - Jak się już uwiniecie ze sprawami, odprowadzą zaprzęgi z powrotem do wioski, coby was nie troskać ich zwrotem. Jeno dajcie pozór na szlaku, bo wciąż nie jest w okolicy spokojnie. Jeśli Akatosh pozwoli, dogoni was po drodze Ismund i jego zuchy.
Słońce skryte jeszcze było za górami i w rzecznej dolinie panował głęboki półmrok, ale większość otaczających wioskę szczytów już jaśniała w blasku promieni. Wyrwani ze snu grubo przed brzaskiem, cudzoziemscy najemnicy zjedli pośpiesznie śniadanie, pochłaniając łapczywie kawałki odgrzanej kiełbasy i jęczmienne placki. Jedli niemal w milczeniu i ze zbolałymi minami, poprzedni wieczór był bowiem okazją ku temu, by ponownie wychylić rogi miodu z hersirami i wieśniakami, kolejny raz opowiadając mrożące krew w żyłach wspomnienia z czeluści Czarnygłazu.
Tego poranka nie dane im było długo spać. Nie mogąca widać ścierpieć obecności stert trupów naczelniczka obudziła najmitów jeszcze przed brzaskiem, nakazując jednocześnie góralom gotowić do drogi załadowane makabrycznym ładunkiem zaprzęgi. Popędzane ustawicznie woły okazywały entuzjazm nie większy od ziewających szeroko cudzoziemców, porykując co chwila.
- Im prędzej wyjedziecie, tym rychlej znajdziecie się w Białej Grani - oznajmiła stojąca u szczytu stołu Gerdur - Na miejscu wyśpicie się za wsze czasy, jestem tego pewna.
- Dam wam trzech moich - dodał Hroth - Jak się już uwiniecie ze sprawami, odprowadzą zaprzęgi z powrotem do wioski, coby was nie troskać ich zwrotem. Jeno dajcie pozór na szlaku, bo wciąż nie jest w okolicy spokojnie. Jeśli Akatosh pozwoli, dogoni was po drodze Ismund i jego zuchy.
Na zewnątrz przedświt, ale Wy już gotowi do drogi. Jakieś ostatnie deklaracje przed wyruszeniem do Grani?