PBF - Narodziny legendy
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze do Białej Grani, 13 dzień Ostatnich Siewów
Zaprzęgi wytoczyły się z wioski pośród turkotu żelaznych obręczy na kamiennej drodze, przy wtórze świszczących batów i porykiwania ciągnących wozy wołów. Zdobycze najemników, starannie posortowane i poukładane, jechały na pierwszym zaprzęgu, wiozące zwłoki wozy sunęły w tyle. Siedzący w kozłach hersirowie zachowywali zrozumiałą powściągliwość, bo chociaż dwóch poprzednich wieczorów nader ochoczo pili z nimi miód i piwo, teraz wczesna pora i towarzystwo dwudziestu trupów skutecznie odbierały ochotę do konwersacji.
Woły poruszały się w iście ospałym tempie i spoglądający na wschodzące ponad górami słońce Hastur oszacował w myślach, że podróż do Białej Grani zajmie co najmniej sześć godzin.
Co nie zmieniało faktu, że pogodna aura poprawiała samopoczucie nawet w towarzystwie spiętrzonych na zaprzęgach trupów. Mimo jesiennej pory w rzecznej dolinie wciąż było ciepło. Sosnowe zagajniki zieleniły się na oczach nawykłego do pustyń Redgarda, wysoka trawa kryła pierzchające na pierwszy zapach khajiita drobne zwierzęta. Liczne krzewy uginały się pod ciężarem przejrzałych owoców, a wielobarwne kwiaty tworzyły kolorową mozaikę.
Rzeka szumiała opodal rzeki, szemrała na otoczakach wygrywając miarową melodię, która koiła nerwy Hastura. Mimo całej swej surowości Skyrim zachwycał pięknem natury.
Zaprzęgi wytoczyły się z wioski pośród turkotu żelaznych obręczy na kamiennej drodze, przy wtórze świszczących batów i porykiwania ciągnących wozy wołów. Zdobycze najemników, starannie posortowane i poukładane, jechały na pierwszym zaprzęgu, wiozące zwłoki wozy sunęły w tyle. Siedzący w kozłach hersirowie zachowywali zrozumiałą powściągliwość, bo chociaż dwóch poprzednich wieczorów nader ochoczo pili z nimi miód i piwo, teraz wczesna pora i towarzystwo dwudziestu trupów skutecznie odbierały ochotę do konwersacji.
Woły poruszały się w iście ospałym tempie i spoglądający na wschodzące ponad górami słońce Hastur oszacował w myślach, że podróż do Białej Grani zajmie co najmniej sześć godzin.
Co nie zmieniało faktu, że pogodna aura poprawiała samopoczucie nawet w towarzystwie spiętrzonych na zaprzęgach trupów. Mimo jesiennej pory w rzecznej dolinie wciąż było ciepło. Sosnowe zagajniki zieleniły się na oczach nawykłego do pustyń Redgarda, wysoka trawa kryła pierzchające na pierwszy zapach khajiita drobne zwierzęta. Liczne krzewy uginały się pod ciężarem przejrzałych owoców, a wielobarwne kwiaty tworzyły kolorową mozaikę.
Rzeka szumiała opodal rzeki, szemrała na otoczakach wygrywając miarową melodię, która koiła nerwy Hastura. Mimo całej swej surowości Skyrim zachwycał pięknem natury.
Zatem w drogę. Zaprzęgami powozi trzech hersirów Hrotha. Możecie jechać, możecie też iść dotrzymując wozom bez trudu kroku, bo karawana jedzie w iście żółwim tempie.
Ostatnio zmieniony 29 marca 2013, 22:34 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Dumner usadowiwszy się na drugim wozie obok wozaka spojrzał na hersira powożącego wołami.
-Witam, długo u jarla na służbie? Po czym Llorvas wyciągnął z zanadrza bukłak z winem i podał w ręce wozaka. Jak służba? Chyba nie macie za dużo roboty? Skoro to obcy u Was porządki robią co? Nie przejmuj się mną i pijmy zdrowie jarla!
Jeśli tak ma wyglądać moja służba u jarla to dziękuje bardzo! Nie jestem wozakiem!
MG gdzie jest Breton? Jedzie z nami? I kto z Naszych go pilnuje?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
Sivariael siedział spokojnie na wozie. Pod jego prostymi włosami kłębiła się mnogość myśli, których było pewnie więcej niż siedzący obok hersir nie zgromadziłby od urodzenia po dziś dzień. Wypatrywał cały czas wszelkich niebezpieczeństw, gotów wskoczyć na wóz w locie inkantując zaklęcie.
Wypatruję wszystkiego co może okazać się podejrzane.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze do Białej Grani, 13 dzień Ostatnich Siewów
Powożący zaprzęgiem hersir, jasnowłosy Nord o gęstej brodzie i bystrych, aczkolwiek nieco podejrzliwych oczach obejrzał się wpierw uważnie na dunmera, potem zaś wydał z siebie głuche mruknięcie i sięgnął w geście ostrożnej przyjaźni po bukłak. Upiwszy trunku otarł usta rękawem płaszcza i rozsiadł się wygodniej w koźle wozu.
- Od dziesięciu lat z okładem, elfie - odpowiedział na pytanie Llorvasa - Ale drzewiej inakszy bywało. Zanim Wielki Król nie... nie umarł, nie było takiego motłochu na gościńcach. Jarlowie rządzili żelazną ręką, a wszędzie porządek się trzymał i ład. Teraz wszelako jarlowie między sobą skłóceni, a tingu nie widać, chociaż już dawno powinno się go zwołać. Póki nie obiorą nowego Wielkiego Króla, nie będzie spokoju w tej krainie.
- Czemu szukacie obcych, coby spokój na szlakach przywrócić? - spytał elf taksując woźnicę szkarłatnymi oczami - Przecie widzę, żeście bitni wojacy. Sami nie podołacie?
- Pewnie, że podołamy - obruszył się norski hersir - Ale jarl Balgruuf wielce stał się ostatnio przezorny i ostrożny. Żołnierzy w grodzie trzyma, nie pozwala na gościńce ruszać. Widzi mi się, że on się gotowi na co większego niźli potyczki z rozbójnikami.
- Wojna idzie? - Llorvas pochwycił sprytnie temat zasłyszany wcześniej w wielu rozmowach miejscowych, pokiwał z udawanym zasępieniem głową - Też tak myślisz, przyjacielu?
- To jeno bogowie wiedzą, ale wszystko na to wskazuje - wzruszył ramionami drużynnik - Jarl Ulfric zbroi się w Wichrowym Tronie, a władycy wschodnich włości po jego stanęli stronie. On to przecie zabił Torygga, podług jednym w pojedynku, podług innych skrytobójczo. Cesarscy legioniści cięgiem w pogotowiu, co rusz się z Gromowładnymi w górach i lasach ścinają. Oj, będzie z tego siła zła, pomnisz me słowa. A jarl Balgruuf bacznie patrzy, co się szykuje.
Rozważając w myślach słowa hersira Llorvas obejrzał się skrycie w stronę maszerującego wzdłuż wozu Neviersa, bez trudu dotrzymującego kroku sunącemu powoli zaprzęgowi.
Powożący zaprzęgiem hersir, jasnowłosy Nord o gęstej brodzie i bystrych, aczkolwiek nieco podejrzliwych oczach obejrzał się wpierw uważnie na dunmera, potem zaś wydał z siebie głuche mruknięcie i sięgnął w geście ostrożnej przyjaźni po bukłak. Upiwszy trunku otarł usta rękawem płaszcza i rozsiadł się wygodniej w koźle wozu.
- Od dziesięciu lat z okładem, elfie - odpowiedział na pytanie Llorvasa - Ale drzewiej inakszy bywało. Zanim Wielki Król nie... nie umarł, nie było takiego motłochu na gościńcach. Jarlowie rządzili żelazną ręką, a wszędzie porządek się trzymał i ład. Teraz wszelako jarlowie między sobą skłóceni, a tingu nie widać, chociaż już dawno powinno się go zwołać. Póki nie obiorą nowego Wielkiego Króla, nie będzie spokoju w tej krainie.
- Czemu szukacie obcych, coby spokój na szlakach przywrócić? - spytał elf taksując woźnicę szkarłatnymi oczami - Przecie widzę, żeście bitni wojacy. Sami nie podołacie?
- Pewnie, że podołamy - obruszył się norski hersir - Ale jarl Balgruuf wielce stał się ostatnio przezorny i ostrożny. Żołnierzy w grodzie trzyma, nie pozwala na gościńce ruszać. Widzi mi się, że on się gotowi na co większego niźli potyczki z rozbójnikami.
- Wojna idzie? - Llorvas pochwycił sprytnie temat zasłyszany wcześniej w wielu rozmowach miejscowych, pokiwał z udawanym zasępieniem głową - Też tak myślisz, przyjacielu?
- To jeno bogowie wiedzą, ale wszystko na to wskazuje - wzruszył ramionami drużynnik - Jarl Ulfric zbroi się w Wichrowym Tronie, a władycy wschodnich włości po jego stanęli stronie. On to przecie zabił Torygga, podług jednym w pojedynku, podług innych skrytobójczo. Cesarscy legioniści cięgiem w pogotowiu, co rusz się z Gromowładnymi w górach i lasach ścinają. Oj, będzie z tego siła zła, pomnisz me słowa. A jarl Balgruuf bacznie patrzy, co się szykuje.
Rozważając w myślach słowa hersira Llorvas obejrzał się skrycie w stronę maszerującego wzdłuż wozu Neviersa, bez trudu dotrzymującego kroku sunącemu powoli zaprzęgowi.
Neviers idzie poboczem drogi obok zaprzęgu, spokojny i pogrążony w myślach. Miecz i łuk ma pod ręką, natomiast podróżne sakwy wrzucił wcześniej na wóz z łupami.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze do Białej Grani, 13 dzień Ostatnich Siewów
Rozglądający się ustawicznie wokół siebie Sivariael nie potrafił opanować dziwnego niepokoju, chociaż otaczająca drogę nadrzeczna puszcza nie dawała mu żadnego powodu do zatroskania. Lasem niosły się ptasie trele, a myszkujące w wysokiej trawie susły i borsuki pierzchały czym prędzej na widok jadących traktem zaprzęgów. Bogactwo barw puszczańskiego poszycia cieszyło migdałowe oczy altmera: czerwienią i żółcią kwiatów, brązem dojrzałych orzechów i lazurem skrzydeł wielkich motyli. Daleko w dole szumiała rzeka, rozbijająca swe wody o coraz liczniej sterczące z nurtu skaliste bryły, spieniona i chlupocząca donośnie.
Gdzieś z przodu dobiegał stłumiony, ledwie jeszcze słyszalny, ale już znajomy dla elfa dźwięk przywodzący na myśl przeciągły grzmot, wieszczący zbliżające się z każdym krokiem wokół kaskady pogórza: miejsce, gdzie pogórze opadało gwałtownie ku wyżynie i uprawnym polom otaczającym mury Białej Grani.
Bystry wzrok Sivariaela myszkował ustawicznie w górze, w poszukiwaniu śladu czarnego smoka. Bestia odpowiedzialna za zniszczenie Helgen zniknęła gdzieś bez śladu i ponoć nikt jej od kilku dni nie widział, ale altmer miał niejasne przeczucie, że unicestwienie górskiego miasteczka było tylko preludium do znacznie groźniejszych wydarzeń. Specjalizując się w dziedzinie kultury dwemerskiej Sivariael miał niewiele okazji do studiowania wiedzy o smokach, lecz wiedział o nich dostatecznie wiele, by wspomnienie smoczego symbolu w podziemnej świątyni Czarnygłazu budziło w nim lodowate ciarki.
Usłyszawszy coś znienacka elf obejrzał się do tyłu, wstając zwinnie na chwiejącej się ustawicznie furmance. Jego oczom ukazało się kilku konnych nadjeżdżających od strony Rzecznej Puszczy, szybko zmniejszających dzielący ich od kawalkady wozów dystans.
Rozglądający się ustawicznie wokół siebie Sivariael nie potrafił opanować dziwnego niepokoju, chociaż otaczająca drogę nadrzeczna puszcza nie dawała mu żadnego powodu do zatroskania. Lasem niosły się ptasie trele, a myszkujące w wysokiej trawie susły i borsuki pierzchały czym prędzej na widok jadących traktem zaprzęgów. Bogactwo barw puszczańskiego poszycia cieszyło migdałowe oczy altmera: czerwienią i żółcią kwiatów, brązem dojrzałych orzechów i lazurem skrzydeł wielkich motyli. Daleko w dole szumiała rzeka, rozbijająca swe wody o coraz liczniej sterczące z nurtu skaliste bryły, spieniona i chlupocząca donośnie.
Gdzieś z przodu dobiegał stłumiony, ledwie jeszcze słyszalny, ale już znajomy dla elfa dźwięk przywodzący na myśl przeciągły grzmot, wieszczący zbliżające się z każdym krokiem wokół kaskady pogórza: miejsce, gdzie pogórze opadało gwałtownie ku wyżynie i uprawnym polom otaczającym mury Białej Grani.
Bystry wzrok Sivariaela myszkował ustawicznie w górze, w poszukiwaniu śladu czarnego smoka. Bestia odpowiedzialna za zniszczenie Helgen zniknęła gdzieś bez śladu i ponoć nikt jej od kilku dni nie widział, ale altmer miał niejasne przeczucie, że unicestwienie górskiego miasteczka było tylko preludium do znacznie groźniejszych wydarzeń. Specjalizując się w dziedzinie kultury dwemerskiej Sivariael miał niewiele okazji do studiowania wiedzy o smokach, lecz wiedział o nich dostatecznie wiele, by wspomnienie smoczego symbolu w podziemnej świątyni Czarnygłazu budziło w nim lodowate ciarki.
Usłyszawszy coś znienacka elf obejrzał się do tyłu, wstając zwinnie na chwiejącej się ustawicznie furmance. Jego oczom ukazało się kilku konnych nadjeżdżających od strony Rzecznej Puszczy, szybko zmniejszających dzielący ich od kawalkady wozów dystans.
Grupka konnych w tyle drogi, rychło do Was dotrze...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze do Białej Grani, 13 dzień Ostatnich Siewów
Breton obejrzał się na argonianina, który podszedł go w pewnej chwili żwawym krokiem, powitał towarzysza wędrówki kiwnięciem głowy. Chociaż wcześniej Ahraveen nie mógł się oprzeć wrażeniu, że Neviers korzystał z każdej okazji do dokuczenia jaszczurowi, zdecydował się na próbę zawarcia z obieżyświatem bliższej znajomości, zawsze mając w zanadrzu możliwość obicia mu gęby, gdyby człowiek nadal zamierzał wystawiać na szwank cierpliwość gada.
- Nevierss, powiedz mi, na co moze byc ta runocna płytka użyta? - zapytał argonianin przekrzywiając lekko swój obły łeb i zerkając na Bretona jednym ślepiem.
- To najpewniej spisana w smoczym języku opowieść - odrzekł najmita wzruszając jednocześnie ramionami - By móc o niej powiedzieć coś więcej, musiałbym wpierw zajrzeć do kilku ksiąg, których w Skyrimie najpewniej się nie znajdzie. Ale jak zapewne sam wiesz, i ku temu nie będzie sposobności, albowiem jeszcze dziś przyjdzie nam ją oddać magowi jarla.
- A ten miecz? - Ahraveen dotknął czubkami swych łuskowatych palców rękojeści przewieszonej przez grzbiet wielkiej broni - Myśliss, że ten miec moze być przeklęty? Co mam go teraz?
- To dopiero zagadka - uśmiechnął się kącikami ust Neviers - Trudno to orzec po jednym rzuceniu okiem. Gdybyś mi go oddał na przechowanie... powiedzmy na rok, mógłbym dokładnie go zbadać pod wieloma względami... spokojnie, już tak nie łyp tymi ślepiami, żartowałem! Naprawdę, to tylko taka krotochwila! A co do mocy miecza, mus ci lepiej znajomość zawrzeć z bardziej biegłymi w tym temacie i nie mam tu bynajmniej na myśli Sivy. Może czarodziej z Grani zdoła tu coś orzec, a może będziesz musiał po pomoc uderzyć do konfraterni z Zimowej Twierdzy? Wieści niosą, że wielcy tam magowie pomieszkują, w tej starej fortecy na morzem. Jeśli nikt inny ci pomóc nie zdoła, oni z pewnością to uczynią...
Breton urwał znienacka swą radę, obejrzał się w tył ponad ramieniem słysząc ostrzegawczy głos Sivariaela. W głębi szlaku pojawiło się kilku konnych cwałujących z rozwianymi płaszczami po lesistym gościńcu, pędzących ku Białej Grani.
Breton obejrzał się na argonianina, który podszedł go w pewnej chwili żwawym krokiem, powitał towarzysza wędrówki kiwnięciem głowy. Chociaż wcześniej Ahraveen nie mógł się oprzeć wrażeniu, że Neviers korzystał z każdej okazji do dokuczenia jaszczurowi, zdecydował się na próbę zawarcia z obieżyświatem bliższej znajomości, zawsze mając w zanadrzu możliwość obicia mu gęby, gdyby człowiek nadal zamierzał wystawiać na szwank cierpliwość gada.
- Nevierss, powiedz mi, na co moze byc ta runocna płytka użyta? - zapytał argonianin przekrzywiając lekko swój obły łeb i zerkając na Bretona jednym ślepiem.
- To najpewniej spisana w smoczym języku opowieść - odrzekł najmita wzruszając jednocześnie ramionami - By móc o niej powiedzieć coś więcej, musiałbym wpierw zajrzeć do kilku ksiąg, których w Skyrimie najpewniej się nie znajdzie. Ale jak zapewne sam wiesz, i ku temu nie będzie sposobności, albowiem jeszcze dziś przyjdzie nam ją oddać magowi jarla.
- A ten miecz? - Ahraveen dotknął czubkami swych łuskowatych palców rękojeści przewieszonej przez grzbiet wielkiej broni - Myśliss, że ten miec moze być przeklęty? Co mam go teraz?
- To dopiero zagadka - uśmiechnął się kącikami ust Neviers - Trudno to orzec po jednym rzuceniu okiem. Gdybyś mi go oddał na przechowanie... powiedzmy na rok, mógłbym dokładnie go zbadać pod wieloma względami... spokojnie, już tak nie łyp tymi ślepiami, żartowałem! Naprawdę, to tylko taka krotochwila! A co do mocy miecza, mus ci lepiej znajomość zawrzeć z bardziej biegłymi w tym temacie i nie mam tu bynajmniej na myśli Sivy. Może czarodziej z Grani zdoła tu coś orzec, a może będziesz musiał po pomoc uderzyć do konfraterni z Zimowej Twierdzy? Wieści niosą, że wielcy tam magowie pomieszkują, w tej starej fortecy na morzem. Jeśli nikt inny ci pomóc nie zdoła, oni z pewnością to uczynią...
Breton urwał znienacka swą radę, obejrzał się w tył ponad ramieniem słysząc ostrzegawczy głos Sivariaela. W głębi szlaku pojawiło się kilku konnych cwałujących z rozwianymi płaszczami po lesistym gościńcu, pędzących ku Białej Grani.
To rzecz jasna ci sami konni, których wzmiankowałem we wpisie dla Procjona...
Sivariael poluzował oba miecze w pochwach. Zdenerwowany sprawdził łuk i strzały oraz przypomniał sobie formuły zaklęć. Na wszelki wypadek, choć walka jest zawsze ostatnią ostatecznością, pomyślał.
Jak podjadą, zsiadam z wozu, przywołuję do siebie Hastura, Ahraveena i Barr'teha i podchodzę do nich. Jeśli mają przyjazne zamiary, spoko. Jeśli nie - udaję Thalmorczyka i używam Zastraszania, żeby przekonać ich że nie warto z nami walczyć.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze do Białej Grani, 13 dzień Ostatnich Siewów
Przywoławszy swoich nowych znajomków Sivariael zeskoczył z wozu i stanął pośrodku traktu, pamiętny tego, by przynajmniej na początku rozmowy trzymać ręce z dala od przewieszonych przez plecy mieczy. Początkowo sądził, że gromadka jeźdźców to orszak poselski wysłany przez jarla Balgruufa do Falkretu, ale kiedy konni zbliżyli się bardziej zwalniając jednocześnie tempa podróży, bystre oczy altmera dostrzegły, że w siodłach nie siedzieli bynajmniej hersirowie Białej Grani.
W przeciwieństwie do ochrowych płaszczy Ismunda i jego druhów, noszący podobne zbroje jeźdźcy mieli na sobie płaszcze w barwie ciemnego fioletu, a na ich tarczach widniała nie biała głowa konia, a czarna głowa jelenia.
- Hersirowie z Falkretu! - oznajmił jeden z powożących zaprzęgami drużynników, stając w koźle i przystawiając dłoń do oczu w ochronie przed promieniami słońca - Czego ci tu szukają?
W głosie Norda dźwięczała nie tyle nuta zaniepokojenia, co szczerego zdziwienia, ale Sivariael bynajmniej się nie rozluźnił, wciąż napinając ukryte pod odzieniem mięśnie.
Przywoławszy swoich nowych znajomków Sivariael zeskoczył z wozu i stanął pośrodku traktu, pamiętny tego, by przynajmniej na początku rozmowy trzymać ręce z dala od przewieszonych przez plecy mieczy. Początkowo sądził, że gromadka jeźdźców to orszak poselski wysłany przez jarla Balgruufa do Falkretu, ale kiedy konni zbliżyli się bardziej zwalniając jednocześnie tempa podróży, bystre oczy altmera dostrzegły, że w siodłach nie siedzieli bynajmniej hersirowie Białej Grani.
W przeciwieństwie do ochrowych płaszczy Ismunda i jego druhów, noszący podobne zbroje jeźdźcy mieli na sobie płaszcze w barwie ciemnego fioletu, a na ich tarczach widniała nie biała głowa konia, a czarna głowa jelenia.
- Hersirowie z Falkretu! - oznajmił jeden z powożących zaprzęgami drużynników, stając w koźle i przystawiając dłoń do oczu w ochronie przed promieniami słońca - Czego ci tu szukają?
W głosie Norda dźwięczała nie tyle nuta zaniepokojenia, co szczerego zdziwienia, ale Sivariael bynajmniej się nie rozluźnił, wciąż napinając ukryte pod odzieniem mięśnie.
To faktycznie nie Ismund, tylko jezdni w barwach sąsiednich włości...
- Hastur! Ahraveen! Barr'teh! Do mnie! - krzyknął elf. - Czego szukacie w tej okolicy, szanowni hersirowie, jeśli można wiedzieć? - zwrócił się do jeźdźców. - To przecież tereny jarla Białej Grani, a wy nosicie barwy Falkretu.
Czy mam prawo do bonusów do Charakteru z tytułu bycia Altmerem oraz posiadania pradawnej zbroi?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze do Białej Grani, 13 dzień Ostatnich Siewów
Jadący przodem rosły mężczyzna noszący na plecach skórzaną tuleję z kilkoma myśliwskimi oszczepami zatrzymał zdyszanego wierzchowca tuż przed altmerem, mierząc z wysokości siodła wzrokiem stojącego dumnie elfa. Czterej inni jeźdźcy, wszyscy bez wyjątku drużynnicy jarla Falkretu, trzymali się w tyle spoglądając bacznie ku pełnym sztywnych trupów wozom.
- Poselstwo jarla Siddgeira, w drodze na dwór jarla Balgruufa! - oznajmił lubujący się widać w oszczepach hersir, nie potrafiąc oderwać wzroku od noszącego starożytny pancerz altmera - A wyście zapewne ci rzeźnicy z Czarnygłazu, o których wspominała naczelniczka Rzecznej Puszczy.
- To oni - przyznał jeźdźcowi rację jeden z powożących zaprzęgami hersirów, występując przed Sivariaela i zadzierając w górę głowę - Wieziecie odpowiedź na listy naszego jarla? Czemu nie ma z wami Ismunda? Ostał w Falkrecie?
- Wasz poseł nigdy do nas nie dotarł - odpowiedział konny pochylając się w siodle - Słyszeliśmy o nim od drużynnika Hrotha, kiedyśmy przejeżdżali przez Rzeczną Puszczę, ale rzeknę to raz jeszcze. Nic nam nie wiadomo o waszych wysłannikach, albowiem do Falkretu nie dotarli. My wieziemy pisma jarla Siddgeira, które sprawy się tyczą Helgen i smoka, który jakoby to uczynił.
- Co ty powiadasz? - ciekawość wyrysowana na obliczu stojącego obok altmera hersira przeszła w nieudawane zaniepokojenie - Sam żem widział jak wczoraj wyjeżdżali z wioski, pognali wprost ku waszym włościom.
- Szlaki niebezpieczne ostatnimi czasy, wszyscy o tym wiemy - odparł jeździec ściągając z głowy hełm i odsłaniając swą młodą dumną twarz - Aniśmy waszych druhów nie spotkali ani nawet śladu po nich. Akatosh jeden wie, co ich spotkało, wszelako nie lza nam czasu mitrężyć i dywagować na ów temat. Musimy jechać do Grani, póki słońce wysoko stoi.
Jadący przodem rosły mężczyzna noszący na plecach skórzaną tuleję z kilkoma myśliwskimi oszczepami zatrzymał zdyszanego wierzchowca tuż przed altmerem, mierząc z wysokości siodła wzrokiem stojącego dumnie elfa. Czterej inni jeźdźcy, wszyscy bez wyjątku drużynnicy jarla Falkretu, trzymali się w tyle spoglądając bacznie ku pełnym sztywnych trupów wozom.
- Poselstwo jarla Siddgeira, w drodze na dwór jarla Balgruufa! - oznajmił lubujący się widać w oszczepach hersir, nie potrafiąc oderwać wzroku od noszącego starożytny pancerz altmera - A wyście zapewne ci rzeźnicy z Czarnygłazu, o których wspominała naczelniczka Rzecznej Puszczy.
- To oni - przyznał jeźdźcowi rację jeden z powożących zaprzęgami hersirów, występując przed Sivariaela i zadzierając w górę głowę - Wieziecie odpowiedź na listy naszego jarla? Czemu nie ma z wami Ismunda? Ostał w Falkrecie?
- Wasz poseł nigdy do nas nie dotarł - odpowiedział konny pochylając się w siodle - Słyszeliśmy o nim od drużynnika Hrotha, kiedyśmy przejeżdżali przez Rzeczną Puszczę, ale rzeknę to raz jeszcze. Nic nam nie wiadomo o waszych wysłannikach, albowiem do Falkretu nie dotarli. My wieziemy pisma jarla Siddgeira, które sprawy się tyczą Helgen i smoka, który jakoby to uczynił.
- Co ty powiadasz? - ciekawość wyrysowana na obliczu stojącego obok altmera hersira przeszła w nieudawane zaniepokojenie - Sam żem widział jak wczoraj wyjeżdżali z wioski, pognali wprost ku waszym włościom.
- Szlaki niebezpieczne ostatnimi czasy, wszyscy o tym wiemy - odparł jeździec ściągając z głowy hełm i odsłaniając swą młodą dumną twarz - Aniśmy waszych druhów nie spotkali ani nawet śladu po nich. Akatosh jeden wie, co ich spotkało, wszelako nie lza nam czasu mitrężyć i dywagować na ów temat. Musimy jechać do Grani, póki słońce wysoko stoi.
Wieści zaiste niepokojące, nie tylko dla towarzyszących Wam hersirów: poselstwo Ismunda przepadło na szlaku...