Strona 2 z 26

: 14 maja 2015, 22:10
autor: lightstorm
[Galvat]

Galvat wspomagał potężnych barbarzyńców zaangażowanych w walkę. Traktował sztyletem wrogów którzy byli w zwarciu z załogą Szelmy. Wybierał atak z flanki i z zaskoczenia. Był w tym naprawdę dobry - doskakując i tnąc w plecy i po nerkach niczego nie spodziewających się przeciwników. Pomimo żywiołowości, wszystkie działania Łotrzyka charakteryzowała precyzja, cierpliwość i opanowanie. W bitce czekał na najlepszy moment do ataku, co bardzo różniło się od efektownego, choć nieco w jego ocenie zbędnego machania mieczem na lewo i prawo. Zamorańczyk zwykle wolał odczekać chwilę, aby przeciwnik odkrył się, dając mu ten jeden moment, przesądzający o zwycięstwie i śmierci. Jego ciosy charakteryzowały się iście diabelną precyzją. Galvat bezbłędnie trafiał w szczelinę w zbroi, a jego ostrze śpiewało pieśń śmierci . Największych twardzieli pozostawiał barbarzyńcom. Przynajmniej formalnie. Sam zakradał się od tyłu, podcinając im ścięgna. Lubił patrzeć gdy z miną zaskoczenia, klnąc z bólu padali na kolana.

Jeden trup to za mało, jeszcze wielu pozostało - nucił w głowie piosenkę wbijając właśnie ostrze pod żebra jakiegoś biedaka, który stawiał właśnie opór nacierającemu barbarzyńcy. Ta melodia zawsze nastrajała go optymistycznie dając dobre widoki na przyszłość.

- I tak jestem o was szybszy, miernoty - wyszeptał do zaskoczonego atakiem człowieka.

Wtem pojawił się kapitan z swoim rozkazem powrotu na Szelmę. Galvat rozejrzał się i natychmiast zorientował się w sytuacji.

- O żesz jego, jebana, ćwa mać - wymamrotał kalecząc język swoich przodków, patrząc na nadciągającą falę. Złapał za linę z hakiem, którą miał zwiniętą na ramieniu , po czym biegiem ruszył, aby jak najszybciej przedostać się z powrotem na Szelmę.

[center]Obrazek[/center]
Przedostaję się na Szelmę najszybszym dla mnie sposobem. Może to być skok, lina lub bieg po złamanym maszcie. Na Szelmie przywiązuje się liną do stałego elementu statku np. masztu.

: 14 maja 2015, 22:23
autor: Keth
Na pokładzie "Szelmy"

Przywołany do porządku życzliwą radą Stygijczyka, uzdrowiciel oderwał wzrok od marynarza, którego szyję strzała przybiła do drewnianego relingu "Szelmy". Obrazy rzezi poczynionej na pokładzie nieprzyjacielskiego okrętu przez kapitana i towarzyszących mu pasażerów nie opuszczały myśli struchlałego medyka, nie potrafiącego otrząsnąć się z grozy na widok rozczłonkowywanych potężnymi ciosami królewskich marynarzy.

Wyrastająca ku przestworzom fala w ułamku chwili skupiła na sobie niepodzielną uwagę Zingarczyka. Otwierając szeroko oczy i mamrocząc nieskładnie błagania o boskie miłosierdzie, Garro rzucił się w ślad za Nehaharem szukając jakiejkolwiek luźnej liny.
Garro skupia się na przymocowaniu do pokładu swej skromnej osoby!

: 15 maja 2015, 18:22
autor: Dobro
Sigurd w ostatniej chwili chwycił się mocno rzuconej mu przez Adotha liny. Zawisł przy prawej burcie statku, gdy ten wznosił się na dużej fali, czekając w bezsilności na drugie uderzenie. Aesir dyndał nogami w powietrzu, próbując się wspiąć na górę. Miecz i trarcza przewieszone na plecach strasznie utrudniały ruch, ale wojak nie miał zamiaru się ich pozbywać. Cymmeryjczyk coś ryknął z góry, ale grzmot błyskawicy uderzającej gdzieś w okolicy totalnie go ogłuszył. Po chwili poczuł, że zostaje wciągany do góry.

Kapitan Conan wraz z Adothem wciągali na statek wiszącego Sigurda, podczas gdy reszta ekipy i korsarze przywiązywali się linami do masztów i wszystkiego, co mogło wytrzymać taki napór wody.

Podwójnie zabezpieczony Garro miał jeszcze na tyle luzu, że pomagał korsarzowi - ponuremu zingarczykowi - przywiązać się do skrzyni.

Uderzenie fali było niczym oberwanie kijem w głowę.

Cisza.

: 15 maja 2015, 18:32
autor: Dobro
Nehaher otworzył oczy. Nadchodził świt, sądząc po leniwych promieniach słońca. Coś jednak nie dawało mu spokoju, ale był jeszcze zbyt ogłuszony i otępiały, by stwierdzić, co jest nie tak.

Garro za to wiedział lepiej. Rozciął niżem ostatnie więzy mocujące go do kawałka drewna i wstał, by pomóc nieprzytomnemu Galvantowi. Adoth, Sigurd i paru korsarzy również odzyskało przytomność. Do ptasiego śpiewu dołączyły kolejne, brzydkie zwrotki, traktujące ogólnie o matkach argossańskich marynarzy.

- Zaraz... ptasi śpiew? - szepnął cicho Nehaher, rozglądając się wokoło.

- Kurwa, gdzie moje złoto? - powiedział wściekle Adoth, otrzepując piach z ramion.

- Przynajmniej w końcu tak nie trzęsie - odezwał się Sigurd, plując piaskiem.

Resztki tego, co zostało z "Szelmy", było porozrzucane po piaszczystej plaży tropikalnej wyspy, na którą rzuciło większość znajdujących się na zingarskim statku.
Nie bardzo wiecie, co się stało po uderzeniu fali - wszyscy prędzej czy później straciliście przytomność i obudziliście się na plaży. Wyspa wydaje się bezludna i średniej wielkości - ale to mogą być pozory. W każdym bądź razie po kapitanie Conanie i argossańskich królewskich statkach ani śladu - są za to wkurzeni korsarze w liczbie 16, którzy gramolą się powoli i próbując odzyskać z morza cokolwiek jeszcze zostało.

Na szczęście morze było dla was łaskawe i w kilku beczkach znaleźliście resztę swoich rzeczy: ale straciliście trochę złota: aktualnie wszyscy macie nie więcej, niż 200 złotych lun w różnej postaci (głównie kamienie szlachetne).

: 15 maja 2015, 19:21
autor: adamwl
Adoth

No kamraci żyjemy, nie ma co się martwić hehe, jak znajdziemy na tej wyspie jeszcze burdel toć to istny raj będziemy mieli hehe cymeryjczykowi dopisywał optymizm, nie wiadomo tylko czy po jakimś ciosie w głowę fragmentem Szelmy czy też od nadmiaru słonej wody

: 15 maja 2015, 19:37
autor: Sigil
Pozornie bezludna wyspa

- Los dał, los wziął. Weźmie jeszcze i da nie raz, Sigurdzie... Nie ma sensu przywiązywać się do bogactw tego świata... - rzekł filozoficznie Nehaher, rozkładając resztę swego dobytku na piasku, aby wyschła. Większość jego rzeczy nie ucierpiała i gratulował sobie faktu, iż zapobiegawczo trzymał notatki w nieprzemakalnych futerałach. Część kadzideł co prawda przemokła, ale gros z nich stanowiły żywice, więc woda nie miała tak naprawdę wpływu na ich jakość. Musiał odżałować co prawda kilka dawek ziół, lecz, spora ilość, zamknięta w metalowych puszkach, bez szwanku przetrwała spotkanie z morską wodą.

W zasadzie był w lepszym humorze, niż mógł się spodziewać. Głównie z uwagi na to, iż podłoże przestało się wreszcie poruszać, pozwalając żołądkowi czarownika wrócić do równowagi. Trochę bolała go co prawda głowa, jednak wiejąca od morza bryza i szum fal skutecznie uciszały to odczucie. Podejrzewał... Nie, właściwie był pewien, że Set nie porzuciłby go w miejscu pozbawionym możliwości. Nie, z pewnością ich przybycie na tą wyspę miało jakiś tajemny sens. Któż wie, co mogli tutaj odnaleźć? Przed oczyma jego wyobraźni pojawiły się przez chwilę zapomniane ruiny, pełne tajemnic sprzed wieków... Lub też miejscowi tubylcy, gotowi obwołać przybyszów bogami i przekazać im z ochotą sekretne misteria przodków... Być może przy odrobinie zachęty, oczywiście... Możliwości było doprawdy wiele. A jeśli udało im się uciec z więzienia w Kordawie, tym bardziej wydostaną się z tego miejsca. Najważniejsze, że już tak ohydnie nie kołysało. W sumie okolica była nawet przyjemna... Rozejrzał się lustrując wzrokiem pokryte piaskiem wybrzeże i zieloność za plecami. Ptaki wciąż śpiewały w gęstwinie, jakby radowały się przybyciem gości. Nehaher uśmiechnął się lekko i spróbował zagwizdać wtórując im. Nie do końca mu się udało.

- Odpocznijmy tutaj chwilę i rozejrzyjmy się po okolicy - zaproponował towarzyszom. - Oczywiście, wcześniej upewnijmy się, iż wydobyliśmy wszystko z wody...

: 15 maja 2015, 21:59
autor: Araven
Sigurd Rębacz Aesir

Nehaherze jak to nie ma sensu się do bogactw przywiązywać ?, właśnie, że jest. Ty pewnie byś wolał się przywiązywać linią do skrzyń, ja tam wolę do bogactw. Ciekawe gdzie jesteśmy, trzeba sprawdzić ilu naszych przeżyło i jak nasza broń.


- Adothu, dzięki, że mnie wciągnęliście na pokład, bo bym teraz był w brzuchach rekinów pewnie.
Sprawdzam czy mam łuk, tu się może przydać do polowania np.
MG jak coś awansuj nasze Postaci w Technicznym ok?

: 16 maja 2015, 10:42
autor: Sigil
Pozornie bezludna wyspa

- Sigurdzie, twoja prostota i szczerość czyni cię zaiste, wyjątkowym kompanem - Nehaher spojrzał na barbarzyńcę spokojnie, swymi odmiennie zabarwionymi oczyma. Jego głos brzmiał szczerze i nie było w nim nawet odrobiny sarkazmu.

- Wszakże to nie złoto czy kosztowności stanowią największe twe bogactwo - kontynuował po chwili. - Największym skarbem się posiada, jest mężny duch, szlachetne serce i grupa wiernych przyjaciół. Zważ, że bez złota można przetrwać na tym świecie i nawet szczęście odnaleźć. A bez ducha, serca czy przyjaciół niechybnie czekała by cię rozpacz i zguba...

: 16 maja 2015, 12:50
autor: Dobro
Dalsze filozoficzne rozmowy zostały przerwane przez jednego z korsarzy, który wyglądał na największego i najsilniejszego spośród reszty załogi.

- Dobra, słuchać mnie, łajdaki! Wyłowić wszystko, co się może przydać i ruszamy w głąb wyspy!

- A dlaczego mamy cię słuchać, Mordo? - zapytał szczurowaty zamorianin.

Morda zaś nie odpowiedział, tylko podszedł do szczurowatego człowieczka i chwycił go za lnianą koszulę i podniósł na metr od piasku.

- Dlatego, że przywalę każdemu, kto się odważy mi przeciwstawić - syknął złowieszczo, po czym dodał głośniej - To ja jestem najstarszy rangą spośród was i to mnie należy się dowództwo i posłuszeństwo! Kapitan zginął w morzu, bosman wcześniej na statku. Dlatego słuchać mnie psubraty i ruszać wasze śmierdzące tyłki! - krzyknął, odrzucając szczurka na piasek. - A wy co tak stoicie? - zwrócił się niespodziewanie do najemników, obierając za cel kontaktu wzrokowego z Garro. - Zbierać tyłki i jazda do morza, wyławiać co się może przydać! Ty zaś - zwrócił się do Nehahera - przestań się mądrzyć niby mądrala na kordawskim placu i zasuwaj do roboty!
Postacie zaktualizowane (oprócz Nehahera, ta jest do mojego wglądu). Sigurd: znalazłeś swój łuk i 15 strzał, kołczan jest trochę dziurawy ale dasz radę go naprawić.

: 16 maja 2015, 13:00
autor: Keth
Garro spróbuje zbić kapitał życzliwości na udzielaniu pomocy rozbitkom. Obejrzy rany, doradzi coś każdemu poszkodowanemu, obieca ewentualną pomoc w przyszłości. Generalnie bez względu na aktualny poziom wiedzy medycznej będzie się starał udawać człowieka, którego ochrona leży w interesie wszystkich korsarzy. Na bezludnej wyspie uzdrowiciel to dobro najwyższe! ;)

Oczywiście przy opatrywaniu rannych nie będzie udawał, tylko porządnie się przyłoży do swojej roboty!

: 16 maja 2015, 13:16
autor: Sigil
Pozornie bezludna wyspa

Na Seta, i oto odezwał się człowiek czynu - pomyślał zgryźliwie czarownik. Nie dał jednak poznać po sobie irytacji, lecz przybrawszy uprzejmy wyraz twarzy, odezwał się w te słowa:

- Niestety, czyniąc tak marnowałbym swój potencjał i przyrodzoną mi inteligencję - Nehaher uśmiechnął się do osiłka przyjaźnie. - Poza tym zupełnie nie znam się na pracy fizycznej i zawadzałbym wam tylko. Niemniej zawsze mogę was wspomóc poradą lub wiedzą. Znam się także na leczeniu ran... Tak więc ufam, iż przywódca tak światły jak ty, nie będzie marnował moich talentów, lecz mądrze je wykorzysta, czym dowiedzie jedynie swego rozsądku i kompetencji.
Spoiler!
Używam na typie Uroku, a jeśli nie dociera do zakutego łba, to rzucam czar Prosta Sugestia, który ma sprawić, iż zacznie on myśleć, że jako uczony jestem zupełnie nieprzydatny do pracy fizycznej, tylko będę im zawadzał, pałętał się pod nogami etc. i w efekcie sprawi to więcej problemów niż pożytku. W każdym razie chcę, by się odczepił ode mnie.
Ewentualnie mogę się zająć leczeniem kogoś, aby wykazać, że się przydaję. Chociaż tak naprawdę los korsarzy średnio mnie obchodzi...

Jeśli to nie pomoże to przejdę do bardziej bezpośrednich technik nacisku. Ale na razie sądzę, że to wystarczy. Żaden półmózg z przerostem mięśni nie będzie mi mówił, co mam robić.

: 16 maja 2015, 14:50
autor: lightstorm
[Galvat]

Galvat po przebudzeniu się starał się jak najszybciej dojść do siebie. Od razu zorientował się, że brakuje mu kilku elementów ekwipunku. Zaczął rozglądać się po okolicy w poszukiwaniu swojej ulubionej torby na ramę. Po chwili dostrzegł ją leżącą kilkanaście metrów dalej. Podniósł się i ruszył w jej kierunku. Sprawdziwszy, że wszystko jest oprócz części kosztowności, zaczął lustrować okolicę i wszystkich zebranych.

Gdzie ja kurwa mać jestem i co się właściwie stało? - Galvat zadał pytanie w myślach, gdy wtem usłyszał jak Morda zaczyna swój mały pokaz. No tak, jak trzeba pokazać kto tutaj rządzi to najlepiej pierwszego złapać jakiegoś cieniasa z Zamory i potrząsnąć nim jak workiem jabłek. Morda powinien zacząć od kogoś w swoim rozmiarze - pomyślał.

- Morda, zostaw szczurowatego i poszukaj sobie kogoś kto może faktycznie stawić ci opór. Ośmieszasz się w ten sposób, złamasie. Ale do rzeczy! Gdzie my do jasnej cholery jesteśmy? Ktoś wie, co to za wyspa? Rozkazujesz Mordeczko, żeby iść w głąb wyspy. A na chuja mamy tam leźć, co? Może czai się tam banda kanibali, albo coś jeszcze bardziej pierdolniętego i przekraczającego twoją ciężką pięść. No chyba, że wiesz co tam jest?
No to zaczyna się. Galvat wylądował dokładnie tam, gdzie nie powinien nigdy trafić. Jest wściekły, dlatego chce od razu dowiedzieć się jaka jest sytuacja.

: 16 maja 2015, 15:04
autor: adamwl
Morda ma jakąś broń, pancerz?

: 16 maja 2015, 15:30
autor: Araven
Sigurd

Morda, Wasz kapitan nie wyglądał na takiego co utonie, może się odnaleźć i to szybko, Cymeryjczycy są twardzi podobnie jak mój lud czyli Aesirowie. Co wiesz o dżungli Morda, umiesz tropić, znajdować żywność i wodę?
Uśmiecha się, może będzie jakaś walka. Ale na razie ocenia liczbę ocalałych korsarzy i ich uzbrojenie.

: 16 maja 2015, 16:15
autor: Dobro
Morda zmrużył oczy, gdy Garro zarzekał się, że jest medykiem i rozpoczął od opatrywania ran. Korsarz machnął ręką, wyraźnie odpuszczając krajanowi i zmienił obiekt zainteresowań, by zrugać leniwego stygijczyka, gdy nagle jego wyraz twarzy zmienił się na miły, uległy wręcz.

- Ach, racja. Żadnego pożytku z uczonego, więc póki co rób co chcesz, tylko nie zawadzaj reszcie - powiedział łagodnym tonem, zwracając się do Nehahera. Znów zmienił swój cel, tym razem na pyskującego mężczyznę z blizną na gardle. Twarz Mordy zmieniła się błyskawicznie we wściekłą maskę wędrownego aktora.

- Zawrzyj gębę, cwaniaczku - zaczął, podchodząc bliżej do Galvata i wyraźnie zaciskając obie pięści. Korsarz póki co nie sięgał po uwieszoną u pasa zakrzywioną szablę, ale obserwujący go ludzie nie wątpili, że wściekły Morda nie zawaha się go wyciągnąć i poszatkować oponenta niczym świeży owoc.

Słowa Sigurda odbiły się bez echa na wściekłym korsarzu, który już podchodził do mniejszego od niego Galvata.

Obydwoje mierzyli się długo wzrokiem i stali w milczeniu, zaś złość na ich twarzach świadczyła o buzujących w nich emocjach. Adoth delikatnie sięgnął ku boku, by szybko wyciągnąć miecze.

Na szczęście nie było takiej potrzeby. Korsarz splunął tylko w piasek i odwrócił się, wracając do swojej załogi, która zdążyła już wyciągnąć wartościowe rzeczy na brzeg.

Jeden z zingarskich piratów - prawdopodobnie nawigator - rozłożył przemoczoną mapę narysowaną na świńskiej skórze i bacznie przyglądał się to położeniu słońca, to mapie. Wyciągnął dziwne urządzenie w kształcie ni to cyrkla, ni to lupy i spoglądał nim w niebo, aż w końcu wykrzyknął uradowany:

- Wiem, gdzie jesteśmy!

- No, gdzie? - dopytywali korsarze.

- Na Wyspach Baracha! - wykrzyknął dumnie, po czym chyba zdał sobie sprawę z tego, co powiedział i zbladł. Pozostali korsarze również nie cieszyli się z odkrycia, a ich posępne miny obwieszczały wszem i wobec, że lepiej było iść na dno razem z "Szelmą", niż znaleźć się na tych wyspach.
Garro: wyleczyłeś paru korsarzy, tzn opatrzyłeś im rany.
Spoiler!
Zaklęcie Prosta Sugestia zostało rzucone pomyślnie. Umiejętność Urok niestety nie zdała testu. Dodatkowo masz na sobie czar Membrana. Powiedzmy, że musisz go odnawiać co 2-3 godziny. Czyli zużyłeś już 2 czary od czasu wylądowania na plaży. Po sztormie licznik czarów się zresetował.