Strona 2 z 3

: 28 sierpnia 2017, 22:23
autor: koszal
Z telefonu piszę więc będę oszczędny w słowach.

Wypad z synem na piknik strzelecki okazał się strzałem w dziesiątkę! Nieświadomy kosztów zabrałem kilo złota po czym okazało się, że ta rozrywka jest niewiarygodnie tania. Młody zaliczył kolejno MP5, Kałasznikowa, Lugera i już nie pamiętam co, bo po prostu jak się rozkręcił to padały tylko słowa: teraz z tego, a potem z tego.

Kałasznikow i bronie nieco zbyt ciężkie oczywiście w pozycji leżącej. Nadto strzelnica w Okręglicy ma w ofercie amunicję dla dzieci, która ma niższy zapłon, tym samym mniej kopie.

Tata pobawił się najpierw Lugerem, potem coltem 1911 (dołączam do klubu fanów), potem zaś poczuł się prawdziwym cyberpunkiem, więc obowiązkowo zaliczył pozycje hollywoodzkie jak CAWS (!) i Peacemaker .45.

I póki nie wziąłem pierwszej z tych zabawek do ręki to nie wiedziałem o czym Panowie mowa, potem banan nie schodził z ust do końca dnia.

Łuski pozbierane, paluchy od prochu czarne. Jedyny smuteczek, że prawo ostatnio się zmieniło i na piknikach nie można strzelać seriami.

Pierwszy strzał w sam środek celu- dokładnie w mostek. Kolejne 3 strzały w bark. Potem Pan mnie poinstruował i wpadły 3 pudła.

Aha. Na filmach strzelają pany jedną ręką z Lugera. W takim wypadku dość często nie przeładowywał się automatycznie co ma związek ze stabilnością w łokciu. Trzymany w obu rączkach był już niezawodny. Podobny problem miałem z innymi pistoletami.

Z MP5 to takie pif paf, jak dla mnie i młodego bez szału. Jak wskoczyliśmy na karabiny to poczuliśmy radosną różnicę.

Strzelałem bez słuchawek, żeby poczuć oddech boga wojny. I poczułem i chyba wiem o czym wspomniał Kargan. Chwilę przed wejściem na stanowisko, które miało 5 "torów" podałem żonie nienaładowany karabin i tak beztrosko wycelowała (myślę w głębi ducha, że niezupełnie przypadkiem) i chwilę potem, jak bez zatyczek stanąłem pośród kanonady wystrzałów zrozumiałem, że w prawdziwej bitwie błyskawicznie chował bym się do najgłębszej dziury. Poczułem obecność ludzi z bronią obok mnie. Ludzi o których nic nie wiem i mogą być zwyczajnie nieostrożni. Co dopiero zatem bitwa, gdzie ktoś wie, co chce Ci zrobić?

Broń duchowo nie opuszczała mnie do końca dnia. Tak jakbym miał przy sobie jej siłę rażenia. Daje duże bonusy do pewności siebie.

Polecam tę formę rozrywki nie tylko facetom, ale jako dobry pomysł na rodzinny wypad.

: 30 sierpnia 2017, 22:57
autor: Kargan
A mówiłem, że to jest fun :P

: 02 września 2017, 22:38
autor: Rikandur
Oj tam! Z wiatrówki się strzelało ale osobiście bardziej wolę łuk. Paradoksalnie ale człowiek ma więcej kontroli nad całym procesem strzelania niż z broni palnej.

: 02 września 2017, 22:49
autor: Keth
Łuk?! Toś mnie teraz zaskoczył, znowu coś nowego! Dobra, ale ja na ostatnim zlocie militarystycznym jechałem czołgiem, co teraz powiesz?! /EVILS/

: 02 września 2017, 22:59
autor: czegoj
To ja powiem, że ostatnio z córką w muzeum przewróciłem armatę. Też jest moc.

: 03 września 2017, 13:07
autor: 8art
Nie mogę być gorszy. Następnym razem jak będę z mlodym w Tank Museum wywrócimy czołg. 55 tonowego Tygrysa! To będzie cios w niemiecki rząd, po którym Merkel się już nie podniesie...

A właśnie Czegoj, jakiej produkcji była ta armata? To był atak na podłożu politycznym, czy tylko akt wandalizmu?

: 07 września 2017, 16:07
autor: Rikandur
Keth napisał(a):

Łuk?! Toś mnie teraz zaskoczył, znowu coś nowego! Dobra, ale ja na ostatnim zlocie militarystycznym jechałem czołgiem, co teraz powiesz?! /EVILS/
Oj tam, oj tam!

Kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem ...:/toast

*kaszelek w pięść*... to po pierwsze czołgiem co stał przed muzeum się bawiłem. Udało się nawet ognisko w lufie zapalić!
A strzelałeś z własnoręcznie zmajstrowanego łuku? Co prawda zrobienie strzał, takich na serio, to mnie przerasta.

EDYCJA: A Krakowianie zaznajomieni z Nową Hutą mogą potwierdzić że czołgu był (niedaleko od kościoła Arki), taki jak z "Czterej Pancerni I Pies.".:P

: 07 września 2017, 16:25
autor: 8art
... taki jak z "Czterej Pancerni I Pies.
To je fachowo T34, tylko nie wiem w jakiej wersji 76 czy 85;)

Luki sié samemu robilo za malolata u babci na wsi z leszczyny. Ale profesjonalne strzaly to bylo juz daleko poza mozliwosciami inzynieryjnymi mnie jako 6-10 latka:D

: 07 września 2017, 17:12
autor: czegoj
8art napisał(a):

A właśnie Czegoj, jakiej produkcji była ta armata? To był atak na podłożu politycznym, czy tylko akt wandalizmu?
Zupełnie niezamierzony akt wandalizmu. Zwyczajnie próbowaliśmy powisieć na armacie, żeby nam zrobiono zdjęcie i w tym momencie ją przeważyło. Niestety produkcji nie zarejestrowałem.

: 07 września 2017, 17:16
autor: 8art
Zupełnie niezamierzony akt wandalizmu. Zwyczajnie próbowaliśmy powisieć na armacie, żeby nam zrobiono zdjęcie i w tym momencie ją przeważyło. Niestety produkcji nie zarejestrowałem.
A już mogliście zostać zasłużonymi kombatantami, otrzymać książeczkę ZBOWiD i dodatek emerytalny - oczywiście jeśli armata była radzieckiej lub niemieckiej producji;)

: 07 września 2017, 17:23
autor: czegoj
Mam zdjęcie jak się przewraca, więc jak zobaczę jakiej jest produkcji (jeśli będę drugi raz w tym muzeum) to natychmiast wystąpię o ten dodatek do Pana Antoniego.

: 07 września 2017, 17:35
autor: koszal
Rikndur strzelałem z łuku.

Strzały własnej produkcji włącznie z zabawą grotami. W moim starym samochodzie trochę się tego poniewierało.

Nie były to łuki sportowe, ale historyczne, łuk długi i krótki refleksyjny. Z krótkiego bawiłem się z końskiego grzbietu, wciągnął mnie kolega, który regularnie jeździ na zawody łucznictwa konnego.

Nie wszędzie idzie to znaleźć, w mojej okolicy było nas raptem trzech do takiej zabawy, mimo że kolega promował jak mógł, a koszta były nijakie, w moim przypadku wręcz darmowe, bo łuk dostałem, a jazdę konną miałem gratis.

I tak też odkryłem, że można się z łuku postrzelić, co prawda powierzchowne to było ale jednak, że o kilukrotnym przypierdol... sobie cięciwą w przedramię nie wspomnę. Strzelanie stacjonarne to inna bajka, spokój, czas itd. W strzelaniu z końskiego grzbietu masz jakieś 12 sekund na oddanie do dziesięciu strzałów- im więcej, tym lepiej. Opcji i zasad konkursowych jest mnóstwo, ale mnie najbardziej podobało się strzelanie do jednej tarczy ustawionej bokiem do toru w odległości jakichś 10 metrów. Najpierw najeżdżasz i wtedy starasz się oddać jak najwięcej salw, mijając tarczę niby najłatwiej masz jedną krótką chwilę na jeden strzał, potem zostaje 2, góra 3 strzały, ale o największym dla mnie kopniaczku adrenaliny, bo (efektownie jak cholera :)) napinasz łuk za plecami, tak że masz końcówkę strzały w dwóch paluszkach prawej ręki przy prawym uchu i strzelasz jak na filmach modląc się, by koń (jak jest dobrze ułożony to no problem) zrobił swoje.
W tym momencie mój raz się potknął, odruchowo łapiąc równowagę łuk z lewej ręki obrócił mi się przód w dłoni i strzała poszła po przedramieniu w górę..
Co jeszcze miodne to fakt, że nikt na takich zawodach nie trzyma strzał w kołczanie. Są w butach, zębach lub (co mi się osobiście udawało mimo, że słyszałem, że to bardzo trudne) trzymane wszystkie w jednej ręce- tej samej, która dzierży łuk, tzw jeż Kasaia.

Poznać miałem też przyjemność człowieka, który choć wcześniej tylko jeździł konno i nie strzelał, w momencie poświęcenia się tej rozrywce na poważnie w ciągu dwóch lat dorobił się tytułu mistrza Polski. Jest to dość otwarta więc kategoria dająca szanse na realny sukces, gdyby ktoś złapał zajawkę.

Niestety od kilku lat nie jeżdżę :( Kumpel wyprowadził się gdzieś pod Kraków, a ja mam zryte kolano (bynajmniej nie z powodu jeżdziectwa), niemniej zabawę, jeśli w Waszej okolicy jest możliwa zdecydowanie polecam.

: 10 września 2017, 13:29
autor: Rikandur
Zajefajna przygoda Koszalu!

Osobiście nigdy tak daleko nie zaszłem w zabawie z bronią białą i daleką. Prawdziwych strzał mi na takim jednym zlocie bractwa rycerskiego dotknąć nie dali jak się przyznałem do moich "entuzjazm mam, nie ćwiczyłem bo gdzie?" że tak się pochwalę bezwstydnie niskich umiejętności. Co prawda to prawda, mnóstwo ludków się kręciło dookoła i wszyscy ignorowali zdroworozsądkowe nie włażenie na potencjalny tor strzelania.

A gdy amatorzy strzelania z łuku ich rugali za kandydowanie do Nagrody Darwina, to patrzyli wielkimi oczkami i bredzili że oni tak szybko przejdą.:D

: 10 września 2017, 13:56
autor: Suriel
Odnośnie tego człowieka co się zaczął interesować jeździiectwem konnym i szczelaniem z uku a po dwóch latach został mistrzem Polski.
Mam pytanie, czy on był tak zdolny? Czy może to była jakaś niszowa impreza i jako jedyny uczestnik byl trzeźwy (nie licząc wierzchowcow).

: 10 września 2017, 19:19
autor: koszal
Suriel no właśnie. Gość naprawdę dużo ćwiczył, codzienne po kilka godzin (nawet 6-8) i dlatego twierdził, że da radę po tytuł sięgnąć i sięgnął. Dlatego uważam, że to jest niszowa szansa dla wielu. Co więcej sylwetki niektórych zawodników wcale sportowe nie są ;)