Biblioteka świątyni, 32 orakt-ran
Powietrze wewnątrz małego pomieszczenia przeszło zapachem mokrego ubrania, zmieszanego z błotem i fekaliami. Stęchnięto powietrze komponowało się z charakterystycznym zapachem papirusu i swądem palącej się wolno lampy oliwnej. Chłopiec ciągle miał zawiązane oczy siedział, w rogu dwóch pustych regałów wciskając swój bok w jeden z nich. Skulone pod siebie kolana obejmował kikutem jednej ręki, druga zaś był nie wykształcona. Mała i niezgrabna wypełniała rękaw kaftanu, długa na tyle aby jedynie opuszki palców wyglądały z mankietu.
El Eszar dołączył do chłopca, wiedział o jednej ręce, druga jeszcze bardziej zmroziła go przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Bard teraz zrozumiał, że młodzieniec nie bez powodu był ubezwłasnowolni i wymagał stałej służby i nie bez powodu rozryczał się jak mała dziewczynka jeszcze na ulicach Chłopskiego Krocza. Widok skulonego i bezradnego młodego chłopca strapił barda, który w mgnieniu oka zaczął nucić piosenkę. Jego słowa rozbiły przedłużającą się chwilę ciszy, łagodząc ciche pochlipywanie.
Bard wykonał kilka tanecznych kroków ogólnie znanego tańca dworskiego, który w blasku jednego płomyka lampy rzucał szeroki cień na ścianę za nim. Słowa piosenki i ruchy nóg w groteskowych susach jakby jego kończyny trzymane były na sznurkach władcy marionetek doprowadziły muzykanta do chłopca. Finał tego przedstawienia zaznaczył zniżeniem tonu. Zyskując tym samym lekki uśmiech na twarzy chłopca.
- śpiewali tak dla mnie jak byłem mały, mama zawsze nuciła mi do snu i służka mi śpiewała. Powiedział łamiącym się głosem. Po czym kontynuował - chciałbym teraz do mamy mieliśmy iść na bal.
- Nie martw się chłopcze, pomożemy Ci. Zagajał rozmowę Eszar, wiedząc że jego śpiew uspokoił chłopaka na tyle, by przeprowadzić krótką rozmowę. Zza drzwi dobiegały go krótkie jęki i syki opatrywanego pół orka.
- Co mu się dzieje? Zapytał chłopak piskliwym głosem i czemu dalej mam zawiązane oczy? Lekko strapiony sytuacją bard nie za bardzo wiedział, czy roztropnym będzie oswobodzić go z zawiązanych oczy, jednak pozostawił chłopca dalej w takim stanie, mówiąc - dla Twojego bezpieczeństwa, lepiej żebyś tego nie widział. Bard kucnął przed chłopakiem i poczuł jak dochodzi do jego nozdrzy zapach moczu i kału. Jak masz na imię? wypowiedział po czym zasłonił swój nos zgięciem ramienia, ledwo powstrzymując się od kaszlnięcia.
- Jestem Eric, podobno jak dorosnę będę tanem. Chce nowe ubrania te kompletnie zasrałem! Młodzieniec, nad wyraz ośmielił się w swoich słowach. Niech twoi słudzy przyniosą je dla mnie. Zmieszany bard, zacisnął pięść i miał już walnąć chłopca w twarz za taki brak szacunku dla osób, które uratowały u życie.
- Obyty z niejedną szlachcianką Elszar, wiedział kiedy ugryźć się w język. Nabrał powietrza w płuca po czym spokojnie mówił równym głosem. Jaśnie paniczu, poślemy po rzeczy dla Ciebie ale czy byłbyś tak miły powiedzieć do kogo zmierzaliście zanim was napadnięto?
W sąsiednim pomieszczeniu jęki pół orka ucichły. Rozległ się tylko pogodny głos półboga, który przy końcu swoich słów uchylił drzwi do biblioteki.
Bard pochwycił chłopca, pomógł u wstać, doprowadził go do progu drzwi, po czym skierował pogodne słowa w jego stronę. - nie bój się, możesz im powiedzieć to co mówiłeś do mnie, to moi przyjaciele. Elszar porozglądał się po zgromadzonych, pozwalając Surielonowi na swobodne pytanie do chłopca.
- jechaliśmy do mego wuja tana Murofa Żywego - zaczął chłopiec. Mam dostała od niego list, że on będzie mógł jej pomóc, i że na bal ją zabierze i żeby się nie martwiła. Chłopak nie wiedząc kto go słucha oprócz dwóch znajomych głosów wodził głową w lewo i w prawo z nieznanych powodów. Widocznie mota się nie wiedząc od czego zacząć to co ma powiedzieć.
Przetestowałem CH Eszara, wypadło 20, sukces. Gratulacje 5PD. Nastawienie młodzieńca zmieniło się z naturalnego, na przychylne! Brawo, ośmielił się do tego poziomu w którym będzie pokazywał swoje szlacheckie kaprysy. W trakcie wypowiedzi chłopaka doszedł was zapach moczu i kału. Ubrania chłopca są mokre, przesiąknięte jego własnymi fekaliami. Widocznie posrał się ze strachu jeszcze na zewnątrz.