Strona 2 z 47
: 14 maja 2013, 21:48
autor: Dobro
Upragnione kufle piwa wylądowały przed Ulrichiem, który jednym uchem słuchał Regnisa Żelaznego, drugim zaś przysłuchiwał się rozmowom pijaczków wokół. Rycerz machinalnie, jakby zaprogramowanym ruchem osuszył wszystkie trzy kufle po kolei, ignorując słowa Shagrata. Po chwili zreflektował się, że postąpił poniekąd niekulturalnie, i odwracając się z lekkim skrzypieniem zbroi zamówił kolejne cztery kufle.
- Za sto sztuk złota to mnie się nawet wstawać nie chce - odparł jakby z niechęcią i nie czekając na reakcje kapitana kontynuował. - Zgoda, ruszymy, ale za 120 sztuk złota na głowę i dwutygodniowy wikt w "Pocałunku Ogra" - Ulrich spojrzał na Regnisa, który stojąc dorównywał wzrostem Czarnemu Rycerzowi. Stalowe oczy wyrażały pustkę, w której czai się coś niedobrego.
Używam perswazji.
: 14 maja 2013, 22:02
autor: Araven
Dobrze, umiem oceniać najemników, wy tylko udajecie opojów... Dobrze macie po 120 na głowę. Jutro rano ruszacie. Bądźcie przy bramie wschodniej, o 7 rano. Wozy będą czekały. Zapłata po robocie. Macie to kontrakt. Po czym wręczył wam umowę. Nie pijcie za wiele, skacowani nie na wiele się przydacie.
: 14 maja 2013, 22:19
autor: 8art
Eithart choć w rachunkach nie był najmocniejszy, to szybko skalkulował jakie koszta wchodziły w grę przy ochronie karawany. Tylko ich czwórka miała zgarnąć niemal pół tysiąca sztuk złota w dwa dni, a gdzie wynagrodzenie dla reszty? Jakie zatem skarby miało przewozić cztery wozy, skoro na samą ich ochronę szlachta chciała wydać pewno z tysiąc sztuk złota z okładem:
- Ej Regnisie, to co my mamy eskortować, bo sypiesz złotem jak z rękawa?
: 14 maja 2013, 22:23
autor: Araven
Widocznie przewożony towar jest wart takiej zapłaty. Dbajcie też o osadników, większość z nich to górnicy, a planujemy niedługo ponownie uruchomić kopalnie złota ich wiedza będzie bardzo potrzebna za jakiś czas. Poza tym liczę, że wydacie to złoto w Hillcrest. Poza tym dostaniecie je jak karawana dotrze do fortu.
: 14 maja 2013, 22:50
autor: Dobro
- Zgoda! - powiedział głośniej niż zamierzał półolbrzym. Wyszczerzył zęby w sztucznym uśmiechu i uznając sprawę za załatwioną, obrócił się z powrotem do towarzyszy, upijając parę łyków dopiero co przyniesionego piwa.
Kiedy nasz nowy pracodawca wyjdzie, rozpoczynam rozmowę.
- Coś mi się wydaję, że wcale tak łatwo nie będzie. Muszą być mocno zdesperowani, skoro wybierają nas do ochrony cennego towaru, jak również i cennych górników. Ha! Nasza sława nas wyprzedza... i dobrze, dobrze! - ostatnie słowa Ulrich mówił ciszej, zacierając ręce.
: 14 maja 2013, 22:54
autor: 8art
- Mówże głośniej, bo przez te zgrzytające żelastwo to nic nie słychać. Gdzieś musi być hak, ale pewno się dowiemy po drodze.
: 15 maja 2013, 08:04
autor: Svarth
Mając już sporo w czubie Svarth powiedział:
-Mi tu nic nie jedzie. A haków też tu żadnych ni widzę. Na cześć naszych zleceniodawców! -wykrzyknął krasnolud i wychylił kufel do końca.
: 15 maja 2013, 09:17
autor: Araven
Pogadaliście jeszcze wieczorem, dość późno poszliście wstać, rano zwlekliście się z łóżek, zjedli coś na szybko i ruszyliście ku bramie Wschodniej, wozy czekały.
Dowódca ochrony karawany
sierżant Johann wykonał gest i cała karawana jego ludzi zaczęła posuwać się naprzód. On sam do was podjechał i rzekł, witam, panowie tu dowodzą jak mniemam? Jestem sierżant Johann dowodzę ochroną, mam 10 konnych, plus 15 zbrojnych górników w tym 6 krasnoludów, oraz 5 ochroniarzy Pani Kristin Winter. Są cztery wozy wojskowe, 5 wielkich furgonów z rodzinami górników i wóz
Pani Kristiny jej służki i ochroniarzy, razem 10 wozów mamy. Dwa dni do Fortu na Rozdrożu mamy.
Pochłanialiście wzrokiem widowisko linii wozów i fur, z ich uzbrojoną eskortą odzianych w zbroje wojowników na koniach. Wokół was w oddali góry pięły się ku niebu niczym olbrzymy. Drzewa pokrywały teren po obu stronach, a strumienie spływały jak rtęć. Znowu czas w drogę lamentował krasnolud Svarth, łapiąc się za głowę. Jego oczy były mętne od wczorajszego przepicia.
Ruszyliście naprzód, zajmując swoje miejsce w szeregu. Zbrojni narzucili na ramiona kusze, otulili się ciaśniej płaszczami i zaczęli maszerować, lub też jechać konno. Ich przekleństwa mieszały się ze złorzeczeniami, smagnięciami batów woźniców i porykiwaniem wołów. Jakieś dziecko zaczęło płakać. Gdzieś za wami, kobieta zaśpiewała niskim melodyjnym głosem. Krzyk dziecka ucichł.
Czuliście się niemal całkowicie uspokojeni, porwani przez ów ludzki strumień, by zmierzać do tego samego celu.
Otwórzcie szeroko oczy rzekł Shagrat, dzikie orki i gobliny i pewnie gorsze stwory nawiedzają te góry i ziemie u ich podnóża.
Pozostali najemnicy na niego, ale kiedy popatrzył ponownie na otoczenie nie potrafił już podziwiać dzikiego piękna. Obserwowaliście okolicę czujnie wyszukując możliwych miejsc zasadzki, poza skrzypieniem wozów straszliwe odgłosy wydawała zbroja Ulricha, niczym potępiona dusza, krasnolud cierpiał katusze, słysząc co jakiś czas skrzypiącą zbroję czarnego rycerza.
Co robicie?
: 15 maja 2013, 15:31
autor: Dobro
- Zawsze mam szeroko oczy otwartę, mości Shagrat. A kiedy nie mam, to i tak mam. Coś tu za cicho i spokojnie. Irytuje mnie to - Ulrich poszukał wzrokiem sierżanta. Przyśpieszył kroku, poskrzypując coraz to szybciej.
- Sierżancie Johnatan - skinął mu głową z wymuszoną uprzejmością, po czym kontynuował. - Od dawna użeracie się z goblinoidami? Nie możecie raz a porządnie ich wytępić czy jak?
: 15 maja 2013, 15:38
autor: Araven
Panie rycerzu, łatwo wam gadać, gobliny mnożą się na potęgę, król nam posiłków przysłać nie chce. Wokół miasta ich nie ma, ale już tak dzień drogi od Hillcrest często napadają, na osady, czy zajazdy, alibo nawet i na niewielkie forty. Rozzuchwaliły się okropnie. Dwa ostatnie transporty wojskowe przepadły jak kamień w wodę.
A odgłosy skrzypienia jakie zapodałeś wyżej super.
: 15 maja 2013, 15:45
autor: mordimer00
Shagrat usadowił się na jednym z wozów z przodu kolumny i bacznie przypatrywał się okolicy, miał już dość tego skrzypienia i pijaństwa kompanów chciał chwilę pobyć sam i rozkoszować się świeżym powietrzem, bo ostatnie dni spędzili w cuchnącej karczmie.
: 15 maja 2013, 21:49
autor: Svarth
Krasnolud, opierając się o burtę wozu, walczył z chęcią ozdobienia pobocza treścią żołądkową. Układ pokarmowy Svartha buntował się po wczorajszej pijatyce, wsparty trzęsącym się wozem. A na dodatek trzeba było być bez przerwy czujnym. Svarth obiecał sobie że zwymiotuje dopiero na widok świeżych trupów goblinów.
: 15 maja 2013, 22:20
autor: 8art
Mnich nie bardzo przejmował się niebezpieczeństwami rzekomo czychającymi na karawanę. Bardziej zainteresowany był czyrakami jednego z osadników i płaczem dziecka, toteż miał zamiar spędzić najbliższe godziny pomagając tym, którzy wymagali łaski Graama.
: 16 maja 2013, 10:42
autor: Dobro
- Brzmi, jakby całkiem ciekawa rozrywka, mości Johannie. Z przyjemnością poprowadziłbym rajdy na te zuchwałe stwory.
Ulrich dostrzegł, że Shagrat oddalił się nieco i idzie sam gdzieś na środku karawany.
- Aha! Shagrat znowu wędruje samotnie. Nie mogę na to pozwolić... Wybaczcie panie sierżancie - powiedział z uśmiechem od ucha do ucha, i poskrzypując zbroją podszedł do idącego samotnie łowcy nagród.
- Piękną mamy pogodę, huh? - zagadał, delektując się w głębi duszy uczynioną złośliwością. Doskonale wiedział, że półork jest mało gadatliwy i woli przebywać we własnym towarzystwie. Na swój sposób Ulrich van Pfannkuchen polubił samotnika, odnajdując w nim doskonałego kompana do ciągłych złośliwości i przyjacielskiego dogryzania. Pogładził jeszcze wypchany łeb czarnego kota, stanowiącego bezpieczne schronienie dla katzbalgera, wiszącego u prawej strony pasa.
: 16 maja 2013, 10:54
autor: Araven
Cały dzień byliście czujni, wypatrując zagrożenia, ale nic was nie zaatakowało. Wieczorem karawana stanęła na obóz, wozy ustawiono tak by w razie napaści łatwiej się wam było bronić. Svarth położył się w głębi wozu na szczycie worków ze zbożem. Opatulił się szczelnie płaszczem. Chociaż próbował usnąć, sen nie nadchodził. Nie mógł przestać myśleć o zagrożeniu. Podobnie i pozostali z was coś wyczuwali.
Mgła zgęstniała, tłumiąc wszelkie dźwięki za wyjątkiem cichego oddechu tych którzy zasnęli.
Coś się zbliża powiedziała
Pani Kirsten Winter, czuć od niej moc to służka Dagonina Białego, magiczka. Bądźcie cicho rzekła. Nieco śpiący powróciliście do pełnej czujności. Wasze oczy są suche i zmęczone, mięśnie bolały od materaca z worków .
Cokolwiek by to nie było, jest od dawna martwe...
Co robicie? Większość już śpi albo układa się do snu poza silnymi wartami, a tu coś mrocznego się ponoć zbliża.