PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 10 grudnia 2014, 12:35

Będę chciał zebrać wszystkich w Elizjum i zaproponować nocleg w moim prywatnym schronieniu. Tam będziemy bezpieczni i będzie potwierdzało istnienie koterii, która działa razem. Na spotkaniu będę chciał powiedzieć o tym, że zdecydowałem się powiadomić władze miasta o koterii i przyczynie jej powstania. Opowiem, co wydarzyło się u ghula. Wytłumaczę, że to jedyny sposób na to, by władza nie czepiała się nas i nie kojarzyła bezpośrednio z Vallo. Pokażę nagranie z napadu oraz teczkę, którą posiada Cwetan. Opowiem o śledztwie itd. Poinformuję, że nie muszą się tą sprawą zajmować, to ma być tylko przykrywka, ale muszą o tej sprawie wiedzieć jak najwięcej w razie pytań. Zaznaczę, że Cwetan się zobowiązał tym dla mnie zająć. Przy okazji zapytam, czy zrobił coś w tej sprawie dla mnie.
Czekam na informacje od Gilberta. Powinien już coś wiedzieć.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 grudnia 2014, 14:03

Bournemouth; Spearmint Rhino; 17.11.14 Nad ranem

Kasyno już świeciło pustkami, jedynie kilku najwytwalszych w swym nałogu osób wciąż uparcie tkwiło przy automatach marząc o wielkiej wygranej. Kilku pracowników zaczynało już sprzątać pomieszczenia Spearmint Rhino. Wtedy też do klubu powrócił jego właściciel i reszta koterii. Skierowali się od razu na tyły. Byli już mocno śpiący, bowiem do świtu dzieliły ich dosłownie minuty.

Wampiry szybko wymieniły się informacjami z obu spotkań w jakich wzięły udział. Steinbach zapytał jeszcze:

- Xavier, mam numer rejestracyjny vana. Sprawdzić go?

- Będzie szybciej jak zajmą się tym moi ludzie. - Price wyciągnął smartfona i wysłał numer rejestracyjny auta, do pewnej osoby, która, jak wierzył, mogła bardzo szybko zweryfikować takie dane. Potem oznajmił:

- Proponuję przespać się dziś u mnie. Do świtu zostało bardzo niewiele czasu. Nie ma potrzeby ryzykować, że kogoś z Was zastanie dzień na ulicy.

Nikt nie zaoponował. Nawet lubiący ryzyko Cwetan, przystał bez najmniejszego wachania na ofertę Ventrue. Wyjście na zewnątrz celem powrotu do niepewnego schronienia teraz było śmiertelnie niebezpieczne. Steinbachowi kamień spadł z serca, bo jeśli nie znalazłby schronienia, to jego istnienie stanęłoby w poważnym niebezpieczeństwie.
Założyłem że brakuje Wam czasu żeby szukać, lub wracać do swoich schronień. Dziś wszyscy decyzją Waszego MG śpią u Xaviera. Już niedługo napiszę Wam co się stało za dnia i czy wszyscy z Was dożyli wieczoru HUE HUE HUE! Na razie potrzymam Was w niepewności, żebyście lepiej poczuli egzystencjalny ból nieumarłych

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 grudnia 2014, 17:29

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

Steinbach zbudził się przerażony, by po chwili dopiero zauważyć, że to co wydawało się jawą było tylko okropnym koszmarem.

Jego Matka rzucała się na niego pogrążona w szale próbując wyrwać serce z jego piersi. Thomas wił się, próbował bronić, błagać o litość, wołać o pomoc, ale członki miał niczym rażone niemocą, a język stawał kołkiem w gębie. Stwórca pastwił się nad jego ciałem drąc je w strzępy wielkimi pazurami, a Steinbach nic nie mógł zrobić, a może nie chciał. Tak bardzo ją kochał. W końcu pogrążał się w ciemności śmierci, ale potem sen zaczynał się od początku.

***

Słońce świeciło, przyjemnie muskając skórę Panajotowa popijającego wino z kryształowego kieliszka. Widok na jezioro Como z tarasu rezydencji był przepiękny za dnia. Cygańska orkiestra grała rzewną melodię. Ale nie na tym skupiał się Bułgar. Naprzeciw siedziała skąpana w słonecznych promieniach dama w burgundzie uśmiechając się uwodzicielsko i muskając smukłymi palcami zewnętrzną stronę dłoni Cwetana

W odróżnieniu do Steinbacha Cwetan przywitał przebudzenie z wyraźną niechęcią. Jego sen był piękniejszy niż mógł go sobie wyobrazić...

***

Piony, figury... 1870089... 1870090... 1870091... Piony przewracają figury, figury roztrącają piony... 1870092... 1870093...

- Musisz się uspokoić Marcusie - Dr Zachariasz położył dłoń na ramieniu Koroviewa: - Policz wraz ze mną spokojnie do dziesięciu.

- Jeden... Dwa... Trzy... - zaczęli wspólnie odliczać, ale Marcus wyłamał się szybko:

- Ale piony? I figury?

- Marcusie skup się albo będę musiał zrobić zastrzyk, którego tak nie lubisz...

- Cztery... Pięć...

- Hetman bije czarnego Króla! Szach i mat...

Zachariasz spojrzał na Marcusa i zaczął bez słowa zapisywać wielkimi literami w swych notatkach:

"To kompletny czub. Pomyśleć, że naziści się takich pozbywali RAZ NA ZAWSZE!


Spotkanie z doktorem było na szczęście tylko senną marą. Dr Zachariasz nie zachowywałby się tak. On zawsze pomagał, gdy myśli zaczynały prześladować biednego Marcusa.

***

Moreau przedzierał się przez tajlandzką dżunglę, opędzając się od moskitów i wszędobylskiego robactwa. Machał maczetą torując sobie drogę potem i znojem. To musiało być gdzieś niedaleko... To gdzieś tu jego towarzysze broni mieli pozostawić wielki skarb, mający odmienić oblicze tej ziemi.

W końcu odnalazł miejsce, którego szukał. Maczeta uderzyła w płaską powierzchnię marmuru. Nieliczne promienie słoneczne przebijająve się przez poszycie dżungli pozwalały dostrzec małe matematyczne znaki układające się w chaotyczny wzór, który jeszcze nie mówił niczego. Achile jął karczować rośliny pokrywające mamrurową ścianę. Odkrył ile tylko zdołał, ale wydawało się, że mur ciągnie się w nieskończoność. Nieskończoność pokrytą genialnym równaniem. Krzyknął z radości jak i ze smutku, bo nigdy nie będzie potrafił ogarnąć całości...


Zbudził się, bezskutecznie usiłując sobie przypomnieć jakie to równanie dostrzegł na murze.

***

Piękna sylwetka Vivien oddalała się w coemność. Odziana w zwiewny muślin, którego końce zdawały się zamieniać w mgłę... A może tak tylko zdawało się Xavierowi. Tylko plama krwi na plecach ukochanej kobiety była prawdziwa. I dymiący jeszcze z lufy pistolet... I straszny śmiech Roberta...

Vivien zniknęła w ciemności. Pozostała tylko unosząca się w pustce karmazynowa krew. Xavier zaczął wyć z boleści... Ból przerodził się w się we wściekłość. Price przeładował pistolet gotów tu i teraz zastrzelić wciąż śmiejącego się Roberta. Rozejrzał się za nim... I nagle dostrzegł, że to on sam jest Robertem. Włożył lufę pistoletu w usta i nacisnął spust. Ciemność...


Obudził się ze łzami spływającymi po ciepłych policzkach. Usiadł próbując ogarnąć targające nim uczucia. Upiwszy solidny łyk z piersiówki, spojrzał na stolik. Miał wiadomość na skrzynce. Niczym żyjąca istota wziął głęboki oddech, wstał i podszedł po smartfona.
Spoiler!
- Witaj Xavier, tu Gilbert. Ten van. Odnaleźliśmy go w pobliżu lotniska, niedaleko Airport Industrial Estate. Pojazd był skradziony tydzień temu w okolicach Southampton. Tablice też były lewe. Oryginalnie należały do BMW zezłomowanego w 2008 roku. Dzwoń do mnie jeśli potrzebujesz czegoś jeszcze. Trzymaj się.
A niech już będzie moja strata. Obudzicie się wszyscy tej nocy. Cali i zdrowi.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 grudnia 2014, 21:29

Steinbach opłukał wodą twarz i spojrzał w swoje odbicie. Twarz przykryta mokrymi czarnymi włosami spod których przeświecały zbyt jasne, nie pasujące oczy. Ręce nadal mu dygotały i czuł zimno. Wierzył w sny. Nocne lęki zaczęły mieszać się z głodem. Najgorsze połączenie. Co tak Matkę opętało? Co kryła karta zakrwawionej Cesarzowej? Stop bo wszystko wróci. Opanuj się Thomas. Nie jesteś jedynie wampirem, jesteś Tremere. Musisz kontrolować wszechmoc przepływającą i nie pozwalać jej na...
Przez chwilę jeszcze stał opierając się o zlew. Po chwili technika medytacyjna zaczęła działać. Wyprostował się jak struna a jego twarz stała się niczym maska.

Najpierw pora się napić bo niedługo popłynie bardzo dużo krwi...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 grudnia 2014, 14:25

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

- Dobry wieczór - wysapał zmęczony nocnymi koszmarami Steinbach, wszedłwszy do biura Xaviera. W fotelu siedział już Cwetan, przy stole, Moreau i niespokojnie wiercący się Marcus, głaszczący swojego małego potwora. Xavier palił cygaro.

Kainici ledwo zdążyli omówić co chcą zrobić, gdy dobiegło ich donośne pukanie do drzwi. Xavier szybko zerknął, na ekran pokazujący ujęcia kamer przemysłowych, nim jednak zdążył wybrać kamęre skierowaną na wejście do biura, Marcus poczuł charakterystyczną woń jednego z istotnych w domenie nieumarłych:

- To szeryf... Ważna figura, rzec można królowa...

Price zrobił zbliżenie. W istocie za drzwiami stała pokraczna, muskularna, jakby przeładowana sterydami sylwetka Nosferatu odziana w stare dżinsy i kraciastą, rozchełstaną koszulę.

Jak on przedostał się tutaj nie niepokojony? - zapytał się w myślach Xavier, ale szybko doszedł do wniosku, że legendarne zdolności Szczurów Kanałów są w zasadzie jedynym wytłumaczeniem.

Donośne walenie w drzwi ponowiło się. Achile zerknął znacząco na Ventrue:

- Masz zamiar go wpuścić, czy będziesz czekał, aż sam sobie pozwoli wejść?
Przed drzwiami czeka Anton, szeryf Francisa. Cwetan spotkał go już w Westover Gallery. Żebyście sobie mogli zwizualizować tego przemiłego Nosferatu, to wyobraźcie sobie dwumetrowego Golluma po ostrej kuracji sterydowej i kilkuletnich ciężkich treningach na siłce.

Wydaje się, że Anton złamał przynajmniej jedno z założeń "elizjum" i najprawdopodobniej dostał się tu pod osłoną jednej z dyscyplin. Niemniej to jednak szeryf, a z taką mordą, to raczej nie mógł tu wejść innaczej. Może wejść czy nie?

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 grudnia 2014, 17:45

Ventrue spokojnie podszedł do drzwi, po czym otworzył je ukazując potworną postać. Jaki wielki ten szczur, ledwo mieści się w przejściu. Większość osób o ogromnych walorach fizycznych, ma wielki problemy z myśleniem, ale to był szczur, jedno z inteligentniejszych zwierząt. Xavier pomyślał patrząc na rozmiary Nosfereta. Odezwał się jako pierwszy podając rękę do gestu powitalnego:

- Witaj Antonie w Spearmint Rhiono. Moje uszanowanie, jakiż to zaszczyt mnie spotyka tej nocy. Wejdź proszę Szeryfie, zapraszam.

Price pozwolił wielkoludowi wejść, zamykając za nim drzwi. Nie czekał na pytania, bowiem podejrzewał, że pojawią się za chwilę.
Odezwał się pierwszy:

- Jestem bardzo uradowany Twoją wizytą, bowiem wnoszę, że masz dla mnie wieści związane z napadem na moje Elizjum. Twoja obecność świadczy o tym, że moja wiadomość dotarła do Francisa. Nigdy nie odwiedzałeś mnie osobiście, więc przypomnę tylko, że panują w tym miejscu zasady. Przyszedłeś powiedzieć mi coś, co załatwi sprawę i będę mógł spać spokojnie? - Ventrue zadał pytanie z ogromnym uśmiechem na ustach. Nagroda będzie wielka, obiecuję - dodał pewnym siebie głosem.
Ostatnio zmieniony 11 grudnia 2014, 17:57 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 grudnia 2014, 18:23

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

Nosferatu spojrzał swymi zielonymi oczyma na Price'a i zrobił zniesmaczoną minę, tak jakby dostrzegł lub usłyszał coś naprawdę nieistotnego. Odezwał się swoim ochrypłym głosem na myśl przywodzącym obraz starego pijaka:

- Przyszedłem ci kurwa powiedzieć... że gówno mnie obchodzi napad na twój burdel. Niezadowolny??? To napisz do Kasi...Robię dziś za gońca ku swojej... zajebistej... wręcz kurwa niewyobrażalnej radości... Ale kurwa do rzeczy, bo święty Mikołaj i renifery mają jeszcze paru debili więcej do obskoczenia.

Szeryf zrobił bardzo wymowną pauzę, nachylając się nad Xavierem jak nad małym chłopcem. Wampira doszedł odór wydobywający się z ust Antona, ale nie skrzywił się.

- Macie być z polecenia Francisa w Russell Coates... czyli kurwa w ELIZJUM dla waszej wiadomości... o północy... wszyscy... Zrozumiano? - Anton podniósł brwi oczekując odpowiedzi.
xavier nie jest zaskoczony taką mową, żeby nie było niespodzianki. Anton jest szeroko znany ze swojego nieprzystającego języka, chamstwa itp. Ale to wcale od razu nie oznacza, że darzy wszystkich wokół nienawiścią. Po prostu, ot taki typ.

Edit: Ale Ci co jeszcze nie mieli okazji spotkać się z Antonem (Achile, Thomas), mogą pod zupełnie słusznym wrażeniem mowy Nosferata.
Ostatnio zmieniony 11 grudnia 2014, 18:29 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 grudnia 2014, 12:51

Ventrue uspokoił swoje myśli, gdy okazało się, iż Anton przyszedł tutaj z polecenia Księcia. Nie przestawał się miło uśmiechać, pomimo zachowania Szeryfa. Widział już kilka razy Nosferata wcześniej, więc nie było to dla niego zaskoczeniem. Ulica wychowała tego zwierzaka, a za życia pewnie jadł paszę dla kulturystów całymi wiadrami. - pomyślał.

- Tak, zrozumiałem. Oczywiście będziemy tam o wyznaczonej porze, niech cię Twoje bicepsy o to nie bolą. - odpowiedział przechodząc na poziom rozmów ulicznych. Skoro sam Francis Cię tutaj przysłał osobiście, i powiadasz, że masz jeszcze kilka miejsc do odwiedzenia, to znaczy że jest ku temu bardzo ważny powód. Ja i moja koteria stawimy się, masz moje słowo.
Jest coś jeszcze, co powinienem wiedzieć? Może zdradzisz jaki jest powód tego wezwania? - Xavier zapytał grzecznie.

Szeryf ma odwiedzić tej nocy jeszcze kilku innych Spokrewnionych i wezwać ich na spotkanie. Książę będzie chciał o czymś wszystkich poinformować. Wątpię, by problemem była nasza koteria, czy też to co robiliśmy wcześniejszej nocy. Stawiam na to, o czym mówił Vallo. Może nawet będzie coś o zniknięciu Primogeon'a - Xavier analizował sytuację w myślach.
Spoiler!
Informuję później Gilberta, że ktoś się może interesować Bentleyem, dyskiem twardym itd. Niech będzie ostrożny. Gdyby coś się działo, niech dzwoni.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 grudnia 2014, 13:39

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

Wzrok jaki zatrzymał się na krótką chwilę na Xavierze mówił wszystko i nic. Anton prychnął tylko:

- Nie mam kurwa czasu...

Kompletnie straciwszy zainteresowanie zebranymi w pomieszczeniu wampirami, bez słowa otworzył sobie drzwi i... zniknął...
Anton poszedł sobie gdzieś. Macie jeszcze kilka godzin do północy, a do elizjum macie dziesięć minut piechotą.

Chcecie coś zrobić w międzyczasie, czy wolicie żebym od razu przesunął akcję do przodu.

Czy ktoś jeszcze gra w tę sesję, czy został tylko lightstorm, bo odnoszę wrażenie, że reszta graczy lekko straciła zainteresowanie w pisaniu?
Ostatnio zmieniony 12 grudnia 2014, 13:56 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 grudnia 2014, 14:46

Jeszcze ja! ; D Gra się bardzo fajnie tylko okres przed świętami jest zaje... napięty. Ja muszę się zatankować przed północą bo cis czuję że potem może być ostro. Jeśli reszta nie ma jakichś lepszych planów to chciałbym do 12 dowiedzieć się kto jest właścicielem auta. Moze warto też odwiedzić grób naszej kochanej pisarki i kościół.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 grudnia 2014, 15:29

- Wszyscy spaliście w moim domu i jako gospodarz czuję się zobowiązany do zaspokojenia waszych potrzeb. W tym hotelu nocują kobiety, które pracują w Elizjum. Jeżeli ktoś ma życzenie, pozwolę na skorzystanie z ich ciepłej krwi. Warunek jest jednak jeden - im się nic nie może stać. Nina pokaże które panie wiedzą i będą cieszyć się rozkoszą waszego dotyku. Mam też zapasy, tak więc można skorzystać z karafki - Xavier pokazał na bar.

- Panowie, mam nadzieję że jak znajdziemy się u Księcia nie zamierzacie powiedzieć o tym, co wiemy o Vallo. Francis gotów jest wrobić nas w jakieś zadanie, które skutecznie zwiąże nas z jedną stroną politycznej sceny. Dopóki oficjalnie pracujecie dla mnie, nikt nie powinien proponować lub zmuszać was do wykonywania jakiś przysług. Nawet jeśli pojawią się takie propozycje, powiedzcie że pracujecie dla mnie i nie macie na to czasu. Wstawię się za naszą koterią i nie pozwolę, by ktoś dyktował nam warunki. Ja widzę to bardzo jasno, bowiem zdaję sobie sprawę z tego jak działa polityka w tym mieście. Dałem wam ochronę przed władzą, ale oczekuję współpracy, wzajemnego wsparcia. Tylko jako koteria jesteśmy w stanie przeciwstawić się starszym, którzy będą na siłę chcieli nas wplatać w swoje gry.

Xavier zrobił chwilę przerwy. Układał w myślach kolejne zdania, które błyskawicznie pojawiały się na jego ustach:

- Moim zdaniem Vallo każdego z nas już zwerbował do zadania, bo będziemy szukać odpowiedzi. Niestety nie zdążył więcej powiedzieć, co popycha do dalszych poszukiwań. A co do samego Michaela Vallo, to dla mnie bardzo nielogiczne jest, że stary Ventrue wysiada z Bentleya, nie wiedząc kto jest za kierownicą vana. Wiedział, przecież że jest niebezpiecznie, bowiem jakaś linia krwi zagroziła wszystkim w Ablionie. Jego Ghul nie wie, kim była osoba z vana, a przecież George zna większość osób z tego miasta z którymi Michael się spotykał. Podał mu rękę, Ghul go nie znał, a więc pewnie był z innego miasta. To wygląda na ustawiony zamach, a teraz uznany za zaginionego siedzi bezpiecznie i obserwuje sytuację oraz nasze ruchy, które zrobią więcej zamieszania w Bournemoutch. Dlatego, im mniej na początku reszta Spokrewnionych się dowie, tym lepiej dla nas. Naprawdę lepiej będzie jak nikomu nic nie powiemy, bo zwalą winę na nas, albo coś jeszcze gorszego. Dlaczego doszedłem do takich wniosków? Oto wiadomość od Gilberta Andersona, policjanta który pracuje dla naszej koterii. - po czym Xavier położył telefon na stoliku z widoczną wiadomością od swojego przyjaciela. Wiadomość:

Witaj Xavier, tu Gilbert. Ten van. Odnaleźliśmy go w pobliżu lotniska, niedaleko Airport Industrial Estate. Pojazd był skradziony tydzień temu w okolicach Southampton. Tablice też były lewe. Oryginalnie należały do BMW zezłomowanego w 2008 roku. Dzwoń do mnie jeśli potrzebujesz czegoś jeszcze. Trzymaj się.

Ventrue dokończył wypowiedź:

- Powiem wam coś o naszym Ventrue. Trzyma w garści południową część Anglii i nie wiadomo dlaczego nie jest tutaj Księciem, a tylko Primogenem. Przypuszczam, że Michael Vallo oddalił się do innego miasta, by zebrać kolejnych Spokrewnionych spoza układów - Xavier zrobił kwaśna minę. Jednak mogę się mylić. To tylko teoria. Co sądzicie o tym, co powiedziałem i jak zapatrujecie się na udawanie, że nic się nie stało? - Xavier ostatecznie zadał pytanie.
Ostatnio zmieniony 12 grudnia 2014, 20:32 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 12 grudnia 2014, 18:49

Marcus siedział głęboko w fotelu. Przy swej mizernej posturze przypominał teraz niedbale porzucony garnitur. Od dłuższej chwili zachowywał się cicho usiłując wychwycić najdelikatniejsze dźwięki otoczenia, lecz w głowie szumiały tylko słowa Xaviera, usiłującego najwyraźniej zetrzeć subtelne niczym wkroczenie radzieckiej dywizji pancernej pojawienie się szeryfa.
Spodziewał się tego. Zawsze tam, gdzie jest hałas w którymś momencie pojawia się coś, co zadudni głośniej, lub instrument się wypala.

Spodziewał się pojawienia na szachownicy kolejnych figur. Hetman sugerował brutalne i szybkie rozegranie. Ryzykowna gra na wyniszczenie.

Komuś najwyraźniej zależało, by wciągnąć do partii wiele czynników, wzburzyć fale, a gdy sztorm przeminie policzyć ocalałe figury i dokończyć partię tym, co jest na stole.

Tak grają słabi. Tak. Lecz rozgrywający z pewnością do takich nie należał. jakie zatem mógł mieć plany?

Zasady gry nie obowiązywały starszych.
Czyżby Vallo dysponował zapasowym stanem figur, które umieści na szachownicy, gdy posypią się rozpoznane głowy?

Młot kowalski wrzucił ich w sam środek pola. Pchnięto ich, by wykonali ruch. Zadaniem piona jest dać się poruszyć, kogo obchodzi co myśli?
W podobnej sytuacji będą tylko inne piony. Nie było wyjścia.


-Wkrótce po naszej rozmowie z Księciem wyłoni się drugi gracz w tej partii- Koroviev sięgnął po kapelusz zbierając się najwyraźniej ku wyjściu.

-Byłeś bardzo nieostrożny w słowach Xavierze. Skąd pewność, że jesteśmy tu sami?
Spoiler!
Byłem cicho, żeby wyczaić, czy ktoś jeszcze jest z nami. Używam nadwrażliwości i słuchu, by wykryć czyjąś ewentualną obecność.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 grudnia 2014, 19:21

właścicielem skradzionego Transita jest pracujący dla firmy przeprowadzkowej łotysz z Southampton. Kradzież auta została zgłoszona zgodnie z przepisami, zapewne rano, gdy właściciel zorientował się, że w nocy skradziono mu vana.

Kościół i cmentarz są po drodze ze Spearmint Rhino do Elizjum, może jakieś 200 metrów. Bez kitu, jako mieszkaniec Bournemouth, mówię Wam, że szybciej tam zajdziecie pieszo niż objeżdżając pół miasta autami (naprawdę trzeba zrobić spore kółko żeby tam podjechać autem spod SR).
Spoiler!
Nikogo nie ma w pobliżu poza członkami koterii.
Ostatnio zmieniony 12 grudnia 2014, 20:57 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 12 grudnia 2014, 22:55

Achille z uprzejmym uśmiechem wpatrywał się w Nosferatu. Uśmiechem który masz dla pracownika UPS. Nie znosił takich typów i wcale nie chodziło o wygląd zewnętrzny Szeryfa Bournmouth. Uroda jest powierzchowna powtórzył sobie. Nieokrzesani, wulgarni brutale. Synonim bezrefleksyjnego niszczenia, wandalizmu i nieuzasadnionego zadawania bólu i śmierci. Widzial takich na pęczki i wszystkimi jednakowo pogardzał. Tepe narzędzia sprytniejszych od nich. Nie wszyscy oczywiście. Zycie poharatało Moreau wystarczająco mocno, by spotkał takich, którzy uciekli w wulgarność chowając sie przed tym, co widzieli. Cokolwiek to było dla niego, na pewno nie wydarzyło się w Bournemouth. Tutaj żyje się łatwo. Inna sprawa ze Anton miał czas i dużo, dużo potencjalnych miejsc. Poza tym jest Nosferatu. Przez ręce Achille przeszły setki potwornie okaleczonych i oszpeconych. Takie rany sięgały głębiej niż skora, zostawiały ślad na osobowości. Rzadko wzmacniały, częściej popychały ku cynizmowi i nienawiści. Tworzyły podle, złe kreatury. Uroda jest powierzchowna, brzydota sięga do szpiku kości.

Pokręcił głowa słuchając Xaviera.

- Założyliśmy ze napastnikiem był Spokrewniony, jednak to tylko założenie. Możliwe ze błędne a wtedy naruszona została Maskarada. W takiej sytuacji nie przekazanie informacji dalej oznacza złamanie pierwszej tradycji: wspomaganie Łowcy. - Achille przeczesał dłonią włosy jednocześnie bezgłośnie wypowiadając Krwawe Łowy.

- Taka argumentacja, niezależnie od tego czy słuszna czy nie może posłużyć się dowolna harpia. Jeżeli ktoś w otoczeniu Księcia chciał pozbyć się Vallo, i myśli o bardziej dogłębnym sprzątaniu, to podajemy się na widelcu. Ot, zniknęlibyśmy w majestacie prawa. Jako Koteria mieliśmy pomoc Ci w rozwiązaniu sprawy ataku sprzed sześciu miesięcy Xavierze ale ja na pewno nie podłoże się pod absurdalnie skalkulowane ryzyko. - Achille wbił wzrok w Prince. - Chociaż nie... - uniósł palec w dydaktycznym geście - w ogóle nie skalkulowane ryzyko. Znikniecie Primogena obróci układ sil w Bournmouth, bez urazy Xavierze ale to nie Twoja liga.

- Poza tym - Achille odprężył się i odchyli w fotelu uśmiechając promiennie - nic nie wiemy o Vallo. Mial do Ciebie... Nas... jakiś interes. Nie przyszedł wiec sprawdziliśmy co się z nim dzieje i natrafiliśmy na taka a nie inna sytuacje. Mi w każdym razie nic nie mówił o jego dalszych planach względem mnie. Wiec - zaskakująco miękko i już bez cienia uśmiechu dokończył Achille - zamierzam powiedzieć co stało się z Michaelem Vallo.

Odprowadzając wzrokiem wychodzącego Marcusa przesłał jeszcze ganiące i nieco rozbawione spojrzenie Xavierowi.

-To chyba widzimy się wszyscy w burdelu w Russell Coates?
Spoiler!
Zabieram moja torbe z pokoju 113. Po wyjsciu z Rhino wchodze do Indluge Yourself na bajaderke i czekam az z Rhino wyjdzie Thomas.
Gramy, gramy. Nie poganiaj.
Ostatnio zmieniony 12 grudnia 2014, 23:06 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 13 grudnia 2014, 08:42

Niespiesznym krokiem kierował się ku miejscu, które zapamiętał jako wejście bez specjalnego zainteresowania wysłuchując łagodnego brzmienia torreadora. Słowa jak zwykle płynęły gładko, lecz po raz pierwszy nie dotyczyły powierzchownego zachwytu nieumarłego nad nieistotnymi detalami rzeczywistości. Achille nie był jedynym napotkanym przez Marcusa przedstawicielem klanu... wiecznie zachwyconych Zwyczajowe "ochy i achy" z reguły szybko nużyły Korovieva toteż nie poświęcał im większej niż uprzejmość wymagała uwagi. Oni wszyscy byli... tak przywiązani do materii, nie zdając sobie sprawy z ukrytego głęboko pod formą wzorca.. jedna sekunda deprywacji sensorycznej dałaby im więcej doświadczenia niż całe ich puste nieżycie..

Po cholerę im więc była wieczna egzystencja?

Słowa Achille Były jednak wyjątkowo pozbawione emocjonalnych uniesień. Słowa proste i niepokojące. Burzące pozycję, o jaką od chwili spotkania zabiegał Price.
Poczuł wbite w siebie spojrzenie, zatrzymał się, a utkwione w nim oczy niby przypadkiem odnalazły nowy obiekt.

-To chyba widzimy się wszyscy w burdelu w Russell Coates? -zdanie Achille ciężko zawisło w powietrzu.

-Kusząca propozycja, wyszukany dowcip zarazem.. przyjemny niczym... -rzucił zimnym tonem Koroviev, nie kończąc zdania.

-Pinki, chodź do Pana, zanim jakiś oprawca kalek podniesie i na ciebie swój pachnący katowski topór.

Koroviev uniósł dłoń płasko niczym ostrze po czym zamaszystym gestem ukazał cios, czy to z emocji, czy ze zbyt nagłego zwrotu nieprzywykłego do pośpiechu ciała zachwiał się wychylając nadmiernie pod grożącym upadkiem kątem.
Spoiler!
Jako manipulant o postawie dziecka, wzbudzający litość kaleka Marcus chce świadomie zdyskredytować wypowiedź Achille. Liczy, że umysły zgromadzonych nie będą działać wybiórczo i zamiast analizując jego dość dobre argumenty- odrzucą cały jego wywód. Marcus zachwieje się specjalnie udając chwilową utratę równowagi, by ktoś złapał go za rękę, a wówczas- pieprzyć to, że jesteśmy w elizjum, w końcu to malkavianin- potraktuje demencją tego, który go podtrzyma, by wzmocnić w nim emocje niechęci, czy złości na torreadora, o ile pojawią się takie u tego, kto go przytrzyma.
Po raz kolejny liczę więc, że wspomogę Xaviera swoją manipulacją.

MG- z upadkiem to jak z wpadaniem do wody na basenie. Wiesz, że nic ci nie grozi, wiec sobie wpadniesz. Marcus jest wampirem i poobijanie gęby może szybko wyleczyć zużywając krew (jest jej w tym miejscu pod dostatkiem), więc nie boi się upadku. Niech inni widzą, że on wyrżnie, a jak nikt go nie złapie to faktycznie wyrżnie, będzie więcej dramatyzmu w akcji.
No to zaraz wyrżnę.. jakieś obrażenia?
Ostatnio zmieniony 13 grudnia 2014, 08:49 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ