PBF - Charleston by Night

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 11 marca 2015, 03:37

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Tuż przed Epicką sceną walki!

- Ta banda idiotów i nieopierzonych kurcząt zaraz nas zabije, tylko dla własnej przyjemności wzajemnego kokoszenia się! Gavin nie miał ochoty tonąć w aksamitnych objęciach Otchłani z powodu niekompetencji jego współtowarzyszy. Może kiedyś, jednak już teraz postanowił że będzie to zejście z orkiestrą i fajerwerkami. Tymczasem postanowił działać zdecydowanie:

- Tłumacz Assamito, czego nie rozumiesz przekazuj dosłownie. - zwrócił się do Namtara Ravnos, po czym skłonił się lekko w kierunku przybysza, kładąc prawą dłoń na swoim sercu - Ja, tumnimos* z krwii Celio Phuri Dae, Gavin Josf Bellanger vel Josef Stritz vel Antony Rico vel Sergio Phuri Dae, noszący miano Windwalker, przybywam z ramienia Tzaddik** Tabah Mufazzala przedstawiciela Wuzoh*** klanu Ravnos. - tu Gavin wyprostował swoje ciało i mówił, patrząc w oczodoły przybysza z których zionęła pustka i głód.
- Na mocy Prawa Złodziejskiego Świata****, wybrany zostałem spośród mych braci do wykonania zadania, jakim jest wytropienie i zlikwidowanie zabójców przyjaciela mego klanu, znanego Tobie jako Atrahasis Red Wisdom, znanego mi i mym braciom jako Szkarłatny Mędrzec. Powierzone zadanie zamierzam wykonać do końca, mojego lub mych wrogów. - Mówił, chociaż w głowie czuł zawroty, jakby ktoś patrzył w niego i przez niego w teraźniejszości, przeszłości i przyszłosci.
- Takim honorem zostałem obdarowany i z nim będę żył pośród pieśni mego ludu, jako że taka jest ścieżka i nagroda pośród Tych Którzy Nie Mają Domu. Jeżeli skłamałem, zabij mnie tu na miejscu i zawlecz moją duszę w odmęty Pustki z której Pochodzisz. - tu skłonił się ponownie - Dziękuje za głos.
Ravnos mówi spokojnie i dostojnie, jasno i klarownie wyrażając swoją wolę i motywy działania. Daleko mu do dumy Assamity czy wyższości Lasombry, jest to prosta deklaracja ścieżki jaką ma zamiar podążać złodziej. Po czym milknie, pozwalając innym wykazać swoją "szczerą" wole.
Postawa Ravnosa wyraża świadomość celu i prawdopodobnej ceny jego wykonania. Daleko jej do zwykłej, mętnej i wystraszonej myszy którą tak usilnie wszystkim sprzedawał. Gavin zdaje sobie sprawę że prawdopodobnie większość z nas nie wróci z tej wyprawy. Jest to jednak cena którą godzi się zapłacić, w końcu i tak był już martwy.
Jest to najszczersza jak dotąd wypowiedź Ravnosa, prawdopodobnie także najszczersza jaką kiedykolwiek usłyszycie w tym PBF'ie :D
* Akt przemienienia, tu jako przemieniony.
** Big man - osoba przewodząca daną kompanią. Bardzo ważna figura w hierarchii klanu Ravnos
*** Czyści
**** Jest ich wiele. W tym wypadku wewnętrznie (wewnątrz klanu) dotyczy ona powinności spłaty długu względem Red Wisdoma, zewnętrznie (względem powiedzmy otoczenia) dotyczy konieczności zemsty na osobach które skrzywdziły przyjaciela klanu.
Ostatnio zmieniony 11 marca 2015, 14:12 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 marca 2015, 11:21

Nieźle - pomyślał ze szczerym podziwem. Ten towar musi być naprawdę mocny. Na wszystkie demony pustyni, przez chwilę zdawało mi się, że słyszę Ravnosa, który mówi prawdę! Pełen szacunku dla talentu Skrybów, ze swojego Klanu, zaczął tłumaczyć słowa Gavina...
Tłumaczę wszystko słowo w słowo. W sumie nie ma w tej wypowiedzi nic, co by mogło zirytować ducha, a po drugie jest to wreszcie jakiś konkret, więc mam nadzieję, że odniesie efekt.
Ostatnio zmieniony 11 marca 2015, 13:18 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 11 marca 2015, 12:18

Terry zdjęty mrożącym krew w żyłach strachem, z niedowierzaniem, niesmakiem, ale i fascynacją obserwował ostatnie wydarzenia. Czuł się źle, przypomniał sobie bowiem coś od czego starał się uciec przez ostatnie stulecia. W głowie jego, dudniącym echem rozbijały się słowa jego Mentora. "Musisz natychmiast mu udowodnić, że działasz w słusznej sprawie! W przeciwnym wypadku wszyscy zginą." Przełknął ślinę, w wyćwiczonym, teatralnym geście i z wolna zaczął mówić.

- Jestem Sługą Światła, Boga na wysokościach, w Trójcy jedynego, i Jego Syna i Ducha Świętego. I nie ukorzę się ni nie klęknę przed wysłannikiem Piekieł. - słowa te pozwoliły mu nabrać tyle pewności siebie by zachować pozycję wertykalną, z kolanami z daleka od podłogi, jednak nie na tyle by głos uczynić bardziej stanowczym, czy chociażby spojrzeć zjawie w oczy. Kontynuował więc, powoli, starając się uważnie dobierać słowa, ze wzrokiem wbitym w podłogę.

- Te kilka szczegółów naszej misji, które zdradził mi Mędrzec w Czerwieni, są przeznaczone dla zebranych tu spokrewnionych przez niego wskazanych i nikogo innego. Przeto jeśli dowodem miały by być plany nasze lub wiedza którą Atrahasis się ze mną podzielił, to jest to w istocie ostatnia noc naszego nieżycia. Innym dowodem naszej współpracy z nim mógłby być testament jego, jednak wierzę że Książę zabrał go ze sobą wychodząc, więc i ta opcja odpada. Mógłbym też nadmienić że wiem o tym, że w śmierć jego zamieszani byli Przebudzeni, o ile nie byli bezpośrednią jej przyczyną. - Terry wypowiadał te słowa bardziej rozmyślając nad wydarzeniami obecnymi, niż informując Złego Ducha czy zebranych. Ostatnia myśl jednak, zrodziła dodatkowe wątpliwości w jego głowie.

Co rodzi pytanie. Dlaczego ów Siła nieczysta nie zareagowała kiedy to się działo? Czy tak łatwo ją spętać i zaślepić, czy może jego moc ograniczona jest do tej komnaty? Nie może być, bo z łatwością zaatakował Mroczną Panią która stałą na zewnątrz. Czy może śmierć Czerwonego Mędrca na rękę jej była? Jeśli tak, to czy udowadniając że dla niego pracujemy nie podpisujemy na siebie wyroku? Nie, nie, wiedziałbym już gdyby tak było...
Ostatnio zmieniony 11 marca 2015, 13:15 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 11 marca 2015, 15:03

Victoria stojąc w ciszy z boku obserwowała wysłannika Śmierci i tego, który był jej narzędziem. Ich rozmowa i zupełnie swobodny sposób, w jaki Morderca ją prowadził i tłumaczył słowa Ravnosa i Malkava sprawiły, że mimowolnie po plecach Lasombry przebiegł zimny dreszcz strachu i grozy. Wiedziała, że te dwie istoty są potworami, dla których zupełnie obce są ludzkie emocje czy wartości, którymi kierują się śmiertelni i kainici. Jej rosnący niepokój dodatkowo wzbudzał fakt, że psychopata jako jedyny mógł rozmawiać z duchem i tego rodzaju spotkania nie były mu obce. I w żaden sposób nie mogli zweryfikować prawdziwości słów, które przekazywał duchowi. Równie dobrze mógł właśnie wszystkich posłać na śmierć i ta świadomość uderzyła w Victorię. Jednak nie mieli wyboru, a to rodziło kolejne obawy. Jedyną rzeczą, której w tej chwili jej umysł się chwytał, był Kontrakt i honor Klanu Łowców, o którym mówił jej starzec... Spojrzała na Namtara, mając nadzieję, że jej słowa zostaną przetłumaczone zgodnie z ich przeznaczeniem.

- Pragniesz, byśmy udowodnili Tobie, że wypełniamy wolę Mędrca... Zatem pierwszym z nich jest testament Red Wisdoma, który dzisiejszej nocy został odczytany w tym domu. Wyrażona w nim ostatnia Wola Atrahasisa jasno wskazuje, iż był świadomy zagrożenia i spodziewał się swojej Ostatecznej Śmierci. Dlatego zawczasu zabezpieczył się, powołując do istnienia naszą koterię, byśmy wspólnymi siłami wyjawili i pomścili jego śmierć.

- Testament mówi również, że wszyscy jesteśmy spadkobiercami tej posiadłości i całego jej wyposażenia co oznacza, że na mocy ostatniej Woli Atrahasisa, znanego jako Red Wisdom, posiadamy pełne prawo do przebywania w tym miejscu. - wypowiadając ostatnie słowa na chwilę zamilkła, skupiając się na bardziej osobistych rzeczach. Odezwała się ponownie.

- Z wiedzy, którą przekazał mi Mędrzec wiem, iż każdy z tu zebranych ma wobec niego dług do spłacenia i dla każdego z nas pomszczenie jego śmierci jest sprawą honoru. Sprzeciwienie się temu ściągnie na nas gniew i hańbę pośród członków naszych Klanów i reszty Rodziny - rozejrzała się po całej koterii. Smutek malujący się na jej twarzy dobrze oddawał stan jej ducha.

- Dla mnie to sprawa osobista - dodała już ściszonym głosem - bowiem Ten, którego pożegnaliśmy dzisiejszej nocy, naraził własne nieżycie, ratując mnie przed stosami i ogniem Sabatu. Otoczył mnie opieką na wiele miesięcy, zatem winna mu jestem oddania krwi i spłacenia długu wdzięczności. Tego wymaga ode mnie pamięć o mym ojcu, który zginął tamtej nocy.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 marca 2015, 15:57

[center]Obrazek[/center]

Jednak, dzięki niech będą Haqimowi, ten towar nie jest aż tak mocny, bym zaczął widzieć sens w słowach Świra. - pomyślał w chwilowym przypływie trzeźwości, głośno zaś rzekł:

- daevam, yo noit kahmai aiwi-drukhto, noit nmanahe nmano-pate-e,* wysłuchaj mnie. Ten oto mąż, który zwraca się do ciebie, jest całkowicie szalony. Obłęd nie pozwala mu na oddanie ci należnej czci, gdyby jednak myślał klarownie, z pewnością by to uczynił. Lecz nawet on, w swym pomieszaniu zmysłów zarzeka się, iż mówi prawdę i istotnie wypełnia wolę Mędrca. Nie okazuj mu jednak swego gniewu, lecz racz mu wybaczyć, albowiem nie można uzyskać korzyści ni szacunku, będąc wychwalanym przez osoby niespełna rozumu.

Przerwał na chwilę, by wysłuchać słów Lasombry, po czym rozpoczął dość swobodny przekład:

- daevo, czczone niechaj będą ta xshapanô ýa jvâhî**. Niewiasta, która jest Panią tego Domu, oddaje ci cześć i rzecze, iż Arta-hasis pozostawił po sobie testament. Dokument ten potwierdza prawdziwość naszych słów. Przekazuje on tym, którzy są ze mną, ten dom, wraz ze wszystkim, co się w nim znajduje. Co więcej, Pani tego Domu powiada, iż każde z nich ma względem Mędrca dług honorowy, który pragną spłacić przez pomszczenie jego śmierci. Ona sama zawdzięcza mu życie, bowiem Arta-hasis ocalił ją przed adar i fra, âtarsh mazda ahurahe***. Z pewnością w swej mądrości widzisz więc, iż nie pragniemy cię oszukać, ani działać na szkodę Mędrca, lecz szanujemy jego pamięć i wypełniamy jego wolę. Rzeknij więc nam, czego potrzebujesz i w czym ci możemy być pomocni, aby nastał pokój między nami. Pragniemy bowiem wypełnić nasz obowiązek zemsty. Pragniemy także abyś zechciał zwrócić nam duszę, którą posiadasz w swej domenie. A jeśli nie zechcesz nam jej zwrócić, powiedz, czego żądasz za jej wykup? rafedhrâi vourucashâna dôishî-môi ýâ-va abifrâ.****

- Ma ktoś ten testament? - zapytał półgłosem zgromadzonych za plecami kuffrów. Miał nadzieję, że odpowiedź będzie twierdząca, miał bowiem jeszcze tylko jedną fiolkę z haszyszem...



* staropers. O potężny duchu, który nie możesz być zwiedziony przez nikogo, nawet przez Panią tego Domu,
** staropers. noce, twej egzystencji
*** staropers. wielkim ogniem, ogniem Ahura Mazdy
**** staropers. Dla mej korzyści, o widzący daleko, objaw mi te wszystkie, złożone sprawy.
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2015, 23:15 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 11 marca 2015, 20:53

Horacy sięgnął ręką za pazuchę i szybko wyjął stamtąd foliową koszulkę a w niej złożony na cztery dokument. Podał go zabójcy na wyciągniętej dłoni, nie robiąc jednak ani kroku w stronę zaklętego kręgu.

Sytuacja nie wygląda tragicznie, jednak bez testamentu...

- Witaj o Wielki Duchu! Mam nadzieję że Twoja wiekowa mądrość jest bardziej przenikliwa niż nasze nieudolne acz prawdzie argumenty i że zobaczysz w nas szczere serca. Jako dowód mam jedynie to. Książę niestety zabrał mi oryginał i choć mam co prawda kopię, zrobioną na tej piekielnej maszynie która tak niemiłosiernie wali światłem po oczach, to moim zdaniem jest ona chuja warta. - wciągnął szybko powietrze i natychmiast dodał -Poczekaj! Nie tłumacz tej końcówki, bo jak weźmie to dosłownie to się znowu z kimś nie zrozumiem.

Zrobił krótką pauzę na tłumaczenie, a w jego trakcie zaczął szamotać się ponownie czegoś szukając. Po chwil rozłożył inny dokument z wyglądu podobny do pierwszego.

- Jestem Horacy, i na mocy woli Starca to ja otworzyłem pieczęć z testamentem oraz upewniłem się że jego treść będzie znana wszem i wobec a jego słowo zacznie być wypełniane. I tu jest lepiej, bo mam akurat przy sobie, oryginał tegoż listu przesłanego przez Red Wisdoma do mojej skromnej osoby.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 marca 2015, 14:31

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 03:23

Morderca tłumaczył Upiorowi, to, co chcieli przekazać mu członkowie koterii. Duch czekał cierpliwie, i tylko Namtar zdawał sobie sprawę z faktu, że dzieje się tak dlatego, iż Strażnik nie chciał popełnić błędu w ocenie. Gdy zaczął tłumaczyć słowa Horacego, w pomieszczeniu nastąpiła subtelna zmiana energii. Nie uszła ona jednak uwadze zebranych. Złoty kolor linii wyznaczających krąg bladł, ustępując błękitnemu światłu. Upiór skupił się na stojącej w cieniach postaci Nosferatu, jak gdyby czegoś oczekiwał.

- Ten oto mąż, arsh-vacanghem*, o daevo, jest wykonawcą testamentu Atra-hasisa - kontynuował Łowca. - Jemu to mędrzec przekazał swą wolę na piśmie...

Horacy wyjął list zapisany przez Mędrca w Czerwieni i z zaskoczeniem spostrzegł, iż w błękitnym blasku emanującym z magicznych linii, na kartce ukazały się jakieś tajemnicze hieroglify. Nie potrafił jednak rozszyfrować ich znaczenia. Po chwili wyostrzył wzrok i zorientował się, że są to identyczne symbole, które znajdują się w kręgu. Ujrzawszy znaki, Strażnik zawył przeraźliwie głosem tysięcy umęczonych dusz. Dopiero po chwili zebrani zdali sobie sprawę, że nie był to krzyk bólu, tylko radości. Pojęli także, iż od momentu, gdy kolor światła zmienił się na błękitny nie czuli zagrożenia ze strony Zjawy.

- A więc to wy! - odezwał się Strażnik przerywając potępieńczy krzyk. - Atrahasis przekazał mi, że kiedyś przybędą tu istoty z jego rodzaju, posiadające klucz do Sanktuarium. Wiedzcie więc, że gdy to się stało nie ma już odwrotu... Od teraz będę słuchał waszych poleceń, ale zanim to nastąpi musicie przeprowadzić rytuał umożliwiający wam zestrojenie się z domem. Pozwoli on także także każdemu z was swobodne wejście do Sanktuarium, oraz na komunikację ze mną, za pomocą myśli, na terenie całej posiadłości.

Zjawa odwróciła się do piedestału, po czym podniosła jego górną część ukazując puste zagłębienie przypominające misę ofiarną oraz miejsce na którym można by, położyć papier z tekstem. W tym czasie Łowca tłumaczył zebranym, co powiedział przed chwilą Pulhu-Imel. Gdy Namtar skończył tłumaczyć, Duch zwrócił się do Nosferatu:

- Podaj mi klucz.

- Podaj mu kartkę - Assamita tłumaczył kolejne słowa Upiora.

Ciekawość tym razem wygrała i Spokrewniony podszedł bliżej, wyciągając przed siebie list, który Strażnik schwycił kościanymi palcami. Nie czekając dłużej, szkieletowy duch umieścił kartkę na piedestale i kontynuował:

- Każdy z was musi upuścić swojej krwi do tej czary, abym mógł wam służyć. Ten który tego nie uczyni nie będzie mógł korzystać z przywilejów o których mówiłem wcześniej, a ja nie będę zobligowany do usłuchania takiej osoby.

To powiedziawszy Pulhu-Imel położył swój kościany nóż przed czarą i odsunął się na bok.


* staropers. którego słowa są prawdą.
Decydujcie, kto dodaje tam swojej krwi. Nóż rytualny jest bardzo ostry, ale ostrożne posługiwanie się nim zada wam tylko jedno obrażenie zwykłe, zamiast prawdziwego. Dodatkowo ofiara z krwi kosztować będzie was to 1 Punkt Krwi.
Tylko Horacy widzi magiczne symbole. Dla każdego z was jest to tylko zwykła kartka.
Spoiler!
Jeżeli użyjesz tego ostrza będziesz mógł zregenerować ranę wewnątrz ciała, ale rozcięta skóra pozostanie na zawsze.
Gdyby nie włączone widzenie aury (deklaracja na PW) oraz bardzo wysoki poziom Dyscypliny nie zobaczyłbyś dodatkowych znaków na liście. Rozumiesz, że tylko w świetle błękitu magicznych linii, mogłeś je dostrzec.
Ostatnio zmieniony 12 marca 2015, 15:49 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 12 marca 2015, 14:38

- edun bât* - odparł krótko, akceptując warunki Strażnika.

- Duch oczekiwał nas - przetłumaczył Assamita - i rozpoznaje w tym piśmie słowa Arta-hasisa. Pragnie abyśmy wykonali rytuał, który zapewni nam bezpieczeństwo w tym domu, a także wsparcie i ochronę Strażnika. Taka jest wola Mędrca. Powiada, iż bez tego nie będzie nam służył. Dlatego sugeruję wykonać, to, o czym mówi. Odmowę może uznać za łamanie przymierza, które nas obowiązuje i zareagować agresywnie.

- Będzie potrzebował odrobiny waszej krwi - powiedział, podchodząc do pulpitu i biorąc w rękę kościany sztylet - to zapewni wam także możliwość komunikacji telepatycznej ze Strażnikiem i wydawania mu poleceń.

Nie czekając na reakcję pozostałych przejechał kościanym ostrzem po nadgarstku, czując jak przecina ono skórę i mięśnie. Uśmiechnął się patrząc na krew, spływającą do czary. Wiedział, że ona będzie kluczem... Zawsze przecież chodziło tylko o nią...

- ithyejanghô mareshaonahe ýazamaide, temascithranam daevanam ýazamaide** - szepnął. Lubił patrzeć na krew. W tym oświetleniu zdawała się niemal czarna. Jej dotyk na skórze był niczym pieszczota...

Krople spadały w dół, lśniąc hipnotycznie, wypełniając naczynie rytualne powolnym, leniwym rytmem. W pewnym momencie jednak przestrzeń ponad czarą zafalowała, a błyszcząca powierzchnia ciemnego płynu wzburzyła się gwałtownie. Następnie zaś zmienił w gęsty, szkarłatny dym, który powoli uniósł się ponad pulpitem i rozproszył w pomieszczeniu. Czara na powrót była pusta... Strażnik patrzył nieporuszony na ofiarę Łowcy.

- Kto następny? - zapytał Namtar odstępując od misy ofiarnej. Odwrócił się do zebranych, w jego dłoni wciąż spoczywał kościany nóż, który wyciągnął teraz w ich stronę, podając go im na otwartej dłoni...

[center]Obrazek[/center]

* staropers. Niech tak będzie.
** staropers. Składamy ofiarę skradającej się śmierci, składamy ofiarę devom, potomstwu ciemności...
Składam ofiarę pierwszy, żeby sprawdzić, czy jest to faktycznie bezpieczne. Jeśli jest, to dodatkowo moja akcja powinna przekonać drużynę, że nic im nie grozi.
Później palę 1 PK na zaleczenie rany na nadgarstku.
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:13 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 12 marca 2015, 17:06

Na pytanie Assamity Victoria ruszyła w stronę piedestału, skupiając całą swoją uwagę na misie ofiarnej, do którego wszyscy mięli złożyć swoją krew. Jej zapach, unoszący się jeszcze w powietrzu i mistyczna aura, towarzysząca całej ceremonii, wywoływały w niej uczucie podniosłości tej chwili. Nie chciała zakłócać jej jakimikolwiek słowami. Kiedy wyciągnęła dłoń po rytualny sztylet ducha, dostrzegła obok siebie Horacego. Jego kościste palce cofnęły się, a sylwetka zgięła w ukłonie, który Lasombra odwzajemniła.

Kiedy ujęła rękojeść sztyletu, stanęła przy piedestale, kierując swe spojrzenie w puste dno czary. Zimne ostrze stali dotknęło prawego nadgarstka i Victoria wolnym, niemal pieszczotliwym ruchem przeciągnęła po delikatnej skórze, z wprawą i doświadczeniem, które odbijały jej ruchy. Nie spieszyła się, delektując się chwilą, kiedy czerwone, spokojne strumienie zaczęły płynąć, oplatając najpierw przegub, potem leniwie wyznaczając szkarłatne ścieżki na palcach, zbierając się na ich końcach... Uwielbiała moment, kiedy skóra otwiera się, ukazując drobne krople, które rosną, przemieniając się w strumienie, potem rzeki...

Czy nie o tym właśnie mówili? Każda taka rana jest niczym pierwszy raz dla dziewicy, zawiera w sobie bowiem akt agresji i ingerencji w ciało i duszę. Kiedy krew zaczyna płynąć, najpierw ciepła i słodka, po chwili oprócz ekstatycznego odrętwienia i sennej radości, czuć jej zimno, dotykające ciepłej i żywej skóry. A życie uchodzi z nich w akcie oddania...

Kap... Kap... Kap... Kiedy pierwsza kropla spadła na dno czary, Victoria spojrzała w oczy ducha, skupiając się na intencji, którą wlewała w swoją vitae. Naczynie napełniło się powoli, roznosząc metaliczną woń po pomieszczeniu. Magia ducha i ofiara zostały przyjęte, gdy szkarłatny obłok ponownie uniósł się nad piedestałem.

Victoria spokojnie odwróciła się, by wrócić na swoje miejsce, delikatnie oblizując swoje palce i smakując krew. Kiedy mijała Horacego ponownie skłoniła lekko głowę.

- Dziękuję Horacy. Doceniam ten gest i nie zapomnę o nim - ściszonym głosem wypowiedziała szczere słowa podziękowania, patrząc w oczy Nosferatu.
Ostatnio zmieniony 12 marca 2015, 20:25 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 marca 2015, 17:55

Zaraz po asamicie, cicho niczym cień, sunął do pucharu Horacy. Był drugi jednak widząc zbliżającą się również Victorię jego dłoń zatrzymała się w pół ruchu do ostrza i wycofała zmieniając dynamizm swego ruchu z zachłanność w staroświecki dworny gest. Postąpił pół kroku wstecz oddając jej pole i pierwszeństwo. W lodowatej relacji tych dwojga kainitów coś stopniało do chłodnej kurtuazji, przynajmniej ze strony Horacego.

- Ten rytuał bardzo zbliży Cię do nas Duchu. Bardzom ciekaw czy i nas w jakiś sposób nie zmieni w jakimś stopniu. Czy ta magia i nas nie spęta jakimiś obowiązkami wobec Ciebie i tego domostwa.

Rzeźbiarz zrobił pauzę obserwując w ciszy ruch ostrza. Nie śmiąc najwyraźniej przerywać tej czcigodnej chwili kiedy przelewano krew nieśmiertelnych w świętą przysięgę.

- Bardzom też ciekaw co też jeszcze mógł skrywać ów oryginał testamentu, który jaśnie panujący nam książę był mi łaskaw podpierdolić. Mam nadzieję, że nie będzie go trzeba wydobywać z jego wspaniałego pałacu. Bom nie mył butów a głupio byłoby zostawić tam jakiekolwiek ślady.

Rzucił przeciągłe spojrzenie na Ravnosa.
Musiałem przeoczyć kiedy pokłonił się duchowi.

Horacy zbliżył się do pucharu i podniósł ostrze. Przez chwilę zastanawiał się z kogo lub czego może być zrobione, ważąc je przez krótką chwilę w ręce. Było lekkie. Niczym pusta skorupa bez duszy. Spojrzał na częściowo wypełniony puchar słodką vitae i cichutko zamlaskał. Opanował się i wysunął rękę nad puchar. Ciął wzdłuż nie jak pozostali. Ostrze zazgrzytało, kiedy przeciąwszy spaczone żyły jedna kość natrafiła na drugą kość. Ciął dalej mimo cichego zgrzytu dźwięczącego w przyćmionych światłach rytualnego pokoju. Gęsta brudna krew z trudem ściekała do naczynia.
Ostatnio zmieniony 12 marca 2015, 20:49 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 12 marca 2015, 20:32

Terry'ego zastanawiało jak ubogim w słowa językiem musi być ten dziwny chrzęst którym Darth Namtar porozumiewał się z Demonem. Na dziesięć jego słów, Łowca wypowiadał jedno. Tym bardziej dziwiło go to dlatego, że wypowiedź Mrocznej Pani była podobnej długości w obu przypadkach. Przypomniał sobie pełne pogardy słowa Assamity kiedy rozmawiał z Ravnosem na temat "prawdy". Wzruszył ramionami, uznając że Mroczny Jedi musiał po prostu pominąć jego wszystkie "chyby" i "teże". Z zadumy wyrwały go słowa obiektu jego rozmyślań.

- Oczekuje, iż wykonamy rytuał, który zapewni nam bezpieczeństwo w tym domu, a także wsparcie i ochronę Strażnika. Taka jest wola Mędrca. Powiada, iż bez tego nie będzie nam służył. Dlatego sugeruję wykonać, to, o czym mówi. Odmowę może uznać za łamanie przymierza, które nas obowiązuje i zareagować agresywnie. Będzie potrzebował odrobiny waszej krwi, to zapewni wam także możliwość komunikacji telepatycznej ze Strażnikiem i wydawania mu poleceń.

Nie do końca uwierzył że słowa te padły w istocie. Było to zbyt absurdalne by mogło być prawdziwe. Szczególnie część która sugerowała że było to zamierzeniem Mędrca w Czerwieni, który to znał Terry'ego i musiał zdawać sobie sprawę że nigdy by na to nie przystał.

Jego wzrok spoczął na Łowcy który właśnie przeciął swój nadgarstek. Zamknął oczy i skupił się na modlitwie.

Króluj nam Chryste, Jezu mój Panie i Boże i moje Wszystko, który przez ofiarę krzyża odkupiłeś nas i pokonałeś władzę Szatana, proszę Cię o wyzwolenie od wszelkiej złej obecności i wszelkiego wpływu złego ducha. Proszę Cię o to w Twoje Imię, błagam Cię o to przez Twe Rany, proszę Cię o to przez Twoją Krew, proszę Cię o to przez Twój Krzyż, proszę Cię oto przez wstawiennictwo Maryi Niepokalanej i Bolesnej. Niech krew i woda, które wytryskują z Twego boku, spłyną na mnie aby mnie obmyć, uwolnić, uzdrowić i uświęcić. Amen

Wypowiadane w myślach słowa uspokoiły go nico. Powoli otworzył oczy, by ku swojemu przerażeniu odkryć że zarówno Mroczna Pani jak i Horacy poszli w ślady Mrocznego Jedi. Spojrzał na Ravnosa który wyglądał jakby chciał do nich dołączyć. Szepty w jego głowie przestały być szeptami. Każdy z tym dziwnych głosów darł się opętańczo. Miał ochotę krzyczeć. Uciekać stąd jak najdalej. Był już właściwie zdecydowany by rzucić się biegiem w stronę wyjścia, lecz przypomniał sobie dlaczego w ogóle tu trafił. Zatrzymał się w pół obrotu, pozbawiony już lęku przed Przeklętą istotą zaczął mówić, patrząc się wprost na nią. Jego głos był donośny i zdecydowany.

- Tak jak nie padłem na kolana przed tym Potępieńczym Bękartem Piekieł, tak i odmawiam mu swojej krwi i czynię to z całą stanowczością. Nie będę paktował z Mocami Diabelskimi, ani teraz, ani nigdy. O ile w istocie taka była wola Mędrca w Czerwieni, niechaj ten Duch powali mnie tu jak stoję, jeśli to ma uratować resztę tu zebranych przed jego gniewem. Lecz nie wierzę w to by Atrahasis sprowadzał mnie tu i planował zmusić mnie do tego typu działań. Mędrzec wiedział jakie kierują mną przekonania i wiedział że swoje życie jak i nieżycie poświęciłem służbie Bogu na Wysokościach. Dlatego nie uczynię tego co duch ten ode mnie żąda. Chyba że odmowa moja równać się będzie śmierci całej grupy, wtedy i tylko wtedy spolegnę. Lecz jednocześnie dług mój wobec starca uznam za spłacony, gdyż w istocie, zawdzięczam mu życie, lecz moja dusza nieśmiertelna jest wystarczającą ceną by dług ten odkupić. - odwrócił się w stronę łowcy i dodał - Tłumacz o Mroczny Jedi, lecz tym razem nie pomiń ni słowa, jak to ci się zdarzyło poprzednio.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 marca 2015, 21:53

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 03:29

Szaleńcze krzyki i zawodzenia w głowie Terrego nie ustawały tego wieczoru i nie wiedzieć dlaczego właśnie teraz przybrały na sile. Jednak Mentor potrafił pokonać te wrzaski, uciszyć je swoją wolą, jak Mojżesz uciszył fale Morza Czerwonego. Potrafił doradzić zawsze wtedy, kiedy Frater popełnić mógł jakiś błąd. Tym razem nie było czasu na zagadki i łamigłówki. Mentor wrzasnął na Terrego, a jego głos z łatwością zagłuszył wszystkie obłąkańcze szepty:

- Czy Ci już kompletnie odbiło? Te szepty sprowadzone przez twojego Ojca zmąciły twój osąd! Głupiś teraz jak mało kiedy! Mówiłem, że tak będzie! CZARNY OBŁĘD!!! Widzę, jak się zbliża! Sprowadzisz na mnie i siebie nieszczęście, a także na każdego w tym kręgu. Odmawiając temu grzesznikowi pokuty jaką ma do spełnienia, przejmujesz jego grzechy, a to oznacza nasz koniec! Przecie Syn Boży ofiarował swoją krew za grzeszników, aby mogli zostać zabawieni. Kim, że jesteś aby odmawiać łaski tej duszy potępionej? Ty ślepy heretyku, samolubny odstępco... Ja widzę ile łańcuchów z grzechami pęta tego nieszczęśnika, a ty chcesz rozdać każdemu piekielne pęta, boś kretyńsko zapomniał co mówiłem. Kiedyś to zwątpił w moc Pana i kiedy wiara w tobie osłabła? Czyż nie rzecze Dobra Księga, iż jeśli Pan będzie z tobą będziesz bezpiecznie po żmijach zjadliwych i po padalcach deptał? Jedynie czysta ofiara chrześcijańska może przemienić ten plugawy, piekielny rytuał w dzieło zbawienia, miłe Panu! A tyś zwątpił w moc Boga i zapomniał, że duchy upadłe nie mają nad tobą władzy, jeśli On im na nią nie pozwoli! I w lęku przed mocą piekielną cofasz się przed próbą, którą sam Bóg Ojciec ci wyznaczył! Żal mnie ogarnia, jak na ciebie patrzę!

Mentor przerwał na chwilę, jakby dając wyraz ostatnim słowom. I gdy już Terry sądził, że odszedł, porzucając go, głos jego rozbrzmiał ponownie, niosąc przestrogę:

- A tak na marginesie to ten Pomiot Ciemności jest mikrej wiary, bo nazwał ciebie szaleńcem przed duszą potępioną. Widać, że boi się Światła i twoje słowa mu przez gardło nie przeszły... Nie męcz mnie już tej nocy i się pospiesz, bo on znów przekręca to, co rzeczesz, aż mu się język plącze! Widać, że go palą słowa prawdy!

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
W chwili, gdy mentor mówi o łańcuchu grzechów, masz wizję taką jak na rysunku. Wiesz, że łańcuchy oznaczają grzechy duszy potępionej i że tylko twoja ofiara i modlitwa może ją zbawić.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 12 marca 2015, 22:05

Na wszystkie demony, on dalej bredzi od rzeczy - pomyślał Łowca. W sumie jednak nie spodziewał się niczego innego. Wiedział, że umysł Niewiernych jest zbyt słaby, aby wytrzymać pewne doświadczenia. Nie znajdował wszakże oparcia w Prawdzie, jaką była Ścieżka ani w wewnętrznej sile, jaką stanowiła Krew... Mógłbym nawet poczuć litość - przeszło mu przez głowę - gdybym wiedział, co to znaczy... Właściwie mogłoby to być zabawne, gdyby nie było aż tak żałosne...

- Daeva, ýesnyam anguhe astvaite* - rozpoczął. - Szaleniec, który pierwej odmawiał ci czci, czyni tak i teraz. Zważ wszakże, iż jego skażona obłędem krew mogłaby zakłócić tą ceremonię... Rzeknij mi jednak, czy jego ofiara jest absolutnie niezbędna, abyśmy wypełnili wolę Atra-hasisa?



* staropers. Potężny duchu, wart ofiary w świecie materialnym.
Ostatnio zmieniony 12 marca 2015, 22:26 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 12 marca 2015, 22:25

Terry złapał się za głowę, w której wnętrzu wielokrotnym echem ponownie zaczynały odbijać się krzyki i szepty paru tuzinów głosów. Wszystkie one postanowiły najwyraźniej urządzić sobie karnawał, uradowane zniknięciem dominującego je głosu Mentora. Spojrzał w kierunku Łowcy, który szeleścił w stronę Ducha. Dlaczego Mroczny Jedi kłamał? Przecież wyraźnie zaznaczył że brzydzi się tego typu zachowaniem. Głosy wewnątrz czaszki coraz bardziej zagłuszały otoczenie, powoli przestawał słyszeć co się dzieje dookoła niego. W końcu nie wytrzymał.

- Aaaaaaaaa!!! Przestań!!! Jeśli me słowa zbyt światłe są by przejść ci przez gardło, to zamilcz!!!

Jednak całkowicie oszalał. Można się było tego spodziewać - pomyślał Namtar filozoficznie. Działanie haszyszu weszło w refleksyjną fazę. W sumie jednak cieszył się, że Strażnik nie zna angielskiego i nie zrozumie ani słowa z Malkaviańskich bredni.

Krzyk odrobinę uciszył hałas w umyśle Terry'ego. Wiedział już co zrobić by nie popaść w Szpony Złego ani w Czarny Obłęd. Zdawał sobie sprawę jak mogą odebrać to zebrani, ale nie miało to znaczenia. Powoli zbliżył się do naczynia ofiarnego. Stanął nad nim i ponownie spojrzał zjawie prosto w "oczy".

- Wiem że jesteś tu by odpokutować swe winy Duchu Nieczysty. Wiem też że nie zdobędziesz nade mną władzy przez tę krew którą teraz ofiaruję. Oto bowiem w intencji twego zbawienia wymawiam te słowa. Niech Bóg będzie zawsze przed Tobą, aby Ci pokazać właściwa drogę. Niechaj Bóg będzie zawsze obok ciebie, aby cię trzymać w swoich ramionach i cię ochraniać. Niechaj Bóg będzie zawsze za tobą, aby cię zachować od ciosów złych ludzi. Niechaj Bóg będzie zawsze pod tobą, aby cię pochwycić, gdy upadniesz i wyciągnąć cię z matni. Niechaj Bóg będzie zawsze w tobie, aby cię pocieszyć, gdy ogarnie cię smutek. Niechaj Bóg będzie zawsze dookoła ciebie, aby cię obronić, gdy inni atakują. Niechaj Bóg będzie zawsze ponad tobą, aby ci błogosławić. Tak niech ci błogosławi dobry Bóg. Amen.

To rzekłszy, brat Terry dołączył do swych poprzedników, upuszczając swej krwi do naczynia.
Ostatnio zmieniony 12 marca 2015, 23:03 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 13 marca 2015, 04:32

Ravnos obserwował pozostałych członków koterii i ich podejście do Sakramentu Krwii. Taki tytuł nosiła ceremonia w umyśle Włóczęgi, akt ostatecznego związania swej egzystencji z sprawą zemsty. Jak na zwolnionym filmie obserwował Assamitę którego wzrok niemal odpływał pod działaniem impulsów, których Gavin nie rozumiał. Niespodziewanie dużą skłonność Nosferatu do przelewania vitae, która ustąpiła jednak miejsca władczej Lasombrze Ta z kolei coraz zgrabniej operowała rolą przywódzczyni koterii. Mistyka rytuału, w który niemal wpisywał się zapach opium, został jednak zmącona przez drobny szczegół który wyrwał Ravnosa z niemal hipnotycznego punktu percepcji:

- Aaaaaaaaa!!! Przestań!!! Jeśli me słowa zbyt światłe są by przejść ci przez gardło, to zamilcz!!!

- Że co?! - Okrzyki Księdza na chwile zakłóciły spójność świata Ravnosa, jak i zapewne nieskończonej ilości równoległych wszechświatów Malkava. Ostatecznie jednak głosowanie w głowie Księdza musiało zostać przeważone w kierunku współpracy bo po krótkim wywodzie rzekł:

- Niechaj Bóg będzie zawsze ponad tobą, aby ci błogosławić. Tak niech ci błogosławi dobry Bóg. Amen. - po czym Malkavianin upuścił swej krwii donaczynia.

Gavinowi nie pozostało nic innego poza dołączeniem do wyjątkowo szczęśliwej i pociętej koterii. Dobył sztyletu lewą ręką, chwile ważąc jego ciężar. Sztylet miał w sobie coś hipnotyzującego, tak iż dzierżąc go Ravnos czuł sie jakby był na granicy snu i jawy. Delikatnie przejechał po linii życia dominującej dłoni. Po chwili miejsce nacięcia zajęła szkarłatna ciecz. Gavin zacisną pięść i życiodajna krew powoli znajdowała swoje miejsce w misie ofiarnej. Po spełnieniu sakramentu odłożył sztylet obok misy.
Całość zyskała dla Ravnosa nieco mistyczną oprawę, tak jakby przez chwilę był częścią jakiejś bardzo starej i bardzo mistycznej opowieści. Pomieszczenie w którym doszło do rytuału utonęło w ciemności, jedynym wszechświatem który istniał było te kilka chwil na które składała się ofiara z krwii poszczególnych członków koterii. Spotkanie z czymś tak nierealnym wzbudzało zarówno lęk jak i ekscytacje.
Ostatnio zmieniony 13 marca 2015, 14:00 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ