PBF - Grzechy ojców

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 23 maja 2011, 14:44

Największy problem w tym, że nie dadzą nam stąd odejść póki problemu nie rozwiążemy...
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 maja 2011, 17:58

Watek Techniczny:
OK. Cos smeirdzi w Duviku niezaprzeczalnie. Brunta i inni nie sa tak swieci za jakich chcieli by uchodzic. Niemniej jednak od czegos trzeba zaczac. Konkludujac, czy wszyscy sie zgadzaja zeby na poczatek zejsc do kopalni?

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 23 maja 2011, 18:03

Watek techniczny
Ja mogę iść ale skoro na siłę zatrzymaliście karawanę i jeszcze za to nie będą płacić za wodę to może chociaż wynegocjujcie coś dla nas za narażanie swojego życia za ich obowiązek bo jeśli nie to mam to gdzieś i pogadam z szefem karawany i się do nich przyłącze, bo co to za biznes zostać zatrzymanym w mieście z zarazą i mieć wodę za free a iść szukać ich rodaków i mieć tak zaporowe ceny na wszystko.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 23 maja 2011, 18:49

- Mordil słusznie prawi, że te ich ceny w mig nam sakiewki w puste woreczki zmienią. Początkowo nie byłem entuzjastą tej wyprawy w kopalniane tunele, ale teraz, gdy nie tylko kapitanowie, ale i zwykli mieszkańcy o to nas proszą, możemy liczyć na bardziej praktyczne niźli jakoweś surowe minerały wynagrodzenie. O ile rzecz jasna uda nam się kogo żywego stamtąd sprowadzić. Pójdę do Erill, by oznajmić jej, iż do kopalń zmierzamy. Prawda, Uhra? Jeśli wierzchowce nam na czas wyprawy zbędne, zapłacimy któremuś z Esajan za przypilnowanie dobytku, który tu zostawimy. Treserka pewnie z ulgą przyjmie wieści o naszej decyzji, więc może i bardziej skora do rozmowy będzie. Mogę ją spróbować wypytać o parę spraw przy okazji. Mówcie, o co ją spytać warto.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 23 maja 2011, 21:37

Jasne - jestem za tym by ruszyć do kopalń.
a spróbuj ja podpytać o to czy kiedyś wydarzyło się tu coś, za co ktoś chciałby się mścić - czyli te grzechy ojców nieszczęsne i upira pustyni

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 23 maja 2011, 21:57

Spytaj o mapę, na pewno posiadają. A lepiej żebyśmy nie błądzili bez sensu.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 maja 2011, 00:29

Watek techniczny

Ponegocjuje z Brunta o wikcie i opierunku. Mysle ze na to pojdzie. SPytam o jakies extrasy dla druzyny;)
Postaram sie przeprowadzic jeszcze jakis wywiad z wsrod kaplanow i z tym szalencem - moze cos powie wiecej o grzechach ojcow itp.

Aha, trzeba sie dowiedziec kiedy gornicy zagineli, bo jak dzien czy dwa to jest szansa na znalezienie ich zywych.

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 24 maja 2011, 09:18

Wątek techniczny

Udaję się do Erill i pytam ją o następujące sprawy:
- jak dawno zaginęli górnicy
- czy możemy dostać mapę kopalni
- czy nam się tylko wydaje, czy w osadzie jest rzeczywiście mało dzieci
- czy podobna zaraza nawiedziła osadę wcześniej, a może były to jakieś inne nieszczęścia
- czy to upiora z pustyni się tak obawiała wiodąc mnie pomiędzy zaułkami
- czy warto jucznego konia w przedsionku kopalni zostawić, czy też lepiej nie ryzykować
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 maja 2011, 16:49

Wątek techniczny

Mniemam, że na kolację udajemy się całą drużyną. Jak już zaznaczyłem w którymś z postów nie pozwalam na gorsze traktowanie Uhry czy reszty kamratów ze względu na rase itp.
W trakcie wieczerzy poruszam z Bruntą temat wiktu dla drużyny i naszych wierzchowców. Jeżeli mam okazję pogadać z kapitanem i jego świtą to wspominam im o wynagrdodzeniu dla drużyny, oczywiście staram sie dowiedzieć jak najwięcej szczegółów o kopalni. Korzystając z okazji chcę także porozmawiać z innymi mieszkańcami i wyciągnąć wszystko co możliwe na temat kopalni i "grzechów ojców". Gdzie tylko się da używam kazań, żeby zwiększyć swoją CH.
Po kolacji, jeżeli Brunta i Sanna udają się do pieczar idę z nimi. Jeżeli spotykam szaleńca Regesa, napominam iż miałem do czynienia z szaleńcami wojennymi i staram się pomóc Regesowi - wysłuchuje co ma do powiedzenia i może trochę go podpytuję. Obchodzę się z nim bardzo delikatnie i na koniec aplikuję mu ziół uspokajających (jeśli zachodzi taka potrzeba i uważam to za pomocne). Pomagam ewentualnie Sannie i Jaredowi z chorymi po czym udaję się na spoczynek do reszty drużyny.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 maja 2011, 22:50

Wątek techniczny

Jeśli szybko się z jedzeniem uwinięcie, ciągle jeszcze zdążycie dotrzeć do kopalni przed zapadnięciem zmroku, a pójdziecie tam w czasie, kiedy skwar zelżeje już do poziomu umożliwiającego opuszczenie Duviku w cięższych pancerzach (za dnia założenie ich to udar gwarantowany).

Jeśli zamierzacie działać od razu, możecie zrezygnować z wieczerzy i natychmiast odszukać kapitanów zgadzając się na wypad do kopalni. Mapy nie są kłopotem, Sharat miał je ze sobą w czasie pierwszej rozmowy, bez problemu Wam je udostępni. Sama kopalnia położona jest w odległości dwudziestu minut marszu od wioski.

Niezależnie od podjętej decyzji Erill Kadar i tak właśnie karmi swe wejhury, więc Trehant może natychmiast do niej podejść i zamienić kilka słów na osobności.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 25 maja 2011, 04:30

Ja nie idę z nimi na żadną wieczerzę, ale szykuje się do wyprawy w kopalnie oraz pilnuje naszego dobytku, zależy od nich co ustalą, ja się dopasuje.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 26 maja 2011, 10:40

Jestem za tym by niepotrzebnie nie zwlekać - jeśli wrócimy z żywymi mamy większe szanse dowiedzieć się o interesujących nas rzeczach po powrocie.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 26 maja 2011, 12:01

W takim razie po krotkiej kolacji wyruszamy do kopalni.

Rozmowy z Brunta, Regesem, Sharatem i innymi poczekaja na nasz powrot.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 maja 2011, 19:40

Przy stadzie wejhurów, wczesny wieczór

Erill Kadar sypała w drewniane korytka ziarno wymieszane z gotowanymi bulwami kuaki, budząc wśród wejhurów dzikie ożywienie widokiem i zapachem świeżo przygotowanej karmy. Ptaki przepychały się w stronę kobiety strosząc czarne pióra i kłapiąc ostrzegawczo dziobami w próżnej nadziei na odstraszenie konkurentów od korytek. Bardziej wyczuwając czyjąś obecność niż słysząc w ptasim jazgocie zgrzyt deptanych kamyków treserka stada obejrzała się za siebie dostrzegając nadchodzącego pozornie obojętnym krokiem Trehanta.

Łowca makunów pozdrowił ją uniesioną dłonią, dyskretnie wodząc wokół siebie wzrokiem i upewniając się, że nikt niepożądany nie będzie miał okazji podsłuchać rozmowy. Kątem oka dostrzegł, że Erill uczyniła to samo, rozglądając się ukradkiem po wylocie wąwozu. Esajanie rozpalali przed swą pieczarą nowe ogniska szykując sobie wieczorną strawę, kręciło się wokół nich całkiem duvikańskich mężczyzn i kobiet niosących karawanie gliniane misy ze strawą oraz bukłaki ze świeżą wodą.

- Rozmówiłem się z druhami - powiedział półgłosem półork, wskazując jednocześnie dłonią na jednego z wejhurów i markując tym gestem zadane pod adresem ptaka rzekome pytanie - Pójdziemy do kopalni, poszukamy waszych swojaków.

- Niechaj cię Graam pobłogosławi! - odpowiedziała Erill odgarniając z czoła niesforne kosmyki włosów - Modliłam się o to, by Niebiański Uzdrowiciel natchnął was swym duchem świętym i przywiódł do takowej zgody.

- Na łaski i błogosławieństwa przyjdzie jeszcze czas - rzekł Trehant - Powiedz mi wpierw jak dawno temu zniknęli ci nieszczęśnicy.

- Dzisiaj będzie czwarta noc jak nie wrócili - odparła łamiącym się nieco głosem Erill, a łowca poczuł znienacka zimne ciarki na karku. Instynkt półorka odezwał się natychmiast, przestrzegając przed nadmierną wiarą w ocalenie ludzi zaginionych przed aż czterema dniami.

- Nie pokładaj zbyt wiele wiary w to, że ujrzysz swych bliskich żywymi - przestrzegł kobietę Trehant - Cztery dni to szmat czasu, wiele się do teraz mogło tam wydarzyć. Uczynimy, co w naszej mocy, lecz nie jestem pewien, czy to wystarczy do uratowania im życia. Rzeknij mi jednak coś inszego, co wielce mnie trapi. Tylko mnie się zdawa, że straszniście mało tu u was dzieci?

- Nie zdawa ci się, przybyszu - odpowiedziała Erill kładąc wiadro z karmą na ziemi, po czym włożyła do ust palce i zagwizdała na nich uspokajając rozwydrzone ciut za bardzo ptaki - Dzieciska jako pierwsze choroba złożyła, pierwsze się pochorowały. Kapłani zabrali je z inszymi chorymi do pieczar, ku matek zgryzocie, a wielkiemu płaczu. Będzie ze dwa tuziny malców, co tam zniknęli, a czcigodny Brunta nikomu nie pozwala do nich zajrzeć, obojętny jest na łzy i błaganie rodzicieli. Reszta po domach pochowana, w najdalszych kątach, ze strachu, coby ich zaraza nie dosięgła.

- A trapiła was już wcześniej takowa zaraza? - przestąpił z nogi na nogę łowca, wciąż udając zainteresowanie wejhurami i maskując w ten sposób w oczach przypadkowych świadków prawdziwe intencje związane z tą rozmową - Albo insze jakoweś straszniste nieszczęścia?

- Takiej plagi jak żyję, nie pamiętam - pokręciła głową Duvikanka - Różniste nas choroby dręczyły, ale nigdy taka, coby tak wielu na raz boleścią złożyła. A z nieszczęściami to różnie bywało. Raz kogo drapieżniki na pustyni dopadły, raz komu inszemu słońce za mocno przygrzało i od skwaru skonał albo się od kopaczki zranił, ranę zapaskudził i na ogień w żyłach szczeznął. Bo ja wiem, czy to aby jakoweś przez bogów zesłane klątwy? Prędzej już zwyczajne życie.

- W tamtym zaułku, w głębi miasteczka, w cień żeś mnie pociągnęła ze strachem w oczach - zniżył głos Trehant - Czegoś się obawiała, kobieto, rzeknij mi szczerze? Upiora z pustyni?

- Upiora?- powtórzyła Erill krzywiąc sarkastycznie usta - Wierzaj mi, że brat świątobliwego Brunty gorszy jest od niejednego upiora, a on w tej osadzie strażnikiem praw i sędzią. Razem z czcigodnym kapłanem uradzili, że na czas choroby nikt do kopalni nie pójdzie, a mnie zakazu łamać nie wolno, jeszcze by w złości precz mnie na pustynię pognali, na śmierć pewną. Ludziska straszniście teraz nerwowi, jeden z drugim po kątach szepcze, oczyskami na boki strzela, a uszu pilnie nadstawia. Nie chciała żem, coby mnie ktoś z tobą uwidział, jeszcze by mnie Brunta do siebie zawezwał na jęzora ciągnięcie, a mnie dość kłopotów bogowie na głowę zesłali...

- Co do kopalni rzecz jeszcze jedna - rzekł szybko półork, ucinając wzburzoną odpowiedź kobiety - Konia jucznego lza tam wieść, coby go w przedsionku ostawić czy lepszej będzie go w osadzie ostawić dla bezpieczeństwa?

- My urobek na grzbietach ludzi albo osiołków nosimy - odparła ostrożnie Erill - Droga do szybów chwilami stroma, ciężko z koniem tam podróżować, wszelako jeszcze gorzej samego go ostawić bez opieki jak nie wiadomo, czy w chodnikach aby jakowyś drapieżca nie siedzi.


Wątek techniczny

Treant, wrzuciłem do fabularki wszystkie pytania z Twojego wcześniejszego postu. Ponieważ zaraz wkleję inną aktualizację, przesuwająca bieg fabuły w czasie do przodu i opisującej wyruszenie z chatki do sali zgromadzeń, ewentualne dodatkowe pytania do Erill doślij mi proszę przez PW.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 maja 2011, 20:49

Chatka dla gości, wczesny wieczór

Mordil rozsiadł się ostentacyjnie w zagrodzie dla wierzchowców, mocząc stopy w korytku z wodą gulmaka i ostrząc z zawziętą miną swój topór. Osełka prześlizgiwała się po metalu z głośnym zgrzytem, niemal krzesząc iskry i dowodząc jawnie dezaprobaty goblina wobec pomysłu wizytowania duvikańskiej starszyzny, nawet w obliczu suto zapowiadającej się wieczerzy. Znając już pogląd Eitharta na zagadnienie zaginionych górników barbarzyńca założył, że grupa ratunkowa wyruszy do kopalni jeszcze tego samego wieczoru, a wyniesione z wielu pogranicznych potyczek doświadczenie podpowiadało mu, że pełny żołądek rzadko kiedy szedł w parze z szansą przetrwania rany brzucha.

Gorlamicki kapłan, przejawiająca coraz większe zainteresowanie jego zdaniem na każdą sprawę gwardzistka oraz sprawiający wrażenie wyjątkowego gbura tropiciel szykowali się we wnętrzu chatki do posiłku, dopinając odzienie i sznurując wysokie podróżne buty. Mordil naśmiewał się bez skrupułów z całej trójki, krzywiąc cynicznie usta i potrząsając głową na myśl o ich braku dumy własnej. Duvikanie byli w opinii goblina skończonymi szujami, chciwymi szubrawcami korzystającymi z każdej okazji do ogołocenia czyjejś sakiewki, a niebotycznie wywindowane ceny za strawę i napitki otwarcie tego dowodziły. Mordil nie zamierzał się uchylać od wyprawy do kopalni, szczerze go bowiem nęciła perspektywa skręcenia karku jakiemuś szczekunowi, a może nawet ubicia makuna, ale Duvikanie wyjątkowo go drażnili i nie zamierzał siadać z nimi do jednego stołu... no, może po zainkasowaniu godziwego wynagrodzenia za uratowanie zadków ich zagubionych swojaków, wówczas barbarzyńca skłonny był puścić w niepamięć doznane dotąd zniewagi.

Z głębi osady wychynął podstarzały w opinii Mordila mężczyzna sprawiający wrażenie jakiegoś myśliwego. Na tych ziemiach mężczyźnie nieczęsto dożywali czterdziestki lub późniejszego wieku, o ile nie chowali się za plecami swych niewiast albo nie sprzyjały im łaski bogów, toteż barbarzyńca z miejsca spojrzał na przybysza nieprzychylnym wzrokiem. Naturalnie zawsze mógł się wśród takich ludzi znaleźć ktoś, kto dzięki odwadze i wprawie we władaniu orężem dożywał sędziwego wieku, ale Mordil nie sądził, by taki człek znalazł się w osadzie pełnej chciwych wyzyskiwaczy. Nie, ten myśliwy z pewnością trudnił się zastawianiem pułapek na piaskowe czerwiaki, a nie polowaniem na makuny!

- Bądź pozdrowiony w imię Niebiańskiego Uzdrowiciela - powiedział Duvikanin unosząc dłoń w powitalnym geście - Starszyzna posyła mnie, by zabrał was na wieczerzę.

Mordil nawet na mężczyznę nie spojrzał, przeciągając jeszcze silniej osełką po ostrzu topora i spluwając demonstracyjnie pod stopy. Przybysz zmarszczył nieprzyjaźnie czoło, w tej samej jednak chwili w progu domku stanęła Uhra, rozpromieniając swą okaleczoną twarz w uśmiechu.

- Witaj, Hakanie - rzekła dziewczyna krzyżując swe muskularne ramiona na małym, nie budzącym wiekszego zainteresowania mężczyzn biuście - Zgaduję, że strawa już gotowa?


Wątek techniczny

Zgodnie z deklaracją Mordil zostaje w domku dla gości, a reszta idzie do domu zgromadzeń. Hakan Harmun zahaczy po drodze o zagrodę Esajan i zaprosi na wieczerzę starszego karawany, ten zaś po dłuższych dąsach się zgodzi, najwyraźniej rozdarty pomiędzy chęcią pokazania jak bardzo jest obrażony na cały świat i pragnieniem spożycia porządnego posiłku. Ponieważ czcigodny Salach nie przejawia przywiązania do higieny osobistej, często pluje pod nogi i z upodobaniem czochra się pod pachami, życzę sporej cierpliwości tym z Was, którzy zostaną obok niego posadzeni - ale z drugiej strony, może pod tą maską prostaka skrywa się pełne miłości i wrażliwości złote serce?

Mordimerze, jeśli Mordil by się nudził, zawsze może się przejść dla rozrywki do reszty Esajan, palących jakieś zielsko przy swoich wołach i coś tam między sobą niespokojnie mamroczących. Może się z nimi bliżej zaprzyjaźni, a może się z nimi pobije - zawsze to jakiś sposób na nudę!

ODPOWIEDZ