Jarl skinął dłonią w stronę swego rządcy, ten zaś - najwyraźniej tylko czekając na ów znak - podjął dalszą rozmowę.
- Rozważyliśmy pewne propozycje złożone dzisiaj przez setnika Akwiliona, a także wieści wysłane nam przez drużynnika Hrotha - oznajmił Avenicci splatając dłonie palcami i kładąc je na stole przed sobą - Wybijając tę bandę dowiedliście, że górscy rabusie nie mogą się nigdzie czuć bezpiecznie. Ich rzucone na rynek trupy zrobiły na wielu odpowiednie wrażenie i pewni jesteśmy, że bardzo szybko wieść o tej rzezi rozejdzie się po całej okolicy. Dobrze byłoby zatem nie zaprzepaścić okazji do pójścia za ciosem.
Przysłuchujący się słowom rządcy cesarski oficer uśmiechnął się ledwie zauważalnie, ale nie odezwał się ani słowem spoglądając w zamian znacząco na Hastura i Llorvasa.
- W imieniu mego pana pragnę zaszczycić was propozycją wstąpienia na służbę Białej Grani - podniosły ton Avenicciego jeszcze przybrał na formalnym brzmieniu - Jeśli złożycie śluby posłuszeństwa i wierności wobec jarla Balgruufa, zostaniecie nie tylko sowicie wynagrodzeni, ale też zyskacie okazję, by wszem i wobec dowieść swego męstwa.
- Chcę skończyć z bezprawiem na gościńcach moich włości - wtrącił władyka przechylając się do przodu - Mam dość hersirów, by zgnieść tych opryszków, ale potrzebuję rozumnych człeków, którzy ich poprowadzą. Wiem, że będąc cudzoziemcami możecie się wzdragać przed taką ofertą, ale rozważcie ją bacznie. Złóżcie mi roczne śluby lojalności, a nie pożałujecie swej decyzji. Cóż odrzekniecie?