PBF - New Orleans by Night

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 23 lutego 2017, 13:37

[center]Nowy Orlean, Gabinet Cartera w NOSTF; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa[/center]

Jasna cholera, dlaczego ja się właściwie dałem w to wszystko wplątać?!

Silvio szczęśliwie wyostrzył swój słuch, by w porę wyłapać zbliżające się niebezpieczeństwo. Nie zamierzał nawet zaczynać myśleć nad tym, co by było, gdyby tego nie zrobił.
Nie był pewien, czy bardziej jest wściekły z powodu obecnej sytuacji, czy przerażony obrotem spraw. Pewne było natomiast jedno - sam fakt, iż zaczął przeklinać, choćby w myślach, zwiastował nadchodzące kłopoty z opanowaniem... Pal licho Szczura - tych w kanałach całe watahy, ale ta sytuacja mogła położyć się cieniem na jego własnym nieżyciu, a na to nie mógł sobie pozwolić.

Jeszcze tyle istnień nie miało okazji usłyszeć mojej Sztuki! Jeszcze tyle koncertów do wykonania, tyle młodych, pięknych niewiast do spicia... Świata nie stać na tak wielką stratę!.

Niewidzialność okazała się strzałem w dziesiątkę. Niechętnie to przed samym sobą przyznał, ale będzie musiał podziękować po wszystkim Nosferowi. Niemniej rozmowa nowo przybyłych gości wspominająca o zamiarach względem Toreadora i Ventrue przeraziła kainitę nie na żarty. Do tego po dodaniu 3 uzbrojonych nieprzyjaciół w małym pomieszczeniu z tylko jedną drogą ucieczki...
Pal licho wiedzę, jeśli będziemy tylko prochem na słonecznym wietrze. Trzeba się stąd jak najszybciej wydostać!
Silvio próbuje gestami nakłonić Bradley'a do wyjścia. Na wszelki wypadek próbuję zakryć twarz ubraniem i jeśli z jakiegoś powodu moc towarzysza zawiedzie, używam akceleracji i uciekam najkrótszą drogą z komendy.

Właśnie, czysto teoretycznie - gdybym teraz użył prezencji na Bradley'u, to czy przerwałoby to działanie jego dyscypliny?

OD MG:
Użycie Prezencji nie przerwie działania Niewidoczności.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 lutego 2017, 14:06

Jak szerokie są drzwi do biura? Damy radę w miarę bezpiecznie się przecisnąć obok wchodzących? I czy tu w na korytarzach NOSTF też są kamery CCTV, bo trochę chamsko będzie, jak nagrają komisarza z gliną wchodzących do biura, ale nie nagrają ich wychodzących.

OD MG:
Dacie radę wyjść, gdyż ostatnia osoba wchodząca do gabinetu Cartera nie zamknęła drzwi za sobą. W podziemiach nie ma kamer. Bradley zauważył je tylko przy głównym wejściu i na korytarzach. Możecie uciekać.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 24 lutego 2017, 09:31

[center]Zaułek przy komisariacie NOPD, Mardi Gras - luty 1994[/center]

Błyskawiczna akcja "policjanta" wprawiła Richarda w osłupienie. Nim zdążył się zorientować, miał już wykręconą rękę, a na skroni czuł chłód broni. Wrażenie przewagi sytuacyjnej niezauważenie ustąpiło miejsca zdziwieniu. Te zaś w mgnieniu oka przerodziło się w strach, gdy lewy glina wycharczał kilka nader przekonujących zdań.

Richard był więcej niż przerażony, a to nie zdarzało się zbyt często w jego nieżyciu. Wewnętrznie skulony w swym strachu, próbował zebrać resztki myśli by opracować jakiś plan działania. Instynkt był gotów skłonić Nieumarłego do wszystkiego, byle zachować resztki swego istnienia.

- Ekh, sir... - słowa ugrzęzły mu w gardle gdy próbował coś z siebie wydusić.

Wtem inicjatywę przejął Nicholas. Gdyby umysł Arystokraty nie był zalany pierwotnymi emocjami, z pewnością ocenił by jego mowę jako średnio poskładaną gadaninę jakiegoś nieopierzonego dyrektora średniego szczebla. W tej jednak sytuacji, nie było miejsca na jakąś ironiczną zagrywkę, a co więcej słowa te wywarły pożądany skutek.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 lutego 2017, 13:41

Nowy Orlean, Gabinet Cartera w NOSTF; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Westwood był rozdarty. Z jednej strony chciał posłuchać co miał do powiedzenia Carter, ale z drugiej każda sekunda w gabinecie, każdy nieostrożny ruch, mogły przesądzić o opadnięciu maski niewidzialności i tym samym przypięczętowaniu swojego losu, bo Bradley nie wyobrażał sobie, żeby przynjamniej jemu udało się stąd uciec w jednym kawałku. W dodatku nie miał co liczyć opanowanie i stalowe nerwy Degenerata. Wolał nie przeciągać już mocno naciągniętej struny nerwów Spokrewnionego.

Silvio to już udowodnił absolutne mistrzostwo świata biegach sprinterskich. Ja kulejący, nawet bym się do schodów nie dowlekł jak ten by już mijał rogatki miejskie... głupio się tak narażać jeśli jestem teoretycznie poza ich zasięgiem...

Drzwi też mogły nie pozostać otwarte długo. Ktoś mógł je przymknąć, bardzo utrudniając wyjście dwóm kainitom. Dostrzegł wymowne spojrzenie Toreadora i to przesądziło. Kiwnął na Silvio i ostrożnie ruszył do wyjścia.
Powoli i bardzo ostrożnie wychodzimy, tak żeby niczego nie potrącić, albo nie wywalić orła na skórce od banana. Jeśli się uda, to jak już będziemy poza zasięgiem wzroku i słuchu Cartera i jego ludzi )ale jeszcze przed najbliższą kamerą CCTV), to zdejmię z nas niewidzialność i ponownie przyobleczemy maski Penningtona i gliniarza. Silvio sprawdzi znów wszystkie detale czy jest "tip-top" i ciśniemy do laboratorium zlecić analizę balistyczną (lub sam ją zrobię jeśli potrafię).

Wychodząc z gabinetu, staram się dosłyszeć jak najwięcej szczegółów rozmowy szefa NOSTF.

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 24 lutego 2017, 22:11

Zaułek w pobliżu Komendy Policji; trzecia noc śledztwa

- Mówisz, że jesteś Tremerem. Fakt, Tremerów w Sabacie nie zobaczysz. Wszystko fajnie i pięknie tylko... Udowodnij, że nim jesteś. No, wyczaruj coś magiku.

- Jeżeli to co mówisz jest prawdą, to myślę, że zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi- mówiąc to uśmiechnął się zawadiacko -pod warunkiem, że potwierdzisz swoją tożsamość. No chyba, że nie chcesz czarować bo to takie trudne i w ogóle to wyskakuj z ksiąg i pentagramów. Przecież zawsze coś nosicie przy sobie.

Zaraz się okaże, czy nim na prawdę jest. Albo jest i faktycznie możemy sobie pomóc albo... tuba, lufa, kula i bagażnik

Policjant postąpił jeszcze krok do tyłu dając miejsce czarodziejowi na pokaz.

- I tak nie będzie mi już potrzebna, na kainitów mało skuteczna - powiedział chowając pistolet do kabury.
Sanity is for the weak!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 lutego 2017, 18:03

Zaułek w pobliżu Komendy Policji; trzecia noc śledztwa

Nicholas uniósł znacząco brwi, ale pokiwał spolegliwie głową rozumiejąc, że zaawansowana intelektualnie dysputa z Brujahem nie miała najmniejszego sensu. Reputacja klanu gliniarza mówiła wszystko i bynajmniej nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

- Teatralne rekwizyty nie są mi do niczego potrzebne - oznajmił ściszonym głosem Tremere - Potęga magii krwi ukryta jest w moim umyśle, nie na kartach ksiąg i papirusowych zwojach, kuzynie. Jeśli chcesz doświadczyć potęgi taumaturgii, obędzie się bez widowiskowego wywracania ciała na drugą stronę czy drenowania mózgu. Wystarczy jedna kropelka twojej krwi, by jej esencja zdradziła mi niemal wszystko o twej osobie. Tylko Tremere potrafią tak czytać w krwi Spokrewnionych, choć pewnie doskonale o tym wiesz.

Bertrand obejrzał się w kierunku parkingu, na których para mundurowych nadal nie potrafiła sobie poradzić z nadzwyczajnie agresywnym aresztantem. Uwaga policjantów skupiała się wyłącznie na zatrzymanym, dzięki czemu spotkanie trzech kainitów nie zwróciło na razie niczyjej niepotrzebnej uwagi.

- Oczywiście zrozumiem, jeśli się wycofasz pod wpływem nieuzasadnionej obawy. Moce wychowanków Piramidy nie są w najmniejszym calu przesadzone, tego możesz być pewien.
Jeśli Brujah życzy sobie demonstracji taumaturgii, poproszę o kroplę jego krwi.

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 25 lutego 2017, 20:39

Zaułek w pobliżu Komendy Policji; trzecia noc śledztwa

- Jak to, żadnych ksiąg i pentagramów? Kurwa, raz jak jeden burzył do Jasona, to jak ten mu wy... znaczy uderzył go lekko, to się z tamtego aż wysypało jakiś pentagramów i amuletów. Mało się biedak nie popłakał. Tylko tamten w jakiś dziwnych ciuchach poginał. A jak spierniczał to się potknął o własną kieckę. Podobna sytuacja, nieudana próba Dominacji - Ray zaczął rechotać z własnej opowieści. - Szkoda, że tego nie mamy na kasecie.

- Tylko kroplę krwi? - przez chwilę na twarzy Brujaha pojawiło się zdziwienie - Żadnych przypraw, nic więcej?

Ray włożył rękę do kieszeni od spodni. Wyciągnął z niej jakąś pogniecioną chusteczkę haftowaną z wyszytymi inicjałami. Uniósł ją do twarzy, chrząknął mocno i splunął w chusteczkę.

- Masz, popisz się. - rzekł zwijając chustkę w kłębek, po czym rzucił nią w stronę Tremera.

- A kolega to kto? Też Tremer? Ja wiem, że sytuacja stresowa i w ogóle, no ale przedstawić to by się mógł. W końcu będziemy najlepszymi przyjaciółmi. - Brujah zwrócił uwagę na drugiego jak dotąd nie wiele mówiącego mężczyznę uśmiechając się do niego tak, jak by chciał go obrabować. - Imię? Klan? Się tak kurwa nie bój. To tylko mundur i to w dodatku trochę ciasny.

Pisane na szybko z pracy
Sanity is for the weak!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 lutego 2017, 12:37

Zaułek w pobliżu Komendy Policji; trzecia noc śledztwa

Bertrand pochwycił w powietrzu rzuconą mu arogancko chusteczkę, w duchu zżymając się na szokujący brak manier Raya. Podnosząc kawałek tkaniny do ust Tremere wysunął czubek języka i przycisnął do niego ten fragment chusteczki, na którym czerniała miniaturowa kropelka gęstej ciemnej cieczy.

Źrenice kainity rozszerzyły się zauważalnie na ułamek chwili, a jego spojrzenie prześlizgnęło się po Brujahu w bardziej badawczy jak dotąd sposób, dosłownie przewiercając Spokrewnianego na wylot wzrokiem. Odejmując chusteczkę od ust Nicholas rzucił spojrzeniem w bok na Richarda, przeniósł je na Raya, ponownie na Richarda i ostatecznie zatrzymał na Brujahu.

- Myślę, że źle rozpoczęliśmy tę znajomość - oznajmił Tremere pozwalając sobie na bardzo nieznaczny ukłon - Twoja krew nie kłamie. Brujah godny szacunku przez wzgląd na talenty i pochodzenie. Racz mi wybaczyć niedyskrecję, ale tylko tak mogę potwierdzić swą umiejętność czytania w vitae. Pochodzisz z dziesiątego pokolenia, piłeś niecałą godzinę temu człowieka czystej krwi, ale bynajmniej nie z głodu. Nie splamiłeś się diabolistycznymi praktykami, więc najpewniej starannie przestrzegasz praw Camarilli.

- Jestem przekonany, że Książę Marcel nie miałby absolutnie nic przeciwko temu, byśmy połączyli swe siły w tej niebezpiecznej misji, kuzynie. Camarilla w Nowym Orleanie mogłaby z takiego sojuszu wynieść wyłącznie korzyści. Cóż zatem powiesz na mą propozycję?
Jak się nie zgodzi, chyba mu wleję! :P

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 26 lutego 2017, 18:01

Zaułek w pobliżu Komendy Policji; trzecia noc śledztwa

Mina zdziwienia pojawiła się na twarzy zbira, po czym zastąpił ją uśmiech. Zapiąwszy zabezpieczenie od kabury podszedł do upuszczonej pałki policyjnej i zawiesił ją przy pasie.

- Nicholas Bertrand - zamyślił się chwilę - kurwa, które to imię a które to nazwisko? Albo inaczej, ksywę masz jaką? Bo nie wiem teraz ,czy Nicky, czy Berty - zagwózdka Brujaha trwała dalej.

- A co wy w ogóle tu robicie, eh? I gdzie jest Bertone? Mam parę pytań - uniósł rękę w geście uspokajającym - Spokojnie, lać go nie będę. A tą kurwą, co mnie próbowała porwać to już się nie przejmujcie. Kwiatki wącha.

Kurwa, nic już nie rozumiem. Ostatnia nadzieja, że coś wiedzą. Może jak ten Bertone się pojawi, to coś się wyjaśni. W dupie ciemnej jestem i światła nie widzę. Najebałbym się, lepiej mi się po drinach myśli

- A ... no ... ten tego. Współpraca. Spoko, luzik. Widzę, że wam się przyda silne ramię Camarilli. - mówiąc to ledwo powstrzymał się przed śmiechem.
Sanity is for the weak!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 lutego 2017, 18:20

Zaułek w pobliżu Komendy Policji; trzecia noc śledztwa

Nicholas westchnął w duchu niczym prawdziwy męczennik, a potem obejrzał się niespokojnie w kierunku budynku komendy. Perspektywa spędzenia dłuższego czasu w towarzystwie Brujaha jawiła się Tremere niezwykłym wyzwaniem, a tymczasem Bertone i Westwood wciąż nie wracali przedłużając niepotrzebnie uciążliwą konwersację.

- Dwaj nasi są na komisariacie, Silvio i Bradley - wyjaśnił naprędce Rayowi - Muszą wyciągnąć stamtąd pewne informacje, bardzo dyskretnie i na spokojnie. Rozumiesz, na bardzo spokojnie. Żeby im przez przypadek nie pokrzyżować planów, najlepiej by było, gdybyś wycofał radiowóz za róg, nim ci gliniarze się nami zainteresują. Weź na wszelki wypadek Richarda, on z ochotą wprowadzi cię we wszystkie szczegóły sprawy. Richardzie, racz z łaski swojej domknąć usta i wsiadaj do wozu naszego przyjaciela. Ja tu zaczekam, aż tamci wyjdą i do was dołączymy.
Mam nadzieję, że nasi dadzą radę czmychnąć!

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 26 lutego 2017, 19:51

Zaułek w pobliżu Komendy Policji; trzecia noc śledztwa

- Po jakie licho komenda? - uniósł brew - Od kiedy niby psy się zajmują porwaniami kainitów?

- Dobra, jak chcecie możemy przestawić radiowóz ... - Zwrócił się do radiowozu, postąpił parę kroków i nagle obrócił się na pięcie - Aaa nie lepiej po prostu wsiąść do wozu i poczekać w środku? no wygodniej do licha i kto niby miałby się interesować radiowozem na ulicy w którym siedzi policjant i dwóch gości na tylnej kanapie? Poza tym rozkazywać to chyba umiecie to sobie poradzicie, nie?
Sanity is for the weak!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 26 lutego 2017, 21:45

Nowy Orlean, Korytarze NOSTF; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Obaj kainici wyszli z biura nie niepokojeni. Gdyby Bradley był śmiertelnikiem, to zapewne teraz jego puls zaczynałby zwalniać, oddech wyrównywać, ale był trupem i powrót do spokoju nie wiązał się z żadnymi fizycznymi zmianami. Puścił Silvio przodem, palcem na ustach nakazując zachowanie ciszy i powoli sam ruszył korytarzem w stronę schodów nasłuchując tak długo jak tylko był w stanie dosłyszeć rozmowę w gabinecie.

- Tego nie możemy odpuścić panowie. Krwiopijców na karnawał przybyło i na tą chwilę niewiele z tym zrobimy. Priorytetem jest zdobycie jak najwięcej informacji o parowaniach. Nie możemy dopuścić do sytuacji w której Marcel wskaże palcem na naszą komórkę, gdy miasto zacznie na niego naciskać. On wie, że to nie nasza robota, ale to nie znaczy że nie zrobi z nas kozłów ofiarnych.

Za dobrze się orientuje w sprawach Kanitów, nawet jak na ghula. Doran musiał go w wiele rzeczy wprowadzić i dać ogromną dozę niezależności, albo tak przynajmniej się Carterowi wydaje...

- Obawiasz się, że mogą nas zniszczyć? - zapytał jeden z detektywów.

- Po zabójstwie Dorana staliśmy się niezależni i niezależni pozostaniemy bez względu na okoliczności. Mamy nowych kadetów. Są silni i zdeterminowani, ale kończy nam się czas. Nie możemy walczyć z całym miastem na raz - Carter zamyślił się na chwilę robiąc pauzę, a Bradley aż przystanął na chwilę, aby się upewnić, że się nie przesłyszał:

O niech mnie jadą na dwa baty... Zajebali Dorana? Oni go załątwili, czy ktoś inny. Takich wampiró nie załatwia się ot tak, chyba że się jest zaufanym, albo ma się klan Zabójców na usługach. To w takim razie kim jest Carter? Ex-ghulem byłego Księcia, czy został przeistoczony? Ma ponad sto lat i gdyby stracił dostęp do vitae, to nie pociągnąłby dłużej niż stara męska dziwka z próchnicą i pewnie byłby już na wykończeniu. Fuck, to gruba sprawa i co on pieprzy o niezależności? Jak w tym mieście istnieje ktoś niezależny, to chyba pomieszkują tu sami Adam i Ewa z dziećmi...

- Marcel jest słaby, dlatego musimy teraz mieć nad nim przewagę. Żółtodzioby potrzebują nowej krwi i chyba zmieniłem plany co do Richarda i Silvio...

Więcej nie był w stanie usłyszeć, weszli na klatkę schodową zamykaną ciężkimi drzwiami przeciwpożarowymi i Westwood powątpiewał żeby nawet Degenerat z odpaloną Nadwrażliwością i z użyciem swojego odbytu jako tuby nasłuchowej był w stanie usłyszeć coś więcej. Bradley wiedział jednak, że warto było zaryzykować wycieczkę do NOSTF. Ryzyko spłaciło się z nawiązką i to co usłyszał dawało wystarczająco do myślenia.

Gdy dotarli na górę i Bradley zatrzymał ręką śpieszącego się jak na zawodach Silvio. Szepnął cicho:

- Wyluzuj już poślady kolego. Dalej są kamery i musimy zmienić outfit... - Rysy kainitów znów zaczęły się zmieniać, przywdziewając kształty i detale Penningtona i gliniarza:

- Sprawdź czy wszytko w porządku. Wszystko się zgadza? - upewnił się Westwood zanim nacisnął i otworzył drzwi prowadzące na parter komendy: - Dobra, teraz zapierdalamy do laba, balistyka nie zrobi się sama. Ok, spokój i luz, musimy być przekonujący i pewni siebie. Dasz radę to zrobić?

Ruszyli dalej korytarzami. Bradley pamiętał rozkład departamentów i po kilku minutach byli już na pierwszym przed dwyskrzydłowymi drzwiami opatrzonymi dużym napisem Laboratorium. Pennington pewnuym ruchem pchnał jedno skrzydło i wkroczył do środka nie dając szansy gliniarzowi na wycofanie. Zresztą towarzysząca mu osoba zdawała sobie sprawę, że gdy tylko znalazłaby się zbyt daleko od komendanta, to zostałaby momentalnie bez kryjącej jej maski, gwarantującej anonimowość. Dyżurujący w laboratorium technik podszedł do Penningtona:

- Dobry wieczór panie komendancie, co pana sprowadza do nas tak późną porą?

Komendant machnął ręką niedbale, ale w rzeczywistości sprawdzał plakietkę technika laboratoryjnego:

- A w życiu stąd dziś nie wyjdę. Słuchaj Jim, mam sprawę, taką na wczoraj i żeby poszła poza procedurami. Zrób mi balistykę tej kulki, tylko tak wiesz ekspresem. - policjant podał kulę w zafoliowanym woreczku dowodowym.

- Zrobi się szefie. Wysłać raport do biura.

- Nie. Ma być nieoficjalnie. Sam wpadnę odebrać później. Nikomu ani słowa, ok?

- Jasne.

Chwilę później para kainitów była już w drodzę do swoich towarzyszi niedoli. Gdy było już bezpiecznie, Bradley zapytał Silvio:

- Słyszałeś o czym gadał Carter?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 lutego 2017, 13:35

Zaułek w pobliżu Komendy Policji; trzecia noc śledztwa

Bertrand skrzywił się w myślach, ale świadomy powagi sytuacji, nie zamierzał niepotrzebnie drażnić nad wyraz przyjacielskiego Spokrewnionego. Miast okazać swe niezadowolenie, Tremere wskazał palcem za siebie, na parking posterunku.

- Kiedy tamci dwaj już sobie poradzą z aresztantem, pewnie wyjdą na zewnątrz na papierosa - oświadczył tłumiąc w sobie leciutki dreszcz na samą myśl o włączonej zapalniczce - A jak zobaczą stojący w uliczce radiowóz, pewnie podejdą porozmawiać. Nie wiem jak znosisz bliski kontakt z ogniem, ale ja wolałbym uniknąć sytuacji, w której ktoś pstryka mi przed nosem zapalniczką albo zaciąga się papierosem. Sam co prawda nie mam problemów z panowaniem nad nerwami, ale nie mogę ręczyć za Richarda, to prawdziwa bestia w skórze niewinnego biznesmena jak go coś zdenerwuje, możesz mi wierzyć.

- Więc lepiej odjedźcie kawałek i czekajcie, aż dojdę do was z naszą czujką. Potem wymienimy się informacjami i zdecydujemy, co robić dalej.
Poproszę o test Retoryki...

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 01 marca 2017, 00:24

[center]Nowy Orlean, Korytarze NOSTF; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa[/center]

Silvio był poniekąd szczęśliwy, że nie musiał używać perswazji swoich dyscyplin, by opuścić to niegościnne i nafaszerowane niebezpieczeństwem pomieszczenie. Wystarczyły raptem trzy nieme gesty, by Nosferatu zrozumiał, o co chodzi i razem udali się na zewnątrz. I choć informacje, które obaj usłyszeli od Cartera i jego kolegów zdawały się być przełomowe i warte podjęcia dodatkowego ryzyka, to prawda była taka, iż Degenerat w tym momencie był gotów zrobić niemal wszystko, by znaleźć się z powrotem na ulicy przed komendą. Ale to zdecydowanie nie było powodowane strachem, tylko zdrowym rozsądkiem. Instynktem zachowawczym... Szóstym zmysłem?

Bertone wiedział, że jest tchórzem i traktował to jako coś całkowicie naturalnego. Niemniej nie mógł znieść stwierdzania tego faktu przez ludzi nie będących obeznanymi ze sztuką i wysublimowanymi artystami. A zatem... nikogo. A każdego, kto się na takie stwierdzenie porwie publicznie, czeka zasłużona kara...

Podążali szybkim krokiem w kierunku głównego korytarza, gdy Toreador poczuł na swoim ramieniu rękę towarzysza. Stwierdzenie, które padło po tym geście napełniło go niesmakiem. Czy ten prostak zna jakiekolwiek maniery, czy już całkiem postradał zmysły? A właśnie, notatka dla siebie: spalić płaszcz po powrocie, cholera wie, jaki syf ten Szczur przenosi. Zaraz, jakim powrocie? Przecież nie mam już dokąd wracać...

Degenerat nie zdążył podążyć za tą myślą, gdy usłyszał następną część wypowiedzi kainity:

- Sprawdź czy wszytko w porządku. Wszystko się zgadza?

Rzut oka na sylwetkę Bradley'a i pozytywne skinięcie głową. Oczywiście pomijając całkowite bezguście w doborze kroju mundurów tutejszej policji... - dodał do siebie w myślach.

- Dobra, teraz zapierdalamy do laba, balistyka nie zrobi się sama. Ok, spokój i luz, musimy być przekonujący i pewni siebie. Dasz radę to zrobić? - uwaga członka koterii była tak beznadziejnie głupia, że Silvio pominął ją po prostu milczeniem. Dlaczego z całej czwórki muszę współpracować z największym chamem i idiotą?! Fakt, że Nosferatu był idiotą, dla Toreadora niezaprzeczalnym faktem. Ale po dzisiejszej nocy wiedział już, że musi także dodać do tego przymiotnika przedrostek 'użyteczny'.

I jeszcze kwestia balistyki... A tak chciałem już stąd wyjść. Niech to szlag! Strach i stres wprawiał Bertone'a w coraz większą irytację, ale wiedział, iż musi robić dobrą minę do złej gry, przynajmniej w tym momencie. Postanowił więc udawać znudzonego przeciągającą się służbą u boku starego, co akurat nie było zbyt trudne.

Po wyjściu z komendy musiał się ustosunkować do zadanego przez Bradley'a pytania:

- Niestety nie, a gdybym nawet spróbował, mógłbym tymczasowo stracić słuch całkowicie. Ale to, co usłyszeliśmy, jest i tak kamieniem milowym w tym momencie..

Degenerat rozejrzał się, jednak nigdzie nie widział pozostałej dwójki. Zwrócił się więc co partnera:

- Hej, a gdzie się podziali nasi przyjaciele?
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 01 marca 2017, 03:55

Zaułek przy komisariacie NOPD, Mardi Gras - luty 1994

Brak ak-cep-tac-ji - taka zdawkowa myśl odbijała się echem w umyśle Arystokraty. Gdy otrząsnął się już ze strachu i myślenie wróciło na swe żelazne tory logiki, nie mógł nadziwić się Nicholasowi jak niemal darmo sprzedaje wszelkie informacje dopiero co poznanemu Brujahowi. Damn it!

Mimo wszystko, to właśnie Tremer wyciągnął ich z opresji i właściwie uratował jego skórę. Nic to, trzeba działać... Ventrue zamknął usta i oblizał wargi, które zdążyły mu już zaschnąć po czym nieco ochrypłym głosem wydukał:
- Mam na imię Richard i pochodzę z rodu Arystokratów ...i mam alergię na pieprzonych Brujahów. - dodał już myślach - Fucking rednecks. Silne ramię Camarilli, chyba silna dupa Camarilli - kontynuował swą tyradę w myślach.

- ...i możesz mi mówić Rick, jeżeli to robi any difference to you. Przestawmy wóz, bo faktycznie stanie radiowozem w zaułku obok komendy jest very suspicous - rzekł pakując się na tylne siedzenie auta. Nim to zrobił ostrożnie rozejrzał się wokół lustrując otoczenie w poszukiwaniu potencjalnych zagrożeń.

- A tak swoją drogą Ray, co zrobiłeś z tym gościem, co próbował kidnap you?

ODPOWIEDZ