Irileth i Skarsi naradzili się półgłosem konferując na temat propozycji Hastura i Barr'teha, doszli szybko do podobnych wniosków. Dunmerka przekręciła się na bok, ukazując oczom Redgara kuszącą linię swego biodra.
- Niegłupi to pomysł - orzekła mrużąc szkarłatne oczy, do których barwy ciemnoskóry wojownik wciąż nie potrafił przywyknąć - Uczynimy tak. Pójdziesz z kocurem i jeszcze trójką moich, dobrych w skradaniu się i robieniu nożem. Zdejmiecie strażników na murze, a wtedy my uderzymy w biegu na bramę.
- Te kozły psu na budę - zaśmiał się złowieszczo Skarsi, wskazując palcem drewniane zapory wystawione przed wejście do fortu - Furmankę pewnie by zatrzymały, ale nie pieszych.
- Kiedy tylko oczyścimy dziedziniec, trza będzie wedrzeć się do środka - podjęła wywód Irileth, mówiąc dość głośno, by słyszeli ją leżący w pobliżu hersirowie - Fort ma nie tylko kwatery w wieży, ale też podziemia, w nich lochy dla więźniów. Trza będzie zajrzeć w każdy zakątek, dopaść ostatniego z tych drani.
- O to się nie martw, pani - kiwnął głową Skarsi - Z dziką rozkoszą utoczę im krwi.
- Pani Irileth, jeśli łaska, chciałbym dołączyć do kocura - odezwał się Neviers, muskający znacząco czubkami palców swój tkwiący w sajdaku łuk - Skromność nie pozwala zachwalać własnych talentów, wszelako przyznam, żem niezły w podchodach.
- Niechaj będzie - kiwnęła przyzwalająco głową elfka - Skarsi, dobierz im jeszcze dwóch i niech ruszają. Brzask coraz bliżej, lada chwila słońce wzejdzie. Trza korzystać z zaskoczenia, póki można. A ty, jaszczurze, trzymaj się tuż przy mnie, bom wielce ciekawa tego jak argonianie żelazem robią, chętnie popatrzę.

