PBF - Narodziny legendy
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Fort Szarej Przystani, 14 dzień Ostatnich Siewów
Hastur trącił Neviersa w bok, spoglądając znacząco na jego łuk. Wysoko w górze rozległ się znienacka przenikliwy okrzyk górskiego orła, wyruszającego na pierwsze tego dnia łowy. Ostre kwilenie poniosło się ponad trawiastą wyżyną, pobiegło ku otaczającym ją zamglonym szczytom gór.
Pilnujący drewnianego ogrodzenia rozbójnik uniósł głowę ku górze, ku jaśniejącym z wolna przestworzom. Drapieżny ptak zakwilił ponownie, przeciągłą tęskną nutą.
Bretoński najemnik i dwaj Nordowie napięli łuki w jednej chwili, wyczuwając najdogodniejszą okazję do oddania strzału. Oparty bokiem o ostrokół człowiek w futrzanej skórzni wciąż spoglądał w górę szukając wzrokiem ptaka, zupełnie nieświadomy obecności intruzów, którzy podnosili się właśnie zza skrywających ich głazów.
Trzy strzały znalazły się w powietrzu w tym samym momencie, ciśnięte ku palisadzie zwolnionymi gwałtownie cięciwami. Niski syk urwał się po czasie równym jednemu uderzeniu serca, zastąpiony charakterystycznym odgłosem przebijających warstwę wyprawionej skóry grotów.
Żaden z łuczników nie chybił. Nie mający pojęcia o wiszącej nad nim śmierci strażnik został ugodzony w bark, szyję i głowę. Umarł bez wydania najmniejszego dźwięku, zniknął za szczytem ogrodzenia na podobieństwo trąconego kijkiem stracha na wróble.
Neviers złapał palcami za następną tkwiącą w kołczanie strzałę.
- Na co czekacie? - syknął ponaglającym tonem - Na ogrodzenie, żwawo!
Hastur trącił Neviersa w bok, spoglądając znacząco na jego łuk. Wysoko w górze rozległ się znienacka przenikliwy okrzyk górskiego orła, wyruszającego na pierwsze tego dnia łowy. Ostre kwilenie poniosło się ponad trawiastą wyżyną, pobiegło ku otaczającym ją zamglonym szczytom gór.
Pilnujący drewnianego ogrodzenia rozbójnik uniósł głowę ku górze, ku jaśniejącym z wolna przestworzom. Drapieżny ptak zakwilił ponownie, przeciągłą tęskną nutą.
Bretoński najemnik i dwaj Nordowie napięli łuki w jednej chwili, wyczuwając najdogodniejszą okazję do oddania strzału. Oparty bokiem o ostrokół człowiek w futrzanej skórzni wciąż spoglądał w górę szukając wzrokiem ptaka, zupełnie nieświadomy obecności intruzów, którzy podnosili się właśnie zza skrywających ich głazów.
Trzy strzały znalazły się w powietrzu w tym samym momencie, ciśnięte ku palisadzie zwolnionymi gwałtownie cięciwami. Niski syk urwał się po czasie równym jednemu uderzeniu serca, zastąpiony charakterystycznym odgłosem przebijających warstwę wyprawionej skóry grotów.
Żaden z łuczników nie chybił. Nie mający pojęcia o wiszącej nad nim śmierci strażnik został ugodzony w bark, szyję i głowę. Umarł bez wydania najmniejszego dźwięku, zniknął za szczytem ogrodzenia na podobieństwo trąconego kijkiem stracha na wróble.
Neviers złapał palcami za następną tkwiącą w kołczanie strzałę.
- Na co czekacie? - syknął ponaglającym tonem - Na ogrodzenie, żwawo!
Wartownik odstrzelony. To krytyczny moment, więc Namakemono i 8ART muszą dokładnie zdefiniować poczynania. Na ogrodzeniu nie ma jeszcze nikogo innego, jest ono też dość niskie, by z rozpędu się na nie wedrzeć. Neviers ponownie napina łuk, dwaj Nordowie czekają na rozkazy!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Fort Szarej Przystani, 14 dzień Ostatnich Siewów
Hastur i Barr'teh runęli w jednej chwili ku drewnianemu ogrodzeniu, wspinając się zwinnie po kamienistym zboczu przedpola fortu. Krew tętniła im w skroniach, a bitewna ekscytacja przyprawiała o suchość w gardle. Dwaj norscy hersirowie poszli w ślad cudzoziemskich najemników, wsadzając łuki w biegu w sajdaki i odczepiając od pasów topory.
Khajiit dopadł palisady pierwszy, przypadł na tylne łapy składając przednie na podobieństwo podpórki. Redgard nawet nie czekał na zachętę. Wsadzając jedną stopę w złączone razem człekokształtne dłonie kotołaka wojownik pozwolił się wybić w górę, pochwycił własnymi palcami górną krawędź ogrodzenia.
Chociaż ugodzony strzałami wartownik zdążył już gruchnąć ciałem o ziemię na dziedzińcu fortu, zza ogrodzenia wciąż jeszcze nie dobiegł żaden ostrzegawczy okrzyk.
Lecz Hastur wiedział, że nie potrwa to już długo. Złapawszy rękami za szczyt ogrodzenia i pchany od spodu przez sapiącego cicho Barr'teha, ciemnoskóry najemnik podciągnął się z całej siły w górę przerzucając dolną część ciała ponad palisadą.
Wylądował na ugiętych nogach wyszarpując łuk z sajdaka i nakładając płynnym ruchem strzałę na cięciwę. Przed jego oczami stanął otworem dziedziniec starego fortu, pokryty warstwą ubitej ziemi porośniętej tu i ówdzie kępami trawy i niewielkich krzewów.
Lecz to nie one przykuły uwagę kucającego naprędce Hastura, a pilnujący murów wartownicy.
Hastur i Barr'teh runęli w jednej chwili ku drewnianemu ogrodzeniu, wspinając się zwinnie po kamienistym zboczu przedpola fortu. Krew tętniła im w skroniach, a bitewna ekscytacja przyprawiała o suchość w gardle. Dwaj norscy hersirowie poszli w ślad cudzoziemskich najemników, wsadzając łuki w biegu w sajdaki i odczepiając od pasów topory.
Khajiit dopadł palisady pierwszy, przypadł na tylne łapy składając przednie na podobieństwo podpórki. Redgard nawet nie czekał na zachętę. Wsadzając jedną stopę w złączone razem człekokształtne dłonie kotołaka wojownik pozwolił się wybić w górę, pochwycił własnymi palcami górną krawędź ogrodzenia.
Chociaż ugodzony strzałami wartownik zdążył już gruchnąć ciałem o ziemię na dziedzińcu fortu, zza ogrodzenia wciąż jeszcze nie dobiegł żaden ostrzegawczy okrzyk.
Lecz Hastur wiedział, że nie potrwa to już długo. Złapawszy rękami za szczyt ogrodzenia i pchany od spodu przez sapiącego cicho Barr'teha, ciemnoskóry najemnik podciągnął się z całej siły w górę przerzucając dolną część ciała ponad palisadą.
Wylądował na ugiętych nogach wyszarpując łuk z sajdaka i nakładając płynnym ruchem strzałę na cięciwę. Przed jego oczami stanął otworem dziedziniec starego fortu, pokryty warstwą ubitej ziemi porośniętej tu i ówdzie kępami trawy i niewielkich krzewów.
Lecz to nie one przykuły uwagę kucającego naprędce Hastura, a pilnujący murów wartownicy.
Za chwilę pojawi się rzut taktyczny! Na tę chwilę Hastur jest na palisadzie, khajiit pnie się w jej górę, za nim lezą dwaj Nordowie, całkiem w tyle trzyma się Neviers!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Strażnica nad Białą Rzeką, 14 dzień Ostatnich Siewów
Dunmer szybko dopędził hersirów, ponownie ich wyprzedził docierając do niewielkiej skalnej półki, w której głębi wykuto przed dziesiątkami, jeśli nie setkami lat wejście do górskiej strażnicy. Sadząc w górę zbocza zwinnymi susami, Llorvas spostrzegł rozbite u podstawy półki prowizoryczne obozowisko.
Zastrzelony chwilę wcześniej rozbójnik najwyraźniej szykował reszcie bandy strawę, bo zawieszony nad paleniskiem kociołek bulgotał głośno roztaczając wokół smakowitą woń zupy. Rozpięta na drewnianej ramie wyprawiona skóra wilka suszyła się w towarzystwie kilku świeżych ryb, zapewne pochwyconych poprzedniego wieczoru w bystrym nurcie niedalekiej Białej Rzeki.
Llorvas domyślał się, że ciasne wnętrze strażnicy nie sprzyjało rozpalaniu w niej ognisk, stąd właśnie wzięło się owo niewielkie obozowisku u podstawy górskiego masywu, tonące w mroku przedświtu.
A zmierzający ku gościńcowi i rzece góral z wiadrami nie był jedynym pilnującym podstawy budowli zbójcą. Na oczach mknącego przed siebie Llorvasa z ciemnej szczeliny w skałach wychynął znienacka ludzki kształt, odziany w pospolitą wśród Nordów futrzaną skórznię i dzierżący w rękach prosty łuk.
Ostrzeżony zawczasu dobiegającymi z góry okrzykami, mężczyzna miał już na cięciwie nasadzoną nań strzałę, ale ciągle jeszcze celował ku swym stopom, dopiero wypatrując najbliższego celu.
Dostrzegając z wysokości niewielkiej półki szarżujących intruzów w zbrojach Białej Grani, rozbójnik wrzasnął przeraźliwie i dociągnął cięciwę łuku do policzka, mierząc grotem w nadbiegającego z nieludzką szybkością dunmera.

Dunmer szybko dopędził hersirów, ponownie ich wyprzedził docierając do niewielkiej skalnej półki, w której głębi wykuto przed dziesiątkami, jeśli nie setkami lat wejście do górskiej strażnicy. Sadząc w górę zbocza zwinnymi susami, Llorvas spostrzegł rozbite u podstawy półki prowizoryczne obozowisko.
Zastrzelony chwilę wcześniej rozbójnik najwyraźniej szykował reszcie bandy strawę, bo zawieszony nad paleniskiem kociołek bulgotał głośno roztaczając wokół smakowitą woń zupy. Rozpięta na drewnianej ramie wyprawiona skóra wilka suszyła się w towarzystwie kilku świeżych ryb, zapewne pochwyconych poprzedniego wieczoru w bystrym nurcie niedalekiej Białej Rzeki.
Llorvas domyślał się, że ciasne wnętrze strażnicy nie sprzyjało rozpalaniu w niej ognisk, stąd właśnie wzięło się owo niewielkie obozowisku u podstawy górskiego masywu, tonące w mroku przedświtu.
A zmierzający ku gościńcowi i rzece góral z wiadrami nie był jedynym pilnującym podstawy budowli zbójcą. Na oczach mknącego przed siebie Llorvasa z ciemnej szczeliny w skałach wychynął znienacka ludzki kształt, odziany w pospolitą wśród Nordów futrzaną skórznię i dzierżący w rękach prosty łuk.
Ostrzeżony zawczasu dobiegającymi z góry okrzykami, mężczyzna miał już na cięciwie nasadzoną nań strzałę, ale ciągle jeszcze celował ku swym stopom, dopiero wypatrując najbliższego celu.
Dostrzegając z wysokości niewielkiej półki szarżujących intruzów w zbrojach Białej Grani, rozbójnik wrzasnął przeraźliwie i dociągnął cięciwę łuku do policzka, mierząc grotem w nadbiegającego z nieludzką szybkością dunmera.

Wejście na wyciągnięcie ręki - schodkami w górę i w wąską szczelinę w skalnym masywie! Jak mniemam, Llorvas przewodzi szarży z jednym mieczem w dłoni, zaś z drugą wystawioną przed siebie w zamiarze szybkiego czarowania?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Fort Szarej Przystani, 14 dzień Ostatnich Siewów
Przyglądająca się bacznie murom fortu Irileth drgnęła znienacka, a potem błyskawicznie podniosła się na nogi, dobywając noszonego przy pasie miecza o wąskiej długiej klindze i misternie zdobionym jelcu.
- Wchodzą na ogrodzenie, tam! - wyrzuciła z siebie przyboczna jarla, wskazując sztychem swego oręża niewielkie z tej odległości sylwetki dopadające do drewnianej palisady na wschodniej krawędzi zrujnowanego fortu - Tera, na bramę!
Kilkudziesięciu mężczyzn poderwało się na nogi w jednej chwili, podnieconych perspektywą rychłej potyczki i gotowych rzucić wyzwanie śmierci. Ściskając w rękach miecze, topory i tarcze wszyscy runęli ku zatarasowanej drewnianymi kozłami bramie, tratując wysoką trawę i przeskakując zagradzające im drogę niewielkie głazy.
Ahraveen poszedł z miejsca w ślady dunmerki, zdecydowany pokazać zarówno Irileth jak i otaczającym go góralom, że nie tylko jest im równy, ale wręcz przewyższa tych surowych wprawnych wojowników pod każdym względem.
Wydana przez Irileth komenda była jedynymi słowami, jakie rozbrzmiały wśród wysokich traw wyżyny. Rozumny jaszczur spodziewał się, że rozkaz wydrze z ludzkich gardeł jakiś zwyczajowy okrzyk bitewny, jakieś bezrozumne zawołanie mające zmrozić krew w żyłach strzegącym muru strażnikom.
Lecz hersirowie zaskoczyli argonianina w tym względzie, rzucając się do ataku bez najmniejszego okrzyku, niczym brązowożółta ściana stali i żelaza zakłócająca majestatyczną ciszę jesiennego poranka jedynie tupotem ciężkich butów i poszczękiwaniem metalowych elementów ubioru.
Przyglądająca się bacznie murom fortu Irileth drgnęła znienacka, a potem błyskawicznie podniosła się na nogi, dobywając noszonego przy pasie miecza o wąskiej długiej klindze i misternie zdobionym jelcu.
- Wchodzą na ogrodzenie, tam! - wyrzuciła z siebie przyboczna jarla, wskazując sztychem swego oręża niewielkie z tej odległości sylwetki dopadające do drewnianej palisady na wschodniej krawędzi zrujnowanego fortu - Tera, na bramę!
Kilkudziesięciu mężczyzn poderwało się na nogi w jednej chwili, podnieconych perspektywą rychłej potyczki i gotowych rzucić wyzwanie śmierci. Ściskając w rękach miecze, topory i tarcze wszyscy runęli ku zatarasowanej drewnianymi kozłami bramie, tratując wysoką trawę i przeskakując zagradzające im drogę niewielkie głazy.
Ahraveen poszedł z miejsca w ślady dunmerki, zdecydowany pokazać zarówno Irileth jak i otaczającym go góralom, że nie tylko jest im równy, ale wręcz przewyższa tych surowych wprawnych wojowników pod każdym względem.
Wydana przez Irileth komenda była jedynymi słowami, jakie rozbrzmiały wśród wysokich traw wyżyny. Rozumny jaszczur spodziewał się, że rozkaz wydrze z ludzkich gardeł jakiś zwyczajowy okrzyk bitewny, jakieś bezrozumne zawołanie mające zmrozić krew w żyłach strzegącym muru strażnikom.
Lecz hersirowie zaskoczyli argonianina w tym względzie, rzucając się do ataku bez najmniejszego okrzyku, niczym brązowożółta ściana stali i żelaza zakłócająca majestatyczną ciszę jesiennego poranka jedynie tupotem ciężkich butów i poszczękiwaniem metalowych elementów ubioru.
Szarża na bramę fortu właśnie się zaczęła - jak mniemam, Ahraveen trzyma się blisko biegnącej z przodu Irileth?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Fort Szarej Przystani, 14 dzień Ostatnich Siewów
Słysząc za plecami charakterystyczny odgłos drapania dowodzący obecności pnącego się za pomocą pazurów khajiita, Hastur omiótł spojrzeniem dziedziniec fortu. Ugodzony strzałami rozbójnik leżał na wyciągnięcie ręki, niemal pod stopami Redgara. Zerkając ponad krawędzią przylegającego do palisady pomostu dostrzegał jego rozrzucone na boki nogi, przylegające do ściany drewnianej szopy przesłaniającej widok na bramę fortu.
Trzej pogrążeni w cichej rozmowie strażnicy stojący nad bramą nie dostrzegli śmiertelnego upadku swego ugodzonego strzałami towarzysza, bo ten runął z pomostu prosto na wiodące nań schodki i zsunął się nimi pod ścianę pełniącej rolę jakiegoś gospodarczego pomieszczenia szopy.
Kucający na ogrodzeniu Hastur miał wrażenie, że pochylając jeszcze bardziej głowę zniknie wartownikom nad bramą zupełnie z oczu, wszelako jego zatroskanie wzbudził natychmiast czwarty rozbójnik, trzymający straż na wysokiej baszcie wyrastającej ponad północny mur Szarej Przystani.
Usytuowany na częściowo zreperowanej, wzmocnionej drewnianymi wspornikami baszcie mężczyzna tkwił na stanowisku odwrócony do dziedzińca plecami, wpatrzony w jaśniejącą linię widnokręgu gdzieś na północnym zachodzie wyżyny. Redgard domyślił się, że zbójca wypatrywał śladu nadciągających od strony Sioła Rorika podróżnych, gotów na pierwszy ich widok podnieść larum i przywołać z wnętrza bastionu śpiących tam jeszcze zapewne kompanów.
Kwestią czasu było jego odwrócenie się w kierunku wnętrza fortu, choćby po to, by zerknąć z czystej ciekawości na poczynania pozostałych strażników. A wtedy oprych nie mógł nie zauważyć kucających na palisadzie bądź przez nią właśnie przełażących intruzów; tak samo jak nie mógł przeoczyć naszpikowanego strzałami ciała w znajomej zapewne zbroi.



Słysząc za plecami charakterystyczny odgłos drapania dowodzący obecności pnącego się za pomocą pazurów khajiita, Hastur omiótł spojrzeniem dziedziniec fortu. Ugodzony strzałami rozbójnik leżał na wyciągnięcie ręki, niemal pod stopami Redgara. Zerkając ponad krawędzią przylegającego do palisady pomostu dostrzegał jego rozrzucone na boki nogi, przylegające do ściany drewnianej szopy przesłaniającej widok na bramę fortu.
Trzej pogrążeni w cichej rozmowie strażnicy stojący nad bramą nie dostrzegli śmiertelnego upadku swego ugodzonego strzałami towarzysza, bo ten runął z pomostu prosto na wiodące nań schodki i zsunął się nimi pod ścianę pełniącej rolę jakiegoś gospodarczego pomieszczenia szopy.
Kucający na ogrodzeniu Hastur miał wrażenie, że pochylając jeszcze bardziej głowę zniknie wartownikom nad bramą zupełnie z oczu, wszelako jego zatroskanie wzbudził natychmiast czwarty rozbójnik, trzymający straż na wysokiej baszcie wyrastającej ponad północny mur Szarej Przystani.
Usytuowany na częściowo zreperowanej, wzmocnionej drewnianymi wspornikami baszcie mężczyzna tkwił na stanowisku odwrócony do dziedzińca plecami, wpatrzony w jaśniejącą linię widnokręgu gdzieś na północnym zachodzie wyżyny. Redgard domyślił się, że zbójca wypatrywał śladu nadciągających od strony Sioła Rorika podróżnych, gotów na pierwszy ich widok podnieść larum i przywołać z wnętrza bastionu śpiących tam jeszcze zapewne kompanów.
Kwestią czasu było jego odwrócenie się w kierunku wnętrza fortu, choćby po to, by zerknąć z czystej ciekawości na poczynania pozostałych strażników. A wtedy oprych nie mógł nie zauważyć kucających na palisadzie bądź przez nią właśnie przełażących intruzów; tak samo jak nie mógł przeoczyć naszpikowanego strzałami ciała w znajomej zapewne zbroi.



Trzy powyższe obrazki przedstawiają wnętrze fortu widziane oczami Hastura i ślepiami Barr'teha. Na fotkach nie ma niestety strażników, bo żeby spokojnie zrzucić screenshooty, musiałem ich najpierw zabić - ale podpowiem Wam, gdzie się znajdują.
Trzej stoją nad bramą, przesłoniętą w tej chwili dachem szopy. Wyobraźcie ich sobie na pierwszym obrazku, pomiędzy kukłami dwóch ćwiczebnych manekinów wystawionymi na ogrodzenie. Czwarty znajduje się na trzecim obrazku, na wzmocnionej drewnianym pomostem baszcie w górnym lewym rogu ilustracji.
Następne deklaracje powinniście rozliczyć w sekundowych ujęciach, bo bardzo szybko znacznie się bardzo dużo dziać - odkrycie Waszej obecności to kwestia kilku chwil, a w środku fortu na pewno znajduje się więcej bandytów. Co robicie?
Trzej stoją nad bramą, przesłoniętą w tej chwili dachem szopy. Wyobraźcie ich sobie na pierwszym obrazku, pomiędzy kukłami dwóch ćwiczebnych manekinów wystawionymi na ogrodzenie. Czwarty znajduje się na trzecim obrazku, na wzmocnionej drewnianym pomostem baszcie w górnym lewym rogu ilustracji.
Następne deklaracje powinniście rozliczyć w sekundowych ujęciach, bo bardzo szybko znacznie się bardzo dużo dziać - odkrycie Waszej obecności to kwestia kilku chwil, a w środku fortu na pewno znajduje się więcej bandytów. Co robicie?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Ja bym posłał kilka strzał jednocześnie (znaczy z kilku łuków) w stronę czwartego, po czym całą uwagę skupił na trzech pozostałych. Mam nadzieję, że salwa skutecznie dosięgnie czwartego, a trzem nie damy czasu na wszczęcie alarmu, nawet jeśli zorientują się co się stało z czwartym. Jeśli uda się uciszyć czwartego naprawdę cicho, to do trzech można spróbować się podkraść. Ale jeśli czwarty nie skona dla nas korzystnie, to trzeba będzie trzech zasypać gradem strzał. Myślałem o bardziej efektywnym wykorzystaniu kotołaka, ale chyba nie ma na to czasu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Fort Szarej Przystani, 14 dzień Ostatnich Siewów
Hastur na co dzień nie posługiwał się łukiem, wolał odstąpić tego rodzaju oręż swym druhom pokładając większe zaufanie w swoich mieczach i wyważonych nożach nadających się wybornie do rzucania.
Lecz stojący na baszcie strażnik znajdował się dalece poza zasięgiem jakiegokolwiek miotanego oręża, nawet ciśniętego z całej siły oszczepu. Próba podejścia bliżej oznaczała zaś konieczność pokonania dziedzińca, gdzie każdy intruz mógł zostać w mgnieniu oka dostrzeżony przez rozprawiających o czymś hałaśliwie rozbójników znad bramy.
A wszyscy z nich mieli przy sobie łuki i bez wątpienia wiedzieli jak się nimi posługiwać. Redgard nie wątpił, że mieli wcześniej sposobność strzelać do ludzi, a jeśli nawet nie było im to dane, niemal każdy góral zwykł polować z użyciem łuku właśnie, co sprawiało, że broń ta stanowiła śmiertelne niebezpieczeństwo w rękach Norda.
Kotołak wylądował miękko tuż obok kucającego z napiętym łukiem Hastura, mrużąc ślepia i strzygąc uszami. Niemal natychmiast dołączył do niego jeden z dwóch hersirów, starający się zapanować nad zdyszanym oddechem. Przechyliwszy się ponad ogrodzeniem mężczyzna wyciągnął w dół palisady pomocną dłoń, złapał za rękę swego próbującego dostać się do góry druha ciągnąc go za rękaw.
- Najpierw ten na baszcie - wycedził przez zęby Redgard, wskazując grotem strzały znajdującego się na wysokim pomoście rozbójnika. Człowiek wciąż tkwił w bezruchu na swym stanowisku, wciąż spoglądał w dal ku gościńcowi. Kotołak omiótł drapieżnym spojrzeniem otoczenie bramy, oblizał bezwiednie pyszczek, a potem błyskawicznie ściągnął z pleców własny łuk. Wciągnąwszy na pomost swego towarzysza pierwszy z hersirów poszedł w ślady przybyszów z Cesarstwa.
- Na mój znak... - wyszeptał Hastur mrużąc oczy. Grot jego strzały zdawał się mierzyć wprost w tors odległego wartownika, ale Redgard wiedział, że każdy mocniejszy podmuch wiatru wystarczy, by zepchnąć pocisk z właściwego toru.
Trzymające cięciwę palce poruszyły się delikatnie zwalniając swój chwyt, znienacka jednak od strony bramy w powietrze wzbiły się zaskoczone męskie okrzyki, tworzące kakofonię nakładających się na siebie niezrozumiałych okrzyków.
Strażnik na baszcie poruszył się raptownie słysząc tę wrzawę, okręcił się na pięcie spoglądając ponad dziedzińcem fortu ku jego bramie. Chociaż Hastur nie dostrzegał z wysokości drewnianego ogrodzenia szczegółów jego ogorzałej od wiatru twarzy, domyślał się otwartych szeroko oczu.
Strażnicy nad bramą właśnie wydali z siebie pierwsze okrzyki, dostrzegając kątem oczu nadciągającą ku bramie kupę zbrojnych. Irileth zaatakowała odrobinę za wcześnie, ale istniało takie ryzyko zważywszy na fakt, że tak naprawdę nie wiedziała, jak wygląda sytuacja taktyczna infiltrujących fort zwiadowców.
Hastur na co dzień nie posługiwał się łukiem, wolał odstąpić tego rodzaju oręż swym druhom pokładając większe zaufanie w swoich mieczach i wyważonych nożach nadających się wybornie do rzucania.
Lecz stojący na baszcie strażnik znajdował się dalece poza zasięgiem jakiegokolwiek miotanego oręża, nawet ciśniętego z całej siły oszczepu. Próba podejścia bliżej oznaczała zaś konieczność pokonania dziedzińca, gdzie każdy intruz mógł zostać w mgnieniu oka dostrzeżony przez rozprawiających o czymś hałaśliwie rozbójników znad bramy.
A wszyscy z nich mieli przy sobie łuki i bez wątpienia wiedzieli jak się nimi posługiwać. Redgard nie wątpił, że mieli wcześniej sposobność strzelać do ludzi, a jeśli nawet nie było im to dane, niemal każdy góral zwykł polować z użyciem łuku właśnie, co sprawiało, że broń ta stanowiła śmiertelne niebezpieczeństwo w rękach Norda.
Kotołak wylądował miękko tuż obok kucającego z napiętym łukiem Hastura, mrużąc ślepia i strzygąc uszami. Niemal natychmiast dołączył do niego jeden z dwóch hersirów, starający się zapanować nad zdyszanym oddechem. Przechyliwszy się ponad ogrodzeniem mężczyzna wyciągnął w dół palisady pomocną dłoń, złapał za rękę swego próbującego dostać się do góry druha ciągnąc go za rękaw.
- Najpierw ten na baszcie - wycedził przez zęby Redgard, wskazując grotem strzały znajdującego się na wysokim pomoście rozbójnika. Człowiek wciąż tkwił w bezruchu na swym stanowisku, wciąż spoglądał w dal ku gościńcowi. Kotołak omiótł drapieżnym spojrzeniem otoczenie bramy, oblizał bezwiednie pyszczek, a potem błyskawicznie ściągnął z pleców własny łuk. Wciągnąwszy na pomost swego towarzysza pierwszy z hersirów poszedł w ślady przybyszów z Cesarstwa.
- Na mój znak... - wyszeptał Hastur mrużąc oczy. Grot jego strzały zdawał się mierzyć wprost w tors odległego wartownika, ale Redgard wiedział, że każdy mocniejszy podmuch wiatru wystarczy, by zepchnąć pocisk z właściwego toru.
Trzymające cięciwę palce poruszyły się delikatnie zwalniając swój chwyt, znienacka jednak od strony bramy w powietrze wzbiły się zaskoczone męskie okrzyki, tworzące kakofonię nakładających się na siebie niezrozumiałych okrzyków.
Strażnik na baszcie poruszył się raptownie słysząc tę wrzawę, okręcił się na pięcie spoglądając ponad dziedzińcem fortu ku jego bramie. Chociaż Hastur nie dostrzegał z wysokości drewnianego ogrodzenia szczegółów jego ogorzałej od wiatru twarzy, domyślał się otwartych szeroko oczu.
Strażnicy nad bramą właśnie wydali z siebie pierwsze okrzyki, dostrzegając kątem oczu nadciągającą ku bramie kupę zbrojnych. Irileth zaatakowała odrobinę za wcześnie, ale istniało takie ryzyko zważywszy na fakt, że tak naprawdę nie wiedziała, jak wygląda sytuacja taktyczna infiltrujących fort zwiadowców.
Strażnik na baszcie jest oczywiście zaskoczony, ale to zaraz mi minie!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Jak Barr'teh ocenia swoje szanse na skrytobójcze załatwienie nadgorliwego strażnika? Najchętniej wspiąłby się na mur i pokazał do czego służą pazury. Zabawy kupa, a jest ryzyko jest zabawa!
Sorry. umknął mi post przy czytaniu:DStrzelam do strażnika na wieży, a potem sugeruję aby związać grupkę na dziedzincu walką. Jak się zmieszamy z nimi, to strażnik z baszty nie będzie miał mozliwości oddania czystego strzału.
Ostatnio zmieniony 08 lipca 2013, 22:24 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.